środa, 28 maja 2014

Nagłe zmniejszenie finansów i co dalej?


Piszecie do mnie z prośbami o poradę co zrobić po stracie pracy, jak żyć z jednej pensji.  To na pewno trudny moment w rodzinie, powstaje wiele problemów - zmniejszenie ilość środków finansowych, po za tym nasz stan psychiczny też nie jest fajny, a tu trzeba działać, nie ma czasu na opłakanie straty i spokojne poukładanie się wewnętrznie. 


Gdy drastycznie zmniejszają nam się finanse musimy zacząć zmiany natychmiast, nie powoli etapami, etapami zmniejszać wydatki możemy wtedy gdy chcemy zaoszczędzić, przyspieszyć spłaty kredytów itp. Ale prz zmniejszeniu dochodów o 1/2 trzeba działać szybko.

Po pierwsze należy odpuścić sobie płatne rozrywki, nie stać nas na taki luksus. Czyli odpuszczamy sobie: kino, kręgielnie, kawiarnie, restauracje, sale zabaw dla dzieci, teatr, koncerty. Dla wszystkich rozrywek są zamienniki tylko trzeba się rozejrzeć. Ja na przykład często korzystałam z zajęć bezpłatnych dla dzieci  w centrum ogrodniczym, organizowano tam warsztaty kulinarne, zajęcia plastyczne, ogrodnicze, były żywe zwierzęta, zabawy cyrkowe i to wszystko bezpłatne, a pokus w sklepie ogrodniczym nie ma dla dzieci, więc nie nic nie zagrażało naszemu portfelowi. W centrach handlowych też są organizowane bezpłatne zajęcia dla dzieci, trzeba śledzić to w internecie. Rozrywki dla dorosłych też można zamienić na dużo tańsze, nie wiem jak w innych miastach, ale u mnie nadal działa wypożyczalnia DVD dzięki której możemy oglądać film za cenę 1/2 ceny biletu do kina na jedną osobę, a przy tym możemy zaprosić znajomych, każdy może przynieść jakieś przekąski i mamy super wieczór za grosze. W sieci jest całkiem sporo propozycji bezpłatnych rozrywek,więc trzeba szukać. Pamiętajmy o rowerze, spacerach, bibliotekach, bezpłatnych dniach wstępu do muzeów i na wystawy itd. Zatem nie musimy zamykać się w domu, ale nie potrzeba na to fortuny. 

Po drugie, musimy zmienić nasze nawyki żywieniowe. Niestety koniec z gotowymi daniami, z daniami na wynos zamawianymi do domu, z restauracjami. Musimy zacząć planować posiłki by zupełnie nie marnować żywności. Najlepiej zacząć od tworzenia jadłospisu na kilka dni i na podstawie jego planować zakupy uwzględniając zawartość naszych szafek. Żywność przygotowana w domu jest dużo tańsza i zdrowsza. Do pracy i do szkoły musimy zacząć robić kanapki, sałatki i przekąski. Bułeczka słodka kupowana codziennie dziecku to niemały koszt - 2 zł razy 20 to już kwota 40 zł, a jak mamy więcej niż jedno dziecko. Za 40 zł możemy całkiem sporo kupić produktów z których wyprodukujemy smaczne posiłki. Czyli gotowcom mówimy stanowcze nie. Ja obecnie na żywność wydaje miesięcznie kwotę około 750 zł żywiąc pięć osób w tym 2 dorosłe, 2 nastolatków i 1 dziecko. Produkujemy sami wędlinę (mięso kupuję w ubojni), jogurty, chleb, ciasto, ciastka, lody, kiełki, zioła generalnie większość tego co jemy. Daje to naprawdę ogromne oszczędności a przy tym mam produkty wysokiej jakości. 

Po trzecie, zmieniamy nasze podejście do zakupów odzieży. Ja dużo kupuję w sklepach z używaną odzieżą, dla siebie czasem coś przerabiam np. spodnie dzwony zwężam, a koszt ich jest niewielki, ostatnio kupiłam jeansy za 4 zł i bluzkę za 6 czyli mam nowy zestaw ciuchów za 10 zł. Dziecięce ubrania to najczęściej wymiana ze znajomymi, czasem wymieniam się też z kimś w sieci i to wszystko ewentualnie za koszt wysyłki, oczywiście kupuję również dla dzieci w sklepach z używaną odzieżą. Dla siebie ostatnio kupiłam sukienkę na przyjęcie i wizytowe buty (wszystko nowe z metką) za 47 zł. 

Po czwarte musimy zacząć oszczędzać na komunikacji, jeśli jeździmy autem to zastanówmy się czy musimy wszędzie nim jechać, czy nie da się gdzieś dojść lub skorzystać z bezpłatnego transportu np. z hipermarketów. Ja z racji, że mieszkam na wsi, do autobusu mam 1,5 km (jeździ raz na godzinę) więc jadę do miasta autem, parkuję w centralnym dla mnie punkcie, a potem załatwiam sprawy chodząc wszędzie, zdrowe to i tanie, a przy tym poznaję okolicę. 

