czwartek, 13 kwietnia 2017

Domowe grzanki do zupy




Zostało mi pieczywo, lekko podeschło i stało się mało atrakcyjne, piekłam chleb bezglutenowy nowy przepis na próbę i jakoś nie do końca posmakował rodzinie. Niestety kruszył się, był mało puszysty, więc nie bardzo mieli chęć na konsumowanie go. Wyrzucić żal, nie wyszedł zakalec, ani w smaku dziwny, więc zrobiłam z niego grzanki do zupy krem pomidorowej.



Składniki:

  • dowolne pieczywo (ja miałam około ½ kg białego pieczywa bezglutenowego)
  • oliwa z oliwek lub inny olej (ja dałam oliwę z wytłoczyn 2 łyżki)
  • dowolne przyprawy/zioła to, co lubimy (ja dodałam 1 łyżeczkę ziół prowansalskich, bo akurat mi pasowały do zupy)

Pokroiłam chleb w kostkę, wsypałam do miseczki, polałam oliwą, wymieszałam a następnie dołożyłam zioła i wymieszałam dokładnie całość. Wysypałam pieczywo na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i suszyłam 15 minut w temperaturze 200 stopni. Następnie uchyliłam piecyk, wyłączyłam i podsuszyłam w tym cieple jeszcze 10 minut. Grzanki gotowe, po wystudzeniu można je przechowywać w szczelnym naczyniu. Nie mam pojęcia jak długo u nas znikają w dwa dni wszelkie ilości, dzieci jedzą również, jako przekąskę.  

Polecam ten sposób na wykorzystanie pozostałego pieczywa. Teraz po okresie świątecznym w wielu rodzinach takie naddatki pozostaną, więc można wykorzystać to pieczywo na grzanki, zapiekanki, puddingu, panierkę, dodatek do kotletów, pasztetów, jako tosty francuskie itp. 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Bezglutenowy zakwas na żurek




Robiłam go już rok temu na święta, wyszedł super, więc pozostał w naszym domu na stałe. Dzięki temu przepisowi rodzina może nadal cieszyć się prawdziwym żurkiem z domową białą kiełbasą i domowym pieczywem podanym do niego. 



Składniki:
  • 100 g mąki ryżowej
  • 300 ml ciepłej wody
  • 2 liście laurowe
  • 1 łyżeczka majeranku
  • 2 ząbki czosnku

W dużym słoiku mieszamy wodę z mąką, dokładamy obrany i starty czosnek lub drobno siekany oraz przyprawy. Przykrywamy gazą i odstawiamy na 5 dni, codziennie mieszamy drewnianą łyżką. 

piątek, 7 kwietnia 2017

Świąteczne jedzonko :)




Przygotowania do świąt pełną parą. Kiełbasa uwędzona, pierwszy raz wędził sam nasz piętnastoletni syn, ja doprawiłam mięso, mąż napchał flaki, a potem po wędzeniu ja parzyłam.  Kiełbasa pełna aromatu i mięsa, bez sztucznych dodatków, taka jak być powinna kiełbasa, pachnąca domowa. Trudno teraz kupić takie wędliny bez konserwantów i wzmacniaczy smaku, a jeśli to cena podcina natychmiast. Nasza kosztowała około 10 zł za kg, mięso kupujemy w ubojni, a resztę wykonujemy sami. Biała kiełbasa, szynka, pasztet, mielonka z oliwkami już czekają w zamrażarce. No nie będę wymyślać do wegetarian nam daleko, lubimy zjeść mięso, wędlinę, pasztety.  Domowe wyroby nie dość, że tańsze, to jeszcze dużo zdrowsze.  W weekend mąż po wędzi boczek, zrobię jeszcze sałatki – ze śledziem i fasolą, zwykłą warzywną, śledzik w pomidorach, śledzik w oleju, chrzan, ćwikła. Upiekę ciasto – pleśniaka, babkę marmurkową, chleb żytni i bezglutenowy i będziemy gotowi do świętowania. A zapomniałabym w poniedziałek muszę nastawić barszcz bezglutenowy na mące ryżowej, będzie na żurek niedzielny.  Do obiadu w poniedziałek zrobię schab w sosie musztardowym i do tego kasza jaglana, gotowane warzywa z masełkiem. Podjemy sobie, lubi dobrze zjeść. 



Czyli na święta przygotowujemy:


Wszystko przygotowujemy sami, nie kupujemy nic gotowego, nawet śledzie kupujemy solone tylko patroszone i sami obieramy je. 



czwartek, 6 kwietnia 2017

Warto zaciskać pasa....



Pomalutku zaczyna się nasza wolność finansowa, przeliczanie każdej wydanej kwoty, każdy nadmiar finansowy wkładany w spłaty. Oszczędzanie na wszystkim powoduje, że docieramy do momentu wolności finansowej, za nami 10 lat ciężkiej pracy nad pozbyciem się ogromnych długów, ale jesteśmy już na ostatniej prostej.  Nie sądzę byśmy mocno zmienili swój styl życia, jednak te 10 lat wiele nas nauczyło. Za chwilkę (taką mamy nadzieję) nadejdzie czas by zabrać się za tworzenie rezerw finansowych i odkładanie pieniędzy na wakacje, spełnianie marzeń. Miło się wstaje rano bez widma komornika, bez lęku, że dziecku rozpadną się buty i za co kupię nowe. Warto było te 10 lat skrupulatnie obliczać dochody, wydatki, żyć bardzo oszczędnie, ale z godnością.  Oczywiście nadal nie możemy i myślę, że nie chcemy szastać pieniędzmi, wiemy jak łatwo przekracza się granicę. Życie ponad stan prowadzi do samych problemów. 
 Jeśli zastanawiacie się czy warto ponieść trud oszczędnego życia, to przemyślcie ile jest warte zdrowie i życie w ciągłym zagrożeniu – utrata pracy, zdrowia, niemożliwość spłaty rat. Dla nas te 10 lat to był trudny, ale i bardzo pouczający czas, myślę, że z ostatnim wyzwaniem też pomalutku damy radę i obudźmy się wreszcie bez jakiegokolwiek obciążenia kredytem, a jesteśmy ku temu na dobrej drodze.  Wiele osób pisze, życie jest za krótkie by się umartwiać, hulaj dusza piekła nie ma. My wybraliśmy drogę spłaty, unikaliśmy popychania kredytu kredytem.  Branie kredytu na spłatę to zaklęte koło, spirala kredytowa, ciężko z niej wyskoczyć, trzeba się postawić i robić, co się da, nie iść na łatwiznę i składać nowy wniosek kredytowy.  




Walczcie, nie poddawajcie się, gdy upadniecie, podnoście się i walczcie dalej o spokój......

piątek, 31 marca 2017

Żyj marzeniami, a nie dla nich.......



