czwartek, 16 sierpnia 2018

Zapasy na zimę




Wczoraj z mężem zapakowaliśmy ponad 40 słoików ogórkami, większość to ogórki kiszone, kilka konserwowych. W sumie do słoików trafiło 20 kg ogórków. Dziś jadę zamówić pomidory na przeciery, niestety w tym roku mamy malutko pomidorków własnych, wystarczają tylko na bieżące potrzeby. Zostanie mi jeszcze do włożenia w słoiczki papryka w dwóch wersjach, buraki i jabłka na dżem. 
Po za słoikami to oczywiście zamrożenie dyni, cukinii, włoszczyzny, kiszenie kapusty. Jak co roku gromadzimy zapasy do spiżarki, by potem zima było taniej, ale również zdrowo, bo wiem, co za skład maja moje przetwory domowe. Kochamy te słoiczkowe przygotowania na zimę. 
Jeszcze przyjedzie niedługo drewno na zimowy opał, mężczyźni ułożą, nasze przygotowania do zimy podobne, jak co roku, wszystko się sprawdza, to, po co to zmieniać.  
A Wy robicie zapasy na zimę??



poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Jadłospis stworzony przez czternastolatkę.



Na ten tydzień córka (lat 14) samodzielnie ułożyła jadłospis i dodatkowo stworzyła listę zakupów po przejrzeniu produktów które posiadamy już w domu. Zadeklarowała się, że będzie chciała jak najwięcej z tych dań wykonać samodzielnie pod moim ewentualnym kierownictwem. Jestem bardzo z niej dumna. Oto jadłospis ułożony przez czternastolatkę. 



Jadłospis na dni 13 – 19.08

 Poniedziałek
Zupa pieczarkowa z makaronem

Wtorek
Naleśniki ze szpinakiem i białym serem

Środa
Zupa z cukinii z jajkiem
Żeberka zapiekane, ziemniaki, mizeria

Czwartek
Wątróbka, ziemniaki, ogórek kiszony

Piątek
Kapuśniak ze słodkiej kapusty

Sobota

Niedziela
Pomidorowa z ryżem




poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Tani obiad z początków XX w.




Przepisy zaczerpnięte z książki „Tania Kucharka” Ułożyła Antonina Dz. Wydana została w początkach XX w. Przepisy są z zachowaniem języka ówczesnego oraz pisowni. Książka jest przechowywana w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie, ja mam dostęp tylko do skanów. Uwielbiam poradniki domowe pisane przed wieloma latami, im starszy tym bardziej fascynujący, z oryginalnych wydań w moich zbiorach posiadam poradni z 1956 roku, reszta to wydruki skanów lub reprinty. Poszukuję poradników na rynkach w antykwariatach lub przygarniam wydania które ktoś chciał oddać na makulaturę lub zwyczajnie wyrzucić na śmietnik. Niestety obecnie na rynek wydawniczym pojawia się dużo poradników wznowionych, ale bez zachowania języka przerobionych na współczesne miary. A ja kocham czytać je w niezmienionej formie, takiej jak czytały je gospodyni w ubiegłych wiekach. Dla mnie te nowe poradniki są bezwartościowe, zmienione i obdarte z osobliwego dla nich klimatu. 


Zupa z jabłek lub gruszek
Pokrajać jabłka, lub gruszki na ćwiartki, pestki odrzucić, nalać wody, a gdy się ugotuje, przetrzeć przez durszlak, zaprawić śmietaną z rozbitą mąka, wsypać sporo cukru i trochę soli. Do zup owocowych daje się kluseczki, lub grzanki z bułek ususzone w piecyku.

Kluseczki do zup
Funt maki zagnieść z 2 jajkami i trochę wody. Rozwałkować ciasto cienko, posypać mąką, poprzekrawać na wązkie paseczki, włożyć trzy, jeden na drugi i krajać w kwadraciki, lub trójkąty. Gotować w osolonej wodzie. Po ugotowaniu, przelać przez przetak.

Naleźniki tanie i dobre
4 jaja całe rozbić z letnia wodą, wsypać pół funta mąki, ciasto musi być dość rzadkie, rozbić aby grudek nie było o lać na patelnię na rozgrzane masło (myślę, że przy obecnej cenie masło można to zastąpić innym tłuszczem*).


Podawać naleśniki smarowane podsmażoną wątrobianką z cebulą podprawione do smaku**.

* moja dygresja
** moje dokomponowanie z innego poradnika wydanego w podobnym czasie. 




niedziela, 5 sierpnia 2018

Sałatki z ogórków w słoikach na zimę




Ogórkowe przetwory na zimę

Sałatka z ogórków:
5 kg ogórków
½ kg cebuli
250 g marchwi
½ główki czosnku
85 g soli
Zalewa:
1 szklanka octu
15 ziaren czarnego pieprzu
5 szt. goździków
½ szklanki cukru
1 szklanka wody

Ogórki ze skórą (chyba, że skóra jest bardzo twarda) kroimy w plastry. Cebulę i marchew obieramy i również kroimy w plastry. Czosnek ścieramy i mieszamy z sola, następnie wszystkie warzywa łączymy z czosnkiem. Odstawiamy na noc.
Składniki zalewy gotujemy i zimną wlewamy do ogórków, mieszamy i wkładamy do słoików, zalewamy pozostałą w misce zalewą, a następnie na wierzch każdego słoika wlewamy łyżeczkę oliwy. Pasteryzujemy około ½ godziny. Po wyjęciu stawiamy do góry dnem i pozostawiamy do wystygnięcia.



Ogórki z przecierem pomidorowym
3 kg ogórków
½ kg cebuli
½ kg marchwi
1 szklanka cukru
¾ szklanki octu
200 g przecieru pomidorowego
150 ml oleju
80 g soli
Pieprz

Ogórki i cebulę kroimy w grube plastry, (jeśli skóra jest twarda to możemy obrać), mieszamy z solą i odstawiamy na 2 godziny. Marchewkę ścieramy na tarce warzywnej (tej z największymi oczkami). Odciskamy ogórki z solanki i dodajemy marchewkę, oraz resztę składników, wszystko dokładnie mieszamy a następnie gotujemy chwilę. Przekładamy do słoików i pasteryzujemy 15 minut (czas od zagotowania się wody). Po wyjęciu odstawiamy słoiki do góry dnem i pozostawiamy do wystudzenia.


środa, 1 sierpnia 2018

Problem ze spłatą kredytu....





Wcześniej pisałam o tym jak przygotować się do zaciągnięcia ewentualnie kredytu/pożyczki, dziś chce Wam napisać o tym, co zrobić jak nie możemy nagle spłacić rat pożyczki.
Taka sytuacja może przydarzyć się każdemu, niestety utrata pracy, choroba własna lub bliskiej osoby, dodatkowy nagły przypadek, może spowodować brak naszej płynności finansowej, jest to trudny moment dla każdego, ale na pewno wiele niestety osób niestety staje przed takim problemem.