Po piąte, przyjrzyjcie się zużyciu prądu i wody w siebie, często zużywamy za dużo. Gaśmy światło gdzie nie przebywamy, zakręcajcie kran przy myciu zębów, szybki prysznic zamiast kąpieli w wannie. Przejrzyjcie odzież czy na pewno wszystko trzeba prasować, żelazko całkiem nieźle pobiera prądu. Zastanówcie się czy czajnik elektryczny nie wymienić na zwykły i gotować wodę na gazie. Generalnie trzeba bardzo uczciwie przyjrzeć się zużyciu prądu i wody. Na pewno uda Wam się coś zmniejszyć. 

Do poczytania:

Finansowy detoks 

Jak jeść zdrowo i niedrogo 

Przeżyć za 500 zł 

Jak oszczędzać wodę w domu?

Jak przetrwać ostatni tydzień przed wypłatą

Koszt wyprodukowania domowego chleba

Jak robić oszczędnie zakupy

Jak planować wydatki, by.....

Marnowanie jedzenia a oszczędzanie

Jadłospisy 

Niestety nagłe zmniejszenie finansów wymaga drastycznych zmian. 
Niech moc będzie z Wami!!!



14 komentarzy:

  1. Czytelniczka chciała się bardzo podzielić Wami własnymi doświadczeniami, nie ma konta więc prosiła o wstawienie komentarza. Mam nadzieję, że uda się jej założyć własne konto i będzie sie mogła dzielić swoimi pomysłami.
    Witam
    Napiszę troszkę rad opartych na własnym doświadczeniu, może przyda się to komuś.Moim zdaniem na początku najważniejsze jest by uzmysłowić sobie i rodzinie czym się dysponuje.Najtrudniejsza jest zmiana sposobu myślenia, szczególnie gdy wczesniej starczało na wszystko i brak było wiedzy ile np. kosztuje chleb:) Wszystko zależy ile zarabiała osoba która utraciła pracę. Jeśli była głównym żywicielem rodziny (jak w moim przypadku) sytuacja bywa naprawdę bolesna. Tym boleśniejsza im na lepszym poziomie dotychczas się żyło. Po otrzymaniu wiadomości o utracie pracy, trzeba naprawdę szybciutko otrzeć łzę i przygotować się na trzy rzeczy: po pierwsze bilans, po drugie walne zebranie, po trzecie inwentaryzacja. Rodzina to też firma, tylko troszkę mniejsza.
    Dobra, przechodzimy do konkretów:

    OdpowiedzUsuń
  2. Etap pierwszy- bilans. Niezbędny jest zeszyt i długopis. Jeżeli do tej pory spisywaliśmy dochody i wydatki to jesteśmy w domu:), wystarczy w nie zerknąć. Jeśli nie- wybebeszamy szufladę z dokumentami oraz wyciągami z konta i wypisujemy, co następuje:
    Po pierwsze stan posiadania i dochody: ile nam zostało na koncie, ile mamy w portfelach i skarbonkach ewentualnie papierach wartościowych, złocie i walucie;), ile wyniesie odprawa i ekwiwalent za zaległy urlop, kto i ile jest nam dłużny (utrata pracy to świetny powód by upomnieć się o naszą nieoddaną kasę, nawet o 10zł o które głupio nam było się upomnieć- teraz każdy to zrozumie)- to wszystko nazwiemy
    oszczędnościami- oraz orientujemy się jakich dochodów (pensja, zasiłki, emerytura lub renta ew. jakieś dodatki lub alimenty) co miesiąc możemy być pewni. Udokumentowany dochód dzielimy na ilość osób w rodzinie, w wersji netto i brutto (czasem urzędy rządają tak, czasem tak), co będzie podstawą do zorientowania się czy przysługuje nam jakaś pomoc od państwa (dopłata do mieszkania, obiady dla dzieci, wyprawka szkolna itp.).
    Po drugie- stan naszego zadłużenia w bankach (kredyty, debety itp.), firmach (np. w kasach zapomogowo-pożyczkowych w pracy, raty w sklepach, nie daj boże u lichwiarzy), u osób fizycznych (mechanik, niania!), rodziny oraz dostawców mediów, spółdzielni i gminie (mam nadzieję, że na razie ich nie ma).
    Po trzecie- stan naszych zobowiązań, comiesięcznych (wiadomo- czynsz, woda i ścieki, śmieci, gaz, prąd, TV, telefony, internet, bilety komunikacji, czesne w szkole, opłaty za przedszkole czy żłobek, zajęcia dodatkowe dzieci, obiady w szkole dzieci, składki w stowarzyszeniach zawodowych, ubezpieczenia itd.) jak i rocznych ( opłaty za samochód, podatki itp.- ich sumę dzielimy na 12 miesięcy i dodajemy do comiesięcznych zobowiązań).
    Teraz ćwiczymy matematykę:) i obliczamy analizując:
    Po pierwsze, które z zadłużeń musimy spłacić natychmiast i odejmujemy to z oszczędności. Robimy to następnego dnia- nie chcemy komornika u drzwi, wiadomo:) Po drugie, które z zadłużeń możemy spłacać po trochu, co miesiąc (i dodajemy je do zobowiązań comiesięcznych), których spłatę możemy zawiesić (może Mama poczeka?) a które możemy zlikwidować (np.
    sprzedając trzeci nabyty na raty telewizor i spłacając dług w sklepie za jego kupno- a jeśli coś z tej transakcji nam zostanie- dodajemy do oszczędności).Pamiętamy, iż rzeczy zakupione w ostatniej chwili możemy zwrócić bez podania powodu (kiedyś było to 14 dni od zakupu, teraz nie wiem).
    Po trzecie od comiesięcznych dochodów odejmujemy comiesięczne zobowiązania. Tyle nam zostanie na tzw. życie. Warianty są dwa- coś nam zostaje albo coś braknie, niestety, jeśli szaleliśmy rozpuszczeni dobrobytem, może nie zostać nic. Co zrobić w tych dwóch ostatnich sytuacjach, to odrębna kwestia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Etap drugi- walne. Sytuacja życiowa nie jest problemem jednej osoby określanej jako „trzymającej kasę’ to coś co dotyka całą rodzinę.
    Siadamy więc przy stole całą rodziną, no może odejmując dzieci poniżej
    6 roku życia, kiepsko liczą;). Jasno i spokojnie przedstawiamy sytuację. Bez paniki ale i bez zaprzeczania faktom. Przedstawiamy wyniki naszych wcześniejszych obliczeń. Oświadczamy, iż w tym gospodarstwie domowym inflacja galopuje do tyłu;) i 5zł to jest teraz DUŻO pieniędzy bo można za to zrobić obiad dla całej rodziny. Prosimy o rady WSZYSTKICH członków rodziny, również dzieci, jak oszczędzić i jak dorobić. Tworzymy zespół odpowiedzialny za wspólny cel, pozytywnie motywujemy. Udział dzieci jest NIEZBĘDNY bo one również ponosić będą skutki tych zmian i bez ich udziału będzie trudno. Dajemy noc na przemyślenie sytuacji. Następnego dnia znów siadamy przy stole i pytamy kto z czego zrezygnuje, do jakich poświęceń na rzecz rodziny jest gotów. Lepiej gdy zaczynają rodzice, dzieciom wtedy jest łatwiej bo gdy widzą jak starają się dorośli to np. samodzielnie zrezygnują z jakiś płatnych zajęć dodatkowych na rzecz innych darmowych lub deklarują iż te parę przystanków do szkoły będą chodzić piechotą a nie jeździć tramwajem itp.
