czwartek, 7 sierpnia 2014

Być niezależnym.....


Od lat myślę, że dobrze było by stać się jeszcze bardziej niezalanym od zakupów w sklepach. Marzy mi się własna koza i króliki, niestety nasz styl życia utrudnia nam posiadanie takich zwierząt których nie można zabrać ze sobą na wyjazd, a niestety nie mamy możliwości zlecić komuś karmienie przez tydzień zwierząt. Marzę również o posiadaniu pieca chlebowego, mgła bym być bardziej niezależna i nie martwić się o przerwy w dostawie prądu. Posiadamy na razie wędzarnię, ale w niej nie da się upiec chleba, ciasta, mięsa. Może kiedyś będę go miała, czemu nie. Obecnie staram się zebrać doświadczenie i wiedzę w warzywnictwie. Niestety jakość naszej ziemi jest kiepska, wymaga ciągłego nawożenia, produkujemy własny kompost i jesienią przywieźliśmy obornik od sąsiadów moich rodziców. w tym roku kapustę pekińską zjadły mi ślimaki, rzodkiewki mają piękne liście, ale zero korzenia, marchewki różnie są tycie i całkiem spore. Ładnie zapowiada się zbiór aronii, pomidorów zebrałam około 2,5 kg na razie (w tym roku dużo mniej niż rok temu). Za to ładnie rosną kabaczki i cukinie. Buraki bez szału, ale wystarczają na bieżące potrzeby. Musimy dokonać kilku zmian w uprawach i myślę, że zbiory będą większe. Na razie udaje nam się samodzielnie wytwarzać wędliny, pasztety, pieczywo, ciasta, jogurty, słodycze, dżemy, kiszoną kapustę, ogórki kiszone na zimę i sałatki warzywne w słoikach. Z moją mamą wymieniamy się sokami, ona robi z czarnego bzu, sosny, mięty. Ja robię z aronii, wiśni (w tym roku nie zrobiłam), czarnej porzeczki. Dzięki temu w zimie mamy napoje z własnej spiżarni. 
W tym roku zapakowałam w słoiki 30 kg ogórków, kupuję prosto do rolnika i cena jest niższa i wiem, czy są odpowiednio po opryskach. Od czasu jak kupuję u tego rolnika ogórki (około 6 lat) to co roku wychodzą mi kiszone bez problemu. 
Chciała bym jeszcze produkować sery i masło, mieć więcej własnych warzyw i owoców. Kiedyś czytałam, że teren o powierzchni 500 m2 wystarczy by wykarmić 4 osobową rodzinę. 
W przyszłym roku planuję workową uprawę ziemniaków. Mam nadzieję, że uda nam się zrealizować nasze plany i nic nie stanie nam na drodze do jak największej samowystarczalności. W sumie polubiliśmy z mężem to nasze produkowanie i uniezależnianie się. Daje nam to ogromną radość i satysfakcję. Zbliża nas do natury, bliskości z przyrodą, a jednocześnie sprawia, że wciąż jesteśmy w ruchu i na powietrzu. Nie mogę się przemóc do bycia zbieracze, córka uwielbia zbierać grzyby, jagody, jeżyny, maliny w lesie. Ja no nie mogę jakoś tego w sobie uruchomić. Nudzę się, złoszczą mnie pajęczyny, i robaki. Może jeszcze nie mój czas... Mogę iść zbierać szyszki proszę bardzo, ale nie grzyby... Córka idąc do lasu, zawsze coś przyniesie, pewnie ma to po moich rodzicach, oni są prawdziwymi zbieraczami, hodowcami i ogrodnikami. Mają kury, ogródek i są całkiem nieźle samowystarczalni. Na wsi mieszkają od kilku lat, obecnie mają 70 i 67 lat. W tym roku doczekali się wspaniałych zbiorów brzoskwini, jak sadzili drzewko to nasi znajomi zastanawiali się, czy doczekają się zbiorów. Najważniejsze to mieć wiarę i robić swoje. :) 

7 komentarzy:

