poniedziałek, 2 marca 2015

Trudności ze współpracą w rodzinie



Piszecie dość często do mnie o problemie ze współpracą z rodziną. Skarżycie się, że wasza rodzina nie chce zmieniać swoich nawyków i z czegoś rezygnować. Zastanawiają mnie takie postawy, czy tylko jedna osoba w domu jest świadoma sytuacja, a reszta uważa to za wyimaginowany problem? 






Wydaje mi się, że jeśli mamy problemy finansowe to dotyka ten problem całą komórkę rodzinną, a nie tylko jedną, jedyną osobę w niej. Dla mnie to trochę jak bieg w parach w sytuacji związano im lewą z prawą nogą partnera, jeśli nie będą współpracować to zwyczajnie się przewrócą, nie dotrą na czas do celu i nic z tego nie wyniknie, jedynie porażka. Dlaczego więc sobie komplikować i tak już trudną sytuację? Przecież cała rodzina siedzi na jednaj gałęzi i musi być wspólnotą! Nie dojdzie się nigdzie bez współpracy. Nie ma możliwości wyjść z długów, odłożyć pieniądze na wymarzony cel, przetrwać do końca miesiąca bez zaciągania długów, jeśli brak współpracy w całej rodzinie. To jest kompletnie niemożliwe!! To, co osiągnie jednostka, niszczy reszta, więc w sumie działania jednostki mijają się z celem, bo czemu to tylko jedna osoba ma dźwigać ten ciężar? Coraz bardziej ta osoba będzie popadać we frustrację i zniechęcenie, a w rezultacie nie prowadzi to do poprawy sytuacji finansowej rodziny tylko do zaognienia wzajemnych relacji. Jeśli jeden z partnerów nie chce rezygnować z dotychczasowego stylu życia, to niech podejmie dodatkowe starania w powiększeniu domowego budżetu, niestety coś za coś. Jak czytam dramatyczne listy o zawziętej postawie domowników w krytycznych sytuacjach finansowych to chciałabym nakrzyczeć na nich, że niedorośli do roli współpartnera i powinni przemyśleć swoją „dorosłość”. Ale nie mogę tego zrobić, więc radzę, pocieszam, wspieram. Piszą to osoby w naprawdę trudnej sytuacji, nie są to zachcianki i pomysł na odłożenie trochę pieniędzy, są to ludzkie dramaty jeść czy płacić rachunki. Nie czytają mojego bloga dla rozrywki, ale szukają ratunku dla swojej rodziny. Niech mi ktoś powie, czemu w takich sytuacjach partnerzy zrzucają problem na jedną osobę i jeszcze do tego oskarżają o brak gospodarności, a sami nie rezygnują zupełnie z niczego – papierosów, alkoholu, kosmetyków, wyjść do kawiarni itp.? Przepraszam, ale zupełnie tego nie jestem w stanie zrozumieć. Może ktoś z Was ma na ten temat rozsądne i logiczne wytłumaczenie? Jeśli jesteśmy rodziną, to oznacza, że jesteśmy zespołem, a zespół powinien współgrać ze sobą, bo jak ma zagrać orkiestra jak każdy gra inną melodię? Z nowym rokiem coraz więcej przychodzi do mnie listów z dramatycznym wołaniem o pomoc i wsparcie. Piszcie proszę, choć mogę Was „przytulić” wirtualnie. Chcę być z Wami, nie wstydźcie się!! Jestem z Wami i dla Was. Mam to szczęście, że mój partner współdziała ze mną, sam zbiera pomysły na oszczędność, chce wyjść z trudnej sytuacji finansowej, owszem miewa małe szaleństwa, ale kto ich nie ma. Nikt z nas nie jest doskonały, wszyscy popełniamy takie czy inne błędy, niestety w naturze ludzkiej jest chęć przyjmowania postawy wszechwiedzącego guru od wszystkiego, warto przestrzegać zasady „kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień”. Dla mnie w rodzinie najważniejszy jest dialog i wzajemne zrozumienie, a nie oskarżenia. Wspierajcie się wspólnie w rodzinie, rozmawiajcie, analizujcie swoje problemy, nie oskarżajcie się nawzajem, nie oceniajcie, szukajcie dialogu i zrozumienia. Może niechęć do rezygnacji z czegoś ma głębsze podłoże, jakieś złe wspomnienia z przeszłości, ale o tym wszystkim trzeba rozmawiać, próbować zrozumieć druga osobę, – dlaczego robi tak, a nie inaczej. Świat jest pełen złości, agresji i nienawiści do drugiego człowieka, że trzeba się starać ocalić, choć własną rodzinę przed tym wszystkim i w niej zachowywać równowagę. Próbujcie wejść w sytuację drugiej osoby i chcieć ją zrozumieć, rozmawiajcie o własnych problemach, ale nie pomijajcie w nich swoich dzieci, one też mają prawo do bycia pełnoprawnym członkiem rodziny.  Zatajanie przed nimi problemów finansowych jest oszustwem i tworzeniem fałszywego obrazu waszej sytuacji. Dzieci potrafią wiele zrozumieć, nie są bezmózgimi istotami. Czasem mogą się okazać, cennym sprzymierzeńcem w oszczędzaniu. Rodzina to wszyscy jej członkowie, nie tylko jednostki. Rodzina to jeden organizm! Walczcie o swoje rodziny!! Wspierajcie się nawzajem!! 

4 komentarze:

  1. Niektórzy nie potrafią żyć na niższej stopie, bo kiedyś żyli na wyższej. Znam jedną Panią, która żyła dobrze z mężem, jak się rozwiedli, to ona nie potrafi mniej wydawać niż kiedyś. Mimo, że ją nie stać na coś to i tak to kupuje, zaciąga długi. Nie oddaje ich (przynajmniej mi nie oddała pewnej kwoty, którą ode mnie pożyczyła), żyje na czyjś koszt - współczuje ją, ale też trochę rozumiem, bo ona jest chora. Ta choroba uniemożliwia jej wykonywanie pewnych prac, ale jakby bardzo chciała - myślę, że gdzieśby była w stanie pracować, ale ona nie będzie np. w piekarni bułek sprzadawała :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety duma i godność to dwie zupełnie różne cechy. Głupia duma nie pozwala tej Pani na przyznanie się przed sobą samą do zmiany stopy życiowej i konieczności oszczędzania. Godność natomiast popchnęłaby ją do pracy po to, by oddać długi i nosić głowę wysoko.

      Usuń
  2. Tylko co zrobic kiedy ja umieem postawic sie w sytuacji mëza a on w mojej nie???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na czyich barkach spoczywa u Pani dom? (tzn kto robi zakupy, gotuje?)

      Usuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"