środa, 16 lipca 2014

Oszczędzanie, przetrwanie, spełnianie marzeń......


Na blog trafiają różni ludzie, jedni z problemami finansowymi, inni poszukujący naturalnego żywienia i naturalnych kosmetyków, zaś inni szukają ucieczki od komercji. 
Chciała bym, by ten blog był dla Was wszystkich, ale również by pomógł oszczędzać na coś o czym marzymy.  
Wielu z Was marzy o zagranicznych wakacjach, o nowej kanapie, o wymianie samochodu, studiach itd. Żyjąc oszczędnie, uciekając od kupowania niepotrzebnych rzeczy, minimalizując nasze potrzeby możemy osiągnąć wiele celów: wyjście z długów, wymarzona podróż, zakup wymarzonej rzeczy. 
Nie musimy tylko zazdrośnie się oglądać na boki, popadać w depresję, ale możemy realizować swoje pragnienia. Jeśli zrezygnujemy np. z palenia i odłożymy pieniądze za każdą paczkę papierosów którą byśmy kupili możemy sobie zafundować całkiem fajne wakacje. Przykładowo wypalamy paczkę papierosów dziennie to rachunek jest prosty koszt paczki papierosów to około 13 zł (chyba) mnożony przez 30 dni = 390 zł x 12 miesięcy = 4680 zł. Inny przykład to puszka piwa dziennie to koszt 2,5 zł x 30 = 75 zł i to mnożymy razy 12 = 900 zł, jeśli połączymy palacza z jednym piwem dziennie to roczną oszczędność mamy niezłą około 5500 zł, tak niewiele, a tak wiele. 
Ok, ktoś powie, ale ja nie palę, nie piję alkoholu to co mam zrobić, pewnie znajdzie się coś z czego możemy zrezygnować i odkładać z tego pieniądze na coś o czym marzymy. Np. uwielbiamy zjeść tabliczkę czekolady w dwa dni, ale nie takiej jakieś tam tylko troszkę lepszej, gorzkiej czekolady, koszt około 5 zł. Jeśli zrezygnujemy z tego i odkładamy pieniądze za każdą tabliczkę czyli miesięcznie około 70 zł, rocznie mamy odłożone ponad 800 zł, nie wielkie wyrzeczenie a jednak suma nie mała. Mam znajomych którzy na koniec każdego tygodnia odkładają do słoika wszystkie drobne jakie mają w danym momencie w portfelu, czasem mało, czasem całkiem sporo się znajdzie, wyznaczają sobie 10 miesięczny okres i po tym czasie decydują co zrobią z tych drobniaków, czasem wyjdzie tylko tyle by iść na kolację, a czasem by wyjechać na weekend we dwoje ;) 
Myślę, że każdy z nas ma jakieś przyzwyczajanie które kosztuje, a można z niego zrezygnować. 

Ja wiem jedno, że nawet w chwili gdy nie będę miała żadnych zadłużeń i problemów finansowych nie zmienię swojego podejścia do finansów i nadal będę wyznawała kilka zasad - kupuję rzecz tylko wtedy gdy jest mi potrzebna i nie da się jej wykonać samemu, jedzenie przede wszystkim domowe i wykonane w domu (przetwory na zimę również), a nie gotowce, oszczędzam prąd i wodę bo to działanie proekologiczne, chleb tylko domowy, dzieci nie dostają wszystkiego co tylko chcą natychmiast, ubrania nie muszą być nowe. To tyle na ten moment. :) 

MINIMALIZM PRZEDE WSZYSTKIM!!! 

10 komentarzy:

  1. Jestem w związku 5 lat,bez kwiatów,wyjść,randek, kina, prezentów. Mieszkamy na odleglość,dlatego gdy już się spotkamy, marzy mi się wyjście do kina. Ile można chodzić na spacery,jeździć rowerem. Mój facet jest sknerą(tak, to już nie oszczędność,ale sknerstwo. np. je późno śniadanie,by późno zjeść obiad i nie jeść kolacji. Przez tydzień je tylko kaszę mannę. To się odbija na jego zdrowiu już.),wszyscy się z tego śmieją a ja tylko się denerwuję. "Czy na pewno potrzebujemy kupować tego ogórka?A koperek,po co?"
    Ale do sedna. jesteś kobietą,no nie czarujmy się. Nie marzą Ci się kwiaty od męża,wyjście do kina,nowa kiecka,fryzjer(ok,akurat sama nie strzygę,ale czasem bym chciała pójść), wyjście do restauracji,jakiś prezent od męża?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiaty o męża to dla mnie wywalone pieniądze, ciuchów nie bardzo lubię kupować, męczę się na zakupach. Cieszą mnie kulinarne ciekawostki, smaki. Wyjście do kina to dla mnie zbędny wydatek, jeśli już to wolała bym wyjść na kolację z mężem. Fryzjer, kosmetyczka, hmm to trudny u mnie temat, jak wydam 25 zł na hennę to mnie męczy to kilka dni, tipsy zrobiłam raz kilka lat temu, zupełnie nie maja bajka. Jestem mężatką od 23 lat, z mężem parą od 25 lat i przyznam, że dla mnie lampka wina, masaż stóp i przegadany wieczór to super przyjemność. Weekend we dwoje tylko we dwoje przy trójce dzieci to już niemal luksus. Chyba jestem sknerą.....:)

