poniedziałek, 18 czerwca 2018

Życie masz tylko jedno!!!




Najgorszą rzeczą, jaka można zrobić to stać w miejscu, czekać aż coś się samo wydarzy, mieć pretensje, że się nie dzieje, że nic się nie zmienia.  Oczekiwać od losu zmian, dobrej passy nie robiąc nic, nie ruszając do przodu, czekając na lepsze jutro. A jak nic się nie zmienia obwiniamy otoczenie, w żadnym razie siebie, przecież jesteśmy, czekamy i ma się dziać.
Dlaczego ma się cos zmienić, jeśli my nic nie robimy? Dlaczego ma być lepiej, jeśli tylko nasze działanie ogranicza się do czekania? Nie ma takiej opcji!!
Chcesz zmian, chcesz by cos się działo, męczy Cię stagnacja??
Podnieś swoje cztery litery z kanapy i zacznij żyć, a nie tylko obserwować życie innych. Zostaw tv, kolorowe gazety i życie sąsiadów i znajomych, zacznij swoje życie, dla siebie i dla swoich bliskich.

Czekanie na lepsze jutro nic nie zmieni, tylko działając możesz to jutro ulepszyć. Jest ryzyko owszem, ale trwanie w miejscu ani nie polepsza, ani nie pogarsza sytuacji, jeśli Cię złości to, co masz to musisz wstać i działać.
Mówienie – chce być szczęśliwy, bez robienia czegokolwiek nic nie zmieni, marzenia bez prób ich realizacji nic nie są warte.
Wstań i uwierz w siebie, masz moc, dasz radę, ale musisz wstać i działać!!!!




Nie odkładaj życia na potem, bo potem może nie nadejść i będzie tylko smutek, gorycz i żal!!!
Jeśli na kimś Ci zależy to mu to powiedz, za chwile ten ktoś odejdzie na zawsze, bo nie chce trwać w miejscu i czekać na Twoje uznanie.
Jeśli o czymś marzysz, znajdź moc w sobie by zrealizować marzenie, ale pamiętaj by to było Twoje marzenie, a nie chęć dorównania innym.
Jeśli tkwisz w toksycznej relacji, zakończ ją, życie masz jedno nie warto marnować je na relacje, które Cię niszczą.

Nie ma czasu na umartwienie się, na szukanie winnych, żyj i pozwól żyć innym!!!!

czwartek, 24 maja 2018

Czy jesteśmy zamożnym narodem?





Ostatnio naszła mnie taka refleksja, wszędzie słyszy się o ubóstwie narodu polskiego, o złych zarobkach, warunkach pracy. A jednocześnie rozglądam się po ulicach i myślę sobie, nieźle, jako naród się maskujemy.  Ludzie jeżdżą dobrymi samochodami, ubrani są w firmowe ubrania, dzieci są wożone w drogich wózkach, na nóżkach, mimo, że nie chodzą jeszcze maja drogie obuwie. Kosmetyczka, fryzjer na zapisy ciężko o szybki termin, markety pełne o każdej porze ludzi robiących zakupy, mieszkania i domy rosną jak grzyby po deszczu. Jak to możliwe skoro tak wiele grup protestuje i żąda zmiany uposażeń, tak wielu ludzi oczekuje pomocy finansowej. Ja osobiście wiem, że nie jest różowo, ale jak tak się rozglądam dookoła to nachodzi mnie frustracja, co robię nie tak. Wchodzę na portal społecznościowy i widzę, że wszyscy podróżują i to często., Bywają w restauracjach minimum raz w tygodniu. Do kina chodzą na wszystkie nowości.  Czy tylko mnie coś w tym wszystkim nie pasuje? Czy to jest właśnie staropolskie - postaw się, a zastaw się?  

środa, 23 maja 2018

Tarta z truskawkami bez maki pszennej




Ostatnio u nas jest hitem tarta z truskawkami, naprawdę była dla mnie dużym zaskoczeniem, gdy zrobiłam ją po raz pierwszy, przepis znalazłam w jakieś kobiecej prasie, gdy czekałam w poczekalni u stomatologa. Zrobiłam zdjęcie przepisu (mam taki niegrzeczny nawyk) i mam wspaniały, sezonowy i niedrogi deser dla rodziny.



Tarta z truskawkami bez mąki pszennej

Składniki na ciasto:
  • ½ szklanki mąki ryżowej
  • ½ szklanki mąki gryczanej
  • ½ szklanki maki owsianej lub zmielone płatki owsiane
  • 1 żółtko
  • 100 g masła (takiego z lodówki)
  • 3 łyżki wody
  • 3 łyżki cukru pudru
  • Szczypta soli

Składniki na nadzienie:
  • 500 g truskawek
  • 2 łyżki maki ziemniaczanej
  • ¼ szklanki cukru

Dodatkowo:
Białko (które pozostało po użyciu żółtka)

Do miski odmierzamy mąki, cukier i sól, następnie mieszamy wszystkie suche składniki, ścieramy na warzywnej tatce masło, dokładamy żółtko i wodę zagniatamy ciasto. Jeśli ciasto nie będzie chciało się lepić, dodajemy 2 łyżki wody dodatkowo. Odkładamy ciasto do lodówki. Truskawki myjemy obieramy szypułki i kroimy na ćwiartki. Mieszamy cukier z mąka ziemniaczaną, następnie wszystko razem cukier z mąka i truskawkami. Rozwałkowujemy na papierze do pieczenia ciasto tak na około ½ cm, wkładamy ciasto do formy zawijając do góry brzegi i układamy na cieście truskawki, brzegi zawijamy na owoce i smarujemy je roztrzepanym białkiem.  Pieczemy 45 minut w temperaturze 190 stopni, po upieczeniu wyjmujemy tarte z pieca i odstawiamy do wystudzenia, kroimy dopiero, gdy jest zupełnie wystudzone ciasto.

wtorek, 22 maja 2018

Wiosenny jadłospis obiadowy




Dawno, oj dawno nie wstawiałam naszych jadłospisów, pomyślałam, że czas na jakiś wiosenny, no prawie wiosenny, zawiera jeszcze zeszłoroczne ziemniaki np. 
Właśnie skończyłam zapasy mrożonej dyni, buraczków ze stoików. Czas na ogrodowe, świeże plony.




