Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porady czytelników. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porady czytelników. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 października 2022

Porady czytelników – jak oszczędzać energię elektryczną i paliwo

 


Porady czytelników – jak oszczędzać energię elektryczną i paliwo samochodowe.

 


1. Podczas gotowania potraw przykrywaj garnki pokrywką.

2. Piekąc potrawy w piekarniku, nie otwieraj go w ogóle lub nie rób tego zbyt często.

3. Nie wkładaj ciepłego jedzenia do lodówki i zamrażarki, a także pilnuj, aby drzwi od nich były zamknięte.

4. Jeśli jest to możliwe, zmień temperaturę w lodówce na wyższą - wiele produktów nie zepsuje się przy np. 1.5 st. C.

5. Do rozmrażania jedzenia nie korzystaj z mikrofali - zrób to wieczorem, zostawiając jedzenie na następny dzień poza lub w lodówce.

6. Kiedy urządzenie jest już w pełni naładowane, odłącz je od gniazdka.

7. Wyłączaj wszystkie sprzęty, z których nie korzystasz.

8. Włącz funkcję automatycznego wyłączenia telewizora lub laptopa, np. po godzinie od jego nieużywania.

9. Jak najwięcej korzystaj ze światła dziennego.

10. Wyłączaj światło, kiedy wychodzisz z pomieszczenia.

11. Kup energooszczędne żarówki - najbardziej opłacalne będzie zamontowanie ich tam, gdzie światło pali się najdłużej - częste wyłączanie i włączanie sprawi, że szybko się przepalą.

12. W czasie wykonywania czynności, które nie wymagają silnego oświetlenia sufitowego, korzystaj z lampki - mniej intensywne oświetlenie pozwoli zaoszczędzić energię elektryczną.

13. Jeżeli chcesz oświetlić dom od zewnątrz, zdecyduj się na instalację reagującą na ruch, tzw. czujniki ruchu i zmierzchu.

14. Zrezygnuj z lampek zamontowanych przed domem - szczególnie, jeśli świecą się one w ciągu dnia.

15. Wyłącz światła w przełącznikach, to jest diody, które umożliwiają odnalezienie przełącznika.

16. Wyjazdy samochodem po większe zakupy góra 2 razy w miesiącu, przy okazji załatwić inne sprawy wymagające transportu samochodem.

17. Obniżyć temperaturę nagrzewanej wody w bojlerach.

18. Temperatura w mieszkaniu 19 maksymalnie 21 stopni.

19. Wybrać jak najmniejszy, nieskomplikowany, niewiele palący samochód benzynowy, nie najnowszy, ale i nie trupa (łatwo się mówi, trudniej znajduje),

20. Przerobić go na gaz. Wyjdzie taniej (100 km małym dieslem 4l x 8= 32, a LPG 8 x 3 = 24), dodatkowo w dieslu ryzyko droższych awarii, osobiście polecam Dacie, Fiata, bo ich konstrukcja jest prosta, naprawy tanie i raczej drobne (zwłaszcza w wersji 1.4-1.6 benzyna, nadających się do gazu). Te samochody nie tracą też na wartości.

Może opcją jest hybryda toyoty (Auris II+gaz), lecz to drogie wersje i trzeba wszystko policzyć (znając przebiegi i sposób użytkowania).

21. Ekojazda,  najbardziej optymalna jest prędkość 60-70 km na godzinę i utrzymywanie jej. W warunkach podmiejskich, możliwe. Dzięki temu małym dieslem schodziłem do 3 l/100km, a SUV-em benzyną (1.0T) do 4 l/100 km (w trasie oczywiście, bo miasto to już odpowiednio 5 i 7 l. Wszystko zależy od silnika i modelu.

22. Gotowanie makaronu: po wrzuceniu makaronu do gotującej się wody gotuję 1-2 min, a potem wyłączam kuchenkę i zostawiam makaron we wrzątku, żeby "doszedł". Z reguły potrzebuje tyle czasu, ile jest wskazane na opakowaniu dla danego rodzaju. Łatwiej uchwycić moment, kiedy jest al dente. Często gotuję w ten sposób podwójną porcję, którą później wykorzystuję do sałatki albo zapiekanki.

23. Herbatę zaparzam w większej ilości w termosie - mam na pól dnia gorącą bez konieczności gotowania wody.

24. zrobiłam inwentaryzację posiadanych w domu świec - różnych prezentów, ozdobnych, itp. Gdy oglądam tv, to wyłączam oświetlenie i zapalam świeczkę. Wystarcza mi, żeby przy okazji robić na drutach (robię prawie na pamięć, więc nie potrzebuję jasnego światła.)

25. Odkurzyłam lampę naftową po babci, do tej pory stanowiącą element dekoracyjny. Na allegro kupiłam odpowiedni knot i olej do lamp naftowych (14-15 zł za litr). Używam jak wyżej, nie wiem jeszcze jakie będą koszty takiego doświetlenia, ale na pewno zredukuję zużycie prądu.

26. Dzielić pranie, rzeczy do odświeżenia piorę na 30 stopni i krótkim czasie prania 30min.

27. Jeśli jest możliwość świecić w jednym pomieszczeniu i przebywać całą rodziną, można w nim prasować, czytać czy odrabiać lekcje.

28. Gotować na 2 -3 dni dania jednogarnkowe.

29. Przetwory pasteryzować w piekarniku i tym sposobem za jednym razem możemy włożyć więcej słoików.    


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Porady, sukcesy, pytania do szerszego grona itd.


Przypominam, że blog posiada zakładkę "Porady czytelników". Chciałabym Wam zaproponować, by tam się dzielić swoimi poradami, pomysłami, pokazać swoje dania wykonane z przepisów znalezionych na blogu, zadawać pytania itd. Niestety jak na razie technicznie wygląda to tak, że musicie pisać do mnie doruniad@wp.pl lub przez formularz na blogu, a ja będę zamieszczać Wasze treści. Macie mnóstwo wspaniałych pomysłów przydatnych innym, warto było by się podzielić nimi, móc skomentować.

Po wielu dość niemiłych doświadczeniach nie potrafię zezwolić na swobodne dodawanie komentarzy oraz dodawani ich przez zupełnie anonimowe osoby. Wierzcie lub nie, ale niestety spore grono ludzi buszujących w necie po prostu bawi się wstawianiem wulgarnych, chamskich i zupełnie pozbawionych sensu i treści komentarzy. Jak dla mnie są to emocjonalne wampiry, które upajają się czyjąś złością, lustracją, oburzeniem itd. Przepraszam, ale nie po to piszę blog by żywić kogoś niezaspokojone ego.

Zachęcam mocno do dzielenia się własnymi doświadczeniami w temacie oszczędzania, opublikuję karzy pomysł i komentarz. Do tej pory na pytania czytelników odpowiadałam sama, nie miałam zupełnie pojęcia czy te osoby zgodziłyby się na publikację ich pytania by inni mogli im pomóc. Proszę, jeśli chcecie by większe grono nie tylko ja pomogli Wam dodajcie w swoim pytaniu treść "wyrażam zgodę na publikacje". Przysyłajcie zdjęcia swoich prac, dań, wypieków, dzielicie się pomysłami, przepisami, pamiętajcie o dodaniu podpisu, który chcielibyście zobaczyć przy swoim wpisie.



Nie bójcie się być współtwórcami tego bloga.:) Serdecznie zapraszam!!!

czwartek, 31 lipca 2014

Przyjęcia urodzinowe, imprezy, spotkania towarzyskie za niewielkie pieniądze


Już kilka razy poruszałam temat wyprawienia przyjęcia urodzinowego z małym budżetem. 
Jedna propozycja to Przyjęcie urodzinowe a 100 zł, kolejna Wyprawiamy oszczędnie przyjęcie. 

