wtorek, 19 marca 2019

Szybkie, zdrowe śniadanie lub danie na lunch do pracy



Ostatnio staram się zjadać przyzwoite śniadania, trochę się zaniedbałam i zapomniałam zupełnie o sobie. Dogadzałam rodzinie, a siebie zostawiłam na potem, dzięki temu zafundowałam sobie solidne osłabienie wiosenne. Ale koniec z tym, o rodzinę trzeba dbać, ale o siebie również. Od wczoraj akcja przyzwoite śniadanie dla mnie. Wczoraj zjadłam owsiankę porządnie rozgotowaną, niemiksowaną, z suszonymi owocami, nasionkami i przyprawami korzennymi, dziś brokuły i jajka z nasionkami i olej, jutro będzie omlet z owsianką, cebula i kiełkami z rzodkiewki (własnej produkcji). O sobie też trzeba pamiętać i dogadzać. Ugotowane brokułu i ugotowane jajka ułożyłam na talerzyku polałam olejem lnianym, posypałam nasionami słonecznika i sezamy, oraz odrobinka świeżo mielonego pieprzu czarnego, dodałam jeszcze szczypiorek z parapetu by było więcej witamin. 
Proste, szybkie śniadanie, dużo tańsze od gotowych dań na mieście, a do tego zdrowe. Takie jedzonko można zabrać ze sobą do pracy, jak dodamy jeszcze np. kasze jaglana gotowaną lub komosę ryżową, ewentualnie ryż, będzie to super danie na lunch w pracy. Ja bym jeszcze dodała do tego ogórek kiszony lub paprykę konserwową ewentualnie oliwki i jest danie idealne. 



poniedziałek, 18 marca 2019

Odrobinka szaleństwa...




Na „starość” mi odbiło, normalnie nie wierzę, że to zrobiłam, no w wieku 47 lat to zacząć robić to już chyba lekkie szaleństwo. Moja matka, teściowa w tym wieku już były szanującymi się babciami, a mnie takie pomysły w głowie, że wstyd się przyznać.
Wszystko przez moją oszczędność, ona mnie kiedyś naprawdę zgubi. 




Robiliśmy wiosenne porządki i mąż zabrał się za konserwację rolek, okazało się, że młodszego syna rolki są już na niego za małe, zresztą ostatni sezon przeleżały, bo się chłopcu znudziły. Normalnie jak dzieci wyrastały z takich sprzętów szukaliśmy kolejnego na wymianę, czyli oddawaliśmy lub sprzedawaliśmy te za małe, a kupowaliśmy lub dostawaliśmy używane w dobrym rozmarzę. Teraz syn oświadczył, że to nie ma sensu i możemy się ich już zupełnie pozbyć, bo on nie chce jeździć na rolkach, kiedyś był bardziej szalony, a teraz się obawia. Ok, nie to nie, ale z drugiej strony tak potrze i myślę rolki są w dobrym stanie, ale używane, więc cena nie będzie korzystna, a to w sumie mój rozmiar. Ale ja zawsze chciałam wrócić do jazdy na wrotkach, z drugiej strony rolki mam już w ręku…. A co tam raz się żyje, zatem hop na rolki. Ola Boga, co za pomysł nieodpowiedzialny, nogi same lecą przed siebie, a ja dopiero rozumiem, że już jadę, nogi szybciej a ja chce stanąć!! Dobrze, że mąż jak z małym dzieckiem w pobliżu. Rezultat jazdy jest taki, bolą mnie plecy od machania rękoma, nauczyłam się hamować, chce jeszcze. Wywrotki nie zaliczyłam, bo była stała asekuracja, choć było by ich kilka. Zabrałam córki ochraniacze na dłonie, ale nie użyłam tym razem. Kask rowerowy na głowie miałam, więc jakoś tam się zabezpieczyłam.  No i tak to wychodzi z moim oszczędzaniem, szkoda rolek to włóż je sobie na nogi i leć na złamanie czegoś tam… Mąż i córka szczęśliwi, bo oni maniacy jazdy na rolkach, starszy syn z nimi na hulajnodze posuwał, a ja za zaplecze gastronomiczne byłam, więc teraz zamiana młodszy syn będzie z napojami czekał.  Nadal w głowie mam, czy w tym wieku to rozsądne, co prawda na rowerze jeżdżę, jogę praktykuje, czasem biegam i pływam, ale rolki? Marzyłam o nartach biegowych, ale funduszy było mi żal ciągle, no to teraz mam rolki…..

środa, 13 marca 2019

Pieczeń z indyka w ziołach




Dieta syna narzuca nam pewne trendy kuchenne, musimy troszkę zmodyfikować chwilowo nasza dietę. Syn nie może jeść roślin strączkowych, więc odpada podaż białka przez nie, zatem ryby i mięso. Co prawda młodszy syn się cieszy, bo on kocha mięsko. Więc robię dla chłopców dodatki mięsna, a dla naszej trójki roślinne do pieczywa. My jedliśmy pastę pomidorową z ciecierzycy, a oni pieczeń z indyka. Polecam takie zamienniki za sklepową wędlinę, która natychmiast nam wpisano w plan diety syna (my od lat nie jemy sklepowej, zdarza się tylko na wyjazdach lub u znajomych/rodziny). Wczoraj upiekłam właśnie pierś z indyka zakupiona w dwóch 800 g kawałkach, wyszła bardzo smaczna i aromatyczna.




Składniki:
  • 1,5 kg piersi z indyka

Marynata:
  • łyżeczka soli
  • 6 łyżek oliwy/oleju
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • ½ łyżeczki pieprzu cayenne
  • 1 łyżka kolendry mielonej
  • 3 ząbki czosnku
  • ½ łyżki tymianku
  • 1/2 szklanki wody lub białego wina


Czosnek obieramy i ścieramy lub przeciskamy przez praskę, dokładamy resztę składników marynaty i dokładnie całość mieszamy. Umyty i odsączony z wody filet z indyka wkładamy do marynaty i dokładnie w niej obtaczamy mięso, przykrywamy miskę lub zawijamy folia spożywczą i odstawiamy na noc do lodówki. Następnie przekładamy do naczynia żaroodpornego, podlewamy ½ szklanki wody lub białego wina (u mnie woda) przykrywamy i pieczemy w piecyku z termoobiegiem nagrzanym do 180 stopni przez 1 godzinę, następnie odkrywamy naczynie i pieczemy przez kolejne 30 minut bez przykrycia, co jakiś czas (np. 10 minut) polewamy sosem z pod mięsa filet. Po upływie czasu wyjmujemy mięso z piecyka i przykrywamy, odstawiamy do wystygnięcia, następnie przekładamy na talerz i możemy schłodzić całość w lodówce. Smacznego!  Taka wędlina to samo zdrowie, a gdy dołożymy do kanapki domowe kiełki i np. sos czosnkowy domowy, pychota.

wtorek, 12 marca 2019

Bądźcie szczęśliwi, a nie uszczęśliwiajcie innych!




