wtorek, 16 stycznia 2018

Czas.....




Często pytacie skąd ja biorę czas na wypieki, przygotowywanie obiadów, porządki, prace, wychowanie dzieci, prace w ogrodzie itd. (kolejność przypadkowa).  Odpowiadam za zwyczaj – nie posiadam telewizji, nie gram w gry komputerowe, a na przeglądanie Internetu wyznaczam sobie czas około 30 minut dziennie.  Co niektórzy reagują dość agresywnie i z duża ironia na moja odpowiedź i uparcie twierdzą, że to wierutne kłamstwo, iż po rezygnacji z seriali, gier itp. Mogę sobie pozwolić na prowadzenie domu jak w okresie PRL-u. Ostatnio gdzieś widziałam dane statystyczne na temat czasu spędzanego przed tv i komórką, na stronach portali społecznościowych.  Badania wykazały, że te rozrywki zabierają nam około 4 godzin dziennie.  Zatem jeśli z tego czasu odejmiemy, choć by połowę to wystarczy już, by móc żywić rodzinę domowymi przysmakami.  Ja w sobotę rano przygotowałam trzy pieczenie, roladę boczkowa, szynkę i karczek, włożyłam szynkę u karczek w marynatę, zaś roladę nadziałam, zasznurowałam i odstawiłam do lodówki, zajęło mi to około 30 minut.  W niedzielę rano rozpoczęłam pieczenie, owszem zajęło mi to sporo czasu, ale ja nie musiałam tego czasu spędzić na wpatrywaniu się w piecyk, mogłam robić dowolnie to, na co miałam ochotę. Na obiad odgrzałam wcześniej zawekowane flaki wołowe, przygotowane przed sylwestrem, a na drugie danie zrobiłam risotto z zielonym groszkiem i tuńczyka. Po takiej niedzieli mam gotowe wędliny do pieczywa na około 2 tygodnie. Jeśli dołożę pomiędzy pastę z fasoli, jajeczną i z makreli np. to spokojnie na 3 tygodnie wystarczy wędlin.  Chleb piekę dwa razy w tygodniu, jest nas pięcioro, a w tym 3 mężczyzn, z czego dwóch uprawia intensywnie sport (młodszy syn i maż), oraz córkę, która jest szalona na punkcie sportu i ma 5 razy w tygodniu treningi, dołączyła do uprawiania Yogi ze mną w domu (ja raz w tygodniu jestem w szkole Yogi, a codziennie praktykuje w domu). Więc ogólnie jedzenie u nas znika w szybkim tempie.


Tak możemy rozliczyć swój czas dobowy, już kiedyś pisałam o tym, jak sprawdzić na co wykorzystujemy nasz czas. :) 

Wracając do czasu, trzeba się nauczyć panować nad czasem, ja dawno, dawno temu zdając na stopnie starszo harcerskie uczyłam się tego przez dokładne planowanie dnia i go następnie rozliczanie, ostatnio trafiłam na moje pamiętniki i jestem zaskoczona, że, pomimo że podróżowałam tylko środkami komunikacji miejskiej lub pieszo udawało mi się załatwić sprawy w różnych częściach miasta, a przecież w tamtym okresie uczyłam się, pracowałam i prowadziłam drużynę harcerską.  Więc jak widać jest to tylko kwestia dobrego planowania i chęci.
Kiedyś kobiety były owszem w pracy 8 godzin, ale kolejne godziny spędzały na zdobywaniu jedzenia, ja jestem z tego pokolenie, które musiało chodzić rodzinnie na zakupy by więcej kupić, bo np. sprzedawano po paczce masła na osobę.  Jako młoda mężatka na dorobku podróżowałam z mężem na targ by tam zrobić zakupy w niższej cenie, nie posiadaliśmy samochodu, a z komunikacją miejska różnie bywało, często nie było rozkładu godzinowego, jechało się na wyczucie. Moja babka to pokolenie przedwojenne, matka pokolenie urodzone w czasie wojny, kobiety nie miały nowoczesnych urządzeń, musiały robić przetwory na zimę, gotować wszystko od podstaw, na chleb na święta musiały się zapisać. Często same szyły, cerowały odzież, a był to czas, że dla męża to była uwłaczająca jego godności praca. Łatwo im nie było i zupełnie im nie zazdroszczę. Ale dawały radę, znosiły to często w milczeniu, z godnością i podniesiona głową.
Teraz tak często słyszę, że na wszystko brak czasu, spotkania towarzyskie bywa, że ograniczają się do telefonu lub wymiany zdań na portalu społecznościowym, imieniny kiedyś obowiązkowy punkt spotkań towarzyskich dziś pomalutku odchodzą w zapomnienie.  Czy tak naprawdę wszyscy pracujemy po 10 i więcej godzin dziennie? Czy nie mamy codziennie czasu? Czy jesteśmy tak serio zagonieni, czy też tak poddajemy się rytmowi otoczenia i bezwiednemu powtarzaniu – nie mam czasu?
Zróbcie sobie bilans zużycia własnego czasu, tak dla siebie, tak z ciekawości.

