środa, 28 grudnia 2016

Poświąteczne porządki w lodówce



Na okres świąteczny w większości domów przygotowano duże ilości jedzenia, ja również to zrobiłam.  Bardzo często nie dajemy rady zjeść wszystkiego, ale to nie oznacza, że musimy wyrzucać resztki. Można wiele dań przetworzyć i nie wyrzucać naszych ciężko zarobionych pieniędzy.
U nas po świątecznie zostały wędliny, śledzie w pomidorach i oliwie, kapusta z grochem, karp, ryba po grecku i spora ilość pieczywa. Karpia i kapustę zwyczajnie zamroziłam i wyjmę na Sylwestra. Do pieczywa dokupiłam ser żółty i dzieci teraz w okresie ferii chętnie robią sobie tosty z pieczywa, wędliny i sera żółtego, udało się dzięki temu zużyć cały nadmiar pieczywa, dodatkowo jeden posiłek to były tosty „francuskie” – chleb moczony w mleku, jajku a następnie smażony na patelni na maśle, po usmażeniu polany miodem, w dzieciństwie jadałam posypane cukrem takie tosty.  Całe nadmiarowe pieczywo nie zostało zmarnowany, dziś piekę kolejny chleb. 
Nadmiar wędliny to żaden problem, jedna zapiekanka ziemniaczana na obiad, jedna jajecznica z wędliną na śniadanie i po problemie. Na wczorajszą kolację podgrzałam rybę po grecku (nie zostało jej bardzo dużo), a kto nie był najedzony jadł resztę śledzi, dziś rodzina wykończyła to, co zostało.  Ciasta i cała reszta zostało pochłonięte przez święta.  Mąż wczoraj pytał czy nie mam gdzieś ukrytych pierogów (niestety już nie ma po nich śladu).


*



Nie cierpię wyrzucania jedzenia, dla mnie to brak szacunku dla naszej pracy by zarobić pieniądze na produkty i przygotować. Jest to u nas w domu niedopuszczalne, staramy się wykorzystać wszystkie resztki. Z pozostałych wędlin można zrobić wiele smacznych rzeczy, omlet z drobno pokrojoną wędliną, fasolkę po bretońsku, jajecznicę, bigos, zapiekankę itp., Jeśli mamy zamrażarkę większość świątecznych potraw można zamrozić. Ja często stosuję ten fortel by nie marnować jedzenia.
Przed świętami staram się wyliczyć ile potrzebujemy jedzenia, ale nie zawsze to nam wyjdzie, bo nie jesteśmy wstanie ocenić apetytu domowników i gości.  
Pamiętajcie, że wyrzucając jedzenie nie szanujecie samych siebie. Przecież musieliście wiele godzin spędzić w pracy by na nie zarobić pieniądze, potem poświęcić czas na zakupienie i przygotowanie go, dodatkowo dochodzi aspekt ekologiczny i moralny. Pamiętajmy, że jesteśmy przykładem dla własnych dzieci, to od nas czerpią naukę szacunku do własnej pracy i samych siebie.

Jest wiele sposobów wykorzystania resztek np. bułki można wysuszyć i zetrzeć na panierkę, mięsa gotowane zmielić i zrobić farsz to klusek lub pierogów, kapustę włożyć do zamrażarki lub zawekować – wystarczy przełożyć do słoika, zakręcić i pasteryzować około 30 minut, następnie postawić do góry dnem do wystygnięcia. To samo można zrobić z pozostałą zupą i sosem.  Owoce można przesmażyć na dżem i za pasteryzować w słoiku lub zrobić kompot do natychmiastowego spożycia lub tez do słoika na potem, wystarczy do owoców zrobić słodką zalewę, zalać i pasteryzować w słoiku 15 minut.  Warzywa można użyć na placki, zapiekankę, zupę krem itd. Bądźmy kreatywni w kuchni, szanujmy swój czas i pieniądze. 

*Zdjęcie ze strony Banku Żywności 

środa, 21 grudnia 2016

Menu świąteczne grudzień 2016




Nasze menu bez mąki pszennej i nabiału w tym roku na święta.


Wieczerza:

Zupa grzybowa z kukurydzianym makaronem, niezabielana
Pierogi gryczane z kapustą i grzybami
Śledzie w oleju
Śledzie pikantne śledzie w pomidorach
Kapusta z grochem
Fasola gotowana na gęsto z masłem i lubczykiem
Karp panierowany w mące ryżowej i smażony
Pieczarki w cieście naleśnikowym z mąki ryżowej
Śledź panierowany w mące kukurydzianej i smażony
Kompot z suszu
Chleb żytni na zakwasie oraz chleb bezglutenowy
Kasza jaglana z rodzynkami, makiem i miodem

Potrawy na święta:

Ryba po grecku,
Sałatka warzywna
Wędliny naszej domowej produkcji – kiełbasa krakowska, pasztet wieprzowo – drobiowy, szynka, polędwica i boczek wędzone.
Śledzie w oleju, pikantne w pomidorach,
Pieczywo żytnie na zakwasie, bezglutenowe z mąki gryczanej i ryżowej,

Dania obiadowe w pierwszy dzień świąt:

Zupa pomidorowa (z własnych przecierów zrobionych latem) z makaronem niezabielana lekko zagęszczona mąką ziemniaczaną
Żeberka na ostro pieczone w piecyku
Ziemniaczki pieczone z żeberkami
Sałatka z białej kapusty z rodzynkami

Ciasta:

Piernik z mąki żytniej
Makowiec z mąki ryżowej
Pleśniak z mąki ryżowej z dżemem porzeczkowym własnej produkcji z owoców z ogrodu

Napoje alkoholowe: wino porzeczkowe i aroniowe naszej produkcji oraz nalewka śliwkowa również naszej produkcji.

Napoje bezalkoholowe: sok wiśniowy z aronią naszej produkcji

Owoce: jabłka i pomarańcze.

Wiele produktów kupuję dużo wcześniej np. mak, kasze jaglaną, rodzynki, groch, mąki, miód itp. Wędliny robimy sami dużo wcześniej i mrozimy, ryby kupuję też dużo wcześniej lub w promocji i mrożę. Zrobiłam dużo wcześniej farsz do pierogów i zamroziłam. Mamy własną kiszoną kapustę, mięso kupujemy w ubojni, ciasta, chleby wypiekam sama. Dzięki tym wszystkim zabiegom nie mam zbyt wiele wydatków tuż przed świętami.  Prezentów nie kupujemy tuż przed świętami, zbieramy je wcześniej, zazwyczaj kupujemy, gdy coś okazyjnie się trafi. Jedynie książki kupujemy teraz, bo są w bardzo dobrej cenie na koniec roku.
Staramy się by w ten świąteczny czas nie brakowało jadła na naszym stole, może mniej przykładamy wagę do polerowania podłogi, ale o jedzenie się troszczymy i wspólnie je przygotowujemy.  Święta to dla nas czas, gdy po całym roku ciężkiej pracy odpoczywamy.  Staramy się by nie brakowało niczego nam na stole.  Owszem musimy wcześniej wszystko zaplanować, ale w sumie mamy już niezłą wprawę. Nie chcemy by czas przed świąteczny był dla nas pełen chaosu i bieganiny, leku o finanse, dlatego rozkładamy wszelkie przygotowania na kilka miesięcy. 






czwartek, 8 grudnia 2016

Domowy chleb żytni tylko na zakwasie, bez dodatku mąki pszennej.



Zbliżają się święta i miło by było na stole położyć własnoręcznie wypieczony chleb. A jak już chleb to tylko żytni na zakwasie bez dodatków. Zapach przy pieczeniu tego chleba jest tak cudny, że mogłabym go piec, co dzień. Uwielbiamy jeść go, wąchać i smakować wszystkimi zmysłami. Dla nas domowy chleb to dopełnienie ciepła domowego.  Od wielu, wielu lat jemy tylko domowy chleb, robię różne warianty, bez pszenny już od 2 lat, bezglutenowy od 8 lat, próbuję, zmieniam, ulepszam. Wydaje mi się, że piekąc chleb tylko z mąki żytniej i tylko na zakwasie doszłam do sporej wprawy w tej dziedzinie.  Gdy bym do domu przyniosła chleb ze sklepu, rodzina uznałaby, że coś mi jest, zaczęliby pytać, co się stało.  Nawet w czasie urlopu jadamy nasz domowy chleb, zabieram gotowe w domu przygotowane mieszanki i piekę w tracie, lubię piec chleb, ma to dla mnie wymiar symboliczny. A rodzina lubi go jeść.