Kto nie jest pod presją potrzeby, znajduje się pod presją strachu. Jedni nie mogą spać zaniepokojeni tym, że nie mają rzeczy, których potrzebują. Inni nie śpią dobrze z powodu lęku przed utratą tego, co nagromadzili.
„Eduardo Galeano”





Zastanawiacie się, co by było gdyby? Myślę, że wiele osób się nad tym zastanawia. 
Czasem warto mieć taką refleksję, ale nie popadajmy w przesadę, nie możemy ciągle roztrząsać, co by było gdyby, bo doprowadzimy się do szaleństwa.  Nie ma sensu dreptać w miejscu i spoglądać w przeszłość. Myśleć o tym kim to mogliśmy być, jakie wspaniałe życie mieć i co posiadać, to nie ma sensu!!
Tak samo jest z marzeniami, marzenia są po to by je realizować, a nie analizować, co ja mogę, ale gdyby itd. Nie mając fortuny wcale nie musimy rezygnować z marzeń. 

Ja na przykład od lat chciałam się uczyć łaciny, okazuje się, że w bibliotece są różne publikacje, w internecie strony bezpłatne itd. Można się uczyć, owszem nie w stopniu akademickim, ale nawet takiego na ten moment nie oczekuję, chce troszkę poznać łacinę i tyle. Fascynuje mnie historia Piastów, szukam w necie, w bibliotece i poszerzam swoją wiedzę. Marzyłam o nauczeniu się decoupage, nauczyłam się przez Internet, w bibliotece znalazłam książki i pomalutku idzie mi, co raz lepiej.  Naprawdę nie trzeba rezygnować z marzeń przy małych zasobach w kieszeni. Nawet podróżowanie nie jest „owocem zakazanym” Uwielbiamy podróżować, zwiedzać, owszem czasem musimy sobie odmówić wejścia do np. zamku całą rodzina, bo koszt jest za duży, ale nie jest to dla nas problem. Staramy się podróżować przy minimalnych kosztach – zabieramy własne wyżywienie, podgrzewamy na maszynce turystycznej, zabieramy napoje, przekąski. Jak możemy to idziemy pieszo lub jedziemy na rowerach, sypiamy u znajomych, w schroniskach, agroturystykach by koszty wyjazdu były niskie. Robimy rozeznanie, co chcemy zobaczyć i układamy plan przed wyjazdem, dzięki temu nie błądzimy, znamy koszt transportu, szukamy zniżek (bilety rodzinne, bilety kilkudniowe itp.) Staramy się sprawdzać koszt wejścia do atrakcji by uniknąć rozczarowania dzieci, oraz czasu, jeśli jest drogo to omijamy to miejsce. Dzięki temu, że dzieci uczą się w domu (po za najstarszym synem) możemy podróżować po za sezonem, co naprawdę mocno nam obniża koszty wyjazdów.
Ostatni ktoś zapytał nas ile wydajemy miesięcznie pieniędzy na utrzymanie i rozrywki, po usłyszeniu kwoty bardzo się zdziwił, że mamy takie mała wymagania. Na co my powiedzieliśmy, że wymagania to my mamy duże, ale nie muszą się one wiązać z dużymi pieniędzmi.  Realizujemy swoje pasje, marzenia, ale nie kosztem naszych finansów i nie za wszelką cenę. To jest  nasze własne spojrzenie na życie. macie podobnie super, myślicie inaczej Wasza wolna wola. Nikomu nie wolno narzucać żadnej opcji, musimy w swoim życiu czuć się wygodnie jak w rozdeptanych kapciach domowych. 


poniedziałek, 27 marca 2017

Ogród na wiosnę - pierwsze zasiewy



Sezon ogrodowy już całkiem u nas trwa. 
Pierwsze zasiewy za nami, posiane zostało por, marchew, szpinak, bób, kalarepa, biała rzodkiew, koper, sałata, groszek, rzodkiewka i posadzona cebula. Na parapecie posiany został pieprze cayenne.  Zamówiliśmy sadzonki pomidorów do tunelu foliowego oraz sadzonki ogórków do gruntu.  Wcześniej mąż przyciął winogrona, aronie i czerwone porzeczki (jesienią się nie wyrobiliśmy). Sporo jeszcze w kwietniu i maju będziemy siać warzyw, na razie tylko na tyle była pora. Czas by uporządkować truskawki i klomby kwiatowe. Pięknie już wzeszła zeszłoroczna pietruszka, można podbierać do rosołu natkę, powschodził szczypiorek z jesiennych cebulek i z siewu, też już do podbierania jest. Oczywiście nadal z parapetu zjadamy się szczypiorkiem, akurat zanim ten w ogrodzie podrośnie nadal mamy domowy. Odwinęłam już kasztan jadalny, on jest wyjątkowo delikatny do uprawy w naszych warunkach dość trudny, ale walczę, by mieć własne kasztany jadalne za kilka lat. Pięknie zieleni się dzika róża (może w tym roku będę miała pierwsze zbiory owoców na powidła, lub choć jako dodatek do innych owoców). Generalnie wiosna w rozkwicie i nie da się już jej nie dostrzec, gęsi i kaczki przyleciały, widzieliśmy bociany, zatem wiosna na całego! 

Mój nieprofesjonalny (nie znam się na tym co z czym powinno) rozkład zagonków, zagonki sa różnych rozmiarów.:

  • groszek słodki, kapusta. cebula, szczypiorek
  • sałata, rzodkiewka, cebula
  • fasolka szparagowa
  • kabaczek, cukinia
  • seler, por, pietruszka
  • buraki, cebula
  • ogórki
  • marchew wczesna, marchew późna, szpinak
  • bób, rzodkiew, kalarepa, papryka
  • szparagi, pieprz cayenne, koper
  • pomidory koktajlowe, zioła
W tunelu foliowym pomidory 30 krzaków, w skrzynkach ziemniaki. Po za tym mam 10 krzaków porzeczki czarnej, około 8 krzaków porzeczki czerwonej, około 70 krzaków winogrona, 2 krzaki agrestu, 2 krzaki jeżyny, 7 krzaków malin, 5 krzaków aronii, 10 krzaków borówki, 3 jabłonki, 1 grusza, 2 morela, 1 nektaryna, 1 wiśnia, 1 kasztan jadalny, 1 dereń jadalny, 2 róże dzikie, 1 czereśnia, 1 pigwowiec, 50 krzaczków truskawek, 3 krzaki rabarbaru. To chyba wszystko, a może nie, piszę z pamięci. 


