wtorek, 31 grudnia 2013

Nowy Rok!


Dziś ostatni dzień 2013 roku, minął kolejny rok. Już za kilka godzin rozpocznie się nowy 2014 rok, co nam przyniesie nikt z nas nie wie. Najważniejsze byśmy mieli w sercach nadzieję, że będzie lepiej, wiarę w to że damy radę!! Spełniajcie SWOJE marzenia!!! Bądźcie wierni sobie!! Kochajcie i bądźcie kochani!! Bo oto idzie nowy rok, idzie nowe i nowe nadzieje, marzenia! Będzie lepiej, musi być!!! Życzę Wam wspaniałej zabawy i uśmiechu w ten wyjątkowy wieczór!!!




"Nie jest najważniejsze, byś był lepszy od innych.
Najważniejsze jest, byś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego."
Mahatma Gandhi

Sałatka śledziowa z ziemniakami


Dla tych osób którym w święta jeszcze się śledzie nie znudziły, może komuś się przyda na sylwestrowy wieczór. Nie droga, szybka i smaczna, czego więcej chcieć od sałatki. :)

Potrzebujemy:
  • 2 filety śledziowe (solone, nie marynowane)
  • 4 ziemniaki (nie za duże)
  • 1 jabłko (ja robię bez, ale lepsza jest z jabłkiem)
  • 1 cebula (taka średniej wielkości)
  • 1 ogórek konserwowy
  • majonez lub jogurt (około 3-4 łyżek)
  • pieprz, sól
  • szczypiorek (opcjonalnie)
Filety śledziowe moczymy najmniej 4 godziny i kroimy w paski lub kostkę. Ziemniaki myjemy i gotujemy w łupinach w osolonej wodzie. Po ugotowaniu obieramy je, studzimy i kroimy w kostkę. Jabłko, ogórek i cebulę kroimy w kostkę. Wszystkie składniki mieszamy razem, przyprawiamy solą i pieprzem, dokładamy majonez. Odstawiamy do lodówki, przed podaniem możemy posypać sałatkę szczypiorkiem. Smacznego!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Jak jeść zdrowo i niedrogo


Wiele osób zadaje sobie pytanie - jak jeść zdrowo i niedrogo?  Pytanie wydaje się na pozór trudne, ale na tym blogu już nie raz na nie odpowiadałam. No może nie tak zupełnie wprost, ale odpowiadałam :) 

Zatem poruszę ten temat po raz kolejny. Jest to istotny problem jak zachować proporcje między zdrowo - niedrogo. Zazwyczaj jak niedrogo to musi być niezdrowo, ale tak być nie musi. Oto kilka prostych rad na to jak jeść zdrowo i niedrogo.

  • po pierwsze trzeba zrezygnować z gotowych dań, a ni to zdrowe, ani tanie. By zaoszczędzić musimy poświęcić trochę czasu na przygotowanie jedzenia. Poczytajcie skład gotowego dania np. pulpetów w sosie pomidorowym - masa mięsna 35 proc. (MOM z kurczaka 14 proc., mięso wieprzowe 12,78 proc)., woda, substancja zagęszczająca E1422, mąka pszenna, sól, przyprawy, zioła, wzmacniacz smaku E621), marchew 6,7 proc., koncentrat pomidorowy 6 proc., cebula 3 proc., pieczarki 3 proc.. substancja zagęszczająca  E1422, cukier, tłuszcz wieprzowy, sol, przyprawy, wzmacniacz smaku E621, E635, hydrolizat białka sojowego, maltodekstryn oraz ekstrakt drożdżowy - cena średnio około 10 - 14 zł za kilogram. Przygotowując to danie wydamy mniej, a jakość będzie nieporównywalna. 
  • po drugie twórzmy jadłospisy, planujmy posiłki z wyprzedzaniem, dzięki temu możemy wybrać produkty lepszej jakości (robimy zakupy planowane, na spokojnie) w rozsądnej cenie. Nie wpadamy do sklepu i biegiem wybieramy coś z brzegu nie patrząc na skład i cenę. Róbmy jadłospis, listę zakupów i planujmy sobie dzień zakupów tak byśmy mogli je zrobić bez pośpiechu. 
  • po trzecie przypomnijmy sobie o zupach, zupa jest dość pożywnym daniem, zdrowym i nie drogim. Jeśli zrobimy ją z dużą ilością warzyw to mamy naprawdę fajne, pożywne danie nawadniamy organizm, a zimową pora zupy super rozgrzewają. 
  • po czwarte, pamiętajmy o wykorzystywaniu resztek. Pasty, potrawki, zapiekanki, sałatki to dania w których możemy wykorzystać przeróżne resztki. 
  • po piąte ograniczmy ilość mięsa w diecie, zastąpmy je roślinami strączkowymi, jajami które zostały oczyszczone ze złej opinii. Obecnie uważa się, że dorosła osoba może spokojnie zjadać 2 jajka dziennie. Jajka to źródło zdrowia, zawiera proteiny, niemal wszystkie witaminy (z wyjątkiem witaminy C), w tym cenną witaminę B9 (kwas foliowy), karotenoidy, cholinę, niacynę, która reguluje poziom cukru i cholesterolu we krwi, oraz lecytynę, niezbędną do prawidłowej pracy serca i mózgu. Białko jaja, które ma optymalny dla potrzeb człowieka skład aminokwasów, jest niezastąpionym budulcem organizmu. Atutem jaj jest też wysoka zawartość cynku, wapnia, fosforu i żelaza. Jako jeden z nielicznych produktów spożywczych jaja zawierają naturalny selen i jod. Nic dodać, nic ująć. Porządna jajecznica na maśle rano da nam energię na większość dnia. Jaja możemy spożywać w różnej postaci, na twardo, miękko, sadzone, w jajecznicy, sosie, sałatce, zapiekance itd. Możliwości jest wiele, cena nie jest wysoka, a dla zdrowia bezcenne. Pokochajmy również kapustę, Kapusta jest tania przez cały rok. Ma silne właściwości detoksykacyjne i chelatujące (wiąże się z metalami ciężkimi, by usunąć je z organizmu). Jest pełna składników odżywczych: witamin A, C, E, zawiera przeciwutleniacze, błonnik, potas i siarkę.   
Zatem jak widać można jeść tanio i zdrowo, no niestety wymaga to od nas poświęcenia więcej czasu na przygotowanie żywności. Ale czy nasze zdrowie i portfel nie są tego warte?

niedziela, 29 grudnia 2013

Pokora.....



Wczoraj mijałam pod sklepem nowiutkie, lśniące bardzo, bardzo luksusowe auto marki X ustawione na miejscu dla niepełnosprawnych. Auto nie miało żadnych oznaczeń, że kierowca jest uprawniony do korzystania z takiego miejsca. Na tym parkingu było tylko jedno miejsce dla osoby niepełnosprawnej. Przyznam, że bardzo wkurzyła mnie takie zachowanie!! A co jak przyjedzie ktoś posługujący się wózkiem dla osób z niepełnosprawnością ruchową?? Mam znajomego który w wyniku wypadku właśnie porusza się na takim wózku, mam znajomych którzy mają dziecko poruszające się na takim wózku, mam bratanka który uległ w święta wypadkowi i oby odzyskał pełną sprawność, bo nie ma co liczyć chłopak na miejsce pod sklepem. Wypadek mojego bratanka skłonił mnie do dodatkowej refleksji - jak mało brakuje, by stanąć po drugiej stronie w jednej chwili z pełno sprawności, możemy stać się niepełnosprawnymi. Czemu u takiego "właściciela nowiutkiego auta X (wartego tak na oko nie mniej niż 150 000 zł, raczej dużo, dużo więcej)"  nie ma odrobiny pokory do życia, ludzi i przyszłości. Przyznaję, że najchętniej wzięła bym gwóźdź i porysowała takiemu auto!! No bo co to dla niego mandat, szkoda mojej fatygi...
Nigdy nie postawiłam auta na miejscu dla osób niepełnosprawnych, jestem kierowcą od prawie 10 lat. Mam troje dzieci w tym niepełnosprawnego faceta, nie jest niepełnosprawny ruchowo, ale wymaga stałej opieki do końca życia, nie wiem co przyniesie chwila gdy nas zabraknie, boję się co dnia o to. A mimo to są ludzie którzy potrafią zazdrościć mi zasiłku pielęgnacyjnego który pobieram z racji jego niepełnosprawności. Dlaczego tak mało pokory w nas?? Ja chętnie oddam zasiłek, ale razem z niepełnosprawnością mojego syna!! Nie ma chętnych? Dziwne....
Szanujmy odmienność, szanujmy i pomagajmy.
Miejmy sercem i patrzmy sercem.....

wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt!!!


Wesołych Świąt!!!!



Z okazji zbliżających się Świąt i Nowego Roku, chciała bym Wam życzyć przede wszystkim spokoju, wiary i siły. Nieważne ile macie lat, doświadczeń i problemów za sobą, pamiętajcie,  że jesteście wyjątkowi. Życzę Wam byście patrzyli z wiarą i nadzieją w jutro. Uśmiechnijcie się do siebie i to ludzi wokół, a zobaczycie, że świat nie jest taki zły, a drugi człowiek nie zawsze czyha na Wasze potknięcia. Życzę Wam, by Nowy Rok stał się czasem nadziej w lepsze jutro, byście mieli siłę by zwalczać wszelkie przeciwności. Życzę Wam miłości, przyjaciół i zdrowia, są to rzeczy najważniejsze!!
Niechaj Boże Dzieciątko Wam błogosławi!!!

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Śledzie z majerankiem i czosnkiem


Dziś to ostatni moment na wykonanie tych śledzi, by można je postawić na świątecznym stole. U mnie się moczą i za chwilkę będę je przyprawiać.

Potrzebujemy:
  • 4 filety śledziowe maties 
  • 5 ząbków czosnku
  • czubata łyżka majeranku
  • 3/4 szklanki oleju
Śledzie moczymy minimum 4 godziny (polecam woda pół na pół z mlekiem), płuczemy śledzie i osuszamy ręcznikiem papierowym i kroimy na kawałki. Czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę lub ścieramy na tartce. Śledzie układamy w słoiku warstwami przekładając czosnkiem i przesypując majerankiem. Całość zalewamy oliwą, zamykamy słoik i odstawiamy do lodówki na 2 dni. Smacznego :) 

piątek, 20 grudnia 2013

Domowa wędlina drobiowa


Zbierałam się do zrobienia tej wędliny od kilku miesięcy. Przepis sobie leżał i czekał, na moje zainteresowanie i w końcu nadszedł ten czas. W środę zrobiłam tą wędlinkę. Przepis znalazłam w necie odrobinkę zmieniłam proporcje i mam delikatną wędlinkę. Córcia szczęśliwa, uwielbia takie wędlinki i pasztet. Pasztet też już upiekłam, więc uznała, że teraz mogą być święta. :) 




Potrzebne nam będzie:
  • około 1,5 kg (waga po oczyszczeniu z kości i ścięgien) kurczaka/indyka - piersi, udka (najlepiej 1/2 ilości mięsa to filety z piersi)
  • 15 g soli peklującej 
  • 8 g soli kuchennej
  • 1/4 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki czosnku granulowanego
  • 1 łyżeczka mielonego pieprzu
  • 100 ml. lodowatej wody
  • szczypta cukru
  • osłonka poliamidowa (ja miałam 73 mm), można zakupić przez internet lub w marketach budowlanych na stoiskach ogrodniczych, gdzie są akcesoria do produkcji win
Filety drobiowe kroimy w kostkę około 3x3 cm, resztę mięsa mielimy przez maszynkę (sitko średnie), ja zmieliłam również skórki. Mieszamy sól peklującą z kuchenną, 3/4 części soli mieszamy dokładnie z pokrojonymi filetami, resztę z mięsem mielonym i dokładamy do niego wszystkie przyprawy. Odstawiamy mięso do lodówki na minimum 3 godziny. Następnie do mielonego mięsa dolewamy lodowatą wodę i wyrabiamy tak długo, aż woda się wchłonie w masę. Potem dokładamy filety i wszystko dokładnie mieszamy. Napełniamy ciasno osłonki (nie polecam dużych kiełbasek, trudniej je ciasno napełnić)i ściśle wiążemy. Podgrzewamy wodę do temperatury 90 stopni i wkładamy wędlinę, po 10 minutach obniżamy temperaturę do 75 stopni i taką podtrzymujemy przez kolejne 50 minut, po tym czasie wyjmujemy wędlinę z garnka i odstawiamy do wystygnięcie. Kroimy dopiero jak jest schłodzona w lodówce. 

czwartek, 19 grudnia 2013

Sernik bez ciasta (bezglutenowy)


Z racji, że nasz jeden syn ma alergię a pszenicę, sernik piekę bez ciasta i bez mąki pszennej. Na święta też pojawi się u nas taki sernik. Ha ha pojawi, no dla większej części rodziny po prostu pojawi, ale upiekę ja :)


Potrzebujemy:
  • 800 g - 1 kg sera białego mielonego (może być gotowy mielony, ja mielę sama)
  • 6 jajek
  • 200 g margaryny/masła
  • 1,5 szklanki cukru
  • jeden budyń waniliowy/śmietankowy
  • 1 konkretna łyżeczka proszku do pieczenia. 
  • rodzynki (opcjonalnie)
Margarynę ucieram z cukrem, następnie dodaję żółtka i mieszam na jednolitą masę. Potem dokładam budyń wymieszany z proszkiem do pieczenia, mieszam całość i wkładam ser. Wszystkie te składniki dokładnie łączę. Białka ubijam na sztywną pianę i delikatnie mieszam z masa serową. Przekładam sernik do tortownicy i piekę godzinę w temperaturze 190 stopni. Sernik zazwyczaj lekko opada, chyba, że użyjemy spulchniaczy do sernika dostępnych w sklepach, ale chyba nie o to chodzi w domowym cieście by wspierać je chemicznymi dodatkami. Po wystudzeniu możemy polać ciasto polewą czekoladową. 

