czwartek, 26 lutego 2026

Marzec w domu i ogrodzie – Kalendarz współczesnej gospodyni

 


Światła jest coraz więcej, choć poranki wciąż bywają chłodne. Marzec to miesiąc przejścia – jeszcze nie wiosna w pełni, ale już wyraźnie po zimie. Nie jest to czas gwałtownego startu ani nadrabiania zaległości. To moment sprawdzania, co zaczyna się budzić samo – w ogrodzie, w domu, w kuchni i w nas.

 


W OGRODZIE - Marzec w ogrodzie wymaga cierpliwości i uważności.

  •  Sprawdzaj, co przetrwało zimę, a co potrzebuje jeszcze czasu lub wsparcia. 
  • Jeśli pogoda pozwala, można dokończyć cięcia drzew i krzewów owocowych. 
  • Usuń połamane i przemarznięte pędy. 
  • Zdejmuj zimowe osłony bylin stopniowo – nocne przymrozki wciąż są możliwe, więc rób to ostrożnie. 
  • Porządkuj rabaty z resztek zeszłorocznych roślin: wygrab liście, patyki i suchą trawę. 
  • Jeśli warunki pozwalają, można przeprowadzić wertykulację i aerację trawnika. 
  • W drugiej połowie miesiąca, przy sprzyjającej pogodzie, można rozpocząć pierwsze siewy do gruntu. 
  • Sadź drzewa i krzewy owocowe z gołym korzeniem (jabłonie, grusze, śliwy, czereśnie). 
  • Przerabiaj kompost i zasilaj nim grządki. 
  • W inspektach wysiewaj warzywa kapustne (kalafior, kalarepa, kapusta).
  • Na parapetach zaczynamy wysiewać pomidory i paprykę.

 

W DOMU - w marcu robimy miejsce na światło i powietrze.

  • To dobry moment na pierwsze, prawdziwe wietrzenie domu. 
  • Można wyprać firanki i zasłony, odświeżyć poduszki, koce, a także żaluzje i rolety. 
  • Zimowe rzeczy powoli chowamy – bez pośpiechu, obserwując pogodę. 
  • Jeśli warunki pozwalają, warto umyć okna po zimie – do wnętrz wpadnie więcej światła. 
  • Dobry czas na rozpoczęcie przesadzania roślin doniczkowych.

 

W KUCHNI - jeszcze ciepłe dania, ale już lżejsze.

  • Zupy nadal są na miejscu, ale można je rozjaśniać zieleniną, kaszą czy jajkiem. 
  • Pamiętajcie o dalszej hodowli kiełków i ziół na parapecie, to jeszcze nie czas na nowalijki. 
  • To również dobry moment na wykorzystanie końcówki zimowego sezonu na cytrusy. W marcu pomarańcze są jeszcze tanie i dobrej jakości, warto więc przerobić je na zapas: na dżemy, konfitury, syropy, likiery czy nalewki. Takie przetwory przydadzą się później – do deserów, herbaty albo jako domowy dodatek „na smaka"

 

DLA SIEBIE / ZDROWIE / UMYSŁ - To miesiąc budzenia się, ale bez przeciążania.

  • Więcej światła poprawia nastrój, ale łatwo przecenić swoje siły – nie forsuj się, wracaj do ruchu z rozmysłem, nie na siłę by schudnąć do lata. 
  • Zadbaj o sen, nawodnienie i łagodny ruch – spacery, rozciąganie, spokojne tempo. 
  • Skóra po zimie nadal potrzebuje troski i nawilżenia. 
  • Marzec bywa zmienny – jednego dnia dodaje energii, drugiego ją odbiera. Warto być dla siebie łagodnym. W gorsze dni kubek gorącej czekolady i dobry film lub książka.
  • Warto zafundować sobie masaż relaksacyjny - ciało i umysł nam podziękuje. 

 

Lektura na marzec

Klasyka – „Pamiętnik pani Hanki” – Tadeusz Dołęga-Mostowicz, lekka, ironiczna powieść obyczajowa o codzienności, relacjach i drobnych ambicjach.