środa, 22 marca 2017

Marnowanie wody



Ostatnio z córką robiłyśmy doświadczenie z przyrody, przerabiałyśmy rozdział o ochronie środowiska naturalnego. Doświadczenie polegało na odkręceniu kranu tylko tak by krople powoli kapały, podstawiłyśmy dzbanek z miarką i ustawiłyśmy czas na 15 minut. Efekt końcowy zupełnie nas zaskoczył, do dzbanka po 15 minutach wolnego kapania napłynęło prawie 700 ml wody. Czyli przez godzinę było by ponad 2 litry wody, po dobie ponad 48 litrów. Przyznam, że jak czytałam wyniki badań na temat ile wody się marnuje w domostwach podchodziłam do nich z pewną rezerwą, ale to doświadczenie zupełnie zmieniło moje widzenie tych badań. Przejrzałam w domu wszystkie krany i spłuczki, nie spuszczać całkiem sporych  kwot pieniędzy do ścieków.





Wraz z tym doświadczeniem zastanowiliśmy się z mężem, jaki koszt ponosimy gotując wodę przy pomocy czajnika elektrycznego, a jakie gotując tradycyjnie na ogniu (w naszym wypadku na gazie). Ugotowaliśmy litr wody w jednym i drugim czajniku, zmierzyliśmy czas i następnie obliczyliśmy przybliżoną ilość zużytej energii i wszyło nam, że wydajemy dokładnie tyle samo. Dodam, że gaz uzyskujemy z butli, więc koszt gazu jest wyższy niż z sieci. Wadą jest na pewno czas, bo wydłużył on się dwukrotnie, następnie sprawdziliśmy smak herbaty zaparzonej w wodzie ugotowanej dzięki obydwóm czajnikom, po tym teście pozostajemy przy gotowaniu wody w czajniku na gazie, mimo dłuższego czasu. Dodam, że od dawna zastanawialiśmy się nad szkodliwością gotowania wody w czajniku z tworzywa, wybraliśmy emaliowany, staromodny czajnik, w którym gotujemy wodę na gazie.

Na pewno nasze badania mają błędy, choć by grubość czajnika, czas aż gwizdek wyda dźwięk, a długość gotowania wody w czajniku elektrycznym. Oczywiści dodatkowy aspekt to koszt energii. Ale zakładając przybliżone wyniki to nie ma większej różnicy w koszcie, jest różnica w czasie. 

wtorek, 21 marca 2017

Kobieta 40+



Dziś nie oszczędzaniu, ale o dbaniu o siebie. Pamiętajmy, że nasze córki podświadomie biorą z nas przykład, a synowie szukają podobnych do nas żon. Więc to jak będziemy postrzegały siebie to inwestycja w nasze dzieci i ich przyszłość.

Wielu psychologów uważa, że kobieta, która przekroczy wiek 40 lat zmienia się, jest dojrzała, zmienia się jej widzenie świat, chce podążać nową drogą, dba o komfort własny, rozwija się, odnajduje swoją własną równowagę.

Możliwe, że mają rację, a może to również myśl o przemijaniu, o chęci zrobienia teraz czegoś dla siebie. Większość kobiet poświęca wcześniejsze lata rodzinie, wychowaniu dzieci, nadal jesteśmy trochę dzieckiem podległym rodzicom. W wieku 40+ dostrzegamy nieuchronność przemijania, większość z nas ma „odchowane” dzieci i zmierza ku samorealizacji, uchwycenia na nowo zdobytej niezależności. W końcu dociera do nas, że nikt za nas nie będzie szczęśliwy i za nas to szczęście zdobywał. Myśl, że jaśniej widzimy fałsz i zmieniamy nasze relacje na wygodne i dobre dla nas. 
Ja na przykład zaczęłam podążać za swoimi marzeniami, odkładanymi pasjami, staram się być asertywna, pozbyłam się toksycznych relacji.  Co prawda mój próg 40 był już kilka lat temu i właśnie te kilka lat poświęciłam na uporządkowanie siebie wewnętrznie. Teraz wiem czego chce i dokąd zmierzam. Polubiłam siebie :) Ale to takie moje dyrdymały, a co tam myślcie co chcecie, są moje i już :)



Dziś natrafiłam na taki cytat.

„Zachwycam się myślą o tym, że w tym wieku, który osiągnęłam wciąż się rozwijam. Nieustannie szukam nowych rzeczy, opuszczając regularnie moją strefę komfortu, by stać się bardziej oświeconą. Kiedy miałam dwadzieścia lat, myślałam sobie, że kiedyś nadejdzie dla mnie ten magiczny wiek dorosły.
Nie wiedziałam jednak, kiedy. Może w wieku trzydziestu pięciu lat? Może później? W każdym razie miałam świadomość tego, że moja dorosłość dopiero wtedy będzie kompletna.
To zabawne, jak ta liczba zmieniła się przez te wszystkie lata. Nawet mając około czterdziestu lat, co traktowane jest przez społeczeństwo jako wiek średni, nadal czułam się jakbym nie była w pełni dorosła. Przy czym miałam niezachwianą pewność, że ten moment w końcu nadejdzie.
Teraz moje oczekiwania życiowe przekroczyły każde marzenie i nadzieję, jakie kiedykolwiek byłam w stanie sobie wyobrazić. Jestem przekonana, że musimy nieustannie kontynuować przekształcanie się w taką osobę, jaką po prostu chcemy i potrzebujemy być.”

„Oprah Winfrey”

poniedziałek, 20 marca 2017

Jadłospis obiadowy na tydzień




Jadłospis obiadowy na tydzień




Poniedziałek
Zupa pomidorowa z makaronem
Naleśniki z nadzieniem jak do ruskich pierogów 

Wtorek
Barszcz biały z jakiem i kawałkiem kiełbasy

Środa
Barszcz biały z jajkiem i kawałkiem kiełbasy

Czwartek
Kapuśniak z kiszonej kapusty z ziemniakami

Piątek
Kapuśniak z kiszonej kapusty z ziemniakami
Śledź smażony, ziemniaki, surówka z kiszonego ogórka i cebuli

Sobota

Niedziela
Zupa ogórkowa z ryżem
Kotlet schabowy panierowany, bigos, ziemniaki


Taki zwyczajny prosty jadłospis, na pewno jest już mniej warzyw, jednak to jadłospis z marca, więc dostępność warzyw jest mniejsza. Nie kupujemy zagranicznych warzyw, staramy się sięgać po warzywa i owoce sezonowe oraz po własne przetwory i mrożonki.  Od kilku lat każdej jesieni dodatkowo kisimy kapustę i ogórki w lecie, więc zimą możemy sięgać po własne wyroby. Mrożę dynię, marchew, kalafiora i fasolę szparagową odrobinę brokułów. Mięso kujemy w ubojni, dzięki temu ostatnio płaciliśmy za kg 7,80 zł. Nie kupujemy gotowych dań, wszystko przygotowujemy w domu z surowców. Dzięki temu wiemy co jemy, a dodatkowo zazwyczaj koszt jest dużo niższy.

