niedziela, 28 lutego 2016

Szybkie gofry bezglutenowe




Szybkie gofry bezglutenowe to moja propozycja na dziś.

Dzieci ostatnio przechodząc koło budki z goframi i lodami westchnęły i przełknęły ślinę. Pomyślałam, a czemu mają odmawiać sobie tej przyjemności.
Skład gofrów z budki czy tez zakupionych gotowych w sklepie niestety dalece odbiega od ideału. Gofry są robione z koncentratu (przykładowy skład takiego koncentratu - mąka pszenna, cukier, jaja w proszku, skrobia pszenna, proszek do pieczenia (mąka pszenna, środki spulchniające: węglan i wodorowęglan sodu, difosforany - może zawierać śladowe ilości mleka), stabilizator ciasta [emulgatory: (sole sodowe, potasowe i wapniowe kwasów tłuszczowych, mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem mlekowym, mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem monoacetylo- lub diacetylowinowym, monoi diglicerydy kwasów tłuszczowych, estry kwasów tłuszczowych i glikolu propylenowego, stearoilomleczan wapnia), maltodekstryna, odtłuszczone mleko w proszku, stabilizator: difosforany], aromat, sól.)  

Ja osobiście po zapoznaniu się ze składem zupełnie już nie mam chęci na wakacyjnego gofra. Pozostanę przy opcji domowej.
Dziś zrobiłam dzieciom gofry w wersji gryczanej, niestety miały jedną wadę zrobiłam ich za mało.






Składniki:
1 i 1/2 kubka mąki gryczanej
1 kubek mleka (dowolnego, ja użyłam ryżowego domowej produkcji)
2 jajka
5 łyżek oleju
Szczypta soli
Coś na wierzch gofrów – dżem, cukier puder, owoce, miód, co mamy pod ręką i co lubimy najbardziej. U nas dziś był miód.

Mieszamy mąkę z mlekiem, jajkami, olejem i solą. Wystarczy wymieszać łyżką, ładnie się rozprowadza ciasto. Rozgrzewamy gofrownicę i nalewamy ciasto (ciasto nie rośnie, więc spokojnie wypełniamy całe miejsce w formie na gofra. Smażymy około 3 minuty.  Nie ma potrzeby smarować tłuszczem gofrownicy.  Nie wiem jak smakują na zimno, u nas zniknęły w chwilę. Z porcji wychodzi 6 gofrów. Gofry to szybka, sycąca przekąska. 

P.S do odmierzania mąki i mleka użyjcie tej samej wielkości kubka. 


wtorek, 23 lutego 2016

Tydzień finansowego detoksu




U mnie w tym tygodniu „szafkowy detoks”. W niedzielę wieczorem zrobiłam przegląd zapasów w domu i razem z mężem ułożyliśmy jadłospis z tego, co mamy.
Dla przypomnienia „szafkowy detoks” - nie kupuję przez tydzień nic do jedzenia, staram się wykorzystać maksymalnie wszystko, co posiadam. Robię przegląd zapasów i układam jadłospis. Wraz z „szafkowym detoksem” staramy się ogólnie w danym tygodniu nie wydawać pieniędzy. Żyjemy jak byśmy nie mieli ani złotówki w kieszeni.  

Już kiedyś opisywałam  "finansowy detoks"  (zapraszam do lektury) 

Jadłospis na tydzień „detoksu szafkowego”

Poniedziałek
Zupa pomidorowa z makaronem
Naleśniki z domowym dżemem

Wtorek
Krupnik z ziemniakami
Kluski śląskie okraszone cebulką z tłuszczem, buraczki ze słoika

Środa
Krupnik z ziemniakami
Ryż z warzywami (papryka marynowana, cebula, przecier pomidorowy, włoszczyzna, mięsa troszkę z obranych kości po gotowaniu krupniku)

Czwartek
Kapuśniak z kwaśnej kapusty z ziemniakami
Fasolka po bretońsku (bez mięsna)

Piątek
Kapuśniak z kwaśnej kapusty z ziemniakami
Jajko sadzone, ziemniaki, marchewka gotowana

Sobota
Szczawiowa z ziemniakami
Knedle z powidłami śliwkowymi (domowe powidła)

Niedziela
Zupa szczawiowa z ziemniakami
Golonka pieczona w piecyku, ziemniaki, bigos (mrożony, ostatnia paczka)


