poniedziałek, 21 września 2020

Jedz by żyć, a nie odwrotnie!

 


„Właściwe odżywianie będzie medycyną jutra” Linus Paulus


Wiele razy słyszycie na pewno takie słowa – jesteś tym co jesz, pokaż mi swoja lodówkę, a powiem Ci na co chorujesz lub zachorujesz, powiedz mi co jesz, a powiem Ci kim jesteś. Czy jest w tym ziarno prawdy? Myślę, że tak i to sporo. Od tego co zjemy zależy nasze zdrowie i życie. Tak, tak, to nie czcze mądrowanie się. Dosłownie tak jest! Kiedy jemy zdrowo nasze ciało i umysł są w dobrej formie, ciało jest świątynią ducha, więc zadbajmy o dobrą kondycję tego opakowania by służyło nam jak najdłużej i to w jak najlepszej formie. Kiedy jemy cokolwiek zaczynamy często tyć, chorować i nic nam się nie chce. To czemu robić to świadomie, na własne życzenie? Przecież możemy sami sprawić, że poczujemy się lepiej. Czemu nie zacząć dziś tak od razu, nie jutro, nie w poniedziałek. Zacznijmy jeść regularnie, małe porcje, składające się ze zdrowych, naturalnych, nieprzetworzonych wysoko składników. Zaraz pomyślicie – a skąd mam na to wziąć czas? A czemu nie masz mieć, ważniejsze jest przeglądanie obrazków w necie, godzinne pogaduszki przez telefon, kolejny odcinek serialu niż własne zdrowie? Przecież każdy musi jeść, więc wystarczy odrobinkę więcej wysiłku by jeść zdrowo. Najlepiej zaplanować sobie jadłospis na cały tydzień, posiłek na następny dzień do pracy/szkoły można przygotować wieczorem (mój syn składa sobie np. tosty do zapieczenia na rano, wkłada w szklany pojemnik, ustawia opiekacz na blacie, rano idąc do łazienki włącza go, wracając idąc się ubrać wkłada gotowe do zapieczenia tosty, wraca i ma pożywny posiłek z rana. Kanapki i przekąski też robi sobie wieczorem by rano je tylko spakować do plecaka. Jest w klasie maturalnej i sporo przebywa po za domem). Postarajmy się jadać o tych samych porach, nie jadajmy kolacji zbyt późno. Niestety wiele osób zjada coś rano, a potem dopiero wieczorem próbuje nadrobić dzień i niestety już nie spala tych pochłoniętych kalorii. Starajcie się pić więcej wody często wydaje się nam, że pijemy przecież zdrowe napoje, ale nie zawsze tak jest np. woda smakowa może zawierać 4 łyżeczki cukru, Kubuś 6 łyżeczek, mrożona herbata 2 łyżeczki, napój jabłkowo-miętowy 4 łyżeczki cukru lepiej pozostać przy zwykłej niegazowanej wodzie. Badanie obejmujące 1,3 mln osób pokazało wyraźnie, że im wyższy poziom glukozy w krwi, tym wyższe ryzyko raka. Czy media o tym mówią?

Wiele osób zadaje sobie pytanie czemu tyję? Bo za dużo jesz, bo za mało się ruszasz. Czy zdajecie sobie sprawę, że już ponad 22 % uczniów szkół podstawowych w Polsce ma nadwagę. A co niesie za sobą nadwaga dla naszego zdrowia? Tu nie chodzi o wygląd, ale o zdrowie! Najczęstsze choroby związane z nadwaga to: cukrzyca, nadciśnienie (mają je obecnie nawet nastolatki), nowotwory, astma, bezdech nocny, problemy kostno-stawowe, zaburzenia hormonalne. Chcecie to zafundować sobie i swoim bliskim? Zatem co robić spytacie. Należy zastanowić się co i ile tak naprawdę jemy, ile czasu w tygodniu poświęcamy na ruch. Może warto częściej najlepiej codziennie iść na spacer, zamienić godzinę przed komputerem/telewizorem na ćwiczenia lub spacer, a może na wycieczkę rowerową. Nie wiem, czy wiecie, ale polskie dziecko statystycznie spędza przed komputerem 2 godziny dziennie. To może wynegocjować pół na pół, godzina ruchu i godzina komputera lub tv?

