poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Jak zmniejszyć kwotę na żywienie



Dłuższy czas nie pisałam. Poddałam się fali prac domowych i ogrodowych - mycie okien w całym domu, porządki w ogrodzie, a na koniec weekend tylko z mężem, we dwoje taki całkiem dla siebie. Rozmowy, spacery itd. Bardzo miło spędziliśmy we dwoje 3 dni, polecam takie oderwanie się od codzienności. Dziadkowie zajęli się naszą ferajną dzięki temu mogliśmy spójnie spędzić czas we dwoje. 



Wracając do tematu. Pisze wiele osób do mnie, że nie udaje im się zmniejszyć wydatków na żywność mimo usilnych starań. Niektóre osoby chcą osiągnąć nasz poziom, niektóre po prostu obniżyć koszt wyżywienia. 
Postanowiłam zatem wspomnieć kilka rad które już nie raz przytaczał na blogu, ale wiadomo, że w ilości postów mogę się zagubić i nie łatwo to zrozumieć. Więc wybaczcie mi, że się powtórzę i ponownie poruszę temat. 

Jeśli potrzebujemy lub chcemy zmniejszyć kwoty wydawane na jedzenie musimy podjęć kilka kroków. Jeden z nich to podstawa od której powinniśmy zacząć. 

Sumiennie spisujmy produkty które kupujemy - ilość, firmę, cenę. Po około 2 miesiącach dzięki temu możemy zaobserwować ile czego spożywamy. Dzięki temu mamy szansę na pełną analizę naszych potrzeb, zachcianek i nawyków. Dowiemy się ile zjadamy produktów nazwijmy to "zbędnych do przeżycia" słodycze, miód, smarowidła czekoladowe, orzechowe, chipsy, napoje itp. Dzięki temu możemy zdecydować z czego zrezygnujemy. Odpuszczenie sobie chipsów, zmniejszenie ilości słodyczy, napojów gazowanych wyjdzie nam na zdrowie i w kieszeni też odczujemy różnicę. 
Dzięki analizie marek zjadanych przez nas produktów też możemy poczuć różnicę w naszej kieszeni. Podam przykład - ostatnio mąż kupował śmietanę i w pierwszej chwili sięgnął po znaną markę, ale postanowił przeczytać skład i mocno się zdziwił, że to nie przypomina zupełnie śmietany. To produkt z dodatkiem śmietany, zawierający zagęstniki, barwniki i konserwanty. Wybrał produkt NN i przeczytał skład, a tam po prostu śmietana, owszem z dużo krótszym terminem ważności, ale zwyczajna śmietana i do tego tańsza o 3 zł na kg. Czyli zmiana produktów markowych na NN (oczywiście po przeczytaniu składu). 

Naprawdę możemy się zdziwić jak wiele oszczędności daje nam wyeliminowanie produktów "rozrywkowych" z naszych zakupów, zmiany markowych towarów na NN oraz ograniczeniu żywienia się gotowymi daniami i w restauracjach. Zabierając śniadanie do pracy z domu dodajemy kolejne oszczędności. Gdy ugotujemy za dużo można danie prawie zawsze zamrozić. Ja czasem celowo gotuję więcej by mieć rezerwę w zamrażarce na wypadek potrzeby szybkiego obiadu, nie muszę dzięki temu sięgać po gotowe dania w sklepie. 

Pytacie czy wliczam w koszt żywienia cenę nasion np. buraka, marchwi, pietruszki? Owszem, wliczam, ale są to kwoty w wysokości 5-10 zł za wszystkie nasiona, około 30 zł za sadzonki pomidorów (w zeszłym roku miałam koło 50 kg zbiorów). Pytacie czy wliczam koszt wody do podlewania warzyw. Nie nie wliczam, nie mam pojęcia ile mnie to kosztuje, na naszą 5 osobową rodzinę wraz z ogrodem, basenem dmuchanym zużywamy wodę w cenie około 40 zł miesięcznie. Trudno mi wycenić ile z tej kwoty pochłaniają warzywa. Ale z drugiej strony podlewając kwiatki w domu musiała bym uznać, że wyrzucam wodę, bo kwiatków nie zjem, więc taka dokładna kalkulacja chyba zaczyna trącić sknerstwem istotnie.

