piątek, 30 stycznia 2026

Luty w domu i ogrodzie – kalendarz współczesnej gospodyni

 


Zima jeszcze się nie poddała, lecz dzień już wyraźnie przybywa. Luty to miesiąc  porządków, zapobiegliwości i wyciszeniaNie jest to czas wielkich postanowień ani gwałtownych zmian. To miesiąc drobnych, codziennych czynności, wykonywanych z myślą o przyszłości: w ogrodzie, w domu, w kuchni i w sobie. Dla mnie rok zaczyna się z pierwszym dniem wiosny, wszelkie istotne postanowienia/zmiany zostawiam. Zimą jestem zbyt leniwa na wielkie wyzwania. 

 

W OGRODZIE - co w lutym przycięte i przemyślane, to w sezonie zdrowe i obfite. Luty w ogrodzie wymaga uważności i spokoju.

  • Wykonuj cięcia prześwietlające i odmładzające jabłoni, grusz, porzeczek, agrestu, malin i winorośli. Usuwaj pędy chore i krzyżujące się, narzędzia dezynfekuj, a rany zabezpieczaj maścią ogrodniczą.
  • Bielenie pni drzew owocowych.
  • Przy temperaturze powyżej +6–8°C wykonaj oprysk brzoskwiń i nektaryn przeciw kędzierzawości liści.
  • W domu wysiewaj na rozsady kapusty, kalafior, brokuł, kalarepę, seler, sałaty, pora i cebulę.
  • W drugiej połowie miesiąca, jeśli pogoda pozwoli, siej szpinak do gruntu.
  • Zaplanuj grządki, usuń resztki roślin i zasil ziemię kompostem.
  • Usuń zeszłoroczne liście i suche pędy bylin oraz traw.
  • Przytnij krzewy kwitnące latem: hortensje, tawuły, jaśminowce i budleje.
  • Strząsaj śnieg z iglaków, usuwaj połamane gałęzie.
  • Na parapecie wysiewaj pelargonie, petunie, lobelie, szałwię, żeniszek, lewkonię i kobeę.

 

W DOMU - co skontrolowane i naprawione, nie wróci wiosną jako kłopot. Luty sprzyja porządkom, które zwykle odkładamy „na później”.

  • To dobry moment na przegląd wiosennych okryć: drobne naprawy, pranie, szycie i przeróbki.
  • Warto zajrzeć do spiżarni – sprawdzić kasze, strączki i przetwory, przejrzeć zapasy ziemniaków i jabłek. To, co zaczyna się psuć, usuń od razu.
  • W mroźne dni dobrze wietrzyć pościel, koce i narzuty, a grube swetry czy futra odświeżyć na mrozie.

 

DLA ZDROWIA - lepiej wzmacniać, niż potem leczyć – organizm zimą ma „pod górkę”

  • Zadbaj o sen, regularne posiłki i umiarkowany ruch.
  • Zwróć uwagę na odpowiednią ilość witaminy C i nawodnienie – zimą łatwo o przesuszenie organizmu.
  • Chroń skórę: twarz i usta smaruj kremem ochronnym, dłonie noś w rękawiczkach i regularnie nawilżaj, podobnie stopy.

 

DLA UMYSŁU I NASTROJU - gdy dzień krótki, a słońca mało, cisza i spokój są najlepszym lekarstwem.

  • Warto wprowadzać dni (lub choć wieczory) bez ekranów: z książką, robótką ręczną, ciepłą herbatą i miękkim światłem.
  • Ubieraj się warstwowo i nie rezygnuj ze spacerów – nawet krótkich.
  • Luty to końcówka zimy, czas naturalnego zmęczenia i obniżonego nastroju. Wolniej znaczy lepiej.

 

W KUCHNI - niech będzie ciepło, syto i prosto – bo luty nie lubi pośpiechu ani wyrzeczeń.

  • Gotuj dania rozgrzewające i pożywne: zupy, kasze, racuchy z cynamonem.
  • Nie unikaj czosnku i przypraw.
  • To nie jest dobry moment na restrykcyjne diety – lepiej wybierać ciepłe, sycące posiłki niż słodycze i skrajności.

 


Lektury na luty - zima sprzyja czytaniu bez pośpiechu.

Klasyka – kobiece i domowe (przełom XIX/XX wieku)

  • Dewajtis – Maria Rodziewiczówna, spokojna opowieść o domu, ziemi i odpowiedzialności.
  • Pani Bovary – Gustave Flaubert, intymny portret kobiety rozdartej między marzeniami a realnością codziennego życia.
  • Małe kobietki – Louisa May Alcott, ciepła opowieść o domu, pracy rąk i więziach rodzinnych.

 Jeśli ktoś woli współczesność…

  • Dom nad rozlewiskiem – Małgorzata Kalicińska, o powrocie do prostszego życia, domu, ogrodu i codziennych rytuałów.
  • Dziewczyna z zapałkami – Anna Janko, subtelna, spokojna opowieść o relacjach i kobiecej wrażliwości.
  • Prowincja pełna snów – Katarzyna Enerlich, codzienność blisko natury, zapisana w drobnych sprawach.

Na koniec jedna książka-reportaż o slow living – „Pochwała powolności” – Carl Honoré, reportaż/esej o zwalnianiu tempa w życiu, pracy i domu. 


„Nie wszystko musi się zacząć od nowa — czasem wystarczy zadbać o to, co już jest.”


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


poniedziałek, 26 stycznia 2026

Kakaowe ciast bezglutenowe z polewą (bez gotowej czekolady)

 


Dawno nie wstawiałam przepisów. Dlaczego? Bo mój blog od początku nie miał być blogiem głównie kulinarnym — i nigdy nie startowałam do tej formy. Przepisy są u mnie dodatkiem. Chcę dzięki nim pokazywać co jemy na co dzień i od święta, bez udawania kulinarnego ideału.

