niedziela, 24 maja 2020

Domowa chałka drożdżowa




Chałka drożdżowa na zawsze będzie mi się kojarzyła z moimi pierwszymi wypiekami jako żona, gospodyni, pani domu. Na niej właśnie trenowałam moje początki przygody z ciastem drożdżowym, minęło już tak wiele lat od tego czasu jak zaczynałam, małżeństwem jesteśmy 29 lat, znamy się 31 lat, mamy dwoje pełnoletnich dzieci, kolejne pełnoletnie będzie za 2 lata. Jak wiele wspomnień za nami tych dobrych i tych złych, na szczęście pamięć ludzka wypiera te trudne. Maż jest przy mnie bez względu na to co się dzieje, wspiera mnie, pociesza, jest moim najlepszym przyjacielem. Tak wiele mamy trudów za sobą, ostatni czas nam nie szczędził problemów, tak bardzo mieliśmy zaprzątnięte głowy naszym synem, potem drugim, że nie skupialiśmy się na wirusie, na kwarantannie. Walczyliśmy o naszą rodzinę, o chłopaków, o wspieranie siebie nawzajem. Ja niestety mam odruch obronny niekorzystny dla naszej wagi – jak to w serialu Czterdziestolatek mówi „Kobieta Pracująca” – w okresie kłopotów rodzinnych kobiety powinny wypiekać, zapach domowych ciast rozchodzący się po domu koi nerwy, uspokaja emocje. Więc ja wypiekam, piekę jak szalona, do ciasta mężowi dostawiam kieliszek domowej nalewki lub wina i siadamy przy kawie/kakao i czujemy, jak spływa z nas napięcie. No co ja poradzę, że u mnie od lat tak uruchamia się mechanizm obronny na stres, piekę ciasta, chleby, pasztety, bułki….



Moja chałka jest nieposmarowana jajkiem i nie posypana makiem/sezamem,
 jak widać tak też może być :) Moja wersja jest na jasnej mące orkiszowej.

Chałka drożdżowa


  • ½ kg mąki pszennej lub orkiszowej
  • 50 g świeżych drożdży (zakupiłam przez internet kg i zamroziłam)
  • łyżeczka smalcu
  • 2 łyżki masła/margaryny
  • łyżka kwaśnej śmietany lub jogurtu
  • 2 łyżki cukru
  • szklanka letniej wody
  • 2 jajka
  • odrobina soli
  • mak/sezam opcjonalnie do posypania chałki



Robimy zaczyn z pokruszonych drożdży, łyżeczki cukru, łyżeczki mąki i połowy szklani wody. Odstawiamy do wyrośniecie (musi powstać tak jakby piana gruba na powierzchni). Mieszamy mąkę, cukier, sól, śmietanę/jogurt, jajka z wyrośniętymi drożdżami. Dobrze wyrabiamy ciasto dolewając wodę (ciasto powinno być dość luźne), następnie topimy smalec z masłem i odkładamy do ciasta i dokładnie wyrabiamy już wszystkie składniki. Odkładamy w misce wysypanej mąka do wyrośnięcia na około 30 minut (czas zależy od temperatury otoczenia). Następnie zagniatamy ponownie ciasto, dzielimy na trzy równe części, robimy wałki grubości około 2 cm i zaplatamy z nich warkocz. Uformowana chałkę wkładam do brytfanki (niekoniecznie, wystarczy ułożyć na blaszce z piecyka wyłożonej papierem do pieczenia i odstawiamy na kolejne 30 minut. Następnie posmarować roztrzepanym jajkiem i posypujemy makiem/sezamem. Wkładamy do piecyka nagrzanego do 180 stopni i pieczemy 35-40 minut. Wyjmujemy zaraz po upieczeniu i studzimy najlepiej na kratce (wystarczy kratka z piecyka). Smacznego!

sobota, 23 maja 2020

Takie sobie obserwacje moje..



Obecna sytuacja prowokuje u mnie wiele przemyśleń, różne refleksje przychodzą mi do głowy, różne spostrzeżenia otaczającego mnie świata. Tak sobie myślę, że dla wielu związków, rodzin, par jest to czas poważnej próby, nie tylko zacieśniania relacji, ale również często mocna konfrontacja z rzeczywistością. Nie wiem, czy wszyscy wyjdą cało z tej kwarantanny i nie chodzi mi o stan zdrowia, ale o emocje, o związki, relacje. Od wielu rodziców słyszę, że nie dają rady z nauczaniem domowym, że nagle dostrzegają coś czego nie widzieli, gdy ich dzieci chodziły do szkoły, nie zawsze wiedzą co z tym zrobić – idiotyczna podstawa programowa, zdolności dzieci, natłok pomocy im itd.  Niektórzy zasypują nas pytaniami jak my to daliśmy ogarnąć przez 5 lat nauki w systemie edukacji domowej (zaczynaliśmy z córką w klasie drugiej szkoły podstawowej i synem w klasie 5). Pewnie nam było łatwiej, bo decyzję o takiej formie nauki naszych dzieci podjęliśmy świadomie, wiedząc choć odrobinkę w co się pakujemy, obecnie rodzice zostali bez pytania, bez przygotowania i bez narzędzi wrzuceni z dnia na dzień w obecny system nauki online. My mieliśmy czas na poznanie, na wdrożenie, a do tego chcieliśmy tej formy. Rodzice poznają swoje dzieci od strony, która była po za ich pojęciem, bo dzieci przebywały w szkole i tam miały zdobywać wiedzę.  Nasze dzieci w tej zaistniałej sytuacji ogólnie wiedziały, jak wygląda samodzielna nauka, nowością dla nich było wdrożenie się do lekcji online.  Dla wielu dzieci i młodzieży, a tym bardziej dla pedagogów była to całkowicie nowa sytuacja, podobnie jak i dla rodziców.  Ten czas to naprawdę na nowo poznawanie własnych dzieci, czasem pozytywnie jesteśmy zaskoczeni, a czasem w szoku.
Co do rodzin to inny temat, wiele par całkiem nieźle funkcjonowało na co dzień w sytuacji, gdy czasem widując się 2-3 godziny dziennie, a często nawet tyle nie, bo jeszcze dochodziły wypady do znajomych, wyjścia na miasto, wożenie dzieci na zajęcia dodatkowe, lub samemu biorąc udział w kursach doszkalających. Nagle wszystko stanęło i pary zaczęły spędzać ze sobą więcej czasu, niektórzy pogłębili swoje uczucie, bo nareszcie mogli sobie nawzajem więcej czasu poświęcić, a niektórzy niestety zaczęli dostrzegać więcej wad, problemów.

