poniedziałek, 23 maja 2016

Zupa owocowa




Już dawno obiecałam przepis na zupę śliwkową. Jest to bardzo prosty przepis zwłaszcza dla osób, które nadal kompoty do obiadu.  Co prawda ta „sztuka” była przez ostatnie lata mocno wypierana z naszych domów, ale z tego, co widzę przezywa całkiem triumfalny powrót.

Składniki:

Śliwki mrożone lub inne owoce, świeże lub mrożone (ilość zależy od tego jak mocny smak chcemy uzyskać), tak z 1 kg na 2 - 3 l ja daję przeciętnie.
Cynamon, goździki (opcjonalnie, moja rodzina lubi korzenne smaki)
Cukier
Śmietana/jogurt
Mąka 1-2 łyżki
Makaron



Wrzucam owoce do garnka zalewam wodą, dokładam cynamon (około ½ łyżeczki), goździki (około 4-5 sztuka), zagotowuję całość, doprawiam do smaku cukrem. Jeśli owoce są mdłe, nie dają wyraźnego smaku np. jabłka możemy dodać sok z cytryny.  Zaprawiam jogurtem wymieszanym z mąką (do mieszaniny mąki z jogurtem dolewamy kilka łyżek gorącej zupy i mieszamy, czynność ta powtarzamy, aż płyn będzie ciepły, dopiero wtedy wlewamy do reszty zupy). Zagotowuję całość i podaję z ugotowanym makaronem. Możemy na wierzch posypać uprażone płatki migdałowe np. Smacznego!!  Zupą taką możemy ugotować z dowolnych owoców, najlepiej smakuje w ciepłe dni. Moja rodzina najbardziej lubi ze śliwek lub jabłek. Niektórzy robią zupę z wiśni, nie zaprawiają jej i powstaje owocowy czysty barszcz :) Oczywiście do takiego "barszczu" nie dodajemy już goździków. 

czwartek, 19 maja 2016

Myć czy nie myć często włosy?



Przypadek sprawił, że poddałam swoje włosy pewnemu eksperymentowi.  Jak już wcześniej pisałam farbuję włosy henną Khadi, której nie mogę w swojej okolicy zakupić w sklepie stacjonarnym. Nie chcę zmieniać firmy produkującej hennę, bo ta mi odpowiada jakościowo i cenowo. Jedno farbowanie włosów to dla mnie koszt 11 zł. Zamówiłam farbę prawie dwa tygodnie temu, sprzedawca wysłała na drugi dzień, więc wstrzymałam się z myciem włosów, będąc przekonana, że za chwilkę i tak będę je musiała umyć w celu nałożenia henny. Zatem cierpliwie czekałam. W dniu złożenia zamówienia moje włosy były niemyte około 4 dni. Niestety oczekiwanie zaczęło się przeciągać, a ja wierząc, że to już jutro otrzymam przesyłkę nie myłam włosów, tylko je dwa razy dziennie dokładnie szczotkowałam, szczotką z naturalnym włosiem. Mijały kolejne dni, a moje włosy po krótkim kryzysie w 7 dniu nie mycia zaczęły wyglądać, co raz lepiej, zrobiły się puszyste, co raz mniej było widać przetłuszczenie, a ja trwałam w codziennym dokładnym szczotkowaniu minimum 50 ruchów szczotki na jedno szczotkowanie. Rano i wieczorem dokładnie powtarzałam tę czynność. Oczywiście nadszedł ten dzień, gdy henna do mnie dotarła, ale było to już 14 dni, przez które moje włosy były niemyte, tylko i wyłącznie szczotkowane. Po za moim odczuciem, że tak długo nie myłam włosów (przeciętnie myje, co 5-7 dni), włosy wyglądały bardzo dobrze. W poradniku z lat 60, czytam, zalecanie mycia włosów normalnych, co 10 dni, zaś suchych, co 14. Wtedy pukałam się w czoło, zastanawiałam się jak można wyglądać przy tak długim niemyciu włosów. Zalecano w tej książce również ostrożne podejście do mycia włosów przetłuszczających się, autorzy twierdzą, że włosy szybko się przetłuszczają, gdy zbyt mocno wysuszamy skórę głowy, zalecano tam nieużywanie szponów wysuszających, ponieważ pogarszają stan skóry i włosy jeszcze bardziej się przetłuszczają. .  Oczywiście są odstępstwa przy zmianach hormonalnych, czy chorobach skóry głowy, ale ogólnie twierdzą, że również włosy przetłuszczające się nie powinniśmy myć za często. Opisują, że przyczyną tego stanu może być zła dieta, farbowanie oraz agresywne zabiegi fryzjerskie. Przyznam, że obecnie myje włosy tylko naturalnymi środkami, nie używam agresywnej chemii, może dzięki temu udało mi się tak komfortowo przetrwać te 14 dni.  Jako odzywki używam oleju kokosowego lub dyniowego, czasem do samych kocówek oliwy. Myje włosy żółtkiem lub 100 % naturalnym szamponem.  Płuczę włosy woda z octem. Kiedyś po nałożeniu henny miałam sztywne włosy, trudne do rozczesania, obecnie są miękkie i puszyste. Ścinałam regularnie końcówki, na których była jeszcze resztka farby chemicznej. Tak naprawdę nie wiem, co sprawiło, że włosy wyglądały dobrze mimo tak długiego ich nie mycia. Wielu specjalistów twierdzi, że to dzięki niezbyt częstemu myciu włosów nasze prababki miały je tak piękne, myślę, że również naturalne środki do ich pielęgnacji sprawiały, że nie były zniszczone i przesuszone. Nie jestem kosmetologiem, fryzjerem. Są to moje obserwacje i wnioski niepoparte wiedzą naukową. Jeśli nie będę miała potrzeby to nie powtórzę tych 14 dni, ale rozważę mycie włosów, co 7-10 dni. Może rzeczywiście zbyt szybko sięgamy po szampon, często są to bardzo agresywne dla skóry głowy środki. Może jednak warto poczytać skład i wybrać ten szampon z jak najkrótszym składem lub poszukać domowych preparatów do pielęgnacji włosów. 



