poniedziałek, 20 października 2014

Pogoń za......


Ostatnio z synem przerabiałam temat z historii "Życie w Łodzi w XIX wieku". Omawiając ten temat dotarło do mnie, jak bardzo niedoceniany tego co mamy. Ciągle marudzimy, że mamy mało, gonimy za lepszym. Ludzie żyjący wtedy pod "obcasem" fabrykantów mieli całe mieszkanie mniejsze niż mój jedne pokój, ubrań całą rodziną mniej niż jedno z moich dzieci lub ja, a mimo to ciągle chce się więcej. Przyznaje, że zrobiło mi się wstyd, jak można marudzić, chcieć więcej, uważać się za ubogiego, w kryteriach tamtej epoki większość z nas była całkiem zamożnymi ludźmi. Chodzimy najedzeni, mamy ciepło (wiem, że niektórzy powiedzą, jakie ciepło, przecież mam w domu na stałe 18 stopni. Myślicie, że oni mieli aż tyle w zimie), mamy buty w których chodzimy na co dzień a nie od święta. Nasze dzieci moją prawo, a wręcz obowiązek nauki pisania, czytania, nie muszą iść do pracy w wieku lat 5. Wiem, że na świecie nadal w tym wieku dzieci idą do pracy zamiast do szkoły, ale pisze tu akurat o europejskich standardach. Popatrzcie jak wiele się zmieniło w standardzie życia. Czy uważacie, że Wy pracujecie ciężej, a mniej zarabiacie od ówczesnego robotnika? Podam Wam przykład - pensja tygodniowa pracownika z fabrycznej hali wynosiła tyle co co cena dwóch bochenków chleba. Ile zarabiacie obecnie?? Większość tyle to ma za godzinę pracy, a nie tydzień. 

Kolejnym bodźcem do przystanięcia i zastanowienia się był program w tv "Kossowski inicjacja" w odcinku który oglądałam wcielił się w człowieka bezdomnego, żył jako bezdomny przez 48 godzin. Nie ukrywa, że zrobiło to wszystko na mnie wrażenie, jak usłyszałam o ludziach żyjących po 16 lat w tunelach ciepłowniczych (czy czymś takim, nie pamiętam do końca) to nie byłam w stanie sobie wyobrazić co mogło by mnie zmusić do takiego życia. Kossakowski po dobie jako bezdomny zjadł najprostszą wersję zapiekanki i stwierdził, że w życiu nie jadł nic tak smacznego. Jak bardzo szybko przewartościował swoje potrzeby. 

Całość tych przemyśleń zmusiła mnie do zadania pytania - dlaczego ciągle chcemy więcej i więcej, nie zadowalamy się tym co mamy. Nasze pragnienia nas zatruwają?

Bezsensu, trzeba każdy dzień witać z postawą zwycięscy - wstałem rano, mogę chodzić, mam co jeść, w co się ubrać, do kogo przytulić, nie kapie mi na głowę - jestem zwycięzcą!! :) 

"(...) ciesz się z wszystkiego z tego co masz, daj ludziom pogodną twarz....."




7 komentarzy:

  1. Bardzo często to otoczenie (TV, prasa, znajomi, Internety)wymuszają na nas potrzebę posiadania WIĘCEJ. Wystarczy się z tego WYŁĄCZYĆ i już nam wystarcza to co posiadamy

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja od jakiegos roku doceniam to co mam zrezygnowalam z marzeń o exstra mieszkaniu teraz chce tylko tyle ile musze zeby funkcjonować.Zauwazylam ze wszyscy biegną do jakiegoś nieznanego celu tak zaślepieni ze zapomonają o rodzinie,dzieciach ja tez tak robilam ciagle nie miałam czasu .Zapominamy ze to zycie się kończy i nikogo nie przekupimy tym co posiadamy zeby dluzej tu zostać zato stracimy cenny czas.Niczego do grobu nie zabierzemy a czas spędzony z rodziną bezcenny.Powtarzam to moim rodzicom ale nie rozumieją tlumaczæ ze dla nas to robią tyllko czy my tego chcemy? Czy woleli bysmy spędzic z nimi czas???

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest taki utwór "Tyle mam" kapeli Tabu : https://www.youtube.com/watch?v=9HgnzlxQ0FM
    To z gatunku reeage, jeśli ktoś nie lubi to polecam wygooglować sobie sam tekst. Tak, popieram obiema rękami "tyle mam, ile mam ile bym chciał" :-)) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ważne jest pozytywne myślenie i docenianie każdej, nawet najmniejszej drobinki szczęścia w naszym życiu. Jednak nie możemy popadać w skrajności. Naturalnie, współczesny wyścig szczurów i pogoń za pieniądzem nie są niczym dobrym. Tracimy czas na karierę, podczas gdy życie rodzinne przelatuje nam przez palce. Jednak nie możemy przestać pracować, gdyż to wpłynie na poziom życia rodziny. To takie błędne koło, które potrafi człowieka zdołować.
    Znalezienie złotego środka jest trudne, ale możliwe;)

