środa, 13 listopada 2013

Co robi z nami reklama...?!


Około miesiąc temu złapałam wirusa, padłam na 2 dni do łóżka. Leżąc tak oglądałam sporo TV, na co dzień raczej nie oglądam, jedynie tylko w czasie prasowania i wieczorami z mężem jeden film. Więc leżąc tak te dwa dni, napatrzyłam się na telewizję nadrabiając chyba kilka lat w przód i w tył. Miałam podwyższoną temperaturę i mniej analitycznie reagowałam na obrazy podawane mi z ekranu. Po dwóch dniach już pragnęłam kilku produktów bezwzględnie.  Czułam, że muszę mieć "rewelacyjny" środek do czyszczenia, kilka pudełek farmaceutyków, które wyzwolą mnie z infekcji, do tego czułam, że potrzebuję cukierków z witaminami, bo dzieci zaniedbałam i pewnie to je uratuje. Przez te dwa dni, po około 4-5 godzin wpatrywania się w TV, zaczął się proces pozbawiania mnie własnej woli. Nakręcałam się na kupowanie produktów z reklam. Czułam, że naprawdę powinnam je mieć by czuć się częścią społeczeństwa, bo przecież wszyscy to mają. Mąż z niepokojem patrzył jak szlochałam na reklamie środka przeciwbólowego. Ale mam to już za sobą, na szczęście domownicy czuwali nade mną :)  
Wnioski jakie jednak pojawiły się po ozdrowieniu, wcale nie zachwyciły mnie. Ba nawet czułam zażenowanie, że chwila i robię się podatna na reklamy. Jak wielką mają one siłę! Pomyślcie sami, ile razy sięgacie w sklepie po markę z reklam, a nie mniej znaną.  Jak często idąc do apteki myślicie o produkcie z reklamy lub świadomie o niego prosicie. 
Przecież przemysł farmaceutyczny daje nam leki na wszystko. Zacznijmy przegląd naszego ciała i sprawdźmy czy na coś jeszcze brak farmaceutyków. Oczywiście mowa o preparatach dostępnych bez recepty i silnie reklamowanych.
  • Głowa: jest od bólu, zawrotów, bólu zatok, zatkanego nosa, kataru. Na ból zębów, na zdrowe zęby. Od czyszczenia uszu i bólu.
  • Szyja: ból, napięcie - są środki przeciwbólowe. Ból gardła wszelkiego pochodzenia, typu i nasilenia - oczywiście, że łatwy do wyleczenia w chwilę. 
  • Kręgosłup, płuca, żołądek jelita: o w tej materii, to już przemysł farmaceutyczny szaleje. Środki przeciwbólowe, po których możemy dźwigać beczki z piwem, dzieci, budować domy, biegać, skakać bez konsekwencji. Bóle żołądka, wątroby, jelit: jedz co chcesz, łykasz tabletkę i luz. Cudowne leki na wszystko. Prostata, bóle miesiączkowe, menopauza: żaden problem - ciach, tabletka i koniec problemów. Zmniejszenie libido: to ostatnio eldorado dla producentów tych preparatów, reklamy w radiu, TV osaczają nas. Na problemy po i przed zbliżeniem też sporo mają pomysłów. 
  • Nogi, stawy, stopy: to też spory biznes, na kości, na grzybice, bóle, ociężałość - cały zestaw preparatów. 
Z jednej strony fajnie, że by doczekać do upragnionej wizyty lekarskiej mamy dostęp do tylu farmaceutyków, ale z drugiej strony w niewielu reklamach nawołują do diagnozowania problemów. Jak da mnie, ból jest sygnałem ostrzegawczym, łagodzenie go czasem może mieć bardzo zgubne skutki, jeśli nie mamy diagnozy, przyczyny tego bólu. Ból brzucha może okazać się stanem zapalnym wyrostka, ból głowy poważnym schorzeniem. Ból wątroby, wzdęcia, zgaga, to też często objawy poważnych problemów zdrowotnych. Niestety łagodzenie doraźne preparatem z reklamy może być zgubne, a nawet śmiertelne. 

Ale zostawmy farmację, przejdźmy do reklam jedzenia i chemii gospodarczej. 
Tu często możemy wpaść w pułapkę cudów, tak, tak - cudów!! Cudowne preparaty do czyszczenia, prania, jeszcze lepszy proszek od najlepszego (bo wcześniejsza reklama danego proszku nas zapewniała, że jest najlepszy), więc jak może być lepszy od najlepszego?? Reklamy jedzenia - zupełna ciekawostka! Wszystko dla dzieci witaminizowane, do tego dorzućmy preparaty witaminowe i co mamy? Hiperwitaminozę! Objawy hiperwitaminozy: ociężałość i utrata apetytu, poważne uszkodzenia układu kostnego (odwapnienie kości), zaburzenia pracy serca, nerek i centralnego układu nerwowego. W przypadku silnej hiperwitaminozy pojawia się efekt karcynogenny, czyli tworzenie się nowotworów. Do tego dochodzi osłabienie i szybkie uleganie zmęczeniu, ponadto zaparcia. Jednym z najbardziej klasycznych objawów hiperwitaminozy jest wzmożone pragnienie, a co za tym idzie nadmierne oddawanie moczu. Pojawiają się także świąd skóry oraz migreny.