Kolejny problem to kwestia ile z zakupionej żywności ląduje w śmiechach?? U nas nawet czerstwe pieczywo przerabiamy na grzanki, tosty, zapiekanki. Generalnie do kompostu wrzucamy już tylko niejadalne części warzyw lub sprzątnięte z podłogi po wypadku z talerzem. Resztki ziemniaków, mięs, wędlin, serów są przerabiana na inne dania najczęściej lądują w zapiekankach i sosach. Jeśli sporo jedzenia ląduje w śmietniku to niestety lądują w nim nasze pieniądze, czyli można by uznać, że nie szanujemy własnej pracy dzięki której mamy pieniądze, które wydajemy na żywność. Dodatkowo jest to działania nie ekologiczne ( tym pisałam już szerzej). 

Podsumujmy zatem:
  • rezygnujemy z produktów "rozrywkowych"
  • zmieniamy produkty markowe na NN
  • dokładnie analizujemy ilość kupowanych produktów, nie wyrzucamy jedzenia
  • ograniczamy zakup dań gotowych i jedzenie na mieście
To są najważniejsze zasady przy zmniejszaniu wydatków na żywność. Myślę, że stosując się do tych zasad mamy naprawdę szanse na radykalne zmniejszenie wydatków na jedzenie. 

17 komentarzy:

  1. Może mogłaby Pani poradzić mi, w jaki sposób "przemycić" do jadłospisu nowe potrawy, wymuszone niejako przez nową sytuację materialną rodziny? Chodzi mi o moment przejścia z sytuacji kiedy kupowało się towary, na które była ochota na sytuację kiedy kupujemy i jemy tylko to, na co nas stać. Sytuacja jest tym trudniejsza, że ograniczenie kasy nastepuje praktycznie z dnia na dzień (bez czasu na pewną aklimatyzację). Niby rodzina rozumie sytuację, niby są skłonni współpracować a jednak żołądki/przyzwyczajenia dopominają się niejako znanych, dawnych smaków :(. Korzystałam już kilkakrotnie z przepisów z bloga chcąc zapanować nad budzetem ale rodzina często traktowała je jak "wynalazki" i czesto sięgała później po coś konkretnego. Teraz sytuacja finansowa stała się jeszcze trudniejsza a mnie brakuje pomysłu. Mam czekać na moment "kiedy zgłodnieją, to zjedzą"?! Może Pani i osoby czytające bloga zechcą napisać, jak to u was działa. Chodzi mi głównie o przekonanie dzieci, którym najtrudniej jest przyjąć zmiany. Będę bardzo wdzięczna za podzielenie się doświadczeniem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak gdzieś już napisałam, w niedzielę wieczorem układam jadłospis na podstawie inwentaryzacji posiadanej żywności. Biorę pod uwagę preferencje żywieniowe poszczególnych osobników naszej rodziny, szczególnie młodszych dzieci. Potem poddaję rodzinie do weryfikacji. I to jest jedyny moment kiedy mogą wybrzydzać do woli, ale uznaję jedynie konstruktywną krytykę. Ok. to nie, ale co w zamian z tych składników albo w tej cenie? Szczególnie starsze dziewuchy mają fajne pomysły. Kupuję to co jest niezbędne żeby zrealizować ten plan żywieniowy. Ze względu na młodsze dzieci potrawy są doprawione łagodnie, zaś na stole stoi cały garnitur przypraw. Starszyzna doprawia sobie gotowe danie według własnego gustu. Dla młodszych zawsze na stole stoi keczup- część potraw bez niego jest niezjadliwa, wiadomo.:). Nie nakładam dań na talerze ale na salaterki. Jak najmłodsze stwierdzi że sos do makaronu jest „obzydliwy” to sobie go nie nakłada tylko wciąga sam makaron. Ale masz rację- główna zasada to- nie smakuje?- to nie jesz. Czekasz do następnego posiłku. Daję im prawo do wolnego wyboru. A czym innym się nie nafutrują w międzyczasie bo w lodówce nie ma rzeczy innych niż przewidziane na ten tydzień. Ale nie jestem też sadystką, np. młodsza część rodziny nie znosi groszku to starsza się musi pogodzić z tym że jest on u nas serwowany bardzo rzadko itp. Ale ogólna zasada, szczególnie przy młodszych dzieciach to tłumaczenie, tłumaczenie i tłumaczenie..

