piątek, 2 października 2020

Wyrzucamy jedzenie - dobrze/źle?

 


Na pewno mnie już na tyle znacie z tego, że mam obsesję wręcz na temat marnowania żywności, nie cierpię, jak oś ma wylądować na wysypisku. Nie dość, że tworzymy góry śmieci, to wyrzucamy własne zarobione przez siebie pieniądze, a dodatkowo jesteśmy nie ekologiczni, można by rzec, że mało empatyczni, bo nie tylko gdzieś daleko na świecie ludzie głodują, ale nawet blisko Was znaleźli byście osobę, która niedojda z różnych powodów i nie jest to problem zaburzeń odżywiania. Październik to czas na zastanowienie się nad tym problemem, dodatkowo zachęcamy by w tym miesiącu pomyśleć o zwiększeniu ilości warzyw i owoców w diecie, a zmniejszeniu posiłków mięsnych, nie namawiam oczywiście do przejścia na wegetarianizm czy weganizm, ale tak zwyczajnie na jezdnie mięsa 2-3 razy w tygodniu, może więcej ryb, zamiast mięsa chociaż. Nasi przodkowie nie jadali mięsa na co dzień, a współcześnie jada się mięso do kanapek, sałatek, obiadów, przekąsek itd. Ale to zupełnie inny temat.

Wracamy do marnowania żywności, niestety sporo jej Polacy wyrzucają, często robią to zupełnie niepotrzebnie, wyrzucają produkty nie otwierając ich tylko dlatego, że kończy się data ważności, ale wierzcie mi jedzenie to nie bomba zegarowa która, gdy czas się skończy wybuchnie, to są daty czysto umowne, bo taki jest wymóg by każdy produkt miał datę ważności, sprawcie datę ważności do spożycia znajdziecie również na soli, soli, która leży w ziemi setki lat. Trzeba sprawdzić czy naprawdę dany produkt jest już niezdatny do spożycia, czasem to nie jest jeszcze szkodliwe tylko może mniej atrakcyjne, ale można coś z tego jeszcze przyrządzić. Ja mam zasadę przeglądania lodówki i zapasów, jeśli coś za chwilę skończy datę ważności, a nie mam chęci tego szybko jeść, to albo zamrażam w takiej postaci jak jest (jogurty owocowe też można, powstają fajne lody, dzieci lubią u mnie takie oszukane lody, wtedy wkładam patyczek w jogurt i zamrażam). Często przygotowuję coś z takiego składnika, który jest na kocówce daty przydatności i zamrażam lub pasteryzuję całe danie. Szkoda wyrzucać kasę do kosza.

Trochę danych - Polacy co roku wyrzucają do kosza 2 mln ton żywności, specjaliści wyliczyli, że jedna polska rodzina co miesiąc wyrzuca do kosza jedzenie warte 50 zł (600 zł rocznie), według danych około pół miliona dzieci w Polsce codziennie chodzi głodne. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie te dane są przytłaczające. Nie wyrzucam śmieci do ogólnodostępnych pojemników, nie mam zupełnie rozeznania,   pytam czasem znajomych jak to u nich wygląda, niektórzy nawet nie rozważają faktu wyrzucania jedzenia, po prostu to robią i nie widzą w tym nic nagannego. Na pytanie - nie szkoda Ci Twoich pieniędzy wzruszają ramionami, pracuję stać mnie. 

A jak Wy widzicie temat wyrzucania jedzenia? Czy to kwestia etyczna, czy ekonomiczna, ekologiczna, czy przejaskrawiony problem? 

Polecam robienie jadłospisów tygodniowych na podstawie tego co mamy w domu i najwyżej dopiero dokupienia składników dodatkowych. Chodzenia na zakupy z lista i starać się nie wykraczać mocno po za nią. Może warto rozważyć podzielenie się jedzeniem np. zabrać ciasto do pracy i poczęstować współpracowników, zapytać sąsiada czy nie ma chęci na domową zupę, sałatkę... Pamiętaj jak byłam dzieckiem to było normalne, że sąsiadka wpadała do mamy z jedzeniem, a to ze śledzikiem, ciastem, plackami - często mówiła kochana narobiłam tego i nie przejedzą mi (jedna sąsiadka często robiła więcej by cos przynieść i mieć okazję do ploteczek), może u pani zjedzą, moja mama robiła podobnie. Po za tym można zabrać ze sobą coś idąc do znajomych. 



poniedziałek, 28 września 2020

Nowe krzesło ze starego

 