Często przy jadłospisach piszecie do mnie np. tak - dziwny jadłospis u mnie by nie przeszedł, za mało mięsa, za dużo mięsa, za mało warzyw, za mało makaronów, kaszy itd. Moje dzieci tego nie jedzą, mąż lubi co innego, dla mnie za dużo smażonego, nie lubię kaszy i ryżu jednego dnia, wolę ziemniaki. Ja tak nie gotuję, dziwne połączenie, jak można tak jeść, czemu ryż do pomidorowej, a nie ziemniaki lub makaron itd. Takich komentarzy jest dość sporo, przepraszam, że nie trafiam w Wasze potrzeby, ale jak już nie raz pisałam, to są jadłospisy dla mojej rodziny, którymi się z Wami dzielę, bo może akurat komuś jakiś kawałek lub całość będzie odpowiadał. Nie są to jadłospisy ułożone dla potrzeb Internetu, przez dietetyka, jako propozycja zdrowego odżywiania. Jeśli szukacie takich ofert to na pewno znajdziecie je w Internecie, a jeśli nie to można sobie za niewielką opłata zamówić zgłaszając preferencje własnej rodziny.


czwartek, 16 marca 2017

Szybki, domowy pasztet bez pszenicy i jajek




Dawno nie robiłam, naszło mnie wczoraj i upiekłam pasztet na szybko. Miałam w lodówce 700 g wątroby (część drobiowej, a cześć wieprzowej), 300 g słoniny i do dzieła. Chyba mam jakieś niedobory, bo mogłabym usiąść i zjeść całą blaszkę tego pasztetu. Nie jest drogi, ani trudny w wykonaniu, a naprawdę smaczny. Wrzucam dla przypomnienia przepis na ten pasztet, może umknął Wam w ilości przepisów wszelakich, więc ku pamięci. 





Przepis na tani, szybki pasztet bezglutenowy, bez jajeczny, ale mięsny . Ja tak przemycam wątróbkę młodzieży, jedzą z apetytem w sumie głównie z wątróbki pasztet. 

Dodam jeszcze, tak bliżej świąt warto może taki pasztet upiec. Ten jest bardziej kosztowny, ale i tak wychodzi taniej od sklepowego  t zawartością mięsa. 

środa, 15 marca 2017

Jak czytać i nie wydać fortuny - dla maniaków czytelnictwa



Uwielbiam czytać, na blogu postanowiłam zamieszczać tytuły wszystkich książek, jakie przeczytam w tym roku. Książki pozyskuję z biblioteki, jako prezenty (głównie o książki proszę na prezent), wymieniam się ze znajomymi lub odgrzebuję książki u rodziny lub we własnej biblioteczce.  Czytam przy każdej okazji, głównie przed zaśnięciem. Nosze książki ze sobą, zazwyczaj czytam kilka na raz, bo nie wszystkie formaty nadają się do torebki, niektóre książki są poważniejsze lub zbiór badań, faktów, więc czytam pomiędzy inne lekkie lektury. Jakie książki lubię? Prawie wszystkie przeczytam chętnie po za horrorami, typowymi romansami.

Dla fanów historii polecam serię Damy…. Kamila Janickiego, mam to szczęście, że część posiada moja biblioteka, a jedną dostałam pod choinkę „Damy ze skazą” świetnie napisane książki, polecam z całego serca. Czyta się jak sensacyjną powieść, mimo, że to zbiór faktów. Wbrew pozorom nie jest to seria tylko dla kobiet, jednak napisał to mężczyzna i raczej czuć w nich męską ocenę, zatem jest to książka dla wszystkich pasjonatów historii. 



Jeśli chcecie wiedzieć więcej o książkach, które znajdą się w moim spisie po prawej stronie na blogu to zachęcam do pytań.  Ja sama nie kupuję książek bez przeczytania opinii o nich. Niestety nie o wszystkich książkach można znaleźć, choć na szczęście o większości.
Dla mnie czytanie to przygoda, lepsze od filmu i słodyczy. 

Mamy to szczęście, że nasze biblioteki są dobrze zaopatrzone, pojawia się wiele nowości, co miesiąc. Należmy do 3 bibliotek i chętnie korzystamy z ich księgozbiorów, książki, z których wyrastają nasze dzieci oddajemy do biblioteki by mogły się nimi cieszyć kolejne pokolenia. A biblioteki dzięki temu mogą wydać pieniądze na inne nowości.
U nas w bibliotekach dostępne są również czasopisma, dzieci chętnie je czytają. Polują na nowe numery, my z mężem raczej czasopism mało czytamy, więc nawet nie zgłębialiśmy temu, jakie tytuły posiada biblioteka, wiem, że są również dla dorosłych, raz widziałam panią wypożyczającą „Cztery Kąty”, „Panią”, więc i takie są dostępne.
Dzięki bibliotece wymianie ze znajomymi, zakupom antykwarycznych książek (nie białych kruków oczywiście, tylko starszych wydań) możemy czytać dużo, a wydawać mało. Znajomi i rodzina wiedzą już, że dla nas jednym z ciekawszych prezentów to książka, czasem tylko podpytują o autora lub tytuły. A jak nie mają weny to dostajemy w prezencie kartę do księgarni na zakupy.


No cóż jesteśmy czytoholikami. 

wtorek, 14 marca 2017

Wykorzystanie pozostałych białek - chleb białkowy



Pamiętacie, że nie lubię czegokolwiek wyrzucać, a tym bardziej jedzenia.  Po szaleństwie tłusto czwartkowy, orz ostatkowym zostało mi sporo białek jajka, zamroziłam je. Potem pojawiały się kolejne, więc też je zamroziłam, tak zebrało się ½ kg białe i co z nimi zrobić, ostatnio jedliśmy sporo słodyczy przy tych świętach, po drodze były urodziny męża, spotkania ze znajomymi, więc tych słodkości było aż nad. Ni chciałam robić tortu bezowego, bez ani nic, co jest słodkie, wpadłam, więc na pomysł upieczenia chleba z białek. Mam na półce książkę z przepisami kuchni optymalnej (często do niej zaglądam, bo sporo przepisów nie wymaga mąki), a tam przepis na chleb z białek.



Tak wygląda ten chleb 

Składniki:

  • ½ kg białek (w przepisie podają, że jest to około 20 białek) 
  • 100 g mąki pszennej (ja użyłam ryżowej z racji, że nie jemy pszenicy)
  • 100 g masła/margaryny
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • papier do pieczenia
  • blaszka do pieczenia (większa niż klasyczna keksówka)


Ubijamy białka na sztywną piane, dokładamy porcjami mąkę wymieszaną z proszkiem, delikatnie mieszamy całość, a następnie wlewamy tłuszcz roztopiony i wystudzony.  Wszystko razem dokładnie łączymy, przekładamy do blaszki wyłożonej papierem, brzegi papieru smarujemy tłuszczem by chleb nam nie wylał się przy rośnięciu. Pieczemy 55 minut w temperaturze 200 stopni. Zostawiamy po upływie czasu tylko uchylone drzwiczki piecyka, chleb pozostaje tam do ostygnięcia, wyjmujemy z piecyka już ostudzony. Przechowujemy go zawinięty w papier do pieczenia i w ściereczkę w lodówce, podobno można tak przechowywać go do 2 tygodni, ale u nas nie miał szansy, bo leżał tyko dobę.

