piątek, 18 stycznia 2019

Co to jest szczęście?



Dla każdego zupełnie coś innego....

Czy człowiek się rodzi z potrzebą posiadania? Wydaje mi się, że nie to dopiero w czasie dorastania zaczyna nabywać tą potrzebę. Z czego to wynika, jak dla mnie schemat jest prosty, zaczynamy się porównywać z innymi, mocy nabiera to w chwili, gdy zaczynamy mieć sami wpływ na posiadane zasoby.
Znacząca większość społeczeństwa widzi swoje szczęście przez pryzmat posiadania, im więcej mam, im droższe jest tym jestem szczęśliwszy!
Jak niewiele osób widzi bogactwo w rozwoju duchowym w powiększaniu wiedzy dla wiedzy, a nie dla nowego dyplomu, certyfikatu czy splendoru.
Jak bardzo przez ten fakt ubożejemy, mimo że posiadamy więcej ciągle nam czegoś brakuje, ciągle jest za mało.
Nie rodzimy się z przeświadczeniem, że jesteśmy ubodzy, (gdy nasza rodzina jest mało zasobna finansowo), nie czujemy się gorsi, nie pragniemy więcej do czasu konfrontacji, z zamożniejszymi.
Niestety na tle finansowym jest najwięcej przestępstw, kłamstw i zła.  Jak to się mawia, „gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Jak bardzo one właśnie zawładnęły ludzkością, ludzie potrafią zabić drugiego człowieka za 20 zł nawet. Pieniądz rządzi światem, rządzi nami, jest pożądany, upragniony i wielu o nim marzy. Jak często to właśnie pieniędzy się życzy, gdy składamy komuś życzenia, a jak rzadko słyszymy, czytamy życzenie pogłęb swoja duchowość, spełniaj się, odnajdź swoja ścieżkę życiowa?
Często zadawaliście mi pytanie – czy jest mi źle, czy nie ciężko żyć ze świadomością braku pieniędzy? To wszystko zależy od naszego wewnętrznego nastawienia, od tego, czego pragniemy/pożądamy i o czym marzymy, co jest dla nas celem, a co istotą.  Również te pytania dowodzą o fakcie władzy pieniądza.
Owszem pieniądze są środkiem, ale czy głównym celem?
Dla mnie najważniejszy jest spokój, brak leku o jutro. Nie muszę posiadać nowego samochodu, drogich ubrań, skórzanej kanapy, (choć fakt jest praktyczna, ale nie posiadam jej) itp.
Cieszy mnie uśmiech na twarzy bliskich, podziękowanie za smaczny posiłek, zdrowie rodziny i moje, śpiew ptaków za oknem, możliwość poświecenia czasu na chwile zadumy. Na pozór drobiazgi, ale dla mnie cenniejsze niż dobra materialne. Wiem, jestem z urodzenia minimalistką, ale wydaje mi się, że właśnie tacy przychodzimy na ten świat, czas, ludzie, mas media, nas zmieniają i kształtują na potrzeby posiadania. W taki jakby trochę matrix nam fundują.
Nie mnie oceniać, jak kto żyje, każdy wybiera inną drogę, dzieci są łatwym celem takiego programowania, widzę to po własnych dzieciach, trudno we współczesnym świecie się obronić.
Ja pewnie mam jakiś defekt i ogólnie jestem inna, dziwna, pokręcona. Czasem maż się śmieje, że ja to mam foch na zmieniająca się modę, bo mnie zmusza do wymiany ukochanych ubrań (a przecież takie jeszcze dobre są). No już taka inna jestem już, choć na szczęście na swojej drodze, co raz częściej spotykam podobnych dziwaków jak ja, może, dlatego, że zaczynam podświadomie wybierać takie miejsca, takie towarzystwo właśnie.
Już nie piszcie mi jak bardzo pokręcona jestem, bo to to ja już wiem sama.

wtorek, 8 stycznia 2019

A czas płynie.....




Od 6 lat prowadzę ten go bloga, wiele w moim i mojej rodziny życiu się zmieniły, dzieci staja się pomału dorosłe, my przekraczamy pewne granice wieku i nasz światopogląd również się zmienia. Jak to powiadają mędrcy – człowiek powinien uczyć się całe życie i nigdy nie twierdzić, że już wszystko wie i wszystko umie, bo tak nie jest.  Ja również, co dzień uczę się czegoś nowego, przez lata dużo czytam, rozmawiam, sama dochodzę do pewnych wniosków. Zeszłam z ścieżki wyznaniowej, w której zostałam wychowana i wychowywałam moje dzieci. U mnie sprawy wyznaniowe od zawsze były sferą silnych przemyśleń i dla mnie od zawsze istniał jeden Bóg, drażniły mnie podziały, nienawiść między wyznawcami, więc pozostałam przy własnym wewnętrznym umiłowaniu Boga i podążaniu za prawdą człowieczeństwa a nie, danej religii. Dorastanie dzieci też zmienia każdego rodzica, jeśli nie chce się rodzic zmieniać to znaczy, że nie chce podążać za i z własnym dzieckiem.  Do pewnych spraw dojrzewam inne odrzucam.  Przez te 6 lat zupełnie zmieniliśmy swój styl odżywiania, sposób wydawania pieniędzy, swój stosunek do posiadania, do zdrowia i problemów dnia codziennego. Uczymy się życia na wolniejszych obrotach, pełniejszego refleksji i uważności nad tym, co posiadamy a nie nad tym, czego nie posiadamy. Nauczyliśmy się nie rozmyślać nad tym, co moglibyśmy mieć, ale wyznaczać sobie cele i konsekwentnie do nich zdążać.  Generalnie te lata bardzo wzbogaciły nas wewnętrznie. Nie biegniemy już na oślep przed siebie w pogoni za pieniądzem i posiadaniem. Pewne rzeczy zaczęły być dla nas bezsensowną, niepotrzebna fanaberia, a pewne zaczęliśmy mocniej doceniać.



Te 6 lat to był za razem trudny, ale i niesamowity czas, nie sądziliśmy, że aż tak nas zmieni brak pieniędzy, baliśmy się, że nas zuboży również wewnętrznie. Nie mogąc wszystkiego ot tak kupić pobudziliśmy własna kreatywność, nauczyliśmy się również cieszyć drobnostkami. Nie biegniemy natychmiast po każdy drobiazg do sklepu, nie marnujemy e żywności, nie wydajemy pieniędzy na rzeczy, które są nam zbędne, lub nas nie cieszą.

U nas spełniło się, powiedzenie, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko ma swój cel i zamysł.

Nasze małżeństwo również przeżyło burze i sztormy, ale po każdej burzy wstawało słońce i to silniej świecące, każdy upadek uczył nas być silniejszy.
Jesienią 2007 roku przeprowadziliśmy się na wieś, utknęliśmy w potężnej dziurze kredytowej, gdy nasze zobowiązania przerastały nasze dochody, nie mogliśmy liczyć na żadną pomoc od rodziny, zostaliśmy sami z trójka dzieci i kompletnym brakiem pieniędzy. Do tego chłopcy byli na diecie bezglutenowej, a najstarszy na diecie bezlaktozowej.  Przy kiepskim odżywianiu wszyscy zaczęliśmy chorować, a nie było funduszy na leczenie, uczyłam się metod alternatywnych by nie sięgać po drogie leki, dzięki temu również nieświadomie wspomagałam zdrowie rodziny.  Teraz jak popatrzę i wspomnę to, co jedliśmy lata temu lub jak się leczyliśmy przeraża mnie, że tak mogliśmy żyć, na szczęście człowiek wiele da radę przetrzymać. Kiedyś wydawałam na jedzenie więcej, a jadaliśmy dużo gorzej. Fakt więcej spędzam czasu w kuchni, ale jest to warte, a dodatkowo ja to naprawdę lubię, owszem mam kryzysy, ale to ogólne lenistwo mnie dopada i zaczynam tupać.



Aż się wierzyć nie chce jak inaczej wyglądało nasze życie 12 lat temu. Czas, wydarzenia, ludzie, doświadczenia bardzo nas zmieniają. Czy to tak naprawdę wychodzi nam na dobre, któż to wie, może tak, a może nie.

Podsumowując ten czas poszperałam dziś po blogu i natrafiłam na ten post.  




P.S. Proszę o dodawanie komentarzy pod postem którego dotyczą, trudno się potem domyślać że chodzi o post z przed kilku lat. Komentarzy do takich postów nie będę publikować, bo zupełnie nie mają sensu. 

czwartek, 3 stycznia 2019

Gulasz z boczniaków z ciecierzycą




Moja propozycja na szybkie danie bezmięsne. Zrobiłam je używając resztek w lodówce, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma tego typu resztki w lodówce. U mnie była ciecierzyca gotowana, ugotowałam za dużo dzień wcześniej, boczniaki czekały na swój moment, a makaron został z poprzedniego dnia. Rodzinie smakowało, uznali, że bardzo energetyczne danie super na zimowe kolacje.



Na zdjęciu makaron kukurydziany


Składniki na pięć osób:

  • ½ kg boczniaków (mogą być pieczarki)
  • szklanka gotowanej ciecierzycy lub jedna puszka (ja nie używam z puszki niczego, więc u mnie tylko gotowana)
  • 2 cebule
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 duża marchew
  • ½ litra sosu pomidorowego (można zastąpić przecierem rozcieńczonym woda np. 4 łyżki w 500 ml wody)
  • łyżka majeranku
  • łyżeczka bazylii
  • 1/3 łyżeczki ostrej papryki
  • łyżeczka słodkiej papryki
  • sól do smaku
  • tłuszcz do smażenia (taki, jaki lubicie)

Cebulę obieramy i siekamy w drobna kostkę, boczniaki lub pieczarki w paski, marchew obieramy i ścieramy na warzywnej tartce. Rozgrzewamy tłuszcz na patelni i szklimy cebulę, następnie dokładamy grzyby, marchew i dusimy je tak długo aż wyparuje woda. Następnie dokładamy przyprawy i czosnek, smażymy około minutki i zalewamy sosem pomidorowym. Dusimy całość około 5 minut i wrzucamy ciecierzycę, mieszamy i jeszcze tak z 1-2 minutki gotujemy. Ja podałam z resztkami makaronu, który wrzuciłam na patelnie to gorącego sosu i wszystko razem wymieszałam, można to danie podać z ryżem, pieczywem, albo samodzielnie dokładając więcej ciecierzycy. Wraz z gotowanie i przygotowaniami podanie tego dania zajęło mi około 30 minut. W krótkim czasie przygotowałam pożywną, domowa kolację. Nie bójcie się eksperymentować z tym, co macie w lodówce i domu. Czasem mogą Was zaskoczyć mile Wasze pomysły, a do tego nic się nie zmarnuje i domownicy będą zadowoleni z posiłku.

wtorek, 1 stycznia 2019

Rolada makowa z biszkoptem bez pszenicy




Przed nami karnawał, może komuś przyda się łatwa wersja makowca zawijanego bez mąki pszennej.




Składniki:

Ciasto: 

3 jaja
90 g cukru
3 łyżki mąki ryżowej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
½ łyżeczki proszku do pieczenia (na skrobi kukurydzianej)


Białka ubijamy dodając powoli cukier, Następnie po jednym żółtku dodajemy do białek, delikatnie mieszamy. Mąki mieszamy w osobnej misce razem z proszkiem do pieczenia. Dodajemy po łyżce mąki do jaj i delikatnie mieszamy. Wylewamy masę na dużą blachę wyłożoną papierem do pieczenia.  Pieczemy biszkopt w temperaturze 190 stopni około 12 min. Wyjmujemy na ścierkę od razu po upieczeniu, zawijamy i zostawiamy do wystygnięcia. Smarujemy kremem śmietanowym z przepisu powyżej.

Masa makowa:

200 g mielonego maku,
1 żółtko
2/3 szklanki cukru
1/3 szklanki miodu
2-3 łyżki rumu lub koniaku (opcjonalnie)
25 g masła/margaryny
1 szklanka mleka (dowolne ja użyłam kokosowego, a innym razem migdałowego)
2 garście rodzynek

Na patelni lub w garnku z grubym dnem rozpuszczamy masło z mlekiem, cukrem i miodem. Dokładamy mak i wypłukane rodzynki. Smażymy całość około 20 minut, czas zależy od tego jak szybko masa gęstnieje. Na koniec dolewamy alkohol i roztrzepane żółtko. Chwilkę smażymy i odstawiamy do wystygnięcia.
Upieczone i ostudzone ciasto biszkoptowe smarujemy zimna masa makową, zawijamy całość i odstawiamy do lodówki, po około godzinie możemy kroić i podawać.
Jest to dużo łatwiejsza i mniej pracochłonna wersja makowca od wersji drożdżowej. Naprawdę polecam, w tym roku pierwszy raz wpadłam na pomysł połączenia takiej rolady z makowa masą.