czwartek, 4 kwietnia 2013

Jak planować wydatki, by.....


Cały czas piszę tu o oszczędzaniu, planowaniu i budżecie. No wszystko fajnie, ale nie jedna osoba powie jak się do tego zabrać?? Ano właśnie - jak się zabrać do planowania wydatków. Rozsądne dysponowanie naszymi funduszami wcale nie jest łatwe. Myślę, że na początek sprawdzi się tu sposób naszych prababek, które to nie miały kalkulatorów, komputerów i arkuszy kalkulacyjnych, a jednak radziły sobie z planowaniem i kontrolą wydatków. Czasu w codziennym życiu w sumie też nie miały aż tak dużo, oczywiście nie żyły w takim pędzie jak żyjemy dziś, ale za to wszystkie czynności wykonywały ręcznie i zazwyczaj samodzielnie. W końcu pranie zajmowało często jeden cały dzień w tygodniu, a do tego wszystkie prace kuchenne były wykonywanie ręcznie, więc czas przygotowania choćby papki dla niemowlaka zajmował dużo więcej czasu. Mimo to wiele z nich starało się zarządzać własnym "przedsiębiorstwem domowym" w sposób godny podziwu dla nie jednej współczesnej gospodyni. 
Proponuję by zacząć od dokładnego określenia naszego miesięcznego dochodu, czyli w pierwszym miesiącu dokładnie zapisywać wszystkie wpływy do naszego budżetu. W kolejnym miesiącu możemy już oszacować ile mamy pieniędzy do rozplanowania. Dobrym pomysłem na początek jest wyznaczenie sobie kwot na tygodniowe utrzymanie, czyli np. zakładamy, że tygodniowo na czteroosobową rodzinę potrzebujemy 200 zł na wyżywienie + 50 zł na wydatki typu chemia, leki, drobne wydatki odzieżowe (skarpety, slipki) i staramy się nie przekraczać tej kwoty. Jeśli nam pozostanie coś z tygodnia to hura! Możemy oszczędzoną kwotę odłożyć na nieprzewidziane wydatki np. naprawa auta, awaria pralki itp. Lub odkładać na wakacje, nową szafę........ Oczywiście cały czas prowadzimy kontrolę naszych wydatków. Jak ją prowadzić opisałam w poście "Budżet domowy". Po kilku takich miesiącach, poradzimy sobie już z kwotą miesięczną na wydatki, wtedy łatwiej robić większe zakupy hurtowe, co pozwoli nam na zwiększenie oszczędności. 

Druga sprawa to wydatki nieprzewidziane. Aby uniknąć paniki w chwili katastrofy należało by odkładać co miesiąc, nawet choćby kwoty 50, 70, 100 złotych. Wiele osób borykając się z kłopotami finansowymi nie może sobie pozwolić na odkładanie jakiejkolwiek kwoty, więc najpierw musi wprowadzić plan maksymalnego zmniejszenia wydatków, zaplanowania na czym można zaoszczędzić, a potem dopiero kwoty zaoszczędzone można odkładać właśnie na nie zaplanowane wydatki. Inna sprawa to spłata kredytów. Jeśli mamy kilka kredytów, to powinniśmy po spłacie jednego z nich, kwotę która była na jego spłatę przeznaczana, wpłacać na kolejny kredyt, tak by szybciej pozbywać się kolejnych zadłużeń. Fachowcy nazywają to działanie "kulą śniegową". Bo skoro dawaliśmy radę wcześniej, to damy radę dalej, a nasze zadłużenia będą się szybciej zmniejszać. Czyli np. mając trzy kredyty po 800 zł każdy, jeśli spłacimy jeden, drugi możemy dwa razy szybciej spłacić, spłacając po 1600 zł, co powoduje zmniejszenie odsetek za jego zaciągnięcie i szybsze wyjście z długów. 
Jak ja marzę właśnie o chwili gdy skończymy spłacać jeden z kredytów, by przyspieszać kolejne. Na razie jest hura, jak zamkniemy budżet miesięczny z niewielkim minusem.  Ale już niedługo, już co raz bliżej jesteśmy nabrania rozpędu. Najważniejsze, że już udaje nam się nie zaciągać żadnego nowego kredytu od prawie 2 lat (do zaciągnięcia ostatniego zmusiła nas kasacja auta). 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"