Na polewę potrzebujemy: 
  • 3 łyżki wody lub mleka
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 3 łyżki kakao
  • 100g margaryny lub masła
 Do garnka wlewamy wodę/mleko, rozpuszczamy w niej cukier, następnie dodajemy tłuszcz i rozpuszczamy, wyłączamy gaz i dodajemy kakao (najlepiej sypać przez sitko i mieszać energicznie trzepaczką/widelcem.  Mieszamy tak długo, aż uzyskamy jednolitą masę, po lekkim wystudzeniu polewamy sernik i odstawiamy go najlepiej do lodówki. Możemy posypać ciasto wiórkami kokosowymi, siekanymi migdałami lub orzechami. 

Jutro przepis na wędlinę drobiową (w końcu zrobiłam) :) 

środa, 18 grudnia 2013

Pieczony boczek z czosnkiem i majerankiem


Moja rodzina lubi domowe wędliny, nie kupujemy już nic po za salami do pizzy lub kiełbasą na żurek (to również planujemy zmienić).  W tym rok na świątecznym stole pojawi się boczek pieczony z czosnkiem i majerankiem, uwielbiamy czosnek, więc go nie pożałuję do boczku. 

Potrzebujemy:
  • boczek surowy, cienki około 1,5 kg 
  • główkę czosnku
  • łyżeczkę soli 
  • 2 łyżki majeranku
  • 4 łyki oleju
  • 1 łyżeczka pieprzu czarnego, mielonego
Jeśli boczek ma skórę to ją usuwamy (możemy wrzucić do bigosu i wyjąć po ugotowaniu). Czosnek obieramy i ścieramy na drobnej tartce lub przeciskamy przez praskę. Mieszamy czosnek, sól, pieprz, majeranek i olej na jednolitą masę. Smarujemy boczek od strony chudej masą, następnie rolujemy i związujemy bawełnianym sznurkiem lub wkładamy do siatki wędliniarskiej, ja wiążę bawełnianym lub lnianym sznurkiem zależy co mam pod ręką. Zawijamy mięso w folię spożywczą i odstawiamy na dobę do lodówki. Następnie rozgrzewamy piecyk do 180 stopni, wkładamy boczek w rękaw do pieczenia i pieczemy w piecyku przez około 1,5 godziny, potem rozcinamy rękaw i dopiekamy jeszcze 30 minut, tak by boczek się przyrumienił. Ja po zostawiam w wyłączonym piecyku mięso jeszcze około 30 minut, po tym czasie wyjmuję i gotowe. Sznurki rozcinamy dopiero po całkowitym ostygnięciu mięsa. 

wtorek, 17 grudnia 2013

Nie róbmy szopki ze świąt*


Wkoło nas porady jak przygotować się do świąt - zaplanować porządki, zakupy, jak ułożyć plan prac itd. Ale jak mało jest informacji np. jak przeżyć święta i nie zwariować. Nakręcamy się wzajemnie, biega ze ścierką po domu, z siatami po sklepach i zaczynamy mieć wszystkiego dość. Nagle przebiega nam myśl - oj, że by już po świętach było. Przychodzi uroczysty dzień a my co, pusto w kieszeniach, padamy na twarz i najlepiej jak by sobie wszyscy poszli, a my poleżymy sobie na kanapie i odpoczniemy. 
Jakie wspomnienia zostają naszym dzieciom? Rodzice sprzątają (to i tak dobrze jeśli obydwoje, a nie tylko jedno z nich), znoszą produkty żywnościowe do domu, liczą pieniądze, spisują kartki, ogólnie można powiedzieć szał. Mój mąż pamięta najbardziej z okresu przed świątecznego całe mieszkanie oczyszczone z firanek, zasłon, chodników, serwet itp. Do dziś ciężko znosi zmianę firanek w domu. Obawiam się, że w tym szale zapominamy o najważniejszym, o co chodzi w świętach. Przecież nie o wypastowaną podłogę i nie o indyka 6 kg, również nie o wykrochmalona pościel i nie o prezenty za 200 zł na głowę, ani o 12 dań na wigilię! Chodzi o przebaczenie, miłość, dobro, rodzinę, spokój, przyjaźń, ciepło, zatrzymanie się w codziennym biegu. A do tego nie potrzeba nam wydać 2 tysięcy na święta, sprzątać za szafą i na strychu. Kupujemy milion prezentów, często nie trafionych, ale kupujemy w szale. Może lepiej napisać coś od siebie drugiej osobie, tak od serca i włożyć do pudełka z czekoladkami. No wiadomo, że nie podarujemy tego dziecku, ale cioci, wujkowi, przyjaciółce.......
Potykamy się z rodziną i znajomymi i głównie poświęcamy czas jedzeniu, jedzeniu jedzeniu. Walczymy o wagę przed świętami, potem napychamy się do granic jedzeniem i znowu walczymy o sylwetkę przed sylwestrem:) Oj szalone to wszystko. A może tak zrobić połowę tego, a może odpuśćmy sobie i rodzinie troszkę, przy cieście i kawie też może być super spotkanie. 

U nas postanowione - koniec z szałem porządków (w końcu sprzątamy na bieżąco, a ekstremalnie generalne zrobimy wiosenne), zakupy prezentów zrobione na spokojnie wcześniej, trochę przez internet, ale tylko dla dzieci, dorośli się nie obdarowują (ogólnie postanowiliśmy). Zakupy żywieniowe i prace kuchenne w kilku etapach, na luzie bez szału zamrażamy wcześniej. Dużo spędzam czas z dziećmi, razem przygotowujemy ozdoby i dania świąteczne, ale tak spokojnie. Dużo rozmawiamy, dzieci wypytują o nasze święta wcześniejsze. Chcemy ten czas bardzie poświęcić na bycie ze sobą niż zastaw się, a postaw się. Kupiliśmy razem choinkę wybieraliśmy ją kilka godzi, a ile było przy tym zabawy, ile odmian poznaliśmy. Jutro pieczemy pierniczki, dziś ostatnie zakupy. Nie czujemy się zmęczeni, rozdrażnieni, cieszymy się każda chwilą. W sobotę ubierzemy choinkę, upieczemy mięsko, a w poniedziałek makowca i sernik. Nie dajmy się zwariować, nie oddawajmy hołdów bogu mamonie, nie myślmy ciągle "co inni powiedzą", przeżyjmy święta tak byśmy je chętnie wspominali za kilka lat. 


*tytuł postu zasłyszany (nie pamiętam gdzie)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Jadłospis świąteczny


Wyprawiłam przyjęcie urodzinowe naszemu jedenastolatkowi, czas zająć się świątecznymi daniami. W tym roku nie planuję dużo, bo tak się złożyło, że większość część świątecznego czasu będziemy po za domem. Dania świąteczne trzeba dokładnie zaplanować, by nic potem nie wyrzucać. To ważne, bo nie dość, że marnujemy własne ciężko zarobione pieniądze, czyli przejawiamy brak szacunku do własnej pracy, to jeszcze działamy nie ekologicznie. Zatem policzcie kilka razy dokładnie ile potrzeba Wam jedzenia. Można to w miarę dokładnie wyliczyć. W sobotę po urodzinach syna zostało mi - 1 porcja bigosu, 2 porcje sałatki, 3 porcje tortu, 4 porcje sernika, 7 muffin, odrobina wędliny, słone paluszki, pół miski popcornu. Wszystko zostało zjedzone w niedzielę i lodówka pusta. Zupełnie nic nie wyrzuciliśmy po przyjęciu. 


Jeśli nie macie wprawy w obliczaniu porcji, albo zupełnie nie wiecie jak się do tego zabrać polecam taki kalkulator "Policz porcje" porcje podane tam nie są zaniżone, więc spokojnie można się sugerować tymi wyliczeniami. 

Ja w tym roku przygotuję na święta:
Desery, przekąski: 
  • sernik
  • makowiec
  • pierniczki (wersja pszenna i bez)
  • owoce
Jeden świąteczny obiad:
  • rosół z domowym makaronem
  • roladki ze schabu, bigos (już czeka zamrożony) i ziemniaki 
Drugi świąteczny obiad:
  • pomidorowa z makaronem
  • kurczak pieczony, ziemniaki, surówka z kapusty 
Takie są założenia, pewnie coś zmodyfikuję w trakcie przygotowań, ale plan ogólny jest taki :) 



czwartek, 12 grudnia 2013

Tort bezglutenowy


U nas ulubiony tort, to tort z bita śmietaną, nie przepadamy za kremowymi tortami. 


Potrzebujemy na biszkopt:
  •  5 jajek,
  • 5 łyżek cukru, 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 
  • 5 łyżek maki bezglutenowej, 

Ubijamy piane z białek z cukrem dodajemy żółtka mąkę i proszek do pieczenia. ciasto wylewamy na blaszkę, pieczemy 30 min w 180 C. Po upieczeniu nie wyjmujemy natychmiast biszkoptu, lekko uchylamy drzwiczki od piecyka i zostawiamy do ostygnięcia. Gdy już piecyk się wyraźnie ostudzi, wyjmujemy biszkopt i delikatnie wyjmujemy z blaszki (ja używam tortownicy). Odstawiamy do zupełnego wystudzenia. 

Masa śmietanowa:
  • 400 - 500 ml śmietany 30%
  • 4 łyżki cukru
  • łyżeczka żelatyny
Śmietaną odstawiamy do zamrażarki na około 30 minut, następnie ubijamy z cukrem na sztywno, pod koniec wlewamy żelatynę rozpuszczoną w 2 łyżkach gorącej wody. Wlewając cały czas miksujemy śmietanę. 

Dodatki dowolnie:
  • owoce z puszki
  • powidła
  • coś do przybrania: żelki, owoce, gotowe przybrania itp

Biszkopt kroimy na 2-3 krążki, smarujemy dolny krążek powidłami lub układamy owoce z puszki (świeże będą za mało wilgotne), nakładamy część bitej śmietany, następnie kładziemy krążek ponownie smarujemy powidłami, śmietana i na to ostatni krążek. Smarujemy cały tort bitą śmietaną i przybieramy. Można użyć tartej czekolady np. białej, owoców żelków to już zależy od naszej pomysłowości. 

Tort syna bezglutenowy z zeszłego roku wyglądał tak 


wtorek, 10 grudnia 2013

Wyprawiamy oszczędnie przyjęcie np. urodzinowe dla dziecka


My za kilka dni świętować będziemy Dzień Urodzin naszego młodszego syna. Aby zmniejszyć koszty przyjęcia pieczemy dzieciom sami torty, ostatnio dzieci proszą o to by je samodzielnie przybierać. Taki domowy tort mocno obniża koszt przyjęcia. Do tego piekę dwa ciasta, czasem ciasteczka, kupuje paluszki, prażymy kukurydzę. Do picia z powiedzeniem nadaje się np. kompot jabłkowy z kilku jabłek i jedne cytryny można wyprodukować zdrowy i smaczny napój dla dzieci. Dobrym rozwiązaniem na dziecięce przyjęcia są małe kanapeczki, do ich wykonania wystarczy pieczywo, masło, ser żółty, ogórek kiszony, trochę keczupu i większość dzieci się naje. Jednego roku upiekłam na dzieci urodziny bułeczki pizza, czyli pizza zawijana i pokrojona na bułeczki i zapieczona. Naprawdę nie musimy się zrujnować na takie przyjęcie, w grudniu takie przyjęcia są dodatkowo trudne dla pustych kieszeni z racji, że mamy w tle zakup podarków świątecznych itd. 


Czyli sumując co możemy podać na dziecięce przyjęcie:
  • tort który sami upieczemy (koszt: 5 jaja, szklanka mąki, 500 ml śmietany 30% i przybranie)
  • domowe ciasto 
  • paluszki
  • popcorn
  • domowe ciasteczka
  • kompot
  • kanapki
  • bułeczki pizza
Jeśli nasze dzieci jadają parówki, możemy wykonać koreczki z parówki, kiszonego ogórka, kawałeczka sera. Myślę, że po takim przyjęciu dzieci nie wyjdą głodne, a i dorośli uczestnicy przyjęcia też. U nas dodatkowo robimy dla dorosłych sałatkę warzywną klasyczną, ryżową . Naprawdę udane przyjęcie nie musi być drogie. 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Jadłospis obiadowy na cały tydzień


Dawno nie wstawiałam naszych jadłospisów, więc się poprawiam :) Teraz u nas więcej dań ziemniaczanych i z kiszona kapusta. Kapusty mamy zakiszone 40 kg, więc można "szaleć".