Przypomnę również porady czytelniki :

"Dwa miesiace temu moj syn obchodzil 5 urodziny.zrobilam tort spidermana( barwnik czerwony-1zl z allegro,figurka spidermana z cukru 5zl tez allegro)-zwykle ciasto biszkoptowe przekladane domowym dzemem truskawkowym.do tego nuggetsy-oczywiscie robione w domu,zniknely w 10 min :) kanapeczki -usmiechy,gwiazdki i sloneczka, galaretka,ktora wlalam do wydrazonych polowek pomaranczy i przecielam na cwiartki po zastygnieciu-wbita wykalaczka z kawalkiem papieru-i juz zamienia sie w lodeczki.szaszlyki owocowe, wtedy w promocji byly winogrona,jablka,no i te wydrazone pomarancze, i do tego parowki lekko naciete na czubku przed gotowaniem,wtedy wychodzi taki robal z otwarta paszcza-oczka z czarnych oliwek albo pieprzu,a wychodzi z norki-wydrazonej buleczki.dzieci zjadly wszystko, a rodzice dziwili sie ze bez smieciowego jedzenia typu chipsy i cukierki tez da sie zachecic dzieci do jedzenia.do picia byla mrozona herbata.a, i jeszcze muffinki,ale juz z pudelka bo nie mialam sil piec:)" agni zurasky

Jak widać można wyprawić przyjęcie za niewielkie pieniądze. 
Zaś spotkania towarzyskie mogą być składkowe. Wczoraj cały dzień spędzili u nas znajomi, ale część prowiantu była nasza, cześć przywieźli znajomi i dzięki temu mieliśmy miły dzień, spędzony wspólnie, ale koszt był minimalny. 
Przy spotkaniach towarzyskich sprawdzają się dania jednogarnkowe, zapiekanki, grzanki, sałatki. Jednym na obecną porę daniem wydajnym, sycącym i niedrogim jest leczo podane z pieczywem lub ryżem. Do tego upiec można ciasto np. drożdżowe z owocami. Do picia podać wodę z lodem i cytryną i mamy miłe spotkanie za niewielkie pieniądze. Ze znajomymi można się umówić, co kto przyniesie, np. my stawiamy ciasto i coś na ciepło (kapusta biała z kiełbasą, fasolka po bretońsku, leczo itp), a znajomi przynoszą napoje i owoce lub przekąski typu paluszki, chipsy, orzeszki. Nie mając pieniędzy nie musimy zamykać się w domu, lub chodzić tylko na tak zwanego sępa. :) 
Przyjęcia urodzinowe, imprezy, spotkania towarzyskie za niewielkie pieniądze


czwartek, 17 lipca 2014

Pomysły czytelniczki - Agnieszki


Wiadomość od jednej z czytelniczek :) Jestem wdzięczna za takie pomysły, bo nie tylko ja ale i inne osoby mogą z nich czerpać. Uznałam, że bardzo fajne ma Agnieszka pomysły, więc pozwoliłam sobie wstawić część tego co napisała, bo część jest tylko dla mnie ;) Oczywiście bardzo dziękuję, za wszystkie ciepłe słowa od Agnieszki.

(........)  Czasem codzienność i wieczne odmawianie, racjonalizowanie, znajdowanie powodów by czegoś sobie nie kupić sprawia, że mam kryzys, mam ochotę machnąć ręką uruchomić kartę kredytową, debet na koncie. Nie robię tego może właśnie dzięki takim blogom, wpisom, pomagającym znaleźć niecodzienność w codzienności.
Pomagają też znalezione w necie patenty na to jak zamienić zwykłe przedmioty, potrawy w perełki.
Może napiszę na przykładzie, czasem dzieciaki chcą czegoś słodkiego, zaproponuję im zjedzenie jabłka, banana,  zwykłego domowego ciasteczka, wypicie kompotu...etc. hmmm nie ma większego entuzjazmu, nie sprawię im tym frajdy. A wystarczy że dam pieczone jabłko lub usmażonego banana, domowy jogurt ze stopioną czekoladą lub domowej roboty sosem kakaowym, galaretkę (zrobioną z kompotu i żelatyny), lub w trakcie pieczenia w ciasteczka w kruszę odrobinę krówek lub czekolady a buzie im się śmieją.
Tak samo z domową pizzą, czy pieczonymi frytko-ziemniakami, pieczonymi burakami, czy marchewką z chrzanem, najzwyklejsze, najtańsze składniki a czasem wystarczy zmiana formy podania, niecodzienny dodatek i zostaje to zauważone zwykły obiad staje się odświętnym, bardziej celebrowanym, robimy przyjemność rodzinie i sobie i ta frajda z wywołanych uśmiechów świetnie robi na motywację do wytrwania w oszczędzaniu.
Co do przedmiotów z tym jest trudniej bo często trzeba nabyć nowy fach, krawiecki, malarski etc.

No i efekty zwłaszcza pierwszych prób nie są zachęcające, a wszędzie dokoła przedmioty jak spod igły, ale... , ale staram się, bliscy wiedzą ile w to wkładam serca i przy porażkach powstrzymują się od komentarzy a i zdarzają się sukcesy..........




środa, 4 czerwca 2014

Oszczędzamy na jedzeniu - rady czytelniczki ciociadobrarada50


Jeśli chodzi o oszczędzaniu na jedzeniu.. hm, to zawsze budzi kontrowersje. Na początku chciałabym tylko przypomnieć, iż zgodnie z wiedzą medyczną normalny żołądek człowieka pomieści dokładnie tyle ile jego złożone w garść dłonie, a rozepchać możemy go do wielkości naprawdę monstrualnej. Sama wiem, że jeśli mi smakuje to potrafię wypchnąć w siebie bez problemów 40cm pizzę. Ile z tego idzie mi na zdrowie a ile w tyłek, sami wiecie. Pilnujmy więc by nie zniekształcać sobie organów wewnętrznych i róbmy mniejsze porcje. Drugą rzeczą, którą każdy powinien sobie przypomnieć to tzw. piramida żywienia w obecnej, najnowszej wersji. To tak a propos zarzucania, iż w jadłospisach autorki tego bloga jest za mało mięsa. Podstawą żywienia powinny być kasze i warzywa. Reszta pojawia się cyklicznie. Mięso raz lub dwa razy w tygodniu. I to nie na obiad tylko w ogóle. Mamy spaczone przez reklamy i mit żywieniowe spojrzenie na tą kwestię. W mojej kuchni nie istnieje pojęcie „przepisu” i „resztek jedzenia”. Z przepisów korzystam tylko w przypadku wypieków, bo trudno tu coś zmieniać w trakcie:). W kuchni trzeba się wykazywać kreatywnością:) Jeśli chcę wykorzystać gotowaną włoszczyznę na sałatkę ziemniaczaną, a w domu nie mam groszku i majonezu to robię bez:) Do pokrojonych warzyw dodaję odrobinę oleju całość posypuję szczypiorkiem, obficie pieprzę. Mam sałatkę na kolację, może nie tradycyjną ale moją, czwartkową:) Wymieniam dowolnie składniki, łączę to co mam doprawiając według własnego gustu tak by rodzinie smakowało. Jakie ma znaczenie, że nie ma na to nazwy? Jakie ma znaczenie czy czegoś jest więcej a czegoś mniej w tej zupie czy potrawce? Ma smakować i sycić, reszta nie jest ważna. Dodatkowy plus to to że nigdy nic nie smakuje tak samo, trudno by się znudziło:) Nie ma pojęcia resztek jedzenia bo wszystko to składniki. Wyrzucam wyłącznie to co niejadalne lub zepsute. Wykorzystuję każdą odrobinę pozostałego jedzenia. Jeśli jest to bardzo mała ilość np. łyżka ryżu lub gotowanych ziemniaków to zasila ona mój pojemnik pt. PASZTET w zamrażarce. Trafiają tam wszystkie pozostałości gotowanego, pieczonego lub duszonego mięsa, gotowanych lub pieczonych warzyw, gotowanych kasz i ziemniaków, smażonych grzybów czy cebuli, nawet gotowana cebula czy por z rosołu, pojedynczy plaster boczku czy skwarki. Są przecież jadalne:)

