poniedziałek, 9 lutego 2015

Oszczędzanie a oszczędzanie


Mój blog nie jest o oszczędzaniu, ja jak na razie nie mam z czego odkładać oszczędności i ich słusznie lokować. Jak dla mnie oszczędne życie, to nie oszczędzanie! Nie znajdziecie tu porad jak powiększyć swój kapitał. Staram się pomóc tu tym osoba którym nie starcza do końca miesiąca lub nie stać ich na wakacje, zakup nowych ubrań, remont itp.  Z mojego doświadczenia wynika, że człowiek będący w trudnej sytuacji finansowej szuka oszczędności i stara się przetrwać jak najgodniej. Nie zastanawiamy się wtedy nad naszą wygodą i luksusem, myślimy by nie popadać w długi, chodzić najedzonym i przyzwoicie się ubrać. Dla mnie sytuacja w której nie wydam na usługi fryzjersko - kosmetyczne,to sytuacja w której mogę tą kwotę dołożyć do nowej kurtki czy butów. Jeszcze nie doszłam do momentu ciułacza z zasobnym kontem, nie oszczędzam dla samego oszczędzania. Oszczędzanie wynika z potrzeb rodziny na które nie jestem w stanie w 100% wyłożyć. Znana jest również prawda, że "w miarę jedzenia, apetyt rośnie"  dla jednej osoby luksusem jest mięso dwa razy w tygodniu, a dla drugiej to ubóstwo trudne do akceptacji. My z mężem zawsze priorytetowo traktujemy wszelkie opłaty, pozostałość dzielimy na  żywienie i wydatki typu chemia, leki. Na początku nie potrafiłam kwoty na  żywienie wykorzystać miesięcznie, więc dzieliłam sobie na tygodnie i starałam się nie wyskoczyć po za sumę. Nie da się przykryć dokładnie jeśli "kołdra" jest za krótka. Trzeba zdecydować czego i gdzie będzie mniej. Większość osób piszących do mnie to ludzie nie posiadający wyboru, czy jadę autem, czy idę pieszo. Wielu zastanawia się jem to co jest, czy nie jem w ogóle, oni mają "nóż na gardle", oni martwią się jutrem, rachunkami, brakiem pieniędzy w kieszeni. Często odstawiają auto i zupełnie z niego rezygnują, korzystają z bezpłatnych autobusów hipermarketowych lub szkolnych.  Jeśli nie mają innej opcji przesiadają się na rower lub chodzą pieszo.
Kiedyś pracowałam z młodzieżą pochodzącą z bardzo ubogich rodzin. Miałam okazje otrzeć się o ekstremalną biedę, bywało, że jedyny posiłek dla dzieci to obiad fundowany w szkole, w zimie lód miały na ścianach w domu. To doświadczenie wiele mnie nauczyło, przede wszystkim szacunku do tego co posiadam. Nikt z nas nie może mieć pewności, że nigdy nie sięgnie takiej ekstremalnej biedy. Więc cieszmy się z wszystkiego co mamy!!! 

3 komentarze:

  1. Podziwiam Twój szczery wpis. Ja jestem z osobą niepełnosprawną zarabiam i on dorabiam by nam starczyło na codziennie potrzeby. Renty dla osób niepełnosprawnych są bardzo niskie. Jeszcze trudniej znaleźć im jakąkolwiek pracę (mam tu na myśli np. osoby poruszające się o chodziku - jak mój chłopak). W przyszłości chciałabym mieć z nim dziecko, ale aktualnie nas na to nie stać - stąd też ja zarabiam i mój chłopak dorabia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie tak jest jak pani pisze u mnie niema ze wezmę to i jeszcze tamto u mnie jest albo to albo tamto :-) :-) Czytam pania od kilku ladnych miesiecy odkrylam ten blog szukając pomysly jak przezyc bez zaciągania dlugow i rady ktore tu czytalam i czytam to najlepsze dla takich osob z naszą sytuacją finansową a to pewnie dlatego ze tych rad udziela osoba ktora to przezyla.Dziekuje.

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"