piątek, 21 lutego 2014

Marudzenie, narzekanie i jęczenie....


Ogólnie na świecie jako naród mamy opinię marudów i ludzi lubiących się zamartwiać. Czy jest to prawda? Trudno powiedzieć, w sumie spotykając znajomych gdy ich pytamy - co u ciebie, rzadko ktoś odpowiada - w porządku, super, nie narzekam. Zazwyczaj, zaczynamy marudzić o kłopotach w pracy, z dziećmi, o braku czasu itd. Ale w sumie po co? Czy znajomy ma współczuć, pomóc, ulżyć? Nie sądzę! Zatem w jakim celu marudzimy? Wiadomo, że większość z nas ma różne zmartwienia, kłopoty, problemy i jest zagoniony, zmęczony, ale po co rozgłaszać to? Jeśli na spotkaniu ze znajomymi wejdziemy w temat to czemu nie, ale tak każdemu napotkanemu....eee, bezsensu :) 


Ostatnio oglądałam w tv (oglądam zawsze tv przy prasowaniu, po za tym niewiele), program o najniższej kaście w Indiach nazywali się Irula. Są to dumnie i zarazem bardzo ubodzy ludzie, nie mających żadnych praw, nie mają prawa do edukacji, posiadania ziemi..... A mimo to nie idą żebrać, starają się jak mogą zapewnić byt i w miarę godne życie swoim rodzinom. Są ludem można by powiedzieć koczowniczym, osiedlają się w okolicy pól uprawnych, ale nie w celu podbierania z nich, okradania rolników. W Indiach mają ogromne problemy ze szczurami, niszczą one dużą część upraw i tu Irula znaleźli miejsce dla siebie. Polują na szczury, mają opracowane techniki ogłuszania ich dymem, potem czyszczą całe gniazdo, potrafią wytropić gniazda i je likwidować w całości. Dzięki temu przyczyniają się do zabezpieczenia upraw, a jednocześnie zapewniają żywność swojej rodzinie - zjadają te upolowane szczury. Twierdzą, że nie są to gryzonie mieszkające w kanałach, żywią się ziarnem, więc nie są zakażone chorobami. Ale to nie wszystko w gniazdach tych szczury robią sobie zapasy z ryżu np. potrafi tam być kilka kilogramów. Irula zabierają ten ryż, a następnie go przesiewają, płuczą i gotują by jeść. Mówią, że nigdy ludzie z wyższych kast nie posunęli by sie do tego, ale zmusza ich sytuacja do takich kroków. Po za palowaniem na szczury, polują jeszcze na węże i również je zjadają. Czasem udaje im się zatrudnić u rolnika, albo rolnik zapłaci im za wytępienie szczurów, ale to dość rzadkie przypadki. 

Oglądając ten program zastanawiałam się nad swoją postawą do życia.
Przypomniałam sobie komentarze na temat ilości warzyw w diecie, ilości mięsa.
Przypomniałam sobie chwile gdy mieliśmy z mężem tylko chleb smarowany nożem do jedzenia i nic więcej.
Pomyślałam o zaciągniętych kredytach, o wszystkich pożyczkach, większość z nich nie było zaciągniętych z powodu braku jedzenia czy zaległych rachunków.
Jakoś głupio mi się zrobiło...... 

Udało nam się w pewnym momencie otrząsnąć z szalonego konsumpcjonizmu. Przyszedł moment kiedy zaczęliśmy dostrzegać inne wartości w życiu niż nowe wyposażenie do kuchni, nowe ciuchy, kosmetyki, nowy samochód. Wszystko stało się  tylko dodatkiem do życia, a nie jego celem.

Czy pracując po 12 godzin będziemy mieli czas i siłę cieszyć się wszystkimi dobrami które nabędziemy? Jasne, że nie, a mimo to pędzimy zaślepieni, walczymy o to my mieć, a nie być. 

Bardzo smutne jest to, że obecnie można być nie fajnym człowiekiem, ale najważniejsze by MIEĆ i już jest się cool. Nie ważne, że cham, ale ma kasę i już jest fajny. 

Pierwszy szok przeżyłam gdy mój syn dostał po synu znajomych buty i kurtkę firmową, poszedł w nich do szkoły i nagle postawa kolegów do niego zmieniła się. A gdy mąż podjechał po niego służbowym autem, a nie naszą wysłużoną toyotą (16 lat) nastąpiła kompletna zmiana w podejściu do niego. Mimo, że chłopak zupełnie się nie zmienił,  to postrzeganie go przez kolegów odmieniło się kolosalnie. Przyznam, że byłam w szoku, jak bardzo płytkie jest postrzeganie drugiego człowieka.

