środa, 10 kwietnia 2013

Jak oszczędzać na jedzeniu

Jeśli musimy żyć oszczędnie, to musimy zmienić myślenie w temacie żywienia.

Ostatnio gdzieś w necie przeczytałam, że średnio w Polsce czteroosobowa rodzina wydaje na żywienie kwotę około 2 tysięcy złotych miesięcznie. Hmm, to jak dla mnie niesamowita kwota! Nie wydawałam takiej nawet w czasach pełnego luzu finansowego. W zeszłym roku na jedzenie, dla pięcioosobowej rodziny, średnio wydałam 700 zł miesięcznie. No tak, ale dochodziłam do tej kwoty przez dłuższy czas. Bo można wydawać mało, ale jeść źle, ale można też wydawać mało i jeść zdrowo. Uczyłam się tego krok po kroku, czytałam wiele pozycji na temat diet i odpowiedniego odżywiania. Doszłam do wniosku, że jedyna droga do zdrowego i oszczędnego jedzenia, to przygotowanie posiłków z surowców, a nie półproduktów lub kupowanie „gotowców”. Te ostatnie czasem wydają się tańsze, ale czy ich jakość jest zadowalająca? No bo co siedzi w gotowych, tanich pierogach z mięsem?? 

Musimy pamiętać, że „śmieciowe” jedzenie spowoduje, że będziemy mieli problemy ze zdrowiem. A to z kolei odbije się na naszych wydatkach na leczenie. Czyli nie tędy droga. Trzeba jeść tanio, ale zdrowo! Jest to niestety związane z przygotowywaniem posiłków od podstaw w domu.

Druga zmiana wymaga od nas gruntownej przebudowy podejścia do wielu dań. Czy w istocie zupa musi być zawsze ugotowana na mięsie? Oczywiście, że nie. Wegetarianie jedzą bezmięsne zupy i nie marudzą, a wręcz przeciwnie. Zatem odpada koszt przyzwoitej wkładki mięsnej. Owszem, czasem gotuję zupy na mięsie, ale to raczej zimą, latem prawie zupełnie z tego rezygnuję. Wiadomo, że tłuszcz w zupie potrzebny jest do przyswajania witamin z warzyw, więc rezygnując z mięsa, w zamian wprowadzam np. łyżkę dobrego oleju, masła lub przesmażoną na niewielkiej ilości smalcu cebulkę. Jeżeli jednak czasami zastosuję mięso, to po ugotowaniu zupy wyjmuję je i wykorzystuję do następnych potraw: farszu, potrawek, past do pieczywa. Do zabielania zup, zamiast drogiej śmietany, stosuję domowy jogurt, który jest dużo zdrowszy i zdecydowanie tańszy. A efekt jest ten sam :)

Kolejna zmiana, to zmniejszenie ilości mięsa w jadłospisie tygodniowym. Podobno dużo mięsa, to ani zdrowo, ani ekonomicznie, ani ekologicznie, więc sprawa jest prosta. W to miejsce wprowadziłam do menu fasolę, groch, soczewicę. Mają sporo wartości odżywczych, więc nie zamieniam na śmieciowe jedzenie.

Ze słodyczy ciężko się rezygnuje, zwłaszcza jak mamy kłopoty, zmartwienia i chcemy się odrobinkę pocieszyć. No tak, ale czy musimy zaraz biec do sklepu po batony, herbatniczki, żelki itd.?? Jasne że nie! Możemy w to miejsce zaserwować sobie domowe ciastka owsiane. No i mamy zdrowo, tanio i pocieszamy się przyjemnie, bez wyrzutów sumienia.

Czyli znowu wracamy do punktu wyjścia – jedzenie przygotowane w domu jest tańsze i zdrowsze.