Ostatnio miałam okazję spotkać się z grupa ludzi chcących wyjść z długów.  Jak zobaczyłam te osoby pomyślałam – jak to Oni maja długi?? Są świetnie ubrani, ostrzyżeni, kobiety makijaż, paznokcie, panowie z broda super zadbaną! Początek rozmowy a Oni zaczynają opowiadać (zupełnie nie pytałam o to, czym przyjechali, jak mieszkają, co robią po pracy itd. Kolejny znak zapytania, ja tak nie żyje, nie mam takich ubrań, samochodu i nie robię tego, co Oni po pracy. Próbuję, więc pytać czy są szczęśliwi, czy czują się spełnieni, no i tu robi się cisza. Ktoś nieśmiało mówi, że nie ma czasu się nad tym zastanawiać, że w sumie to pochłonięty jest dorównywaniem innym i umknęło mu to, co On by chciał, część zaczyna mu przytakiwać. Zaczynają mówić inni, że praca i pęd codzienności zupełnie zabrał im marzenia, zagubili samych siebie. Pochłonęło ich publikowanie zdjęć na portalach społecznościowych, że ciągle pokazują swoje sukcesy, osiągnięcia, rysują swoje życie, jako cudowne i w sumie to sami w to już uwierzyli tylko pojawił się problem – komornik, który bezlitośnie zaczyna niszczyć to, na co tak ciężko pracowali.  Po przejściu do indywidualnych rozmów o finansach okazuje się, że maja olbrzymie długi, za sobą wiele wydanych pieniędzy pod wpływem impulsu, promocji lub namowy. Niektórzy po wyliczeniu opłat nie mają już pieniędzy na jedzenie, komunikację, ubrania, leki i nieprzewidziane awarie. Ich opłaty, które muszą spłacać są wyższe niż dochody, na pytanie jak spłacają zobowiązania odpowiadają, że kolejnym kredytem, niestety zaczęto im grozić telefonicznie, listownie, a u niektórych pojawiły się pisma od komornika. Nagle upada ich fasada, coś, co budowali płynąc na fali popularności, a teraz utknęli bardzo głęboko. Niektórzy nie chcą wyjść z tego stanu, zaczynają pchać się w zaprzeczenie, są wulgarni, krzyczą, że sobie dawali radę tyle lat to dadzą sobie dalej, myślę, co robić? Odpuszczam, daję czas na przemyślenia, zostawiam z wydrukiem bilansu, mając nadzieję, że ochłoną. Wiedzą, że jest źle, ale chyba liczyli, że ktoś za nich spłaci długi i będą nadal żyli jak chcą. Po między jest kobieta w wieku emerytalnym, zadbana, miła, spokojna ze łzami w oczach, straciła sporo pieniędzy wydając na zakupy ratalne na pokazach, kupowała wnuczką różne rzeczy, zapomniała się, nie kontrolowała ile wydaje, po wyliczeniach wychodzi, że musiała by żyć za 100 zł miesięcznie, proponuję różne warianty oszczędności, tłumaczę, że czas zapomnieć o pokazach, ale widzę, że nie słucha, ona już marzy, co kupi wnuczce. Strasznie to smutne (zwłaszcza, że to nie pierwsza tego typu historia).  Reszta zaczyna spisywać pomysły jak wyjść z długów, jak się ogarnąć, co możemy sprzedać (zazwyczaj są to rzeczy kupione pod wpływem impulsu, nowe, niepotrzebne). Taka energia mnie podkręca, czuję radość i siłę tych ludzi, ale cały czas myślę o reszcie, czy sobie poradzą, dokąd zmierzają?  Czemu brną w ten fikcyjny świat, jak długo dadzą rade, co robią z nami media społecznościowe? Ostatnio czytałam raport psychologicznego obrazu społeczeństwa w Europie i USA okazuje się, że wzrosła ilość samobójstw, depresji, załamań nerwowych, natręctw, agresji itp., Co jest przyczyną? Żywność? Potrzeba bycia naj? Nieradzenie sobie z presja? Zanieczyszczenie środowiska? Technologia? Nie wiem i nie mnie to oceniać.  Wiem tylko jedno, że portale społecznościowe to pułapka, czasem zapominamy o realnym świecie i naszym rzeczywistym życiu, tworzymy tam swój wyimaginowany wizerunek, czekamy na reakcję, gdy jej nie ma łapiemy dołek, więc szukamy czegoś, co przyciągnie uwagę. Moje postanowienie na ten i kolejny i kolejny rok, portale społecznościowe traktować, jako miejsce wymiany informacji o wydarzeniach – koncerty, zloty, spotkania, warsztaty, medytacje itd. Prywatna rozmowa ze znajomymi, zwłaszcza tymi mieszkającymi po za Unią Europejską, oraz linkowania postów blogowych.  Koniec kropka, to nie jest miejsce do upubliczniania swojego życia, codzienności, wydarzeń. Można się pogubić, a ja wolę nie kusić losu.

Opisane wydarzenia są wymieszane i nie dotyczą konkretnie jedne osoby, jednego spotkania, jednego wydarzenia. Nigdy nie miało miejsca spotkanie więcej niż trzy osoby naraz. Nie wszystkie spotkania miały miejsce twarzą w twarz. Na niektórych spotkaniach ja byłam uczestnikiem. Zlepiłam to w jedną opowieść by ogólnie opisać zjawisko. Niestety fakt jest faktem, wiele osób żyje na pokaz za nie swoje pieniądze, a nie ma takiej potrzeby, trzeba żyć by być szczęśliwym, a nie uszczęśliwiać innych. Zastanówcie się choć przez chwilę, czy żyjecie dla siebie, czy na pokaz?? We współczesnym świecie łatwo się zagubić!

niedziela, 10 marca 2019

Chlebek jaglany z ziołami greckimi bez drożdży




Dziś trochę inna wersja chlebka bez drożdży, dwa dni syn jadł (a ja podjadałam mu) wersję z bazylią. Dziś upiekłam z ziołami greckimi (leżały w szufladzie od miesiąca kupione do warzyw z grilla i nieużyte).  Chlebek ogólnie wzbudził w domownikach entuzjazm, uznali, że może być fajny, jako samodzielna przegryzka na wycieczki.  Dziś zamieniłam też mąką ryżową na gryczaną i zwiększyłam porcję, bo chętnych na ten wypiek robi się, co raz więcej.