Oto przepis na chleb żytni tylko na zakwasie.
Najpierw przygotowujemy zakwas, najlepiej popytać znajomych czy ktoś już nie ma aktywnego zakwasu, bo jest łatwiej. Jeśli nie ma nikt, to musimy ruszyć sami do pracy.

Dzień 1 – 2 łyżki mąki żytniej zalewamy 4 łyżkami wody (najlepiej zimnej przegotowanej) w słoiku i wszystko mieszamy by powstała jednolita masa, przykrywamy gazą (warto obwiązać lub spiąć gumką gazę), odstawiamy w ciepłe miejsce (najlepiej nie mniej niż 20 stopni)
Dzień 2 – robimy dokładnie to samo, co w pierwszym dniu.
Dzień 3 – 3 łyżki mąki żytniej, 6 łyżek wody (przegotowanej zimnej), mieszamy, przykrywamy i odstawiamy
Dzień 4 – 4 łyżki mąki żytniej, 8 łyżek wody (przegotowanej zimnej), mieszamy i odstawiamy.
Dzień 5 – możemy wieczorem użyć już zakwas do nastawienie zaczynu na chleb.

Zaczyn

Szklanka zakwasu, 650 g mąki żytniej, 800 ml. Wody, mieszamy wszystko najlepiej w szklanej misce przykrywamy ściereczką i odstawiamy a 16-17 godzin.

Chleb właściwy


Zaczyn, 150 ml wody, 2,5 łyżeczki soli, 650 g mąki żytniej (ja często używam razowej żytniej w tej kolejnej porcji), mieszamy wszystko dokładnie, przekładamy do dwóch wąskich foremek wysmarowanych np. smalcem. Wygładzamy powierzchnię dłońmi moczonymi w wodzie. Odstawiamy w ciepłe miejsce na około 3 godziny, jeśli chleb rośnie szybciej np. po 2 godzinach to już możemy przystąpić do pieczenia. U mnie w zimie rośnie 3 godziny w ciepłe letnie dni 2 godziny. Rozgrzewamy piecyk do temperatury 200 stopni i pieczemy przez godzinę, zaraz po upieczeniu wyjmujemy chleb z pieca i foremek, gdy zastukamy w chleb powinien wydać odgłos jak z pudełka tekturowego. Jemy wystudzony, najlepiej nie kroić wcześniej, bo odparuje wilgoć. Taki chleb przechowuję w bawełnianej pieluszce z tetry i drewnianym chlebaku przez 4 dni. Można spokojnie go mrozić nie traci na smaku i konsystencji.  Zapach, smak oraz walory zdrowotne chlebów na zakwasie bezcenne. Polecam do spróbowania wypieku takiego chleba, w święta może zrobić naprawdę duże wrażenie na gościach, czasem większe niż wyszukane danie. Jest niedrogi, smaczny i zdrowy. Nie ma żadnych dodatków chemicznych, spulchniaczy itp. 

Gdy użyjemy część zakwasu ponownie dokarmiamy go np. dwa dni po 2 łyżki mąki i 4 łyżek wody, następnie chowamy do lodówki i choć raz w tygodniu dokarmiamy 2 łyżki mąki, 4 wody. Ja używam zakwasu ciągle więc dokarmiam go po upieczeniu chleba przez dwa dni po 4 łyżki mąki i 8 wody, a następnie dzień przed nastawianiem zaczyny wyjmuję z lodówki i dokarmiam ponownie 4 mąki i 8 wody. 

środa, 30 listopada 2016

Jak żyjemy



Dawno nie pisałam o tym ile wydajemy na żywność i jak sobie ogólnie radzimy z wydatkami. 
Moja rodzina obecnie wydaje na żywienie około 900 zł. Koszty wzrosły z powodu wzrostu cen oraz większej ilości pochłanianego jedzenia przez dzieci, żywię dwóch dorosłych facetów (mąż i dziewiętnastoletni syn), oraz dwoje nastolatków (14 i 12 lat) plus ja.  Chłopcy potrafią zjeść całkiem sporo, a i córka im nie ustępuje aż tak bardzo, bo intensywnie uprawia sport 4 razy w tygodniu.  Myślę, że kwota jest nie najgorsza, ale staram się większość produkować sama, robię mleko owsiane, sojowe, ryżowe i kokosowe, sama robię jogurty, tofu, wędliny, pasztety, pieczywo, ciasto i ciasteczka, nawet domową chałwę robię, majonez, pasty.  Kupuję produkty hurtowo (mąka, kasze, płatki, ryż, przyprawy – zioła itp.), mięso w ubojni, mleko od rolnika, warzywa i owoce mamy z ogrodu lub kupujemy bezpośrednio od rolnika, dzięki temu ostatnio za 15 kg ziemniaków zapłaciliśmy 3,5 zł, kg jabłek po 80 gr, cebuli po 30 gr. Robię przetwory na zimę w sezonie, mrożę włoszczyznę z ogrodu, w tym roku mroziła dodatkowo dynię, którą kupiłam po 80 gr za kg, mroziłam również malutkie marchewki do obiadu z ogrodu (nie zdążyły wyrosnąć), śliwki, grzyby, koperek, ostrą paprykę. Mam ponad 300 słoików przetworów warzywnych i owocowych razem.  Dzięki temu moja rodzina może jeść zdrowo i niedrogo. Obecnie zaczynam hodowlę kiełków, którą zajmuję się od kilku lat. Jemy różnorodnie, nie jadamy gotowych dań, nie używamy kostek rosołowych i smakowych, nie używamy przyprawy uniwersalnej do dań.  Owszem spędzam sporo czasu w kuchni, ale lubię to, więc nie narzekam.
Piorę w płynie z Lidla i płucze ubrania w occie (nie czuć żadnego zapachu octu), sprzątam zupełnie bez użycia chemii (zakupiłam ściereczki i mop, które nie wymagają detergentów), dzięki temu na chemię nie wydaję dużo. Kosmetyków też nie używam zbyt wiele, do mycia mydło powszechne cena za dużą kostkę 3 zł, do twarzy i ciała olej kokosowy, oliwa z oliwek, maść z witamina A lub nagietkową.  



Jeśli chodzi o rozrywki to czytamy dużo książek z biblioteki, tam również wypożyczamy czasopisma, zajmujemy się pracami ręcznymi, maż skleja model statku, ja robię na drutach, dzieci grają w gry i tak spędzamy wspólnie wieczór razem przy jednym stole.  Jeśli zapragniemy wielkomiejskich rozrywek wybieramy bezpłatne warsztaty dla dzieci lub dla dorosłych różne prelekcje (sporo ich jest u nas w miasteczku). W zimie raczej chętniej spędzamy czas w domu z kubkiem kakao przed kominkiem grając w gry niż wędrując do miasta.  Wiem, że dla wielu osób nasz styl życia może się wydać nudny, ale wydaje mi się, że pogoń za adrenaliną i wieloma podnietami nie zawsze nas wzbogaca. Dla nas wystarczą drwa trzaskające w kominku, dobra książka, wino domowe, muzyka, wspólne rozmowy. Czy tak naprawdę ciekawsze są centra handlowe, które wszystko padają jak przez matrycę powielone?
Tak sobie żyjemy prosto i zwyczajnie, dzieci chętnie opowiadają nam o sobie, nie jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi, którzy tylko ze sobą mieszkają. Po dniu pełnym pracy, nauki, przepychania się przez korki chętnie wracamy do naszego azylu i chętnie w nim pozostajemy. Dzieci wracając wieczorem do domu wcale nie biegną do komputerów i chętnie odkładają komórkę, cieszy nas to, bo widać, że jesteśmy, jako rodzina atrakcyjniejsi.  To naprawdę wspaniałe chwile, gdy w domu pachnie jedzeniem, jest ciepło i słychać rodzinne rozmowy, śmiech, opowieści. O godzinie 21 wyłączamy zupełnie telefony, od tej godziny to już zupełnie nasz prywatny czas, mój z mężem, dzieci w pokojach. Dom się wycisza, zasypia pomalutku.

