poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Technologia bardziej nas dzieli niż łączy!!



Wczoraj wieczorem przerzucałam kanały w tv i trafiłam na końcówkę programu „Rodzina po za cywilizacją”. Uwagę moją przykuła wypowiedź chłopca - rodzina zamieszkała w lesie, odcięta od komputerów, komórek, prądu, chłopak miał może z 15 lat, z tego, co się zorientowałam to z powodów zdrowotnych mamy musieli wrócić do cywilizacji i chcieli wiosną powrócić by osiedlić się na stałe po za cywilizacją. Był bardzo zmartwiony ich powrotem, powiedział – tu było mi dobrze, byliśmy razem, nie było telefonów i komputerów, nie było niczego, co nas dzieli (zbliżona wypowiedź, nie zapisałam na bieżąco dokładnie).  W międzyczasie czytałam artykuł o tym, że technologia bardziej nas dzieli niż łączy. Wydaje się paradoksem takie stwierdzenie. Wiele osób powie jak to!! Przecież możemy rozmawiać wszędzie i kiedy tylko chcemy, wiemy, co u znajomych i rodziny. Przecież dzięki portalom społecznościowym ciągle mamy ze sobą kontakt, oglądamy zdjęcia, czytamy gdzie byli na wakacjach, gdzie pracują, co robią itd., Ale czy na pewno mamy z nimi kontakt, czy tylko podglądamy ich życie, czy wiemy, co ich trapi, jak im się naprawdę żyje? Dla wielu osób kontakty w Internecie stały się jedyną formą więzi społecznych, kliknięcie „lubię to” to już wyraz serdeczności, zainteresowania i uwagi. Wiele osób odczuwa panikę przed zniknięciem portali społecznościowych. Sama wycofując się z FB, NK usłyszałam bardzo ostre pretensje i zarzuty od rodziny i znajomych, że teraz to już nie będzie ze mną żadnego kontaktu. Przeraża mnie taki obrót sytuacji! 
Wiele osób technologią zastępuje więzi międzyludzkie lub usprawiedliwia swoją fizyczną nieobecność wpisem na FB. Dzieje się tak bardzo często między bliskimi członkami rodziny. Niestety "lubię to" nie zastąpi emocji, komunikacji i wsparcia. Technologia zabija więzi społeczne.




