środa, 12 grudnia 2018

Samodzielny masaż twarzy - młody wygląd bez skalpela i botoksu.




Wielokrotnie pisałam, że jestem przeciwniczką operacji plastycznych upiększających, ingerencji typu wypełnianie zmarszczek, ale to nie znaczy, że nie mam ochoty i nie interesuje mnie naturalne dbanie o ładny wygląd skóry i utrzymanie młodego wyglądu. Preferuję naturalne metody np. masaż, ćwiczenia twarzy, naturalne maseczki, peeling, okłady, naklepywanie, dieta, sen, spacery, ruch itp.
Dziś chce Wam pokazać sposób, który opisano w ubiegłym wieku, ale mam wrażenie, że powstał dużo wcześniej niż pojawił się w książce z 1966 roku „Uroda i zdrowie”, która napisali Halina i Henryk Kocznorowscy. Została wydana jak to w ówczesnych czasach najczęściej bywało, a może tylko i wyłącznie takie pozycje były wydawane przez Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich.

Ale do rzeczy, opisze dokładnie wszystko tak jak jest w książce, fotografie pochodzą z tej książki, więc jakość jest, jaka jest.

„Masaż ma na celu, przez pobudzenie krążenia krwi utrzymanie skóry i mięśni w stanie elastyczności jędrności. Masażu nie wykonujemy przy zanieczyszczonej cerze (liszaje, krosty), może on pogorszyć stan skóry. Masaż powinien być wykonywany od 30 roku życia.
Przed przystąpieniem do tego zabiegu, który przy więdnącej cerze można stosować 2-3 razy w tygodniu, trzeba oczyścić twarz, umyć starannie ręce, posmarować skórę twarzy dobrym, tłustym kremem odżywczym. Masując twarz nie można zapomnieć o szyi, której skóra więdnie znacznie wcześniej niż skóra twarzy. Na ręce, dla lepszego poślizgu najemy świeżego oleju jadalnego (oliwy) i przystępujemy do wykonanie masażu w sposób niżej opisany.



Ruchy masażu zaczynamy od czoła.
  1. Czoło masujemy palcami obu rak, prowadząc ruchy od nasady ku skroniom.
  2. Przytrzymując lewą ręką skórę lewej skroni, palcami prawej masujemy ruchami kolistymi czoło od lewej strony do prawej. Następnie powtarzamy ten ruch, wykonując go ręką lewą: posuwamy się od strony prawej do lewej.
  3. Opuszkami palców lekko naklepujemy skórę pod oczami, prowadząc ruchy od skroni do nasady nosa. Następnie masujemy lekko palcami wskazującymi od nasady nosa, prowadząc ruch pod łukiem brwiowym do zewnętrznego kata oka.
  4. Przechodząc do dolnych partii twarzy, masujemy półkoliście okolice ust, zgiętymi, wskazującymi palcami obydwu rąk, rozpoczynając ruch od dołu twarzy (od środka brody) i prowadzącego w kierunku nozdrza nosa.
  5. Zgiętymi wskazującymi palcami obydwu rak, półkoliście masujemy policzki, prowadząc ruchy od nozdrzy ku skroniom.
  6. Ruchami kolistymi masujemy (najlepiej kciukami) nos równocześnie z obydwu stron, prowadząc ruchy od nasady nosa do nozdrzy.
  7. Palcami wskazującymi i kciukami leciutko szczypiemy mięśnie policzków, prowadząc ruchy od brody do oczu.
  8. Opierając palce wskazujące o kości policzkowe, masujemy podbródek kciukami obydwu rak na przemian.
  9. Czterema palcami każdej z rak naklepujemy lekko policzki, prowadząc ruch od kości szczękowych do dolnych skroni.
  10. Masaż twarzy zakończymy łagodnymi ruchami głaskającymi, wykonanymi wierzchem obydwu dłoni, ruchami prowadzącymi od dołu twarzy ku skroniom.
  11. Obiema zaokrąglonymi dłońmi masujemy na przemian szyję od nasady aż do brody. Każdy z ruchów masażu wykonujemy 5-6 razy. Masaż należy kończyć, gdy skóra rozgrzeje się i zaróżowi, przeważnie po około 5 minutach. 





Po masażu najlepiej przetrzeć twarz i szyję szmatką zmoczoną w gorącej wodzie i mocno odciśnięte."





wtorek, 11 grudnia 2018

Kluski ziemniaczane nadziewane soczewicą.




Pomysł na kluski zaczerpnięty z książki Smakoterapia (moje ostatnie odkrycie), bardzo sycące i smaczne. Nie wymagają zdolności kulinarnych na poziomie master, wystarczy ogólne pojęcie na temat gotowania i choć raz w życiu zrobienia klusek śląskich. Rodzina wcześniej jadała takie kluski głównie w wersji z mięsem, tym razem z soczewica, uznali, że nawet smaczniejsze niż te z mięsem.




Składniki:
  • ziemniaki ok. 1,5 kg
  • skrobia ziemniaczana
  • soczewica czerwona (1 1/2 szklanki ugotowanej)
  • suszone pomidory (dwie garście)
  • oregano, majeranek, garść zielonej pietruszki
  • cebula 2 szt
  • czosnek (wedle gustu, u mnie 3 ząbki)
  • sól, pieprz


Ziemniaki ugotuj, wystudź i zmiel lub przeciśnij przez praskę. Podziel je krzyżykiem na cztery części, wyjmij jedną ćwiartkę ziemniaczaną i wsyp w miejsce po niej skrobię ziemniaczaną. Wymieszaj porządnie całość.
Ugotuj soczewicę. Cebulę poszatkuj i podsmaż w niewielkiej ilości oleju, pomidory bardzo drobno pokrój lub zmiel i dodaj do cebuli. Dołóż ugotowaną soczewicę i wymieszaj z przyprawami i ziołami. Zdejmij z ognia i ostudź (masa powinna być sucha, maksymalnie odparowana z wody). Z ciasta ziemniaczanego oderwij mały kawałek, ulep kulkę, rozpłaszcz ją dość cienko w dłoni (grubość ok 0,5 cm), nałóż łyżeczką farsz i sklej boki a następnie uformuj zgrabną kulkę. Kluseczki wrzucaj na wrzątek i gotuj w dużej ilości lekko osolonej wody, delikatnie mieszając. Po wypłynięciu na powierzchnię gotuj jeszcze 3 minuty na bardzo wolnym ogniu i od razu podawaj. U nas dodatkiem do nadziewanych klusek były polane podsmażoną cebulka na oliwie.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Przed świąteczne rozważania.....




Co raz bliżej święta, co raz bardziej nerwowo zaczyna się robić w naszych domach. Nerwowa atmosfera może być pogłębiona przez brak funduszy, niestety taka sytuacja zwiększa nasz stres. Zaczynamy nerwowo obliczać koszt zaplanowanych zakupów, a tu nie da się rozmnożyć funduszy, jak by nie liczyć brakuje!