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam Twój post Mimoszko jeszcze raz.. po jedzeniu szukają czegoś konkretnego.. znaczy się mięsa? No cóż, moja rodzina też jest mięsożerna zdecydowanie, dlatego nigdy nie udało mi się osiągnąć wyniku autorki tego bloga- 100zł/miesiąc/osobę. Mi najmniej wychodzi ok.120-130zł. Właśnie przez mięso. No i pracuję, więc nie udaje mi się wszystkiego (łącznie z pieczywem i makaronem jak nasz niedościgniony blogowy wzór:)) robić samodzielnie. Chodź i tak udało mi się znacznie ograniczyć jego spożycie. Po pierwsze zaczęłam częściej podawać mięso w kawałkach a nie kotleta. Danie typu gulasz czy potrawka można świetnie wypełnić różnymi warzywami ograniczając tym samym ilość zużytego mięsa. Mielone czy gołabki uzupełniam dodając do środka również potarkowane i uduszone na odrobinie oleju różne warzywa lub grzyby. A dzieci nie wiedzą co jest w środku. Do zapiekanek, pity, pizzy cz tego typu potraw mięso czy wędliny kroję drobniej by były "wszędzie" a daję ich ogólnie mniej. Przetestowałam różne kotlety wegetariańskie, część została zdecydowanie odrzucona (seler jest ble) a część zaakceptowana (głównie kapustne i strączkowe- szczególnie soczewica ma , jak mówi córka, kurczakowy smak). Do dań typowo jarskich- kopytka, kluski itp rzeczy dodaję jakąś omastę z odrobiną boczku, kiełbaski czy nawet skwarek (wybaczcie dietetycy;)) Zbieram i mrożę różne tłuszcze zwierzęce- stopiony tłuszcz odkrojony z drobiu czy mięsa, nadmiarowy tłuszcz zebrany z rosołu czy innych potraw. To taki tłuszcz jest nośnikiem smaku. Dodany do bezmięsnych zup, sosów, curry czy risotto nawet w ilościach dosłownie łyżeczkowych znacznie poprawia ich smak. Kotlety "z kawałka mięsa" robię po prostu mniejsze. Zawsze mam w zamrażarce malutkie klopsiki, takie zrobione z łyżeczki mielonego mięsa i usmażone. Zamrażam je na tacce tak by każdy był osobno i zsypuję potem do wspólnego woreczka. Dla moich maluchów w każdej chwili mogę wyjąć 4-5 szt. takich kuleczek do ozdoby potrawy i już mają wrażenie że jedzą mięso. No i poluję na tańsze mięso na półkach z przeceną. Jak coś się trafi kupuję wtedy zapas z moich rezerw finansowych. Zwykle, tak jak autorka bloga, omijałam mięso mielone ale dziś w moim sklepie na przecenie było mnóstwo opakowań z gotowym mięsem mielonym ważnym do dzisiaj. Chciałam odejść ale jakoś tak zachęcająco wyglądało.. zerknęłam na skład- wieprzowina, wołowina, sól. Nie wyglądało na mocno tłuste, żadnych wycieków. Wzięłam jedno opakowanie 500g- cena 3,7zł. W domu od razu wyjęłam, obwąchałam, usmażyłam kotleta, spróbowałam i.. poszłam do sklepu. Kupiłam wszystkie- 4,5kg. Boję się zamrozić bo potem rozmrożenie trochę trwa i bakterie się namnażają szybciej. Zamrożę gotowe dania. Czekam mnie pół nocy na lepieniu klopsików, pulpetów i kotletów itp. Ale i tak dodaję do środka dużo warzywnych wypełniaczy- zapas na dłużej starczy:) Mam pomidory przecierowe kupione za 90 gr to może zrobię sos boloński do makaronu i zapasteryzuję w sloikach..

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja dla ograniczenia wydatków na jedzenie przyjęłam kilka zasad:
    1. Nie oglądamy reklam w TV!
    2. Inwentaryzacja- zawsze wiem co mam w domu. W kuchni powiesiłam tablice, na niej przypinam spis zawartości lodówki, zamrażarki, szafek i piwnicy, obok przypięty jest na sznurku ołówek. Pod koniec dnia czekając na zagotowanie wody na herbatę robię aktualizację i skreślam to co zużyłam lub dopisuję to co schomikowałam. W ten sposób cotygodniowa niedzielna inwentaryzacja to tylko szybki rzut oka na zawartość szafek i słoiczków z przyprawami. W ramach wprawek w pisaniu nowy zestaw do kreślenia w przyszłym tygodniu sporządzają mi dzieci.;) Obok na tablicy wisi lista zakupów na następny dzień na którą dopisuję produkty na szybko np. gdy wysypię do ziemniaków ostatnie gramy soli.
    3. Opracowanie jadłospisu tygodniowego. Na podstawie wiedzy co mam w domu, co lubią domownicy, gazetek promocyjnych sklepów okolicznych oraz ilości gotówki na dany tydzień. Potem sporządzenie listy zakupów (dokładnej! nie ser tylko 20dag sera)
    4. Zakupy z listą. Absolutnie BEZ DZIECI!
    5. Nauczenie się na pamięć cen podstawowych produktów. Zapisanie na liście zakupów cen maksymalnych jeśli różne osoby robią zakupy.
    6. Racjonalne korzystanie z wszelakich promocji i przecen. Tzn. sprawdzanie ceny za kg lub l. Oczywiście bierzemy wtedy to co mamy na liście. Przy rzeczywiście korzystnych cenach biorę również to co używamy często lub do się wykorzystać w różnorodny sposób i można to przechowywać dłuższy czas lub zamrozić czy zapasteryzować. Mam na ten cel oddzielną kopertę z puli oszczędności ok. 100zł. To co z tego wydam staram się uzupełnić z zaoszczędzonej kasy na tygodniowe żywienie w ciągu miesiąca. Sprawdzam datę przydatności do użycia! Nigdy nie kupuję większej ilości taniego produktu którego nie znam, tylko 1-2 szt. na spróbowanie. Już się przejechałam na zgrzewce taniego koncentratu pomidorowego który do niczego się nie nadawał oprócz chilli con carne (bo to robię mocno ostro i nie czuć innego smaku) taki był paskudny:( Jednak jeśli produkt jest mi znany a kosztuje 40-50% zwyczajowej ceny to zdarza się mi kupić ilości hurtowe. Staram się w tym wypadku być bardzo elastyczna np. nigdy nie kupuję strączkowych w puszkach bo znacznie taniej wychodzi kupić suche, ugotować na raz całą pakę i zamrozić już ugotowaną w porcjach. Też jest praktycznie od ręki. Ale na wyprzedaży zdarzało mi się kupić całą zgrzewkę takich puszek, bo przy założeniu iż z 1 kg suchej fasoli będę miała ok. 1,5kg ugotowanej to puszka wychodziła taniej. Podobnie z mięsem mielonym, którego z półki przecena raczej nie biorę a ostatnio się obkupiłam. No i nie kupuję niczego czego większy zapas już w domu mam i nie zużyję w przeciągu 2-3msc. Zapasów dla armii na wypadek wojny przecież nie robię a to zamrożona gotówka która może być mi potrzebna do zaspokojenia innych potrzeb.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Jak to robicie ze nie oglądacie reklam wylanczacie telewizor z pilota czy z guzika?? I z kąd wiecie kiedy włączyćpo reklamie,noi czy telewizor się od tego nie psuje jak się tak pstryka?Ma pani duzo ciekawych rad proszę pisać częsciej.Pozdrawiam:-)

      Usuń
    3. Nie wyłączam telewizora w trakcie filmów:):) Wyłączam dźwięk i idę szorować zlew w łazience albo składam skarpetki. Albo siegam po gazetę czy książkę. Albo jadłospis koryguję itp. Dzieci też już mają podobnie, na reklamach włączają " mute" , choć zerkają czasem. A najczęściej jest tak że oglądając film prasuję więc po prostu głowa idzie w dół. Ciągły brak czasu tu wychodzi. Dzieci się już śmieją że dobry film poznać po tym że mama odkłada żelazko:)

      Usuń
  5. 7. W jadłospisie staram się uwzględniać sezonowość jeśli chodzi o owoce i warzywa. Raczej nie kupuję świeżej papryki w lutym za to obżeramy się nią teraz itp. W październiku i listopadzie poluję na tłuszcz gęsi, który jest świetny do smażenia, a dostępny jest tylko wtedy gdy biją gęsi. Topię go i robię większy zapas (mrożę). Dietetycy się nie gniewają bo dowiedziono iż OBNIŻA cholesterol. Mam dobrą piwnicę więc robię zapasy warzyw korzeniowych i ziemniaków jesienią. Robię sporo przetworów ale głównie z produktów z promocji lub takich które dostanę od kogoś lub sami zbierzemy. Zazdroszczę autorce bloga moreli po 2 zł, u nas cena nigdy nie spada poniżej 7zł. Nie zdarzyło mi się kupować słoików na przetwory- wtedy koszt ich produkcji znacząco rośnie. Poprosiłam rodzinę i znajomych o zbieranie pustych słoików rewanżując się kilkoma pełnymi;) Wszystkie strony są zadowolone.
    8. Staram się dostosować jakość produktów do zastosowania np. smażę na dość tanim oleju rzepakowym ale do sałatek mam buteleczkę znacznie lepszego. Czasem nawet dziewiczą oliwę jeśli uda mi się gdzieś kupić na promocji małą buteleczkę. Podobnie z serem żółtym- na pizzę czy do zapiekanki może być przecież ten tarty z wyprzedażowych końcówek.
    9. Robię mniejsze porcje, wykorzystuję ewentualne resztki. Nie robie potraw ”wielosmakowych” ;) kiedyś jajecznica była i z boczkiem i z pieczarkami. Teraz jest albo to albo to. Przed daniami jarskimi, szczególnie na słodko typu naleśniki czy knedle podaję gęstą warzywną zupę zmiksowaną na krem. Nie potrafię tego wyjaśnić ale tak podana znacznie bardziej syci i jakoś dłużej jest się nasyconym. Sama na sobie sprawdziłam. Jeśli mocno ją doprawię czosnkiem zaspokaja apetyt moich panów na mięso a przynajmniej tak twierdzą.:)
    10. Eliminacja śmieciowego jedzenia pełnego chemii (żadnych kolorowych napojów, soczków wątpliwej jakości, danonków, kinderów, mlecznych kanapek itp. zapychaczy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ad 9. czytałam kiedyś, że zmiksowana zupa, tzw krem dłużej utrzymuje uczucie sytości, poza tym jest doskonałym "nośnikiem" nielubianych warzyw, zmiksowanych nie widać.
      Ja do mielonych kotletów zawsze dodaję puszkę fasoli - mielę ją razem z mięsem.
      Wydaje mi się, ja to sprawdziłam na sobie, najlepszym sposobem jest zmiejszenie ilości zakupów. My byliśmy zmuszeni, po przeprowadzce nie mieliśmy samochodu, tu gdzie mieszkamy komunikacja miejska praktycznie nie działa a taksówki są zbyt drogie. Chcą nie chcąc musieliśmy ograniczyć ilość kupowanych produktów.
      U nas działa też metoda przelewania pieniędzy na inne konto, z którego wyciągnąć pieniądze możemy tylko 2 razy w mięsięcu, potem taka przyjemność kosztuje. To też studzi nasze zapędy konsumpcyjne.

