środa, 8 stycznia 2014

Ferie zimowe już tuż, tuż....


Przed nami ferie zimowe, a wraz z nimi pytanie jak zaplanować czas dzieciom. U nas w MDK jest dość ciekawa oferta i do tego w przystępnej cenie, koszt 2 tygodni to 120 zł w tym jest całodzienna opieka od 9-16, jeden posiłek, wyjście do sali zabaw, na basen, bal karnawałowy, zajęcia plastyczne, językowe, muzyczne. Więc na pewno warto sprawdzać oferty w Domach Kultury. Kolejna propozycja to ferie organizowane przez szkoły, ale to jednak mniej fajna oferta bo nadal to jednak szkoła. Wyjazd dzieci na ferie to już spory wydatek. Dobrym pomysłem może być np. podzielenie się między rodzinami dziećmi, dwa tygodnie ferii można podzielić przykładowo na 4 rodziny, łatwiej zorganizować sobie czas w pracy. Dzieląc 10 dni ferii (odejmuję weekendy), to 2-3 dni na rodzinę, nie tak źle, a każda rodzina ma inne pomysły, bajki, gry w domu więc może być ciekawie, jak dorzucimy do tego choć jedno wyjście do kina, do sali zabaw to zrobią się całkiem ciekawe ferie, a cena ich nie będzie wygórowana. Oczywiście pozostają propozycje typy wyjazd do dziadków to rzecz oczywista. Wiem, że wielu rodziców się wzdryga przed takim pomysłem, bo dziadkowie rozpuszczą dzieci, karmią słodyczami, pozwalają na zbyt wiele, ale dla dzieciaków to często super wyjazd, dla rodziców chwila oddechu. Najważniejsze by dzieci znały granice, a resztę same sobie poukładają. :) Życzę Wam powodzenia w planowaniu czasu dzieciom w czasie ferii zimowych. Oby kieszeń dała radę i dzieci miały opiekę i nie spędziły ich tylko przed komputerem i tv. 

5 komentarzy:

  1. Prowadzę agregator blogów http://dobreblogi-finansowe.blogspot.com/. Ten tekst bardzo mi się spodobał – dodaję to miejsce do swojej bazy linków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest mi coraz bardzie przykro... Nigdy dotąd nie narzekałam. Ale znów w telewizji obejrzałam kolejne migawki z wyjazdów dzieci w góry. Mój synek był w górach tylko raz, wiosną (najmniej atrakcyjna pora w górach), gdy zabrałam go na praktyki z uczniami.
    Z mężem zawsze pracowaliśmy. Mieszkamy w rejonie gdzie wynagrodzenia są niskie. Poza 1 tys. zł z okazji narodzin młodszego synka, nigdy nie korzystaliśmy z żadnej pomocy państwa. Nie otrzymywaliśmy zasiłku wychowawczego, bo średnia o kilka zł była za duża. Za lekarzy specjalistów, dentystę zawsze płacimy sami.
    Nigdy nie uważałam się za biedną osobę. Zawsze dziękuję Bogu za to co mamy. Teraz, gdy nasz starszy syn jest na studiach, jest nam szczególnie trudno...
    Jestem wdzięczna za to co mamy i niewiele jest chwil, gdy mi przykro, że nie stać nas - nie na wyjazd rodzinny - tylko choćby na wysłanie młodszego na zimowisko w górach. I plączą mi się po głowie myśli, że najgorzej obecnie mają przeciętnie zarabiające rodziny - wiadomo,bogaci nie narzekają na brak pieniędzy, a biedne dzieci pojadą na ferie z Caritasu lub świetlicy socjalnej (kolega mojego syna jedzie już trzeci raz na narty finansowane z pomocy społecznej).
    Jesteśmy oboje po studiach, pracujemy w szkole i firmie miejskiej, a nasza rodzina jest przykładem zaniku klasy średniej w naszym kraju.
    Całym sercem byłam i jestem za pomocą dla dzieci biednych. Sama nie otrzymując nic, broniłam i bronię wśród zagorzałych przeciwników programu 500+.
    Tylko w takich chwilach jak ta, jest mi przykro...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieci właśnie skończyły ferie zimowe, nie wyjechały nigdzie. Miałam plany korzystania z zajęć oferowanych przez gminę, ale niestety w pierwszy dzień ferii załamałam palce dwa u nogi i niestety na męża spadło wszystko. Udało się mu tylko zabrać dzieci na wystawę modeli redukcyjnych (wstęp bezpłatny), po za tym pozostało dzieciom podwórko i gry planszowe ze mną. Po za tym nigdy nie wyjechały na ferie zimowe, a są w wieku 20, 15 i 13 lat. Na obóz letni tylko raz wyjechał młodszy syn, a córka miała półkolonie. Najstarszy syn był raz na zielonej szkole, raz na turnusie rehabilitacyjnym. Należy mu się dofinansowanie, ale na młodsze dzieci już nie, więc koszt robi się za wysoki. Niestety wyjazdy dzieci sa kosztowne.

      Usuń
    2. Toś mnie pocieszyła;) Ja nie z tych co lubią, gdy inni mają gorzej. Jestem Twoją stałą czytelniczką i wiem jak Wam było ciężko i dalej lekko nie jest. Podziwiam i czerpię inspiracje. Ja swoim optymizmem mogłabym obdzielić pół miasta. Ten wpis był odreagowaniem małego smuteczku, który - jak każdego człowieka - czasem, rzadko mnie dopada...
      Po prostu twierdzę, że coś tu jest nie tak, skoro cierpią najbardziej ci, którzy się starają, pracują, nie wyciągają reki po jamużnę

      Usuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"