Chleb wypiekam sama, do kanapek mam jeszcze zamrożoną wędlinę i pasztet, paprykę marynowaną, ogórki kiszone, ogórki konserwowe. W domu jest około 3 kg jabłek, jabłka i śliwki suszone, na ciepłe śniadania możemy robić ryż z jabłkami, budyń z kaszy jaglanej, płatki owsiane, lane kluski.  Dzięki zrobionym zapasom na zimę mamy kapustę kiszoną, różne warzywa w słoikach, mrożoną włoszczyznę, ziemniaki. W czasie różnych promocji kupuję sypkie artykuły dzięki temu zawsze mam pod ręką kaszę, ryż, płatki owsiane.  Myślę, że dali byśmy rade jeszcze jeden tydzień na takim detoksie.

Polecam robienie „szafkowego detoksu”, jeśli nie w celu oszczędności to, choć by wyczyścić szafki i nie wyrzucać żywności.  Angażujcie dzieci w układanie jadłospisu, dzieci często potrafią zaskoczyć nas pomysłami. Zróbcie listę posiadanych produktów, a następnie szukajcie pomysłów dla ich wykorzystania. 

Na przyszły tydzień zaplanowałam dalszy ciąg "detoksu" i już mam kilka pomysłów na dania: ryż z jabłkami (jabłka mam w słoikach zrobione jesienią), makaron z sosem pomidorowym (przecier robiłam sama latem), zapiekanka z ziemniaków z boczkiem i cebulą, placki ziemniaczane......  Mogę zrobić dubel z fasolki po bretońsku, knedli i śląskich. 

poniedziałek, 22 lutego 2016

piątek, 19 lutego 2016

Mleko owsiane - przepis




Mleko owsiane

Nadszedł czas na inne niż ryżowe mleko, zabrałam się za mleko owsiane.  Lubimy owies, więc czemu nie. Dziś zrobiłam inną wersję niż robiłam wcześniej, uważam, że jest super. 






Składniki:
  • 1 szklanka płatków owsianych (nie błyskawicznych)
  • 4 szklanki wody
  • sól, cukier
  • cukier waniliowy (opcjonalnie)



Rano zalałam szklankę płatków dwiema szklankami przegotowanej wody.  Wieczorem zalałam płatki kolejnymi dwiema szklankami wody, ale tym razem wrzątkiem. Odstawiłam na godzinkę i zmieliłam całość blenderem. Następnie przecedziłam przez jedno sito, a następnie przez bardzo drobne. Doprawiłam do smaku sola i cukrem, nie dokładam waniliowego, bo nie bardzo lubię w mleku roślinnym, w daniach tak, ale nie w mleku. Resztki po przecedzaniu są fajne, jako przekąska, do zagęszczenia potrawy, można dodać do pasztetów, kotletów itd. Koszt takiego mleka jest naprawdę stosunkowo niski do kupnego. Z tej porcji wyszło mi około 700 ml mleka owsianego. Można je przechowywać w  lodówce około 48 godzin. 

czwartek, 18 lutego 2016

Lepiej spróbować zmian, niż.......




Dziś trafiłam na cytat, uważam, że jest on bardzo adekwatny do zmotywowania się by zacząć zmiany w swoim życiu i skończyć  gdybanie, a zacząć działanie. 



„Bez względu na to ile popełnisz błędów, 
albo jak wolno idą postępy,
 i tak jesteś przed tymi, 
którzy nie próbują wcale!"
Tom Robbins

Szkoda czasu na rozważanie czy damy radę, czy udźwigniemy zmiany. Nasz ziemski czas jest ograniczony i mniej będziemy na koniec tego czasu żałować tego, co zrobiliśmy, niż tego, czego nie zrobiliśmy.  Czasem trzeba trzasnąć jakimiś drzwiami by poczuć kontrolę i wolność. Wiem, jak ciężko opuszcza się strefę własnego komfortu, ale również wiem, że warto. Nie można całe życie myśleć "chciałbym, ale boję się..." lepiej pomyśleć "boję się, ale spróbuję”:)



wtorek, 16 lutego 2016

Mleczny odwyk...



Musiałam w końcu zrobić ten krok i jednak zrezygnować z mleka krowiego.  Córka od kilku miesięcy nie je nic, co zawiera mleko krowie, najstarszy syn od urodzenia ma nietolerancję laktozy. Mąż i ja nie mieliśmy problemów. Tak nam się wydawało, że ich nie było. Młodszy syn przeszedł ostrą skazę białkową w okresie niemowlęctwa, obecnie wydaje się, że nie reaguje na mleko i jego przetwory. My z mężem po oczyszczeniu zupełnie diety, po odejściu od pszenicy dostrzegliśmy problem z mlekiem i jego przetworami, mąż kasłał porannej kawie, dostawał plamy na twarzy, a ja na łydkach i brzuchu oraz po żółtym serze biegunka. Odstawialiśmy mleko, było lepiej wracaliśmy do mleka i nawrót problemów. Od tygodnia nie jemy zupełnie nic, co zawiera mleko krowie. Wszystko się cofa. Nie chciałam dać wiary oskarżeniom mleka krowiego, wypierałam fakt, że może mleko i jego przetwory nam szkodzić. Uwielbialiśmy sery białe, jogurty, mleko do kawy, ale z tym koniec…. Jest trudno, robię mleko roślinne sama, sklepowe nie dość, że drogie to jeszcze sporo dodatków ma, więc trzeba zrobić własne. Gdzie mogę zastępuję sokiem, wodą. Na razie pijemy kawę z masłem i mlekiem ryżowym, jest ciężko, ale nie tak jak przy odstawieniu cukru w kawie i herbacie, damy rade, to tylko mleko……. Dobrze, że na masło nie reagujemy...


Ostatnio sporo osób opowiada o swoich problemach trawiennych po spożyciu mleka i jego przetworów. Osoby które od zawsze uwielbiały mleko niestety nie może go spożywać.  Czy coś się zmieniło w sposobie karmienia krów.......? 




piątek, 12 lutego 2016

Knedle w wersji bez mąki pszennej



Knedle ze śliwkami (można zrobić je z bananami, owocami z kompotu, łyżeczką powideł lub marmolady, biały ser zmielony przyprawiony jak farsz do pierogów też będzie super czy to na słodko, czy też na słono jak do ruskich pierogów) ja zrobiłam z mrożonymi śliwkami. Po raz pierwszy zastosowałam, jako bazę ciasto jak do klusek śląskich, albo coś w okolicy. Ciasto świetnie się lepiło, nie pękały kluski w gotowaniu, od teraz tylko taka wersja będzie knedli i zrobię je częściej i chętniej.




Składniki:
1 kg ugotowanych ziemniaków (gotujemy obrane, odstawiamy do zupełnego wystygnięcia, ja gotuję wieczorem by mogły wystygnąć spokojnie)
260 g mąki ziemniaczanej
2 całe jajka
Łyżka oleju
Łyżeczka soli
Nadzienie

Ziemniaki mielimy lub dwukrotnie przeciskamy przez praskę, następnie z mąki i jajek zagniatamy jednolite ciasto (nie gnieciemy za długo, bo zrobi się kleiste i rzadkie). Następnie wstawiamy wodę na gotowanie knedli dodajemy sól i olej. Z ciasta odrywamy kawałki i robimy placuszki układamy nadzienie, zaklepiemy i odkładamy na blat podsypany mąką ziemniaczaną.  Jeśli palce nam się lepią to warto przesypać je mąką. Wrzucamy na wrzącą wodę i gotujemy około 5 minut po wypłynięciu. Jeśli kluski są duże to zalecam 6-7 minut.

 Mnie wyszło z tej porcji 18 dużych knedli, miałam duże połówki śliwek mrożonych i musiałam zrobić duże kluski.  Nie dodawałam cukru do środka, po ugotowaniu polałam roztopionym masłem i posypałam odrobina cukru. Można je polać śmietaną z cukrem waniliowym lub cynamonem. U nas z racji problemów u dwójki dzieci z nabiałem robimy wersję z masłem. 

środa, 10 lutego 2016

Jadłospis obiadowy w lutym




Jadłospis obiadowy w lutym.
Nie kupuję po za sezonem pomidorów, papryki, sałaty, ogórków itd. Wykorzystuję warzywa takie jak buraki, marchew, pietruszka, seler, por, kapusta biała, kapusta kiszona oraz mrożonki. Obecnie w naszym jadłospisie nie ma zupełnie mąki pszennej, zrezygnowaliśmy z niej całą rodziną, co wychodzi nam na zdrowie, efekty są widoczne u wszystkich członków rodziny. Jemy oczywiście mąki takie jak żytnia, orkiszowa, gryczana, ryżowa, kukurydziana, jaglana, ziemniaczana…. Po za tym różne kasze jak jaglana, gryczana biała i palona, jęczmienna oraz ryż. 







Poniedziałek
Zupa ogórkowa
Kluski śląskie z przesmażonym boczkiem i cebulą, buraczki konserwowe

Wtorek
Krupnik
Ryż smażony z mieszanką warzywną chińską

Środa
Krupnik
Makaron z domowym pesto pomidorowym (w tym roku zrobiłam sama suszone pomidory w oleju)

Czwartek
Zupa pomidorowa z ryżem
Knedle ze śliwkami (mamy własne mrożone)

Piątek
Zupa pomidorowa z ryżem
Ryba smażona, ziemniaki, surówka z kiszonej kapusty

Sobota
Żurek z jajkiem i ziemniakami
Zapiekanka z ziemniaków, cebuli, boczku i jajek

Niedziela
Żurek z jajkiem i ziemniakami
Kotlety mielone, bigos, ziemniaki

Poniedziałek
Barszcz czerwony ziemniakami
Placki ziemniaczane z sosem czosnkowym

Wtorek
Barszcz czerwony
Gulasz z tymiankiem, kasza jaglana, ogórek kiszony

Środa
Kapuśniak z kiszonej kapusty z ziemniakami
Ricotto z ryżu bez mięsne (pieczarki, cebula, groszek, koncentrat pomidorowy)

Czwartek
Kapuśniak z kiszonej kapusty z ziemniakami
Kluski z mięsem pokraszone cebulką smażoną

Piątek
Zupa koperkowa z ziemniakami
Naleśniki ryżowe z pieczarkami

Sobota
Zupa koperkowa

Niedziela
Rosół z makaronem
Karczek w sosie musztardowym, ziemniaki, surówka z białek kapusty z rodzynkami


Zawsze układam jadłospis na dłużej by robić zakupy według jadłospisu, dzięki temu mam wszystko pod ręką i nie muszę się zastanawiać, co z obiadem. Mogę wieczorem wyjąć mięso do rozmrożenia, ugotować ziemniaki na kluski lub zapiekankę, ugotować ryż do obiadu itp. Od lat układam jadłospisy i bardzo to sobie chwali moja rodzina. Nie trzymam się oczywiście sztywno układu, co do dnia, czasem po między mamy chęć na coś innego lub zjemy obiad u rodziny, więc jadłospis się rozsuwa. Ale ogólnie zawsze mam składniki na kolejne 4-5 dni z jadłospisu w domu. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

Pęd życia, wypalenie, frustracja, a gdzie podziały się marzenia?



 „Weź kredyt na 500 000 zł. Przecież MUSISZ mieć najwyższej klasy dom, aby każdy Ci zazdrościł, zakup najdroższy samochód z salonu, najdroższe ciuchy, najdroższy sprzęt AGD i RTV, bo inaczej będziesz inny! Będziesz się wyróżniał, stracisz szacunek u ludzi.” 

Szkoły na żadnym poziomie nie przygotowują do życia, tworzą w nas wyimaginowany obraz rzeczywistości. Nie uczą umiejętności praktycznych, wkładają w nas wiedzę akademicką.  
Będąc mamą dziewiętnastoletniego faceta, ze znacznym stopniem niepełnosprawności, dostaję propozycję dalszych zajęć po gimnazjum dla niego – malowanie obrazków, wyklejanie wycinków z gazet, robienie kwiatków z bibuły itd. A ja się pytam, w jakim celu mój syn ma to robić, czy to da mu samodzielność, czy dzięki temu będzie dawał sobie lepiej radę w życiu? 
Podobnie jest ze zdrowymi, młodymi ludźmi. Co z tego, że mają 3 fakultety, jak nie są gotowi do życia. A co dzieje się potem? Ano zaczynają się doły emocjonalne, wypalenie wewnętrzne, frustracje, brak motywacji do walki o swoje marzenia.  Spotykam ludzi w wieku 30-40 lat i mówią, że są wypaleni, dobija ich rutyna, nie osiągnęli odpowiedniego poziomu życia i to zaczyna ich dobijać. Podobnie czują 50 latkowie.
Czy praca całkowicie ma nas definiować, czy nasz czas po pracy jest zaprogramowany tym, co robimy zawodowo?

Tak wiele można zrobić nie mając fortuny w kieszeni, nie musimy być bogaczami z drogim samochodem by się realizować. Kto może nam zabronić marzyć i dążyć do ich spełnienia. Tak wiele razy już pisałam, że porównywanie się z innymi niszczy nas, że musimy mieć pasję/hobby, a do tego nie potrzeba dużych pieniędzy. Czy nie możemy zacząć robić rzeczy, które są bezpłatne np. uczestniczyć w spotkaniach klubu książki, towarzystwa ochrony zabytków, towarzystwa miłośników gór itd. Spotkamy tam ludzi o podobnych do nas zainteresowaniach, możemy się dzięki temu rozwijać, poszerzać światopogląd. Możemy przygarnąć psa i zacząć z nim chodzić na spacery, a tam spotkamy innych wielbicieli zwierząt chętnych do rozmowy. Możemy malować, rysować, uczyć się języków obcych online, zgłębiać konkretny okres historyczny – biblioteki, Internet to świetne źródła.  Nawet najnudniejsza praca nie powinna nas zabijać, bo czas po pracy może być zupełnie szalonym czasem. Ale niestety musimy nauczyć się marzyć, zapragnąć coś zmienić.

Samo narzekanie, użalanie się nad sobą nic nie da. 

Moje zawodowe doświadczenie to pasmo nudnych, nieciekawych stanowisk. Różnie bywało. Były stanowiska gdzie pracowałam fizycznie i takie za biurkiem. Jakoś nie mam szczęścia do fascynującego zatrudnienia, do wstawiania rano ze śpiewem na ustach i ekscytacją, co przyniesie mój dzień pracy, ale nigdy mnie to nie powstrzymywało, by zamykać drzwi firmy i zaczynać się cieszyć pozostałymi godzinami. 
Kochamy z mężem odkrywać nowe, stawiać sobie wyzwania, rozwijać się, płynąć pod prąd…….  Mamy wiele marzeń, planów i staramy się cieszyć codziennością mimo braku funduszy. Jak nie stać nas na dalekie podróże to zwiedzamy to, co mamy w zasięgu naszych możliwości, jak nie stać nas na książki to czytamy, co jest w bibliotece, Internecie, wymieniamy się ze znajomymi.  Jak pragniemy spotkań towarzyskich, to pakujemy ciasto domowe, butelkę domowego wina i ruszamy do znajomych. Jak nie mam pieniędzy na nowe ubrania, to zmieniam coś w starych, doszywam inne guziki, doszywam koronkę, zmieniam długość rękawa. Jak nudzi mi się mebel, to go przerabiam - maluję, oklejam, obijam. Szyję nowe powleczenia na poduszki z kanapy lub robię nową narzutę z resztek włóczek na łóżko w sypialni itd. Obecnie przerabiam regalik dla córki i krzesło stojące w naszej sypialni. Mało, że mamy nowe rzeczy, to dzień staje się inny niż poprzedni.  

Niestety siedzenie i marudzenie wpędza nas tylko w depresję, niszczy nasze życie. Pesymistyczne podejście do rzeczywistości, ciągły stres zabija nas fizycznie. Nasz umysł to niesamowite narzędzie, posiada siłę uzdrawiania i zabijania. Wiele osób dręczą różne choroby z powodu ich stanu emocjonalnego, często zmiana nastawienia do siebie i otoczenia uzdrawia.  Ludzie nieszczęśliwi chorują częściej. 
Ludzie, którzy mają pasje, realizują się, kochają i są kochani - mniej chorują. 
Robiono na ten temat wiele badań, które to potwierdzają, że osoby rozwiedzione, żyjące w nieudanych związkach, owdowiałe, częściej zapadają na choroby serca i krążenia, ba nawet częściej występuje u nich otyłość. 

Druga sprawa to szybkie tempo życia. Narastające zdenerwowanie, niepokój również uszkadza nasz organizm, niszczymy swoje zdrowie negatywnymi emocjami.  Jest wiele udokumentowanych przypadków zgonów na atak serca u ludzi pozornie zdrowych, ale za to byli to ludzie zestresowani, raptowni, często agresywni.
Poddajemy się pędowi. Jak ktoś jedzie szybko, my też zaczynamy jechać szybko, jak ktoś nam dojedzie do zderzaka - przyspieszamy. Ale w sumie, dlaczego? Skoro jedziemy z przepisową prędkością, skoro nigdzie się nie spieszymy, to mamy ulegać pośpiechowi innych? 

