wtorek, 30 grudnia 2014

Święta, święta, święta i ......jeszcze sylwester :)


W tym roku udało mi się idealnie wyliczyć ilość przygotowanego jedzenia. Wczoraj piekłam pasztety, bo lodówka świeciła pustkami (zostały mi z obiadu dwa udka kurze i gotowana włoszczyzna, więc dołożyłam resztę i upiekłam 3 kg pasztetu). Czyli mam już pasztet na Nowy Rok, jutro upiekę makowce (rodzina migiem wciągnęła te świąteczne i poprosili o kolejne), zrobię jakąś sałatkę, rozmrożę wędlinę i będziemy mogli świętować. Jak co roku od lat sylwester spędzamy w domu, czasem ze znajomymi, a czasem sami. Generalnie nie lubimy całonocnych imprez tanecznych, więc domówki są dla nas najfajniejszą opcją. Dzieci przybiorą pokój, zrobiliśmy czapeczki i będzie zabawa. W planach mamy ognisko, więc szykuje się miły wieczór. 

wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych Świąt!!



W związku ze zbliżającymi się Świętami Bożego Narodzenia, chciała bym Wam wszystkim, bez względu na wyznanie i wiarę w Boże Narodzenie. Chciała bym życzyć wszystkim tego co jest dla każdego najlepsze, wszystkiego co potrzebujecie, o czym marzycie, rozwiązania wszystkich problemów, wzmocnienia w Was wiary w lepsze jutro, wiary w siebie i bliskich, by udało się wam cieszyć drobnostkami, by uśmiech częściej pojawiał się na Waszych twarzach. W tym magicznym okresie odrzućmy wszelkie troski, odstawmy w kąt smutki i spróbujmy cieszyć się wszystkim co posiadamy!!


"Wiara plus nadzieja, to furtka dla możliwości" 


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Świąteczne menu


W tym roku nasze świąteczne menu będzie wyglądało następująco. 

Zimne zakąski
  • śledzie w oleju z majerankiem
  • śledzie w pomidorach z rodzynkami
  • wędliny domowe - cienka kiełbasa, boczek wędzony, wędlina drobiowa, szynka gotowana, golonka prasowana
  • sałatka warzywna (klasyczna, ale bez jabłka)
  • sałatka gyros
  • sałatka śledziowa z ziemniakami
  • ćwikła
  • chrzan
  • pieczywo domowe 
  • grzybki, papryka marynowane
Ciasta
  • sernik bez mąki pszennej
  • makowiec
  • szarlotka z bezą
  • pierniczki bezglutenowe
  • ciasteczka ze skwarek w wersji korzennej
Obiady

Bigos, ziemniaki, schabowy

Pomidorowa z makaronem domowym
Karczek w ziołach, ziemniaki, kapusta biała z rodzynkami

Kurczak z piekarnika, frytki, kapusta pekińska z sosem czosnkowym

Barszcz czerwony czysty z pierożkami
Gulasz węgierski, pieczywo

Dodatkowo - pomarańcze i jabłka

Tym razem szykuję więcej jedzenia bo okres dni wolnych dla całej rodziny wydłużył się do czterech. Ciasta, pieczywa, wędliny dania obiadowe, sałatki, śledzie wykonuję od podstaw sama w domu. Grzybki i papryka są domowej produkcji. Wigilię spędzamy z moimi rodzicami, w kolejne dni my gościmy u siebie innych. W wyborze dań uczestniczyła cała nasz domowa ekipa. Zakupy robiłam ja ze średnim synem. Porządki systematycznie przez ostatni okres cała rodzina, choinka stoi już ubrana, pozostaje tylko wypełnić dom zapachem jedzenia. Dziś upiekłam dwa bochenki chleba, jutro kolejne dwa bochenki chleba mrożę je i dzięki temu przez cały okres świąteczny będe miała domowe pieczywo. 




środa, 17 grudnia 2014

Pierniczki Siostry Anastazji


Od jakiegoś czasu robię pierniczki na które przepis spisywałam z tv gdzie Siostra Anastazja robiła je na wizji. Wychodzą naprawdę smaczne, nie trzeba ich wcześniej nastawiać i nie są bardzo kosztowne. 

Składniki:
  • 1/2 kg mąki pszennej
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 4 goździki
  • 1 łyżeczka imbiru 
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczki kakao
  • 1 jajko
  • 100 ml miodu
  • 100 ml mleka
  • 100 g cukru
  • 100 g margaryny/masła 
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
Mąkę, cukier waniliowy, przyprawy korzenne (goździki posiekać), sodę i kakao wymieszać. Masło/margarynę i cukier razem rozpuścić, wszystkie składniki łączymy razem i zagniatamy gładką masę. Następnie rozwałkowujemy na cienkie placki i wycinamy dowolnych kształtów pierniki. Pieczemy w temperaturze 180 stopni około 15 - 20 minut. 

Lukier: 1 białko, cukier puder (tyle by biało było gęsto po wymieszaniu z cukrem)

Po wystygnięciu pierniczki ozdabiamy lukrem. Możemy dodać do lukru kilka kropel soku z buraków dzięki temu otrzymamy różowy lukier. Na lukiem możemy dołożyć dowolne posypki. Smacznego!!!



Jadłospis świąteczny 2013  w tym roku będzie inny oczywiście, zwłaszcza, że mam inny asortyment wędlin własnego wyrobu.

wtorek, 16 grudnia 2014

Duszone bitki wieprzowe


Ostatnio zauważyłam, że szynka wieprzowa w sklepach jest w całkiem niezłej cenie, może warto rozważyć jej zakup na świąteczny obiad. Od siebie mogę polecić przepis na bitki właśnie z szynki. 

Składniki:
  • 1 kg szynki
  • 3 cebule
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka ziół prowansalskich
  • 1 szklanka bulionu warzywnego/wywaru po gotowaniu grzybów suszonych
  • sól, pieprz
  • tłuszcz do smażenia 
Mięso kroimy w poprzek włókien na cienkie kotlety, dobrze rozbijamy tłuczkiem, nacieramy przeciśniętym przez praskę lub drobno startym czosnkiem wymieszanym z ziołami prowansalskimi. odstawiamy w chłodne miejsce na około godzinę (można również pozostawić tak na całą noc). rozgrzewamy tłuszcz na patelni i obsmażamy bitki z obydwu stron, następnie przekładamy do garnka i dodajemy sos ze smażenie oraz szklankę bulionu/wywaru z gotowania grzybów (można dodać kilka obgotowanych grzybów pokrojonych w cienkie paseczki). Cebulę obieramy i kroimy w ćwiartki i układamy w garnku z bitkami. Przykrywamy i dusimy całość godzinę, aż mięso będzie miękkie, a sos prawie całkiem odparuje. Na końcu doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Można przyrządzić bitki jeszcze inaczej - przed smażeniem obtaczamy w mące, a na koniec gdy już mięso jest miękkie dodajemy gęstą śmietanę (około jednego kubeczka) wymieszaną z kilkoma łyżkami buliony/wywaru. Smacznego!!!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Porządki świąteczne


Miałam nie robić za wiele, ale niestety ruszyłam firanką i widzę kurz, no to firanki do prania, a jak firanki do prania to okna do mycia, zdejmując firanki zerknęłam na szafy od góry, no nie da się tona kurzu, a ja mam alergię, zatem trzeba powycierać, pomalutku sama się nakręciłam na porządki świąteczne. Najpierw byłam zła na siebie, a potem jak się dzieci włączyły i przy tych porządkach sobie pogawędziliśmy, zupełnie nie żal mi, że mnie naszło. Okna w tym rok umyte zostały tylko woda z płynem do naczyń i wytarte do sucha. Przygotowania do świąt w tym roku są u nas całkowicie rodzinne, niezła przy tym jest frajda dla dzieci. Córka pobiegła na podwórko pograbić krecie kopce, które przyozdobiły nasz trawnik. W sumie mamy cały dzień mnóstwo zajęć, spędzamy czas razem, nie wydajemy pieniędzy, a do tego zyskujemy czysty i pachnący dom. Myślę, że to kwestia nastawienia i organizacji, by czas przed świąteczny nie stał się męką i utrapieniem. :) Zaangażujmy całą rodzinę w przygotowanie świąt. Listę zakupów i dań też zrobimy wspólnie, potem kuchenne prace to sama radość z takim super zespołem. 

niedziela, 14 grudnia 2014

Motywacja do działania


Wczoraj spotkałam się z ciekawymi ludźmi, ponownie zostałam zmotywowana do dalszego działania. Ponownie poczułam że chcę dalej iść tą drogą którą obrałam i którą chce podążać. Miło jest się poczuć normalnie, nie myśleć o sobie jako od odmieńcu. Wczoraj miałam sposobność porozmawiać z ludźmi o podobnych zapatrywaniach na oszczędzanie, żywność i zdrowie człowieka, jak moje. Podobnie widzących otaczającą nas komercjalizację i zniewolenie finansowe. 
Poczuła, że muszę się nie poddawać, muszę działać, nie mogę porzucić rozpoczętego programu zmian naszej rodziny. Trafiłam wczoraj na osoby przy których moje ekstremalne oszczędzanie jest niczym, trafiłam na ludzi którzy posunęli się dalej. Nie robią tego w celu oszczędzania pieniędzy, ale w celu oszczędzania zdrowia i dbania o swoje dzieci. Miło było słuchać ludzi tak bardzo zaangażowanych w zdrowe odżywienie, wierzących w to, że jedzenie jest naszym lekarstwem.

Dziś ponownie zasiadłam do czytania literatury warzyniczo - ogrodniczej, dziś ponownie zaczęłam planować z mężem jak będzie wyglądał nasz ogród w przyszłym roku. Rozmawialiśmy o robieniu wędlin, serów itp. Lubimy te nasze domowe produkcje, planowanie i pomysły na przyszły rok. Fajnie jest mieć plany :) Planowanie jutra daje poczucie posiadania wpływu na nie, co prawda jutro żyje własnym życiem, ale wrażenie nikt nam nie zabierze. 

piątek, 12 grudnia 2014

Święta, prezenty, jedzenie.....


Zadajecie sporo pytań w temacie świąt, prezentów, potraw. Jedne osoby nie wiedzą co zrobić by wyprawić przyjęcie wigilijne bez 12 dań. Zakładam, że przyjęcie wigilijne wyprawiają osoby wierzące, zatem powiem tak - czy Bóg się obrazi, że na stole będzie mniej dań, czy to jedzenie jest jedynym sensem rodzinnego spotkania? U mnie na rodzinnej wigilii na stole pojawia się - śledź w śmietanie i oliwie na przystawkę, zupa grzybowa, karp smażony, fasola duszona w sosie własnym i pierogi z grzybami i kapusta, kapusta z grochem jako danie główne, następnie są smażone śledzie i grzybki (z zupy grzybowej wyjęte) w cieście naleśnikowym oraz makiełki (bułka pszenna moczona w mleku, następnie wymieszana z makiem i bakaliami) do picia kompot z suszu. Wcześniej jak byłam panną nie jadaliśmy na wigilie kapusty z grochem i pierogów z kapustą i grzybami, więc tych dań było dodatkowo mniej. Większość wigilijnych przyjęć kończy się niezdrowym obżarstwem, pozostawiam sporych ilości jedzenia. Można do tego przyjęcia podejść jak do każdego innego czyli - przystawka np. śledzie z pieczywem, danie główne zupa, ryba, kapusta/fasola/pierogi, deser kutia/makiełki/kluski z makiem. Każdy się naje do syta i o to chodzi. Był czas, że nasze wigilie były zrzutowe każda gospodyni coś przygotowała (wcześniej się umawiałyśmy) i z głowy, dań wtedy było więcej niż 12 nawet :) A jedna rodzina nie czuła obciążenia finansowego, po za porządkami po przyjęciu. Święta to tylko dwa dni, dwa obiady ewentualnie proszone, możemy podać pieczonego kurczaka w ziołach, rosół, pieczone ziemniaczki, surówka z białej kapusty, deser ciasto/lody. A na kolejny obiad roladki ze schabu (śliwka suszona do środka, wykałaczka, obsmażamy, dusimy w sosie i już mamy super danie), wydajne, bo wszystko zależy jak ładnie rozbijemy kotlety, podobnie można zrobić z karkówką. Zupa cebulowa z grzankami tez będzie ciekawa na świąteczny obiad, a dodatkowo sycąca. Święta to czas spędzania chwil z bliskimi, a nie obżarstwa. Podczas świąt zapełniają się szpitale, zarówno oddziały dla dorosłych jak i dla dzieci, trafiają tam ofiary przejedzenia głównie. 
Prezenty? Prezentem może być nasza mieszanka domowych ciastek, ładnie zapakowanych, własnego pomysłu mieszanka herbaty np. czarna z dziką różą wymieszana i odrobinę dodajemy pieprzy czarnego. Tak naprawdę trzeba o każdym pomyśleć co lubi np. dla kawosza możemy kupić małe próbki kawy w sklepie z kawą sprzedawaną na wagę, Wielbicielka kosmetyków ucieszy się z mydełka robionego ręcznie. Prezenty nie muszą być szalenie kosztowne, najważniejsze by były trafione, najdroższy ale nie trafiony prezent nie sprawi nikomu frajdy i nie wywoła uśmiechu na jego twarzy. My np. robiliśmy dzieciom prezenty sami np. domek dla lalek dłubany nocami, wielki jak nasza córka, albo koszulki z ukochanym bohaterem (kupowaliśmy papier do wydruki i na prasowania na tkaninę oraz tanią koszulkę, dzieci szybko wyrastają ze swoich bohaterów). Nasz syn dostawał drogie zestawy Lego od wujka, nie był wtedy w fazie Lego, my wiedzieliśmy, że prezent jest drogi, ale nasz syn był zawiedziony, a kto miał się cieszyć z prezentu - dziecko, a nie my. Co dziecku po świadomości, że prezent jest drogi?? Czasem tania książka do kolorowania kupiona na wyprzedaży może okazać się większym hitem, niż droga lalka barbie. Prezenty mają spełniać oczekiwania obdarowanego, a nie nasze i otoczenia. Niektórzy mają zasady dawania prezentów np. nie dają na pewne uroczystości zabawek dzieciom, no i jaki jest efekt końcowy, dziecko przeżywa zawód, bo dorośli maja swoje zasady. Podobnie  dawaniem pieniędzy nastolatkom, ok pieniądz to nie prezent, ale z drugiej strony lepszy niż koszmarny prezent. Prezenty nie mają nakarmić nasze ego i spełniać nasze wymogi. To w końcu obdarowany z nim zostaje, a my zapominamy czym kogo obdarowaliśmy. Po świętach allegro zapełnia się ofertami sprzedaży nietrafionych prezentów. Czy fajny krem do rąk dla osoby ciężko pracującej jest zły, czy zabawny kubek dla studenta jest zły, czy zestaw do robienia baniek dla dziecka jest zły, czy paczka kolorowych gumek dla 12 latki jest zła?? NIE! Nie są to drogie prezenty, ale jeśli nawet lekko nietrafione, na pewno się przydadzą. 

