środa, 17 czerwca 2015

Nie ma uniwersalnej recepty dla każdego na wyjście z długów



Kilka lat temu, gdy sięgnęliśmy dna zadłużenia i postanowiliśmy dalej już nie brnąć, rozpoczęliśmy poszukiwania porad, co dalej, jak działać, przecież są tacy ludzie jak my, co wpadli w spiralę kredytową. Wiem, wiem powiecie, ale głupota, kto da się w to wrobić, Polak jest nierozsądny leci po kredyty i nie myśli. Ale za nim wydacie wyrok skazujący na wieczne potępienie każdego, kto wpadł w taki „kanał” postarajcie się go zapytać dlaczego, co się stało, że tak wylądował i ma problemy finansowe. Zatem zaczęliśmy poszukiwania porad. Najpierw trafialiśmy na blogi typu skąd wziąć kasę na kredyt za mieszkanie, a tam rada – kup drugie, wynajmij i spłacaj kredyt. No jasne, ale za co mam kupić mieszkanie, skoro nie mam pieniędzy na codzienne potrzeby i rachunki? Następne, na które trafialiśmy to porady w stylu – spłać kredyt, który najwięcej kosztuje, zyskasz pieniądze i spłacaj kolejne, no i znowu wielkie oczy, ale skąd mam wziąć na jego spłatę? Kolejne porady to były w stylu twórz oszczędności – ok, ale my nadal nie mamy na życie i rachunki, z czego tworzyć oszczędności? Poczuliśmy się bezradni, 8 lat temu nie znaleźliśmy rady jak zacząć, by spłacać kredyty. Pamiętam jak po raz pierwszy obejrzałam jakiś angielski albo amerykański program o wychodzeniu z długów i nagle mnie oświeciły. Jasne trzeba przemyśleć wydatki, co ściąć, z czego możemy zrezygnować. Od lat prowadzimy budżet domowy, więc łatwiej się zorientować a co wydajemy i gdzie można zaoszczędzić. Usiedliśmy do prac tworzenia biznes planu dla naszej rodziny. Wyrzuciliśmy całkowicie żywienie na mieście, zamawianie jedzenia do domu, kupowanie gotowych potraw, rezygnacja z wysokiego abonamentu tv na podstawowy, zmiana taryf telefonów, zmiana taryfy dostarczania netu, więcej chodzić niż jeździć autem – paliwo to ogromny koszt. To były pierwsze kroki na drodze do zmniejszenia wydatków, dzięki tym ruchom zaczęliśmy dopinać miesiąc. Nie mieliśmy jeszcze możliwości, ani nic spłacić, ani odkładać, zatem należało ciąć dalej, koniec z mówieniem – muszę kupić, najpierw sprawdzam, czy nie mam w domu, czy nie mogę zrobić, czy nie mogę pożyczyć.  Koniec z kupowaniem czasopism, książek, alkoholu, słodyczy, wakacji z wyżywieniem w porządnym ośrodku (wybieraliśmy agroturystykę lub np. opiekowaliśmy się psem w zamian za mieszkanie nad morzem lub ktoś nas przenocował np. w Krakowie), koniec z wypadami do kina, teatru, pubu, koncerty itp. Książki z biblioteki, filmy z netu lub pożyczone od znajomych, ewentualnie zakupione w promocji (zasada nie więcej niż 10 zł kosztuje). Po kolejnym takim okresie zaczęły pojawiać się kwoty, które zostawały, więc zaczęliśmy od spłacania kart kredytowych i debetów (to nas najwięcej kosztowało). Kolejny krok to kupować jak najmniej ubrań, ubrania dla dzieci mieliśmy po innych dzieciach, dla nas albo przerabiałam, albo kupowałam w sklepach używana odzieżą, albo szyłam, robiłam na drutach czyli wytwarzałam. Zmiany w diecie, mięso z ubojni koszt ½ ceny w sklepie, pieczywo, ciasta, słodycze tylko domowe, mrożonki, przetwory z sezonowych owoców i warzyw kupowanych a targu, od rolnika, otrzymanych od działkowców itp.. Takie działania dały po zmniejszeniem wydatków, poprawę zdrowia, więc nie wydawaliśmy pieniędzy na lekarstwa. Kolejny ruch to szukanie bezpłatnych rozrywek dla naszej rodziny by nie tkwić w domu i nie rozdrapywać bólu braku kasy. Okazało się, że można znaleźć różne warsztaty dla dzieci, sale zabaw w centrach handlowych, pokazy parzenia kawy z degustacją, zajęcia w bibliotece, bezpłatne dni w muzeach, festyny, pokazy policji, straży, warsztaty kulinarne w restauracjach. Naprawdę sporo można znaleźć bezpłatnych rozrywek, owszem wymaga to śledzenia sytuacji w necie, ale coś za coś. Potem wpadliśmy na pomysł własnego ogródka, uprawy kiełków w zimie. Znaleźliśmy sobie hobby (to ważne by mieć się, czym zająć w wolne wieczory). Dla dzieci zajęcia w MDK-u gdzie opłaty są niskie, więc nie wydawaliśmy majątku na zajęci dodatkowe dla dzieci. W wakacje korzystaliśmy z basenu w cenie 3 zł za dziecko. Ogólnie szukaliśmy bezpłatnych lub tanich rozrywek.  Gdy dzięki naszym zmianom w życiu nasze finanse zaczęły przyrastać, wtedy mogliśmy skorzystać z rady zawartych na większości portali o wychodzeniu z długów. Ale by to móc zrobić zupełnie zminimalizowaliśmy nasze wydatki i nie jest to proces, który trwał miesiąc czy dwa, by zauważać błędy, jakie popełniamy musimy dokładnie analizować nasze wydatki. Nie ma uniwersalnej zasady dla każdego, jeden musi zrezygnować z butów za 200 zł, a inny w ogóle z zakupu ich. Po za tym każdy nas jest inny i ma inną tolerancję ascezy, każdy ma inne priorytety i rzeczy, bez których nie jest w stanie się obejść. Każdy ma inną odporność, inne widzenie świata, nie ma jednej gotowej recepty dla każdego. Ale jedna zasada na pewno jest uniwersalna przy wychodzeniu z długów – musimy zredukować nasze wydatki do minimum, a uzyskane pieniądze wykorzystywać do spłaty długów. Jak daleko jesteście w stanie się posunąć, jak bardzo jesteście zdesperowani, jak szybko chcecie to osiągnąć to już Wasza indywidualna sprawa.  Internet obecnie jest pełen złotych rad, pomysłów i kursów. Ja osobiście powiem tylko, że z radami jest jak butami jeden lubi trapery i jest mu w nich wygodnie a drugi powie, ale ciężkie one są, wole trampki.  Wychodzenie z długów musi być „szyte na miarę” owszem warto szukać pomysłów, ja również ich szukałam. Niektóre są dość ekstremalne zaczerpnięte np. z programu „Mego Sknery”, ale je dopasowałam do siebie, by to mnie było wygodnie. Podobnie jest z moim blogiem pisze go w celu opowiedzenia Wam jak ja sobie radzę z problemem finansowy, ale nie są to rady dla każdego, dla wielu to ekstrema, dla innego to szczyt rozrzutności, a dla innego zupełnie niezrozumiała głupota, a dla kilku osób pomocna dłoń.  Pamiętajcie, że wychodzenie z długów to powolny proces, to praca całej rodziny, pełna wyrzeczeń i dyscypliny, nie jest to dziedzina wolna od porażek i upadków. Wierzcie mi, że nikt z poważnych problemów finansowych nie wychodzi prosta drogą, nikt nie robi tego ze śpiewem na ustach. Nie damy rady pozbyć się długów, gdy bez zmian w naszym życiu. Musimy minimalizować wydatki, najlepiej zwiększać dochody i cały czas działać według planu, skrupulatnie i dokładnie. Ja po latach ścisłej ascezy widzę światło, nie światełko w tunelu, widzę, że moja przyszłość może być zwyczajna, bez obciążenia, bez myślenia, co włożę do garnka.

