"Nie trzeba mieć więcej niż inni, by żyć pełniej. Wystarczy prosta codzienność: naprawianie tego, co się da, tworzenie po swojemu, domowe jedzenie i cisza, która pozwala oddychać. Godne życie nie polega na pokazie, lecz na tym, co daje realną satysfakcję i spokój — we własnym rytmie, bez presji opinii."
wtorek, 17 grudnia 2013
Nie róbmy szopki ze świąt*
Wkoło nas porady jak przygotować się do świąt - zaplanować porządki, zakupy, jak ułożyć plan prac itd. Ale jak mało jest informacji np. jak przeżyć święta i nie zwariować. Nakręcamy się wzajemnie, biega ze ścierką po domu, z siatami po sklepach i zaczynamy mieć wszystkiego dość. Nagle przebiega nam myśl - oj, że by już po świętach było. Przychodzi uroczysty dzień a my co, pusto w kieszeniach, padamy na twarz i najlepiej jak by sobie wszyscy poszli, a my poleżymy sobie na kanapie i odpoczniemy.
Jakie wspomnienia zostają naszym dzieciom? Rodzice sprzątają (to i tak dobrze jeśli obydwoje, a nie tylko jedno z nich), znoszą produkty żywnościowe do domu, liczą pieniądze, spisują kartki, ogólnie można powiedzieć szał. Mój mąż pamięta najbardziej z okresu przed świątecznego całe mieszkanie oczyszczone z firanek, zasłon, chodników, serwet itp. Do dziś ciężko znosi zmianę firanek w domu. Obawiam się, że w tym szale zapominamy o najważniejszym, o co chodzi w świętach. Przecież nie o wypastowaną podłogę i nie o indyka 6 kg, również nie o wykrochmalona pościel i nie o prezenty za 200 zł na głowę, ani o 12 dań na wigilię! Chodzi o przebaczenie, miłość, dobro, rodzinę, spokój, przyjaźń, ciepło, zatrzymanie się w codziennym biegu. A do tego nie potrzeba nam wydać 2 tysięcy na święta, sprzątać za szafą i na strychu. Kupujemy milion prezentów, często nie trafionych, ale kupujemy w szale. Może lepiej napisać coś od siebie drugiej osobie, tak od serca i włożyć do pudełka z czekoladkami. No wiadomo, że nie podarujemy tego dziecku, ale cioci, wujkowi, przyjaciółce.......
Potykamy się z rodziną i znajomymi i głównie poświęcamy czas jedzeniu, jedzeniu jedzeniu. Walczymy o wagę przed świętami, potem napychamy się do granic jedzeniem i znowu walczymy o sylwetkę przed sylwestrem:) Oj szalone to wszystko. A może tak zrobić połowę tego, a może odpuśćmy sobie i rodzinie troszkę, przy cieście i kawie też może być super spotkanie.
U nas postanowione - koniec z szałem porządków (w końcu sprzątamy na bieżąco, a ekstremalnie generalne zrobimy wiosenne), zakupy prezentów zrobione na spokojnie wcześniej, trochę przez internet, ale tylko dla dzieci, dorośli się nie obdarowują (ogólnie postanowiliśmy). Zakupy żywieniowe i prace kuchenne w kilku etapach, na luzie bez szału zamrażamy wcześniej. Dużo spędzam czas z dziećmi, razem przygotowujemy ozdoby i dania świąteczne, ale tak spokojnie. Dużo rozmawiamy, dzieci wypytują o nasze święta wcześniejsze. Chcemy ten czas bardzie poświęcić na bycie ze sobą niż zastaw się, a postaw się. Kupiliśmy razem choinkę wybieraliśmy ją kilka godzi, a ile było przy tym zabawy, ile odmian poznaliśmy. Jutro pieczemy pierniczki, dziś ostatnie zakupy. Nie czujemy się zmęczeni, rozdrażnieni, cieszymy się każda chwilą. W sobotę ubierzemy choinkę, upieczemy mięsko, a w poniedziałek makowca i sernik. Nie dajmy się zwariować, nie oddawajmy hołdów bogu mamonie, nie myślmy ciągle "co inni powiedzą", przeżyjmy święta tak byśmy je chętnie wspominali za kilka lat.
*tytuł postu zasłyszany (nie pamiętam gdzie)