Tak właśnie żyjemy i dobrze nam z tym, w lecie dzień trwa dłużej dla nas, więcej czasu spędzamy w ogrodzie, pracujemy tam, odpoczywamy, siedzimy przy ognisku. Żyjemy trochę staromodnie, ale czy gorzej? 

wtorek, 22 listopada 2016

Zamień problem na wyzwanie!!




Często piszę o tym, że najważniejsze jest nasze nastawienie do problemu. Zachęcałam Was by zrobić z niego wyzwanie, zmierzyć się ze samym sobą, nie podchodzić do problemu z pozycji przegranej. Ludzie stawiają sobie przeróżne wyzwania, przejrzyjcie FB, jak wiele jest tam dostępnych wyzwań – przeczytam 26/52 książki w rok, 30 brzuszków dziennie, 40 przysiadów, nie jem cukru przez 30 dni, nie jem mięsa przez 30 dni, nie oglądam tv przez pół roku, nie gram w gry, uśmiecham się do obcych itd. Więc skoro ludzi co dnia wymyślają sobie przeróżne wyzwania, czemu nie można sobie postawić takiego – zmniejszę wydatki o 1/3, zrezygnuję z płatnych rozrywek przez 6 miesięcy, nie kupie nowych ubrań przez x miesięcy, sprzedam niepotrzebne rzeczy, nie kupię kawy na mieście, dodatkowo zarobione pieniądze przeznaczę na spłatę długów itp. Dzięki takim postanowieniom możemy sporo zaoszczędzić pieniędzy i dzięki temu małymi kroczkami wychodzić z problemów finansowych.  Naprawdę pomyślcie jak możecie zmienić swoje problemy w wyzwanie i dzięki temu trenować Waszą silną wolę. Możecie wciągnąć w to wyzwanie całą rodzinę i codziennie omawiać jak sobie z tym radzicie, może to będzie pierwszy krok do wspólnych rozmów, może to Was zbliży do siebie. W codziennym biegu zapominamy o rozmowach z domownikami. Często ograniczamy się do rozmów „obowiązkowych”, – co w pracy, co w szkole?




Podam Wam przykład wyzwania i naszych rozmów o nich. Wiele lat temu postanowiliśmy z mężem przestać jeść słodycze. Wracaliśmy do domu i opowiadaliśmy sobie jak to nas kusiły wystawy sklepowe, zapach z cukierni. Opowiadaliśmy sobie o naszych załamaniach, jak nie daliśmy rady np. wracając z pracy przechodząc koło cukierni, odmówić częstowanego cukierka, jak ze smakiem zjadaliśmy ta zdobycz. Mieliśmy sporo śmiechu przy tym, rozmowy na dobrą godzinę, o naszych myślach na temat słodyczy….  Obecnie jemy niewiele słodyczy, raz w tygodniu ciasto domowe, suszone i świeże owoce i czasem czekolada, domowa chałwa.  Nie słodzimy kawy, herbaty, soki rozcieńczamy wodą.  Dziś z rozbawieniem wspominamy to nasze wyzwanie. Było naprawdę fajnie.
Spróbujcie problem przekuć w wyzwanie i sprawdzić samych siebie.

piątek, 18 listopada 2016

Racuchy bez mąki pszennej




Rodzina marzyła o racuchach, z racji, że nie jemy od prawie 2 lat pszenicy powstała zagadka – jak zrobić racuchy bez mąki pszennej. Pierwsze zrobiłam z mąki żytniej, następne już z mieszanki mąki żytniej i ryżowej. Rodzina uwielbia te racuchy, najchętniej jadaliby, co drugi dzień je, ale mnie się nie chce smażyć tak często ich. Jest to świetna przekąska, danie kolacyjne, śniadaniowe lub nawet drugie danie do treściwszej zupy.




Składniki:

3,5 szklanki mąki (może być dowolna, ja używam 2 szklanek ryżowej i 1,5 żytniej)
500 ml mleka (dowolne, choć rodzina twierdzi, że najlepsze są na owsianym – robię sama)
3 jajka
Szczypta soli
Smalec lub olej do smażenia (ja zrezygnowałam ze smażenia na oleju, używam tylko na zimno, więc smażę na smalcu)
40 g drożdży świeżych
1/2 łyżeczki cukru
Opcjonalnie - 2 jabłka obrane, starte na tarce i odsączone

Z 3 łyżek mąki żytniej, drożdży, 1/2 łyżeczki cukru i odrobiny mleka robię rozczyn, odstawiam by drożdże ruszyły, czyli zaczyna się tworzyć pianka na wierzchu.  Następnie łączę wszystkie składniki, odstawiam na 10 minut i zaczynam smażyć.  Pamiętajcie, że z jabłkami racuchy zrobią się delikatniejsze i trudniejsze do przewracania.  Smażymy z obydwu stron na rumiano, ja podaję z musem jabłkowym i nie dokładam jabłek do ciasta. Można je polać miodem, syropem klonowym, posypać cukrem pudrem, wedle uznania.  Z tej porcji najadamy się całą rodziną ( pięć osób).

Danie nie jest kosztowne, ani pracochłonne, można je zrobić po powrocie z pracy na ciepłą kolację. 

czwartek, 10 listopada 2016

Gdy nadejdzie czas gdy brak nam pieniędy



Przychodzi czasem taki moment w życiu, że kieszenią są puste, konto w banku również, a my bez perspektywy na poprawę tej sytuacji zaraz, teraz. Czujemy bezradność, panikę i strach. Pamiętajcie, że to nie koniec świata, sama wiele przeżyłam, mam również znajomych, którzy byli/są w takiej sytuacji.