Co zatem zrobić, nie wolno się załamywać to pewne, może zrezygnować z dostojnej dużej choinki rzecz małej, albo nawet stroiku. Resztę ozdób wykorzystać na przybranie okien/firanek, zrobić przybranie na lampy pod sufitem.  No trudno jak mało mamy w kieszeni trzeba szukać alternatywnego rozwiązania. Jedzenie, do tego też trzeba podejść rozsądnie, byśmy nie wyrzucali po świętach nic, a do tego nie chodzili przejedzeni, bo szkoda, bo się zepsuje. Trzeba dokładnie wyliczyć porcje, ja przyjmuje na obiad 100 g mięsa na osobę plus jakieś dokładki dla mięsożerców.  Zupę również wyliczam około 250 ml na osobę.  Staram się szacować ilość pieczywa pod kontem tego, co zjadamy, na co dzień i rozliczam na ilość gości. Zawsze mam na wszelki wypadek dodatkowe składniki niepsujące się na awaryjną sałatkę, zamrożone wędliny i mogę dzięki temu w chwili, gdy gościom dopisze apetyt wypełnić stół.  Ciasta to u nas zejdą w każdej ilości, więc przyznaję, że tu daje sobie luz i piekę tyle ile mam akurat wenę i czas.
Pozostają prezenty, to trudny temat, ale trzeba mocno się zastanowić czy nie wydamy zbędnych funduszy na zupełnie nieudane prezenty. Polecam zastanowić się nad prezentami dla dorosłych typu „Zajmę się Twoimi dziećmi cały weekend, wybierz, który”, „Umyje Ci okna przed kolejnymi świętami”, „Upiekę Twoje ulubione ciasto” itp. Ja w tym roku poprosiłam Mikołaja o godzinny masaż stóp i weekend bez przyrządzania posiłków, oraz co drugą sobotę tylko z mężem (co przyniesie Mikołaj zobaczmy).  To ni są kosztowne prezenty, ale czasem mogą sprawić więcej radości niż nowy sweterek, perfumy, książka czy butelka alkoholu.  Rozważcie takie pomysły, niektóre może i nawet sprawdzą się u nastolatków np. wycieczka rowerowa tylko z tata, albo wypad pod namiot. Po pierwsze dajemy coś, co sprawi przyjemność, po drugie nie kosztuje fortuny, a po trzeci rozkłada się w czasie. Taka zapisana obietnica, z która może obdarowany się do nas zgłosić. Małe dzieci nie zawsze potrzebują kosztownych prezentów, często to nam dorosłym się tak wydaje, my jednego roku zupełnie bez możliwości zakupu prezentów zrobiliśmy nocami córce domek z resztek drewna, tkanin i tapet. Domek dla lalek był hitem, córka spała przy nim tak była nim zachwycona. A my wydaliśmy tylko na błyszcząca folie przylepną na okna. Dla syna zrobiliśmy rakietę z pudeł kartonowych, była tak duża, że wsiadali do niej we dwoje córka z synem.  Naprawdę warto pomyśleć, co możecie zrobić dla dzieci sami, może ten prezent będzie zapamiętany dłużej niż kolejne autko z markety czy lalka. Nasz córka po 9 latach pamięta ten domek, a inne prezenty przepłynęły i nic nie pozostało w pamięci.  
Ja na prezenty dla nauczycieli często piekłam domowe ciasteczka, taki korzenne z amarantusem, pakowałam w przezroczystą folię, wiązałam wstążeczką i dokładałam opis składników, by każdy mógł świadomie zjeść bez obaw. Na kilka paczek wydawałam niewiele, a prezent był wyjątkowy. Innym razem zrobiłam domowy blok czekoladowy, podobnie zapakowałam jak ciasteczka.
Zatrudnijcie wszystkich domowników do pomysłów jak tanio wyprawić święta, dzieci czasem wolą inne dania niż te klasycznie tradycyjne i nie zawsze są one drogie. Moja córka w tym roku zaproponowała makowiec z rolady biszkoptowej, nie dość, że taniej to jeszcze mniej pracy. Dzieci też poprosiły bym nie robiła karpia, bo nie lubią, a w tym roku karp szykuje się w dość sporej cenie, poprosili o smażonego śledzia w cieście naleśnikowym.
Nie róbmy szopki z świat, niech będą czasem wspólnym z rodziną, a nie pasmem stresu i wydatków lub nawet kredytów zaciągniętych specjalnie na ta okazję. Odpuście sobie i rodzinie, nie zabijajcie się porządkami to nie o nie chodzi w czasie świąt. Potem padniecie bez sił i tyle było planów. My lubimy pograć z dziećmi i znajomymi w gry planszowe, to już pewna tradycja która zaczęła się ponad 20 lat temu. Ile jest śmiechu i zabawy przy tym, nie ma sztywnych rozmów, niewygodnych tematów, jest tylko zabawa i wspólnie dobrze spędzony czas.
Zróbcie dobry plan, przemyślcie co jest niezbędne, nawet jak macie luz finansowy to zastanówcie się czy nie lepiej wydać te pieniądze na rodzinny wypad, niż na nietrafione prezenty czy jedzenie które wyrzucimy lub ogromną choinkę za 500 zł która uschnie i tyle było z niej radości.

Pomysły z prezentem - mój czas zaczerpnięte z książki M. Sapały "Mniej intymny portret zakupowy Polaków"

piątek, 30 listopada 2018

Pasta do kanapek z białej fasoli




Uwielbiam, mogę jeść łyżką, nie tylko na pieczywie, to mój kolejny hit dodatków do pieczywa bez mięsa. Ma dużo wartości odżywczych, jest proste w przygotowaniu, nie może nie wyjść. Pasta smakuje jak pasztet drobiowy.




Na zdjęciu pasta na chlebie domowym żytnio - orkiszowym  na zakwasie. 



Składniki:
Dowolna ilość fasoli białej suchej (ja robię z szklanki fasoli)
2 ząbki czosnku
Łyżka majeranku
½ łyżeczki pieprzu cayenne
5 łyżek oliwy
Sól do smaku

Moczymy na noc fasolę w ziemnej wodzie, zalewamy tak by było tak z 2 centymetry więcej niż fasoli. Fasola może się moczyć i dłużej, nie musimy natychmiast rano jej gotować, możemy tez zamoczyć rano przed wyjściem do pracy a gotować po powrocie. Wylewamy wodę, w której się moczyła fasola i płuczemy ja dokładnie. Następnie zalewamy zimną woda tak by było jej około 5 cm więcej nad fasolą i solimy odrobinę i zagotowujemy, potem gotujemy już na małym ogniu pod przykryciem uważając by woda się nie wygotowała. Jak fasola zaczyna być miękka to po wyjęciu na łyżkę, gdy podmuchamy zaczyna odwijać się skórka, wtedy możemy już spróbować czy taka miękkość nas zadowala, ja lubię odrobię bardziej rozgotować.  Po ugotowaniu wycedzamy fasolę można jak ziemniaki, dokładamy obrany czosnek, pieprz cayenne, majeranek, oliwę i mielimy wszystko na gładką masę, dosalamy do smaku i pasta gotowa, przechowujemy w lodówce do 5 dni.  Ja uwielbiam ja z ogórkiem kiszonym córka z keczupem, mąż samą na kanapce. Taką pastę można użyć, jako nadzienie do naleśników, pierogów, jeśli nam zostanie w lodówce nie ma problemu można wykorzystać inaczej.

czwartek, 29 listopada 2018

Co u nas słychać.....




Ostatnie lata były czasem wielu zmian u nas, zmian sposobu odżywiania, podróżowania, codziennego życia.