    Na koniec dwie rzeczy: spisujemy w naszym zeszycie cyrograf poświęceń i zobowiązań z podpisami całej rodziny (niekoniecznie wykonanych
    krwią;)) oraz na powrót liczymy nasze comiesięczne zobowiązania, uwzględniając postulaty walnego, i odejmujemy je od dochodu otrzymując ponownie kwotę pozostałą na życie (mamy nadzieję, iż znacząco większą niż na początku:)) Walne zebranie powtarzamy w miarę potrzeb i wyrabiania się w budżecie lub ewentualnie pojawiania się nowych pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Etap trzeci- inwentaryzacja. Ma na celu rozeznanie się w stanie posiadania oraz ewentualnej możliwości zwiększenia puli pt.
    oszczędności. Przy okazji robimy generalne porządki, co też ułatwia życie:). Dzielimy dom na rejony i przeglądamy każdy zakamarek, wyposażeni w nasz zeszyt z etapu pierwszego, worek na śmieci i duży karton. W kuchni przeglądamy zawartość lodówki, zamrażarki, szafek spisując wszystko co nadaje się do jedzenia. (odkrywamy np. 15 opakowań różnych makaronów pochowanych w dziwnych miejscach). Rzeczy znacząco przeterminowane wyrzucamy ( kisiel dwa dni po terminie nadaje się do spożycia- sprawdziłam:)) . Zastanawiamy się czy wszystko co posiadamy jest nam niezbędne do życia. 250 różnych foremek do ciastek które pieczemy raz na dwa lata na ten przykład albo ozdobny wazonik czy druga stolnica. To co uznamy za zbędne a jest w dobrym stanie trafia do kartonu, to co zbędne i do niczego się nie nadaje trafia do worka na śmieci. Takie porządki w pokoju dzieci robimy koniecznie z ich udziałem. To one decydują które książki, płyty czy zabawki mogłyby oddać. Robimy wielką rewię mody i oceniamy które ubrania są za małe.
    Trafiają one odpowiednio do kartonu lub worka lub pokoju młodszego rodzeństwa. To samo w łazience (po co nam karbownica do włosów, kiedy już dawno strzyżemy się na krótko?, albo trzy suszarki?), sypialni, bibliotece, garderobie (po co mi tyle sukienek i 20 sznurów korali?), jadalni (jak często używam sztućców do sardynek i zestawu do fondue?).
    Każda szafa i każdy pawlacz bez wyjątku. Piwnica (spisujemy przetwory i inne rzeczy do jedzenia w zeszycie- gąsiorek wina też;) i garaż (zadanie dla męża- broń boże nie można wyrzucić żadnej śrubki bez jego aprobaty). Przypominamy sobie czy trzymamy coś swojego poza domem- strych i piwnica rodziców to pewnie będzie albo domek na działce. Tam też robimy przegląd. Kończymy wtedy, gdy nic nam już nie przychodzi do głowy. Rzeczy z worków wyrzucamy, pamiętając o obowiązku segregacji (można je jeszcze raz ewentualnie przejrzeć pod kątem ewentualnego wykorzystania, jeśli mamy czas). Surowce wtórne możliwe do sprzedania-
    sprzedajemy- powiększamy pulę oszczędności. Rzeczy z kartonów czyścimy, jeśli jest taka potrzeba i wystawiamy na allegro albo sprzedajemy wśród znajomych- powiększamy pulę oszczędności. Jeżeli trafią się rzeczy nowe, z metką lub w orginalnych opakowaniach- warto ich nie sprzedawać i zostawić na prezenty dla rodziny z różnych okazji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podsumowanie: Robimy kawę i siadamy nad zeszytem. To co w nim mamy to nasza aktualna sytuacja czarno na białym (lub niebiesko:) bez
    zafałszowania- Już nie da się oszukiwać samego siebie. Sumujemy jeszcze raz oszczędności. Mamy jasny obraz ile mamy co miesiąc dochodu i rozchodu. Staramy się żyć tak by się sumowało na zero.
    Oszczędności, jeśli są duże mogą posłużyć do niwelowania ewentualnego niedoboru, jeśli są małe są NIENARUSZALNE, zapominamy o nich.
    Zakopujemy w słoiku w ogrodzie;) To środki na ewentualną chorobę lub awarię lub inne nieszczęścia losowe. Na bazie spisu produktów żywnościowych tworzymy jadłospisy tak by jak najlepiej wykorzystać ich potencjał (tzn. jak najmniej dokupywać). I żyjemy licząc na lepsze
    dni:) wykorzystując mądre rady z tego bloga.
    Pzdr

    OdpowiedzUsuń
  6. Z racji, że komentarz był tak obszerny musiałam go podzielić. Nie chciałam zmieniać ani słowa z wypowiedzi więc powstało kilka komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hura, udało się założyć konto:) mogę więc resztę komentarza pisać już we własnym imieniu. Uświadomiliśmy sobie właśnie najprawdopodobniej, siedząc nad tym zeszytem, ze jesteśmy ubodzy. Albo bardzo ubodzy. Kolejną rzeczą jaką musicie przyjąć do wiadomości to że to nie jest najczęściej nasza wina i nie mamy czego się wstydzić. To życie w sytuacji gospodarczej naszego kraju po prostu takie jest. I może znienacka dotknąć prawie każdego. Nie możemy udawać przed światem, że nic się nie stało, bo wtedy świat nam nie pomoże. Z podniesionym czołem informujemy rodzinę bliższą i dalszą, przyjaciół i znajomych o naszej sytuacji. Wiem, to trudne, ale w Polsce pracę znajduje się najczęściej z tzw. polecenia. Pytamy o pracę stałą albo dorywczą albo nawet na czarno. Wykoszenie sąsiadowi ogródka nie przeszkodzi w poszukiwaniu pracy godnej naszych aspiracji a na chwilę podreperuje nasz budżet. Wykorzystujemy cały potencjał jaki ma w sobie rodzina, bez skrupułów bierzemy wszystko czym może nas wesprzeć. Po to przecież ona jest:). Jak staniemy na nogi zrewanżujemy się tym samym. I nie mam na myśli pomocy pieniężnej, bo często z kasą też mają krucho. Ale może ciotka ma maszynę do szycia z której nie korzysta i może nam pożyczyć. A wujek działkę której nie uprawia i może nam ją użyczyć. A rodzice cały strych rupieci, których chcą się pozbyć a które my możemy wystawić na allegro i ślicznie im ten strych uprzątnąć. A teściowa piwnicę przetworów których nie może przejeść. Stryj gospodarstwo rolne ze stawem w którym bez oporów możemy łowić karasie. Sąsiad w drodze do pracy podwiezie nam syna na wykłady,a kuzyn przenocuje w obcym mieście. Kumpel pomoże naprawić samochód a przyjaciółka pożyczy sukienkę na wesele. A rodzice przyjaciela syna zabiorą go na weekend do swojego domku w górach. Tak, może będą nas żałować, może nawet mówić- a nie mówiłam, albo za dobrze im było, nieważne chowamy dumę do kieszeni. Bo jeśli zostało nam na życie (czyli na jedzenie, leki, paliwo, chemię, ubrania, kosmetyki, i inne nieprzewidywane rzeczy) mniej niż 1000zł a mamy 4 os. rodzinę to po prostu nie przeżyjemy bez takiej pomocy. I najczęściej mimo gderania to pomoc życzliwa jest. Ludzie lubią pomagać, jeśli się ich poprosi a nie wymaga. Często sami zaoferują pomoc na jaką ich stać ale muszą wiedzieć że jej potrzebujemy i nią nie wzgardzimy. Uśmiech i serdeczne- dziękuję nie wiem co bym bez Pana zrobiła, też ma swoją wartość. Nie wstydźmy się więc o nią poprosić, to normalna rzecz jest:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale jest pomoc o którą nie musimy prosić, musimy tylko o nią wystąpić. To pomoc od państwa. Płaciliśmy regularnie podatki z których część szła na pomoc dla innych, teraz my takiej pomocy potrzebujemy. To nie jest żebranie to zasada solidarności. Przepisy się zmieniają, maksymalne dochody do jakich przysługują też bo są zależne od najniższej krajowej. Trzeba sprawdzić na bieżąco. Mogą być to dodatki mieszkaniowe, stypendia dla dzieci, posiłki dla dzieci i dorosłych, ubrania, paczki świąteczne,zasiłki celowe, wyprawka szkolna. Czasami mopsy lub gopsy lub parafie czy inne stowarzyszenia organizują darmowy wypoczynek dla dzieci, czasem są to nawet wycieczki zagraniczne. Warto z tego wszystkiego korzystać jeśli spełniamy kryteria. Pamiętajmy również że istnieje coś takiego jak dodatek rodzinny czy pielęgnacyjny. Mając dostęp do internetu można spokojnie wszystko to sprawdzić nie wychodząc z domu. We właściwych Starostwach prowadzone są wykazy stowarzyszeń działających na terenie powiatu wraz z ich statutami, warto się z nimi zapoznać i w sytuacji podbramkowej zwrócić się pisemnie np. o sfinansowanie kosztów zakupu leków dla dziecka. W każdym zakładzie pracy jest fundusz socjalny z którego również możemy otrzymać zapomogę celową np. na opał, zimowe buty dla dzieci lub inhalator. Możemy również, powołując się na naszą sytuację materialną, zwrócić się do wójta,burmistrza o obniżenie podatku od nieruchomości. Skoro mogą rolnicy to czemu nie my? Jeśli nie wyrabiamy nawet z czynszem, możemy zwrócić się do spółdzielni/wspólnoty o jego obniżenie w zamian za wykonanie pracy na rzecz wszystkich lokatorów (sprzątanie, dbanie o zieleń, pomalowanie ogrodzenia itp.).A nóż widelec się uda? Oczywiście to są sposoby na wyjątkowe sytuacje a nie na radzenie sobie na co dzień, ale to już odrębna kwestia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejna sprawa, którą musimy sprawdzić w sytuacji utraty pracy to ubezpieczenia. Bardzo często przy okazji zawierania różnych umów są one nam oferowane w tzw. pakiecie. Często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Teraz jest najlepszy czas by sprawdzić co zawiera w sobie ubezpieczenie kredytu (może również utratę pracy czy pogorszenia warunków życiowych- ubezpieczyciel przez pewien czas może za nas płacić raty- jaka to korzyść nawet nie będę mówić), rachunku bankowego czy karty, samochodu (często jest to ubezpieczenie OC rozszerzone a nie tylko szkód spowodowanych samochodem albo zawiera ubezpieczenie na życie czy leczenie) czy domu lub mieszkania, telefonu (o dziwo też się zdarza ubezpieczenie na wypadek kradzieży itp), grupowe ubezpieczenie w szkole czy pracy. Ubezpieczenie grupowe może być zawarte nawet w składkach na rzecz związków czy stowarzyszeń branżowych. Powiedźmy sobie szczerze, kto o tym wszystkim pamięta, kto ma świadomość co mu przysługuje? A przecież za to płacimy! Przeglądamy więc kolejną szufladę z umowami i szukamy tej wiedzy. Najprawdopodobniej jej nie znajdujemy:) szczególnie jeśli chodzi o ubezpieczenia grupowe. Zwracamy się więc do pracodawcy, banku czy związku branżowego o podanie numeru polis i nazwy zakładu ubezpieczającego. I pisemnie (koniecznie pisemnie bo inaczej nasz oleją- szczególnie w PZU, wiem z doświadczenia) zwracamy się o przesłanie kopi umowy ubezpieczenia oraz regulaminów i wszelkich warunków z nią związanych wraz z załącznikami w wersji papierowej lub elektronicznie (często chcą na obciążyć za ksero więc ta druga opcja jest lepsza). Nękamy dyrektora telefonami jeśli w ciągu miesiąca ich nie otrzymamy. Dopiero mając wszystkie dokumenty w ręku wiemy czego możemy się domagać i na co liczyć. Nam osobiście ubezpieczenie kredytu od utraty pracy uratowało życie:) Staramy się też zapamiętać na przyszłość na co możemy liczyć (np. 500zł na leczenie męża po wypadku na rowerze z pakietu"all in one" zawartego przy okazji obowiązkowego ubezpieczenia samochodu). To są nasze pieniądze, nie możemy machać na nie ręką.
    I jeszcze jedna sprawa- w przypadku otrzymywania alimentów możemy zwrócić się do sądu o zwiększenie ich kwoty ze względu na znaczne pogorszenie warunków życia. Jeżeli warunki materialne osoby alimentującej na to pozwalają sądy zwykle się do tego przychylają. Nawet jeśli będzie to 100zł to dla nas dużo, więc chyba warto. Pamiętamy, duma siedzi w kieszeni gdy grozi nam kładzenie dzieci bez kolacji bo nic na nią nie mamy..