 Jest dobrze, jeśli mamy zapasy żywnościowe w domu, wtedy przeglądamy dokładnie wszystkie produkty żywnościowe, które mamy w domu. Zaglądamy w każdy zakamarek i najlepiej spisujemy je na kartce, by potem było nam łatwiej planować.  Zastanawiamy się, co jesteśmy w stanie wyprodukować z dostępnych produktów. Możemy sobie pomóc Internetem, są strony kulinarne, na których wpisuje się, co mamy w "lodówce" i wyświetlają nam się propozycje dań. Następnie układamy jadłospis na cały tydzień, uwzględniając oczywiście nasze dostępne zasoby produktów i finansów. Jadłospis musimy ułożyć uwzględniając nie tylko obiady, ale i resztę posiłków. Robiąc kolejne jadłospisy nabierzecie wprawy w ich układaniu, potem opieracie się już na sprawdzonych daniach kryzysowych.
Kolejna sprawa to transport. Niestety w tym temacie najczęściej trudno zmienić nawyki i zrezygnować z wygody.  Mam znajomego, który gdzie się da chodzi pieszo o każdej porze roku. Chodzi po 20 – 30 km dziennie i cieszy się dobrym zdrowiem i optymizmem życiowym. W bardziej odległe miejsca dzieli podróż na etapy – pieszo i komunikacją by zaoszczędzić na cenie biletu i tu jest bardzo dokładny w wyliczeniach. Inny sposób to rower tak długo jak to umożliwia nam pogoda.  Możemy na rowerze przewozić dzieci w Holandii świetnie sobie radzą z tym, widziałam różne rozwiązania, dwoje dzieci wożono bez większego problemu, widziałam i czworo, ale ta grupa siedziała w przyczepce drewnianej z zamontowanymi pasami w kaskach i z daszkiem.  Widziałam jak przewożono lodówkę i pralkę rowerem, komodę, kwiaty, zakupy itp. Niestety rower ma ograniczenia w sezonie śnieżnym i mocno deszczowym (to już transport wtedy dla odpornych). Inny sposób to próbować znaleźć osoby jeżdżące w tym samym kierunku, co my i dokładać się do paliwa (myślę tu o dalszych podróżach).  Ja jestem wychowana w okresie, gdy samochód w rodzinie to był niezły luksus, wszędzie podróżowało się komunikacją lub pieszo, na wakacje nawet pod namiot jeździliśmy pociągiem. Pierwszy samochód pojawił się u nas, gdy miałam 13 lat, u męża nigdy.  Myślę, że całkiem dobrze wielu osobą zrobiłaby przesiadka na rower lub piesze „wycieczki”.  
W odległości około 1,5 km od nas mieszka kobieta w wieku 80+ codziennie chodzi o lasce wolniutko tą trasę w obie strony 3 razy dziennie, czyli jednorazowo przechodzi 3 km razy 3 to mamy 9 km dziennie w wieku 80+.  Jak zaczynała spacerować chodziła o kulach, raz dziennie, po roku używa tylko laski i robi ten spacer 3 razy dziennie, zatem jak widać chodzenie i wysiłek fizyczny bardzo dobrze służy zdrowi. Dodam, że kobieta chodzi bez względu na pogodę, kiedyś rozmawiałam z nią, że podziwiam jej samozaparcie, że chce jej się wyjść i chodzić, odpowiedziała, że w domu to ludzie się starzeją. Jak wyjdzie i popatrzy na innych, czasem porozmawia, codziennie idzie do kapliczki we wsi i sobie zmawia różaniec, nawet psy we wsi zaczęły jej towarzyszyć w tych spacerach.
Inne problemy przy braku finansów to płacenie rachunków, to spędza sen z oczy wszystkim, którzy popadają w kryzys finansowy, o tyle o ile można sobie odmówić przyjemności, nowych ubrań, jeść bardziej ubogo o tyle ciężko nie płacić rachunków. Pamiętam moment 7 lat wstecz, gdy byliśmy przyciśnięci do ściany, maż zaczął cierpieć na przewlekłą bezsenność, podupadł na zdrowi. Pewnego dnia wstał z łózka i stwierdził, że musimy bez względu na wszystko spłacać kredyt za dom i opłacać wodę. Jak przyjdzie komornik to trudno, ale na pewno domu nikt nam nie zabierze, bo to własność banku, jak odłącza nam prąd to trudno damy radę, byle woda była w kranie. Bardzo mu ta myśl pomogła, a dzięki odpuszczeniu skupił się na nowych źródłach dochodu, ja co raz mocniej wdrażałam plan oszczędzania codziennego i szliśmy do przodu. 
Inna opowieść o oszczędzaniu na rachunkach to historia naszej sąsiadki, gdy mieszkaliśmy w mieście. Kobieta mieszkała sama, główny dochód to renta.  Ona na początku miesiąca opłacała rachunki, potem opłacała wybraną kwotę za prąd, a co jej zostałao rozkładała na jedzenie dzieląc kwotę na tygodnie. Jak Jej zabrakło prądu, to mówiła trudno, mam świece, jedzenie za okno i tak nie miała większych zapasów. Kupowała sobie na początku miesiąca kilka biletów komunikacji, jak się skończyły to chodziła pieszo i dzięki tym pomysłom nigdy nie miała długów.
Oczywiście w sytuacji kryzysu finansowego musimy zrezygnować z rozrywek płatnych, książki czytać z biblioteki lub od znajomych, w bibliotekach są również czasopisma, więc i je można czytać bez ponoszenia kosztów.  Musimy ograniczyć zakupy odzieży, obuwia, kosmetyków, używek kupować tylko niezbędne rzeczy.  Niestety sytuacja pustych kieszeni żąda od nas wielu wyrzeczeń, bez tego będziemy się tylko pogrążać w długach.
Pamiętajcie informować dzieci o zmianie statusu finansowego, nie udawajcie przed nimi, że wszystko jest w porządku. Dzieci będą żądać życia na wcześniej ustalonym poziomie, a tego nie będziemy w stanie im zapewnić. Nie mówicie lakonicznie – nie kupię Ci, bo nie mam pieniędzy, jak powtórzycie to kolejny raz bez wyjaśnień dziecko uzna to za wymówkę, a nie problem finansowy.  W każdym wieku możemy dziecku wytłumaczyć brak pieniędzy, trzeba tylko pomyśleć nad metodą, może pokazać na klockach nasze zasoby dzielić na wydatki, a potem pokazać, że nic nie zostaje.  
Nie próbujcie udawać przed otoczeniem, że na wszystko Was stać, to nakręca długi. Może zamiast wypadu ze znajomymi do kina zróbcie spotkanie przy grze planszowej, niech każdy coś przyniesie do przekąszenia i może być bardzo ciekawy wieczór. Naprawdę udawanie nie prowadzi do niczego dobrego, może prowadzić do pogłębiania u Was stanu depresyjnego, bo co raz trudniej będzie Wam dorównać poziomem do innych.
Wiem jak bywa również trudno z rodziną, sami przeżyliśmy takie chwile, gdy mieszkający od nas ponad 50 km rodzice oczekiwali cotygodniowej wizyty, a nas nie było stać na paliwo.  Rodzinne uroczystości to też były trudne chwile, skąd wziąć na prezent jak nie mamy pieniędzy. Zaczęliśmy robić prezenty sami, lub zanosiliśmy domowe wyroby wino, nalewkę, chleb, soki itp. Nie unikaliśmy takich uroczystości, nie udawaliśmy, nie zapożyczaliśmy się. Dlaczego mamy odmówić udziału w jakieś uroczystości tylko, dlatego że brak nam pieniędzy. Niestety wiele osób tak niszczy kontakty rodzinne odmawiając zaproszenia, ale czy tak naprawdę wszyscy czekają tylko na prezent od nas? Żyje nadzieją, że nie. Mam nadzieję, że ważniejsze jest to, iż przyszliśmy z otwartym sercem, dobrym słowem i drobnym upominkiem w ramach pamięci. Ja szyłam na prezenty fartuszki, poszewki na poduszki, robiłam różne drobiazgi metodą decoupage. Kwiaty dla nauczycieli ścinałam z ogrodu, wiązałam kokardki i dzieci zanosiłyby nie iść z pustymi rękoma. Myślę, że często wystarczy odrobina pracy i kreatywności by mieć prezent dla kogoś.
Nie wstydźcie się swojej sytuacji, nie udawajcie, nie próbujcie dorównać do jakiegoś poziomu. To naprawdę nie ma sensu. Nie róbcie z siebie męczenników, którzy biadolą na wszystkie strony jak im źle. 
Mój ojciec chrzestny po zaproszeniu na nasze wesele powiedział, że go nie stać użył słów – jak się nie ma miedzi to się na tyłku siedzi. Bardzo było mi przykro, bo chciałam by był z nami w ten ważny dla mnie dzień. Niestety nie pomogły przekonywania, że ja nie czekam na prezent. Na naszym weselu pojawili się ludzie, którzy w prezencie przynieśli drobiazgi – obrus, ścierki kuchenne, niektóre mam do dziś po 25 latach i są dla mnie cennym wspomnieniem.  Nie chodzi o postaw się, a zastaw się, chodzi o serce, czas i zaangażowanie. "Nikomu nic się nie należy - Philip Zimbardo -  Mamy to, co sobie wypracujemy. Dobrymi uczynkami, współczuciem, pracą nad sobą. Bycie ofiarą lub bohaterem to wyłącznie kwestia świadomości, a nie okoliczności. To prawda, trudno pogodzić się z faktem, że przytrafiło nam się coś złego, że mamy pod górkę, a inni mają lepiej. Ale takie myślenie to trucizna. Zazdrość niszczy nas i nasze związki.  Nie ma co też się ciągle zamartwiać i szukać winnych. Uważajcie również na toksyczne osoby w swoim otoczeniu, często są to bliskie osoby które budują w nas ciągłe poczucie winy i zależność od nich. 
Aby zachować zdrowie psychiczne, nie marudź, rób to, co możesz, nie skupiaj się na negatywach, doceń to, co masz, mów dobrze o sobie i o innych, wstawaj w dobrych humorze. Żadna magia. Samo życie.

Być ubogim to nie wstyd, udawać kogoś kim się nie jest to……….

piątek, 4 listopada 2016

Mój dzisiejszy jadłospis jesienny




Ostatnio przytrafiło nam się kilka awarii domowych i samochodowych, więc znowu trzeba dokładnie analizować wydatki i wszystko planować.  Musze również bardzo dokładnie planować posiłki by w tym przejściowym okresie jesienno – zimowym nie zaniedbać rozsądnego odżywiania.




