wtorek, 23 maja 2017

Pracujemy w ogrodzie....



Troszkę ostatnio jestem zajęta, więc mniej pisze. 
Sezon prac ogrodowych w pełni, chwasty rosną najlepiej, jak kończę pielenie to mogę zaczynać od początku. Na grządkach do zbioru już są rzodkiewki, koper, nać pietruszki i szczypiorek. Ja wszystko skrzętnie ścinam i mrożę. Pomidorki koktajlowe kwitną, z ziemi wychodzi fasolka szparagowa, buraczki. Sadzonki dyni, kabaczków i cukinii posadzone, a dodatkowo kilka posianych wprost do gruntu wschodzi.  Kalarepa i kapusta z rozsady posadzona, czekam czy się przyjmą, mam jeszcze do rozsadzenia sporo, więc mogę dalej produkować. Bób (po raz pierwszy mam w ogródku) ładnie pnie się w górę, rzodkiew, coraz większa jest. Zapomniałam, że już szpinak mam tez do zbioru, można witaminki z ogrodu własne zajadać. W tym roku nie wiem jak będzie z owocami, porzeczki wyglądają ok, jak nic się nie wydarzy będą spore zbiory i czerwonej i czarnej.  Jak widzicie, właśnie na takich zajęciach ostatnio spędzam czas, nie powiem, że mi to nie sprawia przyjemności, lubię te prace ogrodowe, w tym roku mam dość sporo grządek, więc jest, co robić. Niestety brzoskwinie i nektarynki nie zostały opryskane w tym roku i weszła nam zaraza na liście, no cóż trudno, będziemy walczyć o drzewka. Tak to jest w ogrodnictwie i sadownictwie, raz wszystko jest super, a raz marnie. W zeszłym roku zmarzła nam nektaryna, w tym mamy zarazę. Za to kasztan jadalny po przeniesieniu do domu, wypuścił, a wyglądał na martwy, może mu się uda.  Praca z roślinami niesie radość, dumę, ale i smuteczki, koszty.

Kiedyś nie lubiłam prac w ogrodzie, kopałam i wierzgałam przed nimi. Może to fakt, że rodzice oczekiwali pomocy na działce bez względu na to, co miałam zaplanowane i czy mnie to pociągało. Teraz nie zmuszam dzieci, jeśli sami chcą to ok, jak nie to nie. Córka lubi siać, sadzić, ale nie pielić, syn lubi kosić, ale nie siać i pielić. Mają obowiązki domowe, do prac ogrodowych nie zmuszam, nie naciskam. Syn chce w tym roku nauczyć się strzyc żywopłot, ok niech tnie, córka marudzi, że chce spróbować kosić, niech spróbuje. Nic na siłę. Pomagają na przy zbiorach i to robią nawet chętnie i niech tak zostanie.




Jeśli uda nam się wyhodować to wszystko, co została zaplanowane, posiane to naprawdę będziemy w lecie głównie korzystać z naszego ogrodu. 

czwartek, 18 maja 2017

Dwa miliony wyświetleń!!!!!



Nadszedł ten dzień!!
Strona została wyświetlona ponad 2 miliony razy!!





Gdy zakładałam bloga, marzyłam by, choć jedna osoba przeczytała i choć jedna znalazła poradę, wsparcie. Gdy pojawiło się pierwsze 100 wyświetleń byłam zaskoczona, nie sądziłam, że moje pisanie może zainteresować tak wiele osób. To dzięki mężowi w ogóle zdecydowałam się pisać, to On uznała, że warto podzielić się naszymi doświadczeniami by ktoś nie musiał zaczynać od zera jak my w walce o godne życie przy braku pieniędzy. W trudnych chwilach ataków na moja osobę to On i Wy mnie wspieraliście (niestety nie rodzina, choć czytają regularnie nie potrafili stanąć w mojej obronnie). Czyli jak to jeden z czytelników napisał „nie najważniejsza jest krew, ważniejsze jest serce i rodzina serca jest podstawą naszej codzienności i poczucia bezpieczeństwa”.
Tak wiele osób czyta systematycznie mój blog, że naprawdę to przekracza moje wyobrażenie. Jestem osoba z dość niska samooceną, więc wiele to dla mnie znaczy.
Bardzo, bardzo Wam dziękuję!!!!
Wiele Wam zawdzięczam, nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wiele, na pewno dzięki Wam zaczynam wierzyć w siebie, a to jest dla mnie bardzo cenny krok do przodu.

Dziękuję, że chcecie czytać to wszystko, o czym piszę, wiem, że często nie trafiam w Wasze gusty, ale piszę o moim życiu, o moich przemyśleniach, o tym, jacy jesteśmy.  Ten blog to cząstka mnie.Jesteśmy różni, a to jest piękne, gdybyśmy wszyscy zgadzali się ze sobą, przytakiwali sobie, to rzeczywistość stała by się nudna, codziennie czegoś się od Was uczę. Jesteście dla mnie skarbnicą wiedzy, czerpię od Was całymi garściami!! Dziękuję!!

środa, 17 maja 2017

Media prawdę Ci powiedzą?



Rano włączam telefon i wyświetlają mi się wiadomości na pierwszym miejscu temat „Dieta bezglutenowa zabiła dziecko, rodzice staną przed sądem” Zaintrygował mnie nagłówek i po przeczytaniu po prostu mnie zamurowało, jak wiele informacji zalewa Internet, które są zupełnym bezsensem, bez pokrycia w faktach, wyssane z palca, nagłówki oszukują itd. Dziecko było zwyczajnie zagłodzone, autor przytacza fakt, że karmione było bezglutenowym mlekiem z komosy ryżowej i w wieku 7 miesięcy ważyło 4 kg, jego żołądek był pusty, a przyczyną śmierci była dieta bezglutenowa. Jak dla mnie sporo faktów jest zupełnie nielogicznych, jestem matką trójki dzieci, żadnego dziecka w wieku 7 miesięcy pediatra nie kazał karmić glutenem, ba nawet zalecał do roku wstrzymać produkty glutenowe, po drugie mleko od matki czy krowie też nie zawiera glutenu. Jak dla mnie przyczyną było zagłodzenie dziecka przez rodziców, którzy może byli weganami, może nie wiedzieli jak sobie poradzić z takim żywieniem u małego dziecka. Ale tytuł robi swoje – dieta bezglutenowa zabija. No cóż, mam kilku znajomych chorych na celiakie i maja się dobrze na diecie bezglutenowej.  My nie jemy pszenicy, no ale jemy żyto, jęczmień, owies więc w sumie jemy gluten, ale mamy się tez nieźle ze zmniejszoną porcją glutenu.
Ale w sumie nie chciałam rozwodzić się nad dieta i jej skutkami, chodzi mi raczej o bałagan medialny, o pisanie artykułów niepopartych wiedzą, niestety spora część społeczeństwa uwierzy temu tekstowi, już pojawiają się głosy o idiotyzmie diety, o głupich ludziach tak się żywiących itd. 


