poniedziałek, 3 listopada 2014

Pani domu - żyć w zgodzie ze samym sobą!


Uwielbiam być Panią Domu, lubię swoją pracę, choć mam kilka ta jest jedną z ulubionych. Lubię uczestniczyć w procesie tworzenia. Układam na blacie kuchennym surowce i widzę jak z nich powstaje moimi dłońmi danie, danie które potem rodzina zjada w chwilę, można by powiedzieć - tyle pracy, chwila i już go nie ma. Ale to jest właśnie cudowne, moja praca nie poszła na marne, wszyscy się najedli, uśmiechnęli, podziękowali. To dla mnie wspaniałe chwile w życiu. Lubię widzieć jak z bałaganu tworzy się porządek, lubię ład i porządek, lubię zapach czystego domu. Sprzątam go sama z pomocą dzieci, nie wiem czy mając fundusze zatrudniła bym kogoś do sprzątania, no może do mycia okien, to i owszem. ja po prostu odpoczywam przy porządkach, owszem fizycznie się zmęczę, ale psychicznie relaksuję się. Przed chwilą umyłam okno u najstarszego syna w pokoju, skończyłam i patrzę z uśmiechem, jakie teraz jest ładnie, jak fajnie odbijają się promienie słońca w szybach. Czuję zachwyt i zadowolenie. Lubię również prasować, biorę do reki coś pomiętego, niekształtnego, a po chwili mam ponownie swoją ulubioną bluzkę i wygląda tak świeżo, tak odświętnie. Uwielbiam chwile gdy skończę kosić trawnik, robi się taki świąteczny i dostojny. Naprawdę lubię być Panią Domu. Lubię tez być nauczycielem, ta chwila gdy dzieci poznają świat, budzi się w nich ciekawość, zadają pytania, chcą więcej i więcej, kiedy sobie radzą zaliczając sprawdziany. Uwielbiam być nauczycielem. Wiele rzeczy lubię w swoim życiu, nie lubię bezradności i niemocy. Staram się żyć oszczędnie jest to sposób kontrolowania sytuacji finansowej, lubię owszem czasem odrobinę szaleństwa, lubię marzyć, mieć nadzieję, snuć plany........ 

Wiele lat temu miałam zupełnie inną wizję moje przyszłości, miałam robić karierę zawodową, kształcić się, podróżować, mieć zdrowe dzieci. Życie napisało mi inny scenariusz. Czy jestem zła, czy się buntuję? Nie bo lubię to o robię, więc może jednak to nie dla mnie była droga. Są we mnie małe tęsknoty, ale staram się zamieniać je w moje pasje, hobby, szukam bezpłatnych szkoleń lub za niską cenę, uczę się od innych, z internetu, książek i dzięki temu moje małe tęsknoty są "nakarmione". Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą. Nie pozwolić innym planować naszego życia!! To nie oni będą musieli je przeżyć, to nie jest ich codzienność. 

Pamiętajmy również, by nie planować życia swoim dzieciom, to jest ich życie, ich pasje, my możemy być tylko przewodnikiem, doradcą, ale nie możemy się za nich zachwycać. Nie realizujmy swoich pragnień i marzeń przez nasze dzieci, nie nadrabiajmy straconych tęsknot ich życiem! To nie w porządku wobec drugiego człowieka. Nasze dzieci nigdy nie będą takie jakie sobie zaplanowaliśmy, mają własną wolę, pomysły, marzenia. Pozwólmy im na nie, bądźmy blisko i czuwajmy nad nimi, pomagajmy podnosić się po porażkach, służmy naszym doświadczeniem. My też popełnialiśmy błędy, też byliśmy niesfornymi nastolatkami, też się buntowaliśmy, tez uważaliśmy się za wszechwiedzących. Jeśli syn postanowi zostać operatorem śmieciarki i będzie z tym szczęśliwy, to niech zostanie, nie wszyscy muszą być profesorami, bo ktoś musi dla tych profesorów upiec chleb, uszyć ubranie, zbudować dom i wywieść śmieci. :)

No i sobie po wymądrzałam się. To też czasem lubię :))

3 komentarze:

  1. Najważniejsze to znaleźć odpowiednią drogę i nią podążać i nie dać się presji otoczenia i tym co akurat teraz wypada, co akutalnie jest w modzie i co teoretycznie, w obecnych czasach każdy powinien robić. Ja się dałam jako nastolatka po szkole średniej na to nabrać, musiałąm iść na studia, podejmowałam wiele złych decyzji bo za mało było we mnie samodzielności, raczej (jak patrzę na to z perspektywy czasu) należałam do osób podążających za tłumem, chociaż wydawało mi się, że jestem wielką indywidualistką. Gdybym była mądrzejsza już wtedy pewnie inaczej wyglądała by drogą którą przebyłam (co nie oznacza, że żałuję - chcę tylko podkreślić jak ważne jest dążenie za SWOIMI marzeniami i pragnieniami i RACJAMI!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że ja jako nastolatka też byłam za mało asertywna w wyborze zawodu i uległam narzucanym mi stereotypom ówczesnego pojmowania - gdzie jest miejsce kobiety. W rezultacie dopiero teraz spełniam swoje tęsknotki. Czy żałuję, nie, zastanawiam się, czy spotkała bym mojego męża, gdy bym poszła swoja drogą? Bardzo bym nie chciała się z nim minąć.

      Usuń
  2. Hmm dobrze napisane :) Ja również uległam wpływom i presji w młodym wieku. Byłam za mało asertywna i uparta. Los dawał mi do wyboru inne możliwości niżbym chciała mieć. Na niektóre rzeczy jest za późno ale nie rozpaczam. Cieszę się z tego co mam, próbuję odnaleźć siebie zawsze tutaj i teraz. Czasem warto pomarzyć, powspominać ale mimo wszystko nie zamieniłabym się gdyby była taka możliwość. Gdyby nie te wszystkie wybory, drogi nie miałabym zajebiaszczego męża i jeszcze bardziej zajebiaszczego syna :)) Nie miałabym ludzi mi życzliwych wokół siebie i nie umiałabym tego co umiem. Nie dostałabym nauczek, które pozwoliły mnie chwycić za pysk i zwrócić uwagę na coś, na co możliwe że bym nie zwróciła :))

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"