Resztki owsianki ze śniadania stają się jednym ze składników kolacyjnych placków lub mufinek na następny dzień dla dzieci do szkoły. Kanapki do szkoły kroję na małe kawałki, zapakowane oddzielnie i dzieci wiedzą, iż po powrocie muszą włożyć to co nie zjadły do lodówki. Ja albo mąż będziemy mieli je na kolację. Jabłka też kroję na ćwiartki, jeśli nie zjedzą wieczorem tarkuję je do ryżu lub robię mus do tostów na śniadanie. Inne owoce miksuję na koktajl zanim się zepsują. Małe, jednoosobowe porcje zupy mrożę (nie zabielam bo jesteśmy na diecie bezmlecznej, więc świetnie się do tego nadają). W małych porcjach zamrażam sos po pieczeniu mięsa czy rosół. Pod koniec tygodnia, gdy brak kasy, są bazą do zrobienia sosu do klusek śląskich lub innych. Zamrażam również, w pojemniku opisanym BIGOS łyżkowe pozostałości różnych sosów- niesłodkich oczywiście, omast i tłuszczów. Fenomenalnie poprawiają jego smak. Resztki pieczonych lub smażonych ryb obieram dokładnie z ości i stanowią one podstawę risotto lub zapiekanki, czasem je zamrażam łącznie z aromatycznym sosem z ich pieczenia. A czasami z nich, resztek tłuczonych ziemniaków i koperku robię kotleciki na obiad. Jeśli się zdarzy że zostanie jakieś suche ciasto typu babka, biszkopt czy murzynek albo jakieś słodkie pieczywo to kroję na kromeczki i dokładnie suszę na kaloryferze. Można potarkować i używać do wysypywania formy do ciasta ale ja najczęściej po zebraniu odpowiedniej ilości robię bajaderki. Skrapiam je sokiem owocowym (można mlekiem) żeby na powrót zmiękły i ucieram z miękkim masłem, cukrem pudrem i kakao lub potarkowaną drobno lub stopioną czekoladą. Można dodać odrobinę alkoholu lub kropelkę aromatu rumowego. Zużywam całe warzywa, nóżki z brokułów, liście rzodkiewek, natkę marchewki, głąby z kapusty itp. Inne różne rzeczy też wymyślam, ale brak czasu by wszystko wypisać. Po prostu patrzymy na to co nam zostaje i zastanawiamy się składnikiem czego to może być. Po pewnym czasie nauczymy się tak gotować, że tych resztek naprawdę nie będzie dużo. Trzeba je tylko zagospodarować na świeżo lub od razu zamrozić, jak postoją kilka dni w lodówce są do niczego tracą smak i zapach. Chciałabym tylko wyjaśnić, że ja nie zagospodarowuje resztek które zostaną na talerzach! Ktoś by mógł tak sobie pomyśleć, a nie o to chodzi. Nauczyłam rodzinę i siebie że nakłada się na talerz połowę tego co chciałoby się zjeść. Zawsze może sobie przecież dołożyć.:) Kotlety i placki też robię o połowę mniejsze. Zawsze można zjeść dwa:) Zagospodarowuję to co zostaje na salaterkach i w garnkach:)
Na tym komentarzu kończę moje doradzanie:) Rzadko kiedy mam czas by siedzieć na internecie i pisać, ale postaram się zaglądać na tego bloga bo jest tego wart.
Życzę wszystkim czytelnikom dużo zdrowia i mnóstwo pieniędzy:)



poniedziałek, 2 czerwca 2014

Porady czytelniczki ciociadobrarada50

Jedna z czytelniczek bardzo się napracowała by przekazać Wam swoje pomysły na przetrwanie momentu gdy jedna osoba w związku traci prace i dochód się zmniejsza drastycznie. Uznałam, że warto zebrać je w jeden post by nie zagubiły się w całości blogu. 



Witam

Napiszę troszkę rad opartych na własnym doświadczeniu, może przyda się to komuś. Moim zdaniem na początku najważniejsze jest by uzmysłowić sobie i rodzinie, czym się dysponuje. Najtrudniejsza jest zmiana sposobu myślenia, szczególnie, gdy wcześniej starczało na wszystko i brak było wiedzy ile np. kosztuje chleb:) Wszystko zależy ile zarabiała osoba która utraciła pracę. Jeśli była głównym żywicielem rodziny (jak w moim przypadku) sytuacja bywa naprawdę bolesna. Tym boleśniejsza im na lepszym poziomie dotychczas się żyło. Po otrzymaniu wiadomości o utracie pracy, trzeba naprawdę szybciutko otrzeć łzę i przygotować się na trzy rzeczy: po pierwsze bilans, po drugie walne zebranie, po trzecie inwentaryzacja. Rodzina to też firma, tylko troszkę mniejsza.

Dobra, przechodzimy do konkretów:

Etap pierwszy- bilans. Niezbędny jest zeszyt i długopis. Jeżeli do tej pory spisywaliśmy dochody i wydatki to jesteśmy w domu:), wystarczy w nie zerknąć. Jeśli nie- wybebeszamy szufladę z dokumentami oraz wyciągami z konta i wypisujemy, co następuje:

Po pierwsze stan posiadania i dochody: ile nam zostało na koncie, ile mamy w portfelach i skarbonkach ewentualnie papierach wartościowych, złocie i walucie;), ile wyniesie odprawa i ekwiwalent za zaległy urlop, kto i ile jest nam dłużny (utrata pracy to świetny powód by upomnieć się o naszą nieoddaną kasę, nawet o 10 zł o które głupio nam było się upomnieć- teraz każdy to zrozumie)- to wszystko nazwiemy

oszczędnościami- oraz orientujemy się jakich dochodów (pensja, zasiłki, emerytura lub renta ew. jakieś dodatki lub alimenty) co miesiąc możemy być pewni. Udokumentowany dochód dzielimy na ilość osób w rodzinie, w wersji netto i brutto (czasem urzędy żądają tak, czasem tak), co będzie podstawą do zorientowania się czy przysługuje nam jakaś pomoc od państwa (dopłata do mieszkania, obiady dla dzieci, wyprawka szkolna itp.).

Po drugie- stan naszego zadłużenia w bankach (kredyty, debety itp.), firmach (np. w kasach zapomogowo-pożyczkowych w pracy, raty w sklepach, nie daj boże u lichwiarzy), u osób fizycznych (mechanik, niania!), rodziny oraz dostawców mediów, spółdzielni i gminie (mam nadzieję, że na razie ich nie ma).

Po trzecie- stan naszych zobowiązań, comiesięcznych (wiadomo- czynsz, woda i ścieki, śmieci, gaz, prąd, TV, telefony, internet, bilety komunikacji, czesne w szkole, opłaty za przedszkole czy żłobek, zajęcia dodatkowe dzieci, obiady w szkole dzieci, składki w stowarzyszeniach zawodowych, ubezpieczenia itd.) jak i rocznych ( opłaty za samochód, podatki itp.- ich sumę dzielimy na 12 miesięcy i dodajemy do comiesięcznych zobowiązań).