Nie wolno wtedy udawać, że problemu nie ma, nic nie da czekanie i „chowanie głowy w piasek”, problem nie zniknie, nie zmniejszy się, a nasza bierność jeszcze tylko może go pogłębić. Jeśli sprawa dojdzie do firmy windykacyjnej koszty wzrosną o procenty dla tej właśnie firmy, potem dalej idąc sa koszty komornicze i robi się naprawdę nie miło.
Pierwszym krokiem powinna być dogłębna analiza naszych finansów i tak jak w przypadku przygotowań do zaciągnięcia kredytu taki w tym przypadku przydatny jest prowadzony, co miesięczny budżet, zatem widać, że bez względu na naszą sytuację finansowa warto zaangażować się w prowadzenie takiego budżetu. Zatem przeglądamy nasze dochody i wydatki, analizujemy czy możemy zmniejszyć wydatki, zazwyczaj są takie pozycje w budżecie, które można ograniczyć np. zakup – ubrań, kosmetyków, książek, czasopism, alkohol, papierosy, słodycze, kawy na mieście lub jedzenie na mieście, kino, wszelakie rozrywki, może warto przesiąść się na rower lub chodzić pieszo, zmienić abonament tv, telefonów na niższy. Ktoś powie, a tam kawa na mieście wielkie rzeczy 10 zł, owszem 10 zł lub więcej raz, a jeśli są to 2-3 kawy tygodniowo, to kwota zaczyna robić się znacząca, dodamy do tego. Już nie raz pisałam, że np. zmniejszenie ilości wypalanych papierosów z paczki dziennie na ½ paczki daje oszczędności miesięczne 200- 250 zł, a jakie korzyści dla zdrowia!! Wracając do sedna, każdy budżet ma pozycje, z których możemy czasowo zrezygnować by jak najszybciej spłacić zobowiązania.  Kolejny krok to analiza dochodów, trzeba pomyśleć, czy możemy zwiększyć nasze dochody, wziąć nadgodziny, dodatkowy etat. Niestety przyparci do muru nie możemy grymasić, musimy zrobić wszystko by szybko zmienić nasz stan finansowy.
Gdy przeanalizujemy nasz budżet będziemy mogli świadomie przystąpić do kolejnego kroku. Idziemy do banku i prosimy do rozmowę z kredytodawca, bankom naprawdę nie zależy na postawieniu nas w stan pełnej spłaty, bank ma większy zysk z tego byśmy płacili grzecznie odsetki (w chwili, gdy chcieliśmy spłacić cały kredyt od ręki, bank zaczął nam proponować preferencyjne warunki, robili wszystko byśmy nie zrezygnowali z kredytu i nie spłacili go od razu), zatem trzeba iść do baku i przedstawić swoją sytuację, najlepiej postarać się stworzyć swój własny „biznes plan” i przedstawić go w placówce.  Każda placówka jest gotowa do negocjowania warunków zaciągniętej pożyczki.
Nigdy nie zaciągajcie kolejnej pożyczki na spłatę poprzedniej, wpadniecie w pętlę kredytową i będzie wiele, wiele lat w niej tkwili, a sytuacja finansowa nie będzie wcale lepsza, no chyba, że planujecie szybkie opuszczenie tego padołu i hulaj dusza piekła niema, albo po nas, choć by potop.  Wtedy ta sytuacja wygląda inaczej, ale pamiętajcie, że długi są dziedziczne, chyba, że osoba dziedzicząca po Was zrzeknie się wszystkiego łącznie z długami. Ale co ja tu za skrajne scenariusze rozważam, to jakieś bełkoty z tego upału mnie naszyły chyba.
Branie kredytu na spłaty wiąże się z zaciągnięciem krótkoterminowej pożyczki, a są to zazwyczaj bardzo wysoko oprocentowane kredyty, co za tym idzie dużo nas kosztuje taki szybki wariant radzenia sobie ze spłata.
Pamiętajcie te ważne punkty:
Nie udawajcie, że problemu nie ma, on nie zniknie
Sprawdźcie swój budżet i przeanalizujcie wpływy i wypływy
Rozmawiajcie i negocjujcie w baku spłatę zaciągniętego zobowiązania
Nie zaciągajcie nowych pożyczek na spłatę poprzedniego.
Nie ma sytuacji bez wyjścia, wyjście jest zawsze tylko trzeba go dobrze poszukać, walczcie o swoje jutro, bierność prowadzi do przegranej!!



poniedziałek, 30 lipca 2018

Kredyt to zobowiązanie, a nie chwilowy kaprys...




Jeśli nie masz zasobnego konta i zamożnych rodziców to nie raz Was spotkała sytuacja, w której rozważaliście zaciągnięcie kredytu.  Chcieliście zrobić większy remont, zakupić auto, mieszkanie, a nawet wyjechać na wymarzone wakacje. Niestety są to poważne kwoty i trzeba by odkładać długi okres czasu, a nie raz nie możemy sobie na to pozwolić.  Sama była w takiej sytuacji kilka razy, np. zdrowie syna wymagało wyjazdu i zmiany klimatu, dobrej diety, a w kieszeni na ten moment były pustki, rozbito mi samochód, nadawał się do kasacji, ale wartość z ubezpieczenia była za mała na zakup kolejnego, wykańczaliśmy dom i brakło funduszy, a już musieliśmy się wyprowadzić z wynajmowanego mieszkania itd. Sami najlepiej wiecie ile jest takich momentów w życiu, gdy stajemy przed decyzja zaciągnięcia kredytu.



Na pewno w takiej sytuacji trzeba podejść do sprawy bardzo racjonalnie i dokładnie przemyśleć decyzje. Po pierwsze trzeba przeanalizować naszą sytuację finansową, czy nasz budżet udźwignie ratę kredytu lub pożyczki. Jest to łatwiejsze, gdy prowadzi się comiesięczny budżet, łatwiej nam prześledzić wydatki i dochody.
Nie podejmujcie decyzji kredytowej pod wpływem impulsu, dziś w banku proponowano mi kredyt, zapewniano, że to świetna promocyjna oferta, lata doświadczeń z bankami nauczyły mnie mówić jak mantrę nie dziękuję, nawet, jeśli potrzebuję tego kredytu. Potem w domu na zimno przeanalizować ofertę i porównać z innymi. Niech Was nie zwodzi słowo korzystny, promocyjny, specjalnie dla Was, najlepsze warunki itp. O tym czy ten kredyt w istocie taki jest zdecydujcie sami przez porównanie innych ofert, porównajcie odsetki, dodatkowe możliwości np. zawieszenie na miesiąc spłaty kredytu, sprawdźcie wszystko, co jest napisane małym druczkiem przy gwiazdkach. Przy braniu kredytu nie powinno być nic spontanicznego i drogi na skróty. To ważna decyzja obojętnie, jaką kwotę obejmuje.
Czytajcie dokładnie umowę w chwili już zawierania jej, bo nie zawsze pokrywa się ona z zapewnieniami ustnymi osoby sprzedającej nam produkt bankowy.
Jeśli czegoś nie rozumiecie to proście tak długo o wyjaśnienie, aż będziecie pewni całej umowy i całkowicie świadomi zobowiązań.
Pamiętajcie, że każde zaciągnięcie pożyczki lub kredytu wiąże was z instytucja finansową na jakiś czas, to ważne by taka pożyczka była jak najbardziej dopasowana do Waszych możliwości.
Kredyt to nie nowa para butów, nie można mówić a jakoś to będzie, nie wyrzucimy jej, gdy będzie nas uwierać, musimy wytrwać do końca.
Ja osobiście obecnie staram się unikać kredytów, owszem zaszalałam ostatnio i wzięłam pożyczkę bez oprocentowania na równe 10 rat dofinansować wymianę mebli w kuchni, które miały już w swojej metryce 24 lata, zaczynały się rozpadać i naprawdę wyglądały nie ciekawie. Mimo, że jest to coś w rodzaju odkładania, czuje się jak niewolnik, cokolwiek będzie się działo musze oddać określoną kwotę. Niestety nie odłożyliśmy całej sumy na zakup nowych mebli do kuchni, a oferta była czasowa to podjęliśmy te decyzję z trudem, ale podjęliśmy.  

wtorek, 24 lipca 2018

Coś ze mną nie tak...