      Usuń
  6. 11. Tak jak autorka bloga nie kupuję gotowych dań. Dla przykładu ziemniaki- 0,60zł/kg, frytki mrożone-3,30zł/kg. Żadnych sałatek, pierogów czy ciast, gotowych mieszanek przypraw (wolę kupić składniki i zrobić sama), sosów czy marynat, dżemów, kisielu, budyniu czy galaretek, śnieżek, serniksów czy innych fixów. Gotuję bez tego, przynajmniej wiem co daję rodzinie.
    12. Na spacery czy wycieczki biorę jedzenie czy picie z domu. Nawet kawę w kubku termicznym. Wyjątkiem są czasem lody w upał dla dzieci.
    13. Na parapecie hoduję natkę, szczypiorek, chilli, rozmaryn, bazylię i wawrzyn. Za namową autorki bloga próbuję nauczyć się hodowli kiełków ale nie mam kiełkownicy i coś często mi pleśnieją:(
    14. Wykorzystuję całość zakupionych produktów. Jak mam kawał mięcha to kość jest na zupę, odkrojony tłuszcz do stopienia a skóra do zamrożenia- przyda się gdy będę gotowała galaretę lub bigos. Ryby w całości filetuję i mięcho do smażenia lub pieczenia, skóra, ości, głowa (bez oczu i skrzeli) , serce, watróbka- do zamrożenia, jak zbiorę stosowną ilość gotuję na nich zupę rybną lub galaretę, z ikry i mlecza robię sos do blinów. Owoce i warzywa też wykorzystuję w całości, nawet skórę z arbuza i liście kalafiora. Jak ktoś ciekawy to w wolnej chwili mogę napisać jak, ale to znów będzie strasznie dłuuuugi komentarz;) Przepraszam autorkę bloga, straszna gaduła ze mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam ze bardzo ciekawe te wpisy drogie Panie(autorko i coiociudobrarado), jednak nadal ciezko wdrążyć w zycie. Niby mam liste na zakupach ale zawsze kupi sie coś z poza niej, zaczęłam już częściej meża wysyłać po zakupy , bo on nie kupuje nadprogramowo-chyba ze korzystna promocja. Lubie pomysł kupowania,porcjowania i mrożenia na zapas,mięsa i warzyw, jednak zeby wyszło tanio powinno sie pojechać poza WAawe i zaopatrzyć się na bazarze- we wtorki(tak kiedyś było wspomniane-tanio i świeżo) ale czas bierze górę i kupuje sie w osiedlowym sklepie i nici z oszczędności. U PAń jest dużo konsekwencji i dobrej organizacji- którą szczerze podziwiam ,Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przychodzi z czasem, nie od razu Kraków zbudowano:) Trzeba się starać przestawić na myślenie- Czy mi to konieczne? Potem wchodzi w nawyk i nawet się nie zauważa że stosuje się jakieś zasady.
      Mój mąż w zakupach też jest bardziej zdyscyplinowany ode mnie:) Ma bardziej analityczny umysł i szybciej liczy w pamięci:) Poza tym nie ma zachcianek przed okresem ;):):):)
      Ale w pełni rozumiem ból przestawiania się w myśleniu, trybie życia, wymaganiach. Bardzo pomaga ciągłe myślenie o celu jaki sobie się założyło. Ja wypracowałam takie a nie inne sposoby postępowania z pieniędzy nie po to by zaoszczędzić, po prostu nie miałam pieniędzy na życie i trzeba było zamknąć się w określonej puli. Taki postawienie pod ścianą było...