Teraz ćwiczymy matematykę:) i obliczamy analizując:

Po pierwsze, które z zadłużeń musimy spłacić natychmiast i odejmujemy to z oszczędności. Robimy to następnego dnia- nie chcemy komornika u drzwi, wiadomo:) Po drugie, które z zadłużeń możemy spłacać po trochu, co miesiąc (i dodajemy je do zobowiązań comiesięcznych), których spłatę możemy zawiesić (może Mama poczeka?) a które możemy zlikwidować (np.

sprzedając trzeci nabyty na raty telewizor i spłacając dług w sklepie za jego kupno- a jeśli coś z tej transakcji nam zostanie- dodajemy do oszczędności).Pamiętamy, iż rzeczy zakupione w ostatniej chwili możemy zwrócić bez podania powodu (kiedyś było to 14 dni od zakupu, teraz nie wiem).

Po trzecie od comiesięcznych dochodów odejmujemy comiesięczne zobowiązania. Tyle nam zostanie na tzw. życie. Warianty są dwa- coś nam zostaje albo coś braknie, niestety, jeśli szaleliśmy rozpuszczeni dobrobytem, może nie zostać nic. Co zrobić w tych dwóch ostatnich sytuacjach, to odrębna kwestia.

Etap drugi- walne. Sytuacja życiowa nie jest problemem jednej osoby określanej jako „trzymającej kasę’ to coś co dotyka całą rodzinę.

Siadamy więc przy stole całą rodziną, no może odejmując dzieci poniżej

6 roku życia, kiepsko liczą;). Jasno i spokojnie przedstawiamy sytuację. Bez paniki ale i bez zaprzeczania faktom. Przedstawiamy wyniki naszych wcześniejszych obliczeń. Oświadczamy, iż w tym gospodarstwie domowym inflacja galopuje do tyłu;) i 5zł to jest teraz DUŻO pieniędzy bo można za to zrobić obiad dla całej rodziny. Prosimy o rady WSZYSTKICH członków rodziny, również dzieci, jak oszczędzić i jak dorobić. Tworzymy zespół odpowiedzialny za wspólny cel, pozytywnie motywujemy. Udział dzieci jest NIEZBĘDNY bo one również ponosić będą skutki tych zmian i bez ich udziału będzie trudno. Dajemy noc na przemyślenie sytuacji. Następnego dnia znów siadamy przy stole i pytamy kto z czego zrezygnuje, do jakich poświęceń na rzecz rodziny jest gotów. Lepiej gdy zaczynają rodzice, dzieciom wtedy jest łatwiej bo gdy widzą jak starają się dorośli to np. samodzielnie zrezygnują z jakiś płatnych zajęć dodatkowych na rzecz innych darmowych lub deklarują iż te parę przystanków do szkoły będą chodzić piechotą a nie jeździć tramwajem itp.

Na koniec dwie rzeczy: spisujemy w naszym zeszycie cyrograf poświęceń i zobowiązań z podpisami całej rodziny (niekoniecznie wykonanych

krwią;)) oraz na powrót liczymy nasze comiesięczne zobowiązania, uwzględniając postulaty walnego, i odejmujemy je od dochodu otrzymując ponownie kwotę pozostałą na życie (mamy nadzieję, iż znacząco większą niż na początku:)) Walne zebranie powtarzamy w miarę potrzeb i wyrabiania się w budżecie lub ewentualnie pojawiania się nowych pomysłów.



Etap trzeci- inwentaryzacja. Ma na celu rozeznanie się w stanie posiadania oraz ewentualnej możliwości zwiększenia puli pt.

oszczędności. Przy okazji robimy generalne porządki, co też ułatwia życie:). Dzielimy dom na rejony i przeglądamy każdy zakamarek, wyposażeni w nasz zeszyt z etapu pierwszego, worek na śmieci i duży karton. W kuchni przeglądamy zawartość lodówki, zamrażarki, szafek spisując wszystko co nadaje się do jedzenia. (odkrywamy np. 15 opakowań różnych makaronów pochowanych w dziwnych miejscach). Rzeczy znacząco przeterminowane wyrzucamy ( kisiel dwa dni po terminie nadaje się do spożycia- sprawdziłam:)) . Zastanawiamy się czy wszystko co posiadamy jest nam niezbędne do życia. 250 różnych foremek do ciastek które pieczemy raz na dwa lata na ten przykład albo ozdobny wazonik czy druga stolnica. To co uznamy za zbędne a jest w dobrym stanie trafia do kartonu, to co zbędne i do niczego się nie nadaje trafia do worka na śmieci. Takie porządki w pokoju dzieci robimy koniecznie z ich udziałem. To one decydują które książki, płyty czy zabawki mogłyby oddać. Robimy wielką rewię mody i oceniamy które ubrania są za małe.

Trafiają one odpowiednio do kartonu lub worka lub pokoju młodszego rodzeństwa. To samo w łazience (po co nam karbownicy do włosów, kiedy już dawno strzyżemy się na krótko?, albo trzy suszarki?), sypialni, bibliotece, garderobie (po co mi tyle sukienek i 20 sznurów korali?), jadalni (jak często używam sztućców do sardynek i zestawu do fondue?).

Każda szafa i każdy pawlacz bez wyjątku. Piwnica (spisujemy przetwory i inne rzeczy do jedzenia w zeszycie- gąsiorek wina też;) i garaż (zadanie dla męża- broń boże nie można wyrzucić żadnej śrubki bez jego aprobaty). Przypominamy sobie czy trzymamy coś swojego poza domem- strych i piwnica rodziców to pewnie będzie albo domek na działce. Tam też robimy przegląd. Kończymy wtedy, gdy nic nam już nie przychodzi do głowy. Rzeczy z worków wyrzucamy, pamiętając o obowiązku segregacji (można je jeszcze raz ewentualnie przejrzeć pod kątem ewentualnego wykorzystania, jeśli mamy czas). Surowce wtórne możliwe do sprzedania-

sprzedajemy- powiększamy pulę oszczędności. Rzeczy z kartonów czyścimy, jeśli jest taka potrzeba i wystawiamy na allegro albo sprzedajemy wśród znajomych- powiększamy pulę oszczędności. Jeżeli trafią się rzeczy nowe, z metką lub w oryginalnych opakowaniach- warto ich nie sprzedawać i zostawić na prezenty dla rodziny z różnych okazji.

podsumowanie: Robimy kawę i siadamy nad zeszytem. To co w nim mamy to nasza aktualna sytuacja czarno na białym (lub niebiesko:) bez

zafałszowania- Już nie da się oszukiwać samego siebie. Sumujemy jeszcze raz oszczędności. Mamy jasny obraz ile mamy co miesiąc dochodu i rozchodu. Staramy się żyć tak by się sumowało na zero.

Oszczędności, jeśli są duże mogą posłużyć do niwelowania ewentualnego niedoboru, jeśli są małe są NIENARUSZALNE, zapominamy o nich.

Zakopujemy w słoiku w ogrodzie;) To środki na ewentualną chorobę lub awarię lub inne nieszczęścia losowe. Na bazie spisu produktów żywnościowych tworzymy jadłospisy tak by jak najlepiej wykorzystać ich potencjał (tzn. jak najmniej dokupywać). I żyjemy licząc na lepsze

dni:) wykorzystując mądre rady z tego bloga.