Lubię podróżować, lubię robić zdjęcia i filmować, ale czy to jest powód by dzielić się każdą chwila mojej podróży ze światem?
Czas wakacji otwieram FB i co widzę, znajoma na moście, znajomy w restauracji, kumpela nad woda, kumpel na plaży, zdjęcia obiadu, zdjęcie kawy, ciastka, klapek, nóg w wodzie, ręcznika na plaży zachodu słońca, padającego deszczu i oczywiście nie pisze o artystycznych zdjęciach wysokiej, jakości.  Mam wrażenie, że wstawiają wszystko, każdą chwile spędzona na urlopie, zdjęcie i na FB.  Przyznaje się – nie oglądam już tych zdjęć.  W tym roku postanowiłam, że nie będę zanudzać moich znajomych fotorelacja z mojego wyjazdu. Nie i koniec, to są moje przeżycia z moimi bliskimi, chętnie prześlę pozdrowienia i na tym koniec. No może wstawię, jako zdjęcie profilowe jakieś fajne wakacyjne lub w tle.  Powodem mojej decyzji nie jest fakt, że nie mam, czego pokazać, pomoczyłam stopy w morzu w tym roku, ale i po górach podreptałam, ale, po co mam wstawiać na publiczna ocenę mój obiad, kawę lub widok z okna?  Spotkam się ze znajomymi, rodzina to pooglądamy opowiemy jak było, co się działo, czy nam się podobało.
Z drugiej strony zastanawiam się jak mogą się czuć osoby, które nie maja możliwości wyjechać, powody mogą być różne – brak finansów, zdrowie, dzieci, praca, rodzina, inne obowiązki.  Przecież to dla wielu prosta droga do depresji. A jaki mają cel osoby zarzucające swój profil dziesiątkami zdjęć z wakacji?  Dowartościowanie, szpanowanie, karmienie ego? Kilka zdjęć jest ok, ale te ilości, które widzę to normalna relacja każdej godziny urlopu.



Ja wiem jestem dziwna, zacofana, nie technologiczna i ogólnie się nie znam.  Ale czy naprawdę wpisy typu – jestem w kinie, pizzerii, parku są naprawdę potrzebne? Co maja na celu? Pokazać jak bogate mamy i urozmaicone życie?  Nie mam pojęcia, co autorzy maja na myśli. Czy życie towarzyskie przeniosło się tylko do sieci, czy tam tylko mamy możliwość kontaktu współcześnie z drugim człowiekiem. Moja mama kobieta po 70 potrafiła się na mnie obrazić, że nie likuje jej zdjęć na FB, a czy ja mam na to czas?
Kolejny trend wśród młodzieży to wstawianie swojego zdjęcia i oznaczanie wszystkich znajomych, a potem odliczanie reakcji ich wszystkich. Spróbujcie wejść na profil ludzi w wieku 13+ i widzimy stosy takich zdjęć, które pakują się na nie dzięki oznaczeniu, jaki to ma cel??
Mnie bliżej do, 50 niż 40, więc wiele rzeczy mogę nie rozumieć, ale jedno wiem, że nic nie zastąpi kontaktu z żywmy człowiekiem, to on nas przytuli, poklepie, poda chusteczkę, to on będzie się z nami śmiał z komedii lub sytuacji, to on nam pomoże przestawić kanapę i zjeść pudełko lodów, nie zrobicie tego przez monitor.  
Idę przez park i widzę grupę młodzieży, siedzą razem niby, ale każdy z nosem w telefonie, w knajpkach podobne się widzi obrazki, co się dzieje, czy to już masowe uzależnienie? Czy wybieramy łatwiejsza drogę komunikacją dająca nam zachowanie własnej strefy komfortu?  
Ja uwielbiam rozmawiać z drugim człowiekiem i to nie przez telefon, lubię kontakt bezpośredni, chce widzieć reakcje, poprawiać niezrozumienie lub współczuć, słowo pisane może być różnie rozumiane, a mimika twarzy, ton głosu, mowa ciała to jest wspaniałe w kontakcie z drugim człowiekiem. Lubię uczyć się od innych, czerpać z ich doświadczenia, dla mnie największą kara było by odosobnienie, brak kontaktu z żywym człowiekiem. Komputer, telefon mi nie wystarcza, może dodatkowo tylko, ale nie zamiast.
Artykułowanie słów to też ważna umiejętność.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Sentencja na dziś...



Tak, tak naprawdę się da, można, ba nawet nic się nie stanie i nikt tego nie zauważy, 
nikt nie wyśmieje, ot było minęło!!



Znalezione w sieci. 

niedziela, 15 lipca 2018

Przetwory 2018 w pełni :)





U nas sezon przetworów w pełni, półeczki w spiżarce zapełniają się słoiczkami, a do tego wszystko, co w nich ląduje jest z naszego ogrodu.  Wczoraj zrobiłam 14 słoików przetworów z ogórków, (z czego 3 są litrowe z ogórkami kiszonymi), ogórki jak w zeszłym roku obdarzają nas obfitymi plonami. Do spiżarni trafiło już 27 słoików soku z czerwonej porzeczki, 10 słoików soku z malin, 9 słoików soku z wiśni oraz 10 słoików dżemu z czarnej porzeczki oraz 11 słoików ogórków w pomidorach i sałatki ogórkowej.  Pomidory w tunelu pięknie dojrzewają i robimy się, co raz bardziej samowystarczalni.  Cukinie, rabarbar, włoszczyzna, bób, koper, szczypior to wszystko zjadamy z naszego ogródka. Niestety borówki zjadły nam szpaki, zostały na jednym krzaku, może uda nam się coś zjeść.
W tym roku zebraliśmy 47 kg czerwonej porzeczki, część wykorzystaliśmy na sok, a cześć, jak co roku na wrób wina domowego.  Jeśli nic się złego nie wydarzy będziemy mieli naprawdę dużo winogrona w tym roku oraz aronii. Czekamy na nektarynki, których jest naprawdę dużo na drzewie, ale niestety jeszcze nie są dojrzałe.
Nasz ogród jak już nie raz pisałam jest głównie jadalny, krzewy i drzewa tylko kwitnące stanowią u nas może 20% procent roślinności. Zbieramy wszystkie dary natury i staramy się je wykorzystać w jak najlepszy sposób. 




Czasem pytacie mnie czy mi się opłaca podlewać, pielić zamiast kupić w sklepie warzywa i owoce. Pomijając fakt, że nie pryskam niczym chemicznym roślin, nawożę tylko obornikiem i kompostem to zadam ja pytanie teraz Wam – a czy kwiatków, trawnika i ozdobnych roślinni nie trzeba podlewać, pielić, nawozić i kupować?  A ozdobne rośliny nie nakarmią mojej rodziny, nie dadzą im zdrowych witamin. Owszem wyglądają pięknie, ale tak samo wymagają pracy, jak jadalne.
Własne zbiory z ogrodu nie dość, że oszczędzają nasze pieniądze, dają satysfakcję, zdrowie to jeszcze motywują nas do spędzania czasu wolnego aktywnie. Polecam.


Obiecuję, że dodam przepisy :) 

czwartek, 12 lipca 2018

Wakacyjne żywienie





Długo nic nie pisałam, chyba zbyt wiele sobie postawiłam spraw na drodze, miałam zwątpienia, słabości, ale udało się wszystko poukładać. Nadszedł czas po tym wszystkim na wypoczynek, dzieci pojechały na obóz. Więc my z najstarszym synem w trójkę też postanowiliśmy wyjechać, na kilka dni, ale jednak. Pierwsze postanowienie było takie, że nic nie gotujemy wykupimy śniadania, zaś obiady jemy w barach, w sumie na troje nie jest to już aż tak duża kwota. Po przyjeździe na kwaterę (wybraliśmy agroturystykę) zapytaliśmy o śniadania, lekko nas zmroziło, kwota 60 zł, co rano to poważny wydatek, więc zrezygnowaliśmy zwłaszcza, że w pokoju był aneks kuchenny.  





Przyszła kolej na obiad niestety odwykliśmy od dań barowych i nasze żołądki ogłosiły protest, syn na drugi dzień stanowczo zażądał zakupów w sklepie i przygotowania obiadu w pokoju. Zatem coś szybkiego, pożywnego i łatwo dostępnego. Weszłam do sklepu owadziego i zakupiłam – dwie paczki makaronu bezglutenowego, opakowanie karczku, dwa słoiki sosu pomidorowego, siatkę cebuli, opakowanie pieczarek, śmietanę, sok pomarańczowy, przyprawę grillową, jogurt naturalny i butelkę oliwy z oliwek, zapłaciłam 67 zł.  Miałam produkty na dwa obiady, czyli kwota całkiem sensowna, w sklepie następnym nabyłam ponad pół kilograma porządnej swojskiej kiełbasy z małej masarni za kwotę 10 zł oraz w pobliskiej piekarni 2 bochenki chleba gryczanego bez pszennego za kwotę 8 zł.  W tym momencie byłam posiadaczką prowiantu na trzy obiady (oraz pieczywo na śniadanie) za 85 zł. Pierwszego dnia zrobiłam karczek duszony z pieczarkami i śmietaną podany z makaronem (z domu mieliśmy ogórki z ogrodu), więc zrobiłam mizerię, drugiego dnia użyłam sosu ze słoików i makarony, trzeciego zaś poddusiłam kiełbasę z cebula i zjedliśmy ja z pieczywem.  Nie spędziłam wielu godzin w kuchni, nie wydałam zbyt wiele również nie odchorowaliśmy posiłków przygotowanych w nieznany nam sposób.  Kolejnego dnia zdecydowaliśmy się pójść na obiad do baru, ale omówiliśmy posiłek z kucharzem, wydaliśmy 60 zł na naszą trójkę zjedliśmy naprawdę smaczny i pożywny obiad, czyli mieliśmy za sobą 5 obiadów, z czego 3 domowe 2 w barze. Jak widać można wyżywić się za niewielkie pieniądze, nie trzeba zaraz na urlopie szastać pieniędzmi. Nasza dieta oraz nawyki mimo wszystko kierują nas do domowego samodzielnie przygotowanego jedzenia.  Dzieci po powrocie z obozu również uznały, że odwykły już od żywienia zbiorowego i od dodawania do dań przyprawy uniwersalnej.  Syn skarżył się na biegunki, córka na bóle brzucha i tak to skończyła się nasza przygoda z jedzeniem po za domem.  A ja z radością powróciłam do swojej ukochanej kuchni i obserwowania jak moje „pisklaki” ze smakiem zjadają, co im podam, a córka przy kolacji pyta, co będzie dobrego na śniadanie – dziś była owsianka z cynamonem i jabłkami, wczoraj gofry bananowe. Naprawdę lubię gotować, piec i patrzeć jak im smakuje.

piątek, 29 czerwca 2018

Ekologia i oszczędzanie się lubią




Niestety obserwując nasze narodowe nawyki zastawiam się, czy ktoś liczy ile pieniędzy zwyczajnie wyrzuca do śmieci. Tak wiem, nikt nie wyrzuca ot tak gotówki do zsypu. Ale pośrednie tak właśnie się dzieje. Stojąc w sklepie do kasy widzę sporo osób, które kupują reklamówki, owszem jest cześć, która wyjmuje własne plastikowe torby lub materiałowe. Ja mam zawsze w torebce dwie składane zakupione akurat w Ikei torby, które zajmują mało miejsca, a jednocześnie są niesamowicie pojemne. Nie przeczę jest trochę zabawy z ich składaniem, ale można dość do wprawy i nie sprawia to żadnego problemu. Zastanawialiście się ile wydajecie miesięcznie na takie torebki plastikowe, a jak często je ot tak wyrzucacie i kupujecie kolejne? Ja kupując warzywa mam zwyczaj zabierać swoje opakowania np. woreczki uszyte ze starych firanek.  Jak kupuje w markecie to potem ponownie używam tej torebki a jeśli jest zupełnie nie przydatna to segreguję do plastików i ma ona szanse na ponowne „życie”. Ogólnie chyba nie jesteśmy zbyt proekologicznym narodem. Ja najpierw nauczyłam się segregować śmieci z powodów ekonomicznych, zmniejszyliśmy pojemnik na śmieci mieszane, a resztę segregowaliśmy i wywoziliśmy do pojemników przy okazji odwożenia dzieci do szkoły. Płaciliśmy mniej za wywóz śmieci, a przy tym uczyliśmy się ekologii. Teraz z racji ryczałtu od osoby za wywóz śmieci nie mogę zmniejszyć pojemnika a dodatkowo mam naprawdę dużo, bo ilość osób w domu to nam zapewnia, nadal skrupulatnie segregujemy śmieci, kubeczek po śmietanie wylizuje z pasja pies, więc go nawet nie muszę przepłukać, zatem nie zużywam wody. Odpady bio używamy do produkcji kompostu, który wykorzystujemy do nawożenia roślin w ogrodzie, gdy mamy nadmiar oddajemy sortowany.
Kolejna sprawa to wyrzucanie jedzenia, to ogromny problem, nie mamy chęci liczyć, przerabiać, mrozić, analizować, robić przetworów, łatwiej wyrzucić. A tak wiele można zrobić z resztek. Teraz gotuję dla mniejszej liczby domowników, dzieci młodsze wyjechały na obóz sportowy, trudno jest mi przystosować garnek, ale co robię – nadmiar zupy pasteryzuję w słoiku i odstawiam na potem w lodówce, kapustę gotowaną zamroziłam, z makaronu zrobiłam zapiekankę, z ryżu sałatkę dokładając resztki pieczonego mięsa i warzyw. Gotowane ziemniaki wykorzystałam na placki, zaś niedokończony sok pomidorowy za pasteryzowałam i wykorzystam do sosu, z resztek kaszy gryczanej zrobiłam ciasto. Produkty otwarte przechowuję w lodówce w szklanych naczyniach, świetnie nadają się słoiki po gotowych produktach zakupionych w sklepie lub szklane pojemniki na żywność. U nas w domu nie wyrzuca się zupełni nic z żywności, nadmiar chleba wykorzystuję do zapiekanek, grzanek, panierek. Naprawdę wszystko można przetworzyć i wykorzystać. Z moich obserwacji wynika, że najwięcej tracimy naszych pieniędzy właśnie przez wyrzucanie żywności. Żywność jest łatwo dostępna (nie dyskutuję o jej, jakości), więc nie ma dla nas wysokiej wartości. Może warto zacząć przeliczać porcje na osobę i uczyć się robić zakupy na nowo, a każdy nadmiar przerobić lub zakonserwować. Owoce świetnie nadają się na kompot, do ciasta lub można je przesmażyć i mieć czym posmarować naleśniki. U nas w domu dużo produktów mrozimy lub pasteryzujemy np. nadmiar sosu można pasteryzować, a potem mamy szybkie danie. Większość pieczyw świetnie znosi mrożenie, ba nawet ciasta dobrze znoszą mrożenie. Wędliny, bigos, kapusta, fasola po bretońsku, rosół wszystko można zamrozić. Wystarczy kontrolować produkty w lodówce i chodzić na zakupy z wcześniej przygotowana lista, bo dzięki temu mamy kontrole nad produktami żywnościowymi. Planowanie jadłospisów też chroni nas przed marnowaniem jedzenia. A jak połączymy te wszystkie elementy to może nas efekt zaskoczyć, gdy przestaniemy wyrzucać żywność ile zaoszczędzamy.
Tak mnie naszło dziś ekologicznie na dręczenie Waszego sumienia :) 




poniedziałek, 18 czerwca 2018

Życie masz tylko jedno!!!




Najgorszą rzeczą, jaka można zrobić to stać w miejscu, czekać aż coś się samo wydarzy, mieć pretensje, że się nie dzieje, że nic się nie zmienia.  Oczekiwać od losu zmian, dobrej passy nie robiąc nic, nie ruszając do przodu, czekając na lepsze jutro. A jak nic się nie zmienia obwiniamy otoczenie, w żadnym razie siebie, przecież jesteśmy, czekamy i ma się dziać.
Dlaczego ma się cos zmienić, jeśli my nic nie robimy? Dlaczego ma być lepiej, jeśli tylko nasze działanie ogranicza się do czekania? Nie ma takiej opcji!!
Chcesz zmian, chcesz by cos się działo, męczy Cię stagnacja??
Podnieś swoje cztery litery z kanapy i zacznij żyć, a nie tylko obserwować życie innych. Zostaw tv, kolorowe gazety i życie sąsiadów i znajomych, zacznij swoje życie, dla siebie i dla swoich bliskich.

Czekanie na lepsze jutro nic nie zmieni, tylko działając możesz to jutro ulepszyć. Jest ryzyko owszem, ale trwanie w miejscu ani nie polepsza, ani nie pogarsza sytuacji, jeśli Cię złości to, co masz to musisz wstać i działać.
Mówienie – chce być szczęśliwy, bez robienia czegokolwiek nic nie zmieni, marzenia bez prób ich realizacji nic nie są warte.
Wstań i uwierz w siebie, masz moc, dasz radę, ale musisz wstać i działać!!!!




Nie odkładaj życia na potem, bo potem może nie nadejść i będzie tylko smutek, gorycz i żal!!!
Jeśli na kimś Ci zależy to mu to powiedz, za chwile ten ktoś odejdzie na zawsze, bo nie chce trwać w miejscu i czekać na Twoje uznanie.
Jeśli o czymś marzysz, znajdź moc w sobie by zrealizować marzenie, ale pamiętaj by to było Twoje marzenie, a nie chęć dorównania innym.
Jeśli tkwisz w toksycznej relacji, zakończ ją, życie masz jedno nie warto marnować je na relacje, które Cię niszczą.

Nie ma czasu na umartwienie się, na szukanie winnych, żyj i pozwól żyć innym!!!!

czwartek, 24 maja 2018

Czy jesteśmy zamożnym narodem?





Ostatnio naszła mnie taka refleksja, wszędzie słyszy się o ubóstwie narodu polskiego, o złych zarobkach, warunkach pracy. A jednocześnie rozglądam się po ulicach i myślę sobie, nieźle, jako naród się maskujemy.  Ludzie jeżdżą dobrymi samochodami, ubrani są w firmowe ubrania, dzieci są wożone w drogich wózkach, na nóżkach, mimo, że nie chodzą jeszcze maja drogie obuwie. Kosmetyczka, fryzjer na zapisy ciężko o szybki termin, markety pełne o każdej porze ludzi robiących zakupy, mieszkania i domy rosną jak grzyby po deszczu. Jak to możliwe skoro tak wiele grup protestuje i żąda zmiany uposażeń, tak wielu ludzi oczekuje pomocy finansowej. Ja osobiście wiem, że nie jest różowo, ale jak tak się rozglądam dookoła to nachodzi mnie frustracja, co robię nie tak. Wchodzę na portal społecznościowy i widzę, że wszyscy podróżują i to często., Bywają w restauracjach minimum raz w tygodniu. Do kina chodzą na wszystkie nowości.  Czy tylko mnie coś w tym wszystkim nie pasuje? Czy to jest właśnie staropolskie - postaw się, a zastaw się?  

środa, 23 maja 2018

Tarta z truskawkami bez maki pszennej




Ostatnio u nas jest hitem tarta z truskawkami, naprawdę była dla mnie dużym zaskoczeniem, gdy zrobiłam ją po raz pierwszy, przepis znalazłam w jakieś kobiecej prasie, gdy czekałam w poczekalni u stomatologa. Zrobiłam zdjęcie przepisu (mam taki niegrzeczny nawyk) i mam wspaniały, sezonowy i niedrogi deser dla rodziny.



Tarta z truskawkami bez mąki pszennej

Składniki na ciasto:
  • ½ szklanki mąki ryżowej
  • ½ szklanki mąki gryczanej
  • ½ szklanki maki owsianej lub zmielone płatki owsiane
  • 1 żółtko
  • 100 g masła (takiego z lodówki)
  • 3 łyżki wody
  • 3 łyżki cukru pudru
  • Szczypta soli

Składniki na nadzienie:
  • 500 g truskawek
  • 2 łyżki maki ziemniaczanej
  • ¼ szklanki cukru

Dodatkowo:
Białko (które pozostało po użyciu żółtka)

Do miski odmierzamy mąki, cukier i sól, następnie mieszamy wszystkie suche składniki, ścieramy na warzywnej tatce masło, dokładamy żółtko i wodę zagniatamy ciasto. Jeśli ciasto nie będzie chciało się lepić, dodajemy 2 łyżki wody dodatkowo. Odkładamy ciasto do lodówki. Truskawki myjemy obieramy szypułki i kroimy na ćwiartki. Mieszamy cukier z mąka ziemniaczaną, następnie wszystko razem cukier z mąka i truskawkami. Rozwałkowujemy na papierze do pieczenia ciasto tak na około ½ cm, wkładamy ciasto do formy zawijając do góry brzegi i układamy na cieście truskawki, brzegi zawijamy na owoce i smarujemy je roztrzepanym białkiem.  Pieczemy 45 minut w temperaturze 190 stopni, po upieczeniu wyjmujemy tarte z pieca i odstawiamy do wystudzenia, kroimy dopiero, gdy jest zupełnie wystudzone ciasto.

wtorek, 22 maja 2018

Wiosenny jadłospis obiadowy




Dawno, oj dawno nie wstawiałam naszych jadłospisów, pomyślałam, że czas na jakiś wiosenny, no prawie wiosenny, zawiera jeszcze zeszłoroczne ziemniaki np. 
Właśnie skończyłam zapasy mrożonej dyni, buraczków ze stoików. Czas na ogrodowe, świeże plony.




Poniedziałek
Zupa krem z dyni i grochu
Kluski z mięsem (pozostało mięso z rosołu, świetnie nadaje się do nadziewania klusek z takiego ciasta jak kluski śląskie), zasmażane buraczki

Wtorek
Zupa krem z dyni i grochu
Szpinak z jogurtem podany z makaronem

Środa
Zupa ogórkowa z ryżem
Zapiekanka z mięsem mielonym i ziemniakami

Czwartek
Zupa ogórkowa z makaronem
Ryż z sosem truskawkowo – jogurtowym

Piątek
Botwinka z ziemniakami
Ziemniaki, kurczak al'a gyros, sałata z jogurtem

Sobota
Botwinka z ziemniakami

Niedziela
Pomidorowa z ryżem
Kotlet mielony, ziemniaki, młoda kapusta
Tarta z truskawkami

 Jest to jadłospis zawierający już nasze dobra z ogrodu – botwinkę, szpinak i sałatę. Jemy już tylko własne rzodkiewki, niestety truskawki są jeszcze zielone, ale jest ich sporo. Przypominam, że powyższy jadłospis nie jest komponowany przez dietetyka i nie jest zaleceniem żywieniowym, jest to nasz prywatny jadłospis rodzinny. Pamiętajcie, że planowanie to podstawa, dzięki planowaniu marnujemy mniej jedzenia, a co za tym idzie, dbamy o nasze finanse. 