Poniedziałek
Zupa krem z dyni i grochu
Kluski z mięsem (pozostało mięso z rosołu, świetnie nadaje się do nadziewania klusek z takiego ciasta jak kluski śląskie), zasmażane buraczki

Wtorek
Zupa krem z dyni i grochu
Szpinak z jogurtem podany z makaronem

Środa
Zupa ogórkowa z ryżem
Zapiekanka z mięsem mielonym i ziemniakami

Czwartek
Zupa ogórkowa z makaronem
Ryż z sosem truskawkowo – jogurtowym

Piątek
Botwinka z ziemniakami
Ziemniaki, kurczak al'a gyros, sałata z jogurtem

Sobota
Botwinka z ziemniakami

Niedziela
Pomidorowa z ryżem
Kotlet mielony, ziemniaki, młoda kapusta
Tarta z truskawkami

 Jest to jadłospis zawierający już nasze dobra z ogrodu – botwinkę, szpinak i sałatę. Jemy już tylko własne rzodkiewki, niestety truskawki są jeszcze zielone, ale jest ich sporo. Przypominam, że powyższy jadłospis nie jest komponowany przez dietetyka i nie jest zaleceniem żywieniowym, jest to nasz prywatny jadłospis rodzinny. Pamiętajcie, że planowanie to podstawa, dzięki planowaniu marnujemy mniej jedzenia, a co za tym idzie, dbamy o nasze finanse. 


piątek, 18 maja 2018

Poprawa finansów domowych = uczciwość wobec siebie i domowników




Podstawa do tego by dobrze zarządzać własnymi finansami jest uczciwość wobec siebie. Udając, że wszystko jest ok lub wydając więcej niż zarabiamy nie jest dobrą droga do poprawy sytuacji finansowej. Musimy przede wszystkim przyznać się przed sobą, że mamy problem i musimy zweryfikować swoje potrzeby i oczekiwania. Nie możemy sobie wmawiać, że wydanie 200 zł na kolejna bluzkę było niezbędne, jeśli faktycznie ona nie była nam potrzebna, wyjście ze znajomymi na miasto tez nie musi kosztować fortuny, bo trzeba zachować twarz i wedle staropolskiego przysłowia – postawa się, a zastaw się.  Musimy oszczędzanie rozpocząć od siebie samych, nie mamy prawa wymagać od rodziny oszczędnego życia, jeśli sami nie będziemy sobie nic odmawiać. Jeśli jesteśmy sami i sami prowadzimy swoje gospodarstwo domowe tym bardziej musimy być uczciwi wobec siebie i przestać budować swój wizerunek oparty na ogromnych potrzebach i zasobach finansowych. Niestety, gdy dopadną nas kłopoty finansowe i w kieszeniach po za dłońmi lub chusteczka nie ma nic, to koniec z szastaniem pieniędzmi i życiem ponad stan. Z pustego to i Salamon nie naleje, więc to jest czas na zastopowanie z wydatkami i przeanalizowanie, co tak naprawdę jest niezbędne. Często nas nasze wyliczenia mogą zaskoczyć. Wydające nam się błahe sumy w stosunku miesięcznym, rocznym zaczynają tworzyć poważne kwoty. Choć by codziennie wypijana kawa na mieście w cenie 8-13 zł mnożąc kwotę przez 20 dni daje nam sumę 160 – 260 zł miesięcznie, jeśli pójdziemy dalej i pomnożymy przez 12 miesięcy to kwota urasta do bardzo poważnej 1920 – 3120 zł, jeśli taka przyjemność zafundują sobie dwie osoby to mamy za to całkiem fajne wczasy dla dwojga. A można to w prosty sposób zmienić, kupując kubek termiczny i zabierając kawę z domu. Pomyślcie, że za wypite kawy na mieście przez rok możecie kupić porządny ekspres do kawy i rozkoszować się kawiarniana kawą przez kilka lat w domu. To taki pierwszy prosty przykład, można by je mnożyć, np. kolega syna 3-4 razy w tygodniu idzie cos zjeść na mieście, jest to nastolatek, więc wydatki są różne w okolicy 6-15 zł, tygodniowo, zatem wydaje średnio od 18 do nawet 60 zł, zabierając z domu dodatkowa kanapkę rodzina mogłaby sporo mniej wydać. Zatem by polepszyć nasza sytuację finansowa warto przyjrzeć się wydatkom zbędnym, które można zastąpić. Ja staram się piec ciastka, batony, kupować duże opakowania suszonych owoców i to często zabierają ze sobą domownicy, jako przekąskę, czasem mieszają sobie suszone owoce z nasionami dyni lub słonecznika, pakują to w woreczek strunowy i maja gotowa przekąskę. Z domu zabierają napój w bidonie i dzięki temu nasze wydatki zbędne maleją. W sezonie owocowym zamiast suszonych zabierają świeże owoce, domowe batony i nie czują się głodni po za domem.  





Naprawdę warto uczciwie przyjrzeć się własnym wydatkom i wydatkom domowników, przeanalizujcie to wspólnie, nie wykluczajcie z tego dzieci, nie udawajcie przed nimi, że nic się nie dzieje, potem możecie być ocenieni, jako kłamcy. Warto wspólnie podjąć wyzwanie naprawy domowych finansów.

piątek, 27 kwietnia 2018

Pasztet z soi i pieczarek




Ja już wiele razy pisałam jestem z urodzenia osoba roślinożerną głównie, mięso mogłoby nie być w moim jadłospisie.  Oczywiście robię dania mięsne, bo reszta rodziny uwielbia je i ciągle się dopomina o mięsko na obiad. Ja zaś postanowiłam, że trzeba iść za głosem organizmu, jeśli nie czuje się dobrze po zjedzeniu większej ilości mięsa to oznacza, że powinnam je unikać. Rodzina, zatem je roladę z boczku, a ja pasztet z soi. Właśnie ten pasztet s soi ostatnio mnie zachwycił, po raz pierwszy zrobiłam taki pasztet i po raz pierwszy go jadłam. Generalnie omijałam soje w mojej diecie, ale czymś trzeba zastąpić białko mięsne. Z racji, że przedwczesne dojrzewanie mi nie grozi, wręcz odwrotnie, jeśli mam kupować preparaty na bazie soi za jakiś czas, to może lepiej w miarę naturalnie je zastąpić. Tak, więc wprowadziłam do swojej diety więcej soi. Polecam gorąco ten pasztet, jest smaczny, smakuje jak pasztet drobiowy dla mięsożerców.




Składniki:
  • 400 g ziaren soi
  • 500 g pieczarek
  • 2 cebule
  • 1 marchewka
  • 6 łyżek kaszy kukurydzianej lub kaszy manny (ja nie jadam nic pszennego, więc padło na kasze kukurydzianą)
  • 2 łyżki majeranku
  • 1 łyżeczka cząbru
  • ½ łyżeczki pieprzu cayenne
  • 1 łyżeczka soli
  • oliwa lub masło klarowane do smażenia pieczarek oraz do polania/położenia na wierzch pasztetu do pieczenia
  • 1 jajko (można zastąpić 2 łyżkami mielonego siemienia)


Moczymy ziarno soi na noc (tak około 12 godzin), po tym czasie płuczemy ziarna i zalewamy woda tak z centymetr ponad powierzchnię, solimy wodę i gotujemy około 2 godzin na małym ogniu, po około 1,5 godzinie dokładamy obrana marchewkę do gotującej się soi. W między czasie siekamy cebule w drobna kostkę, myjemy i kroimy w plasterki pieczarki. Podduszamy cebulę na rozgrzanym tłuszczu i dokładamy pieczarki, dusimy je tak długo, aż odparują wodę. Odcedzamy na ssiecie miękka soją, studzimy wszystkie składniki, następnie mielimy w maszynce do mięsa (pieczarki, marchew i soję) używając sitka do maku, tego najmniejszego. Inaczej mielimy dwukrotnie, gdy nie mamy takiego sitka.  Do masy dokładamy kasze, jajko (lub siemię), przyprawiamy, wkładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia (ja użyłam takiej podłużnej formy), polewamy delikatnie wierzch oliwą lub układamy odrobinę masła klarowanego. Pieczemy pasztet 40 minut w temperaturze 180 stopni. W stosunku do mięsnego pasztetu jest on dużo tańszy, a zawiera sporo białka.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Oszczędzanie na.......zawołanie....