Mąż mi przypomniał, że dla niego przełomem w wychodzeniu z długów była chwila gdy uświadomił sobie, że 5 zł to nie jest tylko 5 zł, ale aż 5 zł. Czyli świadomość, że każdy grosz przybliża nas to celu. Nie ma małej, bez znaczenia kwoty, każda złotówka jest ważna. 

Wystarczy mocno chcieć, bo chcieć to móc!!! Nie wolno porzucać nadziej i nikt tego nie zrobi za Was, żaden doradca, jeśli Wy nie będziecie tego chcieli z całego serca, bez taryfy ulgowej, bez drogi na skróty!!!!!!

12 komentarzy:

  1. Witaj, wspaniałego napisałaś posta. Są to realne "oczywiste-oczywistości". Chcesz spłacić długi? Mniej wydawaj. Ale najczęściej na najbardziej oczywiste rozwiązania najtrudniej wpaść. Odrealnionych porad w internecie jest całe mnóstwo a nic nie dają. Dodam od siebie, że osoby zadłużone często kupują sobie coś na raty i tych rat się potem zbiera sporo. Warto zrezygnować na pewien czas z takich ratalnych zakupów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mądry post! :) Można też dorabiać by podnieść trochę swoje zarobki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Śledzę Pani bloga od 2012r. Był wielką pomocą w trudnym czasie, kiedy żyliśmy z jednej pensji a teraz jest wielką inspiracją do oszczędzania, gdy pensje znów są dwie. Pozdrawiam .

    OdpowiedzUsuń
  4. Tez szukalam prostych,realnych rozwiazan gdy wpadlismy w spirale dlugow.Popelnilismy szereg bledow za ktore przyjdzie nam zaplacic.Czesto bylismy krytykowani i negatywnie oceniani przez ludzi,ktorzy wogole nie orientuja sie w okolicznosciach sytuacji.Wiele pomocowych postow bylo takich: ,,mialem tak samo,zmadrzalem,znalazlem rozwiazanie,wyszedlem z dlugow i teraz tobie to umozliwiam,kup moj poradnik a wszystkiego sie dowiesz bla,bla,bla".Nie kupilam ale pomyslalam i zaczelam liczyc.Polecono mi tez wlasnie tego bloga...wdzieczna jestem za wszystkie rady,pomysly i rozwiazania.Splacam powoli zobowiazania,zyjemy,nie umieramy z glodu a wrecz przeciwnie,zdrowo i smacznie jadamy ,madrzej wydajemy pieniadze.Wbrew wszystkiemu nie czuje sie nieszczesliwa...wiem,ze nadejdzie dzien kiedy bedzie po wszystkim i bedziemy wolni finansowo.Bardzo dziekuje po raz kolejny za wszystkie posty. :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo bardzo fajny post! Jak wyżej "oczywiste oczywistości" przychodzą najtrudniej... Czas podjąć to wyzwanie! Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  6. Właściwie to właśnie jest tylko jedna metoda :)
    1. Zdać sobie sprawę z problemu
    2. Uczciwie postawić czoła sytuacji
    3. Przejąć kontrolę nad domowym budżetem, wiedzieć gdzie uciekają pieniądze
    4. Zredukować koszta
    5. PAMIĘTAĆ, ŻE KAŻDA ZAOSZCZĘDZONA ZŁOTÓWKA TO NIE NAGRODA, TYLKO SPOSÓB SPŁACENIA ZADŁUŻENIA.
    Myślę, że u każdego inaczej będzie wyglądało redukowanie kosztów ale właściwie każdy musi zrobić tak samo.
    Wg mnie czasami dobrze skorzystać z pomocy doradcy. Zwłaszcza kiedy słabo sami orientujemy się w finansach. Zawsze może doradzić w kwestii wybrania korzystnego kredytu konsolidacyjnego np. Lub podpowie w jaki sposób rozmawiać z bankiem. Zadłużenia ludzi są różne. na różnym poziomie i uważam, że w szczególnych wypadkach dobrym pomysłem jest skorzystać z pomocy kogoś, kto "potrafi liczyć" i zna się na ukrytych kosztach.
    A z tą spłatą najdroższego kredytu to proszę wierzyć jest logiczne. Sami spłaciliśmy kredyt, biorąc niskooprocentowaną pożyczkę w zakładach. Wcześniej nawet nie przyszło nam do głowy o nią zapytać!!! Zaoszczędziliśmy na odsetkach przez 7 lat. Rata w pracy była niższa, tylko , że dłużej trwała. Każdą, dosłownie, każdą złotówkę wpłacaliśmy na kolejne raty. Ponieważ nie zawsze można z wyprzedzeniem spłacać kredyt, pieniądze leżały na koncie do którego nie było karty. Rada typu spłać .... dotyczy sytuacji kiedy wiemy już na czym stoimy, wiemy czy,m dysponujemy, ale nie umniejszałabym jej. Często właśnie po redukcji kosztów wpaść można w pułapkę i potraktować to jak oszczędności.... to nie są oszczedności! To dopiero pierwszy krok do wyjścia z długów :( Ale i tak przed nami droga, że....... ho ho. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rewelacyjny post. Mam podobną sytuację i muszę stawić czoła problemom. Chcę powiedzieć jeszcze jedną ważną rzecz, komuś może się wydawać, że po co się tak katować ztym oszczędzaniem przecież jeśli będę spłacać kredyt rok dłużej to nic się nie stanie wielkiego. Błąd w myśleniu! Dla mnie perspektywa życia bez długu to największe marzenie i każdy dzień przybliża mnie do tego właśnie oszczędzając. Chwila w której poczuje się "wolna" będzie jedną z najszczesliwszych w moim życiu. Osoby, które mają zadłużenie na pewno mnie zrozumieją :)