Uświadomiliśmy sobie właśnie najprawdopodobniej, siedząc nad tym zeszytem, ze jesteśmy ubodzy. Albo bardzo ubodzy. Kolejną rzeczą jaką musicie przyjąć do wiadomości to że to nie jest najczęściej nasza wina i nie mamy czego się wstydzić. To życie w sytuacji gospodarczej naszego kraju po prostu takie jest. I może znienacka dotknąć prawie każdego. Nie możemy udawać przed światem, że nic się nie stało, bo wtedy świat nam nie pomoże. Z podniesionym czołem informujemy rodzinę bliższą i dalszą, przyjaciół i znajomych o naszej sytuacji. Wiem, to trudne, ale w Polsce pracę znajduje się najczęściej z tzw. polecenia. Pytamy o pracę stałą albo dorywczą albo nawet na czarno. Wykoszenie sąsiadowi ogródka nie przeszkodzi w poszukiwaniu pracy godnej naszych aspiracji a na chwilę podreperuje nasz budżet. Wykorzystujemy cały potencjał jaki ma w sobie rodzina, bez skrupułów bierzemy wszystko czym może nas wesprzeć. Po to przecież ona jest:). Jak staniemy na nogi zrewanżujemy się tym samym. I nie mam na myśli pomocy pieniężnej, bo często z kasą też mają krucho. Ale może ciotka ma maszynę do szycia z której nie korzysta i może nam pożyczyć. A wujek działkę której nie uprawia i może nam ją użyczyć. A rodzice cały strych rupieci, których chcą się pozbyć a które my możemy wystawić na allegro i ślicznie im ten strych uprzątnąć. A teściowa piwnicę przetworów których nie może przejeść. Stryj gospodarstwo rolne ze stawem w którym bez oporów możemy łowić karasie. Sąsiad w drodze do pracy podwiezie nam syna na wykłady, a kuzyn przenocuje w obcym mieście. Kumpel pomoże naprawić samochód a przyjaciółka pożyczy sukienkę na wesele. A rodzice przyjaciela syna zabiorą go na weekend do swojego domku w górach. Tak, może będą nas żałować, może nawet mówić- a nie mówiłam, albo za dobrze im było, nieważne chowamy dumę do kieszeni. Bo jeśli zostało nam na życie (czyli na jedzenie, leki, paliwo, chemię, ubrania, kosmetyki, i inne nieprzewidywane rzeczy) mniej niż 1000 zł a mamy 4 os. rodzinę to po prostu nie przeżyjemy bez takiej pomocy. I najczęściej mimo gderania to pomoc życzliwa jest. Ludzie lubią pomagać, jeśli się ich poprosi a nie wymaga. Często sami zaoferują pomoc na jaką ich stać ale muszą wiedzieć że jej potrzebujemy i nią nie wzgardzimy. Uśmiech i serdeczne- dziękuję nie wiem co bym bez Pana zrobiła, też ma swoją wartość. Nie wstydźmy się więc o nią poprosić, to normalna rzecz jest:)

Ale jest pomoc o którą nie musimy prosić, musimy tylko o nią wystąpić. To pomoc od państwa. Płaciliśmy regularnie podatki z których część szła na pomoc dla innych, teraz my takiej pomocy potrzebujemy. To nie jest żebranie to zasada solidarności. Przepisy się zmieniają, maksymalne dochody do jakich przysługują też bo są zależne od najniższej krajowej. Trzeba sprawdzić na bieżąco. Mogą być to dodatki mieszkaniowe, stypendia dla dzieci, posiłki dla dzieci i dorosłych, ubrania, paczki świąteczne, zasiłki celowe, wyprawka szkolna. Czasami mopsy lub gopsy lub parafie czy inne stowarzyszenia organizują darmowy wypoczynek dla dzieci, czasem są to nawet wycieczki zagraniczne. Warto z tego wszystkiego korzystać jeśli spełniamy kryteria. Pamiętajmy również że istnieje coś takiego jak dodatek rodzinny czy pielęgnacyjny. Mając dostęp do internetu można spokojnie wszystko to sprawdzić nie wychodząc z domu. We właściwych Starostwach prowadzone są wykazy stowarzyszeń działających na terenie powiatu wraz z ich statutami, warto się z nimi zapoznać i w sytuacji podbramkowej zwrócić się pisemnie np. o sfinansowanie kosztów zakupu leków dla dziecka. W każdym zakładzie pracy jest fundusz socjalny z którego również możemy otrzymać zapomogę celową np. na opał, zimowe buty dla dzieci lub inhalator. Możemy również, powołując się na naszą sytuację materialną, zwrócić się do wójta, burmistrza o obniżenie podatku od nieruchomości. Skoro mogą rolnicy to czemu nie my? Jeśli nie wyrabiamy nawet z czynszem, możemy zwrócić się do spółdzielni/wspólnoty o jego obniżenie w zamian za wykonanie pracy na rzecz wszystkich lokatorów (sprzątanie, dbanie o zieleń, pomalowanie ogrodzenia itp.).A nóż widelec się uda? Oczywiście to są sposoby na wyjątkowe sytuacje a nie na radzenie sobie na co dzień, ale to już odrębna kwestia.

Kolejna sprawa, którą musimy sprawdzić w sytuacji utraty pracy to ubezpieczenia. Bardzo często przy okazji zawierania różnych umów są one nam oferowane w tzw. pakiecie. Często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Teraz jest najlepszy czas by sprawdzić co zawiera w sobie ubezpieczenie kredytu (może również utratę pracy czy pogorszenia warunków życiowych- ubezpieczyciel przez pewien czas może za nas płacić raty- jaka to korzyść nawet nie będę mówić), rachunku bankowego czy karty, samochodu (często jest to ubezpieczenie OC rozszerzone a nie tylko szkód spowodowanych samochodem albo zawiera ubezpieczenie na życie czy leczenie) czy domu lub mieszkania, telefonu (o dziwo też się zdarza ubezpieczenie na wypadek kradzieży itp), grupowe ubezpieczenie w szkole czy pracy. Ubezpieczenie grupowe może być zawarte nawet w składkach na rzecz związków czy stowarzyszeń branżowych. Powiedźmy sobie szczerze, kto o tym wszystkim pamięta, kto ma świadomość co mu przysługuje? A przecież za to płacimy! Przeglądamy więc kolejną szufladę z umowami i szukamy tej wiedzy. Najprawdopodobniej jej nie znajdujemy:) szczególnie jeśli chodzi o ubezpieczenia grupowe. Zwracamy się więc do pracodawcy, banku czy związku branżowego o podanie numeru polis i nazwy zakładu ubezpieczającego. I pisemnie (koniecznie pisemnie bo inaczej nasz oleją- szczególnie w PZU, wiem z doświadczenia) zwracamy się o przesłanie kopi umowy ubezpieczenia oraz regulaminów i wszelkich warunków z nią związanych wraz z załącznikami w wersji papierowej lub elektronicznie (często chcą na obciążyć za ksero więc ta druga opcja jest lepsza). Nękamy dyrektora telefonami jeśli w ciągu miesiąca ich nie otrzymamy. Dopiero mając wszystkie dokumenty w ręku wiemy czego możemy się domagać i na co liczyć. Nam osobiście ubezpieczenie kredytu od utraty pracy uratowało życie:) Staramy się też zapamiętać na przyszłość na co możemy liczyć (np. 500 zł na leczenie męża po wypadku na rowerze z pakietu"all in one" zawartego przy okazji obowiązkowego ubezpieczenia samochodu). To są nasze pieniądze, nie możemy machać na nie ręką.

I jeszcze jedna sprawa- w przypadku otrzymywania alimentów możemy zwrócić się do sądu o zwiększenie ich kwoty ze względu na znaczne pogorszenie warunków życia. Jeżeli warunki materialne osoby alimentującej na to pozwalają sądy zwykle się do tego przychylają. Nawet jeśli będzie to 100zł to dla nas dużo, więc chyba warto. Pamiętamy, duma siedzi w kieszeni gdy grozi nam kładzenie dzieci bez kolacji bo nic na nią nie mamy..