Mamy zupełnie inny stosunek do odżywiania, wiele zmieniliśmy np. zrezygnowaliśmy zupełnie z żywności przechowywanej/produkowanej w puszkach, kupujemy warzywa mrożone, suszone i je sami gotujemy lub przy potrzebie szybkiego podania w słoikach. Nie będę się tu rozwodzić nad szkodliwością konserw jest sporo info w necie, więc można spokojnie znaleźć, co nas interesuje.  Wiemy już, że nie zawsze coś w ekstra cenie jest dobre i warto po to sięgnąć, mięso takie w super promocji zazwyczaj jest mocno nafaszerowane płynem, potem w czasie smażenia są duże straty, a do tego nie mamy pojęcia, co zostało dołożone do masy mięsa. Bardzo rzadko kupujemy mięso gotowe mielone, zazwyczaj tylko wołowe, inne mielimy sami w domu. Nie używamy w kuchni przypraw uniwersalnych typu warzywko, kucharek, vegeta itd. Nie stosujemy do naszych dań maggi, ziarenek smaku itp ulepszaczy. Ograniczamy do minimum spożycie ziemniaków na rzecz różnych kasz, ryżu czasem makaronu. Od lat jemy tylko chleb domowego wypieku, epizody zjedzenia kupnego to wakacje, gdy braknie nam naszych domowych zapasów i nie ma możliwości upiec na miejscu. Nie kupujemy gotowych ciast i ciastek, wszystkie produkujemy sami w domu, wyjątkiem jest, gdy dzieci jada na obóz i chodzi o wygodę przechowywania.  Wędliny, pasty i pasztety tylko i wyłącznie domowe.  Dawno temu też zrezygnowaliśmy z oleju rzepakowego (o tym tez wiele można poczytać w necie). Obecnie jesteśmy na etapie zmniejszania ilości mięsa w naszej diecie i przyznam, że idzie nam całkiem nieźle, a rodzina jest zaskoczona bogactwem dań i możliwości. Do smarowania pieczywa używamy tylko masła. Nasza dieta nie zawiera pszenicy, jemy inne zboża, ale nie jemy pszenicy, nie jesteśmy na diecie bezglutenowej, ale na diecie bez pszennej. Czy tak będzie finalnie wyglądać nasza dieta, nie wiem, podążamy za naszymi potrzebami, organizmami i smakami. Uczymy się nowych rzeczy, nasza wiedza wciąż się poszerza. Robimy domowe przetwory, nie kupujemy butelkowanej wody, napojów kolorowych, gazowanych itp. Kisimy na zimę kapustę i ogórki, uprawiamy trochę warzyw w naszym ogródku i owoców, zima kiełki na parapecie, natkę pietruszki i szczypiorek. W sezonie mrożę warzywa typu cukinia, dynia, fasola szparagowa, włoszczyzna. Dodatkowo śliwki, rabarbar. Robię mus z jabłek do słoików, dżemy i powidła z owoców, sałatki warzywne, nawet mizerię. Zimą nie kupujemy ogórków, pomidorów i sałaty świeżej, nie ufamy, jakości tych warzyw.



Po zmianach w naszej diecie, sprowadzenia jej do w miarę zdrowej formy nasz miesięczny budżet na żywność wynosi statystycznie około 1000 zł, czyli stawka żywieniowa dobowa na osobę to około 7 zł. Mamy do wyżywienia pięć osób w wieku 50-14 lat – mąż i dwoje dzieci są bardzo aktywni fizycznie, ja i starszy syn mniej, ale nie siedzimy w fotelach. Wszystkie dzieci chodzą do szkoły, a my pracujemy zawodowo. Nasza dieta dostosowana jest do alergii na pszenicę, orzechy, krewetki, nietolerancję laktozy. Nikt z nas nie ma nadwagi, pozbyliśmy się sterydów, leków na zapalenie stawów, leków antyhistaminowych, nie stosujemy przewlekle żadnych leków po za okresowa suplementacją witaminy D3 i magnezu wraz z witamina B6. Nie mamy nadciśnienia, chorób wieńcowych. Z wizytą u alergologa byliśmy ostatni raz 3 lata temu, w planach ma kontrolną wizytę na testy z szesnastolatkiem dla diagnostyki, obecnie brak widocznych problemów. Codziennie jadamy 3 ciepłe posiłki, pilnujemy tego zwłaszcza w okresie jesień – zima, zima – wiosna. Nie wychładzamy organizmu rano. Stosujemy dużo rozgrzewających przypraw i potraw.
Ostatnio ktoś mnie zapytał a co z alkoholem u nas, odpowiadam pijemy widno domowej roboty z naszych owoców oraz nalewki również domowego wyrobu. Nie kupujemy słodyczy gotowych wyrabiamy je samodzielnie w domu, właśnie stałam się posiadaczką dwóch tomów Smakoterapii i jest tam sporo pomysłów na domowe słodkości.
Nie jadamy na mieście, staramy się zabierać domowe przekąski, napoje. Nie pijemy kawy na mieście, zainwestowaliśmy w ekspres ciśnieniowy i mamy kawiarnianą kawę w domu (koszt ekspresu szybko się zwraca). W temacie jedzenia po za domem zrobiliśmy ostatnio odstępstwo, wybraliśmy się na Festiwal Jedzenia Azjatyckiego i tam popróbowaliśmy po trochu różnych dań, dzięki temu możemy poszerzać o inne smaki nasza kuchnię, bo wiemy, co nam odpowiada. To pokrótce o naszych zmianach żywieniowych o kosztach i sposobie.  

środa, 28 listopada 2018

Zupa z dyni i soczewicy




Eksperymentuję na całego, ma być bez mięsa, ale i zdrowo, zatem robię, co mogę, dodatkowo nie chce by było drogo.
Ostatnio zrobiłam zupę z dyni (mam całą dużą szufladę zamrożonej i soczewicy czerwonej. Soczewica to jak dla mnie fajne rozwiązanie do zup, gulaszy, past, pasztetów bezmięsnych (białko soczewicy, zaraz po białku soi, jest najlepiej przyswajalnym przez organizm białkiem pochodzenia roślinnego (85 proc.), dla porównania - przyswajalność mięsa wynosi 96 proc)





Gotuję zupę raz na dwa dni dla 5 osób.

Składniki:
  • 1,5 kg obranej dyni
  • 2-3 cebule
  • 2 szklanki soczewicy czerwonej
  • ½ szklanki kaszy jaglanej
  • 1 litr soku/przecieru z pomidorów (można użyć jedna puszkę pomidorów, ale ja nie używam w kuchni produktów z konserw metalowych)
  • 1 – 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 3 litry wody lub rosołu/bulionu
  • po jednej łyżeczce – papryki słodkiej, kuminu mielonego, papryki ostrej (zupa wychodzi super ostra)
  • ½ łyżeczki suszonej mięty (można rozciąć torebkę ekspresowej mięty, ja mam własna suszoną)
  • olej do smażenia
  • sól, pieprz do smaku


Cebulę i dynię kroimy w kostkę, a następnie smażymy na rozgrzanym oleju lub innym tłuszczu przez około 10 minut. W między czasie płuczemy dokładnie wodą soczewicę. Do dyni dodajemy przyprawy i jeszcze króciutko smażymy. Dodajemy wodę i soczewicę, lekko solimy, przykrywamy garnek i gotujemy całość na małym ogniu. Gdy warzywa się gotują zabieramy się za płukanie kaszy jaglanej, płuczemy kilkakrotnie a na koniec przelewamy wrzątkiem, odsączamy. Gdy soczewica jest już ugotowana, wlewamy sok z pomidorów, rozcieramy z odrobina wody przecier i dokładamy do zupy, a następnie na wrzącą zupę wsypujemy kasze jaglaną, zagotowujemy całość, przykrywamy pokrywka i odstawiamy całość na około 15 minut, po tym czasie wszystko blendujemy i doprawiamy do smaku, polecam na talerzu polać odrobiną oliwy, moi panowie polali sobie dodatkowo ostrą oliwą z chili \, uwielbiają ostre dania. Można zupę podać z pieczywem, grzankami, grillowanymi warzywami, cytryna, to już kwestia upodobań.

poniedziałek, 26 listopada 2018

Jakie błędy popełniamy....?




