Wakacje jeszcze w pełni, więc chcę Wam przekazać garść rad własnych
i zapożyczanych od znajomych na niedrogie spędzenie urlopu po za domem.
Gdy mamy mocno ograniczone fundusze musimy sobie jasno
powiedzieć, że nie stać nas na luksusowe wyjazdy do drogich kurortów. Dla mnie
w okresie bardzo trudnym finansowo wyjazdy urlopowe były ważne z kilku powodów,
po pierwsze potrzebujemy oderwać się od codziennych obowiązków, po drugie
musimy zmienić klimat ze względów zdrowotnych, co nie jest bez znaczenia dla naszych
funduszy, po trzecie by nie być sfrustrowany odmieńcem w śród mas podróżujących
znajomych. Zatem gdy już rodzinnie i
sami przed sobą rozliczymy się z tego, że jedziemy tam gdzie nas stać, a nie
gdzie jeżdżą wszyscy i spędzamy czas w warunkach, na jakie nas stać, a nie jak
robią to krezusi, możemy przejść do szukania odpowiedniej oferty, formy i
kierunku dla nas.
Ja osobiście polecam agroturystykę w mniej popularnych
miejscowościach, byliśmy raz w super gospodarstwie, cena z wyżywieniem była
podobna do cen za sam nocleg, jedzenie było wspaniałe, wszystko z gospodarstwa,
mogliśmy jeść ile tylko chcieliśmy, nocleg dość kiepski w 5 osób na 7 m2, 3
łóżka, łazienka z gospodarzami, ale z to prywatny dostęp do jeziora, w ramach
ceny łódka i rowery. W deszczowe dni spore pomieszczenie dla dzieci, gdzie był
stół do tenisa stołowego, wieża muzyczna podłączona do świateł disco, gospodarze
mając swoje dzieci czasem organizowali dla wszystkich dzieci zabawy w tej
świetlicy. Wspaniałe miejsce, może nie luksusowe, ale jak pisałam wcześniej luksusy
trzeba sobie odłożyć na bok. Polecam szukać wśród agrogospodarstw perełek, na
pewno je znajdziecie.
Inna forma wypoczynku to namiot, samochód, zapasy zabrane z
domu w wekach i w drogę. My mamy namiot 3 osobowy (kiedyś wygraliśmy w jakimś
konkursie) 3 osoby mogą spać w namiocie, a dwie w aucie po złożeniu foteli. Mamy
od czasu powiększenia się naszej rodziny do stanu 5 osób boksa na bagażnik
dachowy, więc sporo ląduje w nim. Na taką wyprawę można ugotować przetwory
domowe, sosy, wędliny (w tym roku świetnie się sprawdziły). Zabieramy maszynkę
do podgrzewania i w drogę, dzięki temu nie wydajemy pieniędzy na
restauracje/bary oraz zmniejszamy koszt noclegów do minimum. Podróżując po Europie,
często i w Polsce znajdujemy kempingi z pełnym zapleczem sanitarnym łącznie z pralkami
automatycznymi, dzięki temu możemy spokojnie doprowadzić się do stanu
higienicznego. Tak podróżując możemy sporo zwiedzić, zatrzymujemy się na 2-3
noclegi i ruszamy dalej. Jest to męcząca forma podróżowania, ale dzieci
uwielbiają przygodę.
Wiele osób sobie chwali podróżowanie po świecie dzięki
noclegom u innych, zaś w zamian udostępniają swoje mieszkania/domy na nocleg
potrzebującym. My kilka razy spróbowaliśmy z takiej formy, nocowaliśmy w kilku
miejscach w czasie tegorocznych wakacji również spaliśmy w mieszkaniu u kogoś.
Wiele osób sobie bardzo chwali taką formę podróżowania, wiem, że są specjalne
strony w Internecie gdzie można się zarejestrować i korzystać z takich
propozycji.
Można również umawiać się ze znajomymi mieszkającymi w innej
miejscowości na wymianę coroczną. Też korzystaliśmy z takiej formy wypoczynku.
Jak widać nie mając za dużo funduszy można sporo zwiedzić, zmienić
klimat, przeżyć przygodę. Jak to kiedyś ktoś mi powiedział – podróżować z
pełnym portfelem to każdy potrafi i to nie jest żadna sztuka, wyczyn i
wyzwanie. Podróżować, gdy się ma mało funduszy lub wcale to jest coś!
My w tym roku przejechaliśmy ponad 5000 km, na żywność,
rozrywki, wejściówki, pamiątki podróżując po Europie w 5 osób wydaliśmy 600 zł.
Nasze wakacje planowaliśmy od lutego, zbieraliśmy fundusze jeszcze dłużej. Zwiedziliśmy naprawdę mnóstwo, spaliśmy w różnych
warunkach, ale codziennie mogliśmy wziąć prysznic i umyć zęby. Przywieźliśmy
1700 zdjęć, cały bagażnik brudnych ubrań, trochę pamiątek. Obiad jedliśmy na
parkingu wyjmując go z bagażnika i podgrzewając na własnej maszynce. Zabraliśmy
mnóstwo przekąsek ciastka owsiane domowe, pestki dyni, słonecznika, wafle
ryżowe, chrupki kukurydziane, czekoladę, kabanosy. Zabraliśmy 6 bochenków
chleba, masło domową wędlinę. Po drodze kupowaliśmy chleb pszenny, bez pszenny
upiekłam dwa razy w drodze (zabraliśmy wymieszane mąki z ziarnami, solą i
drożdżami suszonymi, dodawałam tylko wodę i korzystałam z użyczonego piecyka). Kupowaliśmy
owoce, jogurty, masło, żółty ser. Rano po każdym noclegu staraliśmy się zrobić
sobie kawę na drogę, by nie przepłacać za gotową. Dla dzieci zawsze
zabieraliśmy termos herbaty oraz dla wszystkich wodę. Nikt przez dwa tygodnie
nie zachorował, nie miał problemów z alergią, układem pokarmowym. Jedyne użycie
apteczki to wapno, młodszego syna pogryzły komary dość silnie i podałam mu
wapno. Nie użyłam nawet plastrów. Wspomnień mamy na całe jesienne i zimowe
wieczory, do nich dokładamy kolejne z naszych rodzinnych wycieczek rowerowych.
Jeździmy teraz z dziećmi po okolicy i zwiedzamy miejsca, które najczęściej z
racji bliskości większość z nas pomija. Pakujemy prowiant i ruszamy w drogę.
Niestety tylko w 4, bo najstarszy syn nie daje rady jeździć (więc zostaje z babcią), mamy nadzieję, że
uda nam się coś wymyślić dla niego na przyszły sezon, by i on mógł podróżować z
nami. Dzieci są już w stanie przejechać 20 km i więcej, więc mamy szerokie
możliwości na zwiedzanie okolicy. Wakacje nie muszą być nudne, gdy mamy
ograniczone zasoby finansowe. Pamiętam jak podróżowałam z rodzicami – 2 namioty
2 osobowe, bez samochodu. Każdy miał swój bagaż i ruszaliśmy w drogę. Mogliśmy dotrzeć do przepięknych miejsc gdzie
samochodem by się nie dojechało.
Możemy zostawić za sobą całe dobrodziejstwo współczesności i
zbliżyć do natury i prostoty. Do tego nie musimy mieć wypchanego portfela. Wystarczy
obniżyć swoje oczekiwania i przestać chcieć kopiować innych, zaufajcie sobie i
swojej rodzinie. Może się okazać, że takie proste wakacje będą najlepszymi
wakacjami w Waszym życiu.