Istnieje jeszcze jedno, ostatnie jakie znam, źródło pomocy finansowej. Celowej, co prawda ale zawsze polepszającej nasz budżet. To obowiązki naszego pracodawcy w zakresie BHP. Jeżeli zakład pracy jest duży a bhp-owiec podchodzący poważnie do pracy to najprawdopodobniej wszystko macie już zapewnione. Ale w małych firmach albo nietypowej pracy bywa różnie. Powszechnie wiadomym jest ze osobom pracującym przy komputerze, pracodawca zobowiązany jest dofinansować zakup okularów. Warunkiem przyznania takiego dofinansowania jest by lekarz w trakcie badania okresowego wpisał w papier "konieczna praca w okularach". Warto tego przypilnować. Jeżeli ta osoba pracująca przy biurku, od czasu do czasu, wychodzi w teren to przysługuje mu odpowiednia odzież ochronna i obuwie (może będzie się nadawała do użytku także poza pracą np. kurtka przeciwdeszczowa a jeśli ze względów estetycznych raczej nie, to zawsze ochroni nasze prywatne ubranie przed zniszczeniem- to też oszczędność). Konieczne jest tylko sprawdzenie czy bhp-owiec opracowując kartę zagrożeń dla naszego stanowiska wziął pod uwagę fakt wychodzenia służbowego w teren np. na plac budowy czy do lasu. Jeśli tego nie zrobił, domagajmy się zmiany bo na tej podstawie przysługują nam te świadczenia. Dodatkowym świadczeniem wynikającym z przepisów bhp są szczepienia ochronne np. przeciwko kleszczowemu zapaleniu opon mózgowych czy grypie. Dlaczego nie skorzystać?

Analizując dalej kwestię możliwości powiększenia dochodu, oprócz zewnętrznej pomocy opisanej wyżej, musimy przeanalizować możliwości tkwiące w nas lub naszym mieniu. Oczywiście szukając cały czas „normalnej” satysfakcjonującej nas pracy, co jest, wiadomo, priorytetem w sytuacji utraty pracy. Ale musimy założyć, szczególnie jeśli mieszkamy w rejonie dużego bezrobocia i mamy dość pospolity zawód, że może to trochę potrwać może nawet rok ..albo nawet dłużej jeśli osoba poszukująca jest bliżej emerytury niż dalej. A.. zapomniałam o drobnej radzie do wykorzystania zaraz na początku. Przy etapie inwentaryzacji, przeglądamy naszą szafę i wybieramy komplet ciuchów na rozmowy kwalifikacyjne, najbardziej elegancji, najdroższy, najlepiej wyglądający. Kompletny strój, z butami i torebką, jeśli to kobieta szuka pracy. Ten komplet zamykamy w pokrowcu i jest on zarezerwowany tylko do tego celu. Nigdzie więcej go nie nosimy. Dlaczego? Bo nawet po roku czy dwóch musi wyglądać nienagannie. Jeśli to kobieta szuka pracy to zaraz po bilansie kupujemy z oszczędności 4 sztuki dobrych rajstop i ze 3 opakowania farby do włosów (sprawdzić trzeba koniecznie datę ważności).Nigdy, przenigdy nie możemy iść na rozmowę o pracę z 5cm siwymi odrostami! Niechlujny wygląd zmniejsza szanse na znalezienie pracy o 50%, musimy wyglądać profesjonalnie! Dlaczego już teraz robimy te zapasy? Odpowiedź jest prosta, po roku czy półtorej zaciskania pasa po prostu możemy nie mieć już na to pieniędzy... A wracając do wykorzystania posiadanego potencjału do okazyjnego zarobku. Dużo zależy od tego gdzie mieszkamy. Może rozważymy wynajęcie garażu, nawet gdyby nasze kochane autko miałoby stać pod chmurką? To ze 100zł żywej gotówki więcej. Możemy mieszkając w domu zastanowić się czy nie da się np. parteru lub wysokiej piwnicy przystosować do niezależnego mieszkania i wynająć je młodemu małżeństwu lub studentom. A może na okres wakacji dzieci pomieszczą się razem na piętrze a dół wynajmiemy letnikom? A może mamy bardzo dobrze utrzymany domek na działce ogrodniczej, który możemy wykorzystać w tym samym celu? A może w garażu poniewiera się spawarka, betoniarka lub inny nietypowy sprzęt budowlany który można wynająć? Wystarczy tylko napisać ogłoszenie. Owszem jest ryzyko zniszczenia ale żyć z czegoś trzeba no i zawsze można wziąć jakiś zastaw do późniejszego zwrotu. Wuj kiedyś porozlepiał ogłoszenia na placach budów domków jednorodzinnych, że postróżuje nocą. Nawet sporo zarobił, ludzie często zwożą na budowę drogie rzeczy i giną im one zanim zostaną zainstalowane. Brał psa, łóżko polowe i śpiwór, i zarabiał śpiąc poza domem.

Zastanówmy się też jakie umiejętności możemy sprzedać, swoje i dzieci jeśli są nastolatkami. Może 6-lat nauki gry na instrumencie w Szkole Muzycznej nie pójdzie na marne i dziecko, za zgodą proboszcza, wywiesi ogłoszenie w kościele że uświetni ślub wykonaniem Ave Maryja czy Marsza weselnego na flecie? Zarobi sobie na kosmetyki czy buty. Może również zarobić na swoje potrzeby będąc wraz z koleżanką animatorem zabaw dla dzieci na domowych urodzinach przedszkolaków. Wystarczy ogłoszenie w pobliżu przedszkola. Zresztą przy okazji my możemy upiec fikuśny tort na te urodziny jeśli nieźle nam to wychodzi. A może mąż lub syn wywieszą ogłoszenie że chętnie skoszą trawnik, przekopią ogródek, wykarczują drzewo lub krzaki lub porąbią drewno do kominka. Wystarczy wywiesić ogłoszenie w okolicznych ogródkach działkowych. Istnieje też możliwość okazyjnej, sezonowej pracy w lasach Państwowych przy okazji wykaszania plantacji czy zabezpieczania sadzonek przed sarnami. Trzeba popytać w okolicznych leśniczówkach. O zbieraniu truskawek, ziemniaków czy pieczarek nie wspomnę- najlepiej pytamy sołtysów okolicznych wsi. W mojej okolicy większość mieszkańców wsi dorabia sobie zbierając latem grzyby, owoce i zioła dla Herbapolu a wiosną winniczki. Sama nie próbowałam ale widzę iż dużo osób to robi więc chyba się opłaca. Skądyś się musi wziąć ta lipa w saszetkach:) Pewnie jeszcze coś można robić dodatkowo innego, zależnie gdzie się mieszka. Syn np. zarabiał na jazdę konną czyszcząc stajnie. Musimy się zastanowić, czytać ogłoszenia na słupach i płotach ale najlepiej samemu wyjść z inicjatywą i porozlepiać ogłoszenia. Oczywiście kokosów z tego nie będzie ale może uda się zaspokoić niektóre potrzeby na które aktualnie nie mamy kasy.



