Ostatnio naszła mnie taka refleksja, wszędzie słyszy się o ubóstwie
narodu polskiego, o złych zarobkach, warunkach pracy. A jednocześnie rozglądam się
po ulicach i myślę sobie, nieźle, jako naród się maskujemy. Ludzie jeżdżą dobrymi samochodami, ubrani są w
firmowe ubrania, dzieci są wożone w drogich wózkach, na nóżkach, mimo, że nie chodzą
jeszcze maja drogie obuwie. Kosmetyczka, fryzjer na zapisy ciężko o szybki
termin, markety pełne o każdej porze ludzi robiących zakupy, mieszkania i domy rosną jak
grzyby po deszczu. Jak to możliwe skoro tak wiele grup protestuje i żąda zmiany
uposażeń, tak wielu ludzi oczekuje pomocy finansowej. Ja osobiście wiem, że nie
jest różowo, ale jak tak się rozglądam dookoła to nachodzi mnie frustracja, co
robię nie tak. Wchodzę na portal społecznościowy i widzę, że wszyscy podróżują
i to często., Bywają w restauracjach minimum raz w tygodniu. Do kina chodzą na
wszystkie nowości. Czy tylko mnie coś w
tym wszystkim nie pasuje? Czy to jest właśnie staropolskie - postaw się, a zastaw się?