Ale czy nas ktoś ostrzega przed hiperwitaminozą? Nie, no bo po co. Szczęście w tym wszystkim, że witaminy zawarte w żywności (mowa o sztucznej witaminizacji), są syntetyczne. Wchłaniają się one do organizmu z trudnością, lub też nie są w ogóle przyswajane. 

Ogólnie po tym maratonie reklamowym, mam uczucie ogłupiania społeczeństwa. Wpychania im produktów, których zupełnie nie potrzebują, nie chcą mieć. Dawania poczucia, że posiadanie produktów z reklam uczyni nas kimś.... Jeśli nie jemy serka z reklamy w pracy, to co sobie inni o nas pomyślą, jeśli przyjdą znajomi i postawimy na stole kompot zamiast brązowego napoju to będziemy nikim? 
Jesteśmy wkręcani w tą machinę i mamy napędzać wielkie koncerny. 
Dzieci chcą zabawki z reklam, bo ma ją je inne dzieci, chcą ubrań znanych firm, telefonów komórkowych z reklam. Zostajemy pozbawiani własnej woli, rozsądku i wyboru. Sięgamy po wciskane nam przez media produkty, często nie analizując tego zakupu. 
Poddajemy się manipulacji w sklepach idąc za zapachem, muzyką i wybierając produkty, które  z góry ktoś zaplanował, że mamy wybrać (układając na odpowiedniej wysokości, dokładając zachęcający slogan, ustawiając regały w miejscach gdzie chętnie przystaniemy itd). 

Myślę, że warto wypowiedzieć własną cichą wojnę tej manipulacji. Ściszajmy dźwięk w czasie reklam, wyjdźmy rozprostować nogi z pokoju gdzie jest TV, zmieniajmy stację w radiu w chwili gdy są nadawane reklamy i mniej sięgajmy po produkty z reklam. 

Reklamowane produkty wcale nie są wyższej jakości, nie mają lepszego składu. Reklama kosztuje i gdzieś te koszty muszą się zwrócić. Wysoka cena nie oznacza wysokiej jakości!!!!
Czytajmy etykiety, sprawdzajmy skład, miejsce produkcji. To nam pozwoli na wybór, a nie mechanicznie, zaprogramowane odruchy. 

Bądźmy ludźmi wolnymi!!!!



4 komentarze:

  1. Dlatego właśnie nie mam telewizora w domu i nie zamierzam mieć. Bo niestety nie tylko reklamy oglupiaja... W dzisiejszych czasach nawet wiadomościom nie można wierzyć. Lepiej samemu wyszukiwać informacje, czytać z różnych źródel i to najlepiej nie tych najpopularniejszych. Takie czasy

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie reklamy doprowadzają do szału. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że te kampanie to są zakrojone na lata. Jak byłam dziewczynką była pewna reklama lalek (takich szczupłych :) z taką tam piosenką. Teraz jestem już dorosłą kobietką i mam wrażenie, że bardzo podobną melodię słyszę w pewnej reklamie tamponów. Tak, jakby chodziło o powiązanie jednego z drugim. Nie bardzo umiem to wyjaśnić. Ale dostrzegam jakiś mechanizm. A kupuję to co odpowiada mi i mojemu portfelowi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najbardziej "lubię" reklamę w której lekarz zaleca pacjentowi - palaczowi tabletki na kaszel - takiej paranoi to jeszcze nie widziałam ;D Na szczęście jestem odporna na reklamy - moje starsze dziecko też już nabiera krytycyzmu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jasne, głupie reklamy ogłupiają. Ale są też reklamy mądre (np. reklamy Benettona), choć tych jest zdecydowanie mniej. Ogólnie w czasach kryzysu reklamy stały się bardziej nachalne i żenujące - tak przynajmniej zaobserwowałam. Może dlatego, że firmy starały się przetrwać za wszelką cenę i obniżały budżety na marketing? Nie wiem. Ale wiem, że bez reklam ciężko byłoby firmom sprzedawać swoje produkty.
    No bo załóżmy, że nie ma reklam wcale. Wchodzę do sklepu i chcę kupić proszek do prania. Mogę wybrać pierwszy z brzegu, albo testować wszystkie po kolei, albo czytać skład wszystkich, które są w sklepie. Nie jestem chemikiem, moja wiedza nie jest rozległa w tym zakresie. Wybieram proszek pierwszy z brzegu albo najtańszy. Niby wszystko jest ok. Każdy producent ma równe szanse. Ale czy na pewno? Jeśli pojawi się nowy proszek do prania, ja go nawet nie zauważę. Będę kupować ciągle ten sam, bo jest sprawdzony. Moje prawo. Ale jeśli ten nowy byłby lepszy, mimo, że ciut droższy?
    Ja widzę reklamę przede wszystkim jako sposób na poinformowanie konsumenta o produkcie. A to, czy konsument produkt kupi, to już jego wolny wybór. Zawsze może go porównać z innymi, albo może nie kupować :)
    To chyba kwestia przede wszystkim świadomości konsumentów, a nie tej strasznej reklamy.

    PS. Świetny blog! :) Pozdrowienia z mazowieckiej wsi.

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"