środa, 4 października 2017

Zapasy na zimę



Jesień u nas w pełnej krasie, ostatnie dary natury lądują w spiżarce. Dziś do zapasów dołączyła włoszczyzna, udało się mimo cały sezon podbierania wykopać i zamrozić jeszcze 7 kg warzyw. Buraki już w słoikach, dynia i cukinia w zamrażarce. Jeszcze czeka kilka zielonych pomidorków by zrobić z nich sałatkę na zimę do słoików. W ogrodzie pozostało tylko zebrać winogrona i fasolę, która pozostała na nasiono, po za tym już wszystkie zbiory trafiły do przetworów. Przyjemnie tak zbierać warzywa/owoce we własnym ogrodzie, a następnie robić z nich zapasy na zimę. Dziś również skończyłam trzydniowe gotowanie bigosu, już z naszej własnej kapusty kiszonej                , mam 8 litrów pachnącego bigosu, mogę jutro wpakować go w słoiki i po pasteryzować. Lubię te wszystkie prace domowe, choć wieczorem bywam zmęczona. Ale lubię również poczucie, że nie zmarnowałam dnia, choć nie ukrywam, że dobrze mi robią dni z książką i błogie lenistwo.  Lenistwo tez jest dobre, byle nie za dużo….

Dzięki przetