poniedziałek, 26 października 2026

Wczoraj jest historią, jutro jest zagadką, dziś jest darem

 


Maksyma historycznie przypisywana Eleanor Roosevelt:

  1. Wczoraj jest historią.
  2. Jutro jest zagadką.
  3. Dziś jest darem.

Jak ja rozumiem te słowa?

Wczoraj jest historią – przeszłość to przeszłość, nie mamy na nią wpływu. Stało się, minęło. Wszystkie nasze błędy, porażki, uniesienia, sukcesy i smutki to chwile, które są już zapisane, ale nie zmienimy w nich niczego. Nie mamy już na to wpływu.

Nie powinniśmy zbytnio rozpamiętywać błędów ani żyć chwilami dawnej chwały. Stoimy wtedy w miejscu, bo karmimy się czasem przeszłym. Z przeszłości czerpmy naukę, wnioski i siłę, bo życie toczy się dalej. Nie „mieszkajmy” w emocjach przeszłości.

Jutro jest zagadką – nie wiemy, co wydarzy się jutro. Jutro jest pełne oczekiwań i planów, ale nikt nam do końca nie zagwarantuje, że będzie takie, jak sobie zaplanowaliśmy.

Nie ma sensu zamartwiać się na zapas. To marnowanie energii na tworzenie scenariuszy, przez które zabieramy sobie dzisiaj. Przyszłość budować powinniśmy przez działanie, a nie przez lęk.

Dziś jest darem – każdego dnia, gdy się budzimy, wchodzimy na niezapisaną „kartę”. Mamy siłę sprawczą, by podejmować decyzje tu i teraz, w danej chwili. Doceniajmy nasze „dzisiaj”, angażujmy się w to, co robimy, i realizujmy nasze cele. Nie uciekajmy w przeszłość, nie wybiegajmy ciągle w jutro.

Ja staram się mówić sobie znane zdanie: „Dziś to jutro, tyle że dziś”.

Dla mnie oznacza to, że jeśli potrafię przeżyć dzisiejszy dzień, krok po kroku radząc sobie z bieżącymi wyzwaniami, to poradzę sobie również jutro. Jakoś mniej martwię się wtedy o przyszłość.

A kiedy przychodzą złe myśli, kiedy przerażają mnie już dziś sprawy, które mogą wydarzyć się jutro, myślę sobie: „E tam, zostawmy to, zajmę się tym jutro”.

Zapisuję wtedy tę sprawę na kartce, z dopiskiem, kiedy konkretnie mam się nią zająć, np. we wtorek o 12.25. Daję w ten sposób sygnał swojej podświadomości, że sprawa jest w toku, ale na razie nie musimy się nią zajmować.

I wiecie co? To naprawdę pomaga. Nie muszę rozwiązywać wszystkich problemów od razu, nie muszę znać odpowiedzi na wszystkie pytania już dziś.

Dziś jest dziś. Jutro przyjdzie jutro. A ja zajmę się nim wtedy, kiedy nadejdzie.


poniedziałek, 19 października 2026

Piękny XIX wiek?

 

Czy próbowaliście sobie wyobrazić dzień średnio zamożnej gospodyni domowej w XIX wieku? Mnie to ciekawiło i zaczęłam przeszukiwać publikacje z tamtego okresu oraz współczesne opracowania. Ciekawiło mnie życie takiej np. żony urzędnika, żony męża zajmującego się handlem, prawnika. 

„Młoda dziewczyna wychodząca za mąż, staje się w najobszerniejszem słowa tego znaczeniu buchalterem, pełnomocnikiem i zarządcą majątku męża i rodziny swojej.”
Julia Selingerowa, „Obowiązki kobiety każdego stanu w zakresie gospodarstwa domowego”, Lwów 1882.

             Pani domu żyjąca np. w roku 1885 miała sporo zajęć. Wstawała przed całą rodziną, doglądała pracy służącej, wydawała produkty ze spiżarni kucharce, ustalała menu na cały dzień. Potem zjadała śniadanie wraz z mężem i wyprawiała go do pracy. W ciągu dnia musiała iść z kucharką/służącą na targ po świeże produkty spożywcze. Po powrocie nadzorowała porządki, pranie, sama robiła lżejsze prace, typu wycieranie kurzu z cennych bibelotów, doglądała przygotowań do obiadu. W międzyczasie zajmowała się często nauką młodszych dzieci – czytaniem, podstawami liczenia, francuskim, grą na fortepianie.