piątek, 18 maja 2018

Poprawa finansów domowych = uczciwość wobec siebie i domowników




Podstawa do tego by dobrze zarządzać własnymi finansami jest uczciwość wobec siebie. Udając, że wszystko jest ok lub wydając więcej niż zarabiamy nie jest dobrą droga do poprawy sytuacji finansowej. Musimy przede wszystkim przyznać się przed sobą, że mamy problem i musimy zweryfikować swoje potrzeby i oczekiwania. Nie możemy sobie wmawiać, że wydanie 200 zł na kolejna bluzkę było niezbędne, jeśli faktycznie ona nie była nam potrzebna, wyjście ze znajomymi na miasto tez nie musi kosztować fortuny, bo trzeba zachować twarz i wedle staropolskiego przysłowia – postawa się, a zastaw się.  Musimy oszczędzanie rozpocząć od siebie samych, nie mamy prawa wymagać od rodziny oszczędnego życia, jeśli sami nie będziemy sobie nic odmawiać. Jeśli jesteśmy sami i sami prowadzimy swoje gospodarstwo domowe tym bardziej musimy być uczciwi wobec siebie i przestać budować swój wizerunek oparty na ogromnych potrzebach i zasobach finansowych. Niestety, gdy dopadną nas kłopoty finansowe i w kieszeniach po za dłońmi lub chusteczka nie ma nic, to koniec z szastaniem pieniędzmi i życiem ponad stan. Z pustego to i Salamon nie naleje, więc to jest czas na zastopowanie z wydatkami i przeanalizowanie, co tak naprawdę jest niezbędne. Często nas nasze wyliczenia mogą zaskoczyć. Wydające nam się błahe sumy w stosunku miesięcznym, rocznym zaczynają tworzyć poważne kwoty. Choć by codziennie wypijana kawa na mieście w cenie 8-13 zł mnożąc kwotę przez 20 dni daje nam sumę 160 – 260 zł miesięcznie, jeśli pójdziemy dalej i pomnożymy przez 12 miesięcy to kwota urasta do bardzo poważnej 1920 – 3120 zł, jeśli taka przyjemność zafundują sobie dwie osoby to mamy za to całkiem fajne wczasy dla dwojga. A można to w prosty sposób zmienić, kupując kubek termiczny i zabierając kawę z domu. Pomyślcie, że za wypite kawy na mieście przez rok możecie kupić porządny ekspres do kawy i rozkoszować się kawiarniana kawą przez kilka lat w domu. To taki pierwszy prosty przykład, można by je mnożyć, np. kolega syna 3-4 razy w tygodniu idzie cos zjeść na mieście, jest to nastolatek, więc wydatki są różne w okolicy 6-15 zł, tygodniowo, zatem wydaje średnio od 18 do nawet 60 zł, zabierając z domu dodatkowa kanapkę rodzina mogłaby sporo mniej wydać. Zatem by polepszyć nasza sytuację finansowa warto przyjrzeć się wydatkom zbędnym, które można zastąpić. Ja staram się piec ciastka, batony, kupować duże opakowania suszonych owoców i to często zabierają ze sobą domownicy, jako przekąskę, czasem mieszają sobie suszone owoce z nasionami dyni lub słonecznika, pakują to w woreczek strunowy i maja gotowa przekąskę. Z domu zabierają napój w bidonie i dzięki temu nasze wydatki zbędne maleją. W sezonie owocowym zamiast suszonych zabierają świeże owoce, domowe batony i nie czują się głodni po za domem.  





Naprawdę warto uczciwie przyjrzeć się własnym wydatkom i wydatkom domowników, przeanalizujcie to wspólnie, nie wykluczajcie z tego dzieci, nie udawajcie przed nimi, że nic się nie dzieje, potem możecie być ocenieni, jako kłamcy. Warto wspólnie podjąć wyzwanie naprawy domowych finansów.

piątek, 27 kwietnia 2018

Pasztet z soi i pieczarek




Ja już wiele razy pisałam jestem z urodzenia osoba roślinożerną głównie, mięso mogłoby nie być w moim jadłospisie.  Oczywiście robię dania mięsne, bo reszta rodziny uwielbia je i ciągle się dopomina o mięsko na obiad. Ja zaś postanowiłam, że trzeba iść za głosem organizmu, jeśli nie czuje się dobrze po zjedzeniu większej ilości mięsa to oznacza, że powinnam je unikać. Rodzina, zatem je roladę z boczku, a ja pasztet z soi. Właśnie ten pasztet s soi ostatnio mnie zachwycił, po raz pierwszy zrobiłam taki pasztet i po raz pierwszy go jadłam. Generalnie omijałam soje w mojej diecie, ale czymś trzeba zastąpić białko mięsne. Z racji, że przedwczesne dojrzewanie mi nie grozi, wręcz odwrotnie, jeśli mam kupować preparaty na bazie soi za jakiś czas, to może lepiej w miarę naturalnie je zastąpić. Tak, więc wprowadziłam do swojej diety więcej soi. Polecam gorąco ten pasztet, jest smaczny, smakuje jak pasztet drobiowy dla mięsożerców.




Składniki:
  • 400 g ziaren soi
  • 500 g pieczarek
  • 2 cebule
  • 1 marchewka
  • 6 łyżek kaszy kukurydzianej lub kaszy manny (ja nie jadam nic pszennego, więc padło na kasze kukurydzianą)
  • 2 łyżki majeranku
  • 1 łyżeczka cząbru
  • ½ łyżeczki pieprzu cayenne
  • 1 łyżeczka soli
  • oliwa lub masło klarowane do smażenia pieczarek oraz do polania/położenia na wierzch pasztetu do pieczenia
  • 1 jajko (można zastąpić 2 łyżkami mielonego siemienia)


Moczymy ziarno soi na noc (tak około 12 godzin), po tym czasie płuczemy ziarna i zalewamy woda tak z centymetr ponad powierzchnię, solimy wodę i gotujemy około 2 godzin na małym ogniu, po około 1,5 godzinie dokładamy obrana marchewkę do gotującej się soi. W między czasie siekamy cebule w drobna kostkę, myjemy i kroimy w plasterki pieczarki. Podduszamy cebulę na rozgrzanym tłuszczu i dokładamy pieczarki, dusimy je tak długo, aż odparują wodę. Odcedzamy na ssiecie miękka soją, studzimy wszystkie składniki, następnie mielimy w maszynce do mięsa (pieczarki, marchew i soję) używając sitka do maku, tego najmniejszego. Inaczej mielimy dwukrotnie, gdy nie mamy takiego sitka.  Do masy dokładamy kasze, jajko (lub siemię), przyprawiamy, wkładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia (ja użyłam takiej podłużnej formy), polewamy delikatnie wierzch oliwą lub układamy odrobinę masła klarowanego. Pieczemy pasztet 40 minut w temperaturze 180 stopni. W stosunku do mięsnego pasztetu jest on dużo tańszy, a zawiera sporo białka.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Oszczędzanie na.......zawołanie....




Ostatnio mocno zaniedbuję blog, ale jakoś tak się układa wiele spraw, że mało czasu na pisanie pozostaje. Najpierw mąż wrócił z treningu z promocją w postaci pękniętych dwóch żeber, potem zaczęły się formalności ze zmiana szkoły córce, obecnie chodzi do szkoły stacjonarnie i codziennie, z czego jest bardzo zadowolona, bo to taka szkoła, jakiej nigdy nie znałam. Teraz nadchodzące egzaminy gimnazjalne syna, oddawanie projektu itp. Po drodze były Mistrzostwa Polski Juniorów w Łucznictwie, więc zabrało to czas i tak ciągle coś się dzieje. Teraz rozpoczął się sezon ogrodowy, sianie, pielenie, nawożenie i sporo wymaga to pracy i uwagi.