Znajoma opowiadała mi, że w szkole u córki jedna mama dała jej wprost odczuć, że ma za niski status materialny by zasługiwać na jej uwagę. 

Ooooo ludzie, dokąd my zmierzamy?? O co chodzi?? To jakaś psychoza prześladowcza, to odjechane postrzeganie rzeczywistości!! Czyli nie ważne kim jesteś, co wiesz, jakie masz wykształcenie, poglądy. Najważniejsze ile masz zer na koncie, czym jeździsz, gdzie jedziesz na wakacje! Robi mi się niedobrze.

Obecnie staramy się uporządkować  nasze sprawy finansowe, mamy sporo do zrobienia, musimy zrobić co się da by móc zasypiać spokojnie i nie martwić się jutrem, niestety to wymusza więcej pracy zawodowej i zaciskania pasa, ale jesteśmy na dobrej drodze by pozbyć się kredytów. 
A co potem, to już czas pokaże, ale wiem jedno dla nas mimo wszystko najważniejsze jest być, a nie mieć.


"Paradoks naszych czasów.

mamy większe domy, lecz mniejsze rodziny.
więcej możliwości, lecz mniej czasu.
mamy więcej tytułów, lecz mniej rozsądku.
więcej wiedzy, lecz mniej zdrowej oceny sytuacji.
mamy więcej specjalistów, lecz i więcej problemów.
więcej leków, lecz mnie zdrowia.

mnożymy majątki, okradamy własne wartości.
mówimy za dużo, kochamy za mało, kłamiemy zbyt często.
uczymy się, jak zarabiać na życie, lecz nie uczymy się, jak żyć.
mamy stabilne budowle, lecz kruche charaktery.
coraz szersze autostrady, lecz coraz węższe poglądy.

przebywamy drogę na księżyc i z powrotem, lecz mamy problem
przekroczyć ulicę i poznać nowego sąsiada.
tworzymy coraz więcej komputerów, przechowujemy coraz
więcej informacji, lecz komunikujemy się coraz mniej, mniej i mniej.
(..........) 


 -Dalai Lama"


13 komentarzy:

  1. Skąd ja to znam? ..... aaa z własnej autopsji . Także w pewnym momencie obudziliśmy się z amoku "Mieć". Dziś także pracujemy aby pospłacać zobowiązania i aby może mniej mieć ale za to więcej być i żyć a nie istnieć od celu do celu. Gdyby więcej osób rozumiało że życie nie kończy się ani nie zaczyna się na posiadanych rzeczach lecz ważne jest co jest w nas i wartości niematerialne świat byłby na pewno lepszy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy mogę ten post udostępnić na Fb? Bardzo mnie poruszyło to co napisałaś.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli uważasz za wartościowe to co napisałam to jasne. Mam nadzieję, że są to pozytywne pobudki :)

      Usuń
    2. Pewnie,że pozytywne : )ale jednak nie wystawię bo być
      może znajomi,którym nie brakuje ptasiego mleka poczują się niekomfortowo?Wszystko co opisałaś siedzi w mojej głowie.

      Usuń
  3. Myślę, że nie ma co się obrażać na otaczający świat :)... Od zawsze chyba ludzie gromadzą sie, tworząc społeczności, które coś łączy (status, religia, firma), więc chyba nic dziwnego, że szukamy podobnych sobie. Czy to sprawiedliwe? Nie wiem, ale z pewnością tak jest... Pisze Pani o różnicach w traktowaniu syna ze względu na ubiór, hmmm...
    Powiedzmy, że przyjaźni się pani z rodziną sporo zamożniejszą od was. Lubicie się ale wspólny wyjazd za granicę odpada bo państwa nie stać, jakieś sporty zimowe powiedzmy też was nie połączą z tego powodu, itp.... Jak długo utrzyma sie taka znajomość? (nie dlatego, że oni są źli ;) raczej dlatego, że naturalnie zupełnie, oni zaczną spędzać czas ze znajomymi poznanymi na wczasach, w górach itp... Proszę mnie źle nie zrozumieć... Nie twierdzę,że zupełnie się rozpadnie, tylko że w naturalny sposób mniej rzeczy was będzie łączyło. Tak, jak z pani blogiem... Nie będzie go raczej zaczytywała osoba, która nie liczy się z wydatkami i ma inne zmartwienia, co nie znaczy że mniej ważne w końcu, po prostu inne. Stąd pewnie te "złośliwe" komentarze, bo jak to mówią najedzony głodnego nie zrozumie, nie dlatego, że jest zły, tylko "nie ta bajka"... Myślę, że podobnie jest ze stosunkiem do niepełnosprawnych np, często unikamy te osoby, udajemy, że nie widzimy nie z braku serca, tylko z własnej bezradności i lęku przed urażeniem, nie wiemy jak się zachować... Bardzo lubie pani bloga i zaglądam codziennie. Korzystam z rad i przepisów, w jakiś sposób świadomiej korzystam z funduszy. Nie zgodzę się jednak ze stawianiem sprawy w kolorach biały-czarny, bo to że mnie nie lubią nie musi wynikać koniecznie z tego, że biedna jestem...może zwyczajnie wredna ;)... Jesteśmy różni. Nie każdy bogaty to snob tak jak nie każdy biedny jest szlachetny :)... Bądźmy rózni i kolorowi. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację !proszę o obejrzenie filmu w google .To piękny filmik- rozmowa z Krzysztofem Kieślowskim pod tytułem'Skurwysyn bez oka"

