piątek, 31 października 2014

Nie marnujemy jedzenia - pasta z ryby w puszce


Czasem bywa, że w lodówce zostanie resztka rozpoczętej ryby w puszce, przestaje być atrakcyjna i godna zainteresowania przez domowników. Jest na to rad by ryba nie wylądowała w śmietniku :) 
Wystarczy zrobić pastę z ryby, można ją robić z twarożkiem lub  jajkami gotowanymi na twardo. 
Wczoraj właśnie robiłam taką pastę rybną, bo w lodówce za słoikiem  ogórkami skryła się resztka ryby w puszce - szprot w oleju. 

Użyłam:
  • 4 jajek
  • 1 cebuli
  • około 6 szprotek w oleju
  • łyżkę posiekanego szczypiorku
  • 2 łyżki majonezu
  • pieprz do smaku
Ugotowałam jajka na twardo, a następnie starłam je tartce do warzyw, rybę rozgniotłam widelcem, cebulę pokroiłam w drobną kosteczkę i wszystkie składniki wymieszałam razem. Doprawiłam do smaku pieprzem i gotowe :) Można zamiast jaj użyć białego sera jeśli jest pod ręką. Do takiej pasy nie musi być tylko i wyłącznie ryba w oleju, w zalewie pomidorowej też się będzie nadawała, pasta dzięki temu będzie miała wyraźniejszy smak. Moja dzieci często i tak pastę rybną polewają keczupem, więc od razu powstaje wersja dwa w jednym :) 

czwartek, 30 października 2014

Halloween kit czy hit?



Dziś o Halloween, ostatnio sporo zrobiło się zamieszania w mediach w temacie tego święta. Obchodzić, nie obchodzić? Wielu zadaje sobie pytanie. Ja odpowiem - my nie obchodzimy tego święta z kilku powodów o których napiszę później. Wiele osób słysząc, że nie obchodzimy tego święta reaguje dość często  negatywnie, wręcz zaczepia o kler, dewotyzm itp. No cóż, ja odpowiadam tylko - "wolność Tomku w swoim domku".

Ostatnio w naszej polskiej kulturze mocno zakorzeniają się obce zwyczaje i obrzędy, pojawiają się nowe święta, zaś odchodzą w nieznane nasze własne obrzędy, bo ilu jeszcze chodzi kolędników w dzień wigilii Bożego Narodzenia? Ilu przebierańców biega w ostatki? Zaś w to miejsce wskoczyły przebieranki diaboliczno - demoniczne zwane Halloween. Jako dzieciak biegałam przebrana w ostatki od domu do domu wyśpiewując pod drzwiami. Teraz, mimo, że mieszkam na wsi nigdy do moich drzwi nie zapukał przebieraniec. Czemu zamieniliśmy jedne przebierańce na drugie, co w tych rodem z horroru jest tak ekscytujące, pociągające. Przebieramy małe dzieci w diabełki, wampirki, kościotrupy, zombi i co tam wskoczy do głowy demonicznego i strasznego. Czy ma to na celu oswajanie dzieci z ciemną stroną mocy? Ze złem, demonem, śmiercią? Przyznam, że zupełnie nie mam pojęcia o co chodzi w naszym narodzie z tym szałem na punkcie Halloween.

Teraz odrobinę faktów na podstawie źródeł internetowych:

"Dokładna geneza Halloween nie jest znana. Może nią być rzymskie święto na cześć bóstwa owoców i nasion (Pomony) albo z celtyckiego święta na powitanie zimy. Według tej drugiej teorii Halloween wywodzi się z celtyckiego obrządku Samhain. Ponad 2 tys. lat temu w Anglii, Irlandii, Szkocji, Walii i północnej Francji w ten dzień żegnano lato, witano zimę oraz obchodzono święto zmarłych.
Druidzi (kapłani celtyccy) wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk. Na ołtarzach poświęcano bogowi resztki plonów, zwierzęta i ludzi. Paląc chciano dodawać słońcu sił do walki z ciemnością i chłodem. Wokół ognisk odbywały się tańce śmierci. Symbolem święta Halloween były noszone przez druidów czarne stroje oraz duże rzepy, ponacinane na podobieństwo demonów. Sądzi się, iż właśnie z potrzeby odstraszania złych duchów wywodzi się zwyczaj przebierania się w ów dzień w dziwaczne stroje i zakładania masek. Czarownice w towarzystwie czarnych kotów przepowiadały przyszłość."

  

Z tego co znalazłam w internecie, na ziemiach słowiańskich w tym okresie wyprawiano święto dla zmarłych, bo wierzono w to iż otwiera się brama pomiędzy światem żywych i zmarłych. Zapraszano więc zmarłych na przyjęcie, które raczej odbywało się w gronie rodzinnym, nie znalazłam wzmianek o bieganiu w przebraniu od chałupy do chałupy i w ogóle przebieraniu się za demony, diabły, wampiry itp. Zresztą w ówczesnych czasach ludzie z dużym szacunkiem podchodzili do granicy między światem żywych i umarłych i nie był to powód do robienia sobie żartów. 

Moja rodzina nie obchodzi święta Halloween, bo nie widzimy zupełnie umiejscowienia go w naszej kulturze i obrzędowości. Mamy duży szacunek do świata umarłych, dzień ten spędzamy na przypomnieniu sobie osób które zmarły w naszej rodzinie, opowiadamy o nich, oglądamy zdjęcia. Nie stawiamy dyni z zapalona świeczką, nie wieszamy nietoperzy, czaszek i czarownic. Mamy dużo pokory do nieznanego nam świata magi i nie podejmujemy ryzyka, by sprawdzić faktyczność jej istnienia. 
Generalnie irytuje nas kolejna gratka na zarobek, pełna komercjalizacja tego święta i ogólnie idące za tym zyski finansowe, nie chcemy dać się wkręcić w ten kult i pozwolić na wyciąganie pieniędzy z naszych kieszeni. 
Podobne zdanie mamy w temacie Walentynek. Są to święta zapożyczone z innych kultur. Przyznam, że boleję nad odchodzącymi w zapomnienie naszymi rodowitymi świętami. Wspomnijmy choćby dzień imienin tak hucznie kiedyś obchodzony, dziś dość niemrawo to już działa, zapominamy o tych świętach. 
Słowianie mają imprezową dusze i w naszej kulturze jest wiele świąt zachęcających do zabawy, nie musimy szukać innych. 
Zgodnie z przysłowiem "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie" :) 








środa, 29 października 2014

Mrożona brukselka


Udało mi się kupić okazyjnie 3 kg brukselki (tylko tyle zostało) całość za 4 zł (po targowaniu). Z racji, że brukselkę w naszej rodzinie jem tylko ja więc uznałam, że te 3 kg to zupełnie dobra ilość. Przyniosłam do domu, umyłam , obrałam z brzydkich liści, a właściwie listków, zagotowałam gar wrzątku i siup na 3 minuty gotowania. Następnie cała gorąca brukselka wskoczyła do zimnej wody z lodem tam sobie spokojnie wystygła, następnie podzieliłam na porcje, włożyłam do woreczków i do zamrażarki :) Teraz mam swoją własną, zdrową przekąskę. Po za tym brukselka przemrożona traci goryczkę, więc będzie jeszcze smaczniejsza. Polecam! 


W tym roku udało mi się zamrozić - buraki, brokuły, kalafior, fasolkę szparagową, śliwki, dynię, włoszczyznę i brukselkę. Będzie co wyjmować na zimowe obiady.