Ostatnio mocno oszczędzam na wydatkach by przygotować nas dobrze do wakacji, zaplanowany już jest wyjazd nad morze całej rodziny na tydzień, potem dwa tygodnie dzieci na obozie i nasz w trójkę wyjazd w tym czasie na 5 dni w góry. Czy coś więcej nie wiem, raczej nie, bo funduszy braknie, ale i tak uważam, że to całkiem sporo wyjazdów, może uda nam się jeszcze gdzieś do znajomych zrobić szybki wypad, ale czas pokaże czy fundusze pozwolą.
Mocno, zatem pilnuję wydatków by można spokojnie wyjechać na zaplanowane wyjazdy, opracowuję żywienie, możliwość przewiezienia dań, by na miejscu tylko coś podgrzać. Bardzo dokładnie analizuje nasz jadłospis by był zdrowy, ale nie pochłaniał dużo pieniędzy, oraz by zawierał jakieś przysmaki w stylu ciasto, desery, batony lub domowa czekoladę. Mąż teraz wymagał diety bogatej w wapń, syn wysoko białkowej, więc to tez muszę uwzględnić, ale nadal pamiętać by koszty nie były za wysokie. Obecnie na piec osób udaje mi się zamknąć w 900 – 1000 zł, przypominam, że mam w domu dwóch dorosłych mężczyzn, jednego nastolatka i jedna nastolatkę oraz mnie. Wszyscy uprawiamy jakieś sporty córka (lat 14) i syn (lat 16) biorą udział w zawodach, więc to już nie tylko rekreacja.  
Dodatkowo muszę oszczędzać, bo straciłam jeden ząb i zbieram fundusze na jego rekonstrukcję, na szczęście koszty rozłożą się w czasie dość długim, więc mam nadzieję, że uda się t o w miarę bez boleśnie dla finansów.
Postanowiłam, że odzież kupuję tylko dzieciom, nam przerabiam lub szyję od początku nową, mam sporo zalegających szafę tkanin, więc wreszcie mam motywacje. Teściowa, co jakiś czas donosi nowe kawałki nowych tkanin, które dostaje od znajomej ze szwalni (kończą produkcję i zostaje, więc teściowa dostaje). Niestety wydajemy obecnie troszkę na nasiona i nawozy, choć i tu udało nam się zmniejszyć koszty i kupujemy taniej. Rozpadł nam się kompostownik, ale mąż zbuduje nowy sam z resztek drewna po budowie wiaty. I tak tworzymy zmniejszenie wydatków by oszczędzić na inne potrzeby lub przyjemności. 
Myślę, że w każdym domu znajdzie się cześć budżetu gdzie można zaoszczędzić i odłożyć na inne potrzebne lub przyjemne sprawy.

czwartek, 29 marca 2018

Zdrowy rozsądek przed świętami......




Wraz z nadejściem wiosny wszystko wokół budzi się do życia, nadchodzi czas świąteczny, pełen nadziej i radości. Często czas ten wiąże się z trudem sprostania wyzwaniu finansowo.  Postarajcie się zmienić myślenie z „postaw się, a zastaw się”, „na czym chata bogata tym rada”.   U mnie w domu rodzinnym nie było tradycji kupowania prezentów dzieciom na zajączka i podobnie nie wprowadziłam jej do mojego domu obecnie. W okresie wiosennym jest i tak sporo wydatków na odzież dla dzieci, często trzeba płacić zaliczki na wyjazdy wakacyjne, więc nie dokładamy sobie wydatków na prezenty dla dzieci z okazji tak zwanego zajączka. W świętach nie ma chodzi tylko o prezenty, jedzenie i ogrom wydatków i pracy. Owszem lubi jak zawsze dobrze zjeść, ale wszystko przygotujemy sami, córka ciągle dopytuje, kiedy będziemy razem gotować.

Dania, które przygotujemy to:
Żurek z kiełbasa i jajkami, zupa krem pomidorowa, golonka pieczona z kapustą kiszoną, kurczak cały nadziewany cebulą cytryną z rozmarynem i ziemniaczki, buraczki.
Sałatka jarzynowa, sałatka z tuńczyka z ananasem i ryżem, wędliny domowe (rolada z boczku, szynka w ziołach, pasztet, biała kiełbasa), śledzie w oleju, śledzie na ostro w pomidorach, ćwikła, jaja gotowane
Domowe pieczywa i ciasta – mazurek makowy, sernik, pleśniak.
Owoce, domowe wino i nalewka aroniowa.

Jak co roku wszystkie dania przygotowujemy wspólnie sami w domu, wiele produktów kupuje pomału wcześniej i co mogę przygotowuję, np. wędliny, golonka zapeklowana została i obgotowana w święta tylko ją upiekę.  Domownicy już są wprawieni w te przygotowania, więc wystarczą dwa dni na upieczeni i przyrządzenie całej reszty.
Ja na dwa tygodnie przed świętami wprowadzam detoks szafkowy, wyjadamy, co mamy, nie kupuje nowych produktów, potrawy przygotowane wcześniej na święta są nietykalne. Chodzi nam o to by oczyścić lodówkę i szafki przed świętami, łatwiej potem zadbać o ty by nic się po okresie świątecznym nie zmarnowało.
Pamiętajcie by zachować zdrowy rozsądek przy zakupach i wydatkach przed świątecznych.



poniedziałek, 12 marca 2018

Urodziny inaczej.....




Dwanaście dni temu, mąż obchodził 50 urodziny, mieliśmy zamiar wyprawić huczną uroczystość, na która odkładaliśmy jakiś czas pieniądze, ale w ostatniej chwili pojawił się inny pomysł. Zorganizowałam nasz wyjazd we dwoje do Wrocławia, taki trzydniowy wypad do eleganckiego hotel z basenem, siłownia i sauną. Owszem przygotowałam przyjęcie urodzinowe dla męża, ale tylko dla ścisłego grona dla nam najbliższych osób.  Był tort, świeczki, toasty, więc nic męża nie minęło w tak dla niego ważnym dniu. Resztę uzbieranej kwoty wydaliśmy na wyjazd we dwoje.  Dzięki temu mieliśmy okazję oderwać się od codzienności, miło spędzić czas we dwoje, sprawić by to były wyjątkowe dni i mogły pozostać w pamięci, jako ciepłe wspomnienie. Wcześniej planowałam dużą uroczystość w restauracji, ale doszłam do wniosku, że lepiej ten czas spędzić inaczej. Przypomniałam sobie jak mąż żałował (zresztą ja również), że mieliśmy duże wesele, że wydane zostały duże pieniądze, a i tak byli niezadowoleni weselnicy, że nigdy więcej by tego nie powtórzył, że wolałby wyjechać gdzieś za te pieniądze, ale niestety jego rodzina się uparła i już. Okazało się, że w nim to nadal siedzi zawzięcie, że nie był mocno przekonany do przyjęcia i że znowu czuł bezsens wydania pieniędzy i to nie małych.  Nie chciał już robić nic, bo tak wypada, przecież to jego urodziny, więc ma prawo do wyboru. Pozwoliłam mu wybrać i wyjechaliśmy.