Teraz czas pomyśleć co nam szkodzi, jak nas przemysł spożywczy wkręca w otyłość i chęć sięgania po jeszcze i jeszcze. Jeden ze składników który blokuje hormon zwany leptyną odpowiedzialny za informowanie mózgu o tym, że jesteśmy najedzeni to syrop glukozowo - fruktozowy. Dzięki niemu cięgle czujemy się głodni, warto więc wybrać produkty bez tego właśnie „wspaniałego” dodatku, niestety bardzo wiele produktów go zawiera.  Nie czujemy się najedzeni, jemy więcej, jemy więcej tyjemy. Kolejny składnik wszechobecny w gotowych produktach to olej palmowy który zawiera szkodliwe tłuszcze nasycone (tzw. Trans), one podnoszą poziom „złego” cholesterolu we krwi który z kolei niszczy serce i tętnice i sprzyja otyłości i cukrzycy. Olej palmowy czasem ukrywa się pod nazwa olej roślinny lub tłuszcz roślinny oraz tłuszcz roślinny utwardzony. Nutella zawiera 25% oleju palmowego.  Królujący w większości dostępnych w sklepach gotowych produktów który znajdziemy nawet w tanim piwie to……oczywiście glutaminian sodu, wszechobecny wzmacniacz smaku ukryty pod E 621. Czemu jest taki zły i tak często i źle się o nim mówi? Dlatego, że ma działanie uzależniające, dlatego np. nie potrafimy przestać jeść chipsów lub paluszków. A jak za dużo jemy to tyjemy i szkodzimy naszemu zdrowiu.

Ja osobiście dużo czasu spędzam w sklepie, bo za każdym razem sprawdzam skład, miałam już kilka razy sytuację, że skład danego produktu został zamieniony na niekorzyść, więc lepiej kontrolować go zawsze.

Jeśli nie potraficie sobie sami poradzić z układaniem jadłospisu, dobraniem odpowiedniej ilości, stworzeniem listy zakupów, polecam planer na stronie NFZ, tam można założyć sobie konto i ułożyć indywidualny plan posiłków nie płacąc zupełnie nic, dodatkowo jest tworzona na każdy dzień lista zakupów. Podany jest również przepis przygotowania posiłku.

Naprawdę warto zadbać o zdrowie, a dieta, ruch i pogodne nastawianie do życia to najważniejsze jego składniki.

Pamiętajcie o warzywach i owocach w diecie. Polecam domowe soki własnoręcznie wyciskane, dzięki temu mamy dużą dawkę witamin. Ja ostatnio piję sok z kiszonej kapusty, nie mam problemów z nadciśnieniem, wręcz przeciwnie więc nie muszę się obawiać soli tam zawartej, piję ½ szklanki dziennie oraz soku warzywne jedną szklankę dziennie, różne zestawienie.  Teraz mamy dostęp do niedrogich warzyw sezonowych, sok można wyciskać prawie ze wszystkiego, kapusty białej, kalafiora, cukinii, buraka, marchwi, ogórka świeżego, selera naciowego, wybór jest ogromny.


środa, 9 września 2020

Tak wiele dróg, a każdy ma jeden cel - być szczęśliwym

 


Codzienność nas pochłania, biegniemy przed siebie czasem nie wiemy nawet gdzie i po co, zatracamy się w tym biegu i biegnąc często zapominamy o siebie i swoich bliskich. Wydaje nam się, że spieszy się dla nich właśnie i dla siebie, lecz nie zawsze tak jest.  Zamiast przysiąść z dzieckiem i porozmawiać, iść na spacer, pograć w planszówkę my biegniemy do pracy by zarobić dla dziecku na telefon, sobie na samochód lepszy, kanapę, ciuchy.  Ale czy dziecko i my będziemy za x lat wspominać rzeczy, które posiadaliśmy czy chwile, które spędziliśmy razem? Spróbujcie zatrzymać się chwilę na ulicy i rozejrzeć wokoło, powiedzcie mi co zobaczycie, przemyślcie to. Wieczorem, gdy będziecie kłaść się do łózka zastanówcie się jak miną Wam dzień, co czuliście, czy jesteście z niego zadowoleni, czy zadbaliście o siebie i bliskich, czy czuliście miłość do siebie i bliskich?