Pamiętajmy, że wydając więcej niż posiadamy karmimy boga mamonę i podkręcamy komercjalizację świąt. Niech od tego roku święta staną się w Waszych domach wydarzeniem łączącym rodzinę - porządki, przygotowywanie dań, nauka kolęd, przystrajanie domów, robienie wspólnie ozdób. Nie poddawajmy się pędowi i szaleństwu wydania fortuny. Postanówmy sobie wydać połowę tego co wydali byśmy normalnie. Wiem, wiem, niektórzy powiedzą to już skrajne ubóstwo, ale dobrze wiecie, że dla jednego bieda to prezent poniżej 100 zł dla każdego, a dla drugiego poniżej 20 zł. Zatem, zostawiam Wam rozsądzenie na co Was stać i co jest dla was ważne!


P.S u mojego ojca chrzestnego w Wigilię na stole było - sałatka warzywne, zupa grzybowa, kapusta z grochem, pierogi i tort (jego jedna córka obchodziła właśnie w tym dniu urodziny) i myślicie, że było im z tego powodu źle. Zupełnie tego nie dostrzegali by byli gorsi, po prostu nie o to chodziło w tym dniu. 

czwartek, 11 grudnia 2014

Cisza


Przepraszam, że ostatnio zamilkłam, nie piszę nic...... Troszkę mam więcej zajęć ostatnio, więc i czasu mniej. Młodszy syn ma dziś wernisaż (jego praca jest wystawiana w Bibliotece Miejskiej wraz z innymi pracami dzieci z koła rysunku), jutro występuje syna na popisie kolęd (gra na keyboardzie), zaś w sobotę ma egzamin w szkole. Mąż się zachorował, zdarza mu się to nie często, ale jak już to z rozmachem, na szczęście nikt więcej po za mężem. Prosicie o różne rady, a ja zostawiłam Was bez odpowiedzi, postaram się jutro napisać o świętach i prezentach ;) Trzymajcie się zasady "mnie znaczy więcej" i niech moc będzie z Wami. 

czwartek, 4 grudnia 2014

Domowy biały ser - przepis


Przypadek zrządził, że zabrałam się za zrobienie domowego, białego sera. Nie stawiam nigdy mleka na zsiadłe, bo dzieci nie lubią, wola jogurt, więc robię jogurty i tyle. Miałam w lodówce 2 litry mleka, zagapiłam się i mleko nie dało się zagotować już. Nastawiłam więc na zsiadłe, myślę zaryzykuję, może się uda (mleko było "świeże" ale w kartonie), wylać zawsze zdążę. No i się udało, pięknie się zsiadło i mogłam spróbować zrobić biały ser. Zadzwoniłam do mojej mamy (jest specjalistką od białego sera) podał mi przepis i do dzieła. Jestem w szoku, wyszedł piękny, śmietankowy serek. Mąż uznał, że to smaki z dzieciństwa (wakacje spędzał u babci na wsi). 


Przepis na wykonanie go jest naprawdę prościutki, nie trzeba być mistrzem serowym, wystarczy kilka sprzętów kuchennych i mleko. Potrzebne nam będzie gęste sitko lub gaza/tetra. Ja robiłam na gęstym sitku, używam go również do pukania kaszy jaglanej, potrzebny będzie garnek i naczynie rozmiarów takich by pomieścić wszystko na raz. 

Składniki:
  • 2 litry mleka zsiadłego
  • 1 litr mleka świeżego
Przekładamy mleko zsiadłe do naczynia, delikatnie by jak najmniej je zmącić. Następnie zagotowujemy mleko świeże i wlewamy gorące do zsiadłego mleka. Odstawiamy całość do czasu, aż wytrąci się wyraźnie serwatka (można ją użyć do żurku lub do pieczenia chleba, nic nie wyrzucamy). Przekładamy delikatnie wazową łyżką masę wytrąconą z serwatki na sito. Odstawiamy ser do odsączenia najlepiej na noc lub na kilka godzin. Mnie z 2,7 litra wyszło 650 g gotowego sera. Za mleko płaciłam 2,15 zł czyli cena gotowego produktu jest całkiem korzystna. 


środa, 3 grudnia 2014

Prawdziwa bieda.....


Dziś czytałam artykuł o prawdziwiej biedzie w Polsce. Ponownie zawstydziłam się, jako można mówić, że jest mi ciężko finansowo w obliczu gdy ludzie mają 50 zł na osobę miesięcznie. Pomyślcie ile wydajecie miesięcznie na rzeczy zbędne - słodycze, napoje, papierosy, kino itd. Wiele osób uważa, że gdy ja wydaję na żywność 700 - 800 zł to żyję na granicy głodu. Jak widać daleko mi do tej granicy bo u nas na członka rodziny wychodzi miesięcznie na wyżywienie kwota 140 - 160 zł. Dla wielu to majątek, suma która jest niemal marzeniem. Jak bardzo muszą się starać by przetrwać. Ja zaciskam pasa, Ci ludzie walczą o jutro. Jakie mogą mieć marzenia, czego mogą pragnąć? Powiecie, że to niemożliwe by mieć tak niskie dochody, pewnie są leniwi, albo alkoholicy, patologi. Podam Wam prosty przykład jak szybko mogła bym być w ich sytuacji - mąż mnie porzuca po narodzinach syna, zostaję sama z nim, bez możliwości podjęcia pracy (jeśli wyciągnę rękę po zasiłek, nie wolno mi zarobić nawet 50 gr, bo zasiłek zostanie mi odebrany), syn wymaga opieki jest niepełnosprawny. Otrzymuję zasiłek około 1000 zł na miesiąc, opłacam czynsz, prąd, gaz ile mi zostaje? A muszę jeszcze kupić leki dla syna, ubrania, kosmetyki, co mi zostanie na wyżywienie? Naprawdę niewiele. Smutne jest to, że pracując wcześniej przez wiele lat do narodzin syna nie otrzymała bym lepszej pomocy. Na szczęście mam męża, on ma dochody i dzięki temu dajemy radę, ale tak wiele kobiet zostało porzuconych w chwili gdy na świat przyszło niepełnosprawne dziecko. 
To okrutne, że w naszym kraju jest tak wielu ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie. Przedszkola są drogie, szkoła wcale nie jest bezpłatna, ubrania dla dzieci koszmarnie drogie, żywność zabija domowy budżet, opłaty pochłaniają często połowę dochodu. Dwoje pracujących ludzi, nie jest w stanie kupić mieszkanie i założyć rodzinę, bo ich dochody są zbyt niskie. Uczciwie pracujący człowiek nie ma szansy na godne życie. Jak ma się utrzymać singiel za 1500 zł miesięcznie, przy założeniu, że wynajmuje mieszkanie, nie mieszka u rodziców. Owszem są grupy zawodowe zarabiające dużo, dużo więcej, ale teraz chce pisać o statystycznym polaku, o tym co pracuje na produkcji, na kasie w markecie, sprząta itd. Państwo apeluje by mieć więcej dzieci, ale jak podołać przy takich dochodach wychowaniu 3-5 dzieci. Podręczniki zmieniają się tak często, że nie wychowa się całej 5 na jednym komplecie, przedszkole to spory koszt miesięcznie, a mając 2 dzieci w przedszkolu to już niezła sumka wychodzi, do tego dziecko szkole gdzie ciągle trzeba coś opłacić - warsztaty, kwiatki dla pani, składkę klasową, wycieczkę itd. Zaczynając pisać ten post myślałam o tych ludziach żyjących za 50 zł na osobę miesięcznie, w trakcie pisanie dotarło do mnie, że tak naprawdę to spory odsetek naszego społeczeństwa żyje na granicy, choć by emeryci, połowę swojej emerytury wydają często na leki, a za co reszta opłat i życie?? Często są zmuszeni do korzystania z prywatnej opieki medycznej, bo na z funduszu się nie doczekają, czas w pewnym wieku ma inny wymiar. W obliczu tego pozostaje nam tylko szkoła przetrwania i śmiech przez łzy. Nie ma sensu biadolenie, załamywanie rąk i umartwianie się, trzeba uprawiać survival i do przodu. Życie jest za krótkie by stać w miejscu i narzekać, trzeba przełknąć to co dał nam los i spojrzeć na nasze życie jak na przygodę i wyzwanie. Jak to mawiają - być bogatym jest łatwo, być biednym to wyzwanie!!!! Zatem nie bądźmy słabeuszami i podejmiemy wyzwanie, podnieśmy rękawicę jaką rzuciło nam życie i walczmy, bo życie to nie bajka, życie to jest walka!! Postaramy się zatem godnie przez nie przejść podniesioną głową, ale pochylając się nad upadającymi i pomagajmy sobie nawzajem. Nie dobijajmy się dla sportu, nie oceniajmy innych tylko dlatego, że mają więcej lub mniej. Niech człowiek, nie będzie człowiekowi wilkiem. 

wtorek, 2 grudnia 2014

Wędzarnia balkonowa


Ostatnio odkryłam na stronie Biowinu super sprawę, wędzarkę którą można używać nawet mieszkając w blokach i nie posiadając działki. wystarczy balkon i możemy cieszyć się wspaniałymi wędzonymi wyrobami. Wędzarka jest idealna do wędzenia ryb, kurczaków, piersi z indyka, boczku, kiełbas. Jak dla mnie fajny wynalazek dla osób nie mających możliwości używania większych tradycyjnych wedzarni.

Tutaj możecie ją dokładniej obejrzeć Biowin

Nie sprawdzałam czy jest gdzieś indziej dostępna, więc nie mam pojęcia czy są wersje w niższej cenie, ale chciałam Wam pokazać sposób na wędzenie mieszkając w blokach. Każdy może się cieszyć domowymi wędlinami.  Nie dymi jak grill, więc nie będzie przeszkadzać sąsiadom, a jak podzielimy się jeszcze kawałkiem domowej wędliny to na pewno nikt nie będzie miał pretensji. Obecnie jest super czas na takie produkowanie. Na balkonie są idealne warunki dla peklowania mięsa oraz wędzenia, sąsiedzi mniej otwierają okna ;)






Nie mam interesu finansowego w reklamowaniu firmy Biowin, jestem tylko i wyłącznie sympatykiem domowych wyrobów i korzystam jako klient z bogatej ich oferty. 









poniedziałek, 1 grudnia 2014

Dlaczego trudno nam pozbyć się wzmacniaczy smaku z diety?