Tak często przyjmujemy wszystko na ślepą wiarę, że zaczynamy się gubić w tym, co jest prawdą. Granice pomiędzy fikcją a faktem się zacierają od lat. Sama musiałam sobie powiedzieć/nakazać/zabronić czytania i wiary wszystkiemu. Od dziś wyłączam wiadomości w telefonie, wiadomości nie są po to by informować, ale by manipulować społeczeństwem. Nie oglądam tv od dość dawna, nie posiadam anteny, mam owszem odbiornik, ale w celu oglądania filmów rodzinnych lub z płyt DVD.  Nie słucham radia w samochodzie, mam je, bo jest wbudowane fabrycznie i nie mam wyboru. Słucham muzyki z płyt CD. Pozostał telefon i wiadomości w nim mnie atakujące, od dziś już nie. Tak się często zastanawiam, co jest powodem irytacji u ludzi, dziś ja sama od rana byłam zirytowana tym dziwacznym artykułem, zatem koniec czytania takich idiotyzmów. Nie chcę przeczytać, który polityk, którego obraził, który polityk wyłudził coś państwowego, kto jest w ciąży z celebrytek, kto kogo rzucił i się rozwodzi. Jak dla mnie są to informacje tworzące szum, nie mam chęci na rozdrabnianie się i przyswajanie takich wieści. Ktoś powie – jak chcę żyć nie wiedzą, co się dzieje, a ja odpowiem – to, co mi podają media to tylko 10 % faktów prawdziwych.
Zastanówcie się, co usłyszycie włączając radio w drodze do pracy, wiadomości zaczynają się od wypadków, katastrof i zbrodni, potem dopiero są inne informacje. W jakim celu tak są skonstruowane? Ano w celu utrzymania w nas stałego lęku, poczucia zagrożenia, nieufności.  W celu manipulacji naszymi emocjami. My nie oglądamy, nie słuchamy i nie czytamy wiadomości, one i tak w różny sposób docierają do nas – w kolejce, od znajomych, od sąsiada, w pracy itd.

To jest nasze zdanie, nasz sposób na życie i nasze pomysły na nie.  My tak chcemy żyć, bo każdy ma prawo do własnych wyborów. 

czwartek, 11 maja 2017

Listy czytelników i ich mądre słowa



Ostatnio wiele osób do mnie pisze, piszecie głównie o tym jak trudno Wam z kredytami, jak u niektórych z Was rozpadły się związki, a u innych wzmocniły. Cenię sobie wszystko, co piszecie, chciałabym się podzielić z innymi Waszymi wartościowymi myślami, pozwolę sobie zacytować w związku z tym malutkie, ale bardzo cenne fragmenty.


„Właśnie na tym polega życie, aby w trudnych chwilach skupiać się na rozwiązywaniu problemów i jednoczeniu rodziny”

„Wokół nas mogą być potężne sztormy, ale przetrwamy je, jeśli tylko między nami będzie jedność”

„Potrzebuje czasami czegoś takiego, że „można"„



Piszecie o swoim bólu, sięgania dna, postanowieniach, upadkach i wzlotach. Wielu z Was pisze o braku wsparcia ze strony rodzi, często o przyczynie Waszych kłopotów finansowych. Niestety znam to z autopsji. Czuję się zaszczycona, że opowiadacie mi o tym. Podziwiam każdego z osobna, jak wiele osób walczy, jak jesteście silni, jak bardzo wzrosła społeczna świadomość o uzależnieniu nas przez banki i pęd do posiada nakręcany przez reklamy, tv, czasopisma itd. Jesteście niesamowici, ile w Was woli walki, jak wiele rozsądku i mądrości. Dziękuję Wam za wszystko!!

środa, 10 maja 2017

Cukier krzepi??




Często zarzuca mi się, że moje biedne dzieci żują bez batonów, cukierków, czekoladek, lizaków itd., Ale czy osoby, które to mówią, piszą tak naprawdę zastanawiają się nad całym tematem.  Wiele osób używa hasła „Jak to dzieciństwo bez słodyczy?”
Obecnie powstało wiele publikacji na temat bezsensownego hasła głoszonego na początku XX wieku „Cukier krzepi”. Powszechnie już wiadomo, że również za nadwagę nie jest odpowiedzialny tłuszcz a węglowodany, który najczęściej dostarczamy w postaci słodyczy, a nie w postaci warzyw, kasz i owoców. Ostatnio w sklepie przeczytałam, jaką ma zawartość teoretycznie niedosładzany deserek w słoiczku dla niemowląt, otóż w 185 g jest 20 g cukru. Całkiem niezła dawka jak dla niemowlaka w wieku mniej niż 1 rok. W herbatce dla niemowląt w składzie znalazłam 2 % ziół a reszta to glukoza, super, kaszka dla niemowląt nie wypadła lepiej. Czyli od najmłodszych lat serwujemy sobie cukier i się od niego uzależniamy, podobno cukier uzależnia 8 razy bardziej niż kokaina, wraz z dużym spożyciem cukru sprowadzamy na siebie sporo problemów. Dowiedziono naukowo, że osłabia system immunologiczny, powoduje nadaktywność, niepokój, trudności z koncentracją, podatność na infekcje, przyczynia się do utraty kolagenu, przez co tracimy elastyczność tkanek, karmi nowotwory, ostatnie badania wykazują związek z rozwojem raka piersi, jajników, prostaty, okrężnicy oraz żołądka. Są badania wskazujące na związek z dużym spożyciem cukru i osłabieniem wzroku. Cukier przyczynia się do rozwoju próchnicy i paradontozy, jest jedną z czołowych przyczyn otyłości. Wielu naukowców uważa, że ma związek z chorobami autoimmunologicznymi – artretyzm, astma, stwardnienie rozsiane. Przyczynia się do niekontrolowanego rozrostu Candidy.  A jak wiadomo chorowanie nie jest oszczędne i tanie. Oczywiście nie pisze tu o cukrze, który pozyskuje nasz organizm z warzyw, owoców i kasz, ale o cukrze z naszych cukierniczek i słodyczy. Cukier niestety jest w większości produktów spożywczych i nie tylko. Cukier jest w paście do zębów dla dzieci, czasem trafia się i w tej dla dorosłych pod postacią słodzików (sama nie wiem, co gorsze, ale chyba słodzik stoi u mnie na wyższym miejscu listy na „nie”). Cukier jest w keczupie, wędlinach, musztardzie, majonezie, pasztetach, gotowych daniach, gotowych produktach rybnych. Ostatnio kupiłam gotowe śledzie w oliwie, jakoś tak sprawdziłam skład tylko pod kątem konserwantów i glutenu, w domu otworzyłam opakowanie do kolacji i okazało się, że dla nas są te śledzie nie jadalne, były tak obrzydliwie słodkie, musiałam je wyjąć z zalewy, wymoczyć, a potem zrobić własną zalewę pomidorową na ostro. Podobnie miałam z opakowanie śledzi w żurawinie, które podarowała mi teściowa. Jak to mówią „darowanemu koniowi…….” Sprawdziłam tylko czy nie ma pszenicy i podałam domownikom, tych nie dało się zjeść, smakowały jak byśmy jedli cukier łyżeczką. Powstaje pytanie, czemu tak były słodkie, kto to je? Odpowiedź jest prosta, jak by nie smakowało to by się nie sprzedawało, a producent musiał by zmienić skład, widać społeczeństwo jest mocno uzależnione od słodkich produktów i dla większości smak jest w porządku.
Niestety cukier to główny składnik, który powoduje, że konsument chętnie zjada danie, dodajmy do tego wzmacniacz smaku i powstaje z każdego dania, danie idealne. W większości produktów spożywczych znajdziemy trzy główne składniki odpowiedzialne za nadwagę - cukier, wzmacniacz smaku (dołączono go oficjalnie do listy produktów odpowiedzialnych za nadwagę) oraz pszenicę. Niestety nie zdajemy sobie sprawy z tego sprawy, kupujemy bez sprawdzania składu (jak widać sama się złapałam w tę pułapkę). 