Jednodniowy jadłospis jesienny

I śniadanie: jajecznica z cebulą, pieczywo żytnie i bezglutenowe z masłem, herbata zielona

II śniadanie: chleb, masło, pasta ryba, ogórek kiszony, herbata owocowa, jabłko

Obiad: zupa dyniowa na ostro, kluski śląskie z cebulką i boczkiem, buraczki gotowane woda z sokiem z aronii

Kolacja: ciasto z dyni, czekoladowe mleko owsiane (wszystko domowego wyrobu)


Sama piekę wszystkie pieczywa, ciasta, robię pasty, kluski, boczek również jest przez nas peklowany i wędzony. Napój owsiany oczywiście domowej produkcji. Buraczki, ogórki kiszone to nie inaczej jak domowy produkt. 

wtorek, 25 października 2016

Kolejne moje myśli nie uczesane...



Często spotykam się z zarzutem, że daję się zamknąć w kuchni, sprowadzić do roli garkotłuka.  Nie wiem, czemu emancypację utożsamia się z przejęciem roli męskiej. Dla mnie to wolność wyboru, równouprawnienie. Kocham swoją kobiecą role w życiu, pracuję zawodowo, ale uwielbiam być matką, gospodynią domową.  Kocham robótki ręczne, robienie przetworów na zimę, gotować, piec i prasować. Lubię być w kuchni i przez okno widzieć jak moi faceci np. rąbią drewno, a ja piekę dla nich ciasto. Nie chce być facetem, chce być kobietą w tych swoich spódnicach (bo chodzę tylko w spódnicach) i robić na drutach. Często mam wrażenie, że nie pasuję do tej epoki. Oczywiście chce męskiego szacunku i podziwu, ale nie udając faceta, ale będąc kobieta. Chce równości, ale nie na siłę wykonując męskie zawody. Jednak my kobiety mamy odrobinę odmienne postrzeganie świata z męskim, mamy predyspozycje do pewnej grupy zawodowej,  nie dlatego, że jesteśmy słabe, ale dla tego właśnie, że siła jest kobietą.  Ja nie chce być facetem, by pokazać, jaka jestem dzielna. Ja chce być dzielna, bo jestem kobieta. Piszę o tym, bo Wy często piszecie do mnie, że ciężko Wam walczyć o dom, rodzinę. Boję się pisać, że od wieków to kobieta chroniła domowe ognisko, to kobiety oszczędzały, zarządzały i dbały o dom. Obecnie wiele kobiet ucieka od tej roli, ale jednocześnie nie ma zamiany jej, mężczyzna nie przejmuje części gospodarowania zasobami, doglądaniem domowego ogniska, taki dom pozostaje w nieładzie i dzieje się źle. W każdej firmie musi być osoba zarządzająca, każda grupa wymaga planu, budżetu. Myślę, że wiele par powinno porozmawiać o tym, kto ma dbać o finanse w rodzinie, patrzenie jedno na drugie nie niesie za sobą korzyści dla rodziny. Zastanówcie się czy Waszych domach jest osoba, która kontroluje wydatki i dochody.  Najstarsze poradniki, do których dotarłam z XIX wieku nawołują do systematycznego prowadzenia budżetu domowego. Kolejne poradniki z lat powojennych również o tym nauczają, a i te z lat 70-80 też.  Każda firma ma księgowego, czy biuro rachunkowe, czemu nie ma mieć również każde gospodarstwo domowe osoby odpowiedzialnej za kontrolę przepływu finansów.  





To znowu moje filozofowanie.... 

P.S nic nikomu nie wytyka, nie mam na celu kogo urazić, tylko tak sobie marudzę :) 

czwartek, 13 października 2016

Ubrania - mniej znaczy więcej...



W oszczędnym życiu trzeba zwracać uwagę na wszystkie aspekty naszego funkcjonowania. Po za oszczędnym żywienie rodziny należy przemyśleć nasze szafy. Czy potrzebujemy tego wszystkiego, co w nich jest i czy na pewno potrzebny nam nowy ciuch. Październik to miesiąc oszczędności, więc może warto spróbować z przemyśleć zasoby i potrzeby odzieżowe, a przy okazji może i warto przeanalizować kosmetyczkę i potrzeby ilości nakładanego makijażu w stosunku do tego, co posiadamy.   
Z ubraniami polecam zrobić według zasad. Nie noszę tego od 2 lat, nie czuję się w tym dobrze, nie liczcie na drastyczne zmiany sylwetki.
Jeśli nie włożyliśmy jakiegoś ubrania przez dwa lata to jest jakiś powód, ja pozbywam się takich ubrań, zamieniam lub przerabiam, wyjątkiem są odkładane do pudła ubrania, które nadają się na przeróbkę do stworzenia kostiumów na karnawał. Nie trzymam tych ubrań wraz z całą resztą. Kiedyś trzymałam w szafie ubrania na wszelki wypadek, nie lubiłam ich, ale może jednak, bo są w dobrym rozmiarze, obecnie nie zachowuję takich ubrań, albo przerabia, sprzedaję lub oddaję, wymieniam się. Dawniej również w mojej szafie były ubrania o rozmiar dwa większe, a tak na wypadek jak bym przytyła. Ale, po co, przecież mam nie przytyć tylko zachować wagę, więc, po co trzymać je, zrobiłam z nimi podobnie jak wyżej przerobić, oddać/wymienić, sprzedać. Potem polecam popatrzeć czy dają się te ubrania, co nam zostały ze sobą łączyć, ja odłożyłam kilka rzeczy, które zupełnie nie pasowały do tego, co posiadam, musiała bym coś dokupić, a nie o to mi chodziło. Teraz dużo szybciej szykuję się do wyjścia, mam wszystko pod ręką, zawsze wyprasowane i gotowe do założenia, nie musiałam powiększyć ilości szaf, a w rezultacie okazało się, że mam całkiem sporo ubrań.



Kosmetyczka – warto ją przejrzeć i zastanowić się, co tak naprawdę używamy, czy wszystkie podkłady, pudry, róże, cienie itd. Są nam naprawdę potrzebne, czy kolejny lakier do paznokci to ważny zakup.  Ja posiadam dwa lakiery do paznokci, kupiłam droższe by były jak najmniej szkodliwe dla mnie i używam dwóch na zmianę lub je łącze przez malowanie najpierw jednej warstwy jednym kolorem potem drugiej drugim lub na odwrót, dzięki temu mam 4 kolory do użytku. Lakiery mam tej samej firmy, więc mogę je spokojnie łączyć, mogłabym jeszcze zrobić paski, kropki itp. I otrzymać więcej wariantów z tych dwóch kolorów. Jeden mam metalik drugi matowy, dzięki temu mam różne opcje, ubieram się w podobnej tonacji, więc te dwa lakiery są dobre do każdej. Na co dzień nie używam podkładu, pudru, cieni… Używam tuszu i błyszczyka, na większe wyjście mam próbki ulubionego podkładu, dzięki temu jest zawsze świeży, nie psuje się, puder kupuję raz do roku małe opakowanie, mam jeden błyszczyk, pomadkę oraz pomadkę ochronną. Cieni nie używam w ogóle. Nie lubię obciążać cery dużą ilością kosmetyków.
W mojej szafie i kosmetykach rządzi minimalizm. Lubię ten porządek i nie tęsknię to szafy pełnej ubrań, wystarcza mi moja, mam w niej rzeczy, które używam, lubię i są w moim rozmiarze.
Czasem mniej znaczy więcej.




czwartek, 6 października 2016

Spódniczka z odzysku



Czas na jesienne porządki w garderobie, a z nimi przeróbki odzieży. Córka wyrosła z dwóch ulubionych spódniczek, żal jej było się z nimi rozstać, więc zrobiłam jej z dwóch jedną. 



Z jednej odcięłam falbany dwie, zaś druga była tak zwaną bombką, więc odprułam podszewkę i odprasowałam dół, następnie naszyłam falbany z drugiej spódniczki i teraz córka ma wirującą sukienkę za kolana.  