Ogólnie staramy się jadać warzywa dostępne w zimie, a nie wyhodowane w zimie. Nie jemy sałaty, ogórków i pomidorów świeżych, paprykę kupuję tylko okazjonalnie, raczej korzystam z własnych zasobów w słoikach i mrożonej. Te warzywa zastępujemy kiełkami które hoduję w kuchni sama. Po za tym jemy sporo kapusty kiszonej, białej, czerwonej. Ogórki kiszone, buraki, marchew. Fasolkę i kalafiora mrożę w sezonie. 


Poniedziałek 
Kartoflanka (ziemniaczanka)
Babka ziemniaczana

Wtorek 
Kartoflanka
Krokiety z kapusta kiszoną i pieczarkami

Środa
Krupnik z ziemniakami
Zapiekanka z boczkiem 

Czwartek 
Krupnik z ziemniakami
Pulpety w sosie koperkowym, kasza gryczana, ogórek kiszony

Piątek
Ogórkowa
Ryba panierowana, ziemniaki, surówka z kiszonej kapusty

Sobota
Ogórkowa
Pizza domowa 

Niedziela 
Rosół z makaronem domowym 
Schabowy panierowany, ziemniaki, surówka z czerwonej kapusty

Postaram się podać później listę zakupów. 

sobota, 7 grudnia 2013

Trochę mało piszę ostatnio, bo....


Troszkę ostatnio zaniedbałam Was, ale mieliśmy komisję orzekającą stopień niepełnosprawności u naszego starszaka (czekaliśmy na nią 2 miesiące, wstrzymano mi zasiłek pielęgnacyjny i rehabilitacyjny do czasu przedstawienia nowego orzeczenia), zdjęcie opatrunku po rozcięciu brody u młodszego syna, a do tego przez ten wiatr średnio sypiam, więc potem ciężko funkcjonuję. Obiecuję poprawę :) 

środa, 4 grudnia 2013

Eko zmywanie w zmywarce



Jeśli chcecie być eko polecam zestaw do zmywarki - ocet i soda. Wsypujemy łyżeczkę (płaską) sody do pojemnika na proszek/tabletkę, a zasobnik na nabłyszczacz napełniamy octem. Po za tym normalnie wszystko robimy jak wcześniej. Tanio i ekologicznie. Polecam!! 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Śledzie w pomidorach z rodzynkami


Co raz bliżej święta więc nadszedł czas przepisów na dania świąteczne. W polskim domu obowiązkowo musi być śledzik. Śledź na szczęście nie jest bardzo droga rybą, więc można go przygotować w różnych wersjach. U mnie robi się w oleju, śmietanie pomidorach, z grzybami, smażone w cieście. Zatem dziś przepis na jedne z nich. 


Śledzie w pomidorach:
  • 3 filety śledziowe, solone a'la matjas
  • 2 cebule
  • 4 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 4 łyżki oleju
  • garść rodzynek
  • 1 łyżka majeranku
  • pieprz do smaku
Śledzie moczone najmniej 4 godziny w wodzie kroimy w większa kostkę. Cebulę również kroimy w kostkę, rodzynki przelewamy na sicie wrzątkiem. Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy cebulę, gdy jest szklista (taka przezroczysta), dokładamy koncentrat pomidorowy, majeranek i wszystko razem wymieszane dusimy jeszcze około 1-2 minuty, doprawiamy pieprzem do smaku i dorzucamy rodzynki. Odstawiamy na chwilę do ostygnięcia, następnie na patelnię dokładamy śledzie, mieszamy wszystko dokładnie i możemy przełożyć do słoika. Odstawiamy do lodówki, najsmaczniejsze są dopiero na drugi dzień. Niektórzy dodają do całości jeszcze łyżkę miodu, ja nie bo dla nas już rodzynki dodają słodycz i nam to wystarcza. Ale można spróbować dodać miód. 

piątek, 29 listopada 2013

Jak odgrzewać pampuchy


Ostatnio kilkakrotnie byłam pytana o to jak odgrzać pampuchy/pyzy drożdżowe/kluski parowe. Ja odgrzewam na dwa sposoby, zależy jak dużo mam czasu. Jeden z nich to tradycyjnie na parze - garnek z wodą, gaza, miska i odgrzewam tak samo jak je wcześniej gotowałam. Jeśli nie mam czasu lub odgrzewam dla jednej osoby stosuję szybki i prosty sposób. Mocze wodą każda kluskę która chce odgrzać, układam na talerzu i wkładam do mikrofali (czas i moc to już sprawa indywidualna). Po chwili mam ciepłe i puszyste kluski :) Inny sposób to oczywiście obsmażyć pokrojone na patelni, też są smaczne. 

czwartek, 28 listopada 2013

Cukier


Unikanie przez naszą rodzinę jest cukru przez wiele osób jest źle postrzegane. Spotykam się z komentarzami typu - jak to aż tak oszczędzasz, no co ty dzieciństwo bez słodyczy, życie jest za krótkie by ograniczać sobie cukier, cukier jest potrzebny by dzieci się rozwijały, by mózg dobrze funkcjonował itd.....


Tylko ile jest racji w tych wypowiedziach/zarzutach?? 

Owszem cukier jest niezbędny do życia, do prawidłowego funkcjonowania mózgu ale nie ten z cukierniczki. 
Oczywiste też jest, że nie da się żyć bez jedzenia cukru, bo jest to niewykonalne, dlatego gdyż jest w większości pokarmów.


Kilka fragmentów z artykułów opisujących jak działa na nas cukier: 

"Cukier jest wchłaniany do krwiobiegu w przeciągu minut. Spożycie dużej ilości cukru zaraz przed wysiłkiem może nawet uniemożliwić jego wykonanie. Dochodzi wtedy do ogromnego wzrost stężenia cukru we krwi. To z kolei zmusza trzustkę do wydzielenia dużych ilości insuliny, która jest potrzebna do metabolizmu cukru. Cała ta insulina hamuje metabolizm tłuszczu w mięśniach. Dlatego mięśnie zaczynają wykorzystywać glikogen, który jest w ograniczonym zapasie. Insulina prowadzi do zmniejszenia poziomu cukru we krwi, który i tak został już obniżony poprzez mięśnie wykorzystujące glikogen do produkcji energii. W końcu dochodzi do sytuacji, kiedy stężenie cukru we krwi jest na tyle niskie, że powoduje nie tylko zmęczenie, ale nawet zawroty głowy. Zawartość węglowodanów w pożywieniu jest konieczna do prawidłowego przetwarzania tłuszczów, lecz ich nadmiar prowadzi do otyłości."

"Nadmiar cukru we krwi powoduje ciągłe jego wahania w organizmie, a co za tym idzie stałe uczucie głodu, ciągła ochota na "coś słodkiego" i w konsekwencji występowanie nadwagi, otyłości oraz chorób dietozależnych m.in. insulinooporności, cukrzycy typu II czy próchnicy zębów. Zacznijmy jednak od początku.
Sięgając po słodkie produkty dostarczamy naszemu organizmowi tzw. pustych kalorii - sam cukier plus tłuszcze nasycone oraz kwasy tłuszczowe typu "trans" obecne zwykle w czekoladzie, batonach, ciastach i słodkich bułkach. Większość tych produktów obfituje w duże dawki kalorii bez praktycznie żadnych wartości odżywczych, jednym słowem jemy zwykłe "śmieci", których nasz organizm nie wykorzystuje do celów budulcowych, czy regulujących, ale odkłada je praktycznie w całości w postaci tkanki tłuszczowej. Natychmiast po spożyciu słodyczy poziom cukru we krwi bardzo gwałtownie rośnie (w przeciwieństwie do pełnowartościowego posiłku, po którym cukier wzrasta powoli) i równie szybko spada, często poniżej poziomu wyjściowego. W praktyce oznacza to, że szybko stajemy się z powrotem głodni i rozdrażnieni, tym chętniej sięgając po kolejną dawkę energii. Tak też koło się zamyka."


"Cukry rafinowane, wyłączając czas, w którym mogą się przydać, czyli czas intensywnego treningu, są wręcz toksyczne dla organizmu:
Powodują wypłukiwanie wapna z kości. Cukry proste zakwaszają organizm, a wapno pobierane z kości jest używane do zobojętnienia odczynu kwasowo-zasadowego. Spożywanie cukrów prostych zwiększa podatności na złamania i powoduje powstawania próchnicy zębów.
Spożywanie ich zmniejsza wrażliwość insulinową.
Powodują otyłość. Cukry proste zaburzają reakcję organizmu na leptyne zwaną hormonem sytości. Przez co człowiek czuje się ciągle głodny.
Przyczyniają się do nadmiernego magazynowania wody, czego konsekwencją może być nadciśnienie."

Sami wyciągnijcie wnioski, czy warto?
Ja zostanę przy domowych łakociach, nisko słodzonych i jedzonych sporadycznie. U nas w domu 2 kg cukru wystarczają na miesiąc, tylko w okresie robienia przetworów i wina potrzebujemy go więcej.
Jest zdrowiej i oszczędniej. 



środa, 27 listopada 2013

Kluski śląskie


Wczoraj mieliśmy na obiad kluski śląskie z sosem pieczarkowym i czerwoną kapustę. Mniam, uwielbiam taki obiadek :) 


Na kluski potrzebujemy:
  • gotowane ziemniaki zmielone przez maszynkę lub przeciśnięte przez praskę (u nas to około 1,5 kg po obraniu i ugotowaniu wyszło)
  • 1 jajko
  • mąkę ziemniaczaną
Wkładamy ziemniaki do miski, ugniatamy ręką i dzielimy na 4 części, wyjmujemy 1/4 i w to miejsce wsypujemy mąkę ziemniaczaną, taką ilość jak 1/4 ziemniaków. Następnie z całości ziemniaków, mąki i jajka zagniatamy ciasto na kluski. Wstawiamy wodę lekko osoloną, formujemy kuliki wielkości orzecha włoskiego i na każdej robimy dołek, następnie wrzucamy na wrząca wodę i gotujemy około 2 minut po wypłynięciu. Wyjmujemy łyżką cedzakową i mona jeść :) 

wtorek, 26 listopada 2013

Zupa cebulowa - tania i zdrowa


Moja wersja zupy cebulowej nie ma nic wspólnego z wykwintnymi zupami francuskimi i jej pochodnymi. Jest prostą jej odmianą :) Przygotowuje się ją szybko, jest niedroga, pożywna i zdrowa. Najbardziej lubi ją córka i starszy syn. 

Potrzebujemy: 
  • 1/2 kg cebuli 
  • 8 ziemniaków
  • 3 ząbki czosnku
  • włoszczyzna
  • łyżeczka lubczyku
  • 1/2 łyżeczki pieprzu czarnego
  • 1/2 łyżeczki tymianku
  • sól do smaku
  • tłuszcz do smażenia (ja dodaję 1/2 łyżki masła klarowanego lub 2 łyżki oliwy)
  • grzanki lub groszek ptysiowy

Kroję cebulę na ćwierć plasterki, rozgrzewam tłuszcz w garnku i wrzucam cebulę, cebulę bardziej duszę niż smażę. Gdy już cebula jest lekko ciapowata wrzucam czosnek pokrojony drobno, włoszczyznę drobno pokrojoną w kostkę i zalewam gorącą wodą około 3 l. Następnie dorzucam ziemniaki obrane i pokrojone, oraz przyprawy. Gotuję całość aż warzywa są miękkie, potem całość miksuję blenderem doprawiam do smaku i gotowe. Podaję z grzankami, można podać również  groszkiem ptysiowym. Proste i pożywne danie, bardzo rozgrzewające. 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Nie wyrzucamy chleba.....wszytsko się przyda :)


Polecam sposób na nie marnowanie pieczywa. Jeśli mamy w domu chleb/bułki, który już nie jest zbyt świeży, ale nie spleśniał to możemy go jeszcze całkiem fajnie wykorzystać. 

Kroimy w kostkę, wrzucamy do woreczka foliowego/pudełka i możemy tak go zamrozić. W chwili gy są nam potrzebne grzanki do zupy/sałatki mamy pod ręka gotowe pieczywo, które trzeba tylko wrzucić na suchą patelnię i obsuszać na chrupiące grzanki. 
Ostatnio robiłam zupę cebulową i właśnie użyłam do niej takiego zapasu "grzanek" z zamrażarki. Nie marnujemy dzięki temu chleba, nie wyrzucamy, nie zanieczyszczamy ziemi, nie powiększamy wysypisk, no i oczywiście oszczędzamy bo nie wyrzucamy naszych pieniędzy do śmieci. 

piątek, 22 listopada 2013

Ciasteczka ze skwarkami - nic się nie marnuje


Kolejna propozycja z cyklu nie marnujemy jedzenia. Dziś chce Wam zaproponować ciastka ze skwarkami. Z racji, że kupujemy całe półtusze wieprzowe, to po wytopieniu smalcu ze słoniny zostaje mi trochę skwarek których już nikt nie chce. Rozwiązaniem na to są ciastka ze skwarkami. Upiekłam je wczoraj i już połowy nie ma :) Ciastka mało tego, że "utylizują" skwarki to są tanie i niezbyt pracochłonne. Mają za to jedną wadę, są kaloryczne, nie ma co udawać kalorii to one mają sporo. 




Potrzebujemy:
  • 300 - 350 g skwarków wieprzowych (oczywiście już zimnych i bez smalcu)
  • 500 g mąki pszennej 
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 1 jajko
  • 150 g masła/margaryny
Mielimy skwarki przez maszynkę do mięsa lub w melakserze/blenderze, następnie łączymy wszystkie składniki i zagniatamy na jednolita masę. Na formowanie tych ciasteczek jest wiele pomysłów, jedni robią je przez maszynkę do mięsa z nakładką do ciastek, inni wkładają ciasto do lodówki na 1/2 godziny, następnie wałkują i wycinają ciasteczka. Ja poszłam na łatwiznę. Robiłam kuleczki wielkości orzecha, układałam na blasze (duża z piecyka), wyłożonej papierem do pieczenia, a następnie spłaszczałam za pomocą tłuczka do mięsa (podpatrzone na innym blogu, nie mój pomysł). Potem pieczemy ciasteczka 20 minut w temperaturze 180 stopni. Część posypałam cukrem, cześć nie. Myślę, że można dodać również do ciastek np. cynamon ciastka wyjdą bardziej aromantyczne. 

czwartek, 21 listopada 2013

Prezenty, prezenty, prezenty............?!


Tak mnie naszła refleksja w związku z prezentami na Mikołajki. Syn przyszedł z lekcji języka angielskiego i oświadczył, że musi kupić prezent na Mikołajki. Hmmm, jak to na dodatkowych zajęciach? No, ok pomyślałam, to tylko jeden prezent, nie ma sprawy. Ale potem zaczęłam się zastanawiać, czy to nie jest już przesada, Mikołajki organizowane są w szkołach (ok moje dziecko nie chodzi, ale większość tak), więc prezent do szkoły, prezent na zajęcia z języka angielskiego to już są dwa prezenty, w obydwu przypadkach mowa o kwocie w okolicy 30 zł, co daje nam 60 zł. Ale co jeśli na innych zajęciach ktoś wpadnie na podobny pomysł? Mój syn uczęszcza na kilka (głównie w MDK), załóżmy, że na kolejnych dwóch też będzie losowanie i kupowanie sobie prezentów. Można powiedzieć, że to miły zwyczaj, dzieci lubią prezenty. No, tak ale bądźmy szczerzy za te prezenty płacą rodzice. Założyliśmy, że kwota wyszła by w okolicy 120 zł przy jednym dziecku, a ja mam ich troje, więc daje nam to sumę 360 zł na prezenty mikołajkowe, ale nie są to jeszcze prezenty dla moich dzieci. Sama nie wiem czy nie przekracza się tu jakiś granic rozsądku, czy naprawdę musi to tak wyglądać. Czy dzieciaki nie mogą w Mikołajki posiedzieć na luzie przy fajnym poczęstunku?? A po Mikołajkach będą święta i znowu pora na prezenty. Tym razem już tylko dla tych dla których zdecydujemy sami, że chcemy ich obdarować. Ufff...  Albo dla tych których wypada obdarować...... 

Kiedyś jedna mama opowiadała mi, że w szkole jej syna prezenty mikołajkowe kupuje się za kwotę 15 zł i cała sprawa w tym by wymyślić coś za taką kwotę. 
Fakt, pamiętam ze szkoły średniej, że prezenty to były drobiazgi typu pilniczek do paznokci, lusterko, breloczek itd. 

Wiem, wiem jestem marudna, ale skąd brać pieniądze na takie wydatki. Czy to pedagogiczne jest podejście? 

środa, 20 listopada 2013

Przeżyć za 500 zł??


Ostatnio kilka czytelniczek zadało mi pytanie - czy była bym w stanie wyżywić rodzinę za 500 zł. Domyślam się, że wcale nie jest mało osób które muszą sobie właśnie za tyle poradzić. Jest to kwota nie wielka, zwłaszcza gdy miała bym wyżywić za nią 5 osób. Ale spróbuję zanalizować temat i rozłożyć na czynniki.  

Mamy do dyspozycji 500 zł na wyżywienie miesięcznie. czyli tygodniowo średnio 125 zł, dzienna stawka wyszła by niecałe 18 zł. Kwota niesamowicie niska. 
Co możemy kupić za 125 zł:
  • 5 kg mąki np. w Lidlu to kwota 7,50 zł
  • 15 kg ziemniaków - 15 zł 
  • 20 jajek - 8 zł 
  • 4 litry mleka - 9 zł 
  • 2 kg mięsa (zależy od jakości) załóżmy, że 32 zł 
  • pudełko smarowidła do pieczywa - 4 zł 
  • 3 paczki drożdży - 3 zł 
  • 2 kg jabłek - 4 zł 
  • kg cebuli - 2,50 zł 
  • 500 g sera żółtego - 10 zł
  • kg ryżu - 3 zł 
  • 1 większy koncentrat pomidorowy - 4 zł 
  • 1/2 kg kapusty kiszonej - 2 zł 
  • kg ogórków kiszonych - 4 zł 
  • 2 porcje rosołowe - 4 zł 
  • 2 jogurty naturalne - 2 zł 
  • 1/2 kg  kiełbasy - 8 zł 
  • 250 g białego sera - 3 zł 
------------------------------------------------ = 125 zł (mam nadzieję, że dobrze policzyłam)

I co z tego możemy zrobić?  Z mąki i drożdży upieczemy chleb. Do chleba z jednego kg mięsa zrobimy pieczeń, drugi kilogram mamy na dwa obiady np. gulasz lub zmielimy na mielone. Czyli dwa obiady już mamy do tego ziemniaki + kapusta lub ogórek kiszony, do tego mamy dwie porcje rosołowe na dwie zupy jedna może być pomidorowa z ryżem, druga ogórkowa, a pomiędzy kartoflanka (koncentrat, ogórki, ziemniaki, cebule mamy). Kolejne drugie danie to pizza (kiełbasy połowa, papryka i ser żółty. , czyli zostają nam jeszcze 4 dni. Robimy naleśniki, placki ziemniaczane i zapiekankę z ziemniaków i kiełbasy oraz zapiekankę z ryżu i jabłek. Do pieczywa zostaje nam ser żółty i jajka, oraz pieczeń i z białego sera możemy zrobić twarożek.  No i jakoś dajemy radę. Co prawda nie uwzględniłam tłuszczu i przypraw. Więc w kolejnym tygodniu trzeba by zamienić np. zupy bez mięsne zrobić, by zakupić butelkę oleju. Na dłużej jest to dość ekstremalne, oczywiście zależy też od tego ile osób musimy wyżywić za to 500 zł. Ja analizowałam zakupy pod moją rodzinę. Oczywiście, że jeśli nie mamy wyjścia to można i za taką kwotę nie chodzić głodnym, możemy zrobić np. fasolkę po bretońsku bez mięsną, naleśniki z nadzieniem z soczewicy zastępując dania mięsne. Do pieczywa możemy robić różne pasty. Jasne, że nie będzie nas stać na to by owoce i warzywa były u nas w dużych ilościach, ale nie musimy z nich zrezygnować kompletnie. 

poniedziałek, 18 listopada 2013

Świąteczne upominki


W sklepach już widać nadchodzące święta. Mając pustki w portfelu czujemy przygnębienie i smutek w tym okresie. Dopada nas żal, że nie możemy dać naszym bliskim wymarzonych prezentów. Ale i na to jest sposób, a teraz to właśnie już odpowiednia pora do zabrania się za prezenty. My trzy lata temu wieczorami budowaliśmy domek dla lalek dla córki. Dostała domek jej wzrostu (miała 6 lat), od znajomych pościągaliśmy niepotrzebne mebelki dla lalek, odrestaurowaliśmy i..no właśnie i to było to. Dziecko skakało, i w radości wykrzykiwało - jaki cudny, skąd Mikołaj wiedział, że taki właśnie chce. A wystarczyło trochę sklejki zakupionej  przycięciem na wymiar, farby, kawałków papieru, tkanin na wyłożenie ścian i renowację mebli. Innym razem córka marzyła o łóżeczku dla lalek, no i dostała wykonane zostało z drewnianego pudełka po winie, odmalowane na biało, uszyłam do niego pościel i marzenie ostało spełnione. Chłopcy marzą o mieczach, nie wymaga to wiele pracy i większego znawstwa stolarki. dla dorosłych można zrobić skrzyneczkę na ulubione herbaty wykorzystując skrzyneczkę po winie, uszyć woreczki na suszki do szafy. Upiec wymyślne ciasteczka dla nauczycieli naszych dzieci i zapakować w papier ozdobiony przez nasze dziecko. Można uszyć torbę na zakupy, zrobić mieszankę herbaty dla przyjaciółki - czarna herbata, kawałki cynamonu, suszone owoce, zapakować ciekawie i już jest drobny i do tego oryginalny prezent. w internecie jest mnóstwo pomysłów na samodzielnie wykonane prezenty. Możemy zrobić ciekawą zakładkę do książki dla pasjonata czytania. Zatem ruszajcie do szukania pomysłów i ich realizacji, czasu już mało. Powodzenia!!! Ja też ruszam :) 

sobota, 16 listopada 2013

Szybkie i tanie ciasto śmietankowe/jogurtowe


Przepis mam od wielu lat (chyba od 20) i chętnie po niego sięgam. Jak dzwonię goście, że będą za godzinkę spokojnie mamy ciasto gotowe, a produkty do niego potrzebne zazwyczaj są w domu. 

Potrzebujemy:
  • 3 jajka
  • szklankę cukru
  • 2 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • łyżkę masła/margaryny
  • szklankę kwaśnej śmietany (ja stosuję mój domowy jogurt)
  • bakalie np. 1/2 szklanki rodzynek (opcjonalnie)
Ucieramy cukier, jajka i masło. Następnie dokładamy resztę składników po za bakaliami i miksujemy/ucieramy (zależy jaki sprzęt mamy pod ręką) :) Ja dziś nie dodałam bakalii, ale dodałam łyżeczkę płaską cynamonu. Oczywiście jeśli chcemy dołożyć bakalie to robimy to po dokładnym wymieszaniu składników. Przekładamy ciasto do keksówki i pieczemy 40 minut w temperaturze 190  stopni. Można ciasto polać polewą np. czekoladową lub posypać cukrem pudrem. 

piątek, 15 listopada 2013

Jadłospis na tydzień dla rodziny nr. 33

Troszkę się "obijałam" i Was zaniedbałam, ale już się poprawiam i podaję kolejny mój jadłospis tygodniowy. 


Poniedziałek
I śniadanie: kasza jaglana z jabłkami i cynamonem
II śniadanie: kanapki z pieczenią i pomidorami
Obiad:
Zupa cebulowa z grzankami 
Jajko sadzone, buraki zasmażane, ziemniaki - pure

Wtorek
I śniadanie: kasza jaglana ze suszonymi śliwkami na mleku
II śniadanie: kanapki z pastą mięsną z resztek i papryką, jabłko
Obiad:
Zupa cebulowa z grzankami 
Wątróbka z cebulą, ziemniaki, ogórek kiszony

Środa
I śniadanie: kasza kukurydziana na mleku
II śniadanie: kanapki z pieczenią i ogórkiem kiszonym, banan
Obiad:
Zupa ogórkowa
Makaron ze szpinakiem

Czwartek 
I śniadanie: omlet z domowymi powidłami 
II śniadanie: kanapki z pasztetem domowym i pomidorem, jabłko
Obiad: 
Zupa ogórkowa 
Kotlety mielone, ziemniaki, surówka z kapusty kiszonej 

Piątek 
I śniadanie: jajecznica, bułka z masłem, herbata owocowa
II śniadanie: kanapki z żółtym serem i papryką, daktyle suszone
Obiad:
Kapuśniak z białej kapusty 
Naleśniki z białym serem

Sobota
Śniadanie: bułki domowe z twarożkiem na słono
Obiad: 
Kapuśniak z białej kapusty 
Domowa pizza

Niedziela 
Rosół z kaszą jaglaną
Schab, ziemniaki, bigos 

Mam nadzieję, że komuś przypadnie do gustu, oczywiście nie musi, ale o gustach się nie dyskutuje ;) 

środa, 13 listopada 2013

Co robi z nami reklama...?!