Ostatnio syn poprosił mnie o kupno czekolady, kupiłam mu gorzką, ale nie było mocniejszej niż 45% kakao, wziął tafelek i wypluł, stwierdził, że jest za słodka, przerobiłam ją na polewę do ciasta, zmniejszyłam zawartość cukru w cieście i zbilansowałam smak. To była czekolada z nazwy gorzka, a co jak bym kupiła mleczną? Teraz dzieci wolą zrobić sobie kubek kakao na mleku owsianym lub kokosowym jak mają chęć na czekoladę. Syn dostał lizaka na walentynki od koleżanki, niestety nie dał rady go zjeść, bo uznał, że jest za słodki. W obliczu tego zastanawiam się, co mam powiedzieć osoba, które żałują moich dzieci. No tak powinnam bić się w pierś, że zniszczyłam im dzieciństwo, bo teraz nie lubią słodkiego, same unikają mocno słodzonych produktów, owszem chętnie sięgają po słodkie przekąski, ale są to rodzynki, czekolada z zawartością kakao około 70% i więcej, lubią kromkę chleba z miodem. Jeśli piją sok to zazwyczaj go rozcieńczają sami wodą twierdząc, że jest za słodki. Możecie nie wierzyć, ale ja już nie mówię nic w temacie słodyczy. Ostatnio córka zjadła 3 tafelki czekolady, a potem uznała, że jest jej niedobrze, nie jadła czekolady przez tydzień. 


Na zdjęciu domowa czekolada i domowy alkohol:) 

Owszem, co sobotę pieczemy ciasto w domu lub ciasteczka, to jest nasz, co tygodniowy rytuał, lubimy wtedy usiąść przy grze i podjadać coś słodkiego. Dorośli dostają do tego lampkę domowego wina, a dzieci kubek gorącego kakao. 

Ok, a teraz możecie osądzać, wyśmiewać, i współczuć moim biednym niedosłodzonym dzieciom. 


76 sposobów, na jakie cukier rujnuje Twoje zdrowie


„Nadmierna ilość cukru ma wpływ na każdy narząd organizmu. Początkowo jest magazynowany w wątrobie w formie glukozy (glikogenu). Ponieważ pojemność wątroby jest ograniczona, dzienny pobór cukru rafinowanego (powyżej wymaganej ilości naturalnego cukru) szybko powoduje, że wątroba rozszerza się jak balon. Gdy wątroba jest wypełniona do swojej maksymalnej objętości, nadmiar glikogenu powraca do krwi w formie kwasów tłuszczowych, które zostają przeniesione do każdej części ciała i magazynowane w najmniej aktywnych miejscach: na brzuchu, pośladkach, piersiach i biodrach.”


na j

poniedziałek, 8 maja 2017

Jadłospis obiadowy



Jadłospis obiadowy od 8 do 16 maja





 Poniedziałek
Jarzynowa (użyłam wywaru z gotowania żeberek do pieczenia w niedzielę)
Śledź smażony, ziemniaki, surówka z kapusty białej z rodzynkami

Wtorek
Jarzynowa
Makaron ze szpinakiem i białym serem

Środa
Krupnik z ziemniakami
Gulasz, kasza gryczana, buraki zasmażane

Czwartek
Krupnik z ziemniakami
Jajko sadzone, ziemniaki, marchewka gotowana

Piątek
Pieczarkowa z makaronem
Wątróbka w sosie, ziemniaki, ogórek kiszony

Sobota
Pieczarkowa z makaronem
Śląskie z boczkiem i cebulką, zasmażana kapusta

Niedziela
Rosół z makaronem
Pulpety w sosie koperkowym, ryż, surówka z marchewki na ostro

Poniedziałek
Rosół z makaronem
Racuchy z musem jabłkowym

Wtorek
Kapuśniak z ziemniakami


Tak będziemy jedli w tym tygodniu, mięso kupuję w ubojni (całe półtusze), kasze, ryż, w hurtowni (duże opakowania po 5 kg), ogórki, buraki, kapustę kiszoną mam z własnych letnich i jesiennych przetworów, Wszystkie dania przygotowuję od podstaw, nie kupuję gotowych. Robię ostatnio jadłospis z rodziną w niedzielę wieczorem, dzieci opracowują po trzy dni i układamy je w całość, oczywiście uwzględniamy nasze zasoby domowe i finansowe. Jadłospis układamy zazwyczaj na 10 dni, dzieci po trzy  dni do opracowania, a kolejne cztery robimy z mężem, potem wspólnie układamy na dni tygodnia by całość do siebie pasowała. Kiedyś cały układaliśmy razem, teraz uczę dzieci samodzielnej pracy. Na koniec spisujemy listę brakujących produktów dzięki temu nie zabraknie składników do przygotowania potraw. Mamy też możliwość wcześniejszego rozmrożenia mięsa, ryby, ugotowania ziemniaków do klusek, czy zakupu warzyw, nabiału. Jeśli po między przyjdzie nam ochota na inne danie, przesuwamy jadłospis i trzymamy się go dalej.  Na początku miesiąca uzupełniamy zapasy mąki, ryżu, kaszy, cukru by tym się już potem nie kłopotać. Takie planowanie daje możliwość sporych oszczędności, wykorzystania wszystkich produktów znajdujących się w domu, oraz rozsądne i spokojne zrobienie zakupów. Naprawdę polecam te małe zabiegi organizacyjne - planowanie jadłospisów/ zakupów, prowadzenie budżetu domowego, dzielenie obowiązków domowych całej rodzinie, dzieci mają dzięki temu możliwość przyuczenia się do dorosłego życia, wiedza szkolna im tego nie zapewnia. 

czwartek, 4 maja 2017

Wspomnienia trudnych lat.



Takie wspominki mnie naszły przy okazji zmiany naszej sytuacji finansowej. Przypomniałam sobie jak bywało ciężko, był czas, gdy nasze opłaty przewyższały dochody, nie uwzględniając wydatków na codzienne życie, paliwo, przejazdy. Opłaty za zaciągnięte raty, rachunki za prąd, wodę, abonamenty itd., były wyższe niż mieliśmy pewnego miesięcznego dochodu.  W domu troje dzieci, nas dwoje, więc lekko nie ma trzeba dzieci i siebie nakarmić. Brak rodziny, która spieszy z pomocą nie ułatwiał sprawy. Dzieci chorowały, koszty leków rosły, nie było nas stać na nic, leczenie kota to była czysta fanaberia, w chwili, gdy nie było na leki dla dzieci. W tak trudnych chwilach musieliśmy sami dać radę. 