Od kilku lat nie używam przypraw ze wzmacniaczem smaku, staram się nie jeść produktów nimi przyprawionych, ale nie będę mówić, że to było proste i nastąpiło z dnia na dzień. Od wielu, wielu lat jadaliśmy produkty mocno doprawione wspaniałym wynalazkiem dzięki któremu nawet tektura będzie nam smakować czyli słynne wzmacniacze smaku a ich czele glutaminian sodu. Na pewno wszyscy wiecie, że jest szeroko stosowany w zupach instant, sosach, przyprawach, konserwach, wędlinach, gotowych daniach, keczupach, w przekąskach: chipsy, orzeszki, paluszki itd. Na opakowaniach możemy go znaleźć pod symbolem E - 621. Z racji powszechnego stosowania pochłaniamy go codziennie całkiem nie małe ilości. Niestety jest on szkodliwy dla naszego zdrowia, nadmiar może wywołać syndrom chińskiej restauracji - bóle głowy i zawroty głowy, palpitacje serca, nudności. Doświadczenia na szczurach wykazały, że E-621 może prowadzić do otyłości,  obojętnie jak kaloryczne będą nasze dania i tak będziemy przybierać na wadze, gdy w naszej diecie będzie jego nadmiar. Obecnie w przemyśle spożywczym E - 621 to główny składnik. U mnie ten cudowny składnik wywołał reakcje alergiczne - duszności, kaszel, wodnisty katar. 
Zatem rodzinnie podjęliśmy decyzję, że podziękujemy daniom, przyprawom z tym składnikiem. Pierwsze zupy, sosy bez przyprawy uniwersalnej smakowały nam jak woda, mięso pieczone w domu było bez smaku. Ogólnie wszystko nam nie smakowało, Pierwsza próba nam się nie powiodła. Rozpoczęłam więc odwyk pomału, zmniejszając ilość w daniach. Po 2 tygodniach zaczął powracać nam smak, po 2 miesiącach mogliśmy zmniejszyć ilość soli w potrawach, poprawiało nam się powonienie. Generalnie kubki smakowe zupełnie inaczej zaczęły funkcjonować. Minusem wykluczenia z naszej diety E-621 jest fakt, że dużo silniej reaguję na dania przyprawione tym wynalazkiem. Jedząc po za domem powinnam mieć w torebce leki antyhistaminowe i inhalator. Nie często jem dania po za domem, ale jednak, choć by gdzieś w gościnie, przecież nie mogę oczekiwać od gospodarzy, że przygotują dania specjalnie dla mnie i tak starają się omijać jabłka, za co jestem im wdzięczna. W sytuacji gdy stosujemy dietę nie potrzebujemy żadnych leków na nasze alergie. Dzięki temu nie niszczymy naszych organizmów i nie narażamy się na skutki uboczne. Obecnie ja mam alergię na jabłka i wszystkie owoce pestkowe, E - 621, lekko orzechy oraz wziewna na kurz, i większość roślin pylących wiosną i latem. Mąż czekolada, orzechy, mleko w nadmiarze. Starszy syn ma wrodzoną nietolerancje laktozy, alergię na grzyby i pleśnie, młodszy syn alergię na pszenicę, orzechy i marchew oraz wziewną brzoza, trawy i zboża, córka na sztuczne barwniki i czekoladę. Tai z nas suuper zespół alergiczny. Dopasowanie dla nas diety jest nie lada wyzwaniem, ale radzimy sobie. :) 
Wiele osób jest nieświadomych w jak wielu produktach jest E 621, często na pytanie czy używają z nim przypraw odpowiadają, ależ skąd ja nie używam przypraw typu vegeta, tylko rosołków w kostce.  









piątek, 28 listopada 2014

Kiełbasa polska wędzona


Po raz pierwszy zrobiliśmy cienką kiełbasę wędzoną. Nie jest to jakaś kosmiczna trudność, zwłaszcza, że osoby nie posiadające wędzarni mogą ją potraktować jak zwyczajną białą, surową kiełbasę. y uwędziliśmy, bo chcieliśmy pokryć zapotrzebowanie rodziny na zdrową, ze znanymi składnikami zwyczajną kiełbasę. Wcześniej kupowaliśmy produkt dość drogi bo musiał spełniać kilka warunków - posiadać mięso w składzie (najlepiej gdy mięsa było więcej niż produktu finalnego), nie zawierać wypełniaczy (błonnik pszenny, soja, skrobia itp), nie zawierać wzmacniaczy smaku (to najtrudniejsza część w składzie kiełbas, mają wszystkie nawet te najlepsze, co prawda często ukrywają się pod nawami których mniej znamy lub pod symbolami). Zatem cena takiej kiełbaski rosła przerażająco, więc często zamieniałam ja na boczek wędzony w przepisach lub wykluczałam zupełnie. Od teraz koniec z drogą, niezdrową kiełbasą!!! Podróbom mówimy stanowcze NIE!!! A oto nasza domowa kiełbasa (na zdjęciu jeszcze ciepła po wędzeniu).



Składniki:
  • 1 kg łopatki
  • 1 kg ppodgardla
  • 40 g soli
  • 2 g saletry
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki mielonego, czarnego pieprzu
  • 1 łyżka majeranku
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej 
  • 4 zmiażdżone ziarna ziela angielskiego
  • osłonkę o średnicy 30 - 32 mm 
Odbywa rodzaje mięs umyć i pokroić w kostkę, Włożyć do miski i wymieszać z przyprawami oraz z saletrą i solą pozostawić na nos w temperaturze nie wyższej niż 12 stopni. Następnego dnia zmielić mięso przez największe sitko dodać przeciśnięty czosnek i wyrabiać mięso, aż będzie kleistą masą. 
Następnie napełniamy osłonki masą, delikatnie nakłuwamy i odstawiamy do obsuszenia na 4-5 godziny. Kiełbasę można oczywiście po napełnianiu osłonek zwyczajnie sparzyć jak białą kiełbasę, ale my uwędziliśmy ją. Najpierw przez 3,5 godziny w zimnym dymie (30 stopni C), następnie 1 gdzinę w ciepłym dymie (45 stopni C), a na koniec przez 45 minut w temperaturze 80 stopni C. Gotową odłożyliśmy w chłodnym miejscu do wystudzenia, a następnie do lodówki. Smacznego!! Zapach i smak jest obłędny, co prawda dla amatorów wędlin sklepowych może wydawać się bez smaku, bo braknie w niej wzmacniacza smaku, ale to tylko kwestia przyzwyczajenia. 

O naszej drode do zerwania z nałogiem glutaminianowym napiszę w kolejnym poście. 

Nasz koszt takiej wędliny to około 10 zł za kg (mięso kupujemy prosto  ubojni). 


czwartek, 27 listopada 2014

Moja produkcja w tym tygodniu


W tym tygodniu po za ugotowaniem obiadów, zajmowałam się jak co tydzień wytwarzaniem żywności. Lubię te prace, lubię tworzyć, lubię być niezależna, lubię wiedzieć co jem. Na razie udało mi się do domowej lodówki od poniedziałku wyprodukować: 5 bochenków chleba (2 pszenne na zakwasie, 3 żytnio - pszenne na zakwasie), 1,8 kg cienkiej kiełbasy, 6 jogurtów po 150 ml, pastę do pieczywa z resztek mięsa, przetopiłam 1,5 kg słoniny na smalec oraz zrobiłam sałatkę warzywną. Oczywiście codziennie gotuję obiady i wykonuję moje obowiązki zawodowe i rodzinne. Naprawdę sprawia mi przyjemność proces twórczy żywności i nie tylko. Relaksuję się pod czas siekania, mieszania i wygniatania, na prawdę lubię to co robię, a dodatkowo czuję duży komfort będąc co raz bardziej nie zależną. Ostatnio znalazłam opis świetnej pozycji wydawniczej, niestety jest to książka bardzo stara, trudna do zdobycia "Ogród Warzywny na 200 metrach kwadratowych. Jak z takiego ogródka mieć dosyć jarzyn na cały rok na trzy osoby" Niestety nie udało mi się na razie jej zlokalizować w celu nabycia. No cóż, będę szukać dalej, może natrafię gdzieś na coś podobnego choć. Autor pisze w niej, że wystarczy godzina dziennie pracy w takim ogródku i mamy świeże warzywa dla rodziny. Jak dla mnie to praca przez godzinę w ogródku to same pozytywy, przebywamy na świeżym powietrzu, mamy zapewniony ruch, po za tym nie musimy pracować sami, więc mamy jeszcze możliwość spędzenia czynnie czasu z bliskimi. mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi sie więcej mieć korzyści z mojego ogródka, co prawda mój jest mniejszy niż 200 m, ale mam co tam, ile się uda to będzie :) 

środa, 26 listopada 2014

Gdzie szukamy oszczędności?


Sporo pisze na blogu o jedzeniu, ale Wszyscy wiecie, że na jedzenie właśnie wydajemy lwią część naszych dochodów. A przecież nie chcemy jeść co raz gorzej z powodu problemów finansowych, więc chce Wam pokazać, że można jeść bardzo zdrowo nie wydając fortuny. Czasem spotykam się z krytyką, że moje dzieci muszą być bardzo nieszczęśliwe bo jedzą głównie domowe słodycze. Ja w tym nie widzę ich tragedii życiowej, wręcz przeciwnie. Jak dla mnie zwolennicy sklepowych słodyczy są to osoby zupełnie nieświadome składu tych rarytasów. Mnie przeraża to co są wstanie producenci słodyczy zapakować w ich skład. Podobne mam zdanie w kwestii gotowego jedzenia. Szok przeczyłam gdy przeczytałam skład wędliny w cenie 50 zł za kilogram (szukałam kiełbasy na święta dla syna bezpszennego), w tej wędlinie były fosforany, wzmacniacze smaku, konserwanty i błonnik pszenny. Ja się pytam w jakim celu? Przecież wędlina wędzona utrzymuje długo świeżość, a po co wypełniacze?? Moja wędlina ma w składzie - mięso i przyprawy nic jej więcej nie potrzeba. A do tego kosztuje około 10 zł za kg (wliczam koszt osłonki, przypraw, mięsa i wędzenia/gotowania/pieczenia), jest ktoś w stanie kupić wędlinę tej jakości w cenie 10 zł za kg? Produkując żywność w domu mamy możliwość odżywiać się zdrowo, a jednocześnie nie drogo. Naprawdę koszt prądu do upieczenia chleba nie jest porażający i chleb pieczony w domu jest naprawdę ekonomicznie opłacalny, oczywiście pod warunkiem, że pieczemy np. 3-4 bochenki na raz, a nie jeden malutki. Oszczędności należy szukać w żywieniu, ale trzeba to robić z głową. Niektóre osoby śmiało wygłaszają opinię  na temat zdrowia mojej rodziny. Podam prosty przykład zdrowia naszego - w zeszłym roku dzieci chorowały zimą 1-2 razy i to nie dłużej niż 3-4 dni, ja w tym roku złapałam anginę ropną i wyszłam z niej w tydzień bez użycia antybiotyków, średnie BMI wychodzi u nas na poziomie 18 - 24 zatem nadwagi nie mamy i niedożywienia również. Antybiotyku w naszym domu nie ma od lat, leczymy się domowymi syropami z sosny, aronii, malin, czarnego bzu. Nie ma w nich nic po za owocami i cukrem. Dużo spędzamy czasu na powietrzu, dużo się ruszamy i jesteśmy aktywni. 
Kolejna część naszych dochodów wydajemy na odzież. My rozwiązujemy to to w taki sposób, że kupujemy głównie ubrania z drugiej ręki, przyjmujemy i przekazujemy ubrania dzieci, kupujemy na wyprzedażach po sezonowych, korzystamy z kuponów, rabatów, kart i promocji. Na odzież dzieci dzięki temu wydaję bardzo mało, zwłaszcza córki odzież. Dodatkowo przerabiam co mogę samodzielnie np. doszywam falbanę do spódniczki córki by ja przedłużyć, maskuję przetarcia naszywkami. A z odzieży niedającej się naprawić szyję worki na buty, woreczki na bieliznę do pralki, robię ściereczki do domowego użytku itp. 
Kolejny temat to opłaty za media, to dla wielu rodzin trudny temat. My zakupiliśmy miernik zużycia energii i badaliśmy w domu urządzenia które według nas pochłaniają jej najwięcej. Dużym zaskoczeniem była ilość energii pochłaniana przez komputer naszego siedemnastolatka, zawsze myślimy sobie, e komputer wiele nie pochłania. No niestety syn ma nie najnowszy sprzęt, więc prądu zużywa całkiem nieźle, zwłaszcza, że po powrocie ze szkoły działa aż do pójścia syna spać. Aby wydawać mniej na energię zainwestowaliśmy w żarówki LED (kupowaliśmy sukcesywnie po 1-2 miesięcznie), ale i tak pilnujemy by nie oświetlać pomieszczeń w których nie przebywamy. Warto sprawdzić czy nie mamy starego sprzętu typu lodówka, pralka i czy to właśnie ona nie pochłania większości naszej zużytej energii. 
Innym pożeraczem naszych finansów jest rubryka u nas budżecie - rozrywki. Tu pojawia się sporo możliwości oszczędności, jeśli poprowadzimy zapiski naszych wydatków na rozrywki możemy się zdziwić jakie to wychodzą kwoty i to w nawet najbardziej oszczędnej rodzinie. Dla nas rozrywki to prezenty, alkohole, wyjścia do kina, jedzenie na mieście, słodycze, wyjścia na kręgielnie, wycieczki itp. Te wydatki najłatwiej zmniejszyć. 
Dużo już pisałam na blogu o możliwościach oszczędzania, poniżej kilka linków do tych postów. 

Jak robić oszczędnie zakupy 

Koszt wyprodukowania domowego chleba

Jak oszczędzać wodę w domu 

Jak jeść zdrowo i niedrogo 

Finansowy detoks 

Zakupy z półki "przecena" 

Budżet 

Planowanie to podstawa 

Budżet domowy c.d 

A to takie rozważanie na temat czarnowidztwa :) 

Odpędź czarne myśli 

wtorek, 25 listopada 2014

Domowa kiełbasa - czyli wiem co jem :)


Robię na razie wędzonki typu - szynka, baleron, polędwica, ryby. Piekę pasztety i różne kawałki mięsa, robię wędliny parzone, ale nie robiłam kiełbasy do tej pory. Wczoraj był debiut kiełbasiany. Z mężem zrobiliśmy pierwsza nasza kiełbasę wieprzową. Wyszło nam 2 kg przed wędzeniem. Dziś przystępujemy do wędzenia i dopiero po konsumpcji wstawię przepis by mieć pewność, że jest ok. 

A oto kiełbaska przed wędzeniem, świeżo po nadzianiu w osłonki. 


poniedziałek, 24 listopada 2014

Mleko ryżowe


Z racji, że mój najstarszy syn ma wrodzoną nietolerancję laktozy, muszę używać zastępników mleka krowiego. Kupowałam mu mleko z bez laktozy, ale jednak jego organizm nie znosił go dobrze, mleko sojowe odpada, bo ma alergię na soję. Zrobiłam mleko owsiane, nie zachwyciło go. Zatem kupowałam mleko ryżowe które smakowało mu najbardziej, nie szkodziło, ale miało duża wadę - cenę. Zatem uznałam, że trzeba zrobić mu domową wersję tego mleka. Nie jest ono na pewno takie aksamitne i gęste, ale świetnie nadaje się do naleśników, płatków, zabielania zup i sosów. 

Składniki:
  • 1 szklanka ryżu (ja użyłam zwyczajny, na pewno lepiej by było gdy by to był bardziej szlachetny gatunek ryżu) 
  • 6 szklanek wody
  • 2 łyżeczki cukru/cukru trzcinowego/syropu klonowego (zależny od zasobności kieszeni)
  • cukier waniliowy/laska wanilii (również wybór zależny od finansów)
  • szczypta soli
Wypłukałam dokładnie ryż, zalałam wodą i postawiłam na maleńkim ogniu przykrywając garnek, po około godzinie, dodałam cukier waniliowy, jeśli dodajemy laskę wanilii to dajmy od razu. Gotowałam ryż jeszcze kolejne 30 minut, następnie wyłączyłam gaz i zostawiłam na kolejne 30 minut na piecu. Następnie zmiksowałam całość i tu powinnam według większości "producentów mleka roślinnego" przecedzić przez gazę, ale całość była taka gładka, że szkoda mi było to zrobić, więc dodałam szklankę przegotowanej wody i doprawiłam do smaku sola i cukrem. Usmażyłam na tym mleku naleśniki (rodzina stwierdziła, że naleśniki wyszły smaczniejsze niż zawsze), syn zjadł płatki kukurydziane z tym mlekiem, oraz zaprawiłam nim zupę pomidorową. takie mleko może stać w lodówce około 5 dni. Niestety nie nadaje się do kawy (nad czym ja ubolewam). Na pewno nie jest to doskonała wersja mleka roślinnego, ale dająca mi spore oszczędności i  nie obciąża organizmu syna. 

piątek, 21 listopada 2014

Naleśniki jaglane - bezglutenowe


Ostatnio zrobiło się tu maks kulinarnie, ale jakoś tak wyszło, że sporo nowych dań robię, więc chce się z Wami nimi podzielić. Wczoraj usmażyłam naleśniki jaglane oraz naleśniki z użyciem mleka ryżowego (własnej produkcji). Obydwie wersje wyszły naprawdę smaczne. Dzięki pomysłowi na naleśniki jaglane mogę zaoszczędzić na cenie mąki bezglutenowej. 



Składniki:
  • szklanka mąki jaglanej (ja zmieliłam kasze)
  • szklanka mleka
  • 2 jajka
  • 2 łyżki oleju
Mieszamy mąkę jaglaną z mlekiem i jajkami i odstawiamy na 30 minut. Następnie dolewamy olej i możemy zabrać się do smażenia. Naleśniki są odrobinę bardziej płynne niż z mąki pszennej, ale nie ma większych problemów przy smażeniu. Smażymy naleśniki jak każde inne. Mnie z tej porcji wyszło 7 naleśników. Naleśniki są elastyczne, sycące i zdrowe - kasza jagana ma dużo wartości odżywczych i jest ceniona przez dietetyków.. Myślę, że spokojnie mleko krowie można zastąpić mlekiem roślinnym. 

czwartek, 20 listopada 2014

Żeberka z pieca


Tak jak wcześniej z golonką, problem mieliśmy z żeberkami. Rodzina średnio lubi żeberka w sosie, a takie z pieca nie zawsze mi wychodziły. Z racji, że kupujemy półtusze prosto z ubojni, to zostają nam żeberka. Czasem je gotowałam i dodawałam do pasztetu, czasem gotowałam na nich zupę, bigos. Ale jakoś to było działanie na siłę. Ale odkryłam przepis na żeberka z pieca. wyszły super, naprawdę polecam. 

Składniki:
  • 1 kg żeberek 
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziela angielskie
  • 2 ziarna pieprzu
  • 1/2 łyżeczki chili
  • 1 łyżka oleju
  • 1 łyżka soli
  • 2 cebule
  • 1 łyżka miodu
  • 2 łyżki keczupu
  • 4 łyżki sosu sojowego
Żeberka wkładamy do garnka z zimną wodą, dokładamy liść laurowy, ziele, pieprz i sól. Zagotowujemy całość i gotujemy przez 20 minut. Wyjmujemy żeberka z wody (wodę można zostawić jako bazę do zupy). Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy cebulę drobno pokrojoną w kostkę, dusimy ją do miękkości, nie złocimy. Zostawiamy do wystudzenia cebule i żeberka. Następnie w misce mieszamy miód, keczup, sos sojowy, chili i dokładamy wystudzoną cebulę. Wkładamy żeberka (kroimy po jednej kostce), dokładnie obtaczamy w marynacie, a następnie odstawiamy na minimum godzinę do lodówki (najlepiej zrobić sobie dzień wcześniej). Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni, żeberka układamy na blasze z pieca wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy około 90 minut, aż żeberka będą mocno zarumienione. Ja podałam z pieczonymi ziemniakami - pokrojone na grubsza frytkę, wymieszane z chili i cząbrem oraz 2 łyżkami oleju. Piekłam razem z żeberkami zamieniając co 15 minut blachy, by żeberka i ziemniaki miały szanse się zarumienić. Do tego podałam surówkę z białej kapusty z rodzynkami. Wyszło fajne danie, rodzina która nie przepada za żeberkami stwierdziła, że za mało było żeberek na obiad. 

środa, 19 listopada 2014

Sos pieczarkowy bez laktozy


Mój najstarszy syn ma wrodzoną nietolerancję laktozy, więc staram się w miarę możliwości zmieniać dla niego dania w których skład wchodzi mleko, śmietana. Tym razem podzielę się z Wami przepisem na sos pieczarkowy. 

Składniki:
  • 1/2 kg pieczarek
  • 1 duża cebula
  • 4 łyżki czerwonej soczewicy (można zastąpić mąką pszenną 1 czubata łyżka)
  • 1/2 łyżeczki cząbru (opcjonalnie)
  • 1 łyżeczka lubczyku
  • sól, pieprz do smaku
  • tłuszcz do smażenia (ja zrobiłam na łyżeczce smalcu)
  • 1,5 szklanki wody
Podsmażamy cebulę pokrojoną w drobną kostkę. Pieczarki kroimy na plasterki lub ścieramy (ja robię pół na pół) i wrzucamy do cebuli, całość dusimy tak długo, aż odparuje woda z pieczarek, dokładamy przyprawy, podlewamy wodą i wsypujemy soczewicę (jeśli wersja bez soczewicy to mąkę na koniec dopiero), gotujemy całość tak długo, aż soczewica będzie miękka, około 15 minut, doprawiamy do smaku i gotowe. Ja uwielbiam taki sos z kluskami śląskimi i buraczkami gotowanymi. 

wtorek, 18 listopada 2014

Golonka z szynkowaru


Zatem czas na przepisy z tego cudeńka. Jak już nie raz pisałam kupuję półtusze prosto z ubojni i zazwyczaj najtrudniej nam jest przetworzyć golonki. Dzięki temu przepisowi mam świetną wędlinę, zdrowa a do tego przetworzone golonki. 





Składniki:
  • 2,5 kg golonki (bez kości i skóry)
  • 3 ząbki czosnku
  • 45 g soli peklowej  
  • pieprz, paprykę (ostrą lub słodką do wyboru), ja dałam płaską łyżeczkę pieprzu i 1/3 chili
  • 1 łyżka majeranku
Golonkę kroimy w kostkę 2-3 cm, czosnek ścieramy. Mięso mieszamy dokładnie z solą i przyprawami odstawiamy do lodówki na 5 godzin. Następnie układamy ciasno w szynkowarze (ja używam woreczków), zamykamy naczyniu i wstawiamy do garnka. Nalewamy wodę tak by poziom wody był na tyle wysoki, by zakryć mięso. Gotujemy na wolnym ogniu około 4 godzin, aż temperatura mięsa osiągnie 80 stopni. Wyjmujemy szynkowar z wody i studzimy, po ostygnięciu wkładamy całość do lodówki na 12 godzi, po tym czasie możemy wyjąć mięso. 


poniedziałek, 17 listopada 2014

Szynkowar czy warto kupić?


Długo zastanawialiśmy się nad zakupem szynkowaru, ciągle coś stało na przeszkodzie. Najpierw nasze niezdecydowanie, potem finanse, w końcu uznaliśmy, że dość szukania wymówek i zakupiliśmy szynkowa. 
Zdecydowaliśmy się na model o pojemności 3 kg mięsa, są jeszcze 1,5 kg (ostatnio,widziałam taki 1,5 kg w Kauflandzie za 49 zł) ale na nasza rodzinę wybraliśmy większa wersję. Koszt takiego cuda to około 70-80 zł, mało nie jest, ale jak policzę osłonki kupowane na wędliny do gotowania przez ten czas co robię wędliny to spokojnie by mi się już szynkowar zwrócił. Dla osób które zupełnie nie mają pojęcia o co chodzi spróbuję opisać urządzenie. Jest to garnek ze stali, z dwiema pokrywkami, jedna pokrywka układana jest bezpośrednio na mięso, do niej przymocowujemy sprężynę, a następnie dokręcamy druga pokrywkę co powoduje ucisk mięsa w garnku, takie jak by prasowanie go. w garnku możemy ułożyć mięso w kawałkach wraz z przyprawami, a następnie całość w garnku gotujemy w kąpieli wodnej. Gotujemy na małym ogniu przeciętnie 3-4 godziny 2-3 kg mięsa. Dzięki temu uzyskujemy delikatną wędlinę bez wędzenia i chemii. Tak przygotowany drób lub szynka stanie się wspaniałą wędliną dla małych dzieci, nie zawiera szkodliwej chemii, jest świeża i nie zawiera nadmiaru soli. Dzięki temu możemy nasze dzieci karmić zdrowo. Wędliny takie możemy stosować przy różnego rodzaju dietach np. bezglutenowej, lekkostrawnej, bezsolnej. Takie urządzenie daje możliwość produkowania wędlin w każdych warunkach mieszkaniowych i z każdym stopniem zaawansowania wędliniarskiego. Ja na razie wyprodukowałam wędlinę drobiową oraz golonkę wieprzową. Gorąco polecam zakup szynkowaru osoba które chcą się zdrowo odżywiać i pragną mieć kontrole tego co zjadają. My zakupiliśmy szynkowar w firmie Biowin. 

niedziela, 16 listopada 2014

Korzenne ciasto z dynią


Jeszcze sezon na dynię trwa, więc korzystam jak mogę :) Była zupa, placki, zatem kolej na ciasto.