Jest to bardzo nisko węglowodanowy chleb, można dodać do niego ziarna – słonecznik, siemię lub np. wiórki kokosowe. My zjedliśmy go jak zwykły chleb, ale myślę, że świetnie nadawałby się na tosty, grzanki, zapiekanki. Mnie smakuje zupełnie bez niczego, jako przekąska. Polecam sposób na wykorzystanie białek, białka można mrozić, więc spokojnie uzbieramy tą ilość. U nas tak raz na miesiąc można by upiec taki chleb. 

Tak mi przyszło do głowy, że na pewno można by zrobić z połowy porcji, tylko upiec w mniejszej blaszce czyli takiej klasycznej małej keksówce. Czyli użyjemy 10 białek, 50 g mąki, 50 gram tłuszczu i 1 łyżeczkę proszku do pieczenia. O i nie trzeba zbierać, aż 20 białek. 

poniedziałek, 13 marca 2017

Zdrowie naszych dzieci i nasze.....



Może warto sobie na próbę rzucić wyzwanie - 2 tygodnie bez tv, FB, gier komputerowych czy ......







Post edytowany pod wpływem groźby, ataku oraz ostrej krytyki.

Dla osób które nie zdążyły przeczytać mojego postu polecam podobny na innej stronie, wstawiono go 3 godziny temu, ciekawy zbieg okoliczności :) Jednak  nie tylko ja tak widzę świat -  Sieć  
Natrafiłam na kolejny artykuł warty przeczytania - link



Pisząc różne rzeczy, komentując, obrażając innych zastanówcie się, że nie jesteście anonimowi w sieci. Przecież Wasz adres maila ma podpisane IP, wasz komentarz na blogu również. Wiele osób myśli sobie, a co tam trochę odreaguję, trochę po obrażam innych, przecież jestem anonimowy. Pozdrawiam serdecznie Panią  z okolic Wichita. 






środa, 22 lutego 2017

Wykorzystanie resztek po zrobieniu mleka roślinnego




Wcześniej pisałam o domowym mleku kokosowym i owsianym, padło pytanie, co z tym, co zostanie po przecedzeniu, ja robię różne rzeczy np. zagęszczam owsianymi resztkami zupę, sos, dokładam do kotletów mielonych, pasztetu domowego, albo do wypieków. Resztki wiórków po przecedzeniu używam do ciastek, suszę i mielę na mąkę, która dokładam do wypieków, np. chleba z marchwią i cukinią by wilgoć zmniejszyć, dokładam do naleśników, placków itp. Staram się nie wyrzucać resztek po przygotowaniu mleka roślinnego. U nas bardzo mało rzeczy się wyrzuca, przy odbiorze śmieci, co dwa tygodnie mamy dwa worki śmieci wielkości 60 l. Odpadki organiczne kompostujemy, żywność staramy się dokładnie przetwarzać by nic nie wyrzucić. Z segregowanych śmieci u nas najwięcej jest papieru, najstarszy syn uwielbia marketowe ulotki, więc znajomi i rodzina mieszkający w bloku zbierają je nam, a my sukcesywnie odkładamy do papieru, plastiku u nas powstaje niewiele, bo nie kupujemy jogurtów, śmietan, mleko raz w tygodniu by wyprodukować jogurt, nie kupujemy soków, napojów. Wyrzucamy do plastiku głównie opakowania po makaronie, więc raz na miesiąc mamy niewielką ilość do oddania. Szkoło oddajemy raz na 2/3 miesiące. Zatem jak widać naprawdę staramy się nie produkować gór śmieci i wszystko planujemy dokładnie.






Przykładem wykorzystania resztek po zrobieniu mleka roślinnego są ostatnio upieczone przez mnie ciastka.

Użyłam do nich:


  • resztki wiórków kokosowych i owsianki po przecedzeniu na mleko.
  • 500 g łatków owsianych górskich
  • 1 paczka masła/margaryny
  • 4 jajka
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ szklanki cukru (my nie używamy za wiele cukru, więc dla lubiących łakocie polecam szklankę)
  • ½ szklanki mąki – pszenna/ryżowa/kukurydziana dowolnie
  • garść słonecznika
  • garść siemienia lnianego

Płatki prażyłam na roztopionej paczce tłuszczu, dodałam do gorących płatków cukier, w misce wymieszałam resztki z mleka roślinnego, z mąką, proszkiem, jajkami i nasionami, dodałam wystudzone płatki i wszystko zagniatałam dokładnie. Robiłam kulki wielkości orzecha włoskiego i rozgniatałam układając na papierze do pieczenia ułożonym na blaszce z pieca. Piekłam ciastka 25 minut w 180 stopniach. Wyszły mi 2 blach ciastek. Zostały pochłonięte w jeden wieczór i na drugi dzień wszyscy dostali po 3 ciastka do drugiego śniadania po za domem.  

poniedziałek, 20 lutego 2017

Domowe mleko kokosowe




Dziś chce zrobić pampuchy/kluski na parze, parowce/pyzy drożdżowe nie wiem, pod jaką nazwą znacie, więc pisze nazwy, które przyszły mi do głowy. Robię dwa rodzaje klusek na parze, jedne na mące orkiszowej, drugie bezglutenowe na mące M&S i kaszy jaglanej. Przygotowałam sobie mleko roślinne i kasze jaglaną dzień wcześniej, by po południu zająć się tylko kluskami, które podam z sosem jagodowym (znalazłam jeszcze słoiczek z lata w spiżarce).

Obydwa rodzaje robię na mleku kokosowym, obecnie nie używam mleka słodkiego w domy, chyba, że do zrobienia jogurtów. Kupując mleko kokosowe wydałabym dość spora kwotę, do tego są tam różne dodatki, które nie zawsze mi przypadają do gustu. Robiąc mleko kokosowe w domu, wydaję niewiele, znam skład i mogę dostosować go do potrzeb i smaków domowników.



Na zdjęciu jest moja wczorajsza produkcja: mleko kokosowe i owsiane. Czasem robię jeszcze ryżowe i bardzo rzadko sojowe.  

Mleko kokosowe robię podobnie jak owsiane. Kupując wiórki na mleko kokosowe zwracam uwagę by nie zawierały w składzie siarki. Jeśli zakupię wiórki nawet w cenie 15 zł za kg, koszt litra mleka kokosowego wyniesie około 2 zł, więc cena nie jest wysoka. 