Usiedliśmy z mężem dokładnie przeanalizowaliśmy nasze wydatki, zmieniliśmy abonamenty za telefony, zrezygnowaliśmy zupełnie z tv, liczyliśmy każdy litr paliwa spalony przez samochód, ograniczyliśmy ogrzewanie domu do minimum, zaczęliśmy całkowicie produkować własną żywność by jeść zdrowo, ale tanio, przerabiałam odzież, żyliśmy tylko na używanej odzieży i obuwiu, zaczęliśmy uprawiać ogródek a zimą, co się da na parapecie by mieć witaminy, w lecie przyjmowaliśmy wszystkie owoce i przerabialiśmy na przetwory by zimą wydać mniej. Szukaliśmy dodatkowych możliwości dochodu, dbaliśmy o to by dzieci, choć raz w roku wyjechały na wakacje w celu nabrania odporności, nie było dla nas istotne, jaki jest to wypoczynek, najważniejsza była zmiana klimatu. Kilka lat z rzędu w zamian za opiekę nad psem i mieszkaniem mieliśmy możliwość wyjazdu wakacyjnego nad morze. Dużo chodziliśmy pieszo by oszczędzać na wydatkach za transport, kiedy była możliwość jeździliśmy rowerami, wszystko by tylko można było zaoszczędzić. Gdy jest się przyciśniętym do ściany nie marudzi się i nie kaprysi, nie ma miejsca na mazanie, narzekanie, wygodę i foch. Wszystkie nasze działania były nastawione na zmniejszenie wydatków. Najpierw udawało się dopinać miesiąc, potem udawało się coś spłacać do przodu i tak pomalutku, pomalutku szliśmy krok za krokiem do momentu dnia dzisiejszego.  Na początku musieliśmy przejść na kredyt konsolidacyjny, ale zrobiliśmy to tylko raz, potem zaczęliśmy zmniejszać wszystkie długi dookoła dwóch poważnych kredytów. Po za kredytami mieliśmy długi u osób prywatnych, one ciążyły najbardziej, bank to bank prosty układ, ale patrzeć komuś w oczy i nie mieć jak spłacić pożyczki to było trudne. Pomalutku spłacaliśmy, co się dało, ale życie dostarczało nam dodatkowych problemów awarie sprzętu w domu, rozbite auto, groźba utraty pracy przez męża, choroby, problemy szkolne dzieci itd. Każdy problem nas jednoczył, motywował do działania i popychał do przodu. Jak długo będzie nam dane odetchnąć? Nie wiem, ale cieszę się każdą chwilą i doceniam wszystko, co mam. W czasie naszego małżeństwa (w tym roku 26 lat) bywało już nie raz, że jedliśmy chleb smarowany nożem, że podupadaliśmy na zdrowiu, bywało różnie, ale tak ciężko jak przez ostatnie 10 lat nie było. Mąż cierpiał na przewlekłą bezsenność, ja chudłam, niestety stres nas niszczył, rodzina nie wspierała, dobrze, że mieliśmy siebie nawzajem. W czasie naszej walki o przetrwanie, spłatę i w miarę godne życie musieliśmy wyprzedać nasz wiele lat gromadzony księgozbiór, sprzęt męża do nurkowania (i tak nie było go stać na wyjazdy), przeglądaliśmy wszystkie nasze domowe zasoby i szukaliśmy możliwości uzyskania pieniędzy. Przedmioty to tylko przedmioty, najważniejsza jest rodzina. Udało nam się pozbyć 7 kredytów i to nie były kredyty na 5000 zł, 8 kart oraz zadłużenia na 20 000 zł u osób prywatnych.

Nie poddawajcie się, jak to mój mąż w pewnym momencie stwierdził – sięgnęliśmy dna, więc teraz tylko można w górę. 

niedziela, 30 kwietnia 2017

Banki nie są przyjazne dla spłacających kredyty!!!!



Tak jak pisałam wcześniej nadszedł czas zamykania kredytów. Jak się okazuje nie jest to całkiem prosta sprawa, niektóre banki na siłę nie pozwalały nam zamknąć kredytu. Trzymały nasze ostatnie większe wpłaty po nawet 3 tygodnie. Byliśmy atakowani przez konsultantów z infolinii, namawiali nas na pozostanie przy kredytach, chcieli zmniejszyć oprocentowanie, wysokość raty, kwotę ubezpieczenia itd. Namawiali nas na zaciągnięcie nowej korzystniejszej pożyczki, zamiany tej, którą mamy. Generalnie banki próbowały nam udowodnić, jaką nierozważną rzecz robimy rezygnując z kredytów.  W jednym banku zaczęto nas traktować jak klienta gorszego sportu, bo chcemy spłacić kredyt i tylko mieć u nich konto. Wciskano nam na siłę debet do karty, nikt nie przyjmował do wiadomości, że nas to nie interesuje, raczej uważano, że jesteśmy nierozważni i zupełnie nie wiemy, co robimy.  Przeraziło mnie to całe podejście do klienta ze strony banków, pokazało to całą istotę systemu bankowego, jego ciemną stronę. Kazano nam oczywiście zapłacić prowizję za wcześniejsze zamknięcie kredytu, przy tym nie raz obrażono nasz intelekt. Banki udowadniały nam, że lepiej przechowywać u nich pieniądze niż spłacić kredyt. Doszło do absurdów w stylu braku prawidłowej weryfikacji przy korzystaniu z infolinii, bo my podawaliśmy, że nie mamy już kredytu, a bank nadal go nie zamykał. Smutnie to wszystko wygląda od tej strony. Ale co tam, przetrwaliśmy przez te 10 lat tak wiele, więc czym jest to w obliczu odzyskiwania wolności finansowej. Zupełnie inaczej spogląda się w jutro, inaczej myśli o przyszłości. Walczyliśmy zupełnie sami przez te wszystkie lata, rodzina nie dość, że nie pomagała to sama oczekiwała pomocy finansowej. Nie rozumiała i nie chciała rozumieć jak jest nam ciężko. Mimo to daliśmy radę, walczyliśmy o każdą złotówkę. Troje dzieci, jedna pensja, a długi tak wielkie, że wiele osób nie potrafi sobie wyobrazić takiej kwoty.  Czuliśmy się tak dumni idąc spłacić resztę zadłużenia, a banki traktowały nas w bardzo podły sposób. Czytajcie dokładnie to, co podpisujecie, uważajcie na drobne zawiłości umowy, wiem czasem jest się bez wyjścia i w milczeniu godzimy się na niekorzystne warunki pożyczki, znamy to z własnego doświadczenia, ale jak widać to bankowi strasznie zależy by złapać swojego nowego niewolnika, więc możemy próbować negocjować.  To dzięki pożyczkobiorcą banki tak dobrze prosperują, a jak widzą klienta, który ma dobrą historię kredytową, to łapią go w swoje szpony i nie chcą wypuścić.  To jest machina, którą napędzamy my ci, którzy się u nich zapożyczamy.  Po tych doświadczeniach wiemy jedno, nie stać nas na coś to tego nie kupimy, a jeśli to potrzebujemy to poczekamy, odłożymy pokombinujemy. Jak najdalej od kredytów i banków. Żyjmy tak na ile nas stać. Lokaty bankowe to też niezły kant, ale to już osobny temat…..