  1. Przy bardzo słabej ziemi (również taką miałam) proponuję zainteresować sie uprawą skrzyniową/skrzynkową, różnie jest nazywana... W Internecie jest mnóstwo pomocnych wpisów. Sama przekonałam się, że to rewelacyjny sposób:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Kury i króliki można zostawić samotnie na tydzień (dłużej bym nie ryzykowała, różne rzeczy mogą się przydarzyć) pod warunkiem, że mają zamontowane automatyczne poidła (odpowiednio duże) i podajniki karmy (można to wszystko zrobić samemu). Trzeba tylko na jakieś dwa tygodnie wcześniej powoli przyzwyczaić je do nowej karmy (szczególnie króle źle znoszą nagłą zmianę jadłospisu). Na wakacje zostaną na ziarnie lub granulacie, sianie i ewentualnych zawieszonych w klatce korzeniowych (marchewka,buraczki, topinambur itp). Podobnie kury. Kozy w okresie laktacji tak się nie zostawi- 3x dziennie ktoś musi ją doić. Jajka zebrane po takim tygodniu należy włożyć do wiadra z wodą, świeże będą leżały na dnie, im starsze tym wyżej będą się unosiły. Tych pływających to już nie radze jeść.;) Nawet w garażu można trzymać przepiórki japońskie. Choć dla siebie opłaca się to tylko wtedy gdy ktoś potrafi sam zrobić klatkę lub kupić używaną bo nowe strasznie drogie są. One też mogą zostać same na tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiele, wiele lat trzeba by piachy zamieniły się w dobrą ziemię ogrodniczą. Pamiętam jak walczyli o to moi rodzice. Obornik do prawidłowego rozkładu potrzebuje sporej dawki wilgoci i ograniczonej tlenu inaczej zamienia się w pył (pali się jak mawiał mój ojciec). Kiedyś nie było automatycznego podlewania i zraszaczy. Tylko wiadro i konewka. Wiele lat trudu i mizerne efekty. Na bazie tych doświadczeń w moim, niestety już byłym, ogrodzie z równie lekką glebą zastosowałam uprawę na grządkach wyniesionych. Mąż wyszykował wyniesione zagonki-(część z drewnianych bali, część z cegły), tak na 30-40cm wysokości. Kupiliśmy przyczepę czarnoziemu, trochę starego „przerobionego” obornika, trochę gliny, trochę dolomitu (dla odpowiedniego pH). Zrobiliśmy z tego mieszając z naszą piaszczystą ziemią, idealną dla warzyw mieszankę, przesialiśmy przez sito
    budowlane usuwając kamienie i większe korzenie chwastów. Wypełniliśmy do  pełna zagonki, podlewaliśmy przez miesiąc. Ładnie osiadła i pięknie porosła chwastami :) które regularnie pieliliśmy. Warzywa rosną na tym naprawdę dobrze. Jak są malutkie trzeba dość często podlewać, potem jak są większe ściółkowałam je ściętą trawą i tak szybko nie wysychały. Na wiosnę nawoziliśmy zagonki kompostem i pilnowaliśmy by nie były zbyt długo bez obsady (wtedy ściółkujemy lekko trawą) bo przesychają. Polecam ten sposób uprawy, podpatrzony został na jakimś angielskim programie ogrodniczym- tam to norma. Trzeba tylko pamiętać, że tu trójpolówka też obowiązuje (przez trzy lata na to samo miejsce nie wracają rośliny z tej samej rodziny). Taka uprawa warzyw na początku rodzi spore koszty, ale jakość i ilość zbiorów w porównaniu z uprawą na piachach to wyrównuje w latach następnych. Podobno można nawet na takich wyniesionych grządkach sadzić drzewka owocowe na karłowych podkładkach ale tego akurat nie próbowałam. Borówki za to tak, naprawdę dobrze tak rosną o ile wypełni się zagonek kwaśną ziemią. Próbowałam workowej uprawy ziemniaków, niby fajna ale ma jedną wadę worki się szybko nagrzewają i ziemia błyskawicznie przesycha. Trzy razy dziennie trzeba latać z konewką. Jak Pani chce spróbować proszę zapewnić im choć trochę cienia. No ideał by był gdyby same worki były w cieniu a roślina nie, ale jak to wykombinować;) Bardzo, bardzo żałuję, że mieszkam teraz w bloku i nie mam ogródka:(

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja uwielbiam zbieractwo i szczególnie teraz gdy nie mam ogródka daje ono się odczuć finansowo. Herbatki ziołowe- lipa, pokrzywa, mięta, dziurawiec, rumianek, nagietek oraz owocowe (mieszanka suszonego czarnego bzu, głogu, dzikiej róży,poziomek i suszonymi płatkami róży i malwy i skórką jabłek) mamy własne z moich zbiorów. Bardzo polecam herbatę z fermentowanych liści malin, poziomek i jeżyn. Jak ktoś zainteresowany mogę podać przepis. Kminek, jałowiec tez pozyskuje z natury. Na wiosnę młode zioła do twarożku czy sałatek. Szczaw. Syrop na przeziębienie z sosny czy stokrotek czy podbiału.  Dzikie owoce- poziomki, maliny,róża, jeżyna zwykła i popielica,czeremcha, świdośliwa, żurawina, brusznica, morwa, jagody, czarna porzeczka i agrest, kalina, rokitnik, czarny bez, mirabelki i inne zdziczałe śliwki, polne wiśnie, jabłka i gruszki (po obróbce termicznej tracą cierpkość) - do zjedzenia albo na przetwory. Sok z ałyczy lub berberysu pasteryzowany bez dodatku cukru zastępuje u nas w razie kryzysu ocet winny lub sok z cytryny. Dzikie kwiaty jadalne- akacji czy czarnego bzu smażę w cieście jak racuchy. Grzyby- na świeżo lub w słoiki lub mrożę. Marynowanych robię mało, część suszę. Twarde, chrupkie gatunki- np. pieczarki polne,kurki czy kołpaki, po obgotowaniu dwukrotnie pasteryzuję w roztworze soli.  Używam ich zamiast sklepowych hodowlanych pieczarek, które jak dla mnie pachną chemią i nie pamiętam kiedy je ostatnio kupowałam. Takich słoików robię dużo bo muszą starczyć na dwa lata, bo tak to u nas  jest że obfitość grzybów jest co drugi rok. Pamiętam, że moja babcia kisiła opieńki, ale ja jakoś nigdy się nie natknę na taką ich ilość na raz by to zrobić. A szkoda, pamiętam, że dobre były. Przy okazji późnojesiennego grzybobrania zbieram też orzechy laskowe. Dzieci potem mają zabawę z łuskaniem. Owoce białej morwy po wysuszeniu i zmieleniu świetnie zastępują część cukru w ciastach. Jest mnóstwo jadalnych roślin dziko rosnących ( sama się zdziwiłam ile jak poczytałam kilka książek) i mają one mnóstwo działań prozdrowotnych, choć nie wszystkie nam smakują lub na naszym terenie nie rosną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna czy mój komentarz zostanie umieszczony (pojawił mi się error przy wstawianiu). Ponowię więc na wszelki wypadek prośbę o umieszczenie przepisów na herbatki o których Pani wspomina w poście... Takich dla osoby, która nigdy sama nie robiła tego typu eksperymentów. Rozumiem też, że każdy będzie wg gustu robił ale chciałabym jakąś bazę mieć i później ewentualnie poprawki nanosić wg uznania. Z góry dziekuję i pozdrawiam.

