poniedziałek, 25 maja 2015

Naleśniki ryżowe


Ostatnio eksperymentuję z bezpszennymi naleśnikami, były już na mące Schar, jaglane, gryczane, a teraz ryżowe. Przyznam, że ryżowe wydają nam się najsmaczniejsze. Są właściwie podobne do zwykłych pszennych. 





Składniki: 
  • 2 szklanki mąki ryżowej
  • 2 szklanki mleka (może być roślinne)
  • 1/2 szklanki wody
  • 3 jajka
  • szczypta soli
  • tłuszcz do smażenia

Mieszamy razem wszystkie składniki i smażymy na rozgrzanym tłuszczu. Ja podałam w wersji z białym serem, ale na słono czyli z cebulą, pieprzem było nadzienie. Można podać z nadzieniem takim jak do ruskich pierogów, jak dla mnie świetna wersja naleśników. Polecam. Mniej pracy, a smak zbliżony. 

niedziela, 24 maja 2015

Specjalne dni w kalendarzu



Dzieci w okolicy Dnia Matki zaczęły sondować mnie, – co bym chciała w taki dzień. W końcu młodszy syn zapytał, wprost co by mi sprawiło przyjemność w Dzień Matki.  Hmm, zastanowiłam się chwilkę i doszłam do wniosku, że bycie mamą to już dla mnie święto. Długo czekałam na fakt by zostać mamą i co dnia dziękuję opaczności za to, że mogę tulić troje moich wspaniałych dzieci. W sumie dotarło do mnie, że Dzień Matki to sztuczne święto. Dzieci wraz z wychowawcami organizowały występy, ale do tych występów wierszyków musiałam je uczyć ja. To ja musiałam przygotować specjalny strój i upiec ciasto. Więc co takiego świątecznego mam w tym dniu? Dla mnie osobiście ważna jest codzienność, rozmowy z dziećmi ich do mnie zaufanie, wiara w to, że potrafię rozwiązać ich problemy. To są specjalne, cudowne prezenty. Jakoś do mnie nie przemawiają takie kalendarzowe dni jak Dzień Kobiet, Dzień Matki, Dzień Ojca, czemu mają się pojawiać jakieś uroczyste słowa, prezenty w konkretny dzień? Jeśli czujemy potrzebę to możemy sobie dawać dowody miłości, sympatii każdego innego dnia. Walentynki to też dla mnie zupełny kosmos, ja ukochanej osobie mówią, że ją kocham każdego dnia, bo czuję potrzebę, a nie dzień w kalendarzu mi tak nakazuje. Dla mnie Dzień …….. to głównie komercja. Każdy taki dzień niesie za sobą jakieś zakupy – kwiaty, czekoladki, serduszka, apaszki, kosmetyki, zabawki itd. A jednocześnie dla wielu niesie smutek, że mało funduszy, że nie sprostam oczekiwaniom. Ja się pytam, w jakim celu się dręczyć?  Jeśli czuję potrzebę to sprawiam przyjemność bliskiej mi osobie ot tak, bez święta, bez nacisku.  Każdy z nas ma urodziny i to właśnie ten dzień powinien być wyjątkowy, bo to jest jego dzień. Dla mnie dzień narodzin to ważny dzień, to jest coś magicznego, to chwila, gdy coś się zaczęło. Pewnie jestem odosobniona w takim postrzeganiu tych świąt, ale to jest moje, własne odczucie, no nie całkiem tylko moje, bo również i mojego męża.  Po prostu nie lubimy „klepania” po plecach, gdy to się robi z przymusu, bo tak wypada……. 



Ok, można sypać gromy i pioruny na mnie. Trudno, tak czuję, tak myślę i takie jest moje zdanie. Dziś będąc w sklepie czułam się osaczona - kup kwiatki na Dzień Matki, czekoladki na Dzień Matki, przez takie hasła zupełnie nie mam ochoty na te specjalne dni z kalendarza.  Przecież takie hasła budzą w człowieku poczucie winy, jeśli nie ma odpowiednich funduszy na zakup prezentów. Jak dla mnie strasznie zostały skomercjalizowane te święta, co sprawiło, że nie mam ochoty na obchody ich. Wolę z potrzeby serca gesty, niż z potrzeby kalendarza. 

czwartek, 21 maja 2015

Nie ma niczego, ani nikogo, kto by za Ciebie rozwiązał Twoje problemy..........




Często piszecie do mnie, że macie dość takiego życia, że nie chcecie tak żyć, że to wegetacja nie życie, że jak ja śmiem czerpać przyjemność z oszczędnego życia. Kiedyś wstawiłam pewien cytat na FB „Nie ma niczego, ani nikogo, kto by za Ciebie rozwiązał Twoje problemy. Nikt i nic nie jest odpowiedzialne za to, jak myślisz i robisz, po za Tobą samym”. Ja tylko mogę Wam pokazać jak my sobie radzimy, jak nasze życie się zmienia, jak wychodzimy z długów, jak szukamy rozwiązań. Nie mogę rozwiązać za Was problemów, które was nękają, nie mogę brać na siebie Waszego trudu i zabrać Wam smutek i złość. Nie mogę Wam dać ryby, mogę za to dać wędkę. Pokazuję Wam „narzędzie” sposoby jak sobie poradzić, ale nie zrobię tego za Was. Dzielcie się swoimi konkretnymi problemami, będę publikować na blogu je i dzięki temu inni mogą Wam pomóc, ale w konkretnym przypadku, a nie w ogólniku „mam dość, nie chcę tak żyć, chce móc kupić, co mam ochotę” itp. Podam Wam przykład jak mogą wyglądać kłopoty finansowe i jeśli nie zna się drugie dna można oceniać to dwojako, bez poznania szczegółów.




Wszystko na świecie kręci się wkoło pieniędzy, 
znika człowiek, 
uczucia, tracimy cel, 
że najważniejsze jest być, a nie mieć....


Pewna znajoma wpadła głupio w kłopoty finansowe. Zaszła w ciążę i uznała, że to, co jej będzie płacił ZUS z jej składki to dla niej za mało.  Zaproponowała swojemu pracodawcy, że zwolni się od niego, otworzy własną firmę, a dla niego będzie świadczyć usługi i jeszcze dla innej firmy. Ok, pracodawca ucieszył się, ona obiecała, że będzie pracować tak długo jak się da, czuła się nie fer, bo poinformowała go w 4 miesiącu ciąży, a zajmowała pojedyncze stanowisko, do którego trzeba minimum 2 miesiące kogoś przyuczyć. Umowa wydawała się korzystna dla obydwu stron, gdy by nie pewien problem. Jej zaczęło się, co raz mniej chcieć pracować, miał rozwalony remont w domu, w pracy nowa dziewczyna w sumie zaczynała ogarniać temat, więc postanowiła, że pójdzie na zwolnienie. Bum, poszła na zwolnienie, ale za szybko, ZUS głupi nie jest kasy darmo nie rozdaje, więc wyczuł podstęp i odmówił wypłaty chorobowego zasiłku, ona podała sprawę do sądu, ale została bez kasy. Pracodawca, co prawda zaproponował jej prace zlecone, ale jakoś nie do końca miała chęć, liczyła, że uda się z ZUS-em wygrać, nie udało się. Pracodawca chcąc by wróciła ponownie po urodzeniu dziecka zaproponował pożyczkę 2 000 miesięcznie, jak wróci to odda pomalutku lub jak wygra sprawę z ZUS-em. Ok dostała kasę przez 3 miesiące i uznała, że nie wróci do pracy tak jak obiecała po 6 miesiącach od urodzenia dziecka, ale po roku, poczuła instynkt macierzyński i chciała być z dzieckiem. Pracodawca na to, że w takim układzie to on pięknie dziękuje i kończy wypłacanie kasy, bo po pierwsze dziewczyna, która została rekomendowana przez nią i przyuczona zawaliła, musiał zatrudnić kolejną do pomocy, a po drugie jemu się nie opłaca taki biznes i wylogował się.  Znajoma zostaje bez kasy, pracy i świadczeń i co robi. Ano obraża się na cały świat. Mają kredyt, niemowlaka i jedną pensję. Zamiast ogarnąć się i iść na układy z pracodawcą by może dał jakieś zlecenia do domu, sprzedać samochód i spłacić kredyt (mają brykę na stałe służbową męża), jednak wrócić do pracy po 6 miesiącach, zrezygnować z pewnych wygód typu mając osiedlową kablówkę zrezygnować z cyfry, kupić wózek nie firmowy zamiast chico, wyjechać na urlop na agroturystkę, a nie do dobrego hotelu nad morze. Nie ona nie szuka rozwiązania, tylko namawia matkę by zbluzgała pracodawcę. Wszystkim opowiada, że życie jest do kitu, że ma dość itd. I jako można ocenić taki przypadek?? Spróbujecie sami J


Najgorsze, co możemy zrobić w chwili, gdy mamy kłopoty finansowe to szukać winnych, a nie szukać rozwiązania. Każdy z nas sam składa podpisy na umowach bankowych, sam wydaje zarobione pieniądze, sam podejmuje decyzję…….. Jak już powstał problem, szkoda czasu na szukanie winnych, trzeba się ogarnąć i starać się z całych sił zmieniać sytuację i rozwiązywać problemy.