Ostatnio mocno zaniedbuję blog, ale jakoś tak się układa wiele spraw, że mało czasu na pisanie pozostaje. Najpierw mąż wrócił z treningu z promocją w postaci pękniętych dwóch żeber, potem zaczęły się formalności ze zmiana szkoły córce, obecnie chodzi do szkoły stacjonarnie i codziennie, z czego jest bardzo zadowolona, bo to taka szkoła, jakiej nigdy nie znałam. Teraz nadchodzące egzaminy gimnazjalne syna, oddawanie projektu itp. Po drodze były Mistrzostwa Polski Juniorów w Łucznictwie, więc zabrało to czas i tak ciągle coś się dzieje. Teraz rozpoczął się sezon ogrodowy, sianie, pielenie, nawożenie i sporo wymaga to pracy i uwagi.



Ostatnio mocno oszczędzam na wydatkach by przygotować nas dobrze do wakacji, zaplanowany już jest wyjazd nad morze całej rodziny na tydzień, potem dwa tygodnie dzieci na obozie i nasz w trójkę wyjazd w tym czasie na 5 dni w góry. Czy coś więcej nie wiem, raczej nie, bo funduszy braknie, ale i tak uważam, że to całkiem sporo wyjazdów, może uda nam się jeszcze gdzieś do znajomych zrobić szybki wypad, ale czas pokaże czy fundusze pozwolą.
Mocno, zatem pilnuję wydatków by można spokojnie wyjechać na zaplanowane wyjazdy, opracowuję żywienie, możliwość przewiezienia dań, by na miejscu tylko coś podgrzać. Bardzo dokładnie analizuje nasz jadłospis by był zdrowy, ale nie pochłaniał dużo pieniędzy, oraz by zawierał jakieś przysmaki w stylu ciasto, desery, batony lub domowa czekoladę. Mąż teraz wymagał diety bogatej w wapń, syn wysoko białkowej, więc to tez muszę uwzględnić, ale nadal pamiętać by koszty nie były za wysokie. Obecnie na piec osób udaje mi się zamknąć w 900 – 1000 zł, przypominam, że mam w domu dwóch dorosłych mężczyzn, jednego nastolatka i jedna nastolatkę oraz mnie. Wszyscy uprawiamy jakieś sporty córka (lat 14) i syn (lat 16) biorą udział w zawodach, więc to już nie tylko rekreacja.  
Dodatkowo muszę oszczędzać, bo straciłam jeden ząb i zbieram fundusze na jego rekonstrukcję, na szczęście koszty rozłożą się w czasie dość długim, więc mam nadzieję, że uda się t o w miarę bez boleśnie dla finansów.
Postanowiłam, że odzież kupuję tylko dzieciom, nam przerabiam lub szyję od początku nową, mam sporo zalegających szafę tkanin, więc wreszcie mam motywacje. Teściowa, co jakiś czas donosi nowe kawałki nowych tkanin, które dostaje od znajomej ze szwalni (kończą produkcję i zostaje, więc teściowa dostaje). Niestety wydajemy obecnie troszkę na nasiona i nawozy, choć i tu udało nam się zmniejszyć koszty i kupujemy taniej. Rozpadł nam się kompostownik, ale mąż zbuduje nowy sam z resztek drewna po budowie wiaty. I tak tworzymy zmniejszenie wydatków by oszczędzić na inne potrzeby lub przyjemności. 
Myślę, że w każdym domu znajdzie się cześć budżetu gdzie można zaoszczędzić i odłożyć na inne potrzebne lub przyjemne sprawy.

czwartek, 29 marca 2018

Zdrowy rozsądek przed świętami......




Wraz z nadejściem wiosny wszystko wokół budzi się do życia, nadchodzi czas świąteczny, pełen nadziej i radości. Często czas ten wiąże się z trudem sprostania wyzwaniu finansowo.  Postarajcie się zmienić myślenie z „postaw się, a zastaw się”, „na czym chata bogata tym rada”.   U mnie w domu rodzinnym nie było tradycji kupowania prezentów dzieciom na zajączka i podobnie nie wprowadziłam jej do mojego domu obecnie. W okresie wiosennym jest i tak sporo wydatków na odzież dla dzieci, często trzeba płacić zaliczki na wyjazdy wakacyjne, więc nie dokładamy sobie wydatków na prezenty dla dzieci z okazji tak zwanego zajączka. W świętach nie ma chodzi tylko o prezenty, jedzenie i ogrom wydatków i pracy. Owszem lubi jak zawsze dobrze zjeść, ale wszystko przygotujemy sami, córka ciągle dopytuje, kiedy będziemy razem gotować.

Dania, które przygotujemy to:
Żurek z kiełbasa i jajkami, zupa krem pomidorowa, golonka pieczona z kapustą kiszoną, kurczak cały nadziewany cebulą cytryną z rozmarynem i ziemniaczki, buraczki.
Sałatka jarzynowa, sałatka z tuńczyka z ananasem i ryżem, wędliny domowe (rolada z boczku, szynka w ziołach, pasztet, biała kiełbasa), śledzie w oleju, śledzie na ostro w pomidorach, ćwikła, jaja gotowane
Domowe pieczywa i ciasta – mazurek makowy, sernik, pleśniak.
Owoce, domowe wino i nalewka aroniowa.

Jak co roku wszystkie dania przygotowujemy wspólnie sami w domu, wiele produktów kupuje pomału wcześniej i co mogę przygotowuję, np. wędliny, golonka zapeklowana została i obgotowana w święta tylko ją upiekę.  Domownicy już są wprawieni w te przygotowania, więc wystarczą dwa dni na upieczeni i przyrządzenie całej reszty.
Ja na dwa tygodnie przed świętami wprowadzam detoks szafkowy, wyjadamy, co mamy, nie kupuje nowych produktów, potrawy przygotowane wcześniej na święta są nietykalne. Chodzi nam o to by oczyścić lodówkę i szafki przed świętami, łatwiej potem zadbać o ty by nic się po okresie świątecznym nie zmarnowało.
Pamiętajcie by zachować zdrowy rozsądek przy zakupach i wydatkach przed świątecznych.



poniedziałek, 12 marca 2018

Urodziny inaczej.....