Nie dajcie się wciągać w system kredyt goni kredyt!!!!!! 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Domowe grzanki do zupy




Zostało mi pieczywo, lekko podeschło i stało się mało atrakcyjne, piekłam chleb bezglutenowy nowy przepis na próbę i jakoś nie do końca posmakował rodzinie. Niestety kruszył się, był mało puszysty, więc nie bardzo mieli chęć na konsumowanie go. Wyrzucić żal, nie wyszedł zakalec, ani w smaku dziwny, więc zrobiłam z niego grzanki do zupy krem pomidorowej.



Składniki:

  • dowolne pieczywo (ja miałam około ½ kg białego pieczywa bezglutenowego)
  • oliwa z oliwek lub inny olej (ja dałam oliwę z wytłoczyn 2 łyżki)
  • dowolne przyprawy/zioła to, co lubimy (ja dodałam 1 łyżeczkę ziół prowansalskich, bo akurat mi pasowały do zupy)

Pokroiłam chleb w kostkę, wsypałam do miseczki, polałam oliwą, wymieszałam a następnie dołożyłam zioła i wymieszałam dokładnie całość. Wysypałam pieczywo na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i suszyłam 15 minut w temperaturze 200 stopni. Następnie uchyliłam piecyk, wyłączyłam i podsuszyłam w tym cieple jeszcze 10 minut. Grzanki gotowe, po wystudzeniu można je przechowywać w szczelnym naczyniu. Nie mam pojęcia jak długo u nas znikają w dwa dni wszelkie ilości, dzieci jedzą również, jako przekąskę.  

Polecam ten sposób na wykorzystanie pozostałego pieczywa. Teraz po okresie świątecznym w wielu rodzinach takie naddatki pozostaną, więc można wykorzystać to pieczywo na grzanki, zapiekanki, puddingu, panierkę, dodatek do kotletów, pasztetów, jako tosty francuskie itp. 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Bezglutenowy zakwas na żurek




Robiłam go już rok temu na święta, wyszedł super, więc pozostał w naszym domu na stałe. Dzięki temu przepisowi rodzina może nadal cieszyć się prawdziwym żurkiem z domową białą kiełbasą i domowym pieczywem podanym do niego. 



Składniki:
  • 100 g mąki ryżowej
  • 300 ml ciepłej wody
  • 2 liście laurowe
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 2 ząbki czosnku

W dużym słoiku mieszamy wodę z mąką, dokładamy obrany i starty czosnek lub drobno siekany oraz przyprawy. Przykrywamy gazą i odstawiamy na 5 dni, codziennie mieszamy drewnianą łyżką. 

piątek, 7 kwietnia 2017

Świąteczne jedzonko :)




Przygotowania do świąt pełną parą. Kiełbasa uwędzona, pierwszy raz wędził sam nasz piętnastoletni syn, ja doprawiłam mięso, mąż napchał flaki, a potem po wędzeniu ja parzyłam.  Kiełbasa pełna aromatu i mięsa, bez sztucznych dodatków, taka jak być powinna kiełbasa, pachnąca domowa. Trudno teraz kupić takie wędliny bez konserwantów i wzmacniaczy smaku, a jeśli to cena podcina natychmiast. Nasza kosztowała około 10 zł za kg, mięso kupujemy w ubojni, a resztę wykonujemy sami. Biała kiełbasa, szynka, pasztet, mielonka z oliwkami już czekają w zamrażarce. No nie będę wymyślać do wegetarian nam daleko, lubimy zjeść mięso, wędlinę, pasztety.  Domowe wyroby nie dość, że tańsze, to jeszcze dużo zdrowsze.  W weekend mąż po wędzi boczek, zrobię jeszcze sałatki – ze śledziem i fasolą, zwykłą warzywną, śledzik w pomidorach, śledzik w oleju, chrzan, ćwikła. Upiekę ciasto – pleśniaka, babkę marmurkową, chleb żytni i bezglutenowy i będziemy gotowi do świętowania. A zapomniałabym w poniedziałek muszę nastawić barszcz bezglutenowy na mące ryżowej, będzie na żurek niedzielny.  Do obiadu w poniedziałek zrobię schab w sosie musztardowym i do tego kasza jaglana, gotowane warzywa z masełkiem. Podjemy sobie, lubi dobrze zjeść. 



Czyli na święta przygotowujemy:


Wszystko przygotowujemy sami, nie kupujemy nic gotowego, nawet śledzie kupujemy solone tylko patroszone i sami obieramy je. 



czwartek, 6 kwietnia 2017

Warto zaciskać pasa....



Pomalutku zaczyna się nasza wolność finansowa, przeliczanie każdej wydanej kwoty, każdy nadmiar finansowy wkładany w spłaty. Oszczędzanie na wszystkim powoduje, że docieramy do momentu wolności finansowej, za nami 10 lat ciężkiej pracy nad pozbyciem się ogromnych długów, ale jesteśmy już na ostatniej prostej.  Nie sądzę byśmy mocno zmienili swój styl życia, jednak te 10 lat wiele nas nauczyło. Za chwilkę (taką mamy nadzieję) nadejdzie czas by zabrać się za tworzenie rezerw finansowych i odkładanie pieniędzy na wakacje, spełnianie marzeń. Miło się wstaje rano bez widma komornika, bez lęku, że dziecku rozpadną się buty i za co kupię nowe. Warto było te 10 lat skrupulatnie obliczać dochody, wydatki, żyć bardzo oszczędnie, ale z godnością.  Oczywiście nadal nie możemy i myślę, że nie chcemy szastać pieniędzmi, wiemy jak łatwo przekracza się granicę. Życie ponad stan prowadzi do samych problemów. 
 Jeśli zastanawiacie się czy warto ponieść trud oszczędnego życia, to przemyślcie ile jest warte zdrowie i życie w ciągłym zagrożeniu – utrata pracy, zdrowia, niemożliwość spłaty rat. Dla nas te 10 lat to był trudny, ale i bardzo pouczający czas, myślę, że z ostatnim wyzwaniem też pomalutku damy radę i obudźmy się wreszcie bez jakiegokolwiek obciążenia kredytem, a jesteśmy ku temu na dobrej drodze.  Wiele osób pisze, życie jest za krótkie by się umartwiać, hulaj dusza piekła nie ma. My wybraliśmy drogę spłaty, unikaliśmy popychania kredytu kredytem.  Branie kredytu na spłatę to zaklęte koło, spirala kredytowa, ciężko z niej wyskoczyć, trzeba się postawić i robić, co się da, nie iść na łatwiznę i składać nowy wniosek kredytowy.  




Walczcie, nie poddawajcie się, gdy upadniecie, podnoście się i walczcie dalej o spokój......

piątek, 31 marca 2017

Żyj marzeniami, a nie dla nich.......