Właściwie o dochodach to już nie mam nic do napisania. Po rozpatrzeniu wszystkich w/w kwestii, powinniśmy jeszcze raz usiąść do bilansu i policzyć: oszczędności (czyli to co skapło nam jednorazowo), dochody (czyli to czego jesteśmy pewni co miesiąc) oraz wydatki. To wszystko mogło się przecież zmienić. Od dochodów odejmujemy wydatki i otrzymujemy kwotę na życie. Domniemam, iż niezbyt dużą. Padło pytanie jak za to żyć. Muszę przyznać, że nie jest łatwo. Ja, przyzwyczajona do zakupów i machania kartą bez spojrzenia na cenę, po pierwszym miesiącu w akcie rozpaczy wszystkie je potraktowałam nożyczkami. Nie rozumiałam jak, mimo liczenia kasy i zaciskania pasa, mogłam zrobić debet na koncie! Postanowiłam przejść na babciną metodę o której gdzieś kiedyś czytałam. Po otrzymaniu wypłaty na konto, internetowo robię przelewy wszystkich miesięcznych zobowiązań, od pozostałej kwoty odejmuję przewidywalną kwotę raty kredytu i wszelkich opłat bankowych które bank sam ściąga. Idę do banku i wypłacam całą pozostała kwotę. W drodze z banku uiszczam wszelkie miesięczne zobowiązania które nie mogę zrealizować przelewem. Wstępuję do Mamy gdzie leży koperta do której wkładam 1/12 zobowiązań rocznych. Muszę tłumaczyć czemu nie leży u mnie?:) W domu wykładam kasę na stół i wiem, że jest to wszystko czym mogę dysponować na życie. Od tej kwoty trzeba od razu odliczyć pieniądze na leki jeśli jakiś członek rodziny musi je przyjmować stale. To nawet ważniejsze od jedzenia. Jeśli wszyscy są zdrowi ale mamy małe dzieci to sprawdzamy czy mamy mamy w domu dostosowany do ich wieku środek przeciwgorączkowy i przeciwbiegunkowy. (Przy okazji Wielkiej Inwentaryzacji;) dobrze zrobić spis posiadanych w domu leków- spisujemy je kategoriami: przeciwgorączkowe, wyksztuśne, przeciwzapalne itd., spisując nazwę, zawartość środka leczniczego podanego najczęściej na 1ml lub 1 tab., datę ważności oraz ilość jaką dysponujemy- taką kartkę mam zawsze w portfelu gdy idę do lekarza i podsuwam mu pod nos, często dopisuje mi tylko np. 1 listek tabletek brakujący do pełnej kuracji zamiast całego opakowania, które mi się potem przeterminuje w apteczce. Trzeba czytać ulotkę, czasem datę ważności liczy się od chwili otwarcia, więc zapisuję ją na opakowaniu leku. Przy okazji dowiemy się jak je przechowywać- np. w lodówce). Kwotę na leki wkładamy do odpowiednio opisanej koperty i najlepiej jak najszybciej je kupujemy. Odkładamy również od razu kwotę jaką pozwalamy sobie wydać na paliwo, ewentualnie wręczamy mężowi:) To co nam zostanie dzielimy na 4 równe części i wkładamy do słoików (widać jak kasy ubywa:) Każda z nich to kwota na przeżycie jednego tygodnia. I choćby była bardzo mała musi wystarczyć. Nie pożyczamy z następnego słoika, bo nie przeżyjemy ostatniego tygodnia!

Jeżeli coś w słoiku nam zostało na koniec tygodnia, nie przekładamy do następnego! Wkładamy do koperty, choćby to było 5zł, i zaklejamy. Ja jeszcze wynoszę ją dla pewności do Mamy. Wszystkie te koperty sumuję pod koniec miesiąca i są to pieniądze, które powiększają nasze oszczędności. Sięgam do nich gdy trzeba zapłacić jakąś składkę w szkole albo pęknie wężyk do pralki itp. nieprzewidywane rzeczy. Jeśli są to większe sumy to może to być np. fundusz wakacyjny:) Marzenie;) A jeśli nie starczyło kasy i brakuje na niedzielny obiad to idziemy w odwiedziny do Rodziców lub Teściów;) a w poniedziałek otwieramy nowy słoik:) W niedzielę wieczorem robię przegląd żywności jaką dysponuję, sprawdzam czy niezbędna chemia się nie kończy, środki czystości i higieny osobistej również. Pytam dzieciaki czy do szkoły czegoś im nie trzeba. Przy okazji W.I. do kartonu po papierze ksero wrzucałam zebrane w całym domu, nawet w garażu, materiały biurowe (okazało się, że dysponujemy między innymi 8 rozpoczętymi rolkami taśmy samoklejącej, 2 workami spinaczy, całym mnóstwem długopisów i czystych kartek:) Szukam więc najpierw w tym kartonie, jeśli nie ma wpisuję na listę zakupów. Na bazie posiadanego jedzenia opracowuję jadłospis i sporządzam listę zakupów. Liczę czy mi starczy kasy. Jeśli nie, kombinuję znów z jadłospisem albo postanawiam, iż w tym tygodniu prać będziemy szarym mydłem ręcznie. Zależy na czym mi bardziej zależy.

Jeżeli jednak tydzień w tydzień nam nie starcza, trzeba jeszcze raz zerknąć na nasze comiesięczne zobowiązania. Może są tam kwoty które wydajemy niepotrzebnie, z których możemy zrezygnować powiększając tym samym nasze środki w słoikach.


Z dnia 02.06 (dopinam do całości by nie umknęło w komentarzach)

Zobowiązań wynikających z zadłużenia nie zmienimy. Pamiętamy, mam nadzieję, że wiele składowych czynszu oraz opłata za śmieci jest zależna od ilości osób faktycznie zamieszkujących posesję, dlatego miesięczną czy dłuższą nieobecność którejś z zameldowanych osób należy niezwłocznie zgłosić spółdzielni/wspólnocie lub gminie. Media, czyli prąd, wodę, gaz należy używać oszczędnie. Wiele rad jest na tym blogu lub w sieci, jak to zrobić. W przypadku prądu przypominam tylko, iż jest obecnie na rynku paru dostawców oraz że można wybrać różne taryfy odpowiednie do naszych potrzeb. W przypadku wody pamiętamy o podliczniku na kranie ogrodowym lub garażowym byśmy nie płacili za ścieki których nie wytwarzamy. Odbiór śmieci segregowanych jest tańszy. Mamy też różnych dostawców sygnału TV, warto porównać oferty. Tak to niestety zwykle bywa, że dla nowego klienta firma jest łaskawsza niż dla starego. Przelicza się to na nasze finanse. Przedyskutujmy też na naszym rodzinnym walnym pakiet kanałów za które płacimy, czy naprawdę to wszystko oglądamy? Czy nie wystarczy nam pakiet najtańszy? Tak samo z telefonami. Dobrze pogadać z kimś kto się zna i znaleźć najkorzystniejszy dla naszej rodziny układ, często są przecież to trzy-cztery telefony. Nie warto rozdmuchiwać naszych abonamentów, skoro ich nie wykorzystujemy. Co z tego że powiedzmy mamy teraz 800 darmowych minut a w pakiecie 10zł tańszym mielibyśmy tylko 500, skoro wykorzystujemy max 200-250? A może warto by tylko jedna osoba miała dużo minut w abonamencie a reszta była tylko na minimum a kontaktowałaby się z nimi po tzw. sygnale. A może pakiet wolnych minut do wybranych numerów? Nie trzymajmy się obecnej sieci, niestety lojalność tutaj nie jest promowana. Najkorzystniejszą ofertę można wybrać tylko mając przed nosem bilingi z wszystkich telefonów z ostatnich paru miesięcy oraz ofert wszystkich operatorów. Parę wieczorów pewnie nam to zajmie, ale oszczędności mogą być spore, więc chyba warto?:) A i naprawdę uważacie, że posiadane telefony są nie do użytku po 2 latach? Na pewno?:) Warto płacić też 5 zł za granie na czekanie? Stać nas na to by umilać czas innym? Tak samo z internetem. Jest on konieczny, ale czy wykorzystujemy wszystko za co płacimy? Jeśli przekraczalibyśmy limit transferu tańszej opcji raz na kwartał to może warto zapłacić w tym miesiącu dodatkowe złotówki, a w pozostałe miesiące płacić mniej? Przeanalizuj to.

Opłaty za żłobek czy przedszkole nie zmienimy ale może warto starszaka przenieść z przedszkola do zerówki szkolnej? Płacimy wtedy tylko za obiad. Fakt, po 4-5 godz. zajęć dzieciak siedzi w świetlicy ale może w naszej szkole nie jest ona taka zła? Za rok i tak tam trafi. O przeniesieniu ze szkoły płatnej do publicznej chyba nie muszę mówić. Co prawda, jestem zdania , że warto poszukać sponsora (rodzina, chrześni?) który dofinansuje nam przez pewien czas czesne tak by przeniesienie nie nastąpiło w czasie roku szkolnego. Dziecko mniej boleśnie to odczuje. Warto też sprawdzić czy składki w stowarzyszeniach branżowych czy ubezpieczenia nie można na jakiś czas zawiesić bez większych konsekwencji, uzupełniając należne sumy po pewnym czasie. A może z pewnych nieobowiązkowych ubezpieczeń jednak zgodzimy się zrezygnować? Gdzieś trzeba niestety szukać tych środków na przeżycie. Dzieci powinny przejrzeć cała ofertę darmowych zajęć w najbliższej okolicy. Może z jakiś płatnych jeszcze da się zrezygnować, jeśli istnieją podobne darmowe. Jeśli płatne zajęcia naszych dzieci prowadza kluby sportowe lub stowarzyszenia warto zajrzeć w ich statuty, może zawierają zapis że w szczególnych sytuacjach dla osób szczególnie utalentowanych przewidziane są stypendia lub zwolnienia od opłat? Sami musimy się tego dowiedzieć lub np. przepytać trenera lub instruktora. Oszczędzić na komunikacji jest trudno. Znów trzeba zajrzeć w regulaminy świadczącego usługi. Może jesteśmy Honorowym dawcą krwi, a nasz MPK ma dla nich ulgi? Znów powtórzę- trzeba czytać i pytać. Wiedza to ważna rzecz. Dla nas podstawowa:) bo przelicza się na kasę. Warto popytać rodziców dzieci na wspólnych zajęciach, może jest im po drodze i da się wozić dzieci na zmianę? Tak samo z dojazdami do pracy. Razem=taniej:) No i nie oszukujmy się,do 5 km bez bagaży naprawdę da się chodzić piechotą:) Potraktujmy to jako fitness, bezpłatny:) Planujmy wyjazdy, tak by przy okazji załatwić jak najwięcej spraw przy jak najmniejszej kilometrówce. Dobrze wybrać przedszkole, szkołę czy ośrodek zdrowia jak najbliżej, najlepiej po drodze do pracy. Dziecko może wtedy jechać razem z nami i poczekać na lekcje w świetlicy np. odrabiając w tym czasie lekcje. No i trzeba to powiedzieć wprost, musimy być kierowcami idealnymi:) jeden, tylko jeden mandat wystawiony przez policję lub straż miejską może nas pozbawić środków na życie z co najmniej 2 słoików! Także uważajmy gdzie parkujemy:) Trzeba też przejrzeć koszty prowadzania naszego rachunku bankowego, jeśli nie jesteśmy z tym bankiem związani kredytem to może gdzieś znajdziemy korzystniejszą ofertę? Warto też przejrzeć, jakie są składniki tej opłaty bankowej. Może można zrezygnować z paru zbędnych nam teraz kart (przyznam się ze wstydem, iż ja zasymulowałam ich kradzież, zgłosiłam to do banku i nie wystąpiłam z wnioskiem o nowe) lub ich ubezpieczenia. Przy porównywaniu kosztów prowadzenia rachunku trzeba też spojrzeć na koszty przelewów. Niektórzy oszczędzają na spłacaniu kredytu walutowego poprzez wcześniejszy ich zakup w kantorach internetowych, czy też korzystają z kredytu konsolidacyjnego. Nie wiem, nie korzystałam ale może w waszym wypadku to dobre rozwiązanie. Przeanalizujcie to by sprawdzić. Pamiętajmy każda złotówka tu zaoszczędzona, pojawia się w naszych słoikach ułatwiając nam życie.



środa, 5 lutego 2014

Kilka Waszych przepisów i pomysłów na oszczędzanie



A oto kilka Waszych pomysłów/przepisów które piszecie w komentarzach. Szkoda by zaginęły w całości. Więc dziś post napisany przez Was. Dziękuje!!! Starałam się w miarę wiernie wstawić Wasze komentarze, dokonałam tylko drobnych poprawek (polskie znaki, odstępy itp.), nie zmieniałam zupełnie treści.

Wasze rady są bardzo cenne, piszcie koniecznie o swoich pomysłach na oszczędne życie, na pewno wiele osób chętnie skorzysta.


Krążki cebulowe: 3/4 szklanki maki, pól szklanki mleka, pól łyżeczki proszku do pieczenia ,jajko, doprawić sola pieprzem, wymieszać i maczać w tym krążki surowej cebuli, następnie usmażyć na oleju. (przepis według - agni zurasky)

Pesto na obiad:  nasiona bazylii do drogich nie należą a nic nie da się porównać ze studenckim pesto. Zamiast orzechów pinii to słonecznik (słowo honoru, pyszne), ser długo dojrzewający (biedronka, 7zł, wystarczy na 2 razy dla 5 osób), makaron najlepsza pszenica ale na pewno są zamienniki. Złota zasada kuchni włoskiej - makaron grzeje sos więc wszystkie witaminy zostają w potrawie. (pomysł według - enigma)

Dania obiadowe, które często sobie przyrządzam: makaron lub ryż ze szpinakiem (ja kupuję mrożony), makaron lub ryż z prażonymi jabłkami lub śliwkami, takimi jak na szarlotkę, makaron lub ryż z gotowym sosem chińskim - nie przesadzam z sosem, dodaję tylko tyle, żeby danie miało smak. W okresie letnim jeszcze makaron lub ryż z własnoręcznie przyrządzanym sosem ze świeżych pomidorów. Składniki są tanie, a obiady się szybko przygotowuje. (pomysły według -Tomasz Dudkowski)


Pomysł na urodziny: 5 urodziny.zrobiłam tort spidermana (barwnik czerwony-1zl z allegro, figurka spidermana z cukru 5zl tez allegro)-zwykle ciasto biszkoptowe przekładane domowym dżemem truskawkowym.do tego nuggetsy - oczywiście robione w domu, zniknęły w 10 min :) kanapeczki -uśmiechy, gwiazdki i słoneczka, galaretka, którą wlałam do wydrążonych połówek pomarańczy i przecięłam na ćwiartki po zastygnięciu-wbita wykałaczka z kawałkiem papieru-i już zamienia się w łódeczki, szaszłyki owocowe, wtedy w promocji były winogrona, jabłka, no i te wydrążone pomarańcze, i do tego parowki lekko nacięte na czubku przed gotowaniem, wtedy wychodzi taki robal z otwarta paszcza-oczka z czarnych oliwek albo pieprzu, a wychodzi z norki-wydrążonej bułeczki, dzieci zjadły wszystko, a rodzice dziwili się ze bez śmieciowego jedzenia typu chipsy i cukierki tez da się zachęcić dzieci do jedzenia.do picia była mrożona herbata, a, i jeszcze muffinki, ale już z pudelka bo nie miałam sil piec:) (pomysł według - agni zurasky)


Placuszki w poniedziałek: jeśli w niedziele był tradycyjny angielski roast-pieczony kurczak lub wołowina, pieczone marchewki, pietruszki i ziemniaczki. wszystko to co zostało przepuszczam przez maszynkę, doprawiam pieprzem, papryką i ziołami, formuje placuszki i na patelnie. Pycha  (pomysł według - agni zurasky)

Jadłospis w ostatnim tygodniu przed wypłatą: zupa z buraczków czerwonych z ziemniakami, zupa grzybowa, rosół. Krokiety z farszem z kapusty kiszonej i grzybów, łazanki, jajko sadzone z fasolką szparagową, pulpety w sosie marchewkowo-pomidorowym, udka z rosołu, potrawka z kurczaka z zielonym groszkiem. Zupa na dwa dni, mam swoje warzywa: buraczki, pomidory, groszek, fasolka zamrożone latem, grzyby zebrane w lesie. (pomysł według - kowalska)