Co znaczy dla Was oszczędzanie?  Na czym oszczędzacie najczęściej? Do jakich wyrzeczeń jesteście zdolni, w jakich chwilach? Podzielcie się swoimi doświadczeniami.

Prowadzę ten blog od lat, czytam to, co piszecie, obserwuje otoczenie, czytam sporo książek o ekonomii, o oszczędnym życiu, o ekologicznym życiu itd. Staram się każdego dnia uczyć czegoś nowego, uczę się od Was, z wydawnictw, życia i od znajomych.  Każdego dnia chce wiedzieć więcej, każdego dnia staram się zmieniać. Czasem wychodzi, czasem nie, nie będę oceniać czy to dobrze, czy też źle, pewnie tak ma być i już.
Dochodzę do pewnych za to wniosków, każdy z nas popełnia błędy świadomie lub nie, ale tak i kropka. Nie ma, co się obrażać, ani zrażać, jeśli coś robimy to błędy się pojawiają, stojąc w miejscu i nie robiąc nic mamy tylko szansę na unikniecie ich, choć jak dla mnie błędem jest samo stanie w miejscu, ale nie mnie to oceniać, to indywidualny wybór.
Wymienię może te potknięcia, które widzę, o których czytam i które sama popełniam, nie będę się wywodzić na temat ich źródła, bo nie o to chodzi w szukaniu poprawy samego siebie.




Chcemy zaoszczędzić, mamy cel – spłaty długów, wakacje, remont, wykształcenie, operacja plastyczna, nowy samochód itd.

Jeździmy nadal wszędzie samochodem nawet na odległość 2-3 km, mimo, że mamy czas lub możliwość przesiąść się na rower.

Prasujemy wszystko, co posiadamy w domu łącznie ze skarpetami, slipkami i ręcznikami.
Regularnie kupujemy jedzenie, kawę na mieście.

Nie zmniejszamy używek papierosy, alkohol.

Kupujemy kolejne rzeczy pod wpływem impulsu.

Robimy zakupy bez listy zakupów i idziemy tam głodni w pośpiechu wracając z pracy.

Nie planujemy posiłków.

Wyrzucamy jedzenie do śmieci, nie wykorzystujemy resztek.

Nie rezygnujemy z rozrywek typu kino, kręgielnia, kawiarnia, restauracja, zakup czasopism.

Biblioteki uważamy za przybytek dla ubogich.

Nie prowadzimy budżetu domowego uważając tę czynność za upokarzającą, pracochłonną i bezsensowną.

Wyrzucamy przedmioty nie rozważając kosztów i możliwości ich naprawy.

Kupujemy przedmioty nie sprawdzając uprzednio czy nie mamy podobnego w domu.

Nie robimy remanentu żywności, kosmetyków oraz chemii gospodarczej następnie przeterminowane produkty wyrzucamy.

Nie zastanawiamy się nad zużyciem wody i energii elektrycznej – nie zakręcamy kranów przy myciu zębów, nie gasimy światła w pomieszczeniach gdzie nikt nie przebywa, mamy włączony telewizor, mimo, że nikt nie ogląda tv, przegrzewamy pomieszczenia, spuszczamy cała spłuczkę za każdym razem w WC.

I wiele wiele innych.

Naprawdę chcąc zmniejszyć wydatki i zaoszczędzić na wyznaczony cel lub zacząć dopinać domowy budżet musimy zastanowić się nad każdą dziedziną naszego życia. Przeanalizować dokładnie nasze wydatki i dochody, nie udawać przed dziećmi, że jesteście bogaczami i na wszystko Was stać, bo one będą oczekiwać tego od Was. Nie ma niczego wstydliwego w chęci życia bardziej ekonomicznego, ekologicznego i bardziej świadomego, nie musimy żyć ponad stan, bo tego oczekuje od nas otoczenie. Żyjmy według własnych potrzeb, a niewyimaginowanych i stworzonych przez media.
Warto mieć drobną rezerwę finansową, możliwość spełniania marzeń, a drobne ustępstwa nie sprawią że korona spadnie nam z głowy.

sobota, 24 listopada 2018

BLACK FRIDAY - okazja czy naciąganie....


BLACK Friday!!

Od dwóch tygodni dostaję reklamy z promocjami, jestem bombardowana ilością ofert, otwieram pocztę i kolejne wiadomości zawierające super oferty. Owszem są i całkiem korzystne, ale trzeba to wszystko dokładnie rozważyć, poddać wnikliwej analizie, nie popłynąć z prądem i poddać się fali zakupów.  Bardzo często dzieje się jednak tak, że kupujemy impulsywnie, bo może ktoś będzie pierwszy i nam zabraknie, chwytamy rzeczy i gnamy z nimi przed siebie, bo tani, bo zniżka, bo promocja!! Wracamy do domu i przychodzi zwątpienie, smutek i frustracja, po co mi to wszystko?!!
Ale stało się jesteśmy „szczęśliwymi” posiadaczami kolejnych rzeczy, mamy nowe zapychacze szaf, półek i naszej przestrzeni.  Jeszcze wszystko jest ok jak mamy, czym zapłacić zobowiązania, ale problem pojawia się, gdy na nie braknie i kolejny miesiąc „zęby w ścianę” i lęk przed wyjmowaniem poczty ze skrzynki. Czy było warto?  
Ja czasem korzystam z Black Friday, najczęściej kupuję wcześniej upatrzone pozycje książkowe. W tym roku kupiłam córce buty zimowe, bo się zeszłoroczne rozpadły, oraz kupiłam na próbę za 7 zł (cena regularna 29 zł, miałam chętkę na to od roku) miesiąc dostępu do Portalu Yogi. Nie planuje więcej zakupów, w tym roku też nie będą to książki, ubrania itp. Tylko te dwie rzeczy, które uznałam za przydatne lub korzystne.
Pędzimy za promocjami, słowo przecena działa hipnotyczne, ale po pozwólmy się mu ponieść, nawet, jeśli mamy luz finansowy, nie warto obkładać się zbędnymi przedmiotami, które wcześniej czy później wylądują w śmieciach lub będą przekładane z kąta w kąt.  Ktoś to musiał wyprodukować, zanieczyścić środowisko, potem zapełnimy wysypisko. Ani to ekologiczne ani ekonomiczne, zwyczajne marnotrawstwo naszych zarobionych pieniędzy.  
Powtórzę się – czy warto?
Spróbujcie wziąć głęboki oddech i zastanowić się, co tak naprawdę jest nam potrzebne, potem sprawdźcie czy cena w istocie jest korzystna czy przepadkiem nie jest wcześniej sztucznie zawyżona a potem zrobiono przecenę.  Mąż obserwuje od 2 lat jeden przedmiot w sklepie internetowym, który jest wyznacznikiem dla niego klasycznej manipulacji ceną. Kosztuje on 699 zł pojawiają się informację, że jest przeceniony z 899 zł na 699 zł, innym razem pojawia się chwilowa promocja tylko dziś 699 zł. Czyli sprzedawca za każdym razem sprzedaje ten przedmiot w tej samej niezmienionej cenie. Łatwo dać się złapać na takie „chwilowe promocje” i zapłacić pełna kwotę.
My obserwujemy interesujące nas rzeczy wcześniej a potem czekamy czy zmieni się ich cena, czy tylko zostaną sztucznie przecenione, czyli najpierw cena wzrasta, a następnie jest promocja.
Dodatkowa sprawa, że w takie szalone weekendy często sklepy pozbywają się towaru, który zalega magazyny i dzięki ogólnemu amokowi wszystko schodzi jak „ciepłe bułeczki”, tu też zalecam rozsadek.