Około miesiąc temu złapałam wirusa, padłam na 2 dni do łóżka. Leżąc tak oglądałam sporo TV, na co dzień raczej nie oglądam, jedynie tylko w czasie prasowania i wieczorami z mężem jeden film. Więc leżąc tak te dwa dni, napatrzyłam się na telewizję nadrabiając chyba kilka lat w przód i w tył. Miałam podwyższoną temperaturę i mniej analitycznie reagowałam na obrazy podawane mi z ekranu. Po dwóch dniach już pragnęłam kilku produktów bezwzględnie.  Czułam, że muszę mieć "rewelacyjny" środek do czyszczenia, kilka pudełek farmaceutyków, które wyzwolą mnie z infekcji, do tego czułam, że potrzebuję cukierków z witaminami, bo dzieci zaniedbałam i pewnie to je uratuje. Przez te dwa dni, po około 4-5 godzin wpatrywania się w TV, zaczął się proces pozbawiania mnie własnej woli. Nakręcałam się na kupowanie produktów z reklam. Czułam, że naprawdę powinnam je mieć by czuć się częścią społeczeństwa, bo przecież wszyscy to mają. Mąż z niepokojem patrzył jak szlochałam na reklamie środka przeciwbólowego. Ale mam to już za sobą, na szczęście domownicy czuwali nade mną :)  
Wnioski jakie jednak pojawiły się po ozdrowieniu, wcale nie zachwyciły mnie. Ba nawet czułam zażenowanie, że chwila i robię się podatna na reklamy. Jak wielką mają one siłę! Pomyślcie sami, ile razy sięgacie w sklepie po markę z reklam, a nie mniej znaną.  Jak często idąc do apteki myślicie o produkcie z reklamy lub świadomie o niego prosicie. 
Przecież przemysł farmaceutyczny daje nam leki na wszystko. Zacznijmy przegląd naszego ciała i sprawdźmy czy na coś jeszcze brak farmaceutyków. Oczywiście mowa o preparatach dostępnych bez recepty i silnie reklamowanych.
  • Głowa: jest od bólu, zawrotów, bólu zatok, zatkanego nosa, kataru. Na ból zębów, na zdrowe zęby. Od czyszczenia uszu i bólu.
  • Szyja: ból, napięcie - są środki przeciwbólowe. Ból gardła wszelkiego pochodzenia, typu i nasilenia - oczywiście, że łatwy do wyleczenia w chwilę. 
  • Kręgosłup, płuca, żołądek jelita: o w tej materii, to już przemysł farmaceutyczny szaleje. Środki przeciwbólowe, po których możemy dźwigać beczki z piwem, dzieci, budować domy, biegać, skakać bez konsekwencji. Bóle żołądka, wątroby, jelit: jedz co chcesz, łykasz tabletkę i luz. Cudowne leki na wszystko. Prostata, bóle miesiączkowe, menopauza: żaden problem - ciach, tabletka i koniec problemów. Zmniejszenie libido: to ostatnio eldorado dla producentów tych preparatów, reklamy w radiu, TV osaczają nas. Na problemy po i przed zbliżeniem też sporo mają pomysłów. 
  • Nogi, stawy, stopy: to też spory biznes, na kości, na grzybice, bóle, ociężałość - cały zestaw preparatów. 
Z jednej strony fajnie, że by doczekać do upragnionej wizyty lekarskiej mamy dostęp do tylu farmaceutyków, ale z drugiej strony w niewielu reklamach nawołują do diagnozowania problemów. Jak da mnie, ból jest sygnałem ostrzegawczym, łagodzenie go czasem może mieć bardzo zgubne skutki, jeśli nie mamy diagnozy, przyczyny tego bólu. Ból brzucha może okazać się stanem zapalnym wyrostka, ból głowy poważnym schorzeniem. Ból wątroby, wzdęcia, zgaga, to też często objawy poważnych problemów zdrowotnych. Niestety łagodzenie doraźne preparatem z reklamy może być zgubne, a nawet śmiertelne. 

Ale zostawmy farmację, przejdźmy do reklam jedzenia i chemii gospodarczej. 
Tu często możemy wpaść w pułapkę cudów, tak, tak - cudów!! Cudowne preparaty do czyszczenia, prania, jeszcze lepszy proszek od najlepszego (bo wcześniejsza reklama danego proszku nas zapewniała, że jest najlepszy), więc jak może być lepszy od najlepszego?? Reklamy jedzenia - zupełna ciekawostka! Wszystko dla dzieci witaminizowane, do tego dorzućmy preparaty witaminowe i co mamy? Hiperwitaminozę! Objawy hiperwitaminozy: ociężałość i utrata apetytu, poważne uszkodzenia układu kostnego (odwapnienie kości), zaburzenia pracy serca, nerek i centralnego układu nerwowego. W przypadku silnej hiperwitaminozy pojawia się efekt karcynogenny, czyli tworzenie się nowotworów. Do tego dochodzi osłabienie i szybkie uleganie zmęczeniu, ponadto zaparcia. Jednym z najbardziej klasycznych objawów hiperwitaminozy jest wzmożone pragnienie, a co za tym idzie nadmierne oddawanie moczu. Pojawiają się także świąd skóry oraz migreny.

Ale czy nas ktoś ostrzega przed hiperwitaminozą? Nie, no bo po co. Szczęście w tym wszystkim, że witaminy zawarte w żywności (mowa o sztucznej witaminizacji), są syntetyczne. Wchłaniają się one do organizmu z trudnością, lub też nie są w ogóle przyswajane. 

Ogólnie po tym maratonie reklamowym, mam uczucie ogłupiania społeczeństwa. Wpychania im produktów, których zupełnie nie potrzebują, nie chcą mieć. Dawania poczucia, że posiadanie produktów z reklam uczyni nas kimś.... Jeśli nie jemy serka z reklamy w pracy, to co sobie inni o nas pomyślą, jeśli przyjdą znajomi i postawimy na stole kompot zamiast brązowego napoju to będziemy nikim? 
Jesteśmy wkręcani w tą machinę i mamy napędzać wielkie koncerny. 
Dzieci chcą zabawki z reklam, bo ma ją je inne dzieci, chcą ubrań znanych firm, telefonów komórkowych z reklam. Zostajemy pozbawiani własnej woli, rozsądku i wyboru. Sięgamy po wciskane nam przez media produkty, często nie analizując tego zakupu. 
Poddajemy się manipulacji w sklepach idąc za zapachem, muzyką i wybierając produkty, które  z góry ktoś zaplanował, że mamy wybrać (układając na odpowiedniej wysokości, dokładając zachęcający slogan, ustawiając regały w miejscach gdzie chętnie przystaniemy itd). 

Myślę, że warto wypowiedzieć własną cichą wojnę tej manipulacji. Ściszajmy dźwięk w czasie reklam, wyjdźmy rozprostować nogi z pokoju gdzie jest TV, zmieniajmy stację w radiu w chwili gdy są nadawane reklamy i mniej sięgajmy po produkty z reklam. 

Reklamowane produkty wcale nie są wyższej jakości, nie mają lepszego składu. Reklama kosztuje i gdzieś te koszty muszą się zwrócić. Wysoka cena nie oznacza wysokiej jakości!!!!
Czytajmy etykiety, sprawdzajmy skład, miejsce produkcji. To nam pozwoli na wybór, a nie mechanicznie, zaprogramowane odruchy. 

Bądźmy ludźmi wolnymi!!!!



wtorek, 12 listopada 2013

Domowy majonez w 2 minuty!


Ostatnio moja mama, nauczyła mnie robić domowy majonez. Polecam, robi się go szybko, jest niedrogi i smaczny. Taki majonez na pewno nie zawiera konserwantów, dziwnych dodatków, jest tańszy od sklepowego. Jest też opcją gdy nam nagle zabraknie majonezu, a goście siedzą już przy stole ;)

Potrzebujemy:
  • 1 szklankę oleju lub oliwy
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczką cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • solidna łyżka musztardy
  • 1 łyżeczka octu
Jajka dokładnie myjemy i zanurzamy we wrzątku na około 5 sekund. Wbijamy jajka do naczynia (ja użyłam słoika od razu w nim został majonez, pamiętajmy by otwór był na tyle duży by wszedł nam blender), wlewamy olej i dokładamy resztę składników. Wkładamy blender do dna i zaczynami miksować, składniki zaczynają się mieszać, pomalutku możemy unieść blender z dna i połączyć wszystkie składniki. Miksujemy tak długo, aż powstanie kremowy majonez. Możemy dodać dowolne dodatki pieprz, paprykę, więcej lub mniej soli, cukru. Możemy dodać chrzan i mamy krem chrzanowy. Wszystko zależy od naszej wyobraźni. Oczywiście taki majonez przechowujemy w lodówce i nie ma on trwałości miesiąc lub dłużej, bo nie zawiera konserwantów. 

piątek, 8 listopada 2013

Kurczk w sosie z ziołami


Wczoraj na obiad zrobiłam kurczaka w sosie. Miałam pod ręką udka, nie miałam czasu na zapiekanie udek, chodziło mi o przygotowanie obiadu wcześniej a potem ogrzanie. Szybko wymyśliłam co z tym zrobić dalej. 


Użyłam:
  • 10 udek 
  • 2 cebule
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 1/2 łyżeczki tymianku
  • 1 łyżeczka lubczyku
  • pieprz czarny, sól
  • 1 liść laurowy
  • 3 ziarnka/owoce jałowca
  • 2 łyżki mąki (ja użyłam kukurydzianej)
Kurczaka obsmażyłam na rozgrzanym tłuszczu z obydwu stron, na złoty kolor. W garnku ułożyłam obsmażonego kurczaka przekładając przyprawami. Odlałam tłuszcz wysmażony z kurczaka (podobno wszystkie "ulepszacze" do mięsa wytapiają się podczas smażenia). Rozgrzałam kolejny tłuszcz na patelni i podsmażyłam cebulę pokrojoną w ćwierć plasterki, pod koniec smażenia dodałam posiekany czosnek. Ułożyłam na kurczaku. Całość zalałam ciepłą wodą tak by kurczak był ledwie przykryty. Gotowałam, aż kurczak był miękkie, doprawiłam do smaku pieprzem i solą. Na koniec rozrobiłam 2 łyżki mąki w wodzie i zagęściłam sos. Podałam z gotowanymi w wodzie ziemniakami i piklami ogórkowymi (mam własne w lecie robione). Kurczak był miękki i soczysty. 

czwartek, 7 listopada 2013

Tanio, nie znaczy niezdrowo


Piszę o oszczędnym życiu na moim blogu, wiele osób czyta, piszecie, że udaje się zmniejszyć kwoty na jedzenie. A może jeszcze spróbujcie zrobić pewien eksperyment. Przed podejściem do kasy obejrzyjcie co macie w wózku/koszyku i wyjmijcie z niego wszystko co jest słodkie - ciastka, batony, słodkie płatki śniadaniowe, cukierki, żelki itd. Następnie wyjmijcie z niego oszukane wędliny (40% mięsa itp), dziwne pasztety - w puszkach, słoikach, foliowane. Wyrzućcie z niego białe pieczywo, słodkie jogurty, słodkie serki. Napoje gazowane i słodzone soki też wystawiamy. Ile Wam zostało?? Nie za wiele? U mnie od lat tego nie ma w koszyku. Pomyślicie to co jeść? Możne stosować inne produkty w to miejsce. 

Ciastka, batony, cukierki itp - domowe ciasto/ciastka, owoce suszone, orzechy, pestki, domowe batony musli. Odstępstwem może być gorzka czekolada, która możemy włożyć do koszyka najlepiej taką z 70% zawartości kakao. 

Słodkie płatki śniadaniowe - musli, płatki kukurydziane można osłodzić łyżeczką miodu, kasza jaglana, błyskawiczne płatki ryżowe.

Wędliny oszukane z niską zawartością mięsa - pieczeń domowa na różne sposoby 

Pasztety w słoikach, puszkach itd. - domowe pasty, pasztet w słoikach domowy, pasztet pieczony domowy

Białe pieczywo (ani to zdrowe, ani pożywne) - ciemne pieczywo dobrej jakości (sprawdzajcie skład) dużo mniej go zjemy, domowe pieczywo

Słodkie jogurty, serki - polecam kupować jogurty naturalne i doprawiać do smaku: owocami, tartą czekoladą, miodem, suszonymi owocami, pestkami, orzechami

Napoje gazowane, soki słodzone, nektary - soki 100% (ja rozcieńczam wodą), herbatki owocowe (do parzenia oczywiście), kompoty domowe (zapomniane, a tak smaczne), woda niegazowana (można przegotować wodę z kranu i trzymać w dzbanku, dodatkowo rzucić kilka plasterków cytryny)

W rezultacie wyjdzie dużo taniej i zdrowiej. Prosty przykład - kilogram szynki to koszt około 20 - 25 zł (no można kupić już za 17 zł, ale tam niewiele mięsa jest), koszt surowej szynki to kwota około 15-17 zł. Napoje gazowane kosztują różnie ale tak przeciętnie smakowa woda to 2 zł, koszt połowy cytryny + przegotowanie wody i woda z kranu (sami policzcie :)). Ciasto z e sklepu cena za kilogram to około 17 - 20 zł, domowego zależy od rodzaju ale połowa niżej (liczyłam razem ze  użyciem prądu). Naprawdę tanie jedzenie nie musi być złej jakości. Owoce, warzywa nie zbyt ładne kupowane od pani z działki są dużo zdrowsze i tańsze od marketowych. Wcale nie musimy kupować cytrusów wystarczy jeść kapustę i ogórki kiszone, są to produkty krajowe i dużo zdrowsze dla naszego organizmu, a cena też nieporównywalna. Podobno wystarczy dziennie jadać 100 g kapusty kiszonej by zaspokoić zapotrzebowanie na witaminę C, koszt 100 g kapusty to około 0,40 zł, a ile musimy zjeść cytrusów by dostać taką dawkę witaminy C??

To takie moje przemyślenia po latach oszczędnego życia.