 Współczesność – „Pięć kilometrów do świtu” – Aldona Bognar, ciepła, jasna opowieść o zmianie, odwadze i powolnym dochodzeniu do siebie.

 Reportaż / esej – „Życie bez śmieci” – Bea Johnson, książka o upraszczaniu życia i świadomych wyborach.

 

„Marzec nie wymaga pośpiechu — wystarczy uważnie sprawdzić, w którą stronę iść.”


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


piątek, 20 lutego 2026

Torba z odzysku: jak stare bojówki dostały drugie życie

 


Kolejny punkt na mojej liście szyciowej odhaczony!

Uszyłam torbę na zajęcia sportowe z bojówek męża. Spodnie były już przetarte tu i ówdzie, więc wykorzystałam wszystko, co jeszcze nadawało się do użycia. Szyłam całkowicie „z głowy”, bez wykroju — projekt powstał na kartce w jakości rysunku 3–4-latka. I mogę już to napisać: to była moja pierwsza prawdziwa torba w życiu. No dobrze… druga — bo wiele lat temu szyłam małą, płaską torebeczkę dla córki. Tak złożonego projektu jeszcze nigdy nie robiłam.

Na podszewkę wykorzystałam zasłonę, która wcześniej była obrusem. Dziś jej część jest kuchennym fartuszkiem, a kolejny fragment stał się podszewką torby i woreczkiem na buty sportowe. Lubię takie historie rzeczy, które dostają kolejne życie.



W szafie czekają już następne projekty: dwie torby lekko napoczęte. Do jednej mam wycięte około 1/3 kwadratów na jeansową torbę patchworkową, do drugiej — wydziergany na drutach korpus. Po tej realizacji czuję, że szybciej zabiorę się za kolejne, bo po prostu nabrałam odwagi.

Nie obyło się oczywiście bez prucia, pomyłek i szukania podpowiedzi w internecie — na przykład jak zrobić dno torby przez zaszywanie rogów. Ale efekt końcowy naprawdę mnie cieszy. Pasek do zapinania to oryginalny pasek ze spodni, kieszeń pochodzi z tylnej części bojówek, dolne fragmenty nogawek posłużyły jako korpus torby, a z górnych wycięłam paski na uchwyty.




Szycie zajęło mi niecałe cztery godziny, rozłożone na dwa dni.

Wiem, że torba ma swoje niedoskonałości. Ale ma też wiele zalet: nie wydałam na nią pieniędzy, po skończeniu czułam ogromną satysfakcję, mam coś absolutnie unikatowego, a dodatkowo torba ma dokładnie tyle kieszeni, ile lubię — a tego zazwyczaj brakuje w gotowych produktach.

Przez wiele lat nie wierzyłam w siebie. Chyba nawet nie lubiłam szyć, bo z góry zakładałam porażkę. W końcu postanowiłam się przełamać, wyjść ze swojej skorupki i po prostu spróbować. I udało się.

Te ostatnie moje uszytki pokazały mi coś bardzo ważnego — że odwaga nie polega na tym, że wszystko wychodzi idealnie. Odwaga to decyzja, żeby zacząć mimo wątpliwości. A kiedy już się zacznie, okazuje się, że krok po kroku można nauczyć się więcej, niż się kiedykolwiek przypuszczało.




Dziś wiem jedno: dla chcącego naprawdę nie ma nic trudnego. Czasem trzeba tylko dać sobie prawo do prób, błędów i nauki. A satysfakcja z własnoręcznie zrobionej rzeczy jest warta każdej minuty wysiłku.

Często słyszę pytanie: „A opłaca Ci się? Nie szkoda Ci czasu?”

Jakie szkoda? Jakie opłaca?

Po pierwsze — szyję z rzeczy, które najpewniej wylądowałyby na śmieciach. Daję im drugie życie. Po drugie — każdy ma swój sposób na spędzanie czasu. Jedni biegają, inni grają w gry komputerowe, ktoś ogląda seriale, a jeszcze ktoś klei domki z zapałek.