Pamiętajcie jedną podstawową rzecz wszystko jest dla ludzi tylko trzeba zachować rozsądek i umiar!!!


poniedziałek, 19 listopada 2018

Jadłospis obiadowy na dwa tygodnie



Ostatnio z mężem postanowiliśmy ograniczyć spożycie mięsa w naszym jadłospisie. Uczymy się krok po kroku zastępować dania mięsne warzywnymi, nie jest to wbrew pozorom proste, gdy ma się zaspokoić apetyty nastolatków bardzo mięsożernych. Dodatkowo usunęliśmy nabiał z mleka krowiego z naszej diety. Jadłospis jest sumą naszych preferencji zdrowotnych i smakowych, nie jestem dietetyczką, więc nie jest wskaźnikiem diety. Taki zwyczajny nasz jadłospis stworzony przy udziale całej rodziny. Tworzenie jadłospisów, a następnie listy zakupów ułatwia nam codzienność i zaoszczędza naprawdę sporo pieniędzy i czasu - nie kupujemy pod wpływem impulsu, mamy kontrolę nad tym co posiadamy w domu, dzięki temu nie marnujemy żywności, co powoduje zwiększenie wydatków na nią. Możemy wcześniej przygotować danie na drugi dzień bo mamy wszystkie składniki pod ręką i wiemy co będziemy robić na obiad jutro. Naprawdę polecam poświęcić chwile czasu np. w niedziele i zrobić jadłospis oraz listę zakupów po przeglądzie naszych zapasów. 




Poniedziałek

Zupa ogórkowa z ziemniakami 
Schab w panierce, ziemniaki, surówka z kiszonej kapusty

  
Wtorek

Kapuśniak ze słodkiej kapusty z ziemniakami 
Ryż z zielonym groszkiem i tuńczykiem

  
Środa

Kapuśniak ze słodkiej kapusty z ziemniakami 
Naleśniki na mleku kokosowym ze szpinakiem.
  

Czwartek

Zupa z dyni i czerwonej soczewicy na ostro z kasza jaglaną 
Gulasz wieprzowy z maślakami, kasza gryczana, ogórek kiszony

  
Piątek

Zupa z dyni na ostro z kasza jaglaną 
Sos pomidorowy z brązową soczewica i papryka, ryż

  
Sobota

Zupa krem pieczarkowa 
Knedle ze śliwkami polane masłem i posypane cynamonem


Niedziela

Zupa pieczarkowa 
Pizza domowa


Poniedziałek

Zupa jarzynowa 
Placki ziemniaczane z kapusta kiszoną, sos czosnkowy
  

Wtorek

Zupa jarzynowa
Zapiekanka z kaszy jaglanej rodzynek i dyni.


Środa

Kapuśniak z kiszonej kapusty z kasza jęczmienną
Węgierski gulasz wołowy z warzywami, ryż
  

Czwartek

Kapuśniak z kiszonej kapusty z kasza jęczmienną
 Kluski śląskie, sos pieczarkowy, buraczki
  

Piątek

Zupa krem pomidorowa 
Ryż z warzywami i rybą


Sobota

Zupa krem pomidorowa
Warzywa grillowane, humus domowy
  

Niedziela

Zupa śliwkowa korzenna z domowym makaronem. 
Gulasz z indyka w sosie czosnkowym, kasza jaglana, surówka z kiszonej kapusty.  

Poniedziałek

Zupa cebulowa z grzankami 
czosnkowymi
Naleśniki na mleku kokosowym z musem jabłkowym



Syn młodszy nie przepada za warzywami, a tu rodzice atakuj go mocno nimi, trochę się buntuje, ale stwierdza, że jak są dobrze przyprawione i ciekawie podane można żyć z warzywami w zgodzie.
Na śniadania jemy jajecznice, owsiankę na wodzie, gofry, omlety, jaglankę, ryż z jabłkami lub rodzynkami. Do szkoły/pracy rodzina zabiera kanapki z domowego chleba z wędliną/pasta domową, owoce. Na podwieczorki dzieci jedzą domowe ciasto/ciasteczka, budyń, mleko czekoladowe owsiane, owocowe sałatki, kanapkę, jogurt. 
Co raz więcej dań wytwarzamy w domu, skład większości gotowych produktów nas nie zadowala. Choć by skład dostępnej w sklepach chałwy, 50% sezamu i syrop glukozowo -fruktozowy nie jest dla nas szczytem oczekiwań. Kupno śledzi ala'matias z dobrym składam graniczy z niemożliwym (kupujemy więc całe solone, moczymy je, a następnie filetujemy, tak jak to robiły gospodynie w XX wieku i wcześniej).
Kapustę kiszoną, ogórki i inne przetwory mamy własnej domowej produkcji, sporo zamrożonych w sezonie warzyw i owoców (choć by śliwki, dynia, cukinia, włoszczyzna itd.) 





środa, 14 listopada 2018

Minimalizm - moda czy sposób życia?


Czy wydawanie pieniędzy przychodzi Wam łatwo? 

Czy poddajecie się chwili refleksji zanim wyjmiecie pieniądze z portfela??

Czy czasem zatrzymujecie się przed kasa i szacujecie wielkość Waszych wydatków, czy ta kwota jest dla mnie znacząca, czy też niewielka? 

Jaka kwota jest dla Was trudna do zaakceptowania? Czy macie granice, za którą nie ma opcji nie wyjdziecie finansowo?

Ostatnio pomyślałam sobie, ile muszę poświęcić czasu by zarobić na dana rzecz, z która stoję przy kasie.  Czy ta rzecz jest warta tego mojego czasu pracy?  