Ostatnio mąż przechodził koło budki z kebabem i mówi - ale zapach może bym zjadł, na co ja - a wiesz ile to mięso się tam kręci? Przystanął i przyjrzał się, odwraca się i mówi - słuchaj tam nie widać mięsa tylko jakaś jak by mieloną masę. Weszłam do najbliższego sklepu mięsnego kupiłam 1/2 kg piersi z kurczaka (8 zł), wróciliśmy do domu pocięłam drobno, wymieszałam z przyprawami i oliwą, przesmażyłam do tego zrobiłam frytki (2 kg ziemniaków 3 zł), sos czosnkowy (jogurt 1 zł). Cała rodzina sobie pojadła, wydałam na produkty około 12 zł plus energia do przygotowania. Czy zjedli byśmy za ta kwotę posiłek tej jakości?? Nawet gdy bym kupiła kilogram filetów za 16 zł, to koszt wyszedł by 20 zł dla rodziny. Jeśli do tego zestawu dołożymy surówkę np. z kapusty to koszt zrobionej w domu wyjdzie około 3 zł. 



wtorek, 5 listopada 2013

Placki z gotowanych ziemniaków - nie wyrzucamy jedzenia


Bywa, że z obiadu zostaną nam ugotowane ziemniaki. Oczywiście możemy zrobić z nich kopytka, śląskie, knedle dołożyć do leniwych. Ale możemy też zrobić szybkie placki. Placki takie można zrobić w wersji na słono lub na słodko. 


  • 1/2 kg ziemniaków gotowanych
  • 1 jajko
  • 5 łyżek mąki pszennej lub ryżowej 
  • łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • tłuszcz do smażenia
To wystarczy do wersji podstawowej.
Możemy dodać starty żółty ser, zioła, przyprawy, czosnek starty....

Ugotowane ziemniaki rozgniatam tłuczkiem do ziemniaków. Do rozgniecionych ziemniaków wbijam jajko, wsypuję mąkę ziemniaczaną i mąkę pszenną, sól, zioła (opcjonalnie ser lub tarty czosnek) - wyrabiam na jednolitą masę. Formuję placki o grubości podobnej plackom ziemniaczanym i smażę na rozgrzanym tłuszczu z dwóch stron na złotobrązowy kolor. Podaję z sosem czosnkowym, pomidorowym lub zwykłym jogurtem naturalnym. Jeśli zrobimy wersję bez ziół i sera, możemy polać np. miodem lub posmarować dżemem. 

poniedziałek, 4 listopada 2013

Domowa kapusta kiszona


W zeszłym roku postanowiliśmy zacząć samodzielnie kisić kapustę w domu. Jeden powód to była moja alergia na konserwant. Drugi powód to fakt, że większość kapust kiszonych w handlu to kapusty zakwaszane, a nie kiszone, ona ma taki octowy zapach niestety. Kolejny argument to fakt ekonomiczny. Obecnie widziałam w sprzedaży kapustę kiszoną w cenie 3-4 zł za kilogram. My zakupiliśmy kapustę w cenie 1,5 zł za kg i dodaliśmy do niej sól. Więc koszt dużo mniejszy, a do tego świadomość tego co jemy, no i dostępność - zawsze mam pod ręką kapustę kiszoną. My zakisiliśmy w tym roku 40 kg kapusty, zakupiliśmy już poszatkowaną i już się nią zajadamy :) 


Do ukiszenia kapusty potrzebujemy:
  • kapustę 
  • sól (15 g na kilogram kapusty)
  • pojemnik do kiszenia
Jeśli kupimy kapustę w główce, to musimy ją posiekać drobno, następnie w misce mieszamy kapustę z solą i mocno ugniatamy w naczyniu. My robiliśmy duże ilości, ale moi rodzice np. kiszą w wiadrze 10 l. Ugniatają w nim mocno kapustę, a następnie na około 3 dni przyciskają talerzem obciążanym słoikiem z wodą (u rodziców to akurat słoik z ogórkami kiszonymi :)) Po około 3 dniach, zdejmujemy obciążenie, przekuwamy kapustę by odgazowała i możemy odstawić w chłodne miejsce lub kisić dalej jeszcze przez około 3-4 dni, następnie przełożyć do słoików i pasteryzować około 15 minut, ale taka kapusta niestety utraci trochę właściwości probiotycznych. Możemy też przełożyć do słoików i przechowywać w lodówce, zwłaszcza w chwili gdy przygotujemy 2-3 kg kapusty. Naprawdę polecam samodzielne kiszenie kapusty w domu!! Możemy do kapusty dodać starta marchewkę, ale u nas z racji alergii syna nie dodajemy nic po za solą. 

czwartek, 31 października 2013

Tania zapiekanka ziemniaczana


Jesień to sezon ziemniaczany. Ostatnio oglądałam przy prasowaniu jakiś program gdzie bardzo wychwalono to warzywo. Zerknęłam do mojej książki "Warzywa w kuchni" wydanie z 1989 roku. Okazuje się, że te ziemniak ma się całkiem nieźle jeśli chodzi o wartości odżywcze. 

W 100 g ziemniaków mamy około: 2,5 g białka, 1,0 g błonnika, 500 mg potasu, 30 mg magnezu, 15 mg wapnia, 1 mg żelaza, 0,17 mg miedzi, 0,4 mg cynku, 0,18 mg witaminy B1, 0,11 witaminy B2, 2 mg witaminy B3, 0,7 mg witaminy B5, 0,23 mg witaminy B6. Ziemniak jest niskokaloryczny prawie nie zwiera tluszczu (około 0,2 g na 100 g ziemniaków), dostarcza 77 kcal w 100g. A największą niespodzianką jest, że ziemniaki zawierają sporo witaminy C, aż 30 mg w 100 g!!!!! Więc jeśli tylko możemy sobie pozwolić na zakup ziemniaków jedzmy je często. 
My pod koniec zimy niestety rezygnujemy z ziemniaków bo ich cena jest dość wysoka wtedy, więc zastępujemy je kaszą, ryżem i makaronem. Ale generalnie bardzo lubimy ziemniaki. 




Do przygotowania zapiekanki potrzebujemy:
  • 1,5 kg ziemniaków
  • 300 g sera żółtego
  • 2 szklanki jogurtu/śmietany
  • 2 jajka
  • 2 łyżki natki pietruszki (opcjonalnie, choć warto bo zdrowo)
  • 1 łyżeczka curry
  • sól, pieprz
  • margaryna do wysmarowania naczynia żaroodpornego
  • bułka tarta/kasza kukurydziana do wysypania naczynia

Ziemniaki obieramy, kroimy w plasterki i gotujemy około 5 minut w osolonej wodzie, następnie odcedzamy. Ser ścieramy na tartce. Naczynie do zapiekania smarujemy margaryną i wysypujemy bułką tartą/kaszą kukurydzianą. Ziemniaki układamy w naczyniu przesypując serem (trochę zostawiamy)  i przyprawami (curry i pieprz). Jogurt/śmietanę mieszamy z jajkami i resztą sera, zalewamy ziemniaki. Zapiekankę pieczemy około 25 minut w temperaturze 200 stopni. Przed podaniem posypujemy natką pietruszki. 







środa, 30 października 2013

Jadłospis obiadowy na tydzień


Często prosicie o jadłospisy. Przyznam, że ostatnio wzbudzały one najwięcej skrajnych emocji i mam duże obiekcje przed publikacją kolejnego. Ale widzę, że one są Wam przydatne, więc "niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba". 


Poniedziałek 
Pomidorowa
Pulpety w sosie koperkowym, kasza gryczana, ogórek kiszony

Wtorek
Pomidorowa
Jajko sadzone, ziemniaki z koperkiem, marchewka  gotowana

Środa
Krupnik
Ryba panierowana, ziemniaki, surówka z kapusty kiszonej

Czwartek 
Krupnik
Kurczak w pomidorach, ryż, surówka z kapusty 

Piątek 
Ogórkowa
Zapiekanka z ryżu i jabłek

Sobota
Ogórkowa
Pizza domowa

Niedziela
Kapuśniak z białej kapusty
Kotlety mielone, ziemniaki, buraki zasmażane

Lista zakupów:
  • 2 kg ryżu
  • kg kaszy gryczanej
  • 2 koncentraty pomidorowe
  • 2 jogurty naturalne
  • kg mięsa mielonego (ja kupuję łopatkę i mielę sama)
  • kg ogórków kiszonych
  • pęczek koperku
  • 10 jajek
  • 6 kg ziemniaków
  • 0,5 kg marchwi
  • 0,5 kg kaszy jaglanej na krupnik
  • 6 cebul
  • 0,7 kg ryby 
  • włoszczyzna
  • główka kapusty białej
  • mała paczka rodzynek 
  • 1,5 kg jabłek
  • 0,5 kg kurczaka
  • 0,5 kg kapusty kiszonej
  • paczka drożdży
  • 250 g wędliny do pizzy
  • 300 g sera żółtego
  • kg mąki
  • 0,5 kg papryki czerwonej do pizzy (ja używam konserwowej, którą zapakowałam do słoików latem)
  • 0,5 kg buraków
Cen nie podaję, mieszkamy w różnych miejscach i kupujemy w różnych sklepach. Ja np. mięso kupuję w ubojni, warzywa hurtowo od rolników, jogurty robię sama, koperek mam własny zamrożony, posiadam już własną kapustę kiszoną oraz włoszczyznę z ogródka. wędliny produkuję sama z mięsa zakupionego w ubojni, ser żółty kupuje hurtowo i mrożę. Kaszę i ryż również kupuję w hurtowni w workach pięcio  kilogramowych. Więc moja kwota wyjdzie zupełnie inna. 

wtorek, 29 października 2013

Kurczak w aromatycznym, pomidorowym sosie


Bardzo lubimy kurczaka w różnych sosach - czosnkowym, curry oraz w pomidorowym. 

Do przygotowania tego dania dla 4-5 osób potrzebujemy:
  • 1/2 kg kurczaka - najlepiej filety, ale skrzydełka i inne małe części też się nadają, nie adają się ćwiartki, bo za długo musiały by się gotować
  • przecier pomidorowy
  • 2 cebule
  • łyżeczka curry
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1/3 łyżeczki chili
  • 3 ząbki czosnku
  • olej/oliwa
  • sól do smaku
  • szklanka wody

Sos: mieszamy ze sobą - przecier pomidorowy, starty czosnek, imbir, cynamon, curry, chili i woda. Odstawiamy sos. Na patelni rozgrzewamy olej i podsmażamy lekko cebulę pokrojoną w kostkę, dokładamy kurczaka (jeśli są to filety to pokrojone w kostkę). Obsmażamy na złoto, dolewamy sos i dusimy na małym ogniu około 30 min, doprawiamy solą do smaku. Ja podaję z ryżem. 


poniedziałek, 28 października 2013

Sezon na dynię - racuszki/placuszki z dyni (również bezglutenowe)


Dostałam od rodziców dwie okazałe dynie, leżały sobie spokojnie, ale nadszedł czas dyniowego szaleństwa :)
Dynia to bardzo zdrowe warzywo  jest niskokaloryczna, bogate w B-karoten ma dużo potasu, fosforu  i witamin z grupy B, zwłaszcza witaminy B2,  jest zupełnie pozbawiona sodu. Dynia pomaga w odchudzaniu i leczeniu nadciśnienia. Działa odkwaszająco na organizm, wzmacnia układ odpornościowy. I co ważne, nawet po ugotowaniu nie traci cennych właściwości. 
Najwięcej witamin i minerałów jest oczywiście w pestkach dyni. Zawierają magnez, fosfor, mangan i cynku Cynk ma dobroczynny wpływ na cerę – wzmacnia ją, rozjaśnia i wygładza, przyśpiesza gojenie ran. Pestki dyni są też bogate w witaminę B3, niezbędną do prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego. Zatem dynię jeść warto :) 
Dynię można przechowywać do 6 miesięcy w temperaturze 10-15 stopni C, w ciemnym i przewiewnym miejscu. Dynię należy trzymać z dala od bezpośredniego źródła światła i bardzo wysokich lub też bardzo niskich temperatur. Nie należy jej przechowywać w lodówce, chyba, że jest już przekrojona. W tym przypadku kawałki dyni powinny być owinięte folią spożywczą. W ten sposób można przechowywać dynię w lodówce do 5 dni. Miąższ dyni może być również zamrażany w kawałkach lub startą, będzie pod ręką w zimie. 

Dziś chcę Wam zaproponować racuszki/placuszki z dyni. 