Składniki:
  • 350 g cukru
  • 300 g mąki pszennej
  • 350 g drobno startej dyni
  • 200 ml oleju
  • 4 jajka
  • 30 g startego imbiru lub 1/2 łyżeczki suszonego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 4 zmielone goździki
  • 2/3 łyżeczki cynamonu
  • 1 czubata łyżeczka kakao
  • szczypta soli
  • cukier puder do posypania ciasta

Całe jajka miksujemy na puszysta masę z cukrem, stopniowo dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem, sodą i sola oraz przyprawami oraz kakao. Do masy dodajemy olej, startą dynię i imbir (jeśli używamy świeżego, bo suszony dodajemy do mąki). Maskę dokładnie mieszamy, możemy dodać pokruszone orzechy lub rodzynki. Ciasto przekładamy do dwóch keksówek wyłożonych papierem do pieczenia. Piecyk nagrzewamy do 190 stopni i pieczemy ciasto przez 45-50 minut. warto sprawdzić patyczkiem czy po upływie czasu nie jest surowe w środku. Gotowe ciasto posypujemy cukrem pudrem. Ciasto dość długo zachowuje świeżość i smakiem przypomina piernik :) Można również ciasto polać polewą czekoladową lub lukrem. Smacznego 

piątek, 14 listopada 2014

Zamrażarka - jaką wybrać


Od wielu, wielu lat używam zamrażarki, najpierw była szufladowa w lodówce, potem zakupiliśmy 3 szufladową, ale musieliśmy zmienić lodówkę i zrobiła nam się tylko jedna komora  półeczką w środku. Gdy rodzina zaczęła nam się powiększać zmieniliśmy lodówkę na wersję z zamrażarką trzy szufladową oraz nasza zamrażarka  trzema szufladami. Nasza zamrażarka firmy Beko pracowała bez awarii 15 lat. Niestety w tym roku zakończyła swój żywot i byliśmy zmuszeni do sporego wydatku - zakupu nowej zamrażarki, rozważaliśmy wiele opcji, postaram się Wam opisać jakimi wskazówkami się kierowaliśmy przy wyborze nowej zamrażarki. Obecnie mamy ogromną zamrażarkę, ale z racji że mieszkamy na wsi, najbliższy sklepik wiejski odległy jest 1,5 km, zaś większy sklep typu dyskont 5,5 km. Zatem wolę mieć większy zapas w domu żywności. Dodatkowo kupujemy półtusze prosto z ubojni i cześć przetwarzamy na wędliny, a część zostaje jako mięso przerobowe do posiłków. Piekę na stałe domowe pieczywo, więc je zamrażam, by nie robić tego codziennie, jak już mam rozgrzany piecyk to piekę więcej by zmniejszyć koszty zużycia prądu (najwięcej wydajemy na rozgrzanie piecyka). Niestety w tym roku nie zamroziłam kilka rzeczy, czekaliśmy na możliwość finansową zakupu zamrażarki. Poprzednia zepsuła nam się przed sezonem, a obecną kupiliśmy w październiku. Miesięczna opłata za prąd zużyty przez moją zamrażarkę to kwota około 6 zł, za mięso z ubojni płacę 7,80 zł za kg, więc dla samego mięsa opłaca mi się posiadać zamrażarkę, nie wspomnę o całej reszcie. 

Zatem wybierając zamrażarkę musimy uwzględnić kilka naszych potrzeb: 
  • jak dużą potrzebujemy zamrażarkę - nie ma sensu kupować dużej jeśli będziemy przechowywać tylko podręczne produkty, czyli to co może się zepsuć, lub gotowe dania kupione na zapas. Dla takich potrzeb wystarczy nam powierzchnia z lodówki. Jeśli mamy zamiar mrozić warzywa, mięso, wyroby, a do tego mamy minimum w gospodarstwie domowym 4 osoby to już przyda nam się coś więcej niż powierzchnia zamrażarki z lodówki, wtedy musimy rozważyć jak dużo będziemy zamrażać. Ja posiadając w sumie 6 szuflad (zamrażarka z lodówki i osobno zamrażarka) mogłam zamrozić 1 półtusze, trochę warzyw i owoców oraz około 4 bochenków chleba. Obecnie mam w sumie 9 szuflad i mogłam zamrozić: 20 kg śliwek, 25 kg kalafiora, 10 kg fasolki szparowej, 10 kg brokułów, 10 kg buraków, 1 półtusze około 42 kg, 4 kg żółtego sera, 6 bochenków chleba, 6 kg brukselki, 4 kg bigosu, około 3 kg wędlin i drobne pozostałości które zabezpieczyłam przed zepsuciem mam nadal powierzchnię do wykorzystania. Wydaje się dużo, ale wiele produktów kupiłam w sezonie w niskiej cenie zwłaszcza, że były to zakupy hurtowe. dzięki temu w zimie mam dostęp do warzyw i owoców w niskiej cenie, no i zawsze dostępne. Wyliczmy dokładnie jakie mamy potrzeby, by nie utrzymywać energetycznie pustych szuflad i bezsensownie wydawać pieniądze na prąd.
  • jak długo ma utrzymywać temperaturę - my założyliśmy fakt ile najdłużej u nas nie było prądu. Raz zdążyło się, że nie mieliśmy energii przez 22 godziny, więc wybraliśmy zamrażarkę która utrzymuje temperaturę przez 26 godzin. Niestety im dłuższy czas utrzymywania temperatury, tym wyższa cena urządzenia. Rozważaliśmy wersję 72 godzinną, ale koszt był o prawie 2 tysiące wyższy. Myślę, że mieszkając na terenach gdzie przerwy w dostawie prądu bywają długie, a nie mamy agregatu warto inwestować w lepszej klasy urządzenie. 
  • szufladowa czy skrzyniowa - ja osobiście nie polecam do użytku domowego zamrażarek skrzyniowych, wkładamy coś i ginie nam w odmęcie dziejowym. Sąsiedzi moich rodziców co jakiś czas robią przegląd w takiej zamrażarce i okazuje się, że niektóre produkty nie wiedzą jak długo ta przebywały i powstają straty, bo jest obawa przed konsumpcją. W szufladowej łatwiej nad tym zapanować, możemy dokładnie posortować produkty na mięso, warzywa, owoce itd. My nie braliśmy pod uwagę takiej zamrażarki.
  • klasa energetyczna - to akurat prosta sprawa, im wyższa klasa tym większe oszczędności w kieszeni. Wyższa klasa energetyczna daje nam mniejsze rachunki za prąd. 
Myślę, że to są najważniejsze warunki wyboru odpowiedniej zamrażarki, warto poczytać jeszcze opinie o danym modelu w internecie. Może wybrany przez nas produkt ma ukryte wady, które odkryli już inni, a może po prostu utwierdzimy się w wyborze. :)

czwartek, 13 listopada 2014

Sezon na dynię - placki z dyni (bezglutenowe)


Dostałam dynię, więc trzeba było podjąć działania w celu jej konsumpcji. Tym razem była zupa z dyni oraz placki. Placki robiłam już, ale trochę inne niż tym razem. Przepis na zupę jest dostępny tutaj. Przepis na inną wersję placków z dyni .

Tym razem użyłam:
  • 1/2 kg startej drobno dyni
  • 4 jajka
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 3 łyżki mąki kukurydzianej
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 mały jogurt
  • 4 łyżki mleka
  • tłuszcz do smażenia
  • dżem/powidła/cukier puder
Rozmieszałam wszystkie składniki po za dynią i dopiero na końcu dołożyłam startą dynię, wymieszałam wszystko razem. Na patelni rozgrzałam olej i na dobrze rozgrzany układałam łyżką niewielkie placki, smażyłam je na złoto z obydwu stron. Podałam z powidłami śliwkowymi. Bardzo fajne danie na kolację. Dynia ma dużo wartości odżywczych i jest sycąc. 

środa, 12 listopada 2014

Śniadanie w pracy


Wiele osób popełnia duży błąd finansowy, właśnie w temacie śniadania w pracy. Nie zabiera nic z domu, kupuje coś na szybko lub zamawia w pracy catering. Niestety takie rozwiązanie niesie za sobą zwiększenie niepotrzebne wydatków. Wystarczy prosty rachunek by stwierdzić jak bardzo zgubne jest to dla ograniczonego budżety. Licząc kwotę około 5-10 zł dziennie na zakup czegoś gotowego przez minimum 20 dni pracy to daje nam kwotę 100 - 200 zł!!! Jak dla mnie co całkiem sporo, zwłaszcza, że na żywienie całej pięcioosobowej rodziny wydaję 800 - 900 zł, łącznie wszystkie posiłki dla całej rodziny. Więc kwota 200 zł to spory ułamek całości moich wydatków, a mowa tylko o jednej osobie, jeśli przemnożymy przez 5 osób to więcej niż wydaję miesięcznie na pełne żywienie całej rodziny. Do tego dochodzi aspekt zdrowotny, zazwyczaj  dania gotowe nie są zdrowym posiłkiem, są bogate w konserwanty chemiczne, tłuszcze, cukier i pozbawione wartości odżywczych po za kalorycznością. No oczywiście, znajdziemy świetne dania gotowe, zdrowe, wartościowe, ale cena ich drastycznie wzrośnie i koszt miesięczny będzie jeszcze większy. 
Powiecie teraz - a kto ma czas rano szykować sobie śniadanie do pracy, rano jest szaleństwo i piekło, nikt nie myśli o kanapkach, sałatkach itp. Mam koleżankę która nawet kanapki szykuje wieczorem i wkłada do lodówki, no bo czym one się będą różnić od gotowych, kupnych kanapek, więc robi wieczorem, pakuje w pudełka i rano tylko wydaje rodzinie odpowiednie porcje. wieczorem domownicy mogą jej pomoc zdecydować co chcą jutro zjeść i życie robi się prostsze. 
Wieczorem można przygotować sałatkę i włożyć do pojemnika, a rano zabrać tylko pieczywo lub owoce. Jak to się mówi - dla chcącego nic trudnego. 

A oto kilka propozycji taniej przekąski w pracy

  • sałatka z jajka/biały ser, sałaty, pomidorów i prażonych pestek słonecznika
  • roladki z naleśników ze szpinakiem i białym serem
  • wędlina/kurczak, ryż gotowany, kukurydza, czerwona cebula, sos pomidorowy
  • brokuły gotowane, ser biały/feta, prażony słonecznik
  • gotowane warzywa posypane na ciepło żółtym serem
  • jogurt z musli
To są propozycje po za kanapkowe. Wiem, że wiele osób nie lubi jeść kanapek więc można wybrać takie wersje do tego owoce. 
Mój mąż ma możliwość podgrzania jedzenia w pracy, więc czasem zabiera resztki z kolacji np. zapiekankę, naleśniki, placki, pizza itp. Czasem jak wie, że wróci późno to zabiera również w pojemniku zupę, dzięki temu łatwiej mu przetrwać bez pokus i zakupów gotowego jedzenia. dzieci wolą kanapki i owoce jako drugie śniadanie. 
Polecam przemyśleć swoje wersje śniadaniowe i zabierać gotowe posiłki z domu, a nie kupować. To duża oszczędność i wygoda. :) 

piątek, 7 listopada 2014

Kompoty.....



Pamiętacie jeszcze o kompotach? Super sprawa zwłaszcza w domu gdzie są dzieci i chętnie piją tylko słodkie napoje. Dzięki kompotom możemy sterować słodkość i do tego używać tylko naturalnych składników, bez barwników, słodzików itp. Moja rodzina uwielbia kompot jabłkowy, obecnie jabłka są niedrogie i dostępne więc warto je wykorzystać. Szczerze polecam powrót do kompotów w naszych domach, a jeśli nie kompot to może wodę z cytryną i odrobiną miodu :)  

Mój kompot jabłkowy:

  • 3 jabłka
  • 4 goździki
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • cukier do smaku
  • 1/2 cytryny
Kroimy jabłka w kostkę (nie trzeba obierać), wrzucamy do garnka, zalewamy 3 litrami wody, wrzucamy goździki i cynamon, całość gotujemy i pod koniec doprawiamy do smaku cukrem i wkrawamy 1/2 cytryny, zagotowujemy całość i gotowe. Przecedzamy kompot przez sito lub durszlak i mamy smaczny i zdrowy napój. Gorąco polecam :) 

czwartek, 6 listopada 2014

Ocet i stare gazety


Pamiętacie jak Wasze mamy czyściły okna?? Ja pamiętam, octem lub denaturatem, a potem przeczytaną gazetą na błysk i po sprawie. Może warto wrócić do tej techniki, jak by nie patrzeć to zdrowo dla nas i taniej. No chyba, że ktoś zacznie sprawdzać smak denaturatu, to już nie jest zdrowo i tanio.....;) Jeszcze ładna pogoda za oknem, warto przed zimą przemyć okna, by potem podziwiać przez szybę promienie słoneczne w mroźny dzień. Zatem do dzieła, gazety w dłoń!!

P.S ja używam bezpłatnych gazet rozdawanych na ulicy, w urzędach, ulotka jednego sklepu też jest niezła bo wydawana na typowym papierze gazetowym. 

środa, 5 listopada 2014

Zarządzanie sobą w czasie


Ostatnio dość intensywnie pracuje nad własnym rozwojem, powróciłam do kształcenia się. Sporo czytam, zaliczam szkolenia, kursy. Jak się dobrze poszuka to można znaleźć nie mało bezpłatnych, ale ciekawych pozycji. Jedną z nich to kurs "Zarządzanie sobą w czasie", zupełnie bezpłatny, a dalsze jego praktyczne cześć w cenie 30 zł za moduł praktyczny. Zatem cena nie jest wygórowana. 

Wielu z nas często powtarza "nie miałam czasu, więc nie zdążyłam, nie dam rady, później", no tak w sumie żyjemy szybko, bardzo intensywnie. Czas dzielimy pomiędzy zarabianie pieniędzy, wychowywanie dzieci, zajmowanie się gospodarstwem domowym. Ciągle zapominamy o sobie, samych. Szukamy wymówek, udajemy, że nie pamiętamy. W sumie to kogo oszukujemy? Innych, a co tam innych obchodzi, że mamy mniej pieniędzy, że jesteśmy zmęczeni, że czujemy się pomijani, że nie realizujemy się, że życie nam ucieka....itd. Kogo to wszystko interesuje, po za nami samymi. Sporo czasu nam ucieka przez sprawy zupełnie nie ważne, nieistotne, powinniśmy sobie robić listę priorytetów. Pamiętajmy, że wszyscy mają równe szanse – każdy ma do dyspozycji w ciągu doby 24 godzin ni mniej ni więcej. Nie każdy jednak w tym czasie osiąga taki sam efekt

Na kursie usłyszałam bardzo ciekawą opowieść. Postaram się ją Wam przekazać.
Pewien człowiek mając 55 lat zauważył, że życie mu ucieka i jest ciągle zajęty, zmęczony, mało czasu spędza z rodziną, nie realizuje swoich marzeń. Usiadł i zaczął się zastanawiać - o co w tym wszystkim chodzi? Życie mu mija, a on czuje się nie spełniony. Wymyślił więc, że człowiek żyje średnio 75 lat, przeżyje średnio 3900 sobót, on żył już 55 lat, zostało mu statystycznie 20 lat życia. Zatem kupił duży przezroczysty pojemnik i 1040 marmurowych kulek. Wsypał je do pojemnika i co sobotę wyjmował jedną, by widzieć jak zmniejsza się jego czas. Dzięki temu zaczął doceniać ten czas jaki mu pozostał i wykorzystywać go najlepiej jak potrafił. Zrobił co tydzień listę rzeczy najważniejszych dla niego, a potem dopełniał mniej ważnymi, a na końcu dokładał te które po prostu przydało by się zrobić, ale nie koniecznie. Dzięki temu każdy dzień spędzał tak jak zawsze chciał. 

Myślę, że każdy z nas powinien sobie zrobić listę rzeczy ważnych i mniej ważnych. tymi ważnymi powinny być sprawy dla nas naprawdę ważne, mające dla nas znaczenie. 

Nie zaniedbujmy siebie, my też  jesteśmy ważni!!!  Nigdy nie jest za późno, by spełniać swoje marzenia. Pamiętajcie też, że nie ma marzeń nie do spełnienia.  Bywają tylko większe wyzwania, a od nas zależy, czy damy im radę. 

Spróbujcie zrobić liste czego byście żałowali, że nie zrobiliście jak byście leżeli na łożu śmierci. 

Ja skończyłam z wymówkami..........może ktoś jeszcze? :) 

Czas to pieniądz!!!!

wtorek, 4 listopada 2014

Jadłospis obiadowy dla całej rodziny na początek listopada


Dawno nie było moich ulubionych i zarazem budzących tyle kontrowersji jadłospisów:) A co tam dziś pójdę na całość i podam mój ostatni jadłospis. Przypominam, że nie jest to jadłospis z zaleceniami dietetycznymi, uwzględnia on głównie nasze alergie, preferencje i możliwości finansowe. 

Poniedziałek

Zupa kalafiorowa z ziemniakami 
Naleśniki z soczewicą
Podwieczorek: jabłko

Wtorek

Zupa kalafiorowa z ziemniakami
Gulasz wieprzowy, kasza gryczana, buraczki pieczone
Podwieczorek: banan

Środa

Barszcz ukraiński
Kluski leniwe z masłem
Podwieczorek: jabłko

Czwartek

Barszcz ukraiński
Ryba w panierce z płatków kukurydzianych, ziemniaki, surówka z kapusty pekińskiej
Podwieczorek: budyń czekoladowy

Piątek

Kapuśniak z kwaśnej kapusty z ziemniakami
Pulpety w sosie koperkowym, ziemniaki, surówka z czerwonej kapusty
Podwieczorek: rolada biszkoptowa z jabłkami

Sobota

Kapuśniak z kwaśnej kapusty z ziemniakami
Domowa pizza
Podwieczorek: bezy domowe i domowa czekolada

Niedziela

Pomidorowa z domowym makaronem
Schab panierowany otrębami owsianymi, ziemniaki, mizeria
Podwieczorek: kisiel z jabłkami i sosem waniliowym

Dodam jeszcze, że kupuję mięso prosto z ubojni więc cena za kg obecnie wyszła nas 7,80 zł. Dzięki temu pojawia się więcej mięsa w naszym jadłospisie. 
Rodzaj owoców w naszej diecie zależy jest od sezonu, co za ty idzie od ceny. 




poniedziałek, 3 listopada 2014

Pani domu - żyć w zgodzie ze samym sobą!


Uwielbiam być Panią Domu, lubię swoją pracę, choć mam kilka ta jest jedną z ulubionych. Lubię uczestniczyć w procesie tworzenia. Układam na blacie kuchennym surowce i widzę jak z nich powstaje moimi dłońmi danie, danie które potem rodzina zjada w chwilę, można by powiedzieć - tyle pracy, chwila i już go nie ma. Ale to jest właśnie cudowne, moja praca nie poszła na marne, wszyscy się najedli, uśmiechnęli, podziękowali. To dla mnie wspaniałe chwile w życiu. Lubię widzieć jak z bałaganu tworzy się porządek, lubię ład i porządek, lubię zapach czystego domu. Sprzątam go sama z pomocą dzieci, nie wiem czy mając fundusze zatrudniła bym kogoś do sprzątania, no może do mycia okien, to i owszem. ja po prostu odpoczywam przy porządkach, owszem fizycznie się zmęczę, ale psychicznie relaksuję się. Przed chwilą umyłam okno u najstarszego syna w pokoju, skończyłam i patrzę z uśmiechem, jakie teraz jest ładnie, jak fajnie odbijają się promienie słońca w szybach. Czuję zachwyt i zadowolenie. Lubię również prasować, biorę do reki coś pomiętego, niekształtnego, a po chwili mam ponownie swoją ulubioną bluzkę i wygląda tak świeżo, tak odświętnie. Uwielbiam chwile gdy skończę kosić trawnik, robi się taki świąteczny i dostojny. Naprawdę lubię być Panią Domu. Lubię tez być nauczycielem, ta chwila gdy dzieci poznają świat, budzi się w nich ciekawość, zadają pytania, chcą więcej i więcej, kiedy sobie radzą zaliczając sprawdziany. Uwielbiam być nauczycielem. Wiele rzeczy lubię w swoim życiu, nie lubię bezradności i niemocy. Staram się żyć oszczędnie jest to sposób kontrolowania sytuacji finansowej, lubię owszem czasem odrobinę szaleństwa, lubię marzyć, mieć nadzieję, snuć plany........ 

Wiele lat temu miałam zupełnie inną wizję moje przyszłości, miałam robić karierę zawodową, kształcić się, podróżować, mieć zdrowe dzieci. Życie napisało mi inny scenariusz. Czy jestem zła, czy się buntuję? Nie bo lubię to o robię, więc może jednak to nie dla mnie była droga. Są we mnie małe tęsknoty, ale staram się zamieniać je w moje pasje, hobby, szukam bezpłatnych szkoleń lub za niską cenę, uczę się od innych, z internetu, książek i dzięki temu moje małe tęsknoty są "nakarmione". Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą. Nie pozwolić innym planować naszego życia!! To nie oni będą musieli je przeżyć, to nie jest ich codzienność. 

Pamiętajmy również, by nie planować życia swoim dzieciom, to jest ich życie, ich pasje, my możemy być tylko przewodnikiem, doradcą, ale nie możemy się za nich zachwycać. Nie realizujmy swoich pragnień i marzeń przez nasze dzieci, nie nadrabiajmy straconych tęsknot ich życiem! To nie w porządku wobec drugiego człowieka. Nasze dzieci nigdy nie będą takie jakie sobie zaplanowaliśmy, mają własną wolę, pomysły, marzenia. Pozwólmy im na nie, bądźmy blisko i czuwajmy nad nimi, pomagajmy podnosić się po porażkach, służmy naszym doświadczeniem. My też popełnialiśmy błędy, też byliśmy niesfornymi nastolatkami, też się buntowaliśmy, tez uważaliśmy się za wszechwiedzących. Jeśli syn postanowi zostać operatorem śmieciarki i będzie z tym szczęśliwy, to niech zostanie, nie wszyscy muszą być profesorami, bo ktoś musi dla tych profesorów upiec chleb, uszyć ubranie, zbudować dom i wywieść śmieci. :)

No i sobie po wymądrzałam się. To też czasem lubię :))

piątek, 31 października 2014

Nie marnujemy jedzenia - pasta z ryby w puszce


Czasem bywa, że w lodówce zostanie resztka rozpoczętej ryby w puszce, przestaje być atrakcyjna i godna zainteresowania przez domowników. Jest na to rad by ryba nie wylądowała w śmietniku :) 
Wystarczy zrobić pastę z ryby, można ją robić z twarożkiem lub  jajkami gotowanymi na twardo. 
Wczoraj właśnie robiłam taką pastę rybną, bo w lodówce za słoikiem  ogórkami skryła się resztka ryby w puszce - szprot w oleju. 

Użyłam:
  • 4 jajek
  • 1 cebuli
  • około 6 szprotek w oleju
  • łyżkę posiekanego szczypiorku
  • 2 łyżki majonezu
  • pieprz do smaku
Ugotowałam jajka na twardo, a następnie starłam je tartce do warzyw, rybę rozgniotłam widelcem, cebulę pokroiłam w drobną kosteczkę i wszystkie składniki wymieszałam razem. Doprawiłam do smaku pieprzem i gotowe :) Można zamiast jaj użyć białego sera jeśli jest pod ręką. Do takiej pasy nie musi być tylko i wyłącznie ryba w oleju, w zalewie pomidorowej też się będzie nadawała, pasta dzięki temu będzie miała wyraźniejszy smak. Moja dzieci często i tak pastę rybną polewają keczupem, więc od razu powstaje wersja dwa w jednym :) 

czwartek, 30 października 2014

Halloween kit czy hit?



Dziś o Halloween, ostatnio sporo zrobiło się zamieszania w mediach w temacie tego święta. Obchodzić, nie obchodzić? Wielu zadaje sobie pytanie. Ja odpowiem - my nie obchodzimy tego święta z kilku powodów o których napiszę później. Wiele osób słysząc, że nie obchodzimy tego święta reaguje dość często  negatywnie, wręcz zaczepia o kler, dewotyzm itp. No cóż, ja odpowiadam tylko - "wolność Tomku w swoim domku".

Ostatnio w naszej polskiej kulturze mocno zakorzeniają się obce zwyczaje i obrzędy, pojawiają się nowe święta, zaś odchodzą w nieznane nasze własne obrzędy, bo ilu jeszcze chodzi kolędników w dzień wigilii Bożego Narodzenia? Ilu przebierańców biega w ostatki? Zaś w to miejsce wskoczyły przebieranki diaboliczno - demoniczne zwane Halloween. Jako dzieciak biegałam przebrana w ostatki od domu do domu wyśpiewując pod drzwiami. Teraz, mimo, że mieszkam na wsi nigdy do moich drzwi nie zapukał przebieraniec. Czemu zamieniliśmy jedne przebierańce na drugie, co w tych rodem z horroru jest tak ekscytujące, pociągające. Przebieramy małe dzieci w diabełki, wampirki, kościotrupy, zombi i co tam wskoczy do głowy demonicznego i strasznego. Czy ma to na celu oswajanie dzieci z ciemną stroną mocy? Ze złem, demonem, śmiercią? Przyznam, że zupełnie nie mam pojęcia o co chodzi w naszym narodzie z tym szałem na punkcie Halloween.

Teraz odrobinę faktów na podstawie źródeł internetowych:

"Dokładna geneza Halloween nie jest znana. Może nią być rzymskie święto na cześć bóstwa owoców i nasion (Pomony) albo z celtyckiego święta na powitanie zimy. Według tej drugiej teorii Halloween wywodzi się z celtyckiego obrządku Samhain. Ponad 2 tys. lat temu w Anglii, Irlandii, Szkocji, Walii i północnej Francji w ten dzień żegnano lato, witano zimę oraz obchodzono święto zmarłych.
Druidzi (kapłani celtyccy) wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk. Na ołtarzach poświęcano bogowi resztki plonów, zwierzęta i ludzi. Paląc chciano dodawać słońcu sił do walki z ciemnością i chłodem. Wokół ognisk odbywały się tańce śmierci. Symbolem święta Halloween były noszone przez druidów czarne stroje oraz duże rzepy, ponacinane na podobieństwo demonów. Sądzi się, iż właśnie z potrzeby odstraszania złych duchów wywodzi się zwyczaj przebierania się w ów dzień w dziwaczne stroje i zakładania masek. Czarownice w towarzystwie czarnych kotów przepowiadały przyszłość."

