czwartek, 2 października 2014

Kupne nie znaczy lesze.....


Dziś przeczytałam artykuł o oszczędnym życiu. Zaskoczona byłam kwotami tam opisywanymi. Ja na żywienie pięcioosobowej rodziny (dwie osoby dorosłe, dwóch nastolatków i dziecko), wydaje przeciętnie 800-900 zł (mam obecnie lepszą sytuację niż rok temu, więc mogła bym wydać troszkę więcej). W artykule podano kwoty 1100 - 1500 zł i to większość rodzin mniejszych niż moja. Podano te kwoty jako przykład oszczędnego życia. Jak zaczęłam analizować swoje wydatki i policzyłam co bym mogła kupić zwiększając kwotę o 500 - 600 zł miesięcznie to powiem szczerze, że udało mi się zwiększyć wydatki o około 300 zł. Nie zmienię wielu nawyków nawet gdy bym miała nieograniczoną kwotę do dyspozycji. Na pewno nadal bym piekła chleb, robiła jogurty, wędliny, przetwory na zimę, uprawiała ogródek, kupowała od rolników itd. No nie potrafię już tego zmienić. Na urlopowym wyjeździe kupowałam pewne produkty do przygotowania posiłków i rodzina ciągle marudziła na smak, jakość, alergie. Zatem po co mam zmienić co co jest dobre. Artykuł który czytałam zupełnie mnie nie zainspirował, nie pokazał mi nowego pomysłu na oszczędzanie. w czasie urlopu kupowałam gotową wędlinę, po powrocie upiekłam łopatkę i byłam w szoku, że moje dzieci wyrywały sobie kanapki zrobione na domowych chlebie z pieczoną łopatką. Pięć foremek pasztetu wchłonęły przez kilka dni, uznały, że już miały dość sklepowych wędlin, wszystkich w tym samym smaku, chleba po którym źle się czuły i dziwnych pasztetów. Byłam w szoku, myślałam ciągle, że może coś odbieram dzieciom, że wolały by te pachnące, różowe wędliny ze sklepu, że mój chleb czasem wyjdzie gorszy, czasem lepszy. Ciastka gotowe tez ich nie zachwyciły, powiedziały, że wolą jeść ciastka którymi pachnie cały dom i każde ma inny smak.  Kupiliśmy synowi bezpszenne ciastka, nie zjadł ich zaległy na półce w spiżarni, a dziecko samo sobie upiekło nowe w domu. A tu proszę, niespodzianka. Zatem koniec z wyrzutami sumienia, koniec z myślami, że to moja wizja, a nie mojej rodziny!! Oni również wolą naturalne jedzenie, lubią zapach przygotowywanego jedzenia w domu, lubią uczestniczyć w tym procesie. :) 

7 komentarzy:

  1. Droga pani ja na tamat oszczędzania przeczytałam już chyba wszystko co jest w internecie,procz tego tez gazety czytałam i programy o oszcaędzaniu ogladałam i nigdzie nie znalazłam tylu rad co u pani.Wszyscy piszą to samo takie rady ogólne pewnie brak im doświadczenia a pani pisze na podstawie własnego zycia ,rady są sprawdzone i dlatego ten blog jest najlepszy! Można prosić o ten przepis na ciastka co kazde inaczej smakuje?

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupne przetwory, wędliny itd. są napakowane chemią. Dobrze że świadomość ludzi na tyle sie polepszyła że większość zdaje sobie sprawę że kupując cokolwiek w pakiecie dostają niezdrową chemie i to czasami więcej niż samego produktu w produkcie, ale kilka lat temu w sklepie ludzie patrzyli na mnie jak na dziwoląga że czytam etykietę i skład. Ależ to było frustrujące, oni tego nie rozumieli !!
    Wiele osób minn. ja także chciałabym piec chleb, własne wędliny, uprawiać warzywniak, robić stosy przetworów ale.... no właśnie , jak większość ludzi jesteśmy z mężem zmuszeni pracowac przez wiele godzin dziennie i nie ma na to po prostu czasu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Święta prawda. Nie wszystko co w kupne jest dobre. Sama staram się, jak najwięcej posiłków i potraw przygotowywać w domu. Niestety w moim przypadku jest to trudne. System w jakim pracuję mi na to nie pozwala. Dzięki mamie mam przetwory na zimę, ale kapuchę na zimę już sama robię dla nas obu.

    OdpowiedzUsuń
  4. To takie szczęście w nieszczęściu;) Sytuacja zmusiła do oszczędnego życia, które okazało się zbawienne - jeżeli mowa o tej konkretnej sytuacji;) Zapewne odczuwa Pani dużą satysfakcję i bardzo dobrze! ;))) Cieszę się, że dzieci podzielają i lubują się w domowych wyrobach;) Także uważam, że jednak te domowe-zrobione często samodzielnie- są o wiele smaczniejsze;)
    Pozdrawiam gorąco
    nadziewiatympietrze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. My wprowadzamy (a raczej staram się przy protestującym czasem udziale męża) Pani wskazówki, mam na koncie już jogurty domowe, wędliny, detoks finansowy. I nigdy bym się nie spodziewała ile "zapasów" mam pochowanych w szafkach. Znalazłam łącznie ok. 10 kg różnych mąk... A normalnie bym już kupiła bo przecież nie ma na widoku = nie ma w domu ;) Bardzo dziękuję i czekam na dalsze wpisy.

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie się z Panią zgadzam, ale...
    Niektórzy nie mają takiej możliwości jak Pani kupowania produktów od rolnika, robienia swoich zapasów na zimę. Ja nie miałam. Co z tego, że zrobiłam weki i pikle, jak nie miałam piwnicy a w garazu było zbyt ciepło? Gdzie mam uprawiać warzywniak? Na balkonie? Owszem, rosną mi papryki, pomidory, zioła, liść laurowy. Nic innego się nie zmieści. Owszem, swoje wędliny, pasztety, domowy chleb, są to produkty tańsze, smaczniejsze i zdrowsze, jeżeli wykonamy je w domu, mamy na to czas. Pani syn jest na diecie bezpszennej, mój mąż na bezglutenowej, odpadają inne tanie mąki - zytnia, jęczmienna, podobnie jak kasze. Kukurydziana maka i kasza nam nie smakuje, kupujemy inne, nie będę oszczędzać i kupować ją bo jest tania, zwłaszcza tu, gdzie mieszkamy teraz.
    Nie wiem czy kwota obejmowała też chemię gospod, ale sądzę, że tak. Tu też są rózne upodobania, zapachy. Ja mam migreny, zdana jest na bezzapachowe srodki czystości; ciężko takie dostac, są sporo droższe, nie mogę zaoszczędzić akurat na tym.
    Myślę, że dlatego też podane są takie a nie inne kwoty. Moja koleżanka wydaje mniej niż Pani. Jest ich też co prawda mniej, ale proporcjonalnie obliczyłam kwotę. Oni nie mają alergii, nietolerancji, dużo pracują, niewiele jedzą, mało oglądają TV, sporo czytają. dzieje im sie samo oszczedzanie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"