Od dawna się nie kryję z tym, że czytanie to jeden z moich
nałogów. I nie walczę z nim — ba, nawet z radością mu się poddaję. Na szczęście
nie rujnuję przy tym domowego budżetu, by „karmić” mój czytelniczy nałóg.
Moja biblioteka miejska ma naprawdę bogaty księgozbiór i
regularnie pojawiają się w niej nowości. Do tego dochodzą wymiany książek ze
znajomymi, a czasem czytanie online — czy to dzięki kodom dostępu z biblioteki,
czy jako gratis do innych zakupów.
Ale do rzeczy. Pora na suche fakty — moje statystyki
czytelnicze.
W 2025 roku przeczytałam łącznie 18 144 strony.
Daje to średnio 1 512 stron miesięcznie, czyli około 349
stron tygodniowo.
„Ten, kto czyta, żyje tysiąc razy; ten, kto nie czyta – tylko raz.” George R.R. Martin
I tu pojawia się pytanie: dlaczego lubię czytać?
Bo czytanie pozwala mi na chwilę oderwać się od
codzienności. „Wychodzę” z własnego dnia, „przenoszę” się w inne miejsca,
„poznaję” nowych ludzi i „żyję” przez moment w innym świecie niż ten, który mam
na co dzień.
Lubię też to, że czytanie nie wymaga nakładów. Nie trzeba
planować, kupować ani organizować — zwłaszcza gdy korzystam z bibliotecznych
księgozbiorów. Jeśli książka nie jest „tą”, po prostu ją oddaję i sięgam po
kolejną. Wystarczy książka — często wypożyczona, czasem pożyczona — i chwila
spokoju. To jeden z tych prostych sposobów na odpoczynek i „podróż”, które nie
obciążają budżetu.
Jakie miejsce ma czytanie w Waszej codzienności?
Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę. To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