W ciągu dnia mąż wychodził z biura i przychodził na obiad, po obiedzie wracał do biura, a pani domu miała czas na wizyty towarzyskie, herbatkę, robótki ręczne i plotki, które były nieodłącznym elementem życia towarzyskiego. Jeśli nie miała zaplanowanych takich spotkań, wychodziła np. na spacer lub do magazynu mód.

Ówczesna pani domu prowadziła skrupulatnie domowe księgi rachunkowe. Zapisywała tam wszystkie wydatki związane z prowadzeniem domu, a mąż decydował, ile jest w stanie przeznaczyć na ten cel.

Wieczorem, gdy mąż wracał do domu, zjadali wszyscy wspólnie kolację i spędzali czas w rodzinnym gronie – na czytaniu, rozmowach, robótkach ręcznych i zabawie. Przed udaniem się na spoczynek pani domu sprawdzała, czy drzwi są zamknięte, gasiła świece/lampy naftowe i omawiała z mężem plany na następny dzień.

 Zupełnie inaczej miał się dzień żony np. rzemieślnika. Nie miała służby wspierającej ją w pracach domowych, często musiała pomagać mężowi przy pracy. Nie miała czasu na czytanie książek dzieciom czy naukę gry na fortepianie. Najczęściej dzieci towarzyszyły jej w codziennych pracach domowych, a gdy już podrosły, same pomagały przy tych pracach. Ale to inny temat, na inny post.

 Jak widać, dzień ówczesnych kobiet klasy średniej to nie były tylko pogaduszki, czytanie romansów i wzdychanie przy haftach. Może tak było w wyższej klasie. Dla takich kobiet powstawały książki Lucyny Ćwierczakiewiczowej, Pauliny Krakowowej, Karoliny Nakwaskiej, Mieczysława Rościszewskiego, Julii Selingerowej, Marii Ochorowicz-Monatowej, Pawła Eustachego Leśniewskiego, Walerii Marrené-Morzkowskiej. Wydawany był też „Bluszcz”, „Tygodnik Mód i Powieści” oraz „Kłosy”.

Dzięki dostępowi do archiwalnych wydań tych autorów mogę zagłębiać się w zwyczaje ówczesnej epoki. Nie wiem, czy Was to interesuje, ale przyznam, że mnie bardzo. W tym roku odrobinę pozwiedzałam, poczułam ducha tych czasów, sporo czytam powieści historycznych oraz te wydania z XIX wieku dzięki zasobom Internetu.




Podoba Wam się taki dzień, który jest podobny do każdego kolejnego dnia?

Sama zachwycam się XIX wiekiem – pięknymi sukniami, porcelaną, wnętrzami, starymi domami, salonami i całym tym klimatem.

Ale im więcej czytam o codziennym życiu ludzi w tamtych czasach, tym bardziej myślę: piękne do oglądania, ale żyć w tamtych czasach bym nie chciała.

I chyba właśnie dlatego tak bardzo ciekawi mnie, jak naprawdę wyglądała codzienność – nie tylko ta z salonów i pięknych sukien, ale również ta zwyczajna, codzienna, z pracą, obowiązkami i całym tym życiem, którego nie pokazują seriale.

piątek, 16 października 2026

Rzecz o oszczędzaniu. Jak dawniej dbano o domowy budżet..

 

"...Co do oszczędności, która jest koniecznym warunkiem dobrobytu rodziny i wzrostu jej bogactwa, nie wchodząc w szczegóły prawdziwej drobiazgowej oszczędności, powiem tylko ogólnie słów kilka, iż oszczędność, to drugie z kolei po porządku prawo zasadnicze domowego układu i nie ma tak bogatych ludzi na świecie, dla których oszczędność nie byłaby potrzebą i wysoką cnotą— bo gdzie nie ma oszczędności, tam jest marnowanie pracy ludzkiej— powtóre, każde położenie towarzyskie ma odpowiednie temu potrzeby i obowiązki, dom więc powinien być tak prowadzony, aby w nim żaden drobiazg najmniejszy nie przepadał nie zużytkowany i na tem zasadza się prawdziwa oszczędność gospodarcza..."

Lucyna Ćwierczakiewiczowa, Podarunek ślubny. Kurs gospodarstwa miejskiego i wiejskiego dla kobiet, Warszawa 1885