Przepis na domowe mleko kokosowe:

  • szklanka wiórków kokosowych
  • 4 szklanki wody przegotowanej


Zalewam wiórki na noc dwiema szklankami przegotowywanej, gorącej wody (można to samo zrobić rano przed wyjściem do pracy), potem blenderuję całość i przelewam przez gęste sito, a potem przez gazę, dolewam 2 szklanki przegotowanej wody i gotowe, mam mleko kokosowe, które świetnie zastępuje mleko krowie. Właściwie nie powinnam nazywać płynu kokosowego mlekiem, ale raczej napojem kokosowym, jakoś tak się ogólnie przyjęła nazwa mleko i z rozpędu jej używam.  


czwartek, 16 lutego 2017

Tanie dbanie o urodę



W tym roku postanowiłam zadbać o siebie, koniec z wymówkami, koniec z lenistwem, czas poprawić, jakość swojej cery, włosów, dłoni i stóp. Wiadomo, że czas płynie dla każdego, a skóra się starzeje.  Ciągle szukałam wymówek, a bo to mam wrażliwą cerę, a bo nie mam czasu, a po za tym czy ktoś to doceni.  Wiem, wiem najgłupsze wymówki pod słońcem. Dlatego właśnie koniec z wymówkami, zakupiłam na rynku poradniki jak dbać o urodę z lat 50-80 i okazało się, że są fantastyczne.  Zaraz na początku roku 2017 ruszyłam do działania, wiadomo, można takie ratowanie urody zrobić na różne sposoby, ale ja postanowiłam to zrobić tanio i zdrowo, bez problemowo, bez zakupu wyszukanych produktów, tak zwyczajnie z tego, co znajdę w domu lub przy zwykłych zakupach.  Na razie opracowałam pielęgnację twarzy. Po przeczytaniu starych poradników dotarło do mnie, że mam nie już cerę mieszaną, ale cerę suchą, dojrzałą, więc trzeba zmienić podejście. Twarz była ciągle podrażniona, zaczerwieniona i piekła. Ostatnio pojawiło się sporo zmarszczek, więc trzeba było coś z tym zrobić. Z domu rodzinnego nie wyniosłam umiejętności, zasad i żadnych podstaw, które by mnie naprowadziły na to jak się zabrać do pielęgnacji cery z pierwszymi zmarszczkami, a do tego suchej. Ale z pomocą przyszyły właśnie te stare tytuły i treść w nich zawarta.





Obecnie nie myję twarzy bezpośrednio wodą, przecieram wacikiem, który najpierw moczę w przegotowanej, filtrowanej wodzie, a następnie zwilżam olejem kokosowym lub oliwą z oliwek.  Po oczyszczeniu cery, co drugi dzień robię peeling z owsianki (szklanka owsianki zmielona razem z ¼ szklanki płatków nagietka) biorę łyżeczkę proszku i rozrabiam z przegotowaną filtrowaną wodą, a następnie delikatnie masuję ta mieszanką twarz.  Po takim zabiegu przemywam twarz naparem z lipy. Dwa razy w tygodniu robię sobie maseczkę z żółtka, łyżeczki oliwy z oliwek i kilku kropel soku z cytryny, (jeśli mam akurat cytrynę w domu), wszystko dokładnie ucieram i nakładam na oczyszczoną twarz, pozostałości maseczki nakładam na dłonie i wszystko pozostawiam 15 minut, na twarzy i dłoniach. Całość zmywam wacikiem i wklepuję obecnie krem Ziaja do cery dojrzałej.  Okazało się, że po wykluczeniu mycia twarzy pod bieżącą wodą moja coraz zrobiła się dużo nazwałabym to spokojniejsza. Nie jest zaczerwieniona, maseczka łagodzi i wyrównuje kolor, owsianka uelastycznia naskórek. Efekty są bardzo zaskakujące, spłyciły się mi zmarszczki te, które pojawiają się najwcześniej od nosa do kącików ust. Pod oczy wklepuję maść z witaminą A i jak dla mnie przy moich wrażliwych oczach super wynalazek, na noc smaruję nią również usta.  To tyle, jeśli chodzi o moją obecną pielęgnację twarzy, kolejny krok to dłonie. A zapomniałabym stosuję również gimnastykę twarzy i szyi, postaram się ją opisać na blogu.  Moja pielęgnacja obecnie nie wymaga dużych nakładów czasu i finansów.  Zaczynam znowu lubić soją twarz, wyglądam młodziej, a to dopiero 1,5 miesiąca zmian. Wiem, że zmarszczki są częścią życia, tak jak siwe włosy, ale wspominam moją babcię, która zawsze miała ułożone włosy, pomalowane paznokcie i nosiła się ogólnie z klasą, mimo, że ubierała się w sklepach z używaną odzieżą, trwałą robiła u rodziny, a paznokcie malowała sama, ale zawsze wyglądała na szykowną i zadbaną kobietę. Owszem nie była z charakteru ideałem, ale wyglądała dobrze. Mam nadzieję, że i mnie się to uda. To jest moje postanowienie na ten rok i kolejne lata. Schudnąć nie musze na szczęście przy wzroście 163 cm, ważę 54 kg, więc choć to wyzwanie mnie nie dotyczy. Zatem koniec wymówek i lenistwa. Nadeszła chwila, by odrobinę cofnąć czas. 

środa, 15 lutego 2017

Szkolny jadłospis na 10 dni.




Tak wygląda jadłospis w szkole moich dzieci, wczoraj zrobiłam zdjęcie i chce się z Wami nim podzielić. Wstawiam, jako kolejny jadłospis, może ktoś zaczerpnie z niego pomysły. Jest to jadłospis na 10 dni, czyli na dwa tygodnie szkolne.  Zaciekawiło mnie, że do każdej zupy dodawane jest pieczywo, do większości raczej nie podała bym go, bo jakoś mi nie pasuje, ale znam osoby które jedzą pieczywo do wszystkiego i do każdej zupy, również do rosołu, więc pewnie to kwestia gustu. 


Zupa ogórkowa z ryżem, pieczywo żytnie
Spaghetti z sosem pomidorowym z mięsem wieprzowym
Jabłko

Zupa pomidorowa z makaronem, pieczywo pszenno-żytnie
Kotlet schabowy panierowany, ziemniaki, surówka z białej kapusty i ogórka świeżego
Gruszka

Rosół z makaronem
Udka z kurczaka pieczone, ziemniaki, marchewka z groszkiem
Banan

Barszcz czerwony z makaronem, pieczywo razowe
Filet z ryby panierowany, ziemniaki, surówka z kapusty kiszonej i marchwi
Sok pomarańczowy

Zupa jarzynowa z fasolka szparagową, pieczywo żytnie
Wątróbka duszona w sosie, ziemniaki, ogórek kiszony
Mandarynka

Barszcz biały z ziemniakami i jajkiem, pieczywo pszenno-żytnie
Filet z kurczaka duszony w warzywach, ryż gotowany, pomidor
Jabłko

Zupa pieczarkowa z makaronem, pieczywo pszenno-żytnie
Kotlet mielony, ziemniaki, surówka z marchwi
Mandarynka

Zupa szpinakowo-szczawiowa z ziemniakami, chleb razowy
Jajko w sosie chrzanowym, ziemniaki, fasolka szparagowa z masłem
Pomarańcza

Krupnik ryżowy z warzywami, pieczywo pszenno-żytnie
Schabowy w sosie ciemnym, ziemniaki, buraczki zasmażane
Kiwi

Zupa koperkowa z makaronem, pieczywo razowe
Filet z ryby panierowany, ziemniaki, surówka z kapusty kiszonej i marchwi
Sok wieloowocowy



piątek, 10 lutego 2017

Ryba z warzywami w sosie pomidorowym




Moja rodzina uwielbia ryby, ale dla naszej piątki to najlepiej nic poniżej kg masy rybnej nie powinno pojawić się na stole. Niestety ryba jest obecnie dość droga, więc trzeba zrobić małe oszustwo by tej ryby wydawało się pozornie dużo. Wiele osób nazywa to danie Ryba po grecku, ja nazywam zwyczajnie Ryba z warzywami. Rodzina bardzo lubi ją podana z gotowanym ryżem.





Składniki:
½ kg ryby (dowolnej, ja użyłam mintaja)
Włoszczyzna (bez kapusty)
3 cebule
2 czubate łyżki koncentratu
2 szklanki wody
Sól
Ziele angielskie 3 sztuki
Liść laurowy 1 sztuka
Papryka ostra ¼ łyżeczki
Tłuszcz do smażenia (ja robię na smalcu, już wiele razy wspominała, że nic nie smażę na oleju, oleje używam w kuchni tylko na zimno)
Mąka do panierowania ryby (ja używam kukurydzianej, może być ryżowa i pszenna)

Całą włoszczyznę obieram, ścieram na tarce o grubych oczkach, cebulę siekam w kostkę. Na patelni rozgrzewam tłuszcz i duszę przez chwilkę cebulę, aż będzie szklista, (czyli taka jak by przezroczysta).  Wrzucam na patelnię włoszczyznę i podlewam wodą, lekko solę, dokładam ziele, liść i przykrywam. Dusze tak warzywa przez około 20 minut. W tym czasie smażę rybę - (przy rozmrażaniu lekko sole każdy kawałek), następnie panieruję w mące i układam na mocno rozgrzanym tłuszczu, smażę na jasny złoty kolor. Do warzyw dodaję koncentrat rozrobiony w ½ szklanki wody, doprawiam do smaku papryką i ewentualnie dosalam. Jeszcze przez około 5 minut gotuje całość, ewentualnie dolewam więcej wody, by był widoczny sos pomiędzy warzywami, do ryżu się przyda więcej wilgoci.

W naczynia żaroodpornym układam warstwę warzyw i ryby, na to warzywa, ryba i na wierzch warzywa. Dogotowując ryż w ciepłym piecyku podduszam jeszcze całe danie rybne. Po prostu wkładam razem z ryżem do piecyka. Oczywiście danie to można podać z pieczywem, ziemniakami, ale u nas najbardziej jest lubiane z ryżem.

wtorek, 7 lutego 2017

Oszczędzanie przy sprzątaniu domu



Pytacie o różne oszczędności, ostatnio pojawił się temat oszczędzania na środkach papierniczo-chemicznych.
Padło pytanie o ręczniki papierowe, już kiedyś pisałam, że zrezygnowałam z używania ręczników papierowych, na co dzień, owszem mam w kuchni rolkę, która zużywa się u nas przez 2 miesiące i służy tylko do zebrania tłuszczu z patelni, by go nie zlewać do ścieków, ani nie pakować do zmywarki.
Miejsce ręczników papierowych zajęły szmatki, w każdym domu rzeczy się niszczą – pościel, ręczniki, ubrania itd. Przebieram szmatki i wybieram tylko bawełnę, tnę na poręczne kawałki i zużywam do celów porządkowych. Szmatki nie bawełniane również pozostawiam, nie wyrzucam, używam do wytarcia rzeczy, po których wyrzucam szmatkę. Szmatki te przechowuję w pudle, które trzymam na lodowce, pudło można ładnie okleić, nie jest wtedy szpecące, może nawet ozdobić kuchnię.
Oczywiście ubrania przebieram i sortuję, te, które nadaje się do dalszego użytku oddaję do znajomych lub do opieki. Na szmatki przeznaczam tylko te ubrania, które nie nadają się już na nic, ani do przerobienia, ani oddania.



Pytacie o oszczędzanie na płynie do nabłyszczania w zmywarce, ja wlewam zwyczajny ocet spirytusowy, nie zjadam chemii, która zostałaby na naczyniach, nie wydaję kroci na ekologiczne płyny do zmywarki.
Ocet u nas w domu jest ważnym środkiem czyszczącym, zmiękczającym, nabłyszczającym.  Do pralki zamiast płynu zmiękczającego odzież wlewam ocet, nie czuć zapachu octu w ubraniach, mam pewność, że odgrzybiam pralkę przy każdym praniu (polecam tyko sprawdzić w instrukcji, czy nie ma przeciwwskazań do używania octu w pralce).  Ubrania dobrze się prasują, są miękkie. Ja wlewam około 4 łyżek, niektórzy wlewają ½ szklanki, ale nie widzę potrzeby by używać tak dużo.
Ocet jest świetny przy płukaniu kieliszków, szklanek, wazonów. Wystarczy po umyciu, wypłukać naczynie, a na koniec zanurzyć w wodzie z octem, pięknie nabierają blasku naczynia.
Octem dużo w domu sprzątam, kabiny prysznicowe myję octem, glazury, okna. Mieszam szklankę octu z 3 szklankami wody i wlewam do spryskiwacza (mam po płynie do mycia okien, dostałam od sąsiadki).  Jeśli komuś przeszkadza zapach, można dodać kilka kropel olejku zapachowego.
Toalety czyszczę sodą z octem, świetna mieszanka, postawiamy na chwilę a po czym czyścimy szczotką i spłukujemy, jeśli toaleta jest bardzo brudna, to zostawiamy na kilka godzin np. przed wyjściem do pracy wsypujemy do sedesu paczkę sody i zalewamy ½ szklanki octu.  
Do czyszczenia syfonów w umywalkach, zlewach, wannach można użyć mieszanki sody 4 łyżki, soli 4 łyżki i zalać ½ szklanki octu, po 15 minutach spłukać gorącą wodą. Drugi sposób to dawne przepychaczki, ja kupiłam sobie taką tłokową za całe 23 zł, cudnie przeczyszcza odpływy, nie używam już żadnych środków do czyszczenia.  Inwestycja szybko się zwraca.
Do czyszczenia luster zakupiłam ścierkę za całe 12 zł, czyszczę najpierw mokrą ścierką lustro, apotem poleruję tą do luster i efekt jest powalający.