Bo patrząc na wszystko z boku wydaje się, że tak jesteśmy wszyscy zajęci, że nie mam czasu żyć. 

czwartek, 4 stycznia 2018

Weekend bez tv, komputera i telefonu komórkowego? Czy to możliwe?




Czy jesteście gotowi na weekend bez technologii??
Nie dotykać komputera, nie przesiadywać przed tv, nie bawić się telefonem. Telefon tylko do dzwonienia jak dawniej?



Wszędzie nagłaśnia się temat szkodliwości promieniowania z sieci komórkowej, wpływu ekranów komputera i tv na mózg, na pracę gałek ocznych itd.
Powstały strony w Internecie gdzie promuje się mniej telewizji więcej obcowania z drugim człowiekiem.
Jak obecnie spędzają czas rodziny w weekend?
Bardzo często wraz z pobudką włączany jest telewizor i towarzyszy jej do końca dnia, do tego dzieci dostają czas z komputerem, dorośli sięgają po komórki i się nimi bawią. Tak się dzieje przy dobrych wiatrach, niektórzy w weekend nadganiają prace, naukę i siedzą przed monitorami komputerów wiele godzin.
A gdyby tak sobie założyć, że choć co drugi weekend w miesiącu robimy anty technologiczny? Taki jak za czasów przed tv, komórkowy i komputerowy. Może warto w taki czas wyjść na spacer, spotkać się ze znajomymi, ale bez zaglądania, co tam na portalu społecznościowym słychać, bez zerkania na wiadomości w telefonie, ot tak zwyczajne spotkanie towarzyskie. Wiem, że są grupy ludzi, którzy spotykając się ze sobą odkładają telefony przy wejściu do specjalnie przygotowanego koszyczka, tam wkładają telefony również gospodarze i spotkanie staje się czasem wolnym od innych osób po za tymi, co są w pomieszczeniu. Może warto zaczerpnąć ten pomysł?
Rodzina naszych znajomych wycisza komórki na czas wspólnego posiłku lub wspólnie spędzanego czasu, nie zaglądają, nie nasłuchują, zwyczajnie wyciszają i odkładają w jedno miejsce telefony.
U nas o godzinie 21.00 telefony są wyciszane, wyłączone wszelkie dodatkowe zastosowania i odkładamy do pomieszczenia, w którym nie śpi nikt, mąż ma włączona funkcję nie przeszkadzać i wpisane tylko te telefony, które są istotne by je odebrać bez względu na porę, więc u niego dźwięk pozostaje włączony, reszta jak to mówimy idzie spać. W tym czasie zazwyczaj następuje ich ładowanie. Podobnie ma się sprawa Wifi, które jest wyłączane od godziny 22.00 w całym domu.
Dzieci nie posiadają tv w pokojach, najstarszy syn ma monitor i dysk do odtwarzania domowych filmów, dostał go po 18 urodzinach (zakupiony za uzbierane pieniądze), młodszy syn ma komputer (nie da się na nim grać ma za słabe parametry), który dostał po 15 urodzinach. Córka nie posiada tv ani komputera, przyjdzie na nią czas.
Staramy się uczyć dzieci, że to są wspaniałe wynalazki, owszem potrzebne, ale należy podchodzić do nich z rozwagą i świadomością. Internet jest jak młotek, dobrym narzędziem, ale źle wykorzystanym staje się niebezpieczne.
Maż pracując w branży IT styka się z całym brudem, który krąży w sieci i mamy pełen obraz „dobrodziejstwa”, który również niesie ten świat ze sobą.  
Dwa dni bez tych cudów techniki nikomu nie powinny zaszkodzić, czasem mogą uświadomić nam fakt uzależnienia od nich. Dzięki temu możemy starać się podejść do problemu świadomie, nie wypierać go i nie zaprzeczać.
Spędzając czas z rodziną możemy ich lepiej poznać, w ciągu tygodnia jesteśmy zazwyczaj tak zabiegani, że ograniczamy się do zdawkowych pytań, – co w szkole, co u Ciebie, co w pracy itd. W sumie często nie mamy czasu na rozwinięcie tematy tylko z poczucia obowiązku lub grzeczności je zadajemy. Wybierając mądrą grę planszową możemy poruszyć tematy niedostępne w zwykłej rozmowie, będąc na wspólnym spacerze też jest czas na rozmowę, na swobodny przepływ myśli, na poukładanie codzienności.
Odpoczynek dla oczu też jest ważny, spacerując robimy dużo dobrego dla swojego zdrowia, a co za tym idzie oszczędzamy pieniądze na lekach, lekarzach, odpoczywając prawdziwie relaksujemy się i dzięki temu łatwiej znosimy tydzień pracy.  A dzięki temu jesteśmy wydajniejsi i może nawet więcej zarobimy lub mniej stracimy podejmując rozważne decyzje. Przemęczenie jest bardzo złe dla naszego organizmu, postrzegania rzeczywistości oraz odporności na choroby. Dajmy sobie czas na przerwę, ale taką zupełnie oderwaną od codzienności, czas na książkę, hobby, ćwiczenia, spacer, spotkanie ze znajomym/rodziną, wspólne gotowanie, rozmowy.
Hmm, nie pomne, że dodatkowo oszczędzicie prąd, który czerpią te wszystkie urządzenia. Nauczcie się odpoczywać prawdziwie, dajcie odpocząć swoim oczom, stawom, mięśniom, myślom, odetchnijcie w weekend, pobłądzicie z druga osoba.
Nie pędzicie do centrów handlowych, postarajcie się, choć co drugi weekend odciąć się od tych wszystkich pokus – zakupy, komputer, tv, komórka.
Po prostu zadbajcie o siebie i swoich bliskich. Ja wiem początki będą trudne, będzie bunt i pokusa, ale myślę, że warto o to zawalczyć.  
My z mężem jesteśmy z tego pokolenia, które tak spędzało właśnie czas w dzieciństwie, potem, jako małżeństwo również, nawet często w gry komputerowe graliśmy w większym gronie, jedna osoba obsługiwała komputer a reszta zastanawiała się nad kolejnym krokiem. Czyli spędzaliśmy czas razem z innymi, a że gier było mało, to te sytuacje należały do bardzo rzadkich.