Kto nie jest pod presją potrzeby, znajduje się pod presją strachu. Jedni nie mogą spać zaniepokojeni tym, że nie mają rzeczy, których potrzebują. Inni nie śpią dobrze z powodu lęku przed utratą tego, co nagromadzili.
„Eduardo Galeano”





Zastanawiacie się, co by było gdyby? Myślę, że wiele osób się nad tym zastanawia. 
Czasem warto mieć taką refleksję, ale nie popadajmy w przesadę, nie możemy ciągle roztrząsać, co by było gdyby, bo doprowadzimy się do szaleństwa.  Nie ma sensu dreptać w miejscu i spoglądać w przeszłość. Myśleć o tym kim to mogliśmy być, jakie wspaniałe życie mieć i co posiadać, to nie ma sensu!!
Tak samo jest z marzeniami, marzenia są po to by je realizować, a nie analizować, co ja mogę, ale gdyby itd. Nie mając fortuny wcale nie musimy rezygnować z marzeń. 

Ja na przykład od lat chciałam się uczyć łaciny, okazuje się, że w bibliotece są różne publikacje, w internecie strony bezpłatne itd. Można się uczyć, owszem nie w stopniu akademickim, ale nawet takiego na ten moment nie oczekuję, chce troszkę poznać łacinę i tyle. Fascynuje mnie historia Piastów, szukam w necie, w bibliotece i poszerzam swoją wiedzę. Marzyłam o nauczeniu się decoupage, nauczyłam się przez Internet, w bibliotece znalazłam książki i pomalutku idzie mi, co raz lepiej.  Naprawdę nie trzeba rezygnować z marzeń przy małych zasobach w kieszeni. Nawet podróżowanie nie jest „owocem zakazanym” Uwielbiamy podróżować, zwiedzać, owszem czasem musimy sobie odmówić wejścia do np. zamku całą rodzina, bo koszt jest za duży, ale nie jest to dla nas problem. Staramy się podróżować przy minimalnych kosztach – zabieramy własne wyżywienie, podgrzewamy na maszynce turystycznej, zabieramy napoje, przekąski. Jak możemy to idziemy pieszo lub jedziemy na rowerach, sypiamy u znajomych, w schroniskach, agroturystykach by koszty wyjazdu były niskie. Robimy rozeznanie, co chcemy zobaczyć i układamy plan przed wyjazdem, dzięki temu nie błądzimy, znamy koszt transportu, szukamy zniżek (bilety rodzinne, bilety kilkudniowe itp.) Staramy się sprawdzać koszt wejścia do atrakcji by uniknąć rozczarowania dzieci, oraz czasu, jeśli jest drogo to omijamy to miejsce. Dzięki temu, że dzieci uczą się w domu (po za najstarszym synem) możemy podróżować po za sezonem, co naprawdę mocno nam obniża koszty wyjazdów.
Ostatni ktoś zapytał nas ile wydajemy miesięcznie pieniędzy na utrzymanie i rozrywki, po usłyszeniu kwoty bardzo się zdziwił, że mamy takie mała wymagania. Na co my powiedzieliśmy, że wymagania to my mamy duże, ale nie muszą się one wiązać z dużymi pieniędzmi.  Realizujemy swoje pasje, marzenia, ale nie kosztem naszych finansów i nie za wszelką cenę. To jest  nasze własne spojrzenie na życie. macie podobnie super, myślicie inaczej Wasza wolna wola. Nikomu nie wolno narzucać żadnej opcji, musimy w swoim życiu czuć się wygodnie jak w rozdeptanych kapciach domowych. 


poniedziałek, 27 marca 2017

Ogród na wiosnę - pierwsze zasiewy



Sezon ogrodowy już całkiem u nas trwa. 
Pierwsze zasiewy za nami, posiane zostało por, marchew, szpinak, bób, kalarepa, biała rzodkiew, koper, sałata, groszek, rzodkiewka i posadzona cebula. Na parapecie posiany został pieprze cayenne.  Zamówiliśmy sadzonki pomidorów do tunelu foliowego oraz sadzonki ogórków do gruntu.  Wcześniej mąż przyciął winogrona, aronie i czerwone porzeczki (jesienią się nie wyrobiliśmy). Sporo jeszcze w kwietniu i maju będziemy siać warzyw, na razie tylko na tyle była pora. Czas by uporządkować truskawki i klomby kwiatowe. Pięknie już wzeszła zeszłoroczna pietruszka, można podbierać do rosołu natkę, powschodził szczypiorek z jesiennych cebulek i z siewu, też już do podbierania jest. Oczywiście nadal z parapetu zjadamy się szczypiorkiem, akurat zanim ten w ogrodzie podrośnie nadal mamy domowy. Odwinęłam już kasztan jadalny, on jest wyjątkowo delikatny do uprawy w naszych warunkach dość trudny, ale walczę, by mieć własne kasztany jadalne za kilka lat. Pięknie zieleni się dzika róża (może w tym roku będę miała pierwsze zbiory owoców na powidła, lub choć jako dodatek do innych owoców). Generalnie wiosna w rozkwicie i nie da się już jej nie dostrzec, gęsi i kaczki przyleciały, widzieliśmy bociany, zatem wiosna na całego! 

Mój nieprofesjonalny (nie znam się na tym co z czym powinno) rozkład zagonków, zagonki sa różnych rozmiarów.:

  • groszek słodki, kapusta. cebula, szczypiorek
  • sałata, rzodkiewka, cebula
  • fasolka szparagowa
  • kabaczek, cukinia
  • seler, por, pietruszka
  • buraki, cebula
  • ogórki
  • marchew wczesna, marchew późna, szpinak
  • bób, rzodkiew, kalarepa, papryka
  • szparagi, pieprz cayenne, koper
  • pomidory koktajlowe, zioła
W tunelu foliowym pomidory 30 krzaków, w skrzynkach ziemniaki. Po za tym mam 10 krzaków porzeczki czarnej, około 8 krzaków porzeczki czerwonej, około 70 krzaków winogrona, 2 krzaki agrestu, 2 krzaki jeżyny, 7 krzaków malin, 5 krzaków aronii, 10 krzaków borówki, 3 jabłonki, 1 grusza, 2 morela, 1 nektaryna, 1 wiśnia, 1 kasztan jadalny, 1 dereń jadalny, 2 róże dzikie, 1 czereśnia, 1 pigwowiec, 50 krzaczków truskawek, 3 krzaki rabarbaru. To chyba wszystko, a może nie, piszę z pamięci. 


środa, 22 marca 2017

Marnowanie wody



Ostatnio z córką robiłyśmy doświadczenie z przyrody, przerabiałyśmy rozdział o ochronie środowiska naturalnego. Doświadczenie polegało na odkręceniu kranu tylko tak by krople powoli kapały, podstawiłyśmy dzbanek z miarką i ustawiłyśmy czas na 15 minut. Efekt końcowy zupełnie nas zaskoczył, do dzbanka po 15 minutach wolnego kapania napłynęło prawie 700 ml wody. Czyli przez godzinę było by ponad 2 litry wody, po dobie ponad 48 litrów. Przyznam, że jak czytałam wyniki badań na temat ile wody się marnuje w domostwach podchodziłam do nich z pewną rezerwą, ale to doświadczenie zupełnie zmieniło moje widzenie tych badań. Przejrzałam w domu wszystkie krany i spłuczki, nie spuszczać całkiem sporych  kwot pieniędzy do ścieków.





