środa, 5 czerwca 2013

Planowanie, zarządzanie...?


Piszecie, że nie jest łatwo planować, realizować, zarządzać. Macie rację!!! Na początku nie jest łatwo, człowiek czuje się jak by wrócił do szkoły. Trzeba ciągle notować, liczyć i planować. Mnie też nie było łatwo. No bo kto pamięta zabrać zawsze paragon z kasy, kto pamięta zapisać wydatki bez paragonu/rachunku/faktury. Zjem loda na mieście i muszę pamiętać by zapisać wydatek, kupię lizaka dziecku i muszę pamiętać by to zapisać. Początki były trudne, a nawet dziwne, teraz to już nawyk. Trzymanie się listy zakupów do dziś sprawia problem mojemu mężowi, zawsze ma małe odskoki od listy. Owszem teraz to są już rzeczy potrzebne, wcześniej kilka "fanaberii" lądowało w koszyku. Samodyscypliny też trzeba się nauczyć. To przychodzi z czasem, łatwiej jest gdy widzimy wymierne efekty. O tak! To nas motywuje, jak zostanie nam coś przed końcem miesiąca w portfelu. Często bywało, że nie zostawało, ale nawet brakowało tydzień przed końcem miesiąca. To mocna motywacja do trenowania silnej woli!! 

Ktoś napisał, że ciągnie go do półek ze słodyczami i cały plan pada. Myślicie, że mnie nie ciągnie?! Też nie raz mnie ciągnie, ale wtedy myślę tak - hmm, zjem słodycze, wydam więcej, przytyję, ciuchy będą źle leżeć, eeee nie dziękuje, nie opłaca mi się. 
Wcześniej już pisałam, że budżet domowy prowadzimy już od wielu, wielu lat. Teraz chyba ciężko by było przestać, lubimy mieć wgląd w wydatki i dochody. 
Zaś plan tygodniowych zajęć musiałam wprowadzić gdy pogubiłam się i utknęłam. Troje dzieci, szkoła, zajęcia dodatkowe, dom. Po jednego syna do szkoły jeździłam codziennie 25 km w jedną stronę, czyli 50 km dziennie miałam do zrobienia. Drugi syn uczył się w dwóch szkołach (podstawowa i muzyczna), córka trenowała taniec sportowy. Po za tym inne zajęcia dodatkowe dzieciaków. No i jak żyć bez planu i uporządkowania tygodnia? Dostawałam szału, miotałam się, byłam bardzo zmęczona. Po wprowadzeniu planu najpierw dziennego, potem tygodniowego, zaczęłam czuć, że panuję nad wszystkim, dzięki temu odzyskałam spokój i byłam mniej zmęczona, wykorzystywałam lepiej swój czas. Jak czekałam na syna w szkole muzycznej, z córką odrabiałam w stołówce lekcje. Gdy córka była na zajęciach, podobnie siadałam z synem i z nim odrabiałam lekcje. W aucie powtarzaliśmy słówka, liczyliśmy w pamięci, uczyliśmy się wierszy. Dzięki temu po powrocie do domu dzieci miały czas dla siebie, a ja spokojnie mogłam podać posiłek, który też już był wcześniej zaplanowany, a produkty do niego zakupione i w lodówce. 
Planowanie, zarządzanie budżetem domowym nie jest złe. W końcu nasze gospodarstwo domowe to mała firma, a jak na porządną firmę przystało dobrze jest mieć wszystko pod kontrolą :) 

Spróbujcie planować i zarządzać swoimi "firmami", nie zniechęcajcie się potknięciami, słabą wolą, zapominaniem. Trening czyni mistrza!!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"