Potrzebujemy:
  • szklankę mleka
  • 2 jaka
  • łyżkę oleju/oliwy
  • 2-3 łyżki mąki (w wersji bezglutenowej 3 łyżki mąki ryżowej)
  • 250 g dyni
  • szczyptę soli
  • tłuszcz do smażenia
Ilość składników możemy oczywiście dowolnie zwielokrotnić, ja mam taki przepis podstawowy na 2-3 osoby maks. 
Dynię ścieramy na tartce warzywnej. Z mąki, mleka, oleju i żółtek przygotowujemy ciasto, przyprawiamy solą. Utartą dynię łączymy z ciastem, na końcu dodajemy ubite na sztywną pianę białka. Ciasto nakładamy łyżką na rozgrzany tłuszcz, formując nie za grube placuszki i smażymy z obydwu stron na rumiano. Możemy podawać je polane śmietaną, miodem lub wytrawnie z sosem czosnkowym. 


niedziela, 27 października 2013

Dodawanie komentarzy


Z racji atakowanie mojej osoby przez anonimy niemiłymi, obraźliwymi, a nawet niecenzuralnymi komentarzami, jestem zmuszona zrobić ograniczenie i zezwolić na dodawanie komentarzy tylko przez osoby z kontem Google. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, ale nie zakładałam bloga w celu możliwości wyżycia się anonimowych trolli (podkreślam liczbę mnogą), ale w celu pomocy innym.  Osoby atakujące mnie i krytykujące chyba nie do końca rozumie idę tego miejsca. Mam wrażenie, że są to osoby które nigdy nie musiały przeżyć wraz z rodziną za skrajnie niskie kwoty. W moim życiu bywały chwile gdy jadłam chleb "smarowany nożem" i tylko na tyle mi starczało. Chciałam się podzielić moją wiedzą zdobytą przez lata. Często trafiam na blogi o oszczędzaniu które w jakimś momencie "umarły" dziś chyba rozumiem czemu, może tak jak ja prowadzący blog był atakowany przez osoby nigdy nie żyjące na krawędzi, może nie chciały znosić takiej krytyki. Nie tworzyłam tego bloga w celach zarobkowych. Więc straszenie mnie wystawieniem niepochlebnej opinii (jeszcze nie wiem gdzie, bo nie biorę udziału w rankingach, konkursach itd), chyba nie ma sensu, bo co ma zrobić ta opinia - że wszyscy przestaną czytać? W sumie liczba wejść przekroczyła moje wyobrażenia, DZIĘKUJE!  Już kiedyś pisałam, że zakładałam ten blog by dać nadzieję choć by jednej osobie która znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji życiowej. 
Ktoś napisał mi, że jeśli coś publikuję w internecie, to muszę liczyć się, że spotkam się krytyką i z podniesioną głową ją znosić. Ale w sumie dlaczego?? Czy wychodząc na ulicę liczymy się z tym, że ktoś nam powie za chwilę, że mamy niemodne buty, że krzywo idziemy, że wysławiamy się nie tak jak by chcieli inni?? Jasne, że nie bo tam trzeba by się zebrać na odwagę i osobiście to zrobić. Czy zapraszając kogoś do siebie do domu musimy znosić jego niegrzeczne zachowanie? Mój blog jest częścią mnie, pojawiają się tu moje osobiste przemyślenia, przeżycia. Pokazuję Wam tu cząstkę siebie, swojej rodziny. Nie rozumiem w sumie ludzi którzy systematycznie czytaj mój blog, a potem piszą, że jestem niewiarygodną oszustką, że piszę same kłamstwa, to po co czytają? W internecie jest mnóstwo podobnych do mojego blogów, forów można znaleźć przyjazne dla siebie miejsce. Ja osobiście jak trafiam na bloga który mnie drażni, nie podoba mi się to więcej go nie czytam. O co więc tym anonimom chodzi, o poczucie wyższości, uważają się za wszystko wiedzących, to załóż swojego bloga proszę bardzo, wolność jest każdy może!!  Nie ma sensu dalsze moje filozofowanie i tak nie zrozumiem pobudek tych ataków mogę tylko się domyślać, ale to nie ma najmniejszego sensu. 

Zatem od dziś komentarze mogą dodawać osoby tylko z kontem Google, zaś wszystkich, którzy go nie mają, zapraszam do pisania na mój adres dostępny w moim profilu. Ale jedna prośba - niech to nie będą bezsensowne ataki i spam. 



sobota, 26 października 2013

Zupa pieczarkowa


Obiecałam, więc podaję przepis na zupę pieczarkową która lubią moi domownicy.
Generalnie większość za pieczarkami nie przepada, ale tą zupę lubią. 


Potrzebujemy:
  • 1/2 kg pieczarek świeżych
  • 2 cebule
  • 8 - 10 ziemniaków
  • jogurt naturalny
  • tłuszcz (ja używam masła klarowanego) - masło, smalec, olej, oliwa dowolnie co mamy pod ręką lub co lubimy bardziej
  • sól, pieprz do smaku 
  • tymianek około 1/2 łyżeczki
  • łyżeczka lubczyku
  • włoszczyzna (opcjonalnie), my lubimy z samą marchewką, ale niestety syn jest uczulony i nie dokładam jej do zup.
Ścieram pieczarki na warzywnej tartce, cebulę siekam w drobną kostkę. Na rozgrzany w garnku  tłuszcz wrzucam cebulę i lekko ją podduszam, następnie dorzucam pieczarki i duszę wszystko chwilę pod przykryciem, następnie odkrywam i odparowuję wodę. Gdy już woda odparuje zalewam wrzątkiem w ilości około 3 litrów i dokładam ziemniaki obrane i pokrojone w kostkę (w wersji z włoszczyzną, dorzucamy ją startą na warzywnej tartce) oraz przyprawy. Gotuję, aż ziemniaki są miękkie, doprawiam do smaku i zaprawiam jogurtem (można dodać 1-2 łyżki mąki). A na koniec to już zależy od gustu, można całość zmiksować blenderem (ja tak robię) lub konsumować w formie z ziemniaczkami w kawałkach. Do zupy miksowanej przygotowuję grzanki - pieczywo pszenne, pokrojone w drobną kostkę obsuszam na suchej patelni bez dodatku tłuszczu (trzeba często potrząsać by nie "paliły" się), pod koniec dorzucam na patelnię ząbek czosnku by grzanki były aromatyczne. Posypuję takimi grzankami pieczarkową, zupę krem. 


piątek, 25 października 2013

Warzywa gotowane czy surowe?


Ostatnie badania naukawe dowiodły, że niektóre warzywa takie jak marchew, pomidor i brokuły po ugotowaniu mają więcej przyswajalnych, korzystnych dla zdrowia właściwości. Przykładem jest marchew, co prawda po ugotowaniu ma ona wysoki indeks glikemiczny, a jak wiadomo dietetycy zalecają spożywanie produktów z jak najniższy indeksem. Marchew gotowana ma go około 85, zaś surowa tylko 30. Ale obecny w marchewce beta-karoten po obróbce termicznej jest nie tylko wyższy niż w surowym warzywie, ale i lepiej przyswajany przez nasz organizm. Ich poziom po ugotowaniu jest o jedną szóstą wyższy, niż w surowym warzywie. Karoteny, szczególnie beta‑karoten (prowitamina A) korzystnie wpływają na funkcjonowanie wzroku i systemu odpornościowego. Co ciekawe w gotowanej marchewce wzrasta też trzykrotnie ilość przeciwutleniaczy. Czyli w wypadku marchewki może warto sobie odpuścić porównywanie indeksu. U nas zjada się głównie w formie gotowanej, od dziecka uwielbiałam marchewkę gotowaną i tak mi zostało do dziś. 

Podobnie sprawa surowy czy gotowany ma się do pomidorów. Po ugotowaniu stają się bogatym źródłem likopenu, związku mającego właściwości antynowotworowe i chroniące przed chorobami serca. Poza tym likopen to silny przeciwutleniacz.
Oczywiście minusem gotowania będzie to, że niszczymy witaminę C. Jednak może warto pójść na kompromis, ponieważ witamina C jest znacznie bardziej rozpowszechniona w owocach i warzywach, niż likopen. 
Myślę, że każdy ma prawo wybrać dogodną dla siebie formę zjadania warzyw. Czy powinniśmy się sugerować badaniami naukowymi?? Owszem trochę tak, ale pamiętajmy, że jedzenie nie ma być tylko po to by dostarczyć organizmowi energii, miło jest jeszcze czerpać z tego przyjemność. Wybór należy do każdego z nas!

środa, 23 października 2013

Kotlety rybne (również w wersji bezglutenowej)


Wiadomo powszechnie, że ryba droga jest i już. Ale, że rodzina rybę lubi to robię małe oszustwo. Kupuję 1/2 kg ryby (zazwyczaj mintaj mrożony z Lidla) i robię kotlety. Nie kupujemy, nie jemy pangi, tilapii i tym podobnych ryb. Niestety 1/2 kg ryby na pięć osób to naprawdę mało po rozmrożeniu. Więc trzeba zwiększyć ilość. 


Na kotlet potrzebujemy:
  • 1/2 kg ryby (u nas zazwyczaj mrożona), można użyć niezbyt atrakcyjnych ryb z amatorskich połowów 
  • 2 spore ziemniaki (mogą być resztki ugotowanych ziemniaków z obiadu)
  • 1 jajko surowe
  • 2 jajka gotowane
  • łyżka posiekanej zieleniny - koper, natka pietruszki (u nas zazwyczaj koper)
  • 1 mała cebula
  • pieprz, sól do saku
  • bułka tarta lub kasza kukurydziana (w wersji bezglutenowej) do panierowania kotletów
  • tłuszcz do smażenia
Gotujemy ziemniaki w łupinkach w osolonej wodzie, po ugotowaniu obieramy i odstawiamy do wystudzenia. W tym czasie rozmrażamy rybę (oczywiście jeśli jest mrożona), jeśli są to rybki z połowu to obieramy grubsze ości i skórę. Dwa jajka gotujemy na twardo, studzimy i obieramy. Następnie ziemniaki i rybę mielimy w maszynce do mięsa (jak są ości to mamy po problemie, nie musimy dokładnie ryby filetować:)) Cebulę siekamy w drobniutką kosteczkę. Bierzemy miskę i w niej mieszamy zmielone ziemniaki i rybę, posiekana cebulę, jedno surowe jajko, dwa ugotowane i starte na grubej tarce jajka i zieleninę, wszystko doprawiamy do smaku (jeśli masa jest za rzadka to możemy dodać e dwie łyżki bułki tartej lub kaszy kukurydzianej). Z masy formujemy kotlety i panierujemy w bułce tartej. Smażymy na rozgrzanym tłuszczu na złoty kolor z obydwu stron. Życzę smacznego :) 

wtorek, 22 października 2013

Jadłospis obiadowy na tydzień dla rodziny


A oto kolejny jadłospis naszej rodziny, na cały tydzień. Jadłospis uwzględnia nasze możliwości finansowe, preferencje smakowe i dietetyczne. Nie jest propozycją stworzoną przez dietetyka, nie zawiera wyliczonych norm kalorycznych oraz białek, węglowodanów, tłuszczy i witamin. Jest propozycją na obiady dla rodziny. 


Poniedziałek 
Zupa ogórkowa
Kotlety rybne, ziemniaki, surówka z kiszonego ogórka

Wtorek 
Zupa ogórkowa
Zapiekanka ziemniaczana

Środa 
Krupnik z ziemniakami
Jajko sadzone, ziemniaki, gotowana marchewka (syn sałatka z pomidora)

Czwartek 
Krupnik z ziemniakami
Pulpety w sosie koperkowym, kasza gryczana, ogórek kiszony

Piątek 
Barszcz czerwony z ziemniakami
Placki ziemniaczane na słodko

Sobota
Barszcz czerwony z ziemniakami
Pizza domowa

Niedziela
Zupa kalafiorowa
Schab panierowany, ziemniaki, buraki zasmażane

Mam nadzieję, że ktoś znajdzie w nim coś dla siebie :) 

niedziela, 20 października 2013

Udka, skrzydełka, ćwiartki, pałki i co tam mamy z kurczaka pieczone w piecyku.


Moje dzieci uwielbiają kurczaka z chrupiąca skórką pieczonego w piecyku. Kupuję tą część do pieczenia która jest w danym momencie w promocji :) 

Myję kurczaka i przygotowuję marynatę. 

  • 1/2 kg kurczaka
  • 2 łyżki miodu (jak nie mam miodu to zamieniam na łyżkę cukru)
  • 2 łyżki keczupu
  • 2 łyżki oleju
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/3 łyżeczki ostrej papryki
  • 1 łyżeczka przyprawy curry
Mieszam wszystkie składniki razem w dużej misce, następnie wrzucam części kurczaka i dokładnie mieszam, tak by cały kurczak był pokryty zalewą. Odstawiam kurczaka do lodówki najmniej na godzinę, a najlepiej na noc. Piecyk rozgrzewam do temperatury 180 stopni i piekę kurczaka na kratce grillowej (piekarnik mam z grillem, więc piekę z użyciem tej funkcji), około godziny, jak są to skrzydełka to 45 minut, a jeśli ćwiartki to do około 1,5 godziny. W czasie pieczenia co około 20 minut podlewam kurczaka tym co z niego spłynie/wytopi się. 

czwartek, 17 października 2013

Kapuśniak z białej kapusty


Tą zupę lubię jednak odrobinę tłustą jeść, choć jak nie ma funduszy to gotuję bez mięsa, jak to mawiają "krawiec, kraje jak mu........" 

Jak mam kostki po rozbiorze półtuszy to gotuję na tych kostkach, czasem na porcji rosołowej, a czasem tylko na przesmażonej cebuli na tłuszczu jaki akurat mam pod ręką. 