Ja od pewnego czasu codziennie zapisuję pięć rzeczy, za które jestem wdzięczna danego dnia, zapisuję również co zrobiłam dobrego dla siebie i moich bliskich. Jestem zdziwiona co tam zaczyna pozostawać, co zapisuję. Każdego dnia czuję, że zmienia się moje nastawienie do domowników. Od wielu dni zapisuję, że jestem wdzięczna za coś mężowi, nie dostrzegałam jego małych gestów wobec mnie, czekałam na spektakularne WOW, a tu niespodzianka, codziennie sprawia mi coś miłego. Złościłam się na dzieci, że nie chcą pomagać w domu, a gdy zapisałam ich oferty pomocy znowu szok, pomagają jak widz, że nie mam siły, że pokonał mnie dzień i jestem im za to wdzięczna. Ja zaczęłam najpierw od zapisywania za co jestem wdzięczna, potem dodałam do tego opis moich emocji, a następnie opisałam swoje drobne gesty wobec domowników. Dzięki tym zapiskom widzę jak często tylko mi się wydawało, że coś dla nich robię, ale to były zupełnie bezsensowne gesty – gnałam przez miasto by syn np. nie spóźnił się na trening, no a czym by było 5 minut dłużej i spokojniej spędzone w samochodzie na rozmowie, trening często zaczynał się 5-10 minut po czasie, aj ja zawsze gnałam, bo trzeba być punktualnym.

Krytykujemy otoczenie, a czy sobie na pewno nie mamy nic do zarzucenia?  Może lepiej skupić się tylko na sobie, nie porównywać swoich dzieci i siebie z innymi, myślę, że to jest jeden z elementów spokoju i szczęścia – nie porównywać się! Dostrzegajmy pozytywy z różnych zdarzeń. Ostatnio znajoma opowiada mi o byłej dziewczynie jej syna – wiesz nie cierpiałam jej, ale ona dała mu sporo doświadczenia, myślę, że była ważnym kimś w jego życiu.  Puknęłam się wtedy w głowę, rany jaka Ona jest mądra, widzi tę dobrą stronę sytuacji, ale ja jestem ślepa, trzeba widzieć szklankę pełną w połowie, a nie w połowie pusta.

Z dobrymi uczynkami też różnie bywa, nie zawsze są dobre jak nam się wydaje. Choć by jak w tym memie który ostatnio widziałam w Internecie. Sąsiedzi wiedzieli, że ich jeden sąsiad siedzi i tylko czyta książki, nie ma telewizora i tylko czyta. Postanowili, że zrobią zrzutkę i mu kupią telewizor, tak też zrobili. A co zrobił sąsiad, podziękował im serdecznie, apotem sprzedał telewizor i kupił więcej książek, Sąsiedzi się obrazili.  Nie uszczęśliwiajmy kogoś na siłę. Każdy z nas wybiera drogę życia dla siebie, a nie dla innych. Porównywanie się, krytykowanie innych, jest bezsensu, bo to trochę jak kazać facetowi chodzić codziennie w szpilkach. Nie próbujmy wszystkich „przyciąć” do siebie.

Jeśli sąsiad kupi nowy samochód to pomyślcie, że może będzie szczęśliwszy i mniej będzie kłócił się z żoną, więcej będzie jeździł samochodem, a u Was będzie ciszej. Nie zazdrośćcie mu, nie próbujcie też mieć nowszy, lepszy od niego, bo to koło zamknięte, nie ma z tego wyjścia. Może lepiej mu pogratulować i ewentualnie poprosić o przejażdżkę, by zebrać doświadczenie z innego typu pojazdu. Nic więcej, bez zazdrości nienawiści.

Przestańmy się oceniać, gnać bezmyślnie za wyimaginowanym szczęściem, pokochajcie siebie, nie próbujcie innych dopasować do swoich oczekiwań, nie planujcie innym życia (zwłaszcza własnym dzieciom). Poczujcie radość z tego co macie, pobłogosławcie swoje życie, zaakceptujcie je, nie zadręczajcie się tym czego nie macie. Pomyślcie, że tego ranka nie wszyscy obudzili się żywi, nie wszyscy mieli dach nad głową, nie wszyscy mieli co zjeść na śniadanie, nie wszyscy byli bezpieczni, nie wszyscy mieli wodę w kranie, nie wszyscy mieli prace do której mogli isć, nie wszyscy mogli do niej pójść o własnych siłach, nie wszyscy mieli ubranie i szafę, nie wszyscy mogli zaczerpnąć powietrza pełna piersią itd. Pomyślcie jakimi jesteście szczęściarzami, jak wiele osób nie ma tego co masz Ty!!