Uwielbia taki odzieżowy recykling, nic nie zostało wyrzucone, nie zasiliło wysypiska, a córka ma nową - starą spódniczkę. 
Teraz olej na przerobienie ulubionej Jej sukienki na spódniczkę, potem pomyślimy o kolejnych przeróbkach.  Jesteśmy w trakcie odkładania letnich rzeczy i przeglądania jesienno-zimowych, wszystko zatem przed nami. :) 


środa, 5 października 2016

Domowy paprykarz z wędzonej makreli



Paprykarz domowy to tanie danie, a do tego zdrowe. Obecnie ciężko jest znaleźć w sklepie paprykarz o dobrym składzie. Paprykarz to dla nas z mężem wspomnienie młodzieńczych wypraw z plecakiem, lubimy paprykarz, ale niestety nie odpowiada nam obecnie jego skład. Zatem pomyślałam, że należy zrobić własny, domowy, jeśli przemysł spożywczy nie proponuje nam nas zadowalającego.



Składniki:
1 makrela wędzona (około 200 - 300 g) - 4 - 6 zł 
100 gram suchego ryżu lub 1 woreczek (ja nie używam ryżu w woreczkach) - 0,30 zł 
2 łyżki koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka papryki słodkiej
½ łyżeczki papryki ostrej, (jeśli nie lubicie pikantnych potraw, zmniejszcie tą ilość)
4 łyżki oleju lub oliwy
1 cebula - 0.15 zł 
1 średnia marchew - 0.10 zł 
1 ząbek czosnku
3 ziarna ziela angielskiego
1 liść laurowy
Sól do smaku
150 ml wody

Ja ryż gotuje w dużej ilości wody jak makaron, następnie odcedzam na sicie i odstawiam do przestygnięcia. Cebulę siekam w drobna kostkę, marchewkę ścieram na grubszej tarce. Wlewam olej na patelnię i rozgrzewam następnie podduszam cebulę i dorzucam marchew, podlewam wodą, dokładam ziele, liść i przykrywam, dusze około 10 minut całość. Następnie dokładam przeciśnięty lub starty czosnek, koncentrat, papryki i sole do smaku, jeśli jest jeszcze zbyt dużo wody odparowuję chwilkę i odstawiam do ostygnięcia. Obieram dokładnie makrelę i dorzucam ją z ryżem do cebuli, wszystko dokładnie mieszam, przekładam do słoika i odstawiam do lodówki, najlepiej smakuje na drugi dzień.  Jest to naprawdę niedrogi i zdrowy dodatek do kanapek, jeśli położymy na kanapkę dodatkowo plasterek ogórki kiszonego to już czysta poezja smaku. Uwielbiamy wszyscy taki domowy paprykarz. 

Ogólnie koszt za 1/2 kg gotowego produktu 5-7 zł czyli kilogram 10-14 zł. Paprykarz gotowy kosztuje 9 - 13 zł.  Nie jestem w stanie obliczyć ceny 2 łyżek koncentratu, czy też 4 oleju, przypraw , czasu i naszych chęci. Skład, przechowywanie w puszce, zawartość ryby, sami oceńcie który się opłaca. Ja wybieram domowy skład produktu, nie godzę się na wypełniacze, wzmacniacze smaku i konserwanty. 

poniedziałek, 3 października 2016

Rady z XIX wieku.



Szybkie rady z XIX wieku.
Ostatnio czytam sporo publikacji z końca XIX i początku XX wieku, są to głównie poradniki z tamtego okresu. Czasem rozbawiają mnie, czasem dają pewne spostrzeżenia np. jak zmienia się sytuacja kobiety na przełomie wieków. Zapewne był to ważny okres dla kobiet żyjących w Polsce, na początku wieku otrzymały one prawo wyborcze (tak dla ścisłości to w USA kobiety otrzymały to prawo później niż polskie kobiety).  To taka dygresja historyczna.



Rady nie są konkretnie z tej książki. 


W poradnikach z przed 200 lat można znaleźć bardzo sensowne i przydatne dziś rady, postaram się Wam je przybliżać, ale tylko te, które osobiście zastosuję i się sprawdzą lub ostrzegę Was przed próbami.

Dziś dwie z nich:

Jeśli macie problem z łykiem w fasoli szparagowej lub długo się gotuje pozostając twarda, można dołożyć do garnka sodę oczyszczoną w ilości około szczypty. Podobnie można ratować inne produkty jak np. twarde mięso, ziemniaki. Sprawdziłam na własnej już mocno przerośniętej fasoli, wyszła mięciutka jak młoda fasolka.

Ja nie używam patelni teflonowych, ceramicznych itd. Stosuję w kuchni tylko patelnie stalowe, mogę je dowolnie szorować, nie martwię się zarysowaniami, ale mają wadę, wiele rzeczy przywiera do nich. Aby temu zapobiec polecam wrzucić na rozgrzaną patelnię ½ łyżeczki soli i chwilkę ją podprażyć, następnie wysypać sól i wytrzeć patelnię. Po tym zabiegu wszystko pięknie się smaży i nie przywiera.  Mogę na jednej patelni podpiekać ziemniaczki i smażyć placuszki.


Rady te dają oszczędność, pierwsza – nic nie marnujemy i nie wyrzucamy jedzenia, wszystko wykorzystamy w kuchni. Druga daje nam oszczędność patelni i ich ilości posiadania. 

czwartek, 29 września 2016

Taki tam jadłospis




Wrzesień to dla nas trudny, co roku miesiąc, opłaty w szkole, opłaty za zajęcia dzieci, ubezpieczanie samochodu to wszystko spowodowało, że musiałam zrezygnować z robienia zakupów żywnościowych i przeglądając lodówkę, zamrażarkę, spiżarnię układam jadłospis z tego, co mam w domu.  Staram się by spełniała nasze potrzeby oraz nie był niesmaczny.





Mój jadłospis w tym tygodniu:

Poniedziałek
Zupa ogórkowa z ziemniakami (ugotowana na zamrożonym wywarze z gotowania żeberek do pieczenia)
Placki ziemniaczane z musem jabłkowym (domowym)

Wtorek
Zupa ogórkowa
Mięso w sosie, kasza jaglana, fasolka szparagowa z ogrodu (ostatnie zbiory)

Środa
Grochówka z makaronem
Smażone śledzie, ziemniaki, sałatka z pomidorów i cebuli (jeszcze własne z tunelu foliowego)

Czwartek
Grochówka z ziemniakami
Śląskie z cebulka i skwarkami, buraczki gotowane

Piątek
Pomidorowa z ryżem
Racuchy drożdżowe z jabłkami

Sobota
Pomidorowa z ryżem
Zapiekanka ziemniaczana z resztkami wędliny, cebulą ogórkiem kiszonym, jajkiem gotowanym

Niedziel 
Pomidorowa z makaronem
Kotlety mielone, ziemniaki i marchewka gotowana (również jeszcze nasza z ogrodu).


Pieczywo oczywiście wypiekam sama, do tego upiekłam w tygodniu ciasto bananowe (były 3 banany w domu w nieciekawym kolorze), robiłam do pieczywa paprykarz domowy, pastę jajeczną i wyjęłam resztki pasztetu zamrożonego, który piekłam miesiąc temu. Jako dodatki do kanapek są pomidory, rzodkiewki z ogródka, ogórki kiszone i konserwowe ze spiżarni (mam 50 słoików kiszonych). Na ciepłe śniadania domownicy jedzą owsiankę, grzanki, budyń jaglany z cynamonem i rodzynkami, ryż z jabłkami duszony na maśle. Zebrałam resztę jabłek i śliwek z ogrodu, więc są również owoce w naszym jadłospisie. Dzięki stałemu robieniu zapasów i przetworów spokojnie mogę przetrwać cięższy okres finansowy. Kupujemy półtuszę w ubojni, ryby prosto z nad morza w dobrych cenach i wszystko mrozimy, Wyrabiamy własne wędliny, przetwory do słoików, mamy ogródek obecnie wyjdzie około 100 m2, dzięki tym zabiegom możemy zdrowo i tanio się odżywiać. Owszem wymaga to od nas pracy, ale czemu mamy bać się aktywności fizycznej, chętnie spędzamy czas produkując żywność i nie tylko, Bardzo miły jest moment gdy kończymy pracę i podziwiamy własne dzieło.  Mąż powiększył w tym roku ogródek, napracował się z młodszym synem, ale jak miło się teraz podziwia go i ta świadomość, że mamy z niego zdrową żywność. Gdy upiekę chleb i cały dom nim pachnie, a ja podziwiam rumiane bochenki, odczuwam spełnię, radość i satysfakcję. 





środa, 28 września 2016

Małe oszczędności są ważne!



Małe oszczędności często są pomijane, nie skupiamy się na drobnostkach, szukamy dużych i konkretnych oszczędności, a często to błąd. Spróbujmy sobie wyobrazić, że kupujemy codziennie sobie słodką bułkę do pracy za 2,5 zł, jeśli przemnożymy tą kwotę przez ilość dni roboczych, czyli około 20 w miesiącu, a następnie pomnożymy przez około 11 miesięcy to otrzymamy kwotę 550 zł, tylko za słodką bułeczkę do pracy. Jeśli dołożymy do tej kwoty kawę za 10 zł to otrzymamy razem 2750 zł rocznie wydanych na taki niby drobiazg nic nieznaczący. Czyli wydając niewielką kwotę 10-20 zł kilka razy w tygodniu okazuje się, że wypływa nam z kieszeni fajny wyjazd, nowa kanapa, spłat długu, opłata nauki języka obcego, ciekawe hobby itd. Małe oszczędności potrafią być siłą napędową budżety, to one mogą nam sfinansować na przykład wakacyjny wyjazd. Spróbujcie przez miesiąc odmówić sobie takich drobiazgów jak kawa na mieście, ciacho, batonik, kolejny lakier do paznokci, (mimo, że mamy ich już 10), nowe perfumy, – bo ciekawy zapach itd. Nawet taki drobiazg jak codzienne żucie gumy to koszt, 2 duże paczki gum w drażetka miesięcznie to roczna kwota około 150 zł, niby niewiele, ale ile musicie pracować na te 150 zł. 



Można pomyśleć zasuwam ciężko w pracy to mi się należy, no tak, ale w sumie, dlaczego tak ciężko pracujesz? By było Cię stać na przyjemności, ale robisz je sobie, bo ciężko pracujesz i mało masz życia w życiu, bo brak Ci czasu. Oj chyba się pogubiłam w tej logice, stop!  
Ostatnio czytałam książkę fantastyczną, tam przybysz z innej planety obserwuje ziemian i nie rozumie nas. Wymyślamy urządzenia by nas wyręczały w pracy, kupujemy je za duże pieniądze, a następnie idziemy na siłownię i wydajemy pieniądze by podnieść kondycję, bo się nie ruszamy. Później zasiadamy przed telewizorami i przeżywamy cudze życie, bo na własne brak nam czasu. Przybysz uznał, że zupełnie nie jest w stanie zrozumieć gatunku ludzkiego. To taka drobna dygresja.


Wracając do tematu, spróbujcie zrezygnować na miesiąc ze swoich drobnych przyjemności i za każdym razem, gdy macie na nie ochotę odkładajcie dokładnie taką kwotę, którą byście do słoiczka, skarbonki, skarpety czy czegoś w tym stylu. A na koniec miesiąca policzcie ile możecie zaoszczędzić pieniędzy rocznie, dzięki takiemu eksperymentowi możecie świadomie zdecydować czy dla Was są istotne „małe” oszczędności. 

poniedziałek, 26 września 2016

Oszczędne życie? Tak, ale z głową!




Gdy spotyka nas moment, że musimy zmniejszyć swoje wydatki, gdy z różnych powodów zasoby finansowe są niewielkie lub musimy/chcemy oszczędzić/zmniejszyć wydatki siadamy i zastanawiamy się jak to rozwiązać. Wiele razy już pisałam, że najpierw trzeba policzyć, na co wydajemy i ile zarabiamy miesięcznie pieniędzy. Gdy uda się nam to ustalić zaczynamy eliminować wydatki, by dojść do kwoty, w której się mieścimy. Niestety najczęściej pierwszą rzeczą, jaką robimy to ograniczamy wydatki na żywność, nie na rozrywki, transport, odzież, ale na jedzenie. Statystyki wskazują, że zmniejszając wydatki na żywność chwytamy za produkty niskiej, jakości, ale oczywiście w niskiej cenie.  Zamieniamy pełnowartościowe produkty na substytuty jedzenia. Sięgamy wtedy po parówki, wędliny z niską zawartością mięsa, sery zamieniamy na tanie produkty seropodobne, pieczywo najtańsze na półce, margaryny zamiast masła, tani olej zamiast wartościowych tłuszczy itd. Nie analizujemy składu, nie rozważamy zamienników korzystnych dla naszego zdrowia. Chcemy oszczędzać, ale jednocześnie chcemy tanio i szybko, nie ważne, co, byle nie chodzić głodnym.  Statystyki wskazują, że takim podejściem kieruje się zdecydowana większość osób, które muszą/chcą oszczędzić. Kolejną dziedziną, na której oszczędzamy to odzież, następnie rozrywki a na końcu transport.  Jeśli chodzi o dbałość o zdrowie, aż 90% Polaków, gdy nie ma pieniędzy w pierwszej kolejności rezygnuje z leczenia zębów. To duży błąd, zepsute zęby są przyczyną wielu poważnych schorzeń, więc nie warto oszczędzać na ich leczeniu, lepiej chodzić z brzydka fryzura niż z zepsutymi zębami. 



Czyli generalnie większość z nas rusza w drogę zmniejszenia wydatków nie tak jak należy to zrobić. Ja również nie wybrałam odpowiedniej drogi, owszem zmniejszyłam wydatki na rozrywki, odzież itp., ale z żywnością niestety postąpiłam jak większość. Zupełnie niepotrzebnie zaczynamy jeść niezdrowo, wystarczy trochę pracy w kuchni i możemy naprawdę zdrowo jeść, a jednocześnie tanio. Prostym przykładem jest zmiana wędlin marnej, jakości jakie wybieramy przy obniżaniu kosztów na pieczone mięso w różnej formie, można często kupić np. szynkę w promocyjnej cenie, następnie natrzeć ziołami i upiec, dzięki temu mamy 100 % zawartości mięsa w wędlinie, a jednocześnie nie wydaliśmy 30 - 40 zł za kg. Tani chleb często nie wyjdzie oszczędniej, bo jest nadmuchanym nisko wartościowym produktem, by się najeść zjadamy go dużo więcej niż odrobinę droższy, ale dużo lepszej, jakości chleb. Każdą kromkę trzeba czymś obłożyć, więc i tu oszczędności się kończą.  Włączmy do swojej diety dużo warzyw i owoców sezonowych, nie muszą to przecież być egzotyczne płody rolne, buraki, marchew, jabłka, kapusta są dostępne cały rok, cena ich nie jest wygórowana, a składniki odżywcze, jakie niosą dla naszego organizmu bezcenne. Zacznijmy jeść więcej warzyw strączkowych, mają sporą zawartość białka, więc można zaoszczędzić na mięsie np. Jedzcie śledzie, makrele, które nie są bardzo drogie, a bardziej wartościowe niż dorsz, pstrąg czy halibut.  Niestety żywienie się produktami niskiej, jakości, które nie niosą za sobą wartości odżywczych powoduje podupadanie na zdrowi, a co za tym idzie koszty leczenia. Ja wiem, że oszczędzanie na żywności jest trudne, zatem może najpierw w chwili kryzysu finansowego zacznijcie od cięcia wydatków na rozrywki, odzież, transport, kosmetyczka itp. Zastanówcie się czy nie można gdzieś dojść pieszo, podjechać rowerem, czy zabrać się wspólnie z kimś samochodem i dzielić koszty, zawsze to oszczędność.  Zamiast rodzinnego wyjścia do kina za 100 zł, może lepiej wypożyczyć lub nawet kupić film, jednak koszt będzie dużo niższy. Niektóre filmy można oglądać online bezpłatnie. A przekąski przygotować we własnym zakresie – owoce, ciasteczka, orzeszki. Takie oglądanie filmu może być wydarzeniem rodzinnym, wspólne przygotowania, wybór filmu. Ma to swoje zalety, przerwać można dowolnie na wyjście do toalety lub przygotowanie herbaty, można komentować swobodnie i śmiać się na całe gardło, a do tego pozostać w domowych kapciach.  Jeśli chcemy gdzieś wyjść nie musi to być od razu drogi wypad, ja często śledzę różne bezpłatne warsztaty, prelekcje, wystawy, potem można iść na spacer z ciasteczkami w kieszeni, lub zrobić sobie mini piknik w parku – ciasteczka, kawa/herbata z termosu i wspólne bycie razem. Wiem, że jesteśmy ciągle nakręcani do konsumpcji, przemysł rozrywkowy, gastronomia, odzież, kosmetyki krzyczą do nas ze wszach stron, ale kim, byśmy byli gdybyśmy tak zupełnie bezwolnie poddawali się bez kompletnie żadnej rozsądne analizy?  Nie pozwólmy zrobić z siebie zombie, wybierajmy to, co jest dobre dla nas i naszej rodziny. Nikt nie może nam nic kazać i narzucać. Podejdźmy z głową do naszej sytuacji i do tego, jaki mamy cel i jak do niego dążyć w najlepszy dla nas sposób!!   Niestety wyjście z problemów finansowych lub oszczędzanie na wymarzony cel niesie za sobą sporo wyrzeczeń i jeśli ich nie akceptujemy to również nie możemy liczyć na zmiany. Każda zmiana czegoś od nas wymaga – czasu, zaangażowania, odmawiania sobie czegoś, samodyscypliny, pracy itd. Nie ma zmian bez ruszenia się z miejsca.  Nie bójmy się zmian, nie traktujmy oszczędnego życia, jako zła koniecznego, spójrzmy na to jak na wyzwanie, jak na sprawdzian siebie. Jak to wielu mówi „znamy siebie na tyle, na ile nas wypróbowano”, więc nie możemy z góry założyć, że nie damy rady, nie nadajemy się do tego.  Marudzenie, biadolenie i oskarżanie wszystkich za to, w jakiej jesteśmy sytuacji nic nie zmieni na lepsze, może nas spotkać tylko wiele niemiłych rzeczy – depresja, załamanie nerwowe, odsunięcie się rodziny lub znajomych, problemy zdrowotne, utrata pracy przy spadku wydajności i wiele innych dość nie fajnych problemów.  Wybór należy do Was, to jakie będzie jutro w dużej mierze zależy od Was. 