Ostatnio przywiozłam od mamy, publikacje kulinarne z początku lat 80. No po prostu super skarbnica taniego i zdrowego żywienia, np. kotlety mięsno – ryżowe, przeróżne zapiekanki ziemniaczane, warzywa z ryżem, kotlety z różnych kasz, ciekawe nadzienia do pierogów, pyz. Normalnie rewelacja, samo zdrowie i oszczędność. Kilka tygodni temu wpadła mi w ręce książka wydana pod koniec lat 70 „Zdrowo i oszczędnie w kuchni” i tu znowu fajne pasty, farsze do naleśników. Większość bezmięsnych (wiadomo jak było z mięsem w tamtych latach), ale za to zdrowych i niedrogich. Polecam oprzeć się na przepisach z okresu PRL-u. Naprawdę wiele można się nauczyć. Jakoś sobie wtedy gospodynie radziły, nie mając zbyt wielu dostępnych składników, potrafiły wyczarować prawdziwe rarytasy. Przykłady z tamtych czasów są godne do naśladowania również w kontekście całkowitego wykorzystania żywności. Skórka z wędzonego boczku doskonale nadaje się do nadania aromatu np. grochówce, bigosowi, kapuśniakowi. Skórka ze słoniny z powodzeniem sprawdzi się do smarowania patelni przy smażeniu naleśników. Zanim cokolwiek wyrzucimy, to zastanówmy się mocno, czy na pewno nie da się tego jeszcze wykorzystać.

Po kilku latach nauki zdrowego i oszczędnego żywienia, dochodzę do wniosku, że oszczędna kuchnia nie musi być nudna, ani niezdrowa. Niestety ma oczywiście wadę – więcej czasu spędzamy w kuchni i jeśli chcemy by dania cieszyły nas i domowników, musimy to polubić, czwartej alternatywy nie ma :) Uczciwie uprzedzam, że moje przepisy zamieszczane na blogu, nie są przykładem klasycznego wydania dań, ale zazwyczaj moją oszczędnościową wariacją. 

12 komentarzy:

  1. 2 tyś na jedzenie??? jakiś kosmos, my na 5 osób wydajemy podobnie jak Wy między 600 a 1000 (święta były:-) i wcale nie jemy chleba ze smalcem. Bardzo mi się ten blog podoba:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też zaszokowała ta kwota, 2 tysiące!! To przecież 500 zł tygodniowo.
    Dziękuje!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. czećś!Właśnie odkryłam Twój blog i przeczytałam od deski do deski - zdecydowanie inspirujący :)) Ciekawa jestem jak wygląda Wasz całodzienny jadłospis, uważam że tygodniowy - obiadowy jest bardzo fajny :) Pozdrawiam - Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam
    Jestem pod wrażeniem bloga ;) Pisz, pisz, pisz...proszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny i inspirujący artykuł, jako osoba od kilku miesięcy próbująca ograniczyć szastanie kasą na jedzenie na pewno postaram się wykorzystać zawarte na blogu porady :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam właśnie trafiłam na bloga i napewno często bede korzystac z rad. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuje! tak ja się przyznam ja mam na dwoje 3 tys na samo jedzenie i czasem mi brakuje i nie jem jakos cudownie.... bede sie starała oszczędzać

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny i przydatny wpis, może się też przydać taki kanał https://www.youtube.com/user/tomehoppl - też mówi o zdrowiu i innych tego typu tematach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Swietny wpis. Mnie ta kwota w cale nie dziwi bo z moim chlopakiem na jedzenie miesiecznie wydajemy ponad tysiac zlotych... I bardzo ale to bardzo staram sie teraz to zmienic, ale wiadomo... Jestem jeszcze mloda i wszystkiego musze sie nauczyc. Miedzy innymi tez oszczednosci. Wpisy takie jak ten pokazuja ze sie da i mozna, niezla motywacja do dzialania:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Od stycznia idziemy "na swoje" z dużym obciążeniem kredytem.
    Dzięki ludzikom takim jak TY będziemy mogli zaoszczędzić niemałe pieniądze.
    Do tego lubię gotować dla Żonki więc wspólnymi siłami damy radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego serca życzę powodzenia!!!

      Usuń