Wychowałam się w czasach gdzie telefon miała tylko kwiaciarka po drugiej stronie ulicy, a po za tym tylko można było dzwonić z automatów. Telefon w domu moi rodzice, dziadkowie mieli zainstalowany jak już byłam mężatką i mieliśmy własne mieszkanie. Komputer z dostępem do Internetu mieliśmy, gdy już byliśmy rodzicami. Spotkania towarzyskie kwitły, rodzina spotykała się przy okazji każdych imienin i to w licznym gronie mimo problemów żywnościowych nikt nie marudził, że ma gości. Pamiętam jak moi rodzice odwiedzali swoich raz w miesiącu, czasem i to nie, w podobnych odcinkach czasu wpadała do nas babcia (miała troje dzieci). Pod czas takich spotkań było tyle do omówienia, że przeciągały się w wielogodzinne posiadówki, dzięki brakowi innych możliwości kontktu, tematów było wiele i wszystkie były dla uczestników spotkania interesujące. Do znajomych często szło się w ciemno, zostawiając kartkę czasem w drzwiach, jako potwierdzenie swojej wizyty. Pierwszy samochód rodzice kupili, gdy miałam 13 lat, wcześniej podróżowaliśmy komunikacją, nie przeszkadzało nam to by jechać na drugi koniec miasta zimą do rodziny czy znajomych. Teraz szukamy wymówek, zwalamy na brak czasu, kasy, możliwości i by ukoić wyrzuty sumienia chwytamy za telefon, piszemy coś na portalu społecznościowym i czujemy się usprawiedliwieni. Posiadając, co raz szersze możliwości kontaktów społecznych, skracając czas podróży dzięki postępowi, co raz mocniej zamykamy się we własnych domach. Zatracamy umiejętność dialogu twarzą w twarz, wolimy bezpieczny azyl za ekranem komputera lub telefonem. Zatracamy społeczne umiejętności współistnienia, wspierania się rzeczywistego, nie wirtualnego. Poklepujemy się wirtualnie po plecach, tulimy i radujemy. Dzieci większość kontaktów społecznych mają w wirtualnym świecie, rodzice czują, że są bezpieczne, kontrolowane i bardziej mają nad nimi władze, niż by biegały gdzieś po ulicach z grupą rówieśniczą. Nic bardziej mylnego, w świecie wirtualnym nie możemy poznać ich kolegów, zaprosić na słodki poczęstunek i porozmawiać z nimi, zobaczyć, kogo wybrały nasze dzieci. Mnie osobiście przeraża obecna technologiczna oziębłość. Często widzę spotkania młodzieży w parku gdzie siedzi kilkoro młodych ludzi i zamiast rozmawiać ze sobą, oni przeglądają swoje komórki (nie dociekam, co tam robią).  Niestety zjawisko nie dotyczy tylko młodzieży, miałam okazję być na przyjęciu urodzinowym gdzie kilka osób wyjęło komórki i zaczęli się wymieniać opiniami w temacie zdjęć opublikowanych na FB. Sama złapałam się na sytuacji, że plotkowałam z przyjaciółką na temat kolegi i jego rodziny. Zobaczyłyśmy zdjęcia na FB, a potem mocno je omawiałyśmy. Zawstydziłam się swoją postawą. Facet, z którym urwał mi się kontakt około 20 lat temu, pewnie bym o nim zapomniała, a gdy bym spotkała go na ulicy to chętnie wysłuchałabym szybkiego streszczenia, co u niego i tyle, a tak zamiast usłyszeć, co u niego plotkuję o jego żonie, dzieciakach i mam w nosie czy mu się dobrze wiedzie. Inna sytuacja to to, że ludzie klikają „lubię to” gratulują sobie osiągnięć, przesyłają uśmieszki, a następnie obgadują się, wieszają psy na sobie, prawie nienawidzą. Ale w wirtualnym świecie to najlepsze przyjaciółki, siostrzyczki i kochające się osoby.
Nie podoba mi się to, nie akceptuję tego, muszę to zmienić. Za dużo w moim życiu wirtualnego świata, za mało kontaktów twarzą w twarz. Jestem gadułą, uwielbiam rozmowy, uczę się dużo od innych w czasie takich konwersacji. Często mnie inni ludzie inspirują. Nie interesuje mnie to, że moim bliskim się nie podoba mój odwrót od kontaktu przez portale społecznościowe, są inne formy kontaktu. Próbowałam już kilka razy dać im znać, że mnie to nie bawi, szukałam pretekstu swojej nieobecności na portalach społecznościowych, by łatwiej im było zaakceptować sytuację i tak słyszałam, że to dziwactwo i głupota. Ale koniec z tym, nie ma mnie tam, bo tak i już, bo ja tak zdecydowałam. Bo ja tak chcę.  To moje życie, nikt go za mnie nie przeżyje, jestem człowiekiem wolnym. Nie chcę być niewolnikiem technologii, owszem dzięki internetowi czerpie dużo wiedzy i nie chodzi mi tu o Internet, jako sam w sobie skarbiec wiedzy, chodzi mi o substytut międzyludzkich kontaktów. Wiele osób zafiksowało się już zupełnie nie potrzebuje kontaktów rzeczywistych, choć żąda ich, bo tak wypada, zaś po godzinie zaczyna się nudzić i nie może się doczekać powrotu w swój wirtualny świat, wyidealizowany, pełen „przyjaznych” osób, super przyjaciół. Rzeczywistość dla wielu jest już zbyt szara, nudna i wymaga wysiłku, skupienia, udziału w rozmowie, a nie tylko zwykłego „lubię to”.  Ja wysiadam, to nie dla mnie, mnie to nie bawi. Trudno będę kosmitką, zresztą już jestem. Nie chcę by technologia dzieliła naszą rodzinę, by każdy z nas żył osobno w swoim wirtualnym świecie. Chce spędzać czas z rodziną, być fizycznie z nimi, przytulać, gdy im smutno, śmiać się z nimi, gdy się radują, oglądać ich sukcesy na żywo, wspierać, gdy coś się nie uda.


"Poświęcajmy tyle czasu na ulepszanie siebie, co na krytykowanie innych.."

1 komentarz:

  1. Mnie tez nie ma na FB ,NK i innych ...mam co prawda adres emailowy ale dostaje tam listy urzedowe i faktury czasem reklamy.Z wakacji wysylam pocztowki z pozdrowieniami,pisze listy do rodziny i przyjaciol...tylko,ze ja nie otrzymuje listow i pocztowek a MMS-y i SMS-y...odwiedzam rodzicow srednio kilka razy w roku...dzieli nas odleglosc 300km...zrobilam prawo jazdy ale nadal korzystam z komunikacji PKP i miejskiej.Mam komputer,korzystam kiedy potrzebuje do pracy.Telefon sluzy do krotkich rozmow,cos zalatwic,przekazac.Telewizor...ostatnio rzadko,wole poczytac ksiazke,upiec chleb czy uszyc cos na maszynie pokazujac to co umiem nstoletniej corce.Swiat idzie naprzod,nie zayrzymamy go ale my sami mozemy zwolnic a nawet na chwile przystanac.To nasz wybor.Technologia jest przydatna i potrzebna ale nic nie zastapi bezpodredniego kontaktu i rozmowy z czlowiekiem.Poprostu nalezy madrze korzystac z wszelkich dobrodziejstw technicznych,zdroworozsadkowo bym powiedziala :-)

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"