Do zupy potrzebujemy:
  • białą kapustę (u nas zazwyczaj 1/2 główki, druga część użyta jest na surówkę)
  • 8 ziemniaków
  • cebula 
  • mięso (opcjonalnie i rodzaj dowolny)
  • tłuszcz do smażenia
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • liść laurowy
  • łyżeczka lubczyki suszonego
  • sól, pieprz do smaku
Jeśli zupa jest gotowana na mięsie to najpierw zagotowuję mięso, następnie dorzucam poszatkowaną drobno kapustę (oczywiście bez tak zwanego głąba). Dorzucam, ziele, liść laurowy, lubczyk. Następnie podsmażam na  tłuszczu cebulę posiekaną w kostkę, wrzucam do zupy i gotuję, aż kapusta jest miękka, doprawiam solą i pieprzem. Potem dorzucamy ziemniaki obrane i pokrojone w kostkę i gotuję wszystko razem, aż ziemniaki są miękkie. Można oczywiście zupę zagęścić zasmażką, ale ja tego nie robię, bo zupa sama w sobie jest dość gęsta. 

wtorek, 15 października 2013

Chleb bez mąki i drożdży


Mąż przyniósł od znajomych bochenek chleba. Chleb był upieczony bez mąki i drożdży, bardzo mnie to zaciekawiło więc postanowiłam upiec taki sama. Przeszukałam internet i trafiłam tam na kilka różnych przepisów, odrobinę zmodyfikowałam go i powstał mój chleb bez mąki :) Może go również jeść syn będący na diecie bezpszennnej. 


  • 1,5 szklanki płatków owsianych
  • szklanka łuskanego słonecznika
  • 3/4 szklanki siemienia lnianego
  • 1/2 szklanki pestek dyni
  • 10 czubatych łyżek mielonego siemienia lnianego
  • łyżeczka soli
  • łyżka miodu
  • 5 łyżek oleju
  • 1,5 szklanki ciepłej wody
Składniki suche wymieszać razem w misce. Wodę, olej, miód zmieszać w drugiej, następnie połączyć składniki mokre z suchymi. Masę przełożyć do keksówki, zawinąć folią i odstawić na 2 godziny. Po tym czasie odwijamy folię i pieczemy przez godzinę w temperaturze 180-190 stopni. Po upieczeniu jak popukamy w chleb powinien wydawać odgłos jak byśmy pukali w pudełko. Ja wyłożyłam foremkę papierem, więc ostrożnie wyjęłam chleb zaraz po upieczeniu, w innym wypadku polecam poczekać, aż przestygnie i dopiero wyjąć. Kroimy już zupełnie ostudzony. Przechowuję go w lodówce, zawinięty w ściereczkę. Do chleba można dodać suszone śliwki, żurawinę, rodzynki, zamiast dyni migdały lub orzechy. 

poniedziałek, 14 października 2013

Jadłospis tygodniowy - śniadania i obiady

Kolejny nasz jadłospis rodzinny. Dawno nie wstawiałam jadłospisów, zastanawiałam się czy nie za często to robię, ale widzę, że czekacie na nie. :)
 


Jadłospis jest napisany dla naszej rodziny i uwzględnia nasze gusta, alergie i finanse. 


Poniedziałek 
I śniadanie: kasza kukurydziana na mleku
II śniadanie: kanapka z pasztetem i pomidorem, sok pomarańczowy
Pomidorowa 
Zapiekanka ziemniaczana 

Wtorek 
I śniadanie: jajecznica ze szczypiorkiem, pieczywo z masłem, herbata owocowa
II śniadanie: reszt zapiekanki z dnia poprzedniego, sok z aronii
Pomidorowa
Naleśniki z białym serem (możemy zrobić na słodko lub słono)

Środa 
I śniadanie: ryż z mlekiem, rodzynkami i cynamonem
II śniadanie: kanapka z żółtym serem i papryką, herbata owocowa
Kapuśniak z białej kapusty z ziemniakami
Ziemniaki, kotlety mielone, surówka z kapusty 

Czwartek 
I śniadanie: kanapka z białym serem i pomidorem, herbata czarna
II śniadanie: budyń czekoladowy
Kapuśniak z białej kapusty z ziemniakami
Ziemniaki, jajko sadzone, sałatka z pomidorów

Piątek 
I śniadanie: omlet z dżemem, kakao
II śniadanie: kanapka z szynką domową, ogórkiem kiszonym, herbata owocowa
Barszcz czerwony z ziemniakami
Karczek w sosie, ziemniaki, buraki zasmażane 

Sobota 
I śniadanie: owsianka na mleku
II śniadanie: ciasto drożdżowe ze śliwkami, kawa zbożowa z mlekiem
Barszcz czerwony z ziemniakami
Domowa pizza 

Niedziela 
I śniadanie: bułki domowe z masłem i miodem, kakao
II śniadanie: resztki pizzy z dnia poprzedniego, sok pomarańczowy
Ogórkowa z ziemniakami
Udka kurczaka pieczone, sałatka z pomidorów, frytki

środa, 9 października 2013

Budyń jaglany z jabłkiem


Na prośbę jednej z czytelniczek podaję przepis na mój budyń jaglany. Jest to proste, zdrowe i tanie danie. 


Potrzebujemy na 2-3 porcje:
  • 1/2 szklanki kaszy jaglanej
  • 2 szklanki mleka
  • 2 jabłka
  • cynamon (według uznania)
  • cukier do smaku
Robię go na dwa sposoby - gotuję kaszę na wodzie wieczorem (1/2 szklanki kaszy + 1 i 1/2 szklanki wody) , a drugi dzień rano mieszam kaszę z dwoma szklankami mleka, ścieram do tego jabłko, dokładam cynamon i wszystko razem zagotowuję, następnie miksuję blenderem, doprawiam cukrem do smaku. 

Drugi sposób - zagotowuję 2 szklanki mleka, na wrzące mleko wsypuję kaszę i gotuję do miękkości, często mieszając, pod koniec gotowania dokładam jabłka starte i cynamon. Następnie wszystko miksuję blenderem i doprawiam do smaku. 

Kasze jaglaną trzeba koniecznie wypłukać, a najlepiej sparzyć wrzątkiem na sicie. Dzięki temu traci ona goryczkę. 

Oczywiście można zrobić wersję bez mleczną lub na mleku roślinnym. 

wtorek, 8 października 2013

Tanie śniadania na tydzień


Staram się by nasze śniadania były pożywne, za zwyczaj jemy ciepłe pierwsze śniadania. Nie  sięgam po parówki, serdelki, gotowe kaszki itp dziwne specjały. Jeśli chodzi o płatki śniadaniowe to ulegam czasem (jedna paczka w miesiącu) i kupuję dzieciom czekoladowe płatki w Lidlu. W naszym śniadaniowym menu królują zupy mleczne i jaja. 
Zupy mleczne to: owsianka, lane kluski na mleku, budyń jaglany, kasza kukurydziana, płatki ryżowe, ryż z mlekiem i jabłkami. 
Dania jajeczne to: omlety na różne sposoby oraz jajecznice z rożnymi dodatkami. 
Planując drugie śniadania kieruję się pozostałościami w lodówce, najczęściej są to kanapki, jakieś owoce, jogurt z owocami, ciasto domowe. 
Wystarczy tylko dostosować to wszystko do naszych zasobów w lodówce np. został nam z niedzieli ryż, to w poniedziałek możemy zagotować ryż z mlekiem, dodać cynamon, rodzynki i wszystko razem zmielić blenderem, we wtorek możemy zrobić omlet z resztkami wędliny z lodówki, zaś w środę płatki owsiane, w czwartek jajecznicę ze szczypiorkiem, a w piątek budyń jaglany z jabłkami, w sobotę biszkoptowe omlety z dżemem, w niedzielę często mamy na śniadanie domowe bułki z miodem i kakao.  
Wiem, że jest wiele kontrowersyjnych opinii na temat mleka, ale wokół tak wielu produktów żywnościowych jest złych poglądów, że czasem gubię się w wiarygodności tych opinii. Dzieci uwielbiają zupy mleczne i trudno było by nam z nich zrezygnować. Najstarszemu synowi robię mleko owsiane, kupuję ryżowe lub bez laktozy. Mleko dla reszty rodziny staram się kupować tylko pasteryzowane lub od pani na rynku, ono wychodzi najtaniej bo 1,5 za litr. Kupuję więcej od razu, przegotowuję i odstawiam do lodówki, mam na następne 3 dni. 
Śniadania do pracy mąż zabiera z domu, zazwyczaj są to kanapki plus coś do podgrzania, najczęściej resztki z kolacji. Dzięki temu mąż ma w pracy ciepły lunch i nie wydaje na gotowe dania. Przed wyjściem do pracy zjada w domu jogurt z świeżo mielonym siemieniem lnianym, otrębami i rodzynkami. 

poniedziałek, 7 października 2013

Jak to było


W jakiej jesteście sytuacji finansowej? Jak bardzo macie problemy z przetrwaniem od wypłaty do wypłaty? Jak szybko kończą się Wam pieniądze po dokonaniu opłat? Czy jesteście pogrążeniu w długach, czy bez pracy od dawna i już znika nadzieja? 


Ten blog powstał w chwili gdy już nauczyliśmy się sztuki przetrwania, by dać innym nadzieję, że się da, że można, że rozpacz i bezradność nic nie da. Powstał dla osób które mają wrażenie, że jutro lepiej nie wstawać z łóżka, bo znowu listonosz przyniesie jakiś rachunek do zapłacenia, znowu trzeba nakarmić rodzinę, znowu trzeba udawać, że nad wszystkim się panuje. 

Przetrwaliśmy czas gdy brakowało na buty zimowe dla dzieci, gdy musieliśmy odmówić leczenia kota, bo brakło by nam pieniędzy na leki dla dzieci. Byliśmy przeklinani przez środowisko miłośników zwierząt, że pozbawiamy kota leczenia, specjalistycznej karmy . Trudno, ale dzieci były dla nas ważniejsze, nie wyobrażam sobie bym miała zrobić odwrotnie. 
Przetrwaliśmy czas gdy trzeba było odmówić sobie wszystkiego, gdy wyjście na lody to luksus nieosiągalny był, ba zakup nowej bielizny był luksusem.
Po drodze dopadały nas problemy zdrowotne, edukacyjne z dziećmi, dopadało nas zwątpienie. Alergie - kosztowne diety, diagnostyka, leki. Trafiałam na różne blogi z daniami dla alergików, a tam propozycje pasty z daktyli, wypieki z mąki orkiszowej, tofu i inne smakowitości, ale nie na naszą kieszeń. 
Ale dawaliśmy radę, dzieci jeździły na wycieczki szkolne, miały wszystko co potrzebne do szkoły, nigdzie nie zalegaliśmy z opłatami. 
Co osiągnęliśmy przez te lata? Nasz stan zdrowia nieźle się ustabilizował, dzieci chorują 2-3 razy do roku, mają zdrowe zęby, my również. Ja na ostatnim przeglądzie dowiedziałam się, że nic się nie dzieje, miałam 5 lat przerwy w kontrolach. Nasza rodzina z każdym działaniem oszczędnościowym co raz bardziej się jednoczyła, działaliśmy jako zespół i to nas zbliżało. Udało nam się pozbyć dwóch kredytów, nareszcie miesiąc kończy się na bilansie dodatnim. 
Oszczędnie żyć trzeba nadal, chcemy pozbyć się długów zupełnie (a jest ich jeszcze sporo) i spokojnie patrzeć w jutro. 
Bywało bardzo ciężko, człowiek zastanawiał się czy da rade "iść" dalej, wiara i nadzieja nas pchała do przodu. Jedność i miłość dawała siłę. 

Wszystkie rady opisywane na tym blogu są wynikiem naszej wspólnej pracy, nauki i planowania. Mamy nadzieję, że dzięki temu blogowi choć jedna osoba pomyśli, że da radę, że można i że wszystko się jakoś ułoży pozytywnie. 
Osoby krytykujące jakość jedzenia, ilość, chyba do końca stoją na krawędzi, jak dla mnie to rozmowa z ślepym o kolorach. No bo jak tu się licytować o ilość mięsa w tygodniu, o surówki jak bywa, że brakuje pieniędzy w ogóle na mięso, czasem i na warzywa. Jeśli mamy ten luksus, by jeść mięso codziennie, gotować na dużych ilościach mięsa zupy, kupować na co dzień warzywa i owoce (nawet w sezonie zimowym) to znaczy, że jest jeszcze całkiem dobrze. Blog ten był tworzony dla ludzi którzy nie mają dylematów ile zjem dziś mięsa, ale dla ludzi czy w tym tygodniu zjem mięso. 

My i tak mieliśmy ten luksus, że nie doszliśmy do chwili gdy jedzenie miało tylko zaspokajać głód, dawać uczucie sytości. Choć i takie chwile przeżyliśmy z mężem, ale to było dawno, dawno temu, nie mieliśmy jeszcze dzieci, byliśmy młodym małżeństwem, jedliśmy gotowe, tanie dania. Ale wtedy dowiedzieliśmy się podstawowej rzeczy - taki sposób odżywiania niszy zdrowie, chorowaliśmy często i ciężko, mieliśmy problemy z cerą, zębami, stawami mimo, że było to 20 lat temu. Tamten czas nauczył nas, że tanie, śmieciowe jedzenie nic po za sytością nam nie daje, więc teraz już nie szliśmy tą droga. 

Mam nadzieję, że po 7 latach "chudych" nadejdzie wreszcie czas "tłustych" lat, takich jakie też nam było dane przeżyć, wiele lat nie musiałam liczyć ile wydaję na zakupy. 

Pamiętajcie, że nie wolno nigdy porzucać nadziej!!!!!