  

Z tego co znalazłam w internecie, na ziemiach słowiańskich w tym okresie wyprawiano święto dla zmarłych, bo wierzono w to iż otwiera się brama pomiędzy światem żywych i zmarłych. Zapraszano więc zmarłych na przyjęcie, które raczej odbywało się w gronie rodzinnym, nie znalazłam wzmianek o bieganiu w przebraniu od chałupy do chałupy i w ogóle przebieraniu się za demony, diabły, wampiry itp. Zresztą w ówczesnych czasach ludzie z dużym szacunkiem podchodzili do granicy między światem żywych i umarłych i nie był to powód do robienia sobie żartów. 

Moja rodzina nie obchodzi święta Halloween, bo nie widzimy zupełnie umiejscowienia go w naszej kulturze i obrzędowości. Mamy duży szacunek do świata umarłych, dzień ten spędzamy na przypomnieniu sobie osób które zmarły w naszej rodzinie, opowiadamy o nich, oglądamy zdjęcia. Nie stawiamy dyni z zapalona świeczką, nie wieszamy nietoperzy, czaszek i czarownic. Mamy dużo pokory do nieznanego nam świata magi i nie podejmujemy ryzyka, by sprawdzić faktyczność jej istnienia. 
Generalnie irytuje nas kolejna gratka na zarobek, pełna komercjalizacja tego święta i ogólnie idące za tym zyski finansowe, nie chcemy dać się wkręcić w ten kult i pozwolić na wyciąganie pieniędzy z naszych kieszeni. 
Podobne zdanie mamy w temacie Walentynek. Są to święta zapożyczone z innych kultur. Przyznam, że boleję nad odchodzącymi w zapomnienie naszymi rodowitymi świętami. Wspomnijmy choćby dzień imienin tak hucznie kiedyś obchodzony, dziś dość niemrawo to już działa, zapominamy o tych świętach. 
Słowianie mają imprezową dusze i w naszej kulturze jest wiele świąt zachęcających do zabawy, nie musimy szukać innych. 
Zgodnie z przysłowiem "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie" :) 








środa, 29 października 2014

Mrożona brukselka


Udało mi się kupić okazyjnie 3 kg brukselki (tylko tyle zostało) całość za 4 zł (po targowaniu). Z racji, że brukselkę w naszej rodzinie jem tylko ja więc uznałam, że te 3 kg to zupełnie dobra ilość. Przyniosłam do domu, umyłam , obrałam z brzydkich liści, a właściwie listków, zagotowałam gar wrzątku i siup na 3 minuty gotowania. Następnie cała gorąca brukselka wskoczyła do zimnej wody z lodem tam sobie spokojnie wystygła, następnie podzieliłam na porcje, włożyłam do woreczków i do zamrażarki :) Teraz mam swoją własną, zdrową przekąskę. Po za tym brukselka przemrożona traci goryczkę, więc będzie jeszcze smaczniejsza. Polecam! 


W tym roku udało mi się zamrozić - buraki, brokuły, kalafior, fasolkę szparagową, śliwki, dynię, włoszczyznę i brukselkę. Będzie co wyjmować na zimowe obiady. 

poniedziałek, 27 października 2014

Moja ostatnia zdobycz z SH


Około tygodnia temu wyszukałam w SH golf, weszłam tego dnia do sklepu  wizją, że dziś nie wyjdę bez zakupów, muszę coś znaleźć. Pierwszy wieszak, pierwszy "rzut" okiem i widzę, właśnie to o co mi chodziło, n jesienne chłody do tego rozmiar dokładnie mój, a cena łoł cen idealna, stan idealny, no nie ma co się wahać chwytam i ruszam do kasy, a po drodze zaczepia mnie pani i zaczyna nagabywać do rezygnacji z zakupu, bo córka jej pokazała w czasopiśmie że chciała by coś takiego, bo to modne. O nie, trudno, modne, nie modne, dla mnie nie istotne, moja zdobycz, moje polowanie. :) 
KUPIŁAM i mam. Pani przeszła wcześniej obojętnie koło sweterka, więc to moje polowanie było :) Wydałam na golf całe 12 zł. 





niedziela, 26 października 2014

Pesto z suszonych pomidorów i pestek słonecznika


Dziś ekskluzywna wersja pesto :)  z suszonych pomidorów. Lubimy je, jest smaczne i aromatyczne, choć do najtańszych nie należy.

Potrzebujemy:
  • 1 słoik suszonych pomidorów w oliwie
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/2 szklanki pestek słonecznika (łuskane)
  • 2 łyżki startego, żółtego sera
  • 2 łyżki wody
  • 1/4 łyżeczki chili

Pomidory razem z oliwką przelewamy do naczynia w którym będziemy wszystko mielić, następnie dokładamy obrany czosnek i resztę składników. Ja blenderem mielę wszystko na jednolitą masę, następnie doprawiamy do smaku - sól, chili. Czasem dodaję 1/2 łyżeczki ziół prowansalskich. Podaję pesto ze spaghetti lub penne, całość posypuję startym, żółtym serem. Taka porcja pesto wystarcza na 5-7 porcji makaronu. najlepiej pesto wymieszać jeszcze w garnku razem z wycedzonym makaronem, a następnie nałożyć na tależe i posypać serem. 

poniedziałek, 20 października 2014

Pogoń za......


Ostatnio z synem przerabiałam temat z historii "Życie w Łodzi w XIX wieku". Omawiając ten temat dotarło do mnie, jak bardzo niedoceniany tego co mamy. Ciągle marudzimy, że mamy mało, gonimy za lepszym. Ludzie żyjący wtedy pod "obcasem" fabrykantów mieli całe mieszkanie mniejsze niż mój jedne pokój, ubrań całą rodziną mniej niż jedno z moich dzieci lub ja, a mimo to ciągle chce się więcej. Przyznaje, że zrobiło mi się wstyd, jak można marudzić, chcieć więcej, uważać się za ubogiego, w kryteriach tamtej epoki większość z nas była całkiem zamożnymi ludźmi. Chodzimy najedzeni, mamy ciepło (wiem, że niektórzy powiedzą, jakie ciepło, przecież mam w domu na stałe 18 stopni. Myślicie, że oni mieli aż tyle w zimie), mamy buty w których chodzimy na co dzień a nie od święta. Nasze dzieci moją prawo, a wręcz obowiązek nauki pisania, czytania, nie muszą iść do pracy w wieku lat 5. Wiem, że na świecie nadal w tym wieku dzieci idą do pracy zamiast do szkoły, ale pisze tu akurat o europejskich standardach. Popatrzcie jak wiele się zmieniło w standardzie życia. Czy uważacie, że Wy pracujecie ciężej, a mniej zarabiacie od ówczesnego robotnika? Podam Wam przykład - pensja tygodniowa pracownika z fabrycznej hali wynosiła tyle co co cena dwóch bochenków chleba. Ile zarabiacie obecnie?? Większość tyle to ma za godzinę pracy, a nie tydzień. 

Kolejnym bodźcem do przystanięcia i zastanowienia się był program w tv "Kossowski inicjacja" w odcinku który oglądałam wcielił się w człowieka bezdomnego, żył jako bezdomny przez 48 godzin. Nie ukrywa, że zrobiło to wszystko na mnie wrażenie, jak usłyszałam o ludziach żyjących po 16 lat w tunelach ciepłowniczych (czy czymś takim, nie pamiętam do końca) to nie byłam w stanie sobie wyobrazić co mogło by mnie zmusić do takiego życia. Kossakowski po dobie jako bezdomny zjadł najprostszą wersję zapiekanki i stwierdził, że w życiu nie jadł nic tak smacznego. Jak bardzo szybko przewartościował swoje potrzeby. 

Całość tych przemyśleń zmusiła mnie do zadania pytania - dlaczego ciągle chcemy więcej i więcej, nie zadowalamy się tym co mamy. Nasze pragnienia nas zatruwają?

Bezsensu, trzeba każdy dzień witać z postawą zwycięscy - wstałem rano, mogę chodzić, mam co jeść, w co się ubrać, do kogo przytulić, nie kapie mi na głowę - jestem zwycięzcą!! :) 

"(...) ciesz się z wszystkiego z tego co masz, daj ludziom pogodną twarz....."




piątek, 17 października 2014

Kurczak w musztardzie i miodzie z kolendrą



Wczoraj zrobiłam na obiad udka kurczaka według przepisu Pascala, no nie całkiem dokładnie według tego przepisu, zmodyfikowałam go na moje warunki i możliwości. 

Użyłam: 
  • 12 udek kurczaka
  • pół słoiczka musztardy 
  • łyżeczkę mielonej kolendry
  • 2 łyki oleju rzepakowego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki czarnego, zmielonego pieprzu
  • 3 ząbki czosnku starte na drobno
  • 1 łyżeczkę miodu
Zmieszała wszystkie składniki marynaty i wrzuciłam do tego kurczaka, dokładnie wymieszałam by cały kurczak był pokryty marynatą. Odstawiłam do lodówki na kilka godzin, myślę, że najlepiej było by zrobić to sobie wieczorem a na drugi dzień już tylko upiec. Po kilku godzinach ułożyłam kurczaka w brytfannie i zapiekałam 45 minut w temperaturze 180 stopni. Rodzina zachwycona nowym wydaniem kurczaka. Podałam z zapieczonymi ćwiartkami ziemniaków (już i tak piekłam mięso w piecyku to wrzuciłam wcześniej ziemniaki, a następnie dołożyłam kurczaka, co 15 minut zamieniałam blachy w piecu tak by i kurczak i ziemniaki były rumiane. Do tego podałam sałatkę z pomidorów i sos czosnkowy. 

środa, 15 października 2014

Ubrania z SH - frajda i ekonomia


Wiele razy już pisałam o ubraniach z drugiej ręki. Musze przyznać, że kupuję tam ubrania nie tylko ze względów ekonomicznych, ale również z powodu ich indywidualności, a jeśli dodatkowo coś w nich przerobię stają się tylko moimi ciuchami. Nie lubię jak większość kobiet spotkać się na imprezie z kimś tak samo ubranym, niestety zakupy w sieciówkach mocno zbliżają nas do takiej sytuacji. Uwielbiam klimat tych sklepów, nie są to już śmierdzące, zatęchłe lokale gdzie człowiek odczuwa panikę z powodu atakujących jego zmysłów zapachów obrazów. Obecnie ubrania wiszą na wieszakach, nie cuchną stęchlizną i do tego są to markowe, dobrej jakości ciuchy. Uwielbiam ten dreszczyk w chwili gdy przekraczam próg sklepu i spoglądam po wieszakach - co dziś wypatrzę, co kupię, a do tego nie wydam fortuny. Wcześniej szukałam ubrań tylko i wyłącznie na mój rozmiar, bezsensu, ciężko kupuje się ubrania w rozmiarze 36/38 mniejsze i większe owszem, ale nie w tym, więc poddałam się i kupuję t co mi się podoba i oceniam czy da się to zmniejszyć np. Jak wracam do domu czuję się jak zdobywca, triumfalnie wyciągam zdobycz z torby i z zadowoleniem przyglądam się jej i analizuję co dalej. Zdarza mi się owszem wyszukać rozmiar, fason idealny, ale to nie zbyt często. Mam kurteczkę w wojskowym stylu w rozmiarze, kolorze i fasonie idealnym zakupioną za całe 11 zł. Lubię ubrania z SH, są już pozbawione toksycznej zawartości z produkcji, są niepowtarzalne, mają duszę i do tego kosztują niewiele. A dodatkowo jestem eko kupując ubrania z drugiej ręki, ogólnie muszę przyznać, że takie zakupy są w pełni w zgodzie ze mną - nie wydaję dużo pieniędzy, nie zaśmiecam ziemi, mam coś nietuzinkowego, mam szansę na własną twórczość i to wszystko daje mi ogromną satysfakcję. :) 

wtorek, 14 października 2014

Zamrażanie warzyw i owoców - nie marnujemy jedzenia


Ja ostatnio mrożę większe ilości warzyw z racji oszczędności, ale mam dużą zamrażarkę wiec mogę sobie na to pozwolić. Ostatnio za prawie 3 kg kalafiora zapłaciłam 1,5 zł mrożąc go w porcjach po 1/2 kg otrzymuję 6 paczek w cenie 1,5 zł, zimą za taką samą ilość musiała bym zapłacić najmniej 15 zł, zatem mrożąc warzywa w sezonie oszczędzać będę zimą. 
Ale nie o tym chciałam napisać. Aby oszczędzać możemy kupować odrobinę więcej warzyw np. kupując dużego kalafiora płacimy zasadniczo o 1/3 ceny więcej, a często jest to dwa razy więcej. Kupując dużego kalafiora możemy uznać, że nie zjemy go, ale to nie szkodzi. Zwyczajnie możemy jedną część zjeść, a drugą zamrozić. Dzielimy kalafiora na mniejsze kawałki, wrzucamy do wrzątku na 3 minuty, a następnie przekładamy do zimnej wody. Schłodzonego kalafiora osuszamy i wkładamy w woreczki i do zamrażarki. Podobnie możemy zamrozić brokuły, fasolkę szparagową również z tą różnicą, że we wrzątku trzymamy około minuty. Dzięki temu nie musimy nic wyrzucać, zakup większej ilości warzyw i nie wykorzystanie ich nie jest problemem, zamrozić możemy pomidory, marchew, buraki itd. Z owocami jest podobnie, lecz ich nie zanurzamy we wrzątku. Nie musimy się martwić, że przed wyjazdem zostawimy nie wykończone resztki jedzenia, większość z nich możemy zamrozić Mrozić można pieczywo, sosy, kotlety, wędlinę, ciasto itd....

