Ile kosztuje nas co miesiąc tak zwane życie – żywność,
opłaty stałe (czynsz, media, parking, przedszkole/szkoła, abonamenty, karnety itp.)?
Mamy rok 2023, za nami szalone zawirowania w polityce pieniężnej, niebotyczna
inflacja, podniesienie płacy minimalnej i jak to się ma do naszej codzienności
przysłowiowego Kowalskiego? Czy czujecie że macie więcej możliwości na
powiększanie swojej majętności, czy wręcz przeciwnie? Czy żyje się trudniej,
czy wszystko spokojnie wraca do normy?
Według ekonomistów w temacie finansowym w Polsce nastąpił
regres, niestety nasze aktywa zmniejszyły się i to radykalnie. Co prawda wszyscy wiemy, że kryzys finansowy
jest problemem globalnym obecnie i to nie tylko z mediów, ale od znajomych
żyjących po za granicami Polski.
Według badań koło 50% Polaków w wieku 18 – 34 lata mieszka z
rodzicami z powodów ekonomicznych, zwyczajnie nie stać ich na własne M, albo
boją się utknąć w kredytach z powodu niestabilnego zatrudnienia.
Według badań ekonomistów Polacy zwolnili mocno tempo
zakupowego szału, wydają mniej na odzież, obuwie, sprzęt AGD, książki, ale nie
wydają wcale mniej na podróże i zastanawiam się czy tu nie jest bardziej aspekt
psychologiczny niż ekonomiczny, po okresie zamknięcia chcemy poczuć wolność i
odrobine się boimy że coś znowu nam każe zostać w domu i chcemy nacieszyć się
wyjazdami bez względu na zasobność portfela wolimy wydać pieniądze na podróże.
Niestety podniesienie płacy minimalnej w wielu aspektach
gospodarki powoduje wzrost cen, pracodawca z powodu wzrostu płac nie ma większego
dochodu, a wypłaty dla pracowników wzrosły. A my jako końcowe ogniwo czyli
nabywca dobra zapłacimy więcej i nasza podwyżka płacy nic nam nie pomoże, bo wyjdziemy
na to samo, za to do kasy budżetu państwowego wpłynie więcej pieniędzy z
podatków. A my nie odczujemy rzeczywistej poprawy tylko takie psychologiczny
aspekt wzrostu naszych finansów. Osoby które prowadza budżet domowy do którego
zachęcam dostrzegą ten mechanizm, że wcale nie mają więcej funduszy do
rozdysponowania.
Jak żyje się mojej rodzinie, powiem tak po burzy zeszłego roku wszystko się ustabilizowało finansowo, wydajemy około 1800 zł na żywność przy pięciu osobach pełnoletnich w tym trzech mężczyzn. Nadal nie wydaję pieniędzy na książki – wypożyczam z biblioteki, od znajomych lub ściągam z np. wolnych lektur, oraz korzystam z Legimi (dostęp dostaję bezpłatnie z mojej biblioteki), czasem dostaję w prezencie książki, bo rodzina i znajomi wiedzą, że lubię czytać, najczęściej jest to np. miesięczny dostęp do Empiku lub karta podarunkowa. Odzież ostatnio kupuje bardzo sporadycznie, poszłam w szafę kapsułkową (uczę się intensywnie), podobnie z obuwiem. Jeśli już kupuję odzież i obuwie to nie oszczędzam, ale staram się kupować modele ponad czasowe za to dobrej jakości, zwłaszcza biustonosze i obuwie, na tym nie oszczędzam.