    OdpowiedzUsuń
  10. Istnieje jeszcze jedno, ostatnie jakie znam, źródło pomocy finansowej. Celowej, co prawda ale zawsze polepszającej nasz budżet. To obowiązki naszego pracodawcy w zakresie BHP. Jeżeli zakład pracy jest duży a bhp-owiec podchodzący poważnie do pracy to najprawdopodobniej wszystko macie już zapewnione. Ale w małych firmach albo nietypowej pracy bywa różnie. Powszechnie wiadomym jest ze osobom pracującym przy komputerze, pracodawca zobowiązany jest dofinansować zakup okularów. Warunkiem przyznania takiego dofinansowania jest by lekarz w trakcie badania okresowego wpisał w papier "konieczna praca w okularach". Warto tego przypilnować. Jeżeli ta osoba pracująca przy biurku, od czasu do czasu, wychodzi w teren to przysługuje mu odpowiednia odzież ochronna i obuwie (może będzie się nadawała do użytku także poza pracą np. kurtka przeciwdeszczowa a jeśli ze względów estetycznych raczej nie, to zawsze ochroni nasze prywatne ubranie przed zniszczeniem- to też oszczędność). Konieczne jest tylko sprawdzenie czy bhp-owiec opracowując kartę zagrożeń dla naszego stanowiska wziął pod uwagę fakt wychodzenia służbowego w teren np. na plac budowy czy do lasu. Jeśli tego nie zrobił, domagajmy się zmiany bo na tej podstawie przysługują nam te świadczenia. Dodatkowym świadczeniem wynikającym z przepisów bhp są szczepienia ochronne np. przeciwko kleszczowemu zapaleniu opon mózgowych czy grypie. Dlaczego nie skorzystać?

    OdpowiedzUsuń
  11. Analizując dalej kwestię możliwości powiększenia dochodu, oprócz zewnętrznej pomocy opisanej wyżej, musimy przeanalizować możliwości tkwiące w nas lub naszym mieniu. Oczywiście szukając cały czas „normalnej” satysfakcjonującej nas pracy, co jest, wiadomo, priorytetem w sytuacji utraty pracy. Ale musimy założyć, szczególnie jeśli mieszkamy w rejonie dużego bezrobocia i mamy dość pospolity zawód, że może to trochę potrwać może nawet rok ..albo nawet dłużej jeśli osoba poszukująca jest bliżej emerytury niż dalej. A.. zapomniałam o drobnej radzie do wykorzystania zaraz na początku. Przy etapie inwentaryzacji, przeglądamy naszą szafę i wybieramy komplet ciuchów na rozmowy kwalifikacyjne, najbardziej elegancji, najdroższy, najlepiej wyglądający. Kompletny strój, z butami i torebką, jeśli to kobieta szuka pracy. Ten komplet zamykamy w pokrowcu i jest on zarezerwowany tylko do tego celu. Nigdzie więcej go nie nosimy. Dlaczego? Bo nawet po roku czy dwóch musi wyglądać nienagannie. Jeśli to kobieta szuka pracy to zaraz po bilansie kupujemy z oszczędności 4 sztuki dobrych rajstop i ze 3 opakowania farby do włosów (sprawdzić trzeba koniecznie datę ważności).Nigdy, przenigdy nie możemy iść na rozmowę o pracę z 5cm siwymi odrostami! Niechlujny wygląd zmniejsza szanse na znalezienie pracy o 50%, musimy wyglądać profesjonalnie! Dlaczego już teraz robimy te zapasy? Odpowiedź jest prosta, po roku czy półtorej zaciskania pasa po prostu możemy nie mieć już na to pieniędzy... A wracając do wykorzystania posiadanego potencjału do okazyjnego zarobku. Dużo zależy od tego gdzie mieszkamy. Może rozważymy wynajęcie garażu, nawet gdyby nasze kochane autko miałoby stać pod chmurką? To ze 100zł żywej gotówki więcej. Możemy mieszkając w domu zastanowić się czy nie da się np. parteru lub wysokiej piwnicy przystosować do niezależnego mieszkania i wynająć je młodemu małżeństwu lub studentom. A może na okres wakacji dzieci pomieszczą się razem na piętrze a dół wynajmiemy letnikom? A może mamy bardzo dobrze utrzymany domek na działce ogrodniczej, który możemy wykorzystać w tym samym celu? A może w garażu poniewiera się spawarka, betoniarka lub inny nietypowy sprzęt budowlany który można wynająć? Wystarczy tylko napisać ogłoszenie. Owszem jest ryzyko zniszczenia ale żyć z czegoś trzeba no i zawsze można wziąć jakiś zastaw do późniejszego zwrotu. Wuj kiedyś porozlepiał ogłoszenia na placach budów domków jednorodzinnych, że postróżuje nocą. Nawet sporo zarobił, ludzie często zwożą na budowę drogie rzeczy i giną im one zanim zostaną zainstalowane. Brał psa, łóżko polowe i śpiwór, i zarabiał śpiąc poza domem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zastanówmy się też jakie umiejętności możemy sprzedać, swoje i dzieci jeśli są nastolatkami. Może 6-lat nauki gry na instrumencie w Szkole Muzycznej nie pójdzie na marne i dziecko, za zgodą proboszcza, wywiesi ogłoszenie w kościele że uświetni ślub wykonaniem Ave Maryja czy Marsza weselnego na flecie? Zarobi sobie na kosmetyki czy buty. Może również zarobić na swoje potrzeby będąc wraz z koleżanką animatorem zabaw dla dzieci na domowych urodzinach przedszkolaków. Wystarczy ogłoszenie w pobliżu przedszkola. Zresztą przy okazji my możemy upiec fikuśny tort na te urodziny jeśli nieźle nam to wychodzi. A może mąż lub syn wywieszą ogłoszenie że chętnie skoszą trawnik, przekopią ogródek, wykarczują drzewo lub krzaki lub porąbią drewno do kominka. Wystarczy wywiesić ogłoszenie w okolicznych ogródkach działkowych. Istnieje też możliwość okazyjnej, sezonowej pracy w lasach Państwowych przy okazji wykaszania plantacji czy zabezpieczania sadzonek przed sarnami. Trzeba popytać w okolicznych leśniczówkach. O zbieraniu truskawek, ziemniaków czy pieczarek nie wspomnę- najlepiej pytamy sołtysów okolicznych wsi. W mojej okolicy większość mieszkańców wsi dorabia sobie zbierając latem grzyby, owoce i zioła dla Herbapolu a wiosną winniczki. Sama nie próbowałam ale widzę iż dużo osób to robi więc chyba się opłaca. Skądyś się musi wziąć ta lipa w saszetkach:) Pewnie jeszcze coś można robić dodatkowo innego, zależnie gdzie się mieszka. Syn np. zarabiał na jazdę konną czyszcząc stajnie. Musimy się zastanowić, czytać ogłoszenia na słupach i płotach ale najlepiej samemu wyjść z inicjatywą i porozlepiać ogłoszenia. Oczywiście kokosów z tego nie będzie ale może uda się zaspokoić niektóre potrzeby na które aktualnie nie mamy kasy.