      Usuń
    2. Tylko na co później wydawać te zaoszczędzone pieniądze, skoro nasze życie już taki minimalizm osiągnie? ;)... Pozdrawiam serdecznie, bo blog czytany systematycznie:)

      Usuń
    3. Jak na razie nie mam jeszcze oszczędności, więc zmartwienia z tym związanego też nie :) Obecnie marzę, by spłacić wszystkie długi i nie martwić się jutrem. Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  2. W pełni się z panią zgadzzam a męża pozazdrościć,gdyby moj tak ze mną pogadał wieczorem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmmm, kto to jest sknera? Sprawdziłam w słowniku języka polskiego- to ktoś przesadnie oszczędny. Co to znaczy przesadnie? Definicja jest płynna, dla każdego inna. Dla mnie to ktoś kto oszczędza na podstawowych potrzebach życiowych, choć wcale nie musi bo pieniądze ma. Odbija się to na zdrowiu lub relacjach międzyludzkich. Z takim człowiekiem bardzo trudno żyć. Ktoś kto wydaje 300zł miesięcznie na jedzenie dla rodziny, tylko po to by założyć kolejną lokatę oszczędnościową. Ktoś kto wydaje te 300zł bo więcej nie ma nie jest sknerą, jest osobą w trudnej sytuacji życiowej która próbuje przetrwać. Nie jest nawet osobą oszczędną czy zaradną. Jest wojownikiem, walczy o przeżycie. Osoba oszczędna to taka, w moim mniemaniu, która potrafi niewielkim kosztem zapewnić wszystkie podstawowe potrzeby rodziny (zarówno w zakresie ciała jak i ducha) a pozostałą gotówkę przeznaczyć na zapewnienie potrzeb ponadpodstawowych (np. ta nowa kanapa czy bardziej ekskluzywna szkoła). Oburzam się gdy ktoś kogoś ocenia zarzucając mu skąpstwo a nie zna jego sytuacji życiowej i materialnej. Pozory bardzo często mylą.