Rozważmy przypadek czysto hipotetyczny, stoimy przy kasie z para butów w cenie 150 zł jest to kolejna para butów niezupełnie nam niezbędna, ale bardzo nas urzekła. Przyjmijmy stawkę godzinową 15 zł, czyli muszę na daną parę butów pracować 10 godzin.  Dobrze jest, jeśli to 150 zł nie jest kwotą, której mi zabraknie w bilansie miesiąca, ale czy chce naprawdę oddać 10 godzin mojego życia za kolejną parę butów?  A jeśli do tej pary butów dołożę sukienka za kolejne 150 zł, to już wyjdzie mi pół tygodnia mojej pracy, czyli 1/8 miesiąca. Czy ta hipotetyczna para butów uszczęśliwi mnie, da mi spełnienie, dowartościowanie?  Ja, jeśli ten wydatek zamienię na karnet na jogę i będę mogła dwa razy w tygodniu iść na zajęcia i się odprężyć, zadbać o swoje zdrowie czy to mi da więcej radości i korzyści? A może, co miesiąc odłożyć 200 zł i po roku wyjechać na tydzień np. do Grecji? Kupując codziennie np. puszkę piwa za 2,50 zł przepuszczamy całkiem spora sumkę coś około 900 zł, a jak by tak kupować, co drugi, albo, co trzeci dzień, a resztę kwoty dołożyć do tej za niekupione nowe ubranie lub buty.  Takich przykładów można mnożyć.  Impulsywne kupowanie kawy na mieście, koszt jednej kawy to godzina pracy, czy warto? A może lepiej iść do kina w tańszy dzień (u nas w środy jest taniej)? 
Im więcej mamy rzeczy tym trudniej nad nimi zapanować, zaczynamy tworzyć wokół nas chaos, jesteśmy również nie ekologiczni, nieekonomiczni. Co raz trudniej znaleźć dla nich miejsce, coraz mocniej nas przytłaczają.  Wspomnienia możemy za to gromadzić ile chcemy, zdjęcia obecnie też łatwo przechowywać bez zajmowania własnej przestrzeni.
Czy nie lepiej zadbać o siebie, o zdrowie, spokój, relaks niż gonić za dobrami materialnymi?

My właśnie zaczęliśmy z mężem zbierać na nasz wyjazd zagraniczny.
Chcemy teraz zacząć podróżować, organizując samodzielnie sobie wyjazdy, by zwiedzić jak najwięcej, ale wydać jak najmniej. 
Chcemy mając jeszcze pełnię sił i kondycję zbierać nasze wspomnienia, gdy przyjdzie czas na bujany fotel i grzanie się przed kominkiem.
Potrafimy już doskonale odmówić sobie kolejnej pary butów, sukienki czy pary spodni, na rzecz innych przyjemności. Mamy za sobą ostry trening i z uśmiechem poddamy się oszczędzaniu by móc podróżować.




Myślę, że doznania duchowe, chwile gdy chce nam się uśmiechać, lub czujemy się odprężeni i spokojni, kiedy czujemy spełnienie to są chwile dla których warto przystanąć przed kasą z kolejna para butów, sukienka, butelką wina i zastanowić się czy warto. 




piątek, 9 listopada 2018

Moja codzienna owsianka




Wielokrotnie prosiliście mnie o przepis na moją owsiankę, ciągle zapominałam zrobić zdjęcie rano mojej owsianki. Jem owsiankę codziennie rano zmieniam tylko dodatki, dzięki owsiance mogę zjeść rzeczy, które ciężko mi dołożyć do innych posiłków np. siemię, sezam.





Przepis na moja owsiankę:

Szklanka wody/mleka
  • 3 łyżki owsianki błyskawicznej, (jeśli używam zwykłej to te 3 łyżki zalewam wrzątkiem na noc)
  • opcjonalnie do wyboru: łyżka zmielonego siemienia (ja mielę bezpośrednio przed jedzeniem), łyżka sezamy, łyżka pestek słonecznika (oczywiście łuskane), 2 suszone śliwki/garść rodzynek/starte jabłko/powidła śliwkowe łyżka/morele/żurawina itp. Ja codziennie wybieram inny jeden dodatek, dzięki temu codziennie mam inny smak.
  • ¼ łyżeczki: cynamonu, imbiru, kurkumy

Wlewam szklankę wody do garnka, wrzucam suszone owoce, owsiankę, przyprawy i zagotowuję, (jeśli używamy świeżych owoców to dokładamy na końcu), dokładam mielone siemię lniane i wszystko mielę blenderem. Przekładam do miseczki i wsypuje sezam oraz słonecznik. Koniec, prawda, że proste? Nie dosładzam, bo wystarcza mi słodycz z owoców, jeśli nie mam chęci na owoce to wtedy dosładzam miodem. Możemy dołożyć odrobinę masła, oleju lnianego, ja zakładam, że siemię zawiera tłuszcze, więc już obecnie nic nie dokładam z tłuszczy. Kiedyś, gdy odchodziłam od owsianki na mleku dokładałam łyżeczkę masła, by dodać mleczny posmak, teraz już nie potrzebuję tego. Niektóre osoby robią owsiankę na soku np. jabłkowym lub pomarańczowym, ja wybrałam wersję na wodzie, oczywiście można ja zrobić na mleku roślinnym lub krowim. Ja z krowiego zrezygnowałam, więc pozostałam przy owsiance na wodzie.

piątek, 19 października 2018

Zadbajcie o siebie!!




Czy dbacie o siebie, czy pamiętacie o sobie? Czy w tej codziennej pogoni nie zapominacie o tym, co jest dla Was ważne? Czasem mam wrażenie, że biegnę schematycznie i tak upływam mi dzień za dniem, Zapominam o odrobinie egoizmu, który chroni mnie i broni przed zagubieniem siebie. Ta odrobina egoizmu nie kosztuje, a wręcz przeciwnie dodaje na tak wiele, bo gdy zapominany o sobie to, co dnia tracimy cząstkę siebie, mam nadzieję, że nie na zawsze. Ciągle otoczenie, rodzina stawia nam oczekiwania, wymagania, ale czy musimy im wszystkim podołać? Myślę, że nie, kto powiedział, że perfekcja jest najważniejsza w życiu? Kocham porządek, ład i ustabilizowaną codzienność, ale nie monotonię, szarość i niezmienność. Lubię niespodzianki, lubię je też robić, lubię mówić miłe rzeczy i je słuchać. Lubię odskoczyć od rutyny, lubię poleniuchować czasem, chciałabym jeszcze nauczyć się bezwarunkowo lubić siebie, ale to dość mocno złożony proces, małymi kroczkami dojdę do tego.  Ale cały czas pamiętam, że niewolno czekać z realizacją marzeń i pragnień, bo będzie na to, co raz mniej czasu! Dziś zasłuchuję się muzyką, praktykowałam jogę, zrobiłam sobie maseczkę, czytam, leżę i sennie spoglądam przez okno, a przed wszystkim zrobiłam sobie wolne w pracy.  Urlop należy się każdemu, nie musimy go spędzać tylko i wyłącznie ze wszystkimi domownikami, ja czasem lubię pobyć sama, poleniuchować, poleżeć w wannie, poczytać, zjeść czekoladę, być dobra dla siebie!! 
Dbajmy o bliskich, ale nie zapominajmy o sobie……




czwartek, 18 października 2018

Taki prosty jadłospis




Jadłospis tym razem bez mleka i ze zmniejszoną mocno ilością mięsa. Wróciliśmy na okres wakacji do jedzenia nabiału i niestety nie czuliśmy się dobrze, zatem ponownie go eliminujemy z diety.



Poniedziałek
Jajecznica na smalcu (domowym) ze szczypiorkiem, pieczywo z masłem, herbata owocowa
Kanapki z pieczonym karczkiem i ogórkiem kiszonym, śliwki 
Zupa pomidorowa z makaronem zabielona domowym mlekiem owsianym, zapiekanka z ryżu, jabłek i rodzynek

Wtorek
Gofry na mleku kokosowym z dżemem truskawkowym domowym, herbata
Kanapki pastą rybną i ogórkiem kiszonym, jabłko
Zupa pomidorowa z ryżem, makaron domowy z pesto brokuł

Środa
Owsianka na wodzie z przyprawami korzennymi, siemieniem lnianym, rodzynkami i jabłkami
Kanapki z pieczonym indykiem posmarowane resztką pesto, kanapki z pastą rybna i ogórkiem kiszonym, gruszka
Barszcz ukraiński niezabielany, ugotowany z dodatkiem masła bez mięsny, ziemniaki z sadzonym jajkiem i fasolka szparagowa gotowana (resztki z ogrodu)

Czwartek
Omlet z powidłami śliwkowymi domowymi, herbata owocowa
Kanapki z pastą z fasoli, ogórek kiszony, banan
Barszcz ukraiński, kasza gryczana, gulasz mięsny, buraczki gotowane

Piątek
Kasza jaglana z jabłkami
Kanapki z jajkiem i szczypiorkiem, jabłko 
Fasolka po bretońsku bezmięsna

Sobota
Owsianka na mleku kokosowym z rodzynkami i przyprawami korzennymi.
Ciasto z kaszy gryczanej, owoce
Zupa dyniowa na ostro, kluski śląskie z sosem pieczarkowym, kapusta z grochem

Niedziela
Jajecznica na wędzonym boczku (domowy wyrób), pieczywo z masłem, kawa/herbata
Ciasto cytrynowe, kawa/herbata
Rosół z domowym makaronem, ziemniaki, schabowy smażony, sałatka z ogórków (przetwory domowe)


Pieczywo całkowicie piekę sama głównie z mąki żytniej i tylko na zakwasie, wędliny, pasty, ciasta również są domowej produkcji oraz mleko kokosowe i owsiane. Dżemy, sałatki warzywne, buraki to produkty z zapasów, które produkowaliśmy cały sezon. Posiadamy już własną kiszoną kapustę. Ciasto jadamy tylko w weekendy, owsiankę nie dosładzam, nie słodzimy również kawy i herbaty. Do obiadów podajemy zazwyczaj sok domowy z wiśni, porzeczki lub arni rozcieńczony wodą, niedosładzany. Owsiankę mocze na noc, ciasto na gofry robię wieczorem, rano mam mniej pracy. Wstajemy wcześniej z mężem i robimy dla niego i starszego syna, potem budzimy młodsze dzieci i one same sobie szykują kanapki do szkoły, a ja szykuje ciepłe śniadanie. Potem wszyscy siadamy do posiłku. 

Nie jestem dietetykiem, jadłospis ten nie jest wyznacznikiem zdrowej diety, zwiera on dania które lubimy i chętnie jadamy. To po prostu nasz jadłospis i nic nikomu nie narzucam. 







poniedziałek, 15 października 2018

Pasta z resztek mięsa gotowanego/pieczonego - nie marnujemy żywności...




Wiele razy pisałam o racjonalnym dysponowaniu żywnością. Zastanówcie się, gdy coś wyrzucacie, ile musieliście na to pracować. Wyrzucając np. wędlinę za 10 zł pomyślcie, jaki czas poświęciliście by zarobić te 10 zł. Dodatkowo zatrzymajcie się przy ekologicznym, nie tylko ekonomicznym aspekcie wyrzucania żywności. Znalazłam w Internecie coś takiego: przy produkcji jednego samochodu zużywa się 379 000 litrów wody, aby ''wyhodować'' szklankę soku pomarańczowego, potrzeba 50 szklanek wody, do wyprodukowania 2,2 kg wołowiny potrzeba 9500 litrów wody, wyprodukowanie 1 kg papieru wymaga ok. 250 litrów wody, do wyprodukowania 1 litra piwa potrzeba 8 litrów wody, do wyprodukowania 1 kg ziaren pszenicy potrzeba 1000 litrów wody, a ryżu - prawie 3 razy więcej. Czyli wyrzucając żywność jesteśmy zupełnie nie ekologiczni i nie ekonomiczni, do tego można dołożyć zasady moralne itd.. Ale Co najczęściej wyrzucamy według statystyk? Z badań Kantar Millward Brown na zlecenie Federacji Polskich Banków Żywności wynika, że badani Polacy wśród najczęściej wyrzucanych produktów wskazują kolejno: pieczywo (51 proc.), wędliny (49 proc.), warzywa (33 proc.), owoce (32 proc.), a także jogurty (16 proc.) . Wszystkie te produkty można w odpowiednim momencie ocalić od wyrzucenia. Najlepiej było by nie doprowadzić do tego zjawiska, w Internecie można znaleźć wskazówki jak obliczać porcję mięsa, kaszy na osobę. Ja kupując np. schab obliczam około 100 g na osobę. Obierając ziemniaki około 3 sztuki na osobę. Gotując zupę około 300 ml na osobę itd. Staram się dokładnie przewidzieć ile, czego potrzebuję, trudniej jest, gdy zapraszam gości, ale z resztkami zawsze da się coś zrobić pod warunkiem, że nie utkną te resztki w lodówce lub kuchni na zbyt długo.
Ja staram się przerabiać wszystko na bieżąco. Ostatnio z racji lekkiego "zaciskania pasa” (wrzesień w rodzinie, gdy troje dzieci idzie do szkoły jest sporym obciążeniem dla portfela, sama wyprawka dla licealiści mocno drenuje kieszeń, a do tego wszelkie opłaty szkole typu ubezpieczenia, komitety, składki itp.), zatem październik u nas jest właśnie miesiącem oszczędzania, byśmy wyrównali straty z września. Wszystkie zakupy są mocno analizowane i rozważane, żywność dokładnie planowana i wykorzystywana. Mięso z zupy wykorzystuję na różne sposoby, robię pastę, na która zaraz dam przepis, odkładam do pudełka i mrożę (zbieram jakiś czas) a następnie używam do pasztetu lub zimnych nóżek (galaretki mięsnej). Do jednego pudełka odkładam mięso z każdej zupy wyjęte i pokrojone. Można je również wykorzystać do farszu i zrobić naleśniki lub pierogi, świetnie się nadaje do zapiekanek np. zapiekanki gyros. Mięso gotowane, pieczone, które pozostało nam z obiadu lub z pieczeni naprawdę ma wiele zastosowań. Mama mojej koleżanki robiła z mięsa i wędlin, które pozostały w lodówce pastę nazywali ja „przegląd tygodnia” a co najlepsze, że to była ulubiona pasta mojej koleżanki. Ja wiele pomysłów czerpię z okresu PRL-u, wtedy gospodynie musiały być naprawdę kreatywne i wykazywać dużo cierpliwości w kuchni, a zarazem zaangażowania.




Dzieci uwielbiają pastę z resztek gotowanego lub pieczonego mięsa, potrzebujemy do tego:

Dowolna ilość mięsa ja użyłam na miseczkę ze zdjęcia około 100 g mięsa ugotowanego w zupie.
Kilka pieczarek, ja dodałam około 6 sztuk
2-3 gotowane jajka
Cebula
Łyżka majonezu lub oliwy
Dowolny tłuszcz do podduszenia cebuli i pieczarek, ja użyłam łyżkę smalcu
Przyprawy, kto co lubi, w mojej paście była łyżeczka majeranku, 1/3 łyżeczki pieprzu cayenne, sól do smaku, ½ łyżeczki suszonego koperku.

Myjemy pieczarki i kroimy na kawałki, cebule obieramy i kroimy w kostkę, wrzucamy na rozgrzany tłuszcz cebulę i po chwili dokładamy pieczarki, dusimy wszystko tak długo, aż pieczarki odparują wodę, następnie lekko solimy.  Mielimy mięso, jajka i pieczarki z cebula za pomocą blendera melaksera lub maszynki do mięsa. Dokładamy przyprawy, majonez/oliwę i wszystko dokładnie mieszamy, doprawiamy sola do smaku, odstawiamy na godzinkę do lodówki i mamy gotowy dodatek do pieczywa. Dodatki do mięsa mogą być dowolne np. suszone pomidory zamiast pieczarek, kiszony ogórek, papryka świeża posiekana drobno itd. Wszystko zależy od naszej pomysłowości. Zamiast jajek możemy dodać biały ser, który leży w lodówce i brak na niego amatorów lub żółty starty na drobnej tarce. Pasty to najlepszy utylizator żywności, a do tego dający oszczędności przy produktach np. do pieczywa.



czwartek, 20 września 2018

Powidła śliwkowe




Do spiżarki ciągle coś nowego wędruje, ostatnio zawitały tam słoiki z papryka konserwowa oraz w pomidorach, mus jabłkowy i powidła śliwkowe. Powidła robiłam w piecyku i tylko godzinkę na piecu w garnku, wyszły gęste, smaczne i mam nadzieję, że trwałe. Dziś mąż zakupił jeszcze 20 kg jabłek na mus, rodzina uwielbia go do ryżu, owsianki, naleśników, racuchów itp. Przede mną jeszcze buraki, mrożona włoszczyzna i kiszenie kapusty na zimę, oraz zakup ziemniaków, cebuli i jabłek na zimowe przechowywanie.

Z 5 kg śliwek wyszło mi 10 takich słoiczków gotowych, gęstych powideł, 
śliwki kupowałam w cenie 1 zł za kg. 


Przepis na powidła śliwkowe

  • 5 kg śliwek (najlepiej węgierek)
  • 6 łyżek cukru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • ½ łyżeczki imbiru
  • ½ łyżeczki soli



Śliwki obieramy z pestek układamy w naczyniu żaroodpornym (najlepiej z pokrywka, ja używałam dwa), wstawiamy do piecyka nagrzanego do 180 stopni i dusimy przez 2 godziny, następnie odkrywamy, mieszamy i dusimy kolejna godzinę. Po tym czasie przekładamy śliwki do garnka dokładamy cukier i przyprawy, dusimy godzinę do półtorej w garnku często mieszając, przekładamy gorące powidła do wyparzonych słoików (zakrętki dobrze jest przetrzeć spirytusem, a jeśli nie mamy to na pewno wymyć dokładnie i wyparzyć wrzącą woda) i stawiamy do góry dnem pozostawiając do wystygnięcia. Nie bójcie się dodać tej ilości soli, zupełnie jej nie czuć a fajnie równoważy smak.


poniedziałek, 17 września 2018

Idzie jesień!!!




Idzie jesień, a wraz z nią katary i wszelkiego rodzaju infekcje. Wszystkie farmaceutyki niestety kosztują dość sporo, na wydawanie zbędnych pieniędzy wiele osób nie może sobie pozwolić, zatem to ostatni moment by zadbać o swoja odporność. Polecam wprowadzić do kuchni przyprawy rozgrzewające – cynamon, imbir, kardamon, pieprz cayenne, goździki itd. My uwielbiamy owsiankę, do której dosypuje przyprawę korzenną do kawy, tak, tak do kawy, ma ona właśnie składniki rozgrzewające i owsianka z ta przyprawa oraz z jabłkami lub rodzynkami smakuje świetnie i jest naprawdę rozgrzewająca a dodatkowo wspomaga nasz organizm. 



Wychładzanie organizmu w tym okresie prowadzi do obniżenia odporności, a co za tym idzie powitania jesieni z katarem w najlepszym razie. Starajcie się też zadbać, o jakość posiłków, w tej chwili warzywa i owoce sezonowe są naprawdę w dobrej cenie, korzystajcie z tego, dokładajcie do posiłków kasze jaglana, rozgrzewające przyprawy i nie bójcie się tłuszczy, tłuszcze są ważne w codziennej diecie tyle, że wybierajcie te dobre tłuszcze, nie margaryny, olej palmowy i utwardzane. Sięgajcie po oliwę, masło, smalec, olej koksowy. One dadzą wam energii, a nie zatrują organizmu. Dobrze było by ograniczyć cukier, słodycze w to miejsce lepiej zjeść owoce, które owszem zawierają cukier, ale dodatkowo maja witaminy i mikroelementy. Zmniejszcie ilość alkoholu, on niestety zatruwa organizm, pomyślcie o lampce wytrawnego wina, ale nie w ilości hurt. Może grzane wino z przyprawami korzennymi, ja uwielbiam. Nie zapominajcie o ruchu, ruch to ważna cześć naszego życia, jeśli zupełnie nie macie na nic ochoty to idziecie na spacer, wieczorne spacery są świetnie, ja uwielbiam je. Najchętniej idę na spacer z mężem tak około 20.30-21.00 wszystko dookoła zwalnia, robi się ciszej i można wtedy naprawdę przyjemnie się zrelaksować. My po za tym minimum dwa razy w tygodniu uprawiamy sport w Sali grupowy, a po za tym raz w tygodniu idziemy pobiegać i raz w tygodniu jedziemy na rowerach tak około 30 km. Kolejna sprawa to sen, ze snu nie zalecam Wam zrezygnować, nie warto, sen daje nam energię to najlepszy lek kosmetyczny, musimy spać tyle ile potrzebuje nasz organizm, mnie wystarcza 7-8 godzin, mąż czuje się dobrze po 7, zaś nasze dzieci jednak wola 9-10 mimo ze średnia wieku 21-14. To musicie sami sobie ustalić ile potrzebujecie snu, ale nie zaniedbujcie tej części Waszego życia! Ja wiem, że w obecnych czasach ciężko znaleźć czas na dbanie o siebie, ale niestety bez tego nie pociągniemy długo w dobrym zdrowiu i kondycji. Nie warto zamieniać spaceru na czas na kanapie przed tv, mniej zyskamy, więcej stracimy. Lepiej już usiąść z rodziną i pograć w grę planszową niż uciekać w świat tv. Relacje między ludzkie to również część naszego zdrowia i kondycji. Spotkania towarzyskie świetnie wpływają na nasza psychikę (oczywiście w gronie lubianych ludzi), nie pisze tu o melanżu, po którym rano niewiele pamiętamy, mówię o spotkaniu przy dobrym jedzeniu, lampce wina i motywujących rozmowach. O odporność trzeba zadbać jak najszybciej, nie w październiku – listopadzie, ale teraz jest ostatni dzwonek. Dbajcie o siebie i trzymajcie się cieplutko, niech moc będzie z Wami!!