W grudniu pojawiło się kilka przepisów, ale tylko dlatego, że o to prosiliście. Tym razem chcę zaproponować Wam ciasto kakaowe z polewą czekoladową — taką, do której wykonania nie używam gotowej czekolady.

Dlaczego nie używam czekolady? Ano dlatego, że w większości z nich jest lecytyna sojowa, a z soją… delikatnie mówiąc, nie jest mi po drodze.

Nie robiłam tego ciasta w wersji z mąką pszenną, więc nie wiem, jak dokładnie by wyszło. Ale myślę, że zamieniając mąkę ryżową na pszenną nie powinno być problemu — zazwyczaj to właśnie ryżowa bywa większym wyzwaniem w ciastach niż pszenna, a nie odwrotnie.

 


Zdjęcie trochą słabe, ale robione szybko bo mogłabym nie zdążyć :) 

Składniki - (keksówka 25 cm lub tortownica 22 cm)

  • 4 jajka 
  • 120 g cukru pudru (można zmniejszyć do 100 g)120 ml oleju rzepakowego
  • 120 ml mleka roślinnego (ryżowe lub owsiane bezglutenowe)
  • 35 g kakao naturalnego
  • 160 g mąki ryżowej
  • 40 g skrobi ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia bezglutenowego
  • szczypta soli
  • wanilia (opcjonalnie)

Kakao zalej gorącym mlekiem roślinnym, dokładnie wymieszaj i odstaw do lekkiego przestudzenia. Jajka ubij z cukrem na jasną, puszystą masę. Cienkim strumieniem dodaj olej, cały czas miksując. Wlej przestudzone kakao i krótko wymieszaj. Dodaj mąkę ryżową, skrobię, proszek do pieczenia, sól i wanilię. Delikatnie wymieszaj tylko do połączenia składników. Przelej masę do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz w temperaturze 170°C (góra–dół) przez 45–50 minut, do suchego patyczka. Po upieczeniu studź ciasto w formie.

 Składniki – polewa czekoladowa

  •  2 łyżki kakao naturalnego
  • 2–3 łyżki cukru pudru
  • 3 łyżki mleka (krowie lub roślinne)
  • 40 g masła

W małym garnku umieść wszystkie składniki. Podgrzewaj na bardzo małym ogniu, cały czas mieszając, aż powstanie gładka masa. Nie doprowadzaj do wrzenia.

Zdejmij z ognia i lekko przestudź. Polej letnie ciasto i pozostaw do zastygnięcia.

Uwaga: jeśli polewa zbyt szybko gęstnieje, dodaj łyżkę ciepłego mleka lub wody i delikatnie wymieszaj.

To ciasto robimy u nas bez okazji — do kawy, do herbaty, czasem po prostu dlatego, że jest ochota na coś słodkiego. Jeśli je upieczecie, dajcie znać, jak wyszło i w jakiej wersji.

Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


wtorek, 20 stycznia 2026

Blacha oberwała, kultura została.....

 

Czasem warto po prostu zwolnić.


Trochę ponad miesiąc temu spotkało mnie przykre zdarzenie.

Jechałam odebrać syna z warsztatu samochodowego (odstawił tam swój samochód). Narzuciłam kurtkę na domowe ubranie, wskoczyłam do auta i ruszyłam w drogę.

Niemal w samym centrum miasta, z drogi podporządkowanej — bez pierwszeństwa — nagle wyjechała mi centralnie w przód pewna kobieta.

Moje auto wyszło z tego stosunkowo „lekko”: tablica do wymiany, pęknięte kratki od grilla (góra–dół, nie znam się), otarty zderzak — i właściwie tyle.

Drugi samochód niestety ucierpiał znacznie bardziej: pęknięte nadkole, reflektor, drzwi kierowcy kleszczyły się i przy otwieraniu tarły, więc raczej nie nadawały się do normalnego użytkowania.

Z przyczyn formalnych musiałyśmy wezwać policję. Czekałyśmy w dość mało sprzyjających warunkach… trzy godziny.

Po przyjeździe policji:

– wystawiono mandat kierującej drugim samochodem,

– zabrano dowód rejestracyjny,

– mnie natomiast próbowano zabronić samodzielnego powrotu do domu z powodu braku kratki do  tablicy rejestracyjnej, a co za tym idzie, baku możliwości jej przytwierdzenia.

Stwierdziłam spokojnie, że mogę zaraz obok w sklepie kupić klej i ją przykleić albo wstawić tablicę za przednią szybę. Po krótkich negocjacjach zostałam „puszczona”.

 

Dziś natomiast otrzymałam decyzję od ubezpieczyciela.

I tu pojawia się moje zaskoczenie: nie byłam sprawcą zdarzenia, zgłosiłam naprawę bezgotówkową, nie zależało mi na żadnej wypłacie pieniędzy — chciałam po prostu, żeby samochód został naprawiony.

Tymczasem zaproponowana kwota była o 1000 zł niższa od wartości naprawy, którą sami wcześniej określili w piśmie.

Nie ukrywam, że tego akurat nie potrafię logicznie zrozumieć.

Ale cóż — może się nie znam.

W końcu jestem tylko kobietą…


Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest coś innego:

nikomu nic się nie stało, nikt na nikogo nie krzyczał, a po wszystkim życzyłyśmy sobie spokojnych świąt i wszystkiego dobrego.

Można? Można. Bo nawet w trudnych chwilach warto zachować rozsądek, empatię i spokój. Nerwy i krzyki nie naprawią szkody ani nie cofną tego, co już się wydarzyło.