    Gosiu, a dlaczego te drobne dowody męskiej uwagi i adoracji powiązujesz z wydawaniem pieniędzy? Ja dostaję wiele prezentów od męża i prawie nigdy nie obciąża to naszego budżetu. Bukiety z ogródka czy łąki bez okazji. Muszelki i bursztynek z delegacji nad morzem. MMs z sercem wyrysowanym na mokrym piasku. Uśmiech z keczupu na kanapce, gdy mam wszystkiego dość. Własnoręcznie zrobiona laurka z okazji walentynek. Piknik- niespodzianka nad jeziorem, przy zachodzie słońca w rocznicę ślubu. Komplement jak wychodzę do pracy. Nie, wcale nie jest takim romantykiem (i ma wiele wad):):), po prostu przed 25 lat bycia razem nauczyłam go że tego potrzebuję:) Bez artykulacji potrzeb nie ma ich zaspokajania. Pamiętaj, faceci mają inne mózgi, nie możemy zakładać z góry, że wiedzą czego potrzebujemy. Nie ma lekko, jak coś chcesz musisz sobie wypracować:) Takie życie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Droga autorko bloga, żadnych wyrzutów sumienia z powodu tej henny za 25zł! Jak Pani gdzieś pisała nakłada ją Pani sobie sama, czyli domniemam to pudełko które starcza na min. kilka razy. Ile kosztuje henna na rzęsty+ regulacja brwi u kosmetyczki? U nas- 20zł. Proszę sobie przeliczyć ile Pani zaoszczędziła. Fakt można nie robić w ogóle i zaoszczędziła by Pani więcej, ale kto tu sam pisał o zaspokajaniu również psychicznych potrzeb członków rodziny? Każda kobieta chce dobrze wyglądać, może to właśnie jest to minimum którego Pani potrzebuje. Ja mam prawie identycznie, też zrezygnowałam z większości kobiecych rytuałów które miałam wcześniej, ale są takie z których nie potrafiłam. Po ciążach mam plamy na twarzy. Dość ciemne i tak fatalnie usytuowane, że jak czegoś z nimi nie robię to wyglądam jakby mnie pobito. Do stanu takiego bym mogła je ukryć podkładem potrzebuję dwa razy w roku zrobić mikrodermoabrazje u kosmetyczki (150zł) połączoną z serią zabiegów kwasami (4x 120zł). Jak dla mnie duuużo kasy, ale nie potrafiłam z tego zrezygnować (pewnie próżność przeze mnie przemawia, eh..). Podeszłam więc do tego metodą oszczędnościową. Kupuję kwas w Internecie za ok. 25-30zł, starcza mi na 4-5 zabiegów i robię sobie zabieg sama w domu. Przy trzymaniu się zasad, żadne ryzyko i żadna trudność. Bez wcześniejszej mikrodermoabrazji słabo to działa, więc uzgodniłam z moją kosmetyczką, że wprowadzi u siebie coś w rodzaju bonu upominkowego. Z okazji gwiazdki i urodzin moja rodzina zamiast prezentów daje mężowi kasę, ile kto ma na mnie przeznaczone, a mąż zakupuje u kosmetyczki bon na taką sumę. Ładnie opakowanego znajduję go pod choinką. I jestem szczęśliwa:), ba nawet moja Teściowa jest szczęśliwa- nie musi łamać sobie głowy co mi kupić:) I zdecydowanie wolę myśleć że oszczędzam w skali roku 1200zł, niż że wydaję 60. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hennę kupuję raz na długi, długi czas. A to 25 zł to raz do roku na porządne wyregulowanie brwi i farbowanie rzęs latem to robię, mam miesiąc z głowy użycie tuszu. A tak po za tym hennę i regulację brwi robię sama. Włosy farbuje mi mąż i raz do roku idę do fryzjera w celu regulacji fryzury, a potem sama staram się podtrzymywać efekt. Depilacje robię sama, paznokcie, odciski również :) Czyli sumując raz do roku wydaję na usługi kosmetyczne (chyba, że trafi się większe wyjście wesele, komunia, chrzciny) to korzystam z usługi fryzjerskiej dodatkowo. Czyli henna z regulacją to 25 zł + 30 z fryzjer. No oczywiście dochodzi koszt farb do włosów, ale to jak krem niestety w moim wypadku konieczne. :)
      Wczoraj z mężem liczyliśmy ile oszczędzam na usługach kosmetycznych wyszło mi że powinna raz na 4 tygodnie ufarbować i podciąć włosy koszt około 70 -90 zł, raz na 4 tygodnie zrobić hennę to 25 zł, to kwota ponad 1200 zł, na farby wydaję (zawsze poluję moją ulubioną w promocji i kupuję 3-4 pudełka, zależy od promocji), to koszt 18 zł pudełko. Czyli z farbą, fryzjerem raz w roku i henną raz w roku wydaję około 270 zł. Jak dla mnie to istotna różnica.

      Usuń
  5. Tak, jak Pani już pisała najłatwiej zaoszczędzić właśnie na usługach. To co się da robić trzeba robić samemu. Kupno maszynki do strzyżenia włosów to koszt poniżej 100zł a wszystkich chłopaków w rodzinie w tym zakresie ma się z głowy na długi czas. Dziewczynkom zapuściłam włosy, grzywki i końcówki włosów ścinam sama (koszt nożyczek fryzjerskich + degażówki na allegro ok. 35zł- zwróciły sie po dwóch użyciach). Sama mam krótkie włosy więc chodzę do fryzjera często ale… nie płacę bo wymieniamy się umiejętnościami z moją fryzjerką:):):) Włosy farbuje mi mąż (siwiznę trzeba przykryć już niestety:(, profesjonalną farbę kupujemy wraz z koleżankami w hurtowni fryzjerskiej w sąsiednim mieście, wszelka depilacja sama lub też przy jego pomocy (wosk latem). Paznokcie też da się zrobić samemu bez problemu, jestem wierna jednemu kolorowi lakieru więc zużywam całą buteleczkę nim zgęstnieje i się przeterminuje. Z dobrych „bogatych” czasów wiem jak się robi masaż bańką chińską, więc zamiast wydawać kasę na balsamy antycelulitowe, które i tak nie działają, od czasu do czasu robię sobie taki masaż (bańki nie wiem skąd miałam w domu). W internecie są filmiki instruktarzowe- można zerknąć. Sama sobie robię peeling (najlepszy jest z fusów kawowych i soli), kwasy, maseczki. Czy chciałabym wydawać na siebie więcej? Pewnie! Ale nie mam tego poczucia, o którym pisała Gosia, nie czuję się przez to mniej kobieca. Wręcz przeciwnie, uchodzę wśród znajomych za bardzo zadbaną i zwykle dają mi o wiele mniej lat niż mam. Myślę, że podstawą jest podejście- nie „jejku muszę to sama zrobić” tylko „chcę to sama zrobić.”. A pyza tym kobiecość to „wnętrze”- osobowość i wrażliwość. A przynajmniej tak twierdzi mój mąż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie robię podobnie, córka ma długie włosy, a całą męską część traktuję maszynką od lat. W sumie 3 męskie fryzury miesięcznie to tez nie mało, do tego dwie damskie o wyszło by sporo. :)

      Usuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"