Dwanaście dni temu, mąż obchodził 50 urodziny, mieliśmy zamiar wyprawić huczną uroczystość, na która odkładaliśmy jakiś czas pieniądze, ale w ostatniej chwili pojawił się inny pomysł. Zorganizowałam nasz wyjazd we dwoje do Wrocławia, taki trzydniowy wypad do eleganckiego hotel z basenem, siłownia i sauną. Owszem przygotowałam przyjęcie urodzinowe dla męża, ale tylko dla ścisłego grona dla nam najbliższych osób.  Był tort, świeczki, toasty, więc nic męża nie minęło w tak dla niego ważnym dniu. Resztę uzbieranej kwoty wydaliśmy na wyjazd we dwoje.  Dzięki temu mieliśmy okazję oderwać się od codzienności, miło spędzić czas we dwoje, sprawić by to były wyjątkowe dni i mogły pozostać w pamięci, jako ciepłe wspomnienie. Wcześniej planowałam dużą uroczystość w restauracji, ale doszłam do wniosku, że lepiej ten czas spędzić inaczej. Przypomniałam sobie jak mąż żałował (zresztą ja również), że mieliśmy duże wesele, że wydane zostały duże pieniądze, a i tak byli niezadowoleni weselnicy, że nigdy więcej by tego nie powtórzył, że wolałby wyjechać gdzieś za te pieniądze, ale niestety jego rodzina się uparła i już. Okazało się, że w nim to nadal siedzi zawzięcie, że nie był mocno przekonany do przyjęcia i że znowu czuł bezsens wydania pieniędzy i to nie małych.  Nie chciał już robić nic, bo tak wypada, przecież to jego urodziny, więc ma prawo do wyboru. Pozwoliłam mu wybrać i wyjechaliśmy.



Myślę, że powinniśmy zastanowić się czy robimy takie uroczystości dla nas czy bo tak wypada lub trzeba się pokazać. My od dawna żyjemy tak by to nam było wygodnie, a nie na pokaz i dla innych, nikt za nas nie przeżyje życia i mamy w nosie, co inni myślą o naszej decyzji odnośnie urodzin męża. Wesele, urodziny, jubileusz itp. To są uroczystości, które maja nam zostać w pamięci, jako miłe wspomnienie, a nie, jako uszarpanie się, wydanie pieniędzy i ogrom zmęczenia. Bardzo ważne jest by wydawać umiejętnie nasze pieniądze, wydawać każdy potrafi, ale już dobrze wydawać nie każdy. My uczymy się, co dzień rozsądnie gospodarować nasza gotówka, jeśli czegoś chcemy odkładamy na ten cel, ale to nie oznacza, że żyjemy wtedy w kompletnej ascezie, niedożywieni w łachmanach, chodzimy tylko pieszo i siedzimy po ciemku i w zimnym domu. Staramy się oszczędnie gospodarować naszymi pieniędzmi, zero jedzenia na mieście, książek, kapryśnie kupionych ubrań, układanie jadłospisu by planować zakupy. Będąc we Wrocławiu udało mi się nabyć książkę „Ekonomia Gastronomia” książka kusiła od dawna, ale niestety cena odpychała 64 zł, ale udało mi się ja nabyć za kwotę 15 zł w księgarni „Czytam Tanio”. Książka jest wszystkim tym, o czym ciągle pisze na blogu.  
Jeśli czegoś pragniecie, a Was na to nie stać można poczekać, odłożyć, ograniczyć wydatki, żyć oszczędniej i z uwaga. Prowadzić budżet i możemy sięgnąć po nasz cel.
„Chcieć to móc, a móc to chcieć”

środa, 21 lutego 2018

Risotto z tuńczykiem i zielonym groszkiem




Kolejne szybkie domowe danie na kolację, obiad wedle potrzeby. Trafiłam na nie wyrywając kolejną kartkę z kalendarza w zeszłym roku, zaciekawiło mnie, zrobiłam i mogę polecić. Jest bardzo proste w wykonaniu, nie wymaga umiejętności master, więc spokojnie każdy je zrobi.




Potrzebujemy:

  • puszkę tuńczyka (nie ważne czy to kawałki, czy cały)
  • puszkę groszku zielonego (ja używam mrożony, więc ugotowałam kubek mrożonego groszku)
  • cebulę
  • 2 szklanki ryżu
  • tłuszcz do smażenia (ja użyłam smalcu, można użyć oliwy, oleju)
  • 2 ząbki czosnku
  • pieprz, sól do smaku


Gotujemy ryż na sypko, cebulę siekamy na drobną kostkę, tuńczyka odsączamy z zalewy, groszek również, jeśli mamy mrożony to gotujemy nie za długo by się nie rozpadł potem w czasie smażenia, czosnek drobno siekamy. Na głębokiej patelni rozgrzewamy tłuszcz i szklimy cebule oraz czosnek dodajemy ryż, a następnie, gdy połączymy ryż z cebulą i czosnkiem dokładamy tuńczyka i groszek, wszystko dokładnie mieszamy i około 5 minut podsmażamy na średnim ogniu, przyprawiamy do smaku i gotowe. Ryz można ugotować sobie dzień wcześniej i po powrocie z pracy mamy w chwilę smaczne, pożywne i zdrowe danie. W sumie nie jest też to drogie danie mimo użycia tuńczyka. Moja rodzina polubiła to danie, nawet najstarszy syn, który ma do ryb bardzo zróżnicowany stosunek niż reszta rodziny to danie zjada ze smakiem.

piątek, 16 lutego 2018

A gdyby tak rok nie kupować ubrań, książek, gier i butów??




Dawno temu pisałam post o detoksie szafkowym, ale pomyślałam sobie, że ten detoks można rozszerzyć na więcej niż tylko żywność.  Czy to tak trudne, gdy wyznaczamy sobie cel powód oszczędzania zacząć ograniczać inne wydatki? Najwięcej zapytań dostaję o ograniczenie wydatków na żywność, ale przecież to nie jest nasze jedyne źródło upłynniania pieniędzy z budżetu.
A gdyby tak ograniczyć przez rok zupełnie kupowanie odzieży i obuwia, książek, kosmetyków, tak na próbę jak to jest można wyznaczyć sobie np. połowę tego okresu, oczywiście to nie oznacza, że zaraz po tym biegniemy do sklepu i zapychamy szafy.




Tak sobie myślę, że można podejść do takiego detoksu bardzo racjonalnie, nie chodzi o chodzenie jak bezdomny, ale tez nie łapanie każdej przeceny i okazji w sklepie.
Jeśli byśmy zaczęli kupować tylko w sytuacjach naprawdę awaryjnych, a nie dla zaspokojenia przyjemności z zakupów można by sporo zaoszczędzić przez taki rok.  Czyli gdy ulegnie zniszczeniu nasza para butów zastanawiamy się najpierw czy nie mamy czym jej zastąpić przeglądając czeluści naszych szaf, a gdy okaże się, że nie mamy czym zastąpić np. pary tenisówek bo nie mamy żadnego podobnego obuwia w szafie, możemy jeszcze żartobliwie zapytać kogoś czy mu nie zalega taka para tenisówek, bo przydały by się. Uwierzcie mi możecie być naprawdę zaskoczeni tym, że wiele osób trzyma rzeczy tak, bo są ok, ale ich zupełnie nie używa. Często są to rzeczy prawie nieużywane, a takie tenisówki można zwyczajnie wyprać i nic nam nie grozi.
Podobnie zróbmy z ubraniami, każdy z nas ma całkiem sensowna szafę ubrań w obecnych czasach, zatem gdy coś na się zniszczy nie biegnijmy od razu do sklepu tylko wykonajmy ten sam manewr, co z butami.
Kosmetyki, czasem kupujemy więcej zwłaszcza kosmetyków kolorowych, a gdy by tak zejść do pewnego zestawu, a potem tylko uzupełniać braki. Podobnie z szamponami, odzywkami itd. Nie obstawiajmy łazienki wieloma szamponami, jeśli nam z jakiś powodów nie pasuje szampon, to zapytajcie znajomych czy nie maja podobnego problemu z innym szamponem i wtedy może warto się zamienić, każdy poczuje ulgę i dostanie możliwość wykorzystania innego kosmetyku. Tylko musicie przyjąć zasadę, że nie patrzycie na cenę i nie oczekujecie wyrównania kosztów.
Książki, gry planszowe to świetny temat dla rynku wtórnego, przekazujemy sobie nawzajem np. gry, bo jak długo cieszy nas jedna gra, a potem zalega na półce, wiem, że są w niektórych miastach nawet spotkania z takimi wymianami, podobnie z odzieżą.
Myślę, że z takiego detoksu może wyniknąć wiele ciekawych i pożytecznych rzeczy np. poznamy nowych ludzi chcą się wymieniać grami, ubraniami. Na pewno powstaną duże oszczędności finansowe, może odnajdziemy w swych szafach zapomniane ubrania i skomponujemy nowe zestawy odzieżowe.
Myślę, że raz na jakiś czas nawet nie z powodu braku finansów, ale dla oczyszczenia przestrzeni warto podjąć takie wyzwanie.

Czasem kupujemy pod wpływem impulsu, a potem ta rzecz nam zalega, jest zbędna, można się wymienić z kimś innym lub mu podarować, czasem utknie w naszej szafie i zupełnie o niej zapomnimy. Oczyszczanie naszej przestrzeni powoduje wiele dobra dla naszej psychiki jak to gdzieś przeczytałam „chcesz odnieść sukces, zacznij od pościelenia łózka”, myślę, że chodzi tu o zrobienie porządków w swoim otoczeniu by móc zrobić porządki w swojej głowie, w samym sobie. 

środa, 14 lutego 2018

Nie żyjmy na pokaz!!! Żyjmy wedle własnego sumienia i potrzeb!!



Doświadczenia nas zmieniają. Jesteśmy sumą doświadczeń.


Dzięki temu, że ciągle się zmieniamy, dojrzewamy, uczymy się nowych rzeczy stajemy się inni, czasem ludzie wytykają, że się zmieniliśmy, ale na tym polega życie, że nie jesteśmy tacy jak kiedyś. Ale to jest właśnie życie i to jest wspaniałe. Nie będziemy całe życie dopasowywać się do oczekiwań innych ludzi, bo przez to zatracamy samych siebie, zapominamy, kim jesteśmy, kim chcieliśmy być, przestajemy podążać za marzeniami.
Rany ile ja lat uczyłam się asertywności, dziś nie zawsze jestem asertywna, wcześniej żyłam by przystosować się do spełniania oczekiwań i potrzeb innych, nie moich. Ile lat walczyłam z poczuciem winy wywołanym przez toksyczne relacje.
Podoba mi się tekst mojej teściowej - teraz to ja jestem najszczęśliwsza z całego życia, nie przejmuję się, co myślą o mnie inni, robię co chcę - gotuje, śpię, chodzę gdzie chcę, ubieram się w to co lubię, a nie to co innym się podoba.  Jestem nareszcie wolną osobą, wyzwoliłam się z pod despotyzmu męża i dopiero teraz to widzę ile straciłam w życiu.
Myślę, że warto zastanowić się nad naszymi relacjami z innymi, patrząc na nią, widząc jak chce przeżyć ten czas łapiąc każdą chwilkę jak nadrabia stracone lata.
Nie można odkładać życia na jutro. Nie można szukać wymówek i czekać na sprzyjające okoliczności, trzeba zadbać o "własny kawałek tortu".
Ja dopiero teraz krok po kroku realizuję swoje plany z przed lat, staram się być dobra dla siebie i o siebie dbać. Wcześniej żyłam z ciągłym poczuciem winy, z myślą, że nic mi się nie należ, na nic nie zasługuję. Niestety takie odczucia wywołuje tkwienie w toksycznych relacjach, z których warto się uwolnić. Czasem tkwimy w nich z poczucia obowiązku, z leku przed zmianami, obawą we własne siły i możliwości, strachu przed opinią innych. Ale nikt nie przeżyje życia za Was, a potem będzie żal, tak wielu rzeczy żałujemy z każdym rokiem, pamiętajcie nigdy nie jest za późno by to zmienić.
Ostatnio oglądałam dokument o kobiecie, która w wieku 57 lat zaczęła studiować i ukończyła studia w pełnym wymiarze 5 lat, zdobyła tytuł magistra. Ktoś powie, ale, po co jej to, przecież nic już z tym nie zrobi. Owszem, kariery nie pchnie i wysokich stanowisk nie zajmie dzięki tylko temu dyplomowi, ale zrealizowała swoje pragnienie, które miała w sobie od zawsze. Jak dla mnie nie istotne jest, że poświęciła 5 lat na zdobycie czegoś, co nie zmieni jej kariery, ja widzę kobietę, która zrealizowała swoje pragnienie, po prostu spełniła siebie.  
Gonimy za pieniędzmi by kupować nowe rzeczy, ale czy są to rzeczy, które my chcemy mieć, czy są to rzeczy, które wypada mieć? Jedziemy na wakacje w miejsca, w które inni jadą, ale czy zawsze chcemy tam jechać? Czy są to nasze pragnienia, czy w każdy urlop musimy wyjechać? Ja lubię czasem zamiast wydać pieniędzy na kwaterę wydać je w moim mieście na rozrywki, poczuć, że robię, co chce. A że nie będę się chwaliła zdjęciami z plaży na portalu społecznościowym, a co mnie to obchodzi, ludzie, którzy je obejrzą zapomną po 2 godzinach gdzie ja byłam na urlopie. Ja nie żyję na pokaz, ja żyje dla siebie i rodziny.
Na pewno każdy z Was widział w Internecie zdjęcia pokazujące fantastyczne wydarzenia z życia, ale również pokazujące drugą stronę medali, że bywają one fikcją stworzoną w celu zaimponowania innym. W jakim my świecie żyjemy? Czy tylko potrafimy żyć na pokaz? Czy nie ważniejsze są chwile, które przeżyję naprawdę i czy muszę się nimi dzielić z całym światem? Jak dla mnie zupełnie niezrozumiały pęd do fikcji i aplauzu, a nie do prawdziwej istoty życia. Skupiamy się na pokazywaniu naszego „idealnego” życia, a nie na samym życiu, gonimy za pieniędzmi by dorównać temu fikcyjnemu życiu widzianemu w Internecie, tv, gazetach, a nie skupiamy się na prawdziwym życiu, które uszczęśliwi nas, a nie innych. Czy fakt, że zamiast spędzić wieczór sobotni w modnym klubie wolę iść na spacer z mężem jest zły, pobiegać, czy poczytać jest złe. Niestety dla wielu mało medialne, więc odrzuca to, co chciałby robić i robi to, co jest godne pokazania. To takie w sumie plastikowe życie.
Pamiętajcie, że co jest ok dla jednych nie musi być ok dla innych. Jeden będzie czerpał z życia imprezując i to mu odpowiada, a inny pielęgnując zioła na parapecie i medytując będzie czuł się szczęśliwy. Trzeba podążać za własnymi pragnieniami, a nie za show dla innych.