Często wiedzę irytację i pośpiech również u emerytów, złoszczą się w kolejce u lekarza, bo im się spieszy, awanturują się przy kasie, jak ktoś poprosi o przepuszczenie z jedną bułką. Irytują się równie często, co ludzie pracujący zawodowo. Zastanawiam się skąd u nich ten pośpiech? Czy oczekiwanie w poradni nie może być okazją do rozmowy z innymi, czy kolejka w markecie nie może być czasem obserwowania innych? Dokąd gnają, gdzie się spieszą? 

Mam wrażenie, że pędzimy dla pędu, sami nie wiemy często, dlaczego, po prostu inni się spieszą to i ja się spieszę. 

Niestety pośpiech bywa kosztowny: stłuczki samochodowe, zdrowie, często coś gubimy, zapominamy o czymś. Ale, po co sami robimy to sobie? Co zyskujemy przez ten pęd? 
 Nakręcamy swoim pośpiechem i irytacją nasze dzieci, które stają się nadpobudliwe, znerwicowane, agresywne. Potem ich zachowanie nakręca nas i robi się błędne koło. 

Jak ciężko jest się zatrzymać i zastanowić, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.  
Myślę, że warto się zatrzymać i zrobić bilans, co dla nas w życiu jest najważniejsze i czego pragniemy najbardziej my sami, a nie inny pragną byśmy tacy byli lub nie próbujmy dorównywać do poziomu!  

Myślę, że warto znaleźć czas na życie, na własne życie :) 

czwartek, 4 lutego 2016

Tłusty czwartek - przepis na faworki



Wspominkowo dla potrzebujących przepisu na bezpszenne faworki. Ja w tym roku robię je na mące ryżowej z odrobiną kukurydzianej. Przestałam używać gotowych mieszanek mąki bezglutenowej. 




Faworki bezglutenowe 




Oraz przepis na tradycyjne pszenne 

Przepis na kryzysowe faworki :) 

- 1 całe jajo
- 1 żółtko
- 2 szklanki mąki pszennej
- 1/2 szkl. śmietany lub jogurtu
- 1 łyżeczka octu
- tłuszcz do smażenia (ja używam smalcu)

Wszystko razem zagnieść, potem mocno uderzać wałkiem ciasto, aż powstaną pęcherze. Rozwałkować na placki i wycinać faworki (prostokąt z nacięciem w środku i przewlekamy jeden koniec przez przecięcie). Smażymy na smalcu/oleju na złoty kolor. Aby tłuszcz się nie palił wrzucamy pół surowego ziemniaka. 
Po usmażeniu układamy na ściereczce, a potem jak odcieknie tłuszcz, na talerzu i posypujemy cukrem pudrem, można wymieszać cukier puder z cynamonem/wanilią. 

Uwielbiam faworki bardziej od pączków, pączki upiekę i usmażę na ostatkowe ucztowanie:) 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Szybkie danie na zawołanie....



Szybkie danie w 20 - 30 minut. Obieramy cebulę i czosnek siekamy i wrzucamy na tłuszcz (olej, smalec). Na podduszoną cebulę wrzucamy mielone mięso, a w między czasie wstawiamy wodę na makaron. Przesmażamy mięso tak dług aż nie będzie czerwone/różowe dokładamy koncentrat pomidorowy + kubek wody lub ½ litra soku pomidorowego. Doprawiamy oregano, majerankiem, solą i chili odstawiamy do gotowania pod przykrywką. Wrzucamy makaron na wrzątek i gotujemy tak jak lubimy. Wycedzamy makaron, wrzucamy do garnka z sosem pomidorowym i mieszamy całość dokładnie, podajemy z dowolną surówką lub ogórkiem kiszonym (u nas najczęściej jest ogórek). Mamy szybki i tani obiad lub kolację.





Składniki:
Mięso mielone 300 – 500 g
Koncentrat pomidorowy mały słoik lub ½ l soku pomidorowego (ja używam własny zrobiony latem)
Makaron (myślę, że po za nitkami do rosołu każdy się nada)
Oregano, majeranek, sól, chili
2 cebule
2 ząbki czosnku
Tłuszcz do smażenia

Surówka/ogórek kiszony (opcjonalnie, be też dobrze smakuje)