      Dla osób, które po prostu chcą zaoszczędzić, polecam przyjrzeć się jaka zasada przyniesie najwięcej oszczędności i ją wprowadzać w zycie. Jak się z nią zaprzjaźnimy, to następna w kolejności itd. Ale do tego by to zrobić potrzebna jest wiedza na co wydajemy i jakie są nasze potrzeby o czym pisała na początku autorka blogu.
      Moja babcia mawiała- grosik do grosza i będzie kokosza:):)

      Usuń
    2. Tak po zastanowieniu się, myślę że najlepsza rada dla osób zaczynających redukować wydatki na jedzenie jest połączenie kilku prostych zasad. Inwentaryzacja- jadłospis-lista zakupów a następnie zakupy RAZ w tygodniu, zgodnie z radą autorki bloga w stały wyznaczony dzień.
      Wyznaczenie sobie kwoty przeznaczonej na jedzenie, podzielenie jej na 4. Wypłata tej sumy z bankomatu i po odliczeniu kwoty potrzebnej na codzienny zakup pieczywa, zakupy tylko za taką ilość pieniędzy. KARTĘ ZOSTAWIAMY W DOMU! Wtedy nie kupimy niczego poza listą z obawy iż przy kasie nam zabraknie i będzie kłopot. Jeżeli ktoś chce korzystać z okazyjnych promocji, posiadanie w odrębnym portfelu określonej puli- ok. 50-100zł, i pilnowanie by stale je odnawiać z tygodniówek. NIE można płacić tą kasą za produkty z listy tylko za WYJĄTKOWE okazje.

      Usuń
  9. 15. Dla tej części rodziny, która toleruje mleko kupuję nabiał tylko w wersji podstawowej tj. mleko, śmietana, masło, ser żółty naturalny i wędzony, twaróg biały chudy lub półtłusty, jogurt, kefir i maślanka tylko w wersji naturalnej. Wszystko inne tylko wtedy gdy są w wyjątkowej promocji lub przecenie i kosztują mniej niż te wyżej wymienionej. Serek homogenizowany dla dzieci na podwieczorek robię przez zmiksowanie ręcznym blenderkiem twarogu z odrobiną śmietany lub mleka i cukrem waniliowym, sama robię serki fromage (twaróg utarty z odrobiną śmietany lub jogurtu i dodatkami ziołowymi i solą), masło czosnkowe. Mleko czekoladowe na podwieczorek to zwykłe mleko zmiksowane z odrobiną cukru i kakao. Mąż lubi z kawą rozpuszczalną, ja z inką. Senior rodu z syropem truskawkowym (jak robiłam dżem truskawki zasypane cukrem puściły mi straszne ilości soku, żeby za długo owoców nie smażyć, zlałam ten syrop i oddzielnie zapasteryzowałam- nawet po otwarciu zimą pachnie obłędnie). Jogurty, kefiry i maślanki smakowe robię sama poprzez dodanie odrobiny cukru i dodatku smakowego i wymieszanie łyżką lub widelcem dla zachowania struktury. Jako dodatki smakowe występuje kakao, starta czekolada, dżem lub syrop własnej produkcji, zmiksowane owoce w sezonie, tarte orzechy lub inne bakalie, pokruszone ciastka, syrop z owoców w puszce itp. co kto lubi. Taniej i zdrowiej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam z tym ogromny problem, wydaję strasznie dużo pieniędzy na jedzenie. Spróbuję zastosować się do rad.

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"