Dziś przeczytałam takie zdanie w Internecie:

„W Internecie możesz być tym, kim zechcesz. Dziwne jest to, że większość ludzi wybiera bycie debilem”  

poniedziałek, 12 lutego 2018

Pączki owsiano - żytnie z ziemniakami



Dla tych osób, które ze swojej diety wykluczyły pszenice polecam pączki owsiano -żytnie, zrobiłam po raz pierwszy wyszło mi 23 sztuki i zostały pochłonięte w jeden wieczór przez 5 osób, zatem nie mam pojęcia czy można je przechowywać na drugi dzień, mrozić itd.  






Składniki:
  • 300 g mąki żytniej 720
  • 300 g mąki owsianej
  • 300 g ugotowanych i zmielonych ziemniaków
  • 60 ml mleka (może być dowolne)
  • 30 g drożdży świeżych
  • 5 łyżek cukru
  • 4 jajka
  • 100 g oleju lub rozpuszczonego masła/margaryny
  • 1 łyżka octu
  • marmolada/dżem/krem czekoladowy/masa korówkowa/toffi, (na co mamy chęć)
  • olej lub smalec do smażenia (ja smażyłam na smalcu, użyłam 2 paczek)
  • cukier puder do posypania



Drożdże rozprowadzamy z letnim mlekiem, dodajemy łyżkę cukru i łyżkę maki żytniej.  Dokładnie wszystko mieszamy i odstawiamy do rośnięcia w ciepłe miejsce. Gdy pojawi się piana na powierzchni rozczyn jest gotowy.  W przesiewamy mąki do miski, a następnie mieszamy wszystkie składniki razem. Zagniatamy dość gęste ciasto, nie powinno się rozlewać, ale również nie kruszyć. Jeśli jest zbyt płynne to dokładamy odrobinę mąki, jeśli zbyt gest dolewamy mleko. Odstawiamy ciasto na godzinkę w miejsce przykrytej ściereczką. Po tym czasie rozwałkowujemy ciasto i wycinamy szklanką krążki na jeden krążek nakładamy nadzienie, a drugim przykrywamy i zalepiamy boki dokładnie, by w czasie smażenia nie wypłynęło nam nadzienie.  Odstawiamy pączki do wyrośnięcia przez około 30 minut. Następnie rozgrzewamy tłuszcz i smażymy pączki, temperatura nie może być zbyt wysoka, bo pączki zaczną się szybko przypalać, a będą surowe wewnątrz, lepiej smażyć je odrobinę dłużej, ale mamy wtedy pewność, że nie będą surowe. Po wyjęciu z tłuszczu układamy na talerzu wyłożonym papierowym ręcznikiem w celu odsączenia tłuszczu, następnie przekładamy na talerz już bez ręcznika i posypujemy paczki cukrem pudrem. Smacznego!!!
Od lat nie kupujemy pączków gotowych ani chrustów, wolimy własne domowe wyroby o znanym nam składzie. 

czwartek, 25 stycznia 2018

Rolada ziołowo - czosnkowa




Ostatnio używam w kuchni sporo mięty, nie tylko, jako herbatkę do parzenia, ale również, jako składnik marynat, czy farszy.  Dwa tygodnie temu zrobiłam roladę z boczku w ziołowym nadzieniem, wyszła tak smaczna, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia, muszę sobie wyrobić nawyk fotografowania przed oddaniem do degustacji, bo potem różnie bywa. A zawsze najpierw daję do spróbowania, a jak wszystkim smakuję to sobie myślę, podzielę się z Wami przepisem, a tu często już nie ma co sfotografować.


Składniki:
  • 1-1,5 kg chudego, cienkiego boczku bez kości
  • 7 ząbków czosnku
  • Po ½ łyżeczki suszonych przypraw: szałwii, mięty, cząbru, bazylii, i majeranku
  • łyżka oleju lub oliwy
  • łyżka octu winnego białego (może być białe wino)
  • ½ szklanki wody
  • ćwierć łyżeczki pieprzu czarnego
  • łyżeczka soli

Ja zioła lekko ucieram w moździerzu, ale nie jest to konieczne, czosnek obieramy i ścieramy lub przeciskamy przez praskę, ucieramy go z solą. Następnie łączymy wszystkie przyprawy wraz z czosnkiem i oliwa i octem. Boczek myjemy osuszamy dokładnie wcieramy w niego pastę powstałą z przypraw, ciasno rolujemy i sznurujemy (ja używam bawełnianego sznurka do wędlin można go kupić np. w OBI, Castoramie, Mrówce), odstawiamy roladę najlepiej na noc do lodówki. Może stać spokojnie 24 godziny, czyli przygotowujemy jednego dnia wieczorem, a drugiego ją pieczemy wieczorem. Nagrzewamy piecyk do 180 stopni i pieczemy roladę w naczyniu zamykanym lub rękawie do pieczenia, ja piekę w naczyniu, więc podlewam ½ szklanki wody do naczynia roladę i wstawiam na 60 minut, po tym czasie naczynie otwieram i dopiekam jeszcze przez 30 minut. Jeśli pieczemy w rękawie, to przed zamknięciem podlewamy woda, można również podlać bulionem/rosołem lub białym winem. Po 60 minutach rozcinamy rękaw i dopiekamy przez 30 minut.  Rozcinamy sznurek dopiero po zupełnym ostygnięciu mięsa, najlepiej na drugi dzień, choć u mnie i tak rolada zostaje podcinana z każdej strony. Niektórzy zamiast sznurka używają foli aluminiowej i zawijają roladę na noc w folię, a następnie w niej pieką mięso, bez rumienienia, rozwijają całość dopiero po wystygnięciu. Ja osobiście nie używam foli aluminiowej u siebie w kuchni, więc te metodę mogę tylko polecić z informacji innych osób, a nie własnego doświadczenia.  Rolada spokojnie może być przechowywana przez 7 dni w lodówce, ale można również część zamrozić. 

wtorek, 16 stycznia 2018

Czas.....