poniedziałek, 13 października 2014

Testowanie kapsułek do prania Vizir - wnioski końcowe


Prałam, rozmawiałam i analizowałam zalety i wady kapsułek do prania. Ogólnie można przyjąć, że jest to produkt ciekawy, pierze efektywnie, pozostawia miły zapach, jest wygodny w użyciu, nie zajmuje dużo miejsca w łazience, ma estetyczne opakowanie, to tyle plusów, niestety jak wiele produktów ten również ma minusy, niestety w moim wypadku minusy przeważają plusy i to dość dla mnie znacznie. Po pierwsze przy mojej twardości wody jestem zmuszona użyć dwóch kapsułek, by uzyskać zadowalające efekty prania, zatem produkt robi się mocno luksusowy, zwłaszcza gdy mówimy tu o praniu dla rodziny z dziećmi, u nas pralka pierze około 5-6 razy w tygodniu, czyli to dość znaczna kwota wychodzi - koszt jednej kapsułki to około 1 zł razy dwa na jedno pranie to już 2 zł, jeśli to przemnożymy przez np. 18 pralek w miesiącu to mamy kwotę 36 zł za same środki piorące, ja nie używam płynów do płukania, więc to jest całkowity koszt, jak dla mnie kwota zbyt wygórowana, zwłaszcza w wypadku gdy ten sam efekt uzyskuję przy użyciu innej chemii piorącej w o połowę niższej cenie. Drugi minus to opakowanie kapsułki, niestety zdarzyło się, że znalazłam opakowanie pod uszczelką lub wklejone i rozmazane po ciemnym ubraniu. Niestety wyglądało to jak za przeproszeniem smarki. Zadzwoniłam do serwisu mojej pralki i zapytałam czy takie kapsułki nie mają złego wpływu na moje urządzenie - odpowiedziano mi, że niestety nie jest to najlepszy pomysł, ponieważ ucierpieć może grzałka, podobną opinię mają w temacie używania kapsułek w zmywarkach. No i tu nachodzą mnie wnioski, czy producent takich kapsułek badał sprawę pod kątem wpływu na urządzenia. Czy tylko badana jest jakość piorąca i nieszkodliwość dla skóry człowieka. Po doświadczeniach z kapsułkami, zostanę przy swoim ulubionym płynie do prania z dodatkiem mydła i poczekam na środek idealny. Niestety cena i opakowanie kapsułek przeważyły dobrą jakość prania. 

czwartek, 9 października 2014

Dżem z czerwonej papryki


Z racji, że udało mi się kupić hurtowo w korzystnej cenie od producenta paprykę czerwoną to szaleję w kuchni z nią :) Zrobiłam dżem z papryki, mam uczulenie na wiele owoców więc szukam alternatywy dla mnie, w "Działkowcu" z 2013 roku natrafiłam na przepis, więc od dzieła. Smak zaskakuje....pozytywnie oczywiście.

Potrzebujemy:
  • 1 kg papryki czerwonej
  • 1 kg cukru
  • 1 łyżka świeżego imbiru
  • 2 cytryny
Oczyszczamy paprykę z gniazd nasiennych i mielimy (ja zmieliłam w maszynce do mięsa), ważymy mus paprykowy i wkładamy tyle cukru ile jest musu (ja miałam 3 kg, ale dołożyłam 2 kg cukru). Zagotowujemy i gotujemy przez około 10 minut, następnie dokładamy imbir i sok z cytryny (w przepisie zalecają jeszcze otartą skórkę z cytryny, ale my nie przepadamy za takim aromatycznym zestawieniem). Całość gotujemy tak długo, aż masa zacznie gęstnieć. Przekładamy do słoików i pasteryzujemy. Smak jak dla mnie super, no i mogę jeść. Na zimę mam już dzięki takim eksperymentom dżem z papryki i marchwi. :) 

wtorek, 7 października 2014

Muffiny z burakami


Mamy pełnię sezonu na warzywa, więc trzeba to wykorzystać. Polecam wam niedrogie, szybkie i zdrowe muffiny z burakami. Ja buraki ugotowałam na obiad i dwa dodatkowe na muffiny, więc nie miałam dodatkowej pracy ;) 

Potrzebujemy 
  • 2 duże buraki (gotowane i starte na drobno)
  • 125 ml oleju
  • 2 jajka
  • 250 g mąki pszennej lub bezglutenowej
  • 100 g cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • opcjonalnie imbir 1/4 łyżeczki
  • 3 łyżki kakao
Mieszamy wszystkie składniki razem, nakładamy do foremek i pieczemy 20 minut w piecyku nagrzanym do 200 stopni. Wyjmujemy zaraz po upieczeniu, można posypać cukrem pudrem. Muffiny są sposobem na podanie warzyw tym co ich nie lubią :) 

Jesienne wegetariańskie danie


Przy robieniu przetworów trochę miałam mało czasu na produkowanie posiłków dla rodziny, ale przecież musieli coś jeść. wykorzystałam więc produkty które były pod ręką i wyszło całkiem fajne, pożywne danie. 

Potrzebujemy:
  • 4 cebule
  • 4 papryki 
  • 1/2 kg fasolki szparagowej
  • 1/2 kg pomidorów lub koncentrat pomidorowy/ puszka pomidorów w zalewie
  • tłuszcz do smażenia
  • pieprz, sól 
Obieramy warzywa, kroimy drobno, na głębokiej patelni rozgrzewamy tłuszcz, wrzucamy cebulę i chwilkę dusimy ją, następnie dorzucamy paprykę i lekko całość solimy i dusimy pod przykryciem. Następnie wrzucamy fasolkę (pokrojoną w kawałeczki około 3 cm) i pomidory (świeże obieramy ze skórki). Podlewamy szklanką wody i dusimy całość, aż fasolka będzie miękka. Doprawiamy do smaku i podajemy z pieczywem. Sycące, zdrowe danie. Można dodać do niego dynię lub kabaczka/cukinię, oczywiście możemy dodać wędlinę np. resztki z lodówki. J zrobiłam wersję bezmięsną. 

poniedziałek, 6 października 2014

Odmienny sposób na życie


Jakiś czas temu przeczytałam artykuł o pewnej rodzinie. Na pozór zwyczajna, polska rodzina z dużego miasta - żona, mąż, dwoje dzieci, rodzice pracują, dzieci się uczą, wszyscy zabiegani w codzienności. Ale to tylko na pozór tak właśnie wygląda. Artykuł to był wywiad z mężem, ojcem, to on zdradzał swój pomysł na życie. Facet niby człowiek pnący się po szczeblach kariery manager, żyjący w pośpiechu i pędzie dużego miasta. Zaś w weekendy zmienia się w parobka, tak to nazywają na wsi chyba do dziś dnia. Najmuje się do pomocy w gospodarstwie w zamian za płody rolne, nie pobiera wynagrodzenia w żadnej innej walucie jak produkty spożywcze. Czasem wraz z całą rodziną jedzie pracować na wsi, ale zazwyczaj sam. Postanowił oderwać siebie i swoją rodzinę od pośpiechu, gonitwy i stresu. Chce pokazać im inne życie, gdzie czas wyznaczają pory roku. Dzięki temu zmniejszył również swoje wydatki na żywność, zaś żywność ma z pierwszej, zaufanej ręki. Różna jest jego zapłata i praca. Często wywozi gnój, zbiera ogórki, ziemniaki z pola, pakuje zboże w worki, waży ogórki, cebulę, zbiera jabłka, wiśnie itp. Podejmuje się każdej pracy dostępnej w gospodarstwach. w zamian dostaje warzywa, owoce, mleko, jajka, czasem domowe wyroby wędliniarskie, a czasem mięso. Twierdzi, że dzięki temu zachowuje wewnętrzną równowagę, spędza dużo czasu na świeżym powietrzu, pracuje fizycznie, wyhamowuje z codziennego pędu. Dodatkowo nie wydaje na siłownie, leki nasenne, psychoanalityka, oszczędza na żywności i do tego powiększył grono prawdziwych znajomych. Jest zapraszany na uroczystości rodzinne, wydarzenia z życia wsi i okolic. Czuje się częścią żywej społeczności. Swoją przygodę rozpoczął kilka lat temu i dobrze mu z nią....... 

piątek, 3 października 2014

Przetwory, przetwory kolorowe wspomnienie lata...


Dziś zbyt wiele nie napiszę :) Przyciągnęłam z mężem z targu 15 kg papryki, 20 kg fasolki szparagowej, 10 kg buraków i muszę to przetworzyć. Po za tym skrzynkę jabłek, 15 kg cebuli, 6 kg dynię, 20 główek czosnku (piękne duże, nie zmieszczę w dłoni zaciśniętej, po 1 zł sztuka). Za chwilę ruszam do produkcji papryki konserwowej, papryki w pomidorowej zalewie, buraków w słoiki na zimę, oraz fasolkę szparagową do słoików. Uwielbiam te chwile gdy wynoszę nowe produkty do spiżarki. Kobiety od wieków robiły przetwory, w okresie PRL-u prawie wszystkie pracowały również w soboty, miały rodziny, a większość z nich robiło przetwory, to była często jedyna szansa na urozmaicenie diety w ziemie. Całe rodziny były angażowane do produkcji przetworów. Przetwory na zimę w moim domu były przeróżne - włoszczyzna w solance, leczo w słoikach, owoce na kompoty, ogórki kiszone, konserwowe. Mama przynosiła od znajomych różne nowe pomysły na przetwory, czasem wyszły, czasem nie. Teraz  w wielu domach zaginęła ta tradycja, wiele osób mówi, że się nie opłaca......jak dla mnie zawsze opłaca, bo wiem co jem i w jakich warunkach to jest przygotowane. Przede mną jeszcze przygoda z włoszczyzną, kalafiorem, śliwkami, burakami do zamrożenia. Idę do kuchni, bo od 15 mam sporo do załatwienia po za domem i trzeba będzie przerwać pracę. :) 

Tak sobie myślę, że okresie PRL -u nie było co oglądać w tv, nie było internetu, komórek, nie każdy miał telefon stacjonarny, więc co było robić.......przetwory!! :) 

czwartek, 2 października 2014

Kupne nie znaczy lesze.....


Dziś przeczytałam artykuł o oszczędnym życiu. Zaskoczona byłam kwotami tam opisywanymi. Ja na żywienie pięcioosobowej rodziny (dwie osoby dorosłe, dwóch nastolatków i dziecko), wydaje przeciętnie 800-900 zł (mam obecnie lepszą sytuację niż rok temu, więc mogła bym wydać troszkę więcej). W artykule podano kwoty 1100 - 1500 zł i to większość rodzin mniejszych niż moja. Podano te kwoty jako przykład oszczędnego życia. Jak zaczęłam analizować swoje wydatki i policzyłam co bym mogła kupić zwiększając kwotę o 500 - 600 zł miesięcznie to powiem szczerze, że udało mi się zwiększyć wydatki o około 300 zł. Nie zmienię wielu nawyków nawet gdy bym miała nieograniczoną kwotę do dyspozycji. Na pewno nadal bym piekła chleb, robiła jogurty, wędliny, przetwory na zimę, uprawiała ogródek, kupowała od rolników itd. No nie potrafię już tego zmienić. Na urlopowym wyjeździe kupowałam pewne produkty do przygotowania posiłków i rodzina ciągle marudziła na smak, jakość, alergie. Zatem po co mam zmienić co co jest dobre. Artykuł który czytałam zupełnie mnie nie zainspirował, nie pokazał mi nowego pomysłu na oszczędzanie. w czasie urlopu kupowałam gotową wędlinę, po powrocie upiekłam łopatkę i byłam w szoku, że moje dzieci wyrywały sobie kanapki zrobione na domowych chlebie z pieczoną łopatką. Pięć foremek pasztetu wchłonęły przez kilka dni, uznały, że już miały dość sklepowych wędlin, wszystkich w tym samym smaku, chleba po którym źle się czuły i dziwnych pasztetów. Byłam w szoku, myślałam ciągle, że może coś odbieram dzieciom, że wolały by te pachnące, różowe wędliny ze sklepu, że mój chleb czasem wyjdzie gorszy, czasem lepszy. Ciastka gotowe tez ich nie zachwyciły, powiedziały, że wolą jeść ciastka którymi pachnie cały dom i każde ma inny smak.  Kupiliśmy synowi bezpszenne ciastka, nie zjadł ich zaległy na półce w spiżarni, a dziecko samo sobie upiekło nowe w domu. A tu proszę, niespodzianka. Zatem koniec z wyrzutami sumienia, koniec z myślami, że to moja wizja, a nie mojej rodziny!! Oni również wolą naturalne jedzenie, lubią zapach przygotowywanego jedzenia w domu, lubią uczestniczyć w tym procesie. :)