poniedziałek, 16 maja 2016

Czy pusty portfel budzi w nas kreatywność?



Ostatnio pomyślałam sobie, że czasem zasobność portfela ogranicza nas. Może nawet pełna płynność finansowa powoduje spadek naszej kreatywności. Tworzyć zaczynamy w chwili, gdy potrzebujemy rozwiązań by przetrwać, jak wiele pomysłów powstało z powodu braku pieniędzy. Jak to mówią „potrzeba matką wynalazków”. Wiele osób rozleniwia się, gdy ma zasobny portfel, wiele poszukuje mocnych doznań by czuć, że żyją. No a człowiek, który ma puste kieszenie, na co dzień żyje tak ekstremalnie, ma tyle doznań i nieznane jutro, że staje się twórczy. Ja wiem, że duża ilość pieniędzy pozwala nam na więcej, ale czy tak naprawdę wtedy chce nam się… To trochę jak człowiek przejedzony staje się leniwy, mało ruchliwy, chętnie pada na kanapę i tam zostaje. Podobnie bywa przy zasobnym portfelu. 
Ostatnio głośno jest o ruchu zwanym Prepersi, wielu z nich ma zasobne portfele owszem, ale wielu nie. Oni po za różnymi umiejętnościami uczą się jak przetrwać bez pieniędzy, prądu, jedzenia, wody itd. Pomyślcie o tym jak mały jest odsetek społeczeństwa, który potrafiłby przetrwać bez prądu, pozyskać wodę, żywność, zbudować schronienie.
Dla wielu rozpalenie ogniska bez zapalniczki/zapałek to coś po za zasięgiem. 
Żyjemy mając nadzieję, że jutro będzie takie same jak dziś, albo lepsze.
A może warto uczyć się zaradności, wiele osób z niskim budżetem jest zmuszona do survivalowych wyczynów. Uczy się przetrwać produkując samodzielnie żywność, nie mając pieniędzy, ba czasem żyjąc bez prądu, bo odłączyli w chwili braku opłat za rachunki. Może warto jednak zbliżyć się do natury, pokazać dzieciom bardziej pierwotne życie, pojechać na biwak…
Może brak funduszy nie jest aż takim złem, może dzięki temu jesteśmy bardziej kreatywni, odpowiedzialni, przewidujący, zaradni……? Ja wolę tak na to patrzeć.  Nie próbuję obrażać ludzi zamożnych, nie to jest celem tego postu. 
Chcę wam pokazać, że ograniczony budżet i codzienna improwizacja to nie koniec świata, wstyd i najgorsze, co mogło nam się przytrafić. Wystarczy zmienić podejście, ludzie płaca niemałe kwoty za obozy przetrwania…. A my mamy, na co dzień swoje survivalowe życie.  Stawiamy sobie wyzwania, sprawdzamy siebie na ile damy radę, bo nikt z nas nie wie ile udźwignie, wiemy o sobie tyle na ile nas wypróbowano. Nie popadajmy w rozpacz, nie myślmy, że mamy najgorzej, to popycha do załamania nerwowego, depresji, zgorzknienia, zawiści. Potraktujmy naszą sytuację jak wyzwanie, jak próbę samego siebie!  To takie moje myśli nieuczesane......:)