Często pytacie skąd ja biorę czas na wypieki, przygotowywanie obiadów, porządki, prace, wychowanie dzieci, prace w ogrodzie itd. (kolejność przypadkowa).  Odpowiadam za zwyczaj – nie posiadam telewizji, nie gram w gry komputerowe, a na przeglądanie Internetu wyznaczam sobie czas około 30 minut dziennie.  Co niektórzy reagują dość agresywnie i z duża ironia na moja odpowiedź i uparcie twierdzą, że to wierutne kłamstwo, iż po rezygnacji z seriali, gier itp. Mogę sobie pozwolić na prowadzenie domu jak w okresie PRL-u. Ostatnio gdzieś widziałam dane statystyczne na temat czasu spędzanego przed tv i komórką, na stronach portali społecznościowych.  Badania wykazały, że te rozrywki zabierają nam około 4 godzin dziennie.  Zatem jeśli z tego czasu odejmiemy, choć by połowę to wystarczy już, by móc żywić rodzinę domowymi przysmakami.  Ja w sobotę rano przygotowałam trzy pieczenie, roladę boczkowa, szynkę i karczek, włożyłam szynkę u karczek w marynatę, zaś roladę nadziałam, zasznurowałam i odstawiłam do lodówki, zajęło mi to około 30 minut.  W niedzielę rano rozpoczęłam pieczenie, owszem zajęło mi to sporo czasu, ale ja nie musiałam tego czasu spędzić na wpatrywaniu się w piecyk, mogłam robić dowolnie to, na co miałam ochotę. Na obiad odgrzałam wcześniej zawekowane flaki wołowe, przygotowane przed sylwestrem, a na drugie danie zrobiłam risotto z zielonym groszkiem i tuńczyka. Po takiej niedzieli mam gotowe wędliny do pieczywa na około 2 tygodnie. Jeśli dołożę pomiędzy pastę z fasoli, jajeczną i z makreli np. to spokojnie na 3 tygodnie wystarczy wędlin.  Chleb piekę dwa razy w tygodniu, jest nas pięcioro, a w tym 3 mężczyzn, z czego dwóch uprawia intensywnie sport (młodszy syn i maż), oraz córkę, która jest szalona na punkcie sportu i ma 5 razy w tygodniu treningi, dołączyła do uprawiania Yogi ze mną w domu (ja raz w tygodniu jestem w szkole Yogi, a codziennie praktykuje w domu). Więc ogólnie jedzenie u nas znika w szybkim tempie.


Tak możemy rozliczyć swój czas dobowy, już kiedyś pisałam o tym, jak sprawdzić na co wykorzystujemy nasz czas. :) 

Wracając do czasu, trzeba się nauczyć panować nad czasem, ja dawno, dawno temu zdając na stopnie starszo harcerskie uczyłam się tego przez dokładne planowanie dnia i go następnie rozliczanie, ostatnio trafiłam na moje pamiętniki i jestem zaskoczona, że, pomimo że podróżowałam tylko środkami komunikacji miejskiej lub pieszo udawało mi się załatwić sprawy w różnych częściach miasta, a przecież w tamtym okresie uczyłam się, pracowałam i prowadziłam drużynę harcerską.  Więc jak widać jest to tylko kwestia dobrego planowania i chęci.
Kiedyś kobiety były owszem w pracy 8 godzin, ale kolejne godziny spędzały na zdobywaniu jedzenia, ja jestem z tego pokolenie, które musiało chodzić rodzinnie na zakupy by więcej kupić, bo np. sprzedawano po paczce masła na osobę.  Jako młoda mężatka na dorobku podróżowałam z mężem na targ by tam zrobić zakupy w niższej cenie, nie posiadaliśmy samochodu, a z komunikacją miejska różnie bywało, często nie było rozkładu godzinowego, jechało się na wyczucie. Moja babka to pokolenie przedwojenne, matka pokolenie urodzone w czasie wojny, kobiety nie miały nowoczesnych urządzeń, musiały robić przetwory na zimę, gotować wszystko od podstaw, na chleb na święta musiały się zapisać. Często same szyły, cerowały odzież, a był to czas, że dla męża to była uwłaczająca jego godności praca. Łatwo im nie było i zupełnie im nie zazdroszczę. Ale dawały radę, znosiły to często w milczeniu, z godnością i podniesiona głową.
Teraz tak często słyszę, że na wszystko brak czasu, spotkania towarzyskie bywa, że ograniczają się do telefonu lub wymiany zdań na portalu społecznościowym, imieniny kiedyś obowiązkowy punkt spotkań towarzyskich dziś pomalutku odchodzą w zapomnienie.  Czy tak naprawdę wszyscy pracujemy po 10 i więcej godzin dziennie? Czy nie mamy codziennie czasu? Czy jesteśmy tak serio zagonieni, czy też tak poddajemy się rytmowi otoczenia i bezwiednemu powtarzaniu – nie mam czasu?
Zróbcie sobie bilans zużycia własnego czasu, tak dla siebie, tak z ciekawości. Oglądanie seriali, pogaduszki w sieciach społecznościowych, gry na telefonie – to są tylko wybrane czynności, które zajmują nam niesamowicie wiele czasu. Ten czas można by było spędzić na bardziej pożytecznych rzeczach, polepszając sobie dzięki temu swoje życie.

Bo patrząc na wszystko z boku wydaje się, że tak jesteśmy wszyscy zajęci, że nie mam czasu żyć. 

czwartek, 4 stycznia 2018

Weekend bez tv, komputera i telefonu komórkowego? Czy to możliwe?




Czy jesteście gotowi na weekend bez technologii??
Nie dotykać komputera, nie przesiadywać przed tv, nie bawić się telefonem. Telefon tylko do dzwonienia jak dawniej?