Myślę, że powinniśmy zastanowić się czy robimy takie uroczystości dla nas czy bo tak wypada lub trzeba się pokazać. My od dawna żyjemy tak by to nam było wygodnie, a nie na pokaz i dla innych, nikt za nas nie przeżyje życia i mamy w nosie, co inni myślą o naszej decyzji odnośnie urodzin męża. Wesele, urodziny, jubileusz itp. To są uroczystości, które maja nam zostać w pamięci, jako miłe wspomnienie, a nie, jako uszarpanie się, wydanie pieniędzy i ogrom zmęczenia. Bardzo ważne jest by wydawać umiejętnie nasze pieniądze, wydawać każdy potrafi, ale już dobrze wydawać nie każdy. My uczymy się, co dzień rozsądnie gospodarować nasza gotówka, jeśli czegoś chcemy odkładamy na ten cel, ale to nie oznacza, że żyjemy wtedy w kompletnej ascezie, niedożywieni w łachmanach, chodzimy tylko pieszo i siedzimy po ciemku i w zimnym domu. Staramy się oszczędnie gospodarować naszymi pieniędzmi, zero jedzenia na mieście, książek, kapryśnie kupionych ubrań, układanie jadłospisu by planować zakupy. Będąc we Wrocławiu udało mi się nabyć książkę „Ekonomia Gastronomia” książka kusiła od dawna, ale niestety cena odpychała 64 zł, ale udało mi się ja nabyć za kwotę 15 zł w księgarni „Czytam Tanio”. Książka jest wszystkim tym, o czym ciągle pisze na blogu.  
Jeśli czegoś pragniecie, a Was na to nie stać można poczekać, odłożyć, ograniczyć wydatki, żyć oszczędniej i z uwaga. Prowadzić budżet i możemy sięgnąć po nasz cel.
„Chcieć to móc, a móc to chcieć”

środa, 21 lutego 2018

Risotto z tuńczykiem i zielonym groszkiem




Kolejne szybkie domowe danie na kolację, obiad wedle potrzeby. Trafiłam na nie wyrywając kolejną kartkę z kalendarza w zeszłym roku, zaciekawiło mnie, zrobiłam i mogę polecić. Jest bardzo proste w wykonaniu, nie wymaga umiejętności master, więc spokojnie każdy je zrobi.




Potrzebujemy:

  • puszkę tuńczyka (nie ważne czy to kawałki, czy cały)
  • puszkę groszku zielonego (ja używam mrożony, więc ugotowałam kubek mrożonego groszku)
  • cebulę
  • 2 szklanki ryżu
  • tłuszcz do smażenia (ja użyłam smalcu, można użyć oliwy, oleju)
  • 2 ząbki czosnku
  • pieprz, sól do smaku


Gotujemy ryż na sypko, cebulę siekamy na drobną kostkę, tuńczyka odsączamy z zalewy, groszek również, jeśli mamy mrożony to gotujemy nie za długo by się nie rozpadł potem w czasie smażenia, czosnek drobno siekamy. Na głębokiej patelni rozgrzewamy tłuszcz i szklimy cebule oraz czosnek dodajemy ryż, a następnie, gdy połączymy ryż z cebulą i czosnkiem dokładamy tuńczyka i groszek, wszystko dokładnie mieszamy i około 5 minut podsmażamy na średnim ogniu, przyprawiamy do smaku i gotowe. Ryz można ugotować sobie dzień wcześniej i po powrocie z pracy mamy w chwilę smaczne, pożywne i zdrowe danie. W sumie nie jest też to drogie danie mimo użycia tuńczyka. Moja rodzina polubiła to danie, nawet najstarszy syn, który ma do ryb bardzo zróżnicowany stosunek niż reszta rodziny to danie zjada ze smakiem.

piątek, 16 lutego 2018

A gdyby tak rok nie kupować ubrań, książek, gier i butów??




Dawno temu pisałam post o detoksie szafkowym, ale pomyślałam sobie, że ten detoks można rozszerzyć na więcej niż tylko żywność.  Czy to tak trudne, gdy wyznaczamy sobie cel powód oszczędzania zacząć ograniczać inne wydatki? Najwięcej zapytań dostaję o ograniczenie wydatków na żywność, ale przecież to nie jest nasze jedyne źródło upłynniania pieniędzy z budżetu.
A gdyby tak ograniczyć przez rok zupełnie kupowanie odzieży i obuwia, książek, kosmetyków, tak na próbę jak to jest można wyznaczyć sobie np. połowę tego okresu, oczywiście to nie oznacza, że zaraz po tym biegniemy do sklepu i zapychamy szafy.




Tak sobie myślę, że można podejść do takiego detoksu bardzo racjonalnie, nie chodzi o chodzenie jak bezdomny, ale tez nie łapanie każdej przeceny i okazji w sklepie.
Jeśli byśmy zaczęli kupować tylko w sytuacjach naprawdę awaryjnych, a nie dla zaspokojenia przyjemności z zakupów można by sporo zaoszczędzić przez taki rok.  Czyli gdy ulegnie zniszczeniu nasza para butów zastanawiamy się najpierw czy nie mamy czym jej zastąpić przeglądając czeluści naszych szaf, a gdy okaże się, że nie mamy czym zastąpić np. pary tenisówek bo nie mamy żadnego podobnego obuwia w szafie, możemy jeszcze żartobliwie zapytać kogoś czy mu nie zalega taka para tenisówek, bo przydały by się. Uwierzcie mi możecie być naprawdę zaskoczeni tym, że wiele osób trzyma rzeczy tak, bo są ok, ale ich zupełnie nie używa. Często są to rzeczy prawie nieużywane, a takie tenisówki można zwyczajnie wyprać i nic nam nie grozi.
Podobnie zróbmy z ubraniami, każdy z nas ma całkiem sensowna szafę ubrań w obecnych czasach, zatem gdy coś na się zniszczy nie biegnijmy od razu do sklepu tylko wykonajmy ten sam manewr, co z butami.
Kosmetyki, czasem kupujemy więcej zwłaszcza kosmetyków kolorowych, a gdy by tak zejść do pewnego zestawu, a potem tylko uzupełniać braki. Podobnie z szamponami, odzywkami itd. Nie obstawiajmy łazienki wieloma szamponami, jeśli nam z jakiś powodów nie pasuje szampon, to zapytajcie znajomych czy nie maja podobnego problemu z innym szamponem i wtedy może warto się zamienić, każdy poczuje ulgę i dostanie możliwość wykorzystania innego kosmetyku. Tylko musicie przyjąć zasadę, że nie patrzycie na cenę i nie oczekujecie wyrównania kosztów.
Książki, gry planszowe to świetny temat dla rynku wtórnego, przekazujemy sobie nawzajem np. gry, bo jak długo cieszy nas jedna gra, a potem zalega na półce, wiem, że są w niektórych miastach nawet spotkania z takimi wymianami, podobnie z odzieżą.
Myślę, że z takiego detoksu może wyniknąć wiele ciekawych i pożytecznych rzeczy np. poznamy nowych ludzi chcą się wymieniać grami, ubraniami. Na pewno powstaną duże oszczędności finansowe, może odnajdziemy w swych szafach zapomniane ubrania i skomponujemy nowe zestawy odzieżowe.
Myślę, że raz na jakiś czas nawet nie z powodu braku finansów, ale dla oczyszczenia przestrzeni warto podjąć takie wyzwanie.

Czasem kupujemy pod wpływem impulsu, a potem ta rzecz nam zalega, jest zbędna, można się wymienić z kimś innym lub mu podarować, czasem utknie w naszej szafie i zupełnie o niej zapomnimy. Oczyszczanie naszej przestrzeni powoduje wiele dobra dla naszej psychiki jak to gdzieś przeczytałam „chcesz odnieść sukces, zacznij od pościelenia łózka”, myślę, że chodzi tu o zrobienie porządków w swoim otoczeniu by móc zrobić porządki w swojej głowie, w samym sobie.