czwartek, 5 listopada 2026

Moje życie – takie, jakie lubię



Według współczesnego świata prowadzę nudne i nieciekawe życie, ale ja je lubię i wcale nie mam zamiaru tego zmieniać.

Nie kupuję markowych ciuchów tylko dla metki. Moje ubrania nie zawsze są znanych firm, ale zawsze zwracam uwagę na ich skład.

Nie robię paznokci u kosmetyczki, zwyczajnie tego nie lubię. Czasem maluję je sama. Mam trzy lakiery, które pasują do każdej mojej kreacji i na każdą okazję.

Nie muszę co weekend gdzieś wychodzić. Uwielbiam wieczory w domu z mężem i najstarszym synem. Czasem coś razem oglądamy, czasem czytam, robię na drutach albo gram w gry komputerowe. Bywa, że po prostu siedzimy, rozmawiamy i jemy ciasto, popijając je herbatą.

Owszem, od czasu do czasu wychodzę na koncert, do teatru czy do znajomych, ale różnie z tym bywa. Czasem przez trzy miesiące nigdzie nie wychodzę, a czasem zdarza się, że mam trzy wyjścia w tygodniu.

Nie muszę spędzać wakacji w tropikach ani w modnym miejscu. Chętnie zwiedzam Polskę. Ostatnio moim celem są zamki i pałace.

Nie wydaję pieniędzy na drinki w barach i pubach. Kiedyś zwyczajnie było mi szkoda na nie pieniędzy, a teraz od ponad roku nie piję w ogóle alkoholu.

Do restauracji chodzę kilka razy w roku, a nie co miesiąc. Lubimy eksperymentować w kuchni i wspólnie gotować. Nie potrzebujemy częstych wyjść do restauracji, żeby dobrze się bawić.

Nie mam instagramowego domu. Mam swój własny, urządzony tak, jak lubimy. Bez konkretnego stylu, za to w naszych kolorach, z naszymi drobiazgami. To nasze miejsce do życia i nasz gust. Dom ma być do mieszkania, a nie do pokazywania.

Nie mam dekoracji na każdą porę roku i każde święta. Owszem, na Boże Narodzenie mam choinkę, a na Wielkanoc zajączka, ale nie dekoruję domu specjalnie na jesień, lato czy wiosnę.

Nie mam świątecznej pościeli. Mam obrus. Tak, obrus mam.

Nie chodzę na siłownię, ćwiczę w domu. Nie uczę się języków obcych, nie chodzę na warsztaty rozwoju osobistego, malarskie ani na zajęcia z tworzenia map marzeń. Za to czasem wybieram się na wykłady w muzeum albo spotkania autorskie w miejskiej bibliotece.

Lubię być gospodynią. Lubię prowadzić dom, gotować, piec ciasta, naprawiać i przerabiać ubrania. Lubię być mamą, choć moje dzieci są już dorosłe, a dwoje z nich nie mieszka w domu rodzinnym.

Lubię zajmować się ogrodem, sprzątać, kontrolować domowy budżet. I wiecie co? Ja nawet lubię prasować! Lubię też robić przetwory i przygotowywać zapasy na zimę.

Zdradzę Wam jeszcze jedno dziwactwo: od 35 lat jestem żoną i wciąż kocham swojego męża. Tak po prostu. Po tylu latach nadal lubimy spędzać razem czas, rozmawiać i dzielić codzienność. Nie potrzebuję wielkich romantycznych zrywów jak w filmach. Dobrze mi z nim. Razem idziemy przez życie już tyle lat. A przecież podobno po tylu latach powinno być już nudno, prawda?

Ogólnie dla wielu osób moje życie może wydawać się nudne.

Dla mnie nie jest. I to mi w zupełności wystarczy. Chyba urodziłam się nie w tych czasach, w których powinnam. Odrobinę odstaję od współczesnego wzorca kobiety kreowanego przez media społecznościowe. Bo przecież powinnam ciągle gdzieś wychodzić, podróżować po świecie, dbać o idealny wygląd, rozwijać się na kolejnych warsztatach, mieć piękne wnętrza i pokazywać to wszystko w mediach społecznościowych.

A ja po prostu lubię swoje życie. Lubię zwyczajne dni, domowe obowiązki i spokojne wieczory. Dla wielu osób moje życie może wydawać się nudne. Dla mnie nie jest i takie ma pozostać. Bo to mi wystarcza.

sobota, 31 października 2026

Nie zawsze chodzi o pieniądze - wiązanka na cmentarz zrobiona własnoręcznie

Tak jak już wspominałam, w tym roku postanowiłam samodzielnie wykonać wiązanki na groby naszych rodziców. Nigdy wcześniej nie robiłam tego typu ozdób. Nie jestem florystką, nigdy nie byłam nawet na takim kursie.

Zakupiłam dwa bukiety chryzantem, każdy po 6 zł – była promocja w Auchan. Następnie kupiłam florety po 4,90 zł za sztukę, do tego dwie gałązki miedzianych liści, każda po 1,50 zł, bukiecik jasnych kwiatków za 6,50 zł, dwie gotowe wstążki za 10 zł oraz dwie kwadratowe kamienne deski, przecenione z 8 zł na 4 zł za sztukę.

Łącznie wydałam na materiały do jednej wiązanki 24,65 zł.


Świeże dodatki, takie jak świerk i tuja, miałam z własnego ogrodu, a odrobinę tui dostałam od sąsiada. Silikon do połączenia floretów z deskami miałam w domu – pozostał mi po naprawach w łazience.

Obejrzałam kilka filmów znalezionych w Internecie.

Na wykonanie każdej wiązanki poświęciłam około 40 minut, czyli razem niecałe 1,5 godziny. W ten sposób miałam gotowe dwie ozdoby, które w najdłuższym miejscu miały około 65 cm.



Już w zeszłym roku o tym myślałam, ale nie miałam odwagi spróbować i samodzielnie się za to zabrać. W tym roku stwierdziłam: zrobię i zobaczę. Zawsze przecież mogę coś kupić.

Kiedy robiłam te wiązanki, dotarło do mnie, że nie chodzi w tym tylko i wyłącznie o zaoszczędzone całkiem niemałe pieniądze. Chodzi też o to, że zrobiłam je samodzielnie, włożyłam w to swój czas i myślałam o osobach, dla których je przygotowywałam. Jedna wiązanka spoczęła na grobie moich rodziców, druga na grobie teściów.

Znicze zakupiłam dużo wcześniej, na jakiejś szalonej promocji, wydając na jeden 9,50 zł. Przy cmentarzu dokładnie takie same były w cenie 25 zł.

Myślę, że całkiem fajnie wyszły te moje wiązanki. Zaoszczędziłam, jak sądzę, od 150 do nawet 200 zł na dwóch.

Wiem, można by zastosować grubsze igliwie, inne dodatki, ale mnie się podobają. Zrobiłam je sama i wiecie co? Naprawdę dobrze się z tym czuję.

Stać mnie, żeby kupić takie wiązanki, ale nie zawsze o to chodzi. Nawet nie zawsze chodzi o oszczędność.

Wiem, każdy ma inne widzenie świata, a ja to ja i już.

W czasach szybkiego życia i łatwej dostępności niemal wszystkiego nie wszystko trzeba kupować gotowe, nie wszystkiego trzeba się bać i nie trzeba być specjalistą, żeby zrobić coś ładnego. Czasem wystarczy spróbować, zaryzykować i uwierzyć w siebie. A satysfakcja? Nie ma ceny i nie można jej kupić.


poniedziałek, 26 października 2026

Wczoraj jest historią, jutro jest zagadką, dziś jest darem

 


Maksyma historycznie przypisywana Eleanor Roosevelt:

  1. Wczoraj jest historią.
  2. Jutro jest zagadką.
  3. Dziś jest darem.

Jak ja rozumiem te słowa?

Wczoraj jest historią – przeszłość to przeszłość, nie mamy na nią wpływu. Stało się, minęło. Wszystkie nasze błędy, porażki, uniesienia, sukcesy i smutki to chwile, które są już zapisane, ale nie zmienimy w nich niczego. Nie mamy już na to wpływu.

Nie powinniśmy zbytnio rozpamiętywać błędów ani żyć chwilami dawnej chwały. Stoimy wtedy w miejscu, bo karmimy się czasem przeszłym. Z przeszłości czerpmy naukę, wnioski i siłę, bo życie toczy się dalej. Nie „mieszkajmy” w emocjach przeszłości.

Jutro jest zagadką – nie wiemy, co wydarzy się jutro. Jutro jest pełne oczekiwań i planów, ale nikt nam do końca nie zagwarantuje, że będzie takie, jak sobie zaplanowaliśmy.

Nie ma sensu zamartwiać się na zapas. To marnowanie energii na tworzenie scenariuszy, przez które zabieramy sobie dzisiaj. Przyszłość budować powinniśmy przez działanie, a nie przez lęk.

Dziś jest darem – każdego dnia, gdy się budzimy, wchodzimy na niezapisaną „kartę”. Mamy siłę sprawczą, by podejmować decyzje tu i teraz, w danej chwili. Doceniajmy nasze „dzisiaj”, angażujmy się w to, co robimy, i realizujmy nasze cele. Nie uciekajmy w przeszłość, nie wybiegajmy ciągle w jutro.

Ja staram się mówić sobie znane zdanie: „Dziś to jutro, tyle że dziś”.

Dla mnie oznacza to, że jeśli potrafię przeżyć dzisiejszy dzień, krok po kroku radząc sobie z bieżącymi wyzwaniami, to poradzę sobie również jutro. Jakoś mniej martwię się wtedy o przyszłość.

A kiedy przychodzą złe myśli, kiedy przerażają mnie już dziś sprawy, które mogą wydarzyć się jutro, myślę sobie: „E tam, zostawmy to, zajmę się tym jutro”.

Zapisuję wtedy tę sprawę na kartce, z dopiskiem, kiedy konkretnie mam się nią zająć, np. we wtorek o 12.25. Daję w ten sposób sygnał swojej podświadomości, że sprawa jest w toku, ale na razie nie musimy się nią zajmować.

I wiecie co? To naprawdę pomaga. Nie muszę rozwiązywać wszystkich problemów od razu, nie muszę znać odpowiedzi na wszystkie pytania już dziś.

Dziś jest dziś. Jutro przyjdzie jutro. A ja zajmę się nim wtedy, kiedy nadejdzie.