W tym roku zabrałam się za remont sypialni, nie była odnawiana od 13 lat, więc uznałam, że czas na malowanie. Dodatkowo postanowiliśmy zmienić układ łózka w sypialni, bo nasza jakość snu nie była zadowalająca w poprzednim miejscu (śpiąc z synem w szpitalu sypiałam lepiej niż we własnym łóżku). Przestawienie łózka było najlepszym naszym pomysłem, ponownie sypiamy bardzo dobrze, po przebudzeniu się w nocy zasypiamy ponownie, ja nie wiercę się w łóżku godzinę, dwie zanim zasnę, warto zastanowić się nad tym jak śpimy i gdzie śpimy, jednak sporą część życia spędzamy w łóżku. Najlepsze jest to, że wszyscy eksperci wypowiadają się, że powinno się spać głowa na północ, nogami na południe, tak właśnie spaliśmy przez 13 lat, jak wyjeżdżaliśmy na wakacje różnie bywało ze snem, w tym roku nawet hałas z ulicy (którego nie mamy na co dzień) nam nie przeszkadzał po powrocie do domu znowu bezsenność, płytki sen, poranne zmęczenie. Teraz mamy odwrócone łózko i postawione na innej ścianie, być może nie chodziło o kierunki świata, ale o zupełnie coś innego. Jak dla mnie nie istotne, ważne, że się wysypiam. Teściowa nie może się wyspać, gdy ma łóżko przy jednej ze ścian i to nie ważne z której strony tej ściany (jest to ścinka działowa między pokojami), czyli coś w tym miejscu jest nie tak, w innym mimo swoich 76 lat śpi po 8-10 godzin mocnym snem.

No tak, ale to w moim stylu, chciałam tylko napisać Wam jak to przerobiłam krzesełko, a rozpisałam się o łóżku. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.

Od dawna miałam w planach przerobienie starego krzesła, ma chyba z 14 – 15 lat. Krzesło znany model z Ikei kupiony wraz z zestawem – 4 krzesła + stół, kupione za niewielkie pieniądze, przetrwał stół, który mamy na tarasie, oraz jedno krzesło ocalało. 



Wyszlifowałam krzesło, pomalowałam na biało i obiłam resztkami jeansu które powstały po obcięciu długich spodni córce na krótkie.



 Poduszka to zniszczona poduszka, która była zakupiona wraz z krzesłami, niestety jej jakość miała dużo do życzenia, ale nadała się świetnie na wypełniacz.




 Teraz mam nowe krzesło, do sypialni które stanęło przy toaletce (która służy mi również za miejsce do szycia).
Wydałam tylko na małą puszkę farby oraz na pędzelek. Zatem koszty minimalne, nawet mogłam sobie dzięki temu pozwolić na lepszą jakość farby, której resztki użyje przy decoupage.  


piątek, 25 września 2020

Kalafior pieczony w piecyku

 


Wróciłam do diety wegetariańskiej, rezygnując z nabiału krowiego zupełnie oraz odrzucając większą część glutenu. Niestety przy chorobie syna zaniedbałam dietę, spokój wewnętrzny i higienę życia, więc posypało się wszystko. Wcześniej po latach walki z alergią byłam już na prostej by o niej zapomnieć. Pobyty w szpitalach z synem nie sprzyjały dbaniu o dietę, stres, niepokój też zrobiły swoje. Wcześniej nie jadłam mięsa, nabiału i glutenu i każdego dnia czułam się lepiej. Teraz wróciłam do diety i jak na razie każdego dnia czuję się lepiej, znika chroniczny katar, zmęczenie, stany lękowe, ból stawów, wysypki niewiadomego pochodzenia, bezsenność, ból kręgosłupa. Widzę, że mój organizm ponownie się oczyszcza i jest mu dobrze, mam nadzieję, że podążam dobra drogą. Wprowadziłam do diety soki warzywne, po pierwszym oczyszczaniu sokiem z kiszonej kapusty miałam rewolucję jelitowa, która wyraźnie mi pokazała w jak złym są one stanie. Teraz pije soki warzywne świeżo wyciskane (polecam zakup wyciskarki, teraz będzie w dobrej cenie w Lidlu). Ja dodaję do soku z marchwi i buraka natkę pietruszki i czosnek. Można dodać jabłka, wręcz było by dobrze dodać, ale ja mam nie po drodze z jabłkami, warto dorzucić seler, czy białą kapustę do wyciśnięcia. Szklaneczka takiego soku to błogosławieństwo dla naszego organizmu. Ale nie o tym do końca chciałam, staram się zmieniać przygotowanie dań, nie rozgotowywać warzyw, a że gotuję głównie dla siebie, rodzina nadal mięsożerna, więc im gotuję osobno, a dodatkowo dla wrzodowca osobno (Na początku było trudno, teraz już na luzie daję radę ze wszystkim. Pierwsze dni chciało mi się usiąść w kącie i płakać teraz czerpię radość z tego gotowanie). Zmieniając zatem formę przetwarzania warzyw eksperymentuję, moim ostatnim odkryciem są warzywa z piecyka, a mianowicie kalafior w formie al dente. Przypomina mi smakiem smażone kanie, serio zupełnie taki smak przychodzi mi na myśl.


Składniki porcji dla dwóch osób:

  • ½ główki średniego kalafiora
  • 1 łyżka przyprawy curry (ja mam nie soloną)
  • ½ łyżeczki soli
  • 2 łyżki oliw/oleju


Kroimy kalafiora na plastry takie centymetrowe, jak się pokruszy to nie szkodzi. Mieszamy Oliwę z curry i solą (jeśli macie przyprawę soloną to nie dosalajcie), smarujemy kalafiora mieszanką przyprawy z oliwą lub mieszamy z nią, jeśli kalafior się pokruszył. Pieczemy w naczyniu żaroodpornym lub na blasze z piecyka przez 20-30 minut w temperaturze 180 stopni z termoobiegiem. Ja jadam z fasolowymi kotletami lub jakiem, rodzina chętnie to je z rybą gotowana na parze lub filetem z kurczaka.