      Usuń
    2. http://www.youtube.com/watch?v=fhlzu1ko608

      Usuń
  4. Ja jestem taka marudna.. Niestety :( Zgadzam się z powiedzeniem,że pieniądze szczęścia nie dają,ale zakupy owszem. Jak długo można sobie tłumaczyć albo szukać pozytywnych aspektów jak jest bieda? Jeśli zakup podstawowych dóbr jest luksusem,bo np 5 lat chodzę w tej samej kurtce i nie stać mnie na nową? Jeśli obracam w palcach każdą złotówkę,co dzień zastanawiam się czy starczy mi do wypłaty? Dziecko mi choruje przynajmniej raz w miesiącu,gdzie na leki średnio wydaje około 100 zł a często więcej? Takie życie to zgryzota i wegetacja.. Co innego jeśli ktoś sobie na taką sytuację zapracował,tak jak Pani pisze-nabrało się kredytów i teraz trzeba ponosić konsekwencje. A co jeśli ktoś nigdy kredytu nie brał? Jest po prostu biedny bo 3 osoby w tym przedszkolak żyją z jednej skromnej pensji,na jednym pokoiku,gdzie warunki mieszkaniowe pozostawiają wiele do życzenia i nie ma szans na zmianę? Jak tu się nie użalać? Pozdrawiam serdecznie.
    P.S Proszę się ie złościć,ja zazdroszczę Pani optymizmu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem wygadać się trzeba, to potrzebne jest nam by nie zwariować. Mi raczej chodzi o ogólnie marudzenie, jak często słyszymy od napotkanych osób, że nie jest źle (zwłaszcza od osób którym faktycznie nie jest źle, żyją zwyczajnie).

      Usuń
  5. No to rzeczywiście.. Mnie to irytuje. Zwłaszcza kiedy użala się ktoś komu się w miarę powodzi. No bo jak się ustosunkować do tekstu typu - wiesz w tym roku kurtkę to kupiłam za 200,bo na tą za 350 mi nie starczyło itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam sąsiadkę która narzeka, że taka bieda nawet na porządne wakacje zagraniczne nie ma za co wyjechać, tylko jakiś tydzień nad morze i dzieci na kolonie wysłała, a to już nędza, że wstyd. No i co ja mam na to powiedzieć (dzieci nie wysłałam na kolonie, bo razy 3 to bardzo poważna kwota się robi, na urlopie byłam u znajomych). Córka nie chodziła do przedszkola, bo koszty były za wysokie, a że ja nie pracowałam zawodowo to została ze mną w domu. Chodziła na zajęcia do MDK-u, bo tam koszt 50 zł za semestr był, a miała dwa razy w tygodniu zajęcia z dziećmi.

      Usuń
  6. dobry wieczor.ja tak poza tematem dzis.chcialam polecic bardzo dobra ksiazke. ,,zamien chemie na jedzenie,, Julity Bator,dostepna w tym tygodniu w biedronce, 25 zl.

    OdpowiedzUsuń
  7. A moi znajomi akurat nie narzekają tak bardzo. Mam bardzo optymistycznych przyjaciół :D To jest chyba domena troch starszych osób. Widziałem nawet w tv reklamę kabanosów maestro w której polacy niemiłosiernie narzekają na wszystko, ale tam to chyba raczej ironicznie podeszli do tematu. mi sie wydaje ze za kilkadziesiat lat takie narzekanie polakow powinno samo "wyginąć" :P

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"