Nie lubię używać środków chemicznych w domu, podczas każdego sprzątania nie mam ochoty wdychać dużych ilości toksycznych związków, które nie są obojętne dla mojego zdrowia. Dla domowników również nie jest to obojętne, oni tez mają styczność z chemią zawartą w preparatach czyszczących, odświeżających powietrze itd. Dodatkowo solidnie oszczędzam pieniądze. Jak dla mnie wystarczająco dużo argumentów za, by nie kupować środków chemicznych. 

czwartek, 2 lutego 2017

Być wolnym



Domyślam się, że wiele osób często czuje się przytłoczony otoczeniem, czasem zaczynamy się gubić we własnych emocjach, nie wiemy, kto jest naszym sprzymierzeńcem, a kto czeka na nasze potknięcia. Ocena sytuacji staje się, co raz trudniejsza.  Czasem szukamy winy w sobie, ale myślę, że warto rozejrzeć się dookoła i zastanowić, jakie osoby nas otaczają, czy nie są to ludzie, którzy krytykują nas tylko dla krytyki- uprawiają taki sport. 
Uważajcie na ludzi, którzy robią z siebie w sposób wyrachowany ofiary, nie chcą brać odpowiedzialności za siebie i swoje błędy i starają się dać ci do zrozumienia, że wszystko, co ich spotyka to twoja wina. Uważajcie na manipulatorów, opowiedzą różne historie by można było Wami manipulować, często są to przekolorowane, albo zupełnie nieprawdziwe sytuacje, a wszystko po to by mieć kontrolę. Ja najbardziej boję się osób złośliwych, takich, które wiedza jak sprawić mi ból i przykrość, znają moje słabości i wykorzystują to z pełną świadomością.




Pamiętajcie, że nie koniecznie są to dalecy znajomi, często to rodzina i przyjaciele.  Potrafią boleśnie nas krytykować, manipulować i być złośliwe. Bywa, że zupełnie nie zdajemy sobie z tego sprawy, a oni potrafią niszczyć w nas wiarę we własne możliwości, siłę i szczerość. Pragną uwagi, wsparcia i doskonale potrafią to robić. Chcą by to oni byli w centrum, by nad nimi się litowano, im pomagano, ich słuchano. Wasze problemy są niczym przy ich. Nie pragną Waszego szczęścia, nie chcą pomóc, a jeśli to tylko na ich warunkach.
Wiele razy pisałam o toksycznych ludziach, o wolności osobistej, niestety życie samo w sobie jest skomplikowane, niesie nam wiele trudności, murów do przebicia. Jest  jeszcze trudniejsze, kiedy musisz przebywać z tego typu ludźmi.
W chwili, gdy walczymy o byt i szczęście własne oraz swojej rodziny nie możemy sobie pozwolić na takie trudne układy międzyludzkie, to poważnie osłabia, potrzebna jest moc i wiele samozaparcia w wychodzeniu z długów i w tedy wyjątkowo ważne jest otaczanie się ludźmi nam przyjaznymi i wspierającymi.  Nie możemy rozdrabniać się na trudne i konfliktowe stosunki.  Niestety nie warto się trzymać trudnych relacji, czasem lepiej przytrzaskując sobie palce zamknąć jakieś drzwi i iść dalej.


W jaki sposób możesz być spokojny, wiedząc, że nie jesteś kochany za to, kim tak naprawdę jesteś, ale za to, kim udajesz, że jesteś.
Bycie wolnym to również bycie z ludźmi, przy których nie musimy udawać, spinać się, analizować nasze słowa, mówiąc krótko nie być sobą.


“Kiedy poświęcasz siebie, dając i pomagając innym, czynisz z nich nikogo innego, jak złodziei.”~ Iyanla Vanzant

Obecnie czasy są trudne, świat, kraj niesie nam tak wiele zmian, żyjemy w chaosie informacyjnym, często z problemami finansowymi i zdrowotnymi, nie utrudniajmy sobie tego jeszcze niszczycielskimi relacjami międzyludzkimi.
Niska samoocena, brak wiary w siebie, to nie są sprzymierzeńcy do podjęcia wyzwania. Pamiętajmy, że siła jest w nas, a chcieć to móc!!

A ja znowu filozofuję…. Przepraszam, ale ta pogoda chyba mnie tak nastraja i może książka którą czytam, taka filozoficzna jakoś…. 

wtorek, 31 stycznia 2017

Sycący omlet bez dodatku mąki pszennej



Ostatnio przeglądając stare książki kulinarne trafiłam na ciekawy przepis. Jest to omlet z płatkami owsianymi oraz dowolnym dodatkiem, możemy go zrobić na słono lub słodko, dzieci robią sobie same obydwie wersje. Omlet jest naprawdę sycący w przepisie zalecano do niego pieczywo lub warzywa gotowane. Mąż jada chętnie rano przed wyjściem do pracy wersję na słono z pieczywem posmarowanym masłem, twierdzi, że dzięki temu przez kilka godzin jest najedzony i pełen energii. Może warto spróbować, ja osobiście polecam. Mój najstarszy syn nie jada płatków owsianych, jako danie tylko w ciastkach, plackach itp. W omlecie zjada ze smakiem do ostatniego okruszka.




 Składniki na jeden omlet:
3 łyżki płatków owsianych (można zamienić na dowolne płatki – gryczane, jęczmienne)
¼ szklanki wody
2 jajka
Tłuszcz do smażenia (ja używam smalcu w wersji słonej, masła klarowanego w wersji słodkiej)
Pieprz sól do wersji na słono
Cynamon do słodkiej wersji
Dowolny dodatek np. łyżka posiekanego szczypiorku, ½ średniej cebuli posiekanej, wędlina, pieczarki itp. w wersji słonej. Do wersji na słodko dzieci dodają tarte jabłko i cynamon, rodzynki.
Zalewamy płatki gorącą wodą i odstawiamy na chwilę, jeśli chcemy zjeść omlet na śniadanie, a rano mamy mało czasu, najlepiej zalać płatki wieczorem. Następnie do płatków wbijamy jajka, dokładamy dodatki i przyprawiamy. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i smażymy na rozgrzanym tłuszczu po obydwu stronach.  Dzieci wersję na słodko polewają miodem, zaś słoną keczupem.  

Omlet stał się u nas hitem, jest szybkim, sycącym i niedrogim daniem. Może być daniem śniadaniowym, ale również sprawdzi się, jako ciepła kolacja. Polecam!