Nie zapominajcie o drugim człowieku, zadbajcie o zdrowe relacje…….

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Sylwestrowa noc




Nadszedł Nowy 2018 Rok, metrykalnie przybył nam kolejny rok.
Na pewno powstało wiele postanowień, jak to mawiają – z Nowym Rokiem nowym krokiem!

Każdy na swój sposób spędził tę ostatnią noc 2017 roku, jedni na hucznych zabawach, inni w gronie znajomych, rodziny, samotnie, w pracy, a inni po prostu przesypiając ten moment, gdy wybiła północ.
Obojętnie, w jaki sposób lubimy, chcemy lub musimy przeżyć Sylwester nie ma on wpływu na nasz kolejny rok, nie wierzę w przesądy typu, jaki masz Sylwester taki cały rok, bo niektórzy musieliby cały rok kaca kurować, a inni np. cały rok grali by tylko w gry komputerowe lub spali.





Jedna rzecz, co roku mnie zdumiewa – ile pieniędzy wylatuje z dymem w powietrze, od lat nie kupuję żadnych fajerwerków, a już od czasu jak mamy psiaka nie ma mowy o takich atrakcjach, mimo, że nasz pies zupełnie się nie boi hałasu, szczeka na burze i huk fajerwerków. 
Tak wiele zwierzaków musi spędzić ten wieczór na środkach uspokajających, tak wielu właścicieli nie może wyjść z domu na spacer z psiakiem.
Druga sprawa to pieniądze, szkoda mi przez chwilkę puścić z dymem 100-200 zł, a często wylatuje dużo więcej. Nie kupuje nawet zimnych ogni. Wolimy te pieniądze wydać na realną rozrywkę – kino, jakiś fajny przysmak, na który szkoda nam pieniędzy, na grę planszową, książki itd.
Po takim pokazie fajerwerków, ulice są zaśmiecone, ludzie pozostawili na nich butelki, z których wystrzelili fajerwerki, paczki po wyrzutniach, patyki, papiery, całe miasto wyglądało jak by wichura rozrzuciła śmieci.
Bardzo często strzelają osoby już pod wpływem alkoholu i dodatkowo staje się ta rozrywka mocno niebezpieczna.
Zorganizowane, zaplanowane przez firmy pokazy fajerwerków cieszą zmysły, jest widowiskowe i czemu nie. Jest przeprowadzone w kontrolowanych warunkach, przez specjalistów i wszystko jest jak należy.

Wiem, wiem zrządzę, ale jako urodzona minimalistka, ekolog, wielbicielka zwierzą i życia nie potrafię jakoś ułożyć sobie tego narodowego wystrzału milionów z dymem.
Nie oskarżam nikogo, to jest mój i tylko mój punkt widzenia, dla mnie to szkody w portfelu, przyrodzie i czystości miasta.  Ale każdy ma prawo do własnych przekonań i wydawania pieniędzy. 

Ostatnio w Internecie krążył tekst – „Zamiast wydać 10 zł na fajerwerki, wydaj je na karmę do schroniska dla zwierząt” była akcja w naszym MDK-u i naprawdę niewiele zebrano karmy.