Jeśli jesteś kobieta, to pomyśl, jak wiele kobiet nie może pracować, uczyć się, mieć własnego zdania, wyboru, jeśli to to wszystko masz, to tez jesteś szczęściarą, jeśli nikt Cię nie bije, nie wykorzystuje seksualnie, to tym bardziej jesteś w gronie szczęśliwych kobiet. Na świecie wiele, nawet nie wiesz jak bardzo wiele kobiet nie ma takiego luksusu wyboru, może nawet twoja znajoma, sąsiadka.  Według danych z 2012 roku - 800 tysięcy - tyle kobiet rocznie doświadcza w Polsce przemocy, 150 ginie w wyniku tzw. nieporozumień domowych. To są poważne liczby, to inny bardzo trudny temat. Moja bliska osoba była bita przez pierwszego męża, więc temat nie jest mi zupełnie obcy.

Wiem, że mężczyźni tez padają ofiarami przemocy domowej, ale jest ich znacznie mniej.

Dane z 2019 roku liczba ofiar – kobiet    65 195, liczba ofiar – mężczyzn 10 676. Liczby mówią same za siebie.

Pamiętajcie, że ludzie są po to by ich kochać, a rzeczy by je mieć, niestety obecne czasy przekręciły ten fakt. Kochamy rzeczy, a ludzi mamy. Rzeczy są ulotne, to tylko rzeczy. Miłość, przyjaźń, wsparcie, troska, zrozumienie, bezpieczeństwo, to rzeczy bezcenne, nie da się ich kupić. Nie sprzedawajcie tego wszystkiego za „garść srebrników”


czwartek, 27 sierpnia 2020

Urlopowe wspominki...




Byliśmy na urlopowym wyjeździe, wędrując po różnych miejscowościach zaskoczyło nas kilka rzeczy na plus. Po pierwsze w wielu miastach, miasteczkach na balkonach pojawiły się warzywa, często jest ich przewaga nad kwiatami. Wiedzieliśmy większy balkon w mieście z małym tunelem foliowym a w nim rosły krzaki pomidorów. W innej miejscowości blisko rosyjskiej granicy przy blokach każdy kawałek ziemi był zagospodarowany na uprawę warzyw, były tan nawet tunele z warzywami, małe szklarnie, krzaki owocowe, prawie nie było tam kwiatów, głównie jadalne rośliny.  W tej właśnie miejscowości zaskoczył na jeszcze inny fakt, dzieci bawiące się na podwórkach, przed blokami, dzieci były w wieku do około 13 lat, nie siedziały z telefonami w dłoniach, ale jeździły na rowerach, grały w kapsle, gumę, wisiały na trzepakach. Nawoływały się stając pod oknami bloku, rodzice wieczorami używając gróźb zwoływali do domów dzieciaki. Czuliśmy się jak byśmy się cofnęli w czasie, śmiech dzieci od rana na podwórkach do wieczora. Jak idę do teściowej mieszkającej na dużym osiedlu prawie w ogóle nie widzę dzieciaków po za mieszkaniami.



