środa, 4 czerwca 2014

Oszczędzamy na jedzeniu - rady czytelniczki ciociadobrarada50


Jeśli chodzi o oszczędzaniu na jedzeniu.. hm, to zawsze budzi kontrowersje. Na początku chciałabym tylko przypomnieć, iż zgodnie z wiedzą medyczną normalny żołądek człowieka pomieści dokładnie tyle ile jego złożone w garść dłonie, a rozepchać możemy go do wielkości naprawdę monstrualnej. Sama wiem, że jeśli mi smakuje to potrafię wypchnąć w siebie bez problemów 40cm pizzę. Ile z tego idzie mi na zdrowie a ile w tyłek, sami wiecie. Pilnujmy więc by nie zniekształcać sobie organów wewnętrznych i róbmy mniejsze porcje. Drugą rzeczą, którą każdy powinien sobie przypomnieć to tzw. piramida żywienia w obecnej, najnowszej wersji. To tak a propos zarzucania, iż w jadłospisach autorki tego bloga jest za mało mięsa. Podstawą żywienia powinny być kasze i warzywa. Reszta pojawia się cyklicznie. Mięso raz lub dwa razy w tygodniu. I to nie na obiad tylko w ogóle. Mamy spaczone przez reklamy i mit żywieniowe spojrzenie na tą kwestię. W mojej kuchni nie istnieje pojęcie „przepisu” i „resztek jedzenia”. Z przepisów korzystam tylko w przypadku wypieków, bo trudno tu coś zmieniać w trakcie:). W kuchni trzeba się wykazywać kreatywnością:) Jeśli chcę wykorzystać gotowaną włoszczyznę na sałatkę ziemniaczaną, a w domu nie mam groszku i majonezu to robię bez:) Do pokrojonych warzyw dodaję odrobinę oleju całość posypuję szczypiorkiem, obficie pieprzę. Mam sałatkę na kolację, może nie tradycyjną ale moją, czwartkową:) Wymieniam dowolnie składniki, łączę to co mam doprawiając według własnego gustu tak by rodzinie smakowało. Jakie ma znaczenie, że nie ma na to nazwy? Jakie ma znaczenie czy czegoś jest więcej a czegoś mniej w tej zupie czy potrawce? Ma smakować i sycić, reszta nie jest ważna. Dodatkowy plus to to że nigdy nic nie smakuje tak samo, trudno by się znudziło:) Nie ma pojęcia resztek jedzenia bo wszystko to składniki. Wyrzucam wyłącznie to co niejadalne lub zepsute. Wykorzystuję każdą odrobinę pozostałego jedzenia. Jeśli jest to bardzo mała ilość np. łyżka ryżu lub gotowanych ziemniaków to zasila ona mój pojemnik pt. PASZTET w zamrażarce. Trafiają tam wszystkie pozostałości gotowanego, pieczonego lub duszonego mięsa, gotowanych lub pieczonych warzyw, gotowanych kasz i ziemniaków, smażonych grzybów czy cebuli, nawet gotowana cebula czy por z rosołu, pojedynczy plaster boczku czy skwarki. Są przecież jadalne:)

Resztki owsianki ze śniadania stają się jednym ze składników kolacyjnych placków lub mufinek na następny dzień dla dzieci do szkoły. Kanapki do szkoły kroję na małe kawałki, zapakowane oddzielnie i dzieci wiedzą, iż po powrocie muszą włożyć to co nie zjadły do lodówki. Ja albo mąż będziemy mieli je na kolację. Jabłka też kroję na ćwiartki, jeśli nie zjedzą wieczorem tarkuję je do ryżu lub robię mus do tostów na śniadanie. Inne owoce miksuję na koktajl zanim się zepsują. Małe, jednoosobowe porcje zupy mrożę (nie zabielam bo jesteśmy na diecie bezmlecznej, więc świetnie się do tego nadają). W małych porcjach zamrażam sos po pieczeniu mięsa czy rosół. Pod koniec tygodnia, gdy brak kasy, są bazą do zrobienia sosu do klusek śląskich lub innych. Zamrażam również, w pojemniku opisanym BIGOS łyżkowe pozostałości różnych sosów- niesłodkich oczywiście, omast i tłuszczów. Fenomenalnie poprawiają jego smak. Resztki pieczonych lub smażonych ryb obieram dokładnie z ości i stanowią one podstawę risotto lub zapiekanki, czasem je zamrażam łącznie z aromatycznym sosem z ich pieczenia. A czasami z nich, resztek tłuczonych ziemniaków i koperku robię kotleciki na obiad. Jeśli się zdarzy że zostanie jakieś suche ciasto typu babka, biszkopt czy murzynek albo jakieś słodkie pieczywo to kroję na kromeczki i dokładnie suszę na kaloryferze. Można potarkować i używać do wysypywania formy do ciasta ale ja najczęściej po zebraniu odpowiedniej ilości robię bajaderki. Skrapiam je sokiem owocowym (można mlekiem) żeby na powrót zmiękły i ucieram z miękkim masłem, cukrem pudrem i kakao lub potarkowaną drobno lub stopioną czekoladą. Można dodać odrobinę alkoholu lub kropelkę aromatu rumowego. Zużywam całe warzywa, nóżki z brokułów, liście rzodkiewek, natkę marchewki, głąby z kapusty itp. Inne różne rzeczy też wymyślam, ale brak czasu by wszystko wypisać. Po prostu patrzymy na to co nam zostaje i zastanawiamy się składnikiem czego to może być. Po pewnym czasie nauczymy się tak gotować, że tych resztek naprawdę nie będzie dużo. Trzeba je tylko zagospodarować na świeżo lub od razu zamrozić, jak postoją kilka dni w lodówce są do niczego tracą smak i zapach. Chciałabym tylko wyjaśnić, że ja nie zagospodarowuje resztek które zostaną na talerzach! Ktoś by mógł tak sobie pomyśleć, a nie o to chodzi. Nauczyłam rodzinę i siebie że nakłada się na talerz połowę tego co chciałoby się zjeść. Zawsze może sobie przecież dołożyć.:) Kotlety i placki też robię o połowę mniejsze. Zawsze można zjeść dwa:) Zagospodarowuję to co zostaje na salaterkach i w garnkach:)
Na tym komentarzu kończę moje doradzanie:) Rzadko kiedy mam czas by siedzieć na internecie i pisać, ale postaram się zaglądać na tego bloga bo jest tego wart.
Życzę wszystkim czytelnikom dużo zdrowia i mnóstwo pieniędzy:)