    Nawiązując jeszcze do dawnego życia. Zgadzam się, że wcześniej ludzie zarabiali dużo mniej, ale też życie było tańsze. Aczkolwiek nie chce tutaj umniejszać tragedii i nieszczęścia robotników, bo ludzie mieli naprawdę ciężko. Dlatego też tym bardziej należy teraz doceniać każdy dzień i to co się ma. Ja wczoraj zachwycałam się zachodem słońca, przy czym mój chłopak patrzył na mnie jak na wariatkę:) Szkoda, że niektórzy zapominają, co w życiu liczy się najbardziej;)
    ps. wzruszyłam się czytając Pani wpis;)
    Pozdrawiam NK
    ---------------------------------------------------
    http://nadziewiatympietrze.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie do końca się zgodzę z ta pogonią za więcej. Zależy ile mamy, czego oczekujemy, do czego dążymy. Ja na początku przejmowałam się pytaniami typu, "źle Ci w Polsce, że uciekasz, mało tu masz, czegoś Ci brakuje? Jak wy uciekacie to kto ma zostać?" A potem odpowiadałam sobie, że tak, oczekuję więcej. Oczekuję godziwej zapłaty, adekwatnej do wykształcenia mojego i mojego męża, oczekuję miejsca w przedszkolu dla mojego starszaka, oczekuję wielu rzeczy. Że nie będę musiała się zastanawiać czy stać mnie na bluzkę z nowej kolekcji mojego ulubionego sklepu, czy wydamy je akurat na szczepienie bądź leki dla dzieci. Czy to wiele? Może złe jest to, że jestem materialistką, że lubię pójść w sobotę do kina, potem do restauracji i nie martwić się obiadem, a potem stanem konta. Ale z drugiej strony wszystko jest dla ludzi.
    Mój mąż jest pracoholikiem. Wiedziałam, że praca jest dla niego ważna. Nie kariera, praca. Na szczcęście wiele się zmieniło po urodzeniu dzieci. Ale wiem, że nie mogę liczyć na urlop, który trwa dłużej niż 5 dni. Czy zycie ucieka mu między palcami? Czy wiele traci? Nie sądzę. Moje dzieci zasypiają przy bajkach czytanych im przez tatę, mój mąż bardzo często zaprowadza starszego syna do szkoły, znajduje czas żeby go odebrać (ma tę mozliwość wyjścia z pracy). Ma czas i siłę na wypady w różne miejsca z nami. Tak jak napisała Natalia K, znalezienie złotego środka jest trudne ale możliwe.
    Ja mam tylko wrażenie, że ludzie chcą trochę więcej nić inni mają pod górkę. Bo nie warto się wyróżniać i chcieć więcej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pani akruka G, Pani mąż ma dużo szczęścia, że jego praca pozwala mu na wyjście wcześniej. Niestety wielu ludzi pracuje w ścisłych godzinach i czas dla rodziny może zagospodarować dopiero po godzinie 17 i później.
    Myślę także, że tu nie chodzi o nazywanie Pani podejścia materialistycznym. Każdy ma prawo do własnych marzeń i nie należy ich przeliczać na złotówki. Komuś wystarczy dach nad głową, komuś innemu wyjście do restauracji. Jesteśmy różni:) Każdy chce zasypiać ze spokojem, nie martwiąc się o jutro. Jednakże warunki są takie i nie inne. Życie takie jest, że nierówno "daje". Każdy ma inny start, każdemu inaczej się życie potoczy. Myślę, że chodzi przede wszystkim o to, żeby się nie załamywać. Nie dopuszczać do siebie myśli "Ktoś ma więcej niż ja". Zamiast tego myśleć "Jak na moje obecne możliwości mam naprawdę dużo".
    Sedno tkwi w tym, żeby doceniać to co się ma, a dążenie do czegoś więcej nie jest czymś złym. Najważniejsze to zachować zdrowy umysł i uważać, aby pragnienia nie przyćmiły tego co powinno być ważne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całość tych przemyśleń zmusiła mnie do zadania pytania - dlaczego ciągle chcemy więcej i więcej, nie zadowalamy się tym co mamy. Nasze pragnienia nas zatruwają? - To są słowa autorki, więc nie do końca jest tak, że "Jak na moje obecne możliwości mam naprawdę dużo" i cieszę się z tego co mam.
      Tak, mój mąż ma to szczęście, że może wyjść w trakcie pracy, potem oczywiście musi to odpracować, ma nienormowany czas pracy. Musi wykonać projekt i tyle.
      Tak, mamy ten luksus, że zasypiamy w miarę spokojnie i już nie musimy się martwić o jutro. Ale jest to to okupione naszą ciężką pracą. Ja nie muszę zamieniać się w bezdomną osobę żeby docenić smak ziemniaków z kompotem i zapiekanki z serem, szanuję każdą złotówkę, bo zarobiliśmy ją z mężem sami. Teraz ten szacunek do ludzi, życia i pieniędzy, jedzenia (nawet tego prostego) przekazujemy naszym dzieciom.
      Chyba mogę zgodzić się tylko z jedną Pani myślą, że Sedno tkwi w tym, żeby doceniać to co się ma, a dążenie do czegoś więcej nie jest czymś złym. Najważniejsze to zachować zdrowy umysł i uważać, aby pragnienia nie przyćmiły tego co powinno być ważne;)

      Usuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"