Szycie jest po prostu moim sposobem. Daje mi spokój, satysfakcję i poczucie, że tworzę coś własnymi rękami. I to jest wartość, której nie da się przeliczyć na pieniądze ani minuty.

Ja naprawdę czuję satysfakcję z tego, że mogę coś tworzyć. Ta świadomość, że z kawałków materiału, z rzeczy już niepotrzebnych powstaje coś nowego i użytecznego. Coś, co zostaje ze mną na dłużej i ma swoją historię.

Nie wszystko w życiu musi się opłacać — wystarczy, że daje radość i poczucie sensu.


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.



wtorek, 17 lutego 2026

Ile ubrań naprawdę nosimy....

 


Statystyki mówią, że regularnie nosimy tylko 20–30% ubrań.

Reszta leży w szafie – często przez lata.

I właśnie te nienoszone rzeczy są… najlepszym materiałem do przeróbek.

Brzmi dziwnie…? A jednak warto się nad tym pochylić.

 


Badania i audyty szaf pokazują, że:

– ok. 1/3 ubrań nie jest noszona ani razu w ciągu roku,

– kolejne nosimy sporadycznie,

– a nasze codzienne życie opiera się na niewielkiej, sprawdzonej bazie.


U mnie wcale nie wygląda to lepiej. Pracuję nad stworzeniem szafy kapsułowej, ale – jak każdy – mam swoje „grzeszki”.

Stwierdziłam jednak, że zamiast traktować to jako porażkę, zaczęłam traktować to jak zasób.

Dlaczego? Bo nienoszone ubrania świetnie nadają się do przeróbek:

– nie ryzykujesz – i tak nie nosisz

– znasz już materiał (wiesz, jak się pierze, czy się gniecie, czy „gryzie”),

– nie ma presji, żeby było idealnie, bo szkoda materiału

– możesz dopasować ubranie do siebie, a nie siebie do ubrania.

Co najczęściej przerabiamy z „martwej strefy” szafy?

– zbyt ciasne bluzki - luźniejsze topy,

– długie sukienki - spódnice lub bluzki,

– koszule - domowe bluzki, narzutki, piżamy, poszewki

– spodnie - torby, fartuchy, panele do innych projektów,

– „ładne, ale jakoś do mnie niepasujące” - ubrania do chodzenia po domu (i nagle okazuje się, że są noszone!)

Czasem wystarczy naprawdę niewiele: skrócenie, zmiana rękawów (wypruwamy stare, odrysowujemy formę i wycinamy nowe – nawet z innego ubrania), doszycie innego materiału albo po prostu zmiana przeznaczenia.

 Szafa przestaje być magazynem wyrzutów sumienia, a zaczyna być pracownią.

A satysfakcja i poczucie indywidualności? Dla mnie – bezcenne.

 

Jak przerobić za ciasną bluzkę na luźniejszy top (bez wykroju)

Co potrzebujesz: zbyt ciasną bluzkę (bawełna, wiskoza, dzianina – najlepiej coś, co już znasz), drugie ubranie lub kawałek materiału (na wstawki), nożyczki, szpilki, maszynę lub igłę z nitką, żelazko. 

  1. Odetnij dół bluzki. Zostaw górę z dekoltem i ramionami – potraktuj ją jak krótki top lub karczek.
  2.  Z innego ubrania wytnij prostokąt materiału. Szerokość: tyle, ile chcesz dodać luzu + zapas na szwy. Długość: tyle, jak długi ma być nowy top.
  3.  Jeśli chcesz więcej luzu – zrób lekkie marszczenie. Przestębnuj górną krawędź prostokąta i delikatnie ściągnij nitkę.
  4.  Przyszyj wstawkę do odciętej góry, prawa strona do prawej, zaprasuj szew.
  5.  Wykończ dół i gotowe.

Masz luźniejszy, dłuższy top – często wygodniejszy niż oryginał. Nadasz mu swój styl i charakter.


Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.