Składniki:
  • 3 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 6 łyżek mąki gryczanej
  • ½ łyżeczki soli
  • 4 łyżki oliwy/oleju
  • 1 łyżka ziół greckich (są na pewno w dużych sklepach dostępne)
  • 3 łyżki zmielonego siemienia lnianego


Wszystkie składniki wrzucamy do miski (tym razem również zioła) i blendujemy lub wrzucamy do melaksera i rozdrabniamy.  Następnie przekładamy na papier do pieczenia i posypujemy lekko mąką gryczaną, rozwałkowujemy na cała blachę wielkości tej z piecyka. Pieczemy 40 minut w piecyku nagrzanym do 175 stopni z termoobiegiem.  Po wyjęciu kroimy na dowolną lubiana przez na wielkość. Taki chlebek może świetnie zastąpić kupne niezdrowe krakersy, jako dodatek do past na szybkie przyjęcia. Jak dla mnie jest rewelacyjny.

piątek, 8 marca 2019

Chlebek jaglany z bazylią




Najstarszy syn po pobycie w szpitalu ma zaleconą dietę, pojawiły się duże problemy z jelitami, powstał zator w związku z tym inne dodatkowe historie. Zalecono mu dietę bez pieczywa, a on uwielbia kanapeczki. Bidulek schudł mocno, to i serce mamine się kroi zwłaszcza, że chłopak ma i tak niedowagę. Siedziałam wczoraj zrezygnowana, nie mogąc dać mu kanapeczki, owoce też ma zakazane na miesiąc, a potem dwa razy w tygodniu tylko, ogólnie dieta mocno zmieniona. Dużo gotowanych warzyw, dwa razy w tygodniu mięsko, może być i dwa razy ryba, ale wszystko gotowane lub duszone. Nagle przypomniałam sobie, że widziałam przepis w Smakoterapii na chlebek jaglany, bingo – chlebek z kaszy jaglanej, bez drożdży z siemieniem, oliwą, to jest to. Chleb miał wszystko, co wolno synowi jeść. Zatem do dzieła i powiem tak, wyszedł nieziemsko smaczny rodzaj pieczywa, aromatyczny, sycący, zdrowy i mamy wymarzone kanapeczki. Przepis odrobinkę zmodyfikowałam dla potrzeb syna.




Składniki:
  • 2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 4 łyżki mąki ryżowej
  • 3 łyżki oliwy
  • 2 łyżki mielonego złocistego siemienia lnianego
  • ½ łyżeczki soli (następnym razem nie dodam, bo sole już kasze i było za dużo)
  • ½ łyżeczki rozmarynu (ja roztarłam w moździerzu)
  • 1 łyżeczka bazylii
  • 1 łyżeczka koncentratu pomidorowego


Wszystkie składniki po za ziołami zmieliłam blenderem ręcznym, dodałam zioła i rozwałkowałam na papierze do pieczenia rozmiar blaszki tak około A4, przełożyłam do blaszki, ale w sumie nie jest to konieczne można zostawić taki na dużej blasze. Piekłam 35 minut w piecyku nagrzanym do temperatury 175 stopni z termoobiegiem. Po upieczeniu natychmiast pokroiłam całość na kromki. Chlebek jest bardzo sycący, po zjedzeniu dwóch kromek nawet na sucho czułam się bardzo syta.

czwartek, 7 marca 2019

Chleb kukurydziany bez dodatku maki pszennej.




Dawno temu nabyłam w kiosku z prasa książkę „Kuchnia bez glutenu” za całe 9,99 zł. Książka po zrobieniu z niej gofrów trafiła na półkę i nie była przeglądana, przepis na gofry tylko poszedł w użytek. Przypomniałam sobie, że mam taka fajną pozycję i wypadałoby wypróbować z niej więcej przepisów, Obecnie wypiekam 3 chleby z niej i są naprawdę super.  Jeden z nich jest naprawdę oryginalny i ma ciekawy smak, jest to chleb z indyjską nuta, co ostatnio cieszy się dużym powodzeniem w śród domowników. Chleb ma dodatek mąki z ciecierzycy, zatem dokłada odrobinkę białka do naszej codziennej diety.






Składniki:
  • 250 g mąki kukurydzianej
  • 100 g mąki z ciecierzycy
  • 30 g drożdży
  • 2 łyżeczki cukru
  • 50 g siemienia lnianego
  • 1/3 szklanki słonecznika
  • 2 łyżki sezamu
  • łyżeczka kminu rzymskiego
  • łyżeczka soli
  • 400 ml letniej wody


Drożdże rozcieramy z cukrem, dodajemy 50 g mąki kukurydzianej i 400 ml letniej wody. Przykrywamy i odstawiamy na około 10-15 minut by drożdże zaczęły „pracować”. Łączymy resztę składników sypkich i dokładnie mieszamy, dodajemy rozczyn z drożdży i całość mieszamy dokładnie (ciasto ma być konsystencji gęstej śmietany, jeśli potrzeba to dodajemy odrobinę wody). Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 40 minut do wyrośnięcia. Formę wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy wyrośnięcie ciasto. Wyrównujemy całość przykrywamy ściereczka i odstawiamy na kolejne 40 minut do wyrośnięcia. Pieczemy 55 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. Wyjmujemy zaraz po upieczeniu. 

środa, 20 lutego 2019

Zamienniki w naszej kuchni, mam nadzieję, że zdrowe ;)



Dawno temu, aż wstyd przypominać jak dawno obiecałam opisać jak zamieniamy pewne produkty w naszym domu na zdrowsze odpowiedniki. 


Biała mąka pszenna – jeśli jadamy pszenice to lepiej wybrać opcję mąki mniej oczyszczonej (im większa liczba na opakowaniu mąki –typ tym mniej oczyszczona jest mąka, najmniejszy, jaki znalazłam w sklepie to 450, najwyższy 2000). My zamieniliśmy mąkę pszenną na orkiszową i żytnią również głównie razową ale używamy czasem białej np. do pizzy.  

Miksy bezglutenowe – ja osobiście nie używam gotowych miksów bezglutenowych, u nas nie ma potrzeby używania produktów z certyfikatem, że mąka jest w 100% bezglutenowa i nie zawiera nawet śladowych ilości glutenu (śladowe ilości glutenu to zazwyczaj resztki, pyłki z innej linii produkcyjnej zawierającej gluten, mąka nie jest produkowana w ściśle czystym i wolnym od glutenu środowisku). Ja używam mąki kukurydzianej, ryżowej, gryczanej, ziemniaczanej, z ciecierzycy, jaglanej, z amarantusa, owsianej, z tapioki. Można dołożyć do tej listy maki z grochu, soi, migdałów, kasztanów, kokosu, orzechów laskowych i włoskich. Zapewne jest jeszcze dużo, dużo więcej opcji, których nie znam. Jak widać wybór jest naprawdę ogromny, nie wszystkie mąki są bardzo drogie, niektóre można zrobić samemu i dzięki temu koszt spada np. mieląc ziarna słonecznika, jagłę, pozostałości z wiórków kokosowych po zrobieniu napoju kokosowego, migdały, groch, ziemie lniane itd. Ja tak pozyskuje mąki, które gotowe są dość drogie, albo trudno dostępne np. z siemienia lnianego. Wystarczy młynek do kawy i gotowe.

Mleko i przetwory – u nas zostało porzucone mleko odzwierzęce i stosujemy wszelakie zamienniki roślinne. Ostatnio hitem jest ser żółty do pizzy z kokosu, można go zakupić w większych marketach ja kupuje w Selgrosie, bo jest jak na razie najtańszy, przymierzam się do zrobienia własnego, bo nie jest to trudne zwłaszcza do pizzy lub zapiekanek. Ser kokosowy ma ciekawy smak, dla porównania robiliśmy testy z serem krowim na znajomych nie mówiąc, który jest, który, w sumie to nie powiedzieliśmy, że któryś jest roślinny wybrali za smaczniejszy kokosowy niż zwykła mozzarella. Pyszny jest też ser z orzechów nerkowca, ale niestety strasznie drogi, zakupiłam paczkę orzeszków w Lidlu i płatki drożdżowe w sklepie ze zdrową żywnością, chce zrobić sama taki serek, nie jest też tani, ale czasem można sobie pozwolić na odrobinę luksusu.  Zup generalnie już nie zabielam, miksuję warzywa wrzucone do niej np. w czerwonym barszczu buraki i dzięki temu zupa nie wymaga zabielania. Jeśli robię np. barszcz biały to używam żurku domowego i nie zabielam niczym chyba, że jest to wersja świąteczna to zabielam jogurtem kokosowym, który pojawił się w Lidlu i jest w Auchan dostępny.  Do kawy świetnie sprawdza się „mleko” kokosowe lub olej kokosowy, masło klarowane polecam użyć spieniacza do mleka dostępnego w Ikei za grosze, „mleko” owsiane, sojowe, zaczęła nam również smakować kawa bez dodatków, ale wtedy chętnie parzymy kawę korzenną z dodatkiem kardamonu, cynamonu i imbiru (można kupić gotowe mieszanki do kawy z firmy Dary Natury).
Z produktów mlecznych zostało u nas masło, to też już w mniejszych ilościach, bo do kanapek z pasta nie używamy zupełnie go, często zastępujemy oliwa z oliwek lub olejem lnianym, co nie tylko sprzyja zdrowi, ale i urodzie. Zupełnie nie sięgamy po żadne smarowidła, skład tych wynalazku nadaje się tylko do konserwacji butów, zawiasów itd.
Na dziś tyle zamienników, postaram się opisać dalej, co zamieniliśmy, na co w naszej kuchni, łazience i pralni. Uciekamy od chemicznego natłoku wszech obecnych substancji. Jeśli zapomnę lub będę się ociągać z nowymi postami proszę dobitnie mnie pogonić.

Są to nasze zmiany, do których dochodziliśmy latami, obserwowaliśmy nasze zdrowie, wagę, kondycję i wiemy, że mąka pszenna i produkty mleczne od krowy (nie mamy dostępu do żywego mleka tylko do produktów z masowej produkcji) szkodzą nam i czujemy się źle je spożywając. Zatem to musiało zniknąć z naszej kuchni, ja obecnie wraz z synami nie jem również orkiszu, niestety przy próbie powrotu do spożycia go wróciło zapalenie stawów kolanowych, a przy próbie powrotu do jogurtów krowich pojawiły się problemy skórne i jelitowe (cała próba trwała 2 tygodnie z każdym produktem, niestety z każdym dnie problem narastał), zatem porzuciłam na razie tego typu pomysły. U męża przy próbie z jogurtem powróciły poważne problemy jelitowe, których się pozbył po odrzuceniu produktów mlecznych, u młodszego syna pojawił się kaszel, który zniknął dzięki odrzuceniu nabiału.  Najstarszy syn ma wrodzoną nietolerancje laktozy, więc on zupełnie nie jada tego typu produktów od urodzenia, zaś u córki pojawiły się biegunki, które po 2 tygodniach nie ustępowały ustąpiły prawie natychmiast po wyłączeniu nabiału z diety. Co do orkiszu najstarszy syn ma problemy jelitowe lekarz nie zaleca glutenu, zaś młodszy syn ma alergie na pszenice, więc nie próbujemy nawet z orkiszem. Stosując się do tego nasze zdrowie ma się całkiem dobrze.

wtorek, 29 stycznia 2019

Weekendowe słodkości..




W weekend lubi czasem sobie po dogadzać, mąż z synem pracowali, więc ja z córką zabrałyśmy się za wypieki, uwielbiam jak wracają do domu i od drzwi „płyną” do kuchni za zapachem, a potem ich wyraz twarzy, gdy dostrzega smakołyki. Upiekłyśmy te smakołyki w przeciągu 4 godzin w między czasie gotując zupę i robiąc domowe porządki, pranie i prasowanie.




Na stole znalazły się ciastka bez pszenicy oraz mleka oparte tylko na mąkach nie zawierających glutenu. 
Owszem użyłam masła i jajek, ale to akurat nasza rodzina akceptuje.
Upiekłyśmy ciastka owsiane bez maki z jabłkami, ciastka kokosowe bez mąki z wiórkami, masłem i cukrem, ciastka z amarantusem z mąka ryżową, ciasto dyniowe również z mąką ryżową. 
Wieczorem na kolację była oczywiście pizza domowa dwa placki orkiszowe oraz dwa na mieszance mąk bezglutenowych z serem kokosowym. Jeszcze w poniedziałek mieliśmy słodkie przekąski. 
Ja naprawdę uwielbiam piec, gotować i patrzeć na zadowoloną rodzinę, a przy okazji usłyszeć komplement. :-) 


Przepis na ciastka owsiane bez maki:


  • 2 jabłka obrane i starte na tartce warzywnej
  • 2 jajka
  • 2 łyżki cukru
  • 1,5 szklanki płatków owsianych
  • 2 łyżki oleju/oliwy
  • 1 łyżeczka cynamonu


Wszystkie składniki dokładnie mieszamy i odstawiamy na 20 minut by płatki spęczniały, następnie układamy łyżką ciastka na blasze wyłożonej panierem do pieczenia i pieczemy 20 minut w temperaturze 180 stopni. 

piątek, 25 stycznia 2019

Wegański sos pomidorowy z soczewicą czerwona z indyjska nutą




Kolejne danie z mojej nowej kuchni roślinnej. Dziś na kolację zrobiłam sos z soczewicy czerwonej z indyjska nutą, jest naprawdę smaczne, lekkie i dodatkowo niedrogie, a na pewno zdrowe. Zarys dania wypatrzyłam w jakieś gazecie kobiecej u znajomej zupełnie nie pamiętam, bo skupiłam się na składnikach. 




Składniki:

  • 1,5 szklanki soczewicy czerwonej
  • 2 cebule
  • 500 - 750 ml przecieru pomidorowego (ja mam własny), ale może być taki z kartonu/butelki
  • 3 łyżki oleju/oliwy/masła klarowanego (dowolnie)
  • 4 ząbki czosnku
  • ½ szklanki mleka kokosowego (ja robię sama)
  • 1 łyżeczka curry
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego
  • 1 łyżka kolendry
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • ½ łyżeczki imbiru
  • 1/3 łyżeczki ostrej papryki
  • ½ łyżeczki cynamonu
  • 1 liść laurowy
  • 1 łyżeczka cukru
  • Sól do smaku


Dokładnie płuczemy soczewice na sicie, następnie zalewamy 3,5 szklanki wody, dokładamy liście i gotujemy około 15 minut.  Obieramy i kroimy cebule w kostkę, czosnek obieramy i ścieramy/drobno siekamy lub przeciskamy przez praskę (zależy, co mamy pod ręką). Kmin, kolendrę mielimy lub ucieramy w moździerzu, (jeśli nie mamy młynka, ani moździerza, to możemy przyprawy ułożyć na desce i przykryć ściereczka, a następnie rozbić wałkiem, tłuczkiem lub pałką). Gdy soczewica się ugotuje, odcedzamy ja i odstawiamy. Na patelni rozgrzewamy tłuszcz, dusimy cebule by była miękka, można podlać 2-3 łyżkami wody i przykryć na chwilkę, gdy cebula zrobi się miękka dokładamy czosnek i przyprawy wymieszane wszystkie razem, cały czas mieszając smażymy około 1 minuty, następnie zalewamy przecierem i dusimy około 5 – 10 minut, dokładamy soczewice i ponownie dusimy około 5-10 minut, następnie doprawiamy do smaku cukrem i sola, danie gotowe. Ja podałam z ryżem, ale pewnie można podać z pieczywem lub makaronem, a może z kasza jaglana.
Myślę, że ciekawe było by tez to danie gdy by dodać mrożonej włoszczyzny takiej w zapałki kropionej. Poddusić z cebulą,a potem zalać przecierem i dogotować. 



wtorek, 22 stycznia 2019

Czy warto gotować w domu....




Ostatnio zadano mi pytanie, jak gotować i po co gotować w domu, 
jeśli jest się w 1-2 osoby?




Jeśli gotowanie jest dla nas przykrym i wręcz nieakceptowalnym zjawiskiem to faktycznie sprawy się komplikują, ale według mnie i wielu żywieniowców warto podjąć trud polubienia lub choćby zaakceptowania go. Mamy tak wiele korzyści z przygotowywania posiłków w domu, iż nie widzę argumentu by sobie odpuścić.  Obecnie dostrzegłam trend, że emeryci wolą kupić gotowe jedzenie by mieć czas na tv lub komputer, dokładnie tak jak pisze komputer, maż pracuje w branży IT i miewa bardzo dramatyczne sytuacje z osobami starszymi, którym popsuł się komputer lub nie działa Internet. Zjawisko uzależnienia od komputera zaczyna, co raz więcej dotyczyć osób starszych.
Zatem w grupie osób niechcących gotować są najczęściej ludzie miedzy 20-30 rokiem życia oraz 60+, najczęstszy argument to brak czasu. Ale czy nie inwestując w swoje zdrowie przypadkiem nie skracamy tego ziemskiego sobie czasu? Nie pogarszamy stanu zdrowie, a do tego finansów. Zupełnie nie panujemy nad składem spożywanych przez nas dań i to obojętne czy jemy gotowe dania ze sklepu czy tez jemy w gastronomicznych punktach. Gastronomia często chcąc mieć większe zyski oszczędza, na jakości produktów podobnie przemysł produkujący dania gotowe, nie wiemy czy dostało się tam zepsute warzywo, czy zmielono mięso razem z robakami (ostatnio w mediach sporo wiadomości o robakach, gryzoniach w słodyczach, daniach gotowych itd., Czyli zupełnie nie wiemy, co jemy, mimo, że przeczytamy skład. Dodatkowo nie mamy pojęcia czy osoby przygotowujące posiłek dla nas są zdrowe, czy nie zrobiły czegoś złośliwego np. napluły, na smarkały, wrzuciły do dania pocięte paznokcie, słyszałam o sikaniu do silosów gdzie kisi się masowo kapustę. Niby wszystko można kupić gotowe i przetwory warzywne i dania gotowe, ale moja wyobraźnia jest na tyle bogata, że zupełnie odbiera mi smak na takie dania. Owszem czasem jestem zmuszona do zjedzenia dań, które ktoś przygotował (nie mówię tu o znajomych, rodzinie), ale staram się to robić sporadycznie. Często gotowe dania są pełne złych składników tłuszczy utwardzanych, cukru, glutaminianu, soli, konserwantów itd. Ostatnio chciałam kupić gotowe śledzie, skład przyprawił mnie o zawrót głowy, śledzie z żurawiną w składzie posiadały cukier, substancję słodząca, dwa konserwanty, wzmacniacz smaku i przyprawy.  Podziękowałam, odłożyłam na półkę i poszłam do domu zrobić własne śledzie od podstaw.  Czyli już wiemy, że jedzenie gotowych dań nie służy naszemu zdrowi.  A co z ekonomicznym podejściem do sprawy? Ano to tez dodatkowy jak dla mnie argument, koszty domowej produkcji jedzenia są znacznie niższe, mówimy oczywiście o pełnowartościowym posiłku, a nie najtańszej ofercie gotowego dania z marketu lub fast food.  Jeśli podejdziemy do sprawy taktycznie nie będziemy spędzać wielu godzin w kuchni, gotując jakieś danie gotujmy więcej tak by je można zamrozić lub za pasteryzować.  Jeśli jednego dnia ugotujemy zupę duża porcję, a następnie jedną zjemy druga za pasteryzujemy, a trzecia zjemy na drugi dzień, powtórzymy ten sam proces kolejny raz to w lodówce na balkonie (moja babcia miała skrzynkę za oknem na parapecie by w niej mieć dodatkowa lodówkę w sezonie, gdy jest chłodno) odłoży nam się już zupa na dwa dni, czyli mamy rezerwę by w dzień, gdy brak nam czasu na szybko odgrzać posiłek. Podobnie można zrobić z innymi daniami, smażymy kotlety jedną porcję zjadamy zaś druga mrozimy, robimy zapiekankę połowę zjadamy drugą część przekładamy do pojemnika i mrozimy. Gdy pieczemy domowa pizzę tez możemy upiec więcej i zamrozić.  Dzięki takim zabiegom ciągle mamy gotowe, ale za to domowe danie pod ręka. Łatwiej tez jest osobom samotnym lub mieszkającym tylko we dwoje, bo nie trzeba się martwić, że coś się zmarnuje.  Możemy tez z kimś zaprzyjaźnionym robić wymiany, ja dziś Ci dam zapiekankę a Ty mi dasz kotlety/pierogi. Nasza dieta będzie urozmaicona, nie marnujemy jedzenia. A nie jest nudno jeść tydzień ciągle to samo danie.  Podobnie jest z lunchem do pracy, jest sporo w necie filmików o tym jak w jeden dzień przygotować posiłki na cały tydzień do pracy by nie jeść gotowych dań, ale jeść zdrowo i nie tylko kanapki.  Po za tym są tez dania, które możemy naprawdę szybko przygotować i mogą być zdrowe i tanie. Ja wczoraj miałam mało czasu na zrobienie kolacji, więc podałam szybki sos z brokułów i ugotowałam do niego makaron. Całość zajęła mi niecałe 30 minut. Naprawdę nie trzeba być mistrzem kuchni i mieć wspaniale wyposażonej, ogromnej kuchni by zdrowo i ekonomicznie się odżywiać.
Teraz ktoś powie, a ja jem tak i nic mi nie jest. A czy z chorobą wieńcowa budzimy się nagle z dnia na dzień, czy cukrzyca pojawia się w jeden dzień, czy nadciśnienie to sprawa tygodnia? Nie, pracujemy na te schorzenia latami, bardzo ciężko i w pocie czoła. Nasz organizm daje radę do czasu, aż w pewnym momencie już jest mu za ciężko i pojawiają się problemy zdrowotne. One nie powstają po tygodniowej złej diecie, ale przez lata sobie budujemy przyszłość. Ja ciągle żałuję, że tak późno dostrzegłam jak bardzo ważne jest odżywianie dla zdrowia, że wiele chorób można dzięki diecie wyeliminować, np. cukrzyce, nadciśnienie, chorobę wieńcową, zapalenie stawów itp.
Kolejny aspekt to ekologia, obecnie dużo się mówi o życiu zero waste, niestety kupowanie gotowych dań i dań na wynos nie jest eko i zero waste, generujemy opakowania po mrożonej pizzy, pudełka po gotowym daniu, woreczki foliowe po mrożonkach (chyba, że używacie ich ponownie to mrożenia innych dań, bo ja często tak robię, gdy kupuje mrożone warzywa to używam torebek do mrożenia po raz kolejny).

Sumując dania gotowe i dania jedzone na mieście zazwyczaj nie są zdrowe, nie jest to ekonomicznie i nie jest ekologiczne. 

Nie postrzegajcie domowego gotowania, jako stanie przy garach, czyli nudna, ciężka i bezsensowna praca.  Myślcie o tej czynności jak o twórczym inspirującym wyzwaniu, swojego rodzaju relaksie, czy odpoczynek po ciężkim dni musi być bierny na kanapie?  Są osoby, które idą biegać, medytują, praktykują jogę, idą z psem na spacer, więc czemu nie gotowanie. Wszystko zależy od nas jak to będziemy postrzegać.

Wybór należy oczywiście do Was, jak chcecie żyć….

sobota, 19 stycznia 2019

Jadłospis z śladowa ilością mięsa





Uczymy się na nowo tworzyć nasze jadłospisy, dobierać dania prawie bezmięsne, uwzględniając w nich brak pszenicy i przetworów mlecznych. Przyznam, że jest dużo trudniej, wymaga na razie od nas to więcej wysiłku, na pewno popełniamy sporo błędów, ale jak to się mówi – nie popełnia błędów tylko ten, co nic nie robi. A oto jeden z naszych jadłospisów.



Poniedziałek
Krupnik z dużą ilością włoszczyzny
Zapiekanka z , warzyw i indyka o orientalnym smaku

Wtorek
Krupnik
Potrawka z soczewicy z ryżem

Środa
Zupa cebulowa krem
Kotlety z ciecierzycy, ziemniaki puree, surówka z kiszonej kapusty

Czwartek
Fasolka po bretońsku bez mięsa

Piątek
Kapuśniak z kiszonej kapusty zasypany kasza jęczmienna
Smażone płaty śledziowe, ryż, pieczone buraki

Sobota
Kapuśniak z kiszonej kapusty
Domowa pizza

Niedziela
Rozgrzewający „rosół” z kasza jaglaną
Pierogi gryczane z soczewicą czerwoną

Na śniadania jadamy głównie owsiankę, gofry, jajecznice, tosty, ryż z jabłkami lub owocami suszonymi, jaglankę na słodko lub na ostro. Niestety jeszcze na drugie śniadania jadamy głównie kanapki, ale chcemy to zmienić i szykować do pracy/szkoły (największa trudność to ta szkoła) sałatki i owoce.  Kanapki jadamy z pastami rybną, fasolowe różne, indyk pieczony, jajko na twardo ugotowane i szczypiorek, dodatki to kiszone domowe ogórki, papryka konserwowa domowa, oliwki itp. 

piątek, 18 stycznia 2019

Co to jest szczęście?