W tym roku postawiliśmy na urlopowy wyjazd w niskiej cenie, wynajęliśmy tanie kwatery z możliwością przyrządzenia sobie posiłków.  Podczas 10 dniowego wyjazdu upiekłam 5 bochenków chleba, ze sobą zabrałam 4 z domu, wróciłam z dwoma do domu. Zabraliśmy z domu ciastka św. Hildegardy całe pudło, ciastka owsiane, ciastka kokosowe, biszkopty oraz domowe sezamki, na miejscu kupowaliśmy tylko owoce, oraz jogurty. Z domu na pierwsza kolację zabrałam fasolkę szparagowa z naszego ogrodu oraz jajka, które usmażyłam jako sadzone do ugotowanej fasolki. Potem staraliśmy się robić proste dania, no nie zawsze, ale zawsze domowe takie jak ryba smażona z frytkami (pieczonymi w piecyku), pomidory (własne zabrane z ogrodu) z jogurtem i cebulką, mieszanka chińska z ryżem i przyprawami bez mięsa, naleśniki, pizza domowa bez mięsa z pieczarkami, papryką (zabraną z domowego ogrodu), oliwkami i kukurydzą. Jedliśmy kasze gryczaną z sosem pieczarkowym i mizerią (ogórki również zabraliśmy z naszego ogrodu), ryba smażona, frytki i surówka z marchewki, oraz naleśniki (z białym serem na słodko), placuszki bananowe, zupę krem z domowych pomidorów. Po za tym zabraliśmy z domu wędliny domowe, kaneladę (do rozcieńczania z wodą), dżemy. Na miejscu kupowaliśmy jajka, sery, warzywa.  Zabieraliśmy na wycieczki kawę, wodę, napój z kaneladą, ciastka, kanapki ani razu nie kupiliśmy jedzenia na wynos, na mieście.  Nasz najstarszy syn z racji diety jadał zupy krem, gotowaną rybę, gotowane warzywa, duszone mięso. Jego dieta powstrzymywała nas dodatkowo przed pokusami urlopowymi typu lody, jedzenie na mieście, bo to nie dla niego atrakcje.
Na rozrywki nie wydaliśmy dużo, bo tylko raz córce zafundowaliśmy wrotki – 15 zł za godzinę jazdy, oraz tatuaż z henny – 35 zł, po za tym jeździliśmy na wycieczki rowerowe, spacerowaliśmy, graliśmy w gry, rozmawialiśmy (mieliśmy na to więcej czasu), czytaliśmy książki, ja robiłam torbę/plecak na drutach. Oczywiście z urlopu jak zawsze przywieźliśmy pamiątki – 3 książki, za które na wyprzedaży zapłaciliśmy 36 zł. Ogólnie wyjazd uznaliśmy za udany, odpoczęliśmy, zmieniliśmy klimat, oderwaliśmy się od codzienności. Pojechaliśmy w czworo na wyjazd, młodszy syn (18 lat), miał w tym terminie diw osiemnastki kolegów i nie chciał z nich zrezygnować, więc został w domu i opiekował się zwierzętami, domem oraz ogrodem. Po raz pierwszy został sam w domu, przyznam, że byłam pełna obaw, a On wywiązał się ze wszystkiego śpiewająco, sam sobie gotował, przed naszym powrotem posprzątał dom, przywitał nas gorąca herbata po podróżny naszej. Zero zniszczeń, wszystko super.
A teraz czas na przygotowania szkolne, w tym roku córka zaczyna liceum, syn młodszy klasę maturalną, najstarszy syn (23 lata) już edukację zakończył. Właśnie zamówiliśmy podręczniki dla córki kwoty dobijają – 507 zł za komplet podręczników do pierwszej klasy liceum, do tego zeszyty i inne drobiazgi, aż skóra cierpnie, syn jeszcze nie ma wykazu podręczników, więc czeka nas kolejny szok zapewne cenowy. Zawsze początek roku szkolnego wiąże się z poważnymi wydatkami.
Wracając do naszego wyjazdu, ja wiem, że dla wielu osób urlop z gotowaniem nie jest odpoczynkiem, ja lubię gotować, a dodatkowo jak robiliśmy to rodzinnie było bardzo przyjemnie. Lubimy wspólnie pracować w kuchni i spędzać czas ze sobą.  W czasie wyjazdu obchodziliśmy 29 rocznice ślubu, ja przygotowałam kolację, maż wyjął butelkę domowego wina, córka zapaliła świece i usiedliśmy w czworo do wspólnej kolacji, potem poszliśmy we dwoje na wieczorny spacer, posiedzieliśmy nad stawem, było bardzo przyjemnie. Nam to wystarczyło. Może raz rok będziemy chcieli czegoś więcej, może, zobaczymy, jak sytuacji pozwoli. Trzeba doceniać drobiazgi, cieszyć się tym co mam, a nie martwić tym czego nam brak, najważniejsze jest to, że mamy siebie nawzajem.