poniedziałek, 19 września 2016

Nic się nie marnuje - pesto z liści rzodkiewki



Z racji, że ostatnio zgłębiam tajniki dzikiej kuchni – zjadania roślin, które rosną na łąkach, postanowiłam zacząć z rodziną eksperymenty od mniej dziwnych dań, nie zaserwuję im na początek sałatki z krwawnika lub mąki żołędziowej, bo mogłoby to wywołać ostry sprzeciw. Zaczęłam, więc od popularnej rośliny, choć tej części nie jadamy często w naszych domach, mowa o rzodkiewce. Znalazłam informację, że rzodkiewka tak naprawdę ma więcej właściwości odżywczych w liściach niż w korzeniowej części.  Liście rzodkiewki odtruwającą organizm z toksyn, działają przeciwzapalnie, a ich działanie przeciwnowotworowe jest bardzo duże, nawet większe niż brokułu. Liście są bogate w witaminę C (dwa razy więcej niż w cytrynie), fosfor, wapń i żelazo.  Sumując właściwości liści rzodkiewki: silne działanie przeciwnowotworowe (silniejsze niż brokułu), działanie odtruwające i oczyszczające, poprawa trawienia i przemiany materii, dobre źródło witaminy C (więcej niż w cytrynie), źródło żelaza i wapnia (więcej niż w szpinaku), wspomaganie leczenie żółtaczki, reguluje ciśnienie krwi. Więc jak zignorować tak wspaniały pokarm? Jak wyrzucić świadomie do śmieci tyle dobroczynnych właściwości dla naszego organizmu.  Zjadamy chętnie kiełki rzodkiewki, ale liście najczęściej wyrzucamy, po co, skoro mamy w cenie pęczka wszystko do zjedzenia?  Ja mam to szczęście, że mam własne rzodkiewki w ogródku, zachęcam do wysiewania ich do balkonowych i parapetowych skrzynek, jak widać mamy sporo z nich pożytku i zdrowego jedzenia. Jeśli nie mamy zupełnie możliwości uprawy własnych, to zalecam po zakupie przebrać liście i wymoczyć je w wodzie z octem, a następnie sodą oczyszczoną i wypłukać dokładnie. Wybierajcie rzodkiewki z młodymi listkami, takie są najsmaczniejsze.
Ja wprowadzenie w odmienny świat smaków zaczęłam od najpopularniejszego dania w necie proponowanego z rzodkiewek – pesto.  Zebrałam dość pokaźny pęczek rzodkiewek w ogródku, następnie oddzieliłam część korzeniową od liści i przebrałam liście, by ie było pożółkłych, zwiędłych i ogólnie uszkodzonych. Wymoczyłam w wodzie, odlałam wodę i ponownie wymoczyłam, pozbyłam się jednej zielonej gąsienicy dzięki temu i drobinek piasku.





Składniki:
Liście rzodkiewek (najlepiej młode)
6 łyżek uprażonego na suchej patelni słonecznika
6 łyżek oleju lub oliwy
½ cytryny (wyściskamy z niej sok)
2 ząbki czosnku
Sól
Pieprz




Słonecznik po wystudzeniu zmieliłam w młynku do kawy, liście po odsączeniu z wody, posiekałam drobno, dołożyłam obrany czosnek, sok z cytryny i wszystko razem ze zmielonym słonecznikiem zblenderowałam na gładką masę. Doprawiłam solą i pieprzem do smaku.  Takie pesto użyłam, jako jeden z sosów do domowej pizzy, przyznam, że smakował świetnie. Możemy go użyć do makaronu, jako sos do hamburgerów, kanapek. Po zrobieniu pesto możemy przełożyć je do słoiczka i przechowywać w lodówce 4-5 dni.  



Nasze sosy do pizzy - czosnkowy z jogurtem, pomidorowy na bazie koncentratu pomidorowego z ostra papryczką i ziołami oraz nowość pesto z liści rzodkiewek. 

poniedziałek, 12 września 2016

Kuchnia Słowiańska - boczek z miętą



Ostatnio zaciekawiła mnie kuchnia wczesnośredniowieczna, jak dla mnie to ciekawy odwrót od żywności przetworzonej. Kuchnia Słowian wbrew pozorom jest pełna aromatu i bardzo urozmaicona, a do tego nieskomplikowana i niedroga. Dziś chcę Wam pokazać boczek pieczony z miętą, bardzo się obawiałam dołożyć do boczku miętę, ale efekt końcowy bardzo miło nas zaskoczył.  W przepisie proponują piec boczek nad ogniskiem i pewnie spróbuję i tej wersji, ale zaczęłam od piekarnika, choć zapewne boczek pieczony nad ogniskiem będzie miał więcej aromatu i smakować będzie zupełnie inaczej.




Przepis:
  • kilogram boczku surowego
  • szczypta ziaren kolendry
  • kilka ziaren jałowca
  • sól
  • 2 ząbki czosnku
  • kilka gałązek mięty (ja nie miałam pod ręka świeżej, więc użyłam suszonej z własnego ogrodu)






Kroimy boczek na dwie po ½ kg części. Ubijamy/ucieramy/rozmiażdżamy (nie wiem jak to nazwać) kolendrę z jałowcem i mieszamy z solą (ja dałam 1 łyżeczkę, ale to kwestia upodobań). Czosnek pokroiłam w cienkie słupki, następnie robić nożem otwory w boczku wkładałam w nie na przemian czosnek i ziarna jałowca, całość natarłam roztartymi przyprawami i ułożyłam w naczyniu żaroodpornym na suszonej mięcia, a odrobinę posypałam na wierzch boczku. Piekłam godzinę w temperaturze 180 stopni, po tym czasie zostawiłam boczek w gorącym, ale już wyłączonym piecyku na 10 minut, następnie wyjęłam i wyłożyłam na talerz, a wytopiony tłuszcz zlałam do kamionki i użyłam na drugi dzień do usmażenia jajecznicy na niedzielne śniadanie. Boczek w wersji ze świeżą mięta przygotowujemy dokładnie tak jak z suszoną tylko miętą owijamy boczek i obwiązujemy bawełnianym sznurkiem lub nitką, jeśli chcemy piec nad ogniskiem to zalecam sznurek. 

 Smakuje wybornie, zwłaszcza na domowym, żytnim chlebie na zakwasie. Polecam!!