      Usuń
    2. Herbatę fermentowaną robię mniej więcej z równych ilości liści poziomki, jeżyny i maliny. Przy czym wybieram raczej liście dojrzałe, starsze i oczywiście absolutnie zdrowe. Czasem dodaję do nich liści wierzbówki lub jak jeszcze miałam ogródek- pysznogłówki. Świerze liście rozkładam cienką warstwa i pozwalam im lekko przywiędnąć (nie mogą wyschnąć!), kilka godzin, nie dłużej niż dobę. Później układam je w warstwę ok. 4-5 czm grubości i silnie wałkuję wałkiem do ciasta. Chodzi o to by je zgnieść i pozwolić lekko wypłynąć sokom. Zawijam je ściśle w ścierkę i kładę w cienistym lecz ciepłym miejscu na ok. 1,5 doby. Liście zrobią brązowe i będą przyjemnie pachnąć. Te, które są ciągle zielone odrzucam a resztę suszę w piekarniku w ok. 90 st. Po wysuszeniu kruszę i traktuję jak zwykłą herbatę. Jeśli chodzi o herbatki owocowe to nie mam przepisu:) Wszystko zależy od tego co znajdę lub akurat mam. Owoce typu bez czarny (bardzo dojrzały), maliny, poziomki, głóg, jarzębinę czy czeremchę, morwę- szczególnie białą- jest bardzo słodka, suszę w całości w suszarce do grzybów, podobnie suszę płatki róży, malwy ogrodowej (najlepsze są te najciemniejsze), hibiskusa czy doniczkowej róży chińskiej (to wszystko rośliny z jednej rodziny). Owoce dzikiej róży suszę w ćwiartkach po usunięciu pestek- czasem je po wysuszeniu jeszcze kruszę. Skórki z cytrusów suszę na kaloryferze, tak samo skórki z jabłek. Czasem dodaję do tego ususzonego ziela marzanki lub pysznogłówki. Mieszam owoce ze skórkami i ziołami eksperymentalnie w dzbanku. Jak mi pasuje przygotowana herbatka w podobnych proporcjach robi całą partię. Zimą lubię dodać do takiej herbatki goździki lub trochę cynamonu lub szczyptę mielonego imbiru. Taką herbatkę zalewam zawsze w dzbanku wrzątkiem i pozwalam jej solidnie naciągnąć przez chwilę.
      Herbatki ziołowe , suszę z ziół zebranych w bukiety i powieszonych w przewiewnym cienistym miejscu. Robię w dzbanku jak te zwykłe sklepowe. Tylko dziurawiec i lipę gotuję parę minut w garnuszku, przeznaczonym tylko do tego celu (strasznie barwią) mają wtedy zupełnie inny smak i aromat.

      Usuń
  5. Dziękuję Ci za tego bloga :) Gdzieś w głowie mam ciągle swój obraz szczęśliwej kobiety - pnącej się po szczeblach drabiny aktywnej singielki w wielkim mieście. Ale obraz, który rysujesz na tym blogu jest o wiele ciekawszy - magia tych drobnych chwil spędzonych współnie z najbliższymi, odczarowanie przekonania, że pięniądze dają szczęście, bliskośc natury :) Po pierwszym wpisie na tym blogu wnioskuję, że chciałaś podzielic się wiedzą, jak oszczędnie utrzymac nieco większą rodzinę. A wyszedł Ci bardzo inspirujący blog lifestylowy. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"