Wraz z tym doświadczeniem zastanowiliśmy się z mężem, jaki koszt ponosimy gotując wodę przy pomocy czajnika elektrycznego, a jakie gotując tradycyjnie na ogniu (w naszym wypadku na gazie). Ugotowaliśmy litr wody w jednym i drugim czajniku, zmierzyliśmy czas i następnie obliczyliśmy przybliżoną ilość zużytej energii i wszyło nam, że wydajemy dokładnie tyle samo. Dodam, że gaz uzyskujemy z butli, więc koszt gazu jest wyższy niż z sieci. Wadą jest na pewno czas, bo wydłużył on się dwukrotnie, następnie sprawdziliśmy smak herbaty zaparzonej w wodzie ugotowanej dzięki obydwóm czajnikom, po tym teście pozostajemy przy gotowaniu wody w czajniku na gazie, mimo dłuższego czasu. Dodam, że od dawna zastanawialiśmy się nad szkodliwością gotowania wody w czajniku z tworzywa, wybraliśmy emaliowany, staromodny czajnik, w którym gotujemy wodę na gazie.

Na pewno nasze badania mają błędy, choć by grubość czajnika, czas aż gwizdek wyda dźwięk, a długość gotowania wody w czajniku elektrycznym. Oczywiści dodatkowy aspekt to koszt energii. Ale zakładając przybliżone wyniki to nie ma większej różnicy w koszcie, jest różnica w czasie. 

wtorek, 21 marca 2017

Kobieta 40+



Dziś nie oszczędzaniu, ale o dbaniu o siebie. Pamiętajmy, że nasze córki podświadomie biorą z nas przykład, a synowie szukają podobnych do nas żon. Więc to jak będziemy postrzegały siebie to inwestycja w nasze dzieci i ich przyszłość.

Wielu psychologów uważa, że kobieta, która przekroczy wiek 40 lat zmienia się, jest dojrzała, zmienia się jej widzenie świat, chce podążać nową drogą, dba o komfort własny, rozwija się, odnajduje swoją własną równowagę.

Możliwe, że mają rację, a może to również myśl o przemijaniu, o chęci zrobienia teraz czegoś dla siebie. Większość kobiet poświęca wcześniejsze lata rodzinie, wychowaniu dzieci, nadal jesteśmy trochę dzieckiem podległym rodzicom. W wieku 40+ dostrzegamy nieuchronność przemijania, większość z nas ma „odchowane” dzieci i zmierza ku samorealizacji, uchwycenia na nowo zdobytej niezależności. W końcu dociera do nas, że nikt za nas nie będzie szczęśliwy i za nas to szczęście zdobywał. Myśl, że jaśniej widzimy fałsz i zmieniamy nasze relacje na wygodne i dobre dla nas. 
Ja na przykład zaczęłam podążać za swoimi marzeniami, odkładanymi pasjami, staram się być asertywna, pozbyłam się toksycznych relacji.  Co prawda mój próg 40 był już kilka lat temu i właśnie te kilka lat poświęciłam na uporządkowanie siebie wewnętrznie. Teraz wiem czego chce i dokąd zmierzam. Polubiłam siebie :) Ale to takie moje dyrdymały, a co tam myślcie co chcecie, są moje i już :)



Dziś natrafiłam na taki cytat.

„Zachwycam się myślą o tym, że w tym wieku, który osiągnęłam wciąż się rozwijam. Nieustannie szukam nowych rzeczy, opuszczając regularnie moją strefę komfortu, by stać się bardziej oświeconą. Kiedy miałam dwadzieścia lat, myślałam sobie, że kiedyś nadejdzie dla mnie ten magiczny wiek dorosły.
Nie wiedziałam jednak, kiedy. Może w wieku trzydziestu pięciu lat? Może później? W każdym razie miałam świadomość tego, że moja dorosłość dopiero wtedy będzie kompletna.
To zabawne, jak ta liczba zmieniła się przez te wszystkie lata. Nawet mając około czterdziestu lat, co traktowane jest przez społeczeństwo jako wiek średni, nadal czułam się jakbym nie była w pełni dorosła. Przy czym miałam niezachwianą pewność, że ten moment w końcu nadejdzie.
Teraz moje oczekiwania życiowe przekroczyły każde marzenie i nadzieję, jakie kiedykolwiek byłam w stanie sobie wyobrazić. Jestem przekonana, że musimy nieustannie kontynuować przekształcanie się w taką osobę, jaką po prostu chcemy i potrzebujemy być.”

„Oprah Winfrey”

poniedziałek, 20 marca 2017

Jadłospis obiadowy na tydzień




Jadłospis obiadowy na tydzień




Poniedziałek
Zupa pomidorowa z makaronem
Naleśniki z nadzieniem jak do ruskich pierogów 

Wtorek
Barszcz biały z jakiem i kawałkiem kiełbasy

Środa
Barszcz biały z jajkiem i kawałkiem kiełbasy

Czwartek
Kapuśniak z kiszonej kapusty z ziemniakami

Piątek
Kapuśniak z kiszonej kapusty z ziemniakami
Śledź smażony, ziemniaki, surówka z kiszonego ogórka i cebuli

Sobota

Niedziela
Zupa ogórkowa z ryżem
Kotlet schabowy panierowany, bigos, ziemniaki


Taki zwyczajny prosty jadłospis, na pewno jest już mniej warzyw, jednak to jadłospis z marca, więc dostępność warzyw jest mniejsza. Nie kupujemy zagranicznych warzyw, staramy się sięgać po warzywa i owoce sezonowe oraz po własne przetwory i mrożonki.  Od kilku lat każdej jesieni dodatkowo kisimy kapustę i ogórki w lecie, więc zimą możemy sięgać po własne wyroby. Mrożę dynię, marchew, kalafiora i fasolę szparagową odrobinę brokułów. Mięso kujemy w ubojni, dzięki temu ostatnio płaciliśmy za kg 7,80 zł. Nie kupujemy gotowych dań, wszystko przygotowujemy w domu z surowców. Dzięki temu wiemy co jemy, a dodatkowo zazwyczaj koszt jest dużo niższy.

Często przy jadłospisach piszecie do mnie np. tak - dziwny jadłospis u mnie by nie przeszedł, za mało mięsa, za dużo mięsa, za mało warzyw, za mało makaronów, kaszy itd. Moje dzieci tego nie jedzą, mąż lubi co innego, dla mnie za dużo smażonego, nie lubię kaszy i ryżu jednego dnia, wolę ziemniaki. Ja tak nie gotuję, dziwne połączenie, jak można tak jeść, czemu ryż do pomidorowej, a nie ziemniaki lub makaron itd. Takich komentarzy jest dość sporo, przepraszam, że nie trafiam w Wasze potrzeby, ale jak już nie raz pisałam, to są jadłospisy dla mojej rodziny, którymi się z Wami dzielę, bo może akurat komuś jakiś kawałek lub całość będzie odpowiadał. Nie są to jadłospisy ułożone dla potrzeb Internetu, przez dietetyka, jako propozycja zdrowego odżywiania. Jeśli szukacie takich ofert to na pewno znajdziecie je w Internecie, a jeśli nie to można sobie za niewielką opłata zamówić zgłaszając preferencje własnej rodziny.


czwartek, 16 marca 2017

Szybki, domowy pasztet bez pszenicy i jajek




Dawno nie robiłam, naszło mnie wczoraj i upiekłam pasztet na szybko. Miałam w lodówce 700 g wątroby (część drobiowej, a cześć wieprzowej), 300 g słoniny i do dzieła. Chyba mam jakieś niedobory, bo mogłabym usiąść i zjeść całą blaszkę tego pasztetu. Nie jest drogi, ani trudny w wykonaniu, a naprawdę smaczny. Wrzucam dla przypomnienia przepis na ten pasztet, może umknął Wam w ilości przepisów wszelakich, więc ku pamięci. 