    OdpowiedzUsuń
  13. Właściwie o dochodach to już nie mam nic do napisania. Po rozpatrzeniu wszystkich w/w kwestii, powinniśmy jeszcze raz usiąść do bilansu i policzyć: oszczędności (czyli to co skapło nam jednorazowo), dochody (czyli to czego jesteśmy pewni co miesiąc) oraz wydatki. To wszystko mogło się przecież zmienić. Od dochodów odejmujemy wydatki i otrzymujemy kwotę na życie. Domniemam, iż niezbyt dużą. Padło pytanie jak za to żyć. Muszę przyznać, że nie jest łatwo. Ja, przyzwyczajona do zakupów i machania kartą bez spojrzenia na cenę, po pierwszym miesiącu w akcie rozpaczy wszystkie je potraktowałam nożyczkami. Nie rozumiałam jak, mimo liczenia kasy i zaciskania pasa, mogłam zrobić debet na koncie! Postanowiłam przejść na babciną metodę o której gdzieś kiedyś czytałam. Po otrzymaniu wypłaty na konto, internetowo robię przelewy wszystkich miesięcznych zobowiązań, od pozostałej kwoty odejmuję przewidywalną kwotę raty kredytu i wszelkich opłat bankowych które bank sam ściąga. Idę do banku i wypłacam całą pozostała kwotę. W drodze z banku uiszczam wszelkie miesięczne zobowiązania które nie mogę zrealizować przelewem. Wstępuję do Mamy gdzie leży koperta do której wkładam 1/12 zobowiązań rocznych. Muszę tłumaczyć czemu nie leży u mnie?:) W domu wykładam kasę na stół i wiem, że jest to wszystko czym mogę dysponować na życie. Od tej kwoty trzeba od razu odliczyć pieniądze na leki jeśli jakiś członek rodziny musi je przyjmować stale. To nawet ważniejsze od jedzenia. Jeśli wszyscy są zdrowi ale mamy małe dzieci to sprawdzamy czy mamy mamy w domu dostosowany do ich wieku środek przeciwgorączkowy i przeciwbiegunkowy. (Przy okazji Wielkiej Inwentaryzacji;) dobrze zrobić spis posiadanych w domu leków- spisujemy je kategoriami: przeciwgorączkowe, wyksztuśne, przeciwzapalne itd., spisując nazwę, zawartość środka leczniczego podanego najczęściej na 1ml lub 1 tab., datę ważności oraz ilość jaką dysponujemy- taką kartkę mam zawsze w portfelu gdy idę do lekarza i podsuwam mu pod nos, często dopisuje mi tylko np. 1 listek tabletek brakujący do pełnej kuracji zamiast całego opakowania, które mi się potem przeterminuje w apteczce. Trzeba czytać ulotkę, czasem datę ważności liczy się od chwili otwarcia, więc zapisuję ją na opakowaniu leku. Przy okazji dowiemy się jak je przechowywać- np. w lodówce). Kwotę na leki wkładamy do odpowiednio opisanej koperty i najlepiej jak najszybciej je kupujemy. Odkładamy również od razu kwotę jaką pozwalamy sobie wydać na paliwo, ewentualnie wręczamy mężowi:) To co nam zostanie dzielimy na 4 równe części i wkładamy do słoików (widać jak kasy ubywa:) Każda z nich to kwota na przeżycie jednego tygodnia. I choćby była bardzo mała musi wystarczyć. Nie pożyczamy z następnego słoika, bo nie przeżyjemy ostatniego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeżeli coś w słoiku nam zostało na koniec tygodnia, nie przekładamy do następnego! Wkładamy do koperty, choćby to było 5zł, i zaklejamy. Ja jeszcze wynoszę ją dla pewności do Mamy. Wszystkie te koperty sumuję pod koniec miesiąca i są to pieniądze, które powiększają nasze oszczędności. Sięgam do nich gdy trzeba zapłacić jakąś składkę w szkole albo pęknie wężyk do pralki itp. nieprzewidywane rzeczy. Jeśli są to większe sumy to może to być np. fundusz wakacyjny:) Marzenie;) A jeśli nie starczyło kasy i brakuje na niedzielny obiad to idziemy w odwiedziny do Rodziców lub Teściów;) a w poniedziałek otwieramy nowy słoik:) W niedzielę wieczorem robię przegląd żywności jaką dysponuję, sprawdzam czy niezbędna chemia się nie kończy, środki czystości i higieny osobistej również. Pytam dzieciaki czy do szkoły czegoś im nie trzeba. Przy okazji W.I. do kartonu po papierze ksero wrzucałam zebrane w całym domu, nawet w garażu, materiały biurowe (okazało się, że dysponujemy między innymi 8 rozpoczętymi rolkami taśmy samoklejącej, 2 workami spinaczy, całym mnóstwem długopisów i czystych kartek:) Szukam więc najpierw w tym kartonie, jeśli nie ma wpisuję na listę zakupów. Na bazie posiadanego jedzenia opracowuję jadłospis i sporządzam listę zakupów. Liczę czy mi starczy kasy. Jeśli nie, kombinuję znów z jadłospisem albo postanawiam, iż w tym tygodniu prać będziemy szarym mydłem ręcznie. Zależy na czym mi bardziej zależy.
    Jeżeli jednak tydzień w tydzień nam nie starcza, trzeba jeszcze raz zerknąć na nasze comiesięczne zobowiązania. Może są tam kwoty które wydajemy niepotrzebnie, z których możemy zrezygnować powiększając tym samym nasze środki w słoikach.

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"