    OdpowiedzUsuń
  8. mój ojciec z zeszłym roku popadł w długi mało tego nie dość że nabrał kredytów to jeszcze przestał płacić za mieszkanie prąd i gaz a wszystkie kredyty miały conajmniej kilkumiesięczne opóźnienie. dziś udało mu się na tyle wyjść z tego że mieszkanie jest oddłużone tzn czynsz na bieżąco i wszystkie media a raty zostały uregulowane w ten sp[osób że w większości pożyczek co nabrał płaci na bieżąco kilka drobniejszych pożyczek już spłacił. ale to niestety jest ciężka praca i kosztuje wiele wyrzeczeń i cierpliwości.

    nie ma jednej recepty na to bo u każdego trzeba indywidualnie dobrać w jakis sposób wyjść z sytuacji. bo np. strata pracy i małe zarobki nie pozwalają na zrobienie oszczędności

    ale zaczął wychodzić z tego podobnie jak u ciebie. redukcja droższych usług na tańsze, rezygnacja z niektórych rzeczy/rozrywek i ewentualne umniejszenie ich do minimum i dopiero po roku była odczuwalna różnica ze jest minimalna poprawa sytuacji.

    trzeba na to też i kupy samozaparcia......bo czasem masz wrażenie że żyjesz po to by spłacać długi i nic z tego nie masz....a czasem człowiek ma ochotę sprawić sobie jakąś przyjemność choćby drobną bo wtedy życie wydaje się ciut przyjemniejsze....

    OdpowiedzUsuń
  9. Ojoj.... co tu tak cicho? Autorko? Gdzie się Pani podziewa? Mam zwyczaj zaglądac tu raz, dwa razy w tygodniu i tak mi smutno teraz :/ Uwielbiam Pani przemyślenia, rady i pomysły.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem jak trafiłam do Ciebie po raz pierwszy- pewnie z innego bloga, i tak już zostałam. Moja sytuacja finansowa póki co, nie zmusza mnie do aż takich wyrzeczeń, ale bardzo Was polubiłam, i szczerze Wam kibicuję. Podoba mi się Wasze podejście, zdrowy rozsądek, a już najbardziej imponuje mi to, że Ty i mąż jesteście z tymi problemami razem. Wiele małżeństw rozpada się przez takie problemy, Wy jesteście chyba dzięki nim jeszcze silniejsi.
    Dajecie ludziom wiarę i nadzieję, że tak można.
    Zawsze daleka byłam od oceniania innych. Pewnie, że są osoby, które straciły wszystko bo na przykład żyły mocno ponad stan. Ale życie bywa czasem bardziej prozaiczne niż myślimy i naprawdę łatwo w dzisiejszych czasach popaść w bardzo poważne długi.
    Mam podobnie jak Twój mąż, nigdy nie lekceważyłam żadnej złotówki. Kiedy był jeszcze nasz lepszy finansowo czas, kiedyś właśnie te złotówki odkładałam sobie do skarbonki. Mąż się z tego śmiał, bo co to tam- takie "grosze"- zdziwił się mocno przed wakacjami, kiedy wyjęłam te moje złotówki i je podliczyłam :) Ależ miałam wtedy satysfakcję :)
    Trzymam za Was kciuki, i jeszcze raz pragnę Ci napisać, że te blog, że Wasze życie to kawał dobrej roboty!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny blog! Chylę czoła! Co do wyjścia z długów, to dla niektórych dobrym wyjściem jest upadłość konsumencka (przede wszystkim Ci, których sytuacja jest beznadziejna). http://upadlosckonsumencka.com.pl/

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"