Przepis na tani, szybki pasztet bezglutenowy, bez jajeczny, ale mięsny . Ja tak przemycam wątróbkę młodzieży, jedzą z apetytem w sumie głównie z wątróbki pasztet. 

Dodam jeszcze, tak bliżej świąt warto może taki pasztet upiec. Ten jest bardziej kosztowny, ale i tak wychodzi taniej od sklepowego  t zawartością mięsa. 

środa, 15 marca 2017

Jak czytać i nie wydać fortuny - dla maniaków czytelnictwa



Uwielbiam czytać, na blogu postanowiłam zamieszczać tytuły wszystkich książek, jakie przeczytam w tym roku. Książki pozyskuję z biblioteki, jako prezenty (głównie o książki proszę na prezent), wymieniam się ze znajomymi lub odgrzebuję książki u rodziny lub we własnej biblioteczce.  Czytam przy każdej okazji, głównie przed zaśnięciem. Nosze książki ze sobą, zazwyczaj czytam kilka na raz, bo nie wszystkie formaty nadają się do torebki, niektóre książki są poważniejsze lub zbiór badań, faktów, więc czytam pomiędzy inne lekkie lektury. Jakie książki lubię? Prawie wszystkie przeczytam chętnie po za horrorami, typowymi romansami.

Dla fanów historii polecam serię Damy…. Kamila Janickiego, mam to szczęście, że część posiada moja biblioteka, a jedną dostałam pod choinkę „Damy ze skazą” świetnie napisane książki, polecam z całego serca. Czyta się jak sensacyjną powieść, mimo, że to zbiór faktów. Wbrew pozorom nie jest to seria tylko dla kobiet, jednak napisał to mężczyzna i raczej czuć w nich męską ocenę, zatem jest to książka dla wszystkich pasjonatów historii. 



Jeśli chcecie wiedzieć więcej o książkach, które znajdą się w moim spisie po prawej stronie na blogu to zachęcam do pytań.  Ja sama nie kupuję książek bez przeczytania opinii o nich. Niestety nie o wszystkich książkach można znaleźć, choć na szczęście o większości.
Dla mnie czytanie to przygoda, lepsze od filmu i słodyczy. 

Mamy to szczęście, że nasze biblioteki są dobrze zaopatrzone, pojawia się wiele nowości, co miesiąc. Należmy do 3 bibliotek i chętnie korzystamy z ich księgozbiorów, książki, z których wyrastają nasze dzieci oddajemy do biblioteki by mogły się nimi cieszyć kolejne pokolenia. A biblioteki dzięki temu mogą wydać pieniądze na inne nowości.
U nas w bibliotekach dostępne są również czasopisma, dzieci chętnie je czytają. Polują na nowe numery, my z mężem raczej czasopism mało czytamy, więc nawet nie zgłębialiśmy temu, jakie tytuły posiada biblioteka, wiem, że są również dla dorosłych, raz widziałam panią wypożyczającą „Cztery Kąty”, „Panią”, więc i takie są dostępne.
Dzięki bibliotece wymianie ze znajomymi, zakupom antykwarycznych książek (nie białych kruków oczywiście, tylko starszych wydań) możemy czytać dużo, a wydawać mało. Znajomi i rodzina wiedzą już, że dla nas jednym z ciekawszych prezentów to książka, czasem tylko podpytują o autora lub tytuły. A jak nie mają weny to dostajemy w prezencie kartę do księgarni na zakupy.


No cóż jesteśmy czytoholikami. 

wtorek, 14 marca 2017

Wykorzystanie pozostałych białek - chleb białkowy



Pamiętacie, że nie lubię czegokolwiek wyrzucać, a tym bardziej jedzenia.  Po szaleństwie tłusto czwartkowy, orz ostatkowym zostało mi sporo białek jajka, zamroziłam je. Potem pojawiały się kolejne, więc też je zamroziłam, tak zebrało się ½ kg białe i co z nimi zrobić, ostatnio jedliśmy sporo słodyczy przy tych świętach, po drodze były urodziny męża, spotkania ze znajomymi, więc tych słodkości było aż nad. Ni chciałam robić tortu bezowego, bez ani nic, co jest słodkie, wpadłam, więc na pomysł upieczenia chleba z białek. Mam na półce książkę z przepisami kuchni optymalnej (często do niej zaglądam, bo sporo przepisów nie wymaga mąki), a tam przepis na chleb z białek.



Tak wygląda ten chleb 

Składniki:

  • ½ kg białek (w przepisie podają, że jest to około 20 białek) 
  • 100 g mąki pszennej (ja użyłam ryżowej z racji, że nie jemy pszenicy)
  • 100 g masła/margaryny
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • papier do pieczenia
  • blaszka do pieczenia (większa niż klasyczna keksówka)


Ubijamy białka na sztywną piane, dokładamy porcjami mąkę wymieszaną z proszkiem, delikatnie mieszamy całość, a następnie wlewamy tłuszcz roztopiony i wystudzony.  Wszystko razem dokładnie łączymy, przekładamy do blaszki wyłożonej papierem, brzegi papieru smarujemy tłuszczem by chleb nam nie wylał się przy rośnięciu. Pieczemy 55 minut w temperaturze 200 stopni. Zostawiamy po upływie czasu tylko uchylone drzwiczki piecyka, chleb pozostaje tam do ostygnięcia, wyjmujemy z piecyka już ostudzony. Przechowujemy go zawinięty w papier do pieczenia i w ściereczkę w lodówce, podobno można tak przechowywać go do 2 tygodni, ale u nas nie miał szansy, bo leżał tyko dobę.

Jest to bardzo nisko węglowodanowy chleb, można dodać do niego ziarna – słonecznik, siemię lub np. wiórki kokosowe. My zjedliśmy go jak zwykły chleb, ale myślę, że świetnie nadawałby się na tosty, grzanki, zapiekanki. Mnie smakuje zupełnie bez niczego, jako przekąska. Polecam sposób na wykorzystanie białek, białka można mrozić, więc spokojnie uzbieramy tą ilość. U nas tak raz na miesiąc można by upiec taki chleb. 

Tak mi przyszło do głowy, że na pewno można by zrobić z połowy porcji, tylko upiec w mniejszej blaszce czyli takiej klasycznej małej keksówce. Czyli użyjemy 10 białek, 50 g mąki, 50 gram tłuszczu i 1 łyżeczkę proszku do pieczenia. O i nie trzeba zbierać, aż 20 białek.