Inni nagle odkryli, że w sumie to nie łączy ich zbyt poważne uczucie, że tak naprawdę to są rozczarowani, że ich druga połówka to porażka, a nie wsparcie.
Niektórzy mając cały czas poczucie, że uwili sobie wspaniałe „gniazdko” przebywając w nim więcej czasu zaczęli dostrzegać braki, mankamenty, problemy, niewygody.  A to prowadzi do frustracji.

Psychologowie wypowiadają się, że po tej pandemii nastąpi nowa epidemia, niestety nie tak natychmiast, zaraz, ale odrobinkę po uwolnienie będzie to epidemia depresji, załamań nerwowych, stanów lękowych i niestety samobójstw, podobno już jest notowany wzrost. Często rozprażenie i agresja potrafią przerodzić się w depresję i apatię.
Wszyscy musieliśmy sobie stworzyć codzienność na nowo, stanęliśmy twarzą w twarz z czymś czego za wszelką cenę unikaliśmy – z nuda, bezczynnością, ciszą albo odwrotnie z wrzeszczącymi dziećmi, które szaleję, bo utknęły w domu. Starliśmy się z życiem jakie sobie wybraliśmy, postawiono nas przed niesamowitym życiowym testem.

Czy nadejdzie fala rozstań, rozwodów tak jak w Chinach po kwarantannie? Na pewno dostajemy od życia lekcję pokory… mamy szansę na zrozumienie na czym polega człowieczeństwo. Niestety wiele jeszcze przed nami, choć by ogólne pogorszenie się sytuacji ekonomicznej.  Miejmy nadzieję, że wyjdziemy z tego „z tarczą, a nie na tarczy”
To były takie moje myśli nieuczesane.

P.S mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku, trzymajcie się zdrowo i w dobrych nastrojach, kochacie swoich bliskich i wybaczajcie im niedoskonałości, bo nikt z nas nie jest bez wad.  Życzę Wam z całego serca spokoju i pełnego nadziei jutra!!


środa, 20 maja 2020

Jadłospis z XX wieku na trzydniowy wypad pod namiot




W temacie dań na wycieczki, urlop znalazłam w jednej z moich książek (poradniki prowadzenia domu, książki kucharskie, im starsze tym wspanialsze, drukuję czasem wydania dostępne tylko cyfrowo z XI wieku), które zbieram z pasja jadłospis na pobyt pod namiotem. Jadłospis został stworzony w 1984 roku, zatem nie było zbyt wymyślnych naczyń, maszynek do zabrania pod namiot.  




Oto pomysł na menu trzydniowe pod namiotem z XX wieku

Dzień I

Śniadanie
Kawa z mlekiem, twaróg ze szczypiorkiem, pieczywo, masło, rzodkiewki
Obiad
Chłodnik z koncentratu barszczu czerwonego, szynka mielona posiekana z jajkami, pieczywo lub ziemniaki, surówka z pomidorów, owoce zbierane w lesie.
Kolacja
Sałatka z jajek, pomidor lub ogórek, pieczywo mieszane, herbata

Dzień II

Śniadanie
Herbata, jajka sadzone na boczku, pieczywo, surówka z dymki, dżem
Obiad
Zupa pomidorowa z koncentratu na maśle z ryżem błyskawicznym, ryba z puszki, surówka z ogórka i kapusty, pieczywo, kisiel owocowy
Kolacja
Zsiadłe mleko/kefir, kasza gryczana ze skwarkami, pomidory

Dzień III

Śniadanie
Kasza manna na mleku lub ryż pozostały z dnia poprzedniego, pieczywo, masło, wędlina, pomidory z cebula, herbata
Obiad
Zupa grzybowa z koncentratu z makaronem, ziemniaki pieczone z ogniska, zielona sałata z kefirem, jajko, owoce lub kompot
Kolacja
Ryba smażona (najlepiej z własnego połowu), pieczywo, masło, ogórki kiszone, sok


Na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwny, ale w sumie są warzywa, białko, węglowodany, dania nie są skomplikowane, obecnie są zupy w kartonach dostępne, więc można to nazwać koncentratem.  Pamiętam jak byłam dzieckiem i pojechaliśmy z rodzicami pociągiem pod namiot, spaliśmy w trójkę w namiocie dwuosobowym, na obiad była zupa jagodowa z owoców zebranych w lesie, na kolację ryby złowione przez tatę. Mleko najpierw było na śniadanie, a potem siadło się i było do ziemniaków na obiad. Nie korzystaliśmy z barów, mama gotowała na maszynce benzynowej, używając niewielkich garnków, bo nosiliśmy je w trójkę na plecach. Do dziś pamiętam te wakacje, były na polu namiotowym z latrynami, w okolicach miejscowości Zimna Woda. Nie kosztowały zbyt wiele, a wspomnienia zostały na całe życie.