Wszędzie nagłaśnia się temat szkodliwości promieniowania z sieci komórkowej, wpływu ekranów komputera i tv na mózg, na pracę gałek ocznych itd.
Powstały strony w Internecie gdzie promuje się mniej telewizji więcej obcowania z drugim człowiekiem.
Jak obecnie spędzają czas rodziny w weekend?
Bardzo często wraz z pobudką włączany jest telewizor i towarzyszy jej do końca dnia, do tego dzieci dostają czas z komputerem, dorośli sięgają po komórki i się nimi bawią. Tak się dzieje przy dobrych wiatrach, niektórzy w weekend nadganiają prace, naukę i siedzą przed monitorami komputerów wiele godzin.
A gdyby tak sobie założyć, że choć co drugi weekend w miesiącu robimy anty technologiczny? Taki jak za czasów przed tv, komórkowy i komputerowy. Może warto w taki czas wyjść na spacer, spotkać się ze znajomymi, ale bez zaglądania, co tam na portalu społecznościowym słychać, bez zerkania na wiadomości w telefonie, ot tak zwyczajne spotkanie towarzyskie. Wiem, że są grupy ludzi, którzy spotykając się ze sobą odkładają telefony przy wejściu do specjalnie przygotowanego koszyczka, tam wkładają telefony również gospodarze i spotkanie staje się czasem wolnym od innych osób po za tymi, co są w pomieszczeniu. Może warto zaczerpnąć ten pomysł?
Rodzina naszych znajomych wycisza komórki na czas wspólnego posiłku lub wspólnie spędzanego czasu, nie zaglądają, nie nasłuchują, zwyczajnie wyciszają i odkładają w jedno miejsce telefony.
U nas o godzinie 21.00 telefony są wyciszane, wyłączone wszelkie dodatkowe zastosowania i odkładamy do pomieszczenia, w którym nie śpi nikt, mąż ma włączona funkcję nie przeszkadzać i wpisane tylko te telefony, które są istotne by je odebrać bez względu na porę, więc u niego dźwięk pozostaje włączony, reszta jak to mówimy idzie spać. W tym czasie zazwyczaj następuje ich ładowanie. Podobnie ma się sprawa Wifi, które jest wyłączane od godziny 22.00 w całym domu.
Dzieci nie posiadają tv w pokojach, najstarszy syn ma monitor i dysk do odtwarzania domowych filmów, dostał go po 18 urodzinach (zakupiony za uzbierane pieniądze), młodszy syn ma komputer (nie da się na nim grać ma za słabe parametry), który dostał po 15 urodzinach. Córka nie posiada tv ani komputera, przyjdzie na nią czas.
Staramy się uczyć dzieci, że to są wspaniałe wynalazki, owszem potrzebne, ale należy podchodzić do nich z rozwagą i świadomością. Internet jest jak młotek, dobrym narzędziem, ale źle wykorzystanym staje się niebezpieczne.
Maż pracując w branży IT styka się z całym brudem, który krąży w sieci i mamy pełen obraz „dobrodziejstwa”, który również niesie ten świat ze sobą.  
Dwa dni bez tych cudów techniki nikomu nie powinny zaszkodzić, czasem mogą uświadomić nam fakt uzależnienia od nich. Dzięki temu możemy starać się podejść do problemu świadomie, nie wypierać go i nie zaprzeczać.
Spędzając czas z rodziną możemy ich lepiej poznać, w ciągu tygodnia jesteśmy zazwyczaj tak zabiegani, że ograniczamy się do zdawkowych pytań, – co w szkole, co u Ciebie, co w pracy itd. W sumie często nie mamy czasu na rozwinięcie tematy tylko z poczucia obowiązku lub grzeczności je zadajemy. Wybierając mądrą grę planszową możemy poruszyć tematy niedostępne w zwykłej rozmowie, będąc na wspólnym spacerze też jest czas na rozmowę, na swobodny przepływ myśli, na poukładanie codzienności.
Odpoczynek dla oczu też jest ważny, spacerując robimy dużo dobrego dla swojego zdrowia, a co za tym idzie oszczędzamy pieniądze na lekach, lekarzach, odpoczywając prawdziwie relaksujemy się i dzięki temu łatwiej znosimy tydzień pracy.  A dzięki temu jesteśmy wydajniejsi i może nawet więcej zarobimy lub mniej stracimy podejmując rozważne decyzje. Przemęczenie jest bardzo złe dla naszego organizmu, postrzegania rzeczywistości oraz odporności na choroby. Dajmy sobie czas na przerwę, ale taką zupełnie oderwaną od codzienności, czas na książkę, hobby, ćwiczenia, spacer, spotkanie ze znajomym/rodziną, wspólne gotowanie, rozmowy.
Hmm, nie pomne, że dodatkowo oszczędzicie prąd, który czerpią te wszystkie urządzenia. Nauczcie się odpoczywać prawdziwie, dajcie odpocząć swoim oczom, stawom, mięśniom, myślom, odetchnijcie w weekend, pobłądzicie z druga osoba.
Nie pędzicie do centrów handlowych, postarajcie się, choć co drugi weekend odciąć się od tych wszystkich pokus – zakupy, komputer, tv, komórka.
Po prostu zadbajcie o siebie i swoich bliskich. Ja wiem początki będą trudne, będzie bunt i pokusa, ale myślę, że warto o to zawalczyć.  
My z mężem jesteśmy z tego pokolenia, które tak spędzało właśnie czas w dzieciństwie, potem, jako małżeństwo również, nawet często w gry komputerowe graliśmy w większym gronie, jedna osoba obsługiwała komputer a reszta zastanawiała się nad kolejnym krokiem. Czyli spędzaliśmy czas razem z innymi, a że gier było mało, to te sytuacje należały do bardzo rzadkich.

Nie zapominajcie o drugim człowieku, zadbajcie o zdrowe relacje…….

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Sylwestrowa noc




Nadszedł Nowy 2018 Rok, metrykalnie przybył nam kolejny rok.
Na pewno powstało wiele postanowień, jak to mawiają – z Nowym Rokiem nowym krokiem!

Każdy na swój sposób spędził tę ostatnią noc 2017 roku, jedni na hucznych zabawach, inni w gronie znajomych, rodziny, samotnie, w pracy, a inni po prostu przesypiając ten moment, gdy wybiła północ.
Obojętnie, w jaki sposób lubimy, chcemy lub musimy przeżyć Sylwester nie ma on wpływu na nasz kolejny rok, nie wierzę w przesądy typu, jaki masz Sylwester taki cały rok, bo niektórzy musieliby cały rok kaca kurować, a inni np. cały rok grali by tylko w gry komputerowe lub spali.





Jedna rzecz, co roku mnie zdumiewa – ile pieniędzy wylatuje z dymem w powietrze, od lat nie kupuję żadnych fajerwerków, a już od czasu jak mamy psiaka nie ma mowy o takich atrakcjach, mimo, że nasz pies zupełnie się nie boi hałasu, szczeka na burze i huk fajerwerków. 
Tak wiele zwierzaków musi spędzić ten wieczór na środkach uspokajających, tak wielu właścicieli nie może wyjść z domu na spacer z psiakiem.
Druga sprawa to pieniądze, szkoda mi przez chwilkę puścić z dymem 100-200 zł, a często wylatuje dużo więcej. Nie kupuje nawet zimnych ogni. Wolimy te pieniądze wydać na realną rozrywkę – kino, jakiś fajny przysmak, na który szkoda nam pieniędzy, na grę planszową, książki itd.
Po takim pokazie fajerwerków, ulice są zaśmiecone, ludzie pozostawili na nich butelki, z których wystrzelili fajerwerki, paczki po wyrzutniach, patyki, papiery, całe miasto wyglądało jak by wichura rozrzuciła śmieci.
Bardzo często strzelają osoby już pod wpływem alkoholu i dodatkowo staje się ta rozrywka mocno niebezpieczna.
Zorganizowane, zaplanowane przez firmy pokazy fajerwerków cieszą zmysły, jest widowiskowe i czemu nie. Jest przeprowadzone w kontrolowanych warunkach, przez specjalistów i wszystko jest jak należy.

Wiem, wiem zrządzę, ale jako urodzona minimalistka, ekolog, wielbicielka zwierzą i życia nie potrafię jakoś ułożyć sobie tego narodowego wystrzału milionów z dymem.
Nie oskarżam nikogo, to jest mój i tylko mój punkt widzenia, dla mnie to szkody w portfelu, przyrodzie i czystości miasta.  Ale każdy ma prawo do własnych przekonań i wydawania pieniędzy. 

Ostatnio w Internecie krążył tekst – „Zamiast wydać 10 zł na fajerwerki, wydaj je na karmę do schroniska dla zwierząt” była akcja w naszym MDK-u i naprawdę niewiele zebrano karmy.