Dla każdego zupełnie coś innego....

Czy człowiek się rodzi z potrzebą posiadania? Wydaje mi się, że nie to dopiero w czasie dorastania zaczyna nabywać tą potrzebę. Z czego to wynika, jak dla mnie schemat jest prosty, zaczynamy się porównywać z innymi, mocy nabiera to w chwili, gdy zaczynamy mieć sami wpływ na posiadane zasoby.
Znacząca większość społeczeństwa widzi swoje szczęście przez pryzmat posiadania, im więcej mam, im droższe jest tym jestem szczęśliwszy!
Jak niewiele osób widzi bogactwo w rozwoju duchowym w powiększaniu wiedzy dla wiedzy, a nie dla nowego dyplomu, certyfikatu czy splendoru.
Jak bardzo przez ten fakt ubożejemy, mimo że posiadamy więcej ciągle nam czegoś brakuje, ciągle jest za mało.
Nie rodzimy się z przeświadczeniem, że jesteśmy ubodzy, (gdy nasza rodzina jest mało zasobna finansowo), nie czujemy się gorsi, nie pragniemy więcej do czasu konfrontacji, z zamożniejszymi.
Niestety na tle finansowym jest najwięcej przestępstw, kłamstw i zła.  Jak to się mawia, „gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Jak bardzo one właśnie zawładnęły ludzkością, ludzie potrafią zabić drugiego człowieka za 20 zł nawet. Pieniądz rządzi światem, rządzi nami, jest pożądany, upragniony i wielu o nim marzy. Jak często to właśnie pieniędzy się życzy, gdy składamy komuś życzenia, a jak rzadko słyszymy, czytamy życzenie pogłęb swoja duchowość, spełniaj się, odnajdź swoja ścieżkę życiowa?
Często zadawaliście mi pytanie – czy jest mi źle, czy nie ciężko żyć ze świadomością braku pieniędzy? To wszystko zależy od naszego wewnętrznego nastawienia, od tego, czego pragniemy/pożądamy i o czym marzymy, co jest dla nas celem, a co istotą.  Również te pytania dowodzą o fakcie władzy pieniądza.
Owszem pieniądze są środkiem, ale czy głównym celem?
Dla mnie najważniejszy jest spokój, brak leku o jutro. Nie muszę posiadać nowego samochodu, drogich ubrań, skórzanej kanapy, (choć fakt jest praktyczna, ale nie posiadam jej) itp.
Cieszy mnie uśmiech na twarzy bliskich, podziękowanie za smaczny posiłek, zdrowie rodziny i moje, śpiew ptaków za oknem, możliwość poświecenia czasu na chwile zadumy. Na pozór drobiazgi, ale dla mnie cenniejsze niż dobra materialne. Wiem, jestem z urodzenia minimalistką, ale wydaje mi się, że właśnie tacy przychodzimy na ten świat, czas, ludzie, mas media, nas zmieniają i kształtują na potrzeby posiadania. W taki jakby trochę matrix nam fundują.
Nie mnie oceniać, jak kto żyje, każdy wybiera inną drogę, dzieci są łatwym celem takiego programowania, widzę to po własnych dzieciach, trudno we współczesnym świecie się obronić.
Ja pewnie mam jakiś defekt i ogólnie jestem inna, dziwna, pokręcona. Czasem maż się śmieje, że ja to mam foch na zmieniająca się modę, bo mnie zmusza do wymiany ukochanych ubrań (a przecież takie jeszcze dobre są). No już taka inna jestem już, choć na szczęście na swojej drodze, co raz częściej spotykam podobnych dziwaków jak ja, może, dlatego, że zaczynam podświadomie wybierać takie miejsca, takie towarzystwo właśnie.
Już nie piszcie mi jak bardzo pokręcona jestem, bo to to ja już wiem sama.

wtorek, 8 stycznia 2019

A czas płynie.....




Od 6 lat prowadzę ten go bloga, wiele w moim i mojej rodziny życiu się zmieniły, dzieci staja się pomału dorosłe, my przekraczamy pewne granice wieku i nasz światopogląd również się zmienia. Jak to powiadają mędrcy – człowiek powinien uczyć się całe życie i nigdy nie twierdzić, że już wszystko wie i wszystko umie, bo tak nie jest.  Ja również, co dzień uczę się czegoś nowego, przez lata dużo czytam, rozmawiam, sama dochodzę do pewnych wniosków. Zeszłam z ścieżki wyznaniowej, w której zostałam wychowana i wychowywałam moje dzieci. U mnie sprawy wyznaniowe od zawsze były sferą silnych przemyśleń i dla mnie od zawsze istniał jeden Bóg, drażniły mnie podziały, nienawiść między wyznawcami, więc pozostałam przy własnym wewnętrznym umiłowaniu Boga i podążaniu za prawdą człowieczeństwa a nie, danej religii. Dorastanie dzieci też zmienia każdego rodzica, jeśli nie chce się rodzic zmieniać to znaczy, że nie chce podążać za i z własnym dzieckiem.  Do pewnych spraw dojrzewam inne odrzucam.  Przez te 6 lat zupełnie zmieniliśmy swój styl odżywiania, sposób wydawania pieniędzy, swój stosunek do posiadania, do zdrowia i problemów dnia codziennego. Uczymy się życia na wolniejszych obrotach, pełniejszego refleksji i uważności nad tym, co posiadamy a nie nad tym, czego nie posiadamy. Nauczyliśmy się nie rozmyślać nad tym, co moglibyśmy mieć, ale wyznaczać sobie cele i konsekwentnie do nich zdążać.  Generalnie te lata bardzo wzbogaciły nas wewnętrznie. Nie biegniemy już na oślep przed siebie w pogoni za pieniądzem i posiadaniem. Pewne rzeczy zaczęły być dla nas bezsensowną, niepotrzebna fanaberia, a pewne zaczęliśmy mocniej doceniać.



Te 6 lat to był za razem trudny, ale i niesamowity czas, nie sądziliśmy, że aż tak nas zmieni brak pieniędzy, baliśmy się, że nas zuboży również wewnętrznie. Nie mogąc wszystkiego ot tak kupić pobudziliśmy własna kreatywność, nauczyliśmy się również cieszyć drobnostkami. Nie biegniemy natychmiast po każdy drobiazg do sklepu, nie marnujemy e żywności, nie wydajemy pieniędzy na rzeczy, które są nam zbędne, lub nas nie cieszą.

U nas spełniło się, powiedzenie, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko ma swój cel i zamysł.

Nasze małżeństwo również przeżyło burze i sztormy, ale po każdej burzy wstawało słońce i to silniej świecące, każdy upadek uczył nas być silniejszy.
Jesienią 2007 roku przeprowadziliśmy się na wieś, utknęliśmy w potężnej dziurze kredytowej, gdy nasze zobowiązania przerastały nasze dochody, nie mogliśmy liczyć na żadną pomoc od rodziny, zostaliśmy sami z trójka dzieci i kompletnym brakiem pieniędzy. Do tego chłopcy byli na diecie bezglutenowej, a najstarszy na diecie bezlaktozowej.  Przy kiepskim odżywianiu wszyscy zaczęliśmy chorować, a nie było funduszy na leczenie, uczyłam się metod alternatywnych by nie sięgać po drogie leki, dzięki temu również nieświadomie wspomagałam zdrowie rodziny.  Teraz jak popatrzę i wspomnę to, co jedliśmy lata temu lub jak się leczyliśmy przeraża mnie, że tak mogliśmy żyć, na szczęście człowiek wiele da radę przetrzymać. Kiedyś wydawałam na jedzenie więcej, a jadaliśmy dużo gorzej. Fakt więcej spędzam czasu w kuchni, ale jest to warte, a dodatkowo ja to naprawdę lubię, owszem mam kryzysy, ale to ogólne lenistwo mnie dopada i zaczynam tupać.



Aż się wierzyć nie chce jak inaczej wyglądało nasze życie 12 lat temu. Czas, wydarzenia, ludzie, doświadczenia bardzo nas zmieniają. Czy to tak naprawdę wychodzi nam na dobre, któż to wie, może tak, a może nie.

Podsumowując ten czas poszperałam dziś po blogu i natrafiłam na ten post.  




P.S. Proszę o dodawanie komentarzy pod postem którego dotyczą, trudno się potem domyślać że chodzi o post z przed kilku lat. Komentarzy do takich postów nie będę publikować, bo zupełnie nie mają sensu. 

czwartek, 3 stycznia 2019

Gulasz z boczniaków z ciecierzycą




Moja propozycja na szybkie danie bezmięsne. Zrobiłam je używając resztek w lodówce, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma tego typu resztki w lodówce. U mnie była ciecierzyca gotowana, ugotowałam za dużo dzień wcześniej, boczniaki czekały na swój moment, a makaron został z poprzedniego dnia. Rodzinie smakowało, uznali, że bardzo energetyczne danie super na zimowe kolacje.



Na zdjęciu makaron kukurydziany


Składniki na pięć osób:

  • ½ kg boczniaków (mogą być pieczarki)
  • szklanka gotowanej ciecierzycy lub jedna puszka (ja nie używam z puszki niczego, więc u mnie tylko gotowana)
  • 2 cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 duża marchew
  • ½ litra sosu pomidorowego (można zastąpić przecierem rozcieńczonym woda np. 4 łyżki w 500 ml wody)
  • łyżka majeranku
  • łyżeczka bazylii
  • 1/3 łyżeczki ostrej papryki
  • łyżeczka słodkiej papryki
  • sól do smaku
  • tłuszcz do smażenia (taki, jaki lubicie)

Cebulę obieramy i siekamy w drobna kostkę, boczniaki lub pieczarki w paski, marchew obieramy i ścieramy na warzywnej tartce. Rozgrzewamy tłuszcz na patelni i szklimy cebulę, następnie dokładamy grzyby, marchew i dusimy je tak długo aż wyparuje woda. Następnie dokładamy przyprawy i czosnek, smażymy około minutki i zalewamy sosem pomidorowym. Dusimy całość około 5 minut i wrzucamy ciecierzycę, mieszamy i jeszcze tak z 1-2 minutki gotujemy. Ja podałam z resztkami makaronu, który wrzuciłam na patelnie to gorącego sosu i wszystko razem wymieszałam, można to danie podać z ryżem, pieczywem, albo samodzielnie dokładając więcej ciecierzycy. Wraz z gotowanie i przygotowaniami podanie tego dania zajęło mi około 30 minut. W krótkim czasie przygotowałam pożywną, domowa kolację. Nie bójcie się eksperymentować z tym, co macie w lodówce i domu. Czasem mogą Was zaskoczyć mile Wasze pomysły, a do tego nic się nie zmarnuje i domownicy będą zadowoleni z posiłku.

wtorek, 1 stycznia 2019

Rolada makowa z biszkoptem bez pszenicy




Przed nami karnawał, może komuś przyda się łatwa wersja makowca zawijanego bez mąki pszennej.




Składniki:

Ciasto: 

3 jaja
90 g cukru
3 łyżki mąki ryżowej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
½ łyżeczki proszku do pieczenia (na skrobi kukurydzianej)


Białka ubijamy dodając powoli cukier, Następnie po jednym żółtku dodajemy do białek, delikatnie mieszamy. Mąki mieszamy w osobnej misce razem z proszkiem do pieczenia. Dodajemy po łyżce mąki do jaj i delikatnie mieszamy. Wylewamy masę na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia.  Pieczemy biszkopt w temperaturze 190 stopni około 12 min. Wyjmujemy na ścierkę od razu po upieczeniu, zawijamy i zostawiamy do wystygnięcia. Smarujemy kremem śmietanowym z przepisu powyżej.

Masa makowa:

200 g mielonego maku,
1 żółtko
2/3 szklanki cukru
1/3 szklanki miodu
2-3 łyżki rumu lub koniaku (opcjonalnie)
25 g masła/margaryny
1 szklanka mleka (dowolne ja użyłam kokosowego, a innym razem migdałowego)
2 garście rodzynek

Na patelni lub w garnku z grubym dnem rozpuszczamy masło z mlekiem, cukrem i miodem. Dokładamy mak i wypłukane rodzynki. Smażymy całość około 20 minut, czas zależy od tego jak szybko masa gęstnieje. Na koniec dolewamy alkohol i roztrzepane żółtko. Chwilkę smażymy i odstawiamy do wystygnięcia.
Upieczone i ostudzone ciasto biszkoptowe smarujemy zimna masa makową, zawijamy całość i odstawiamy do lodówki, po około godzinie możemy kroić i podawać.
Jest to dużo łatwiejsza i mniej pracochłonna wersja makowca od wersji drożdżowej. Naprawdę polecam, w tym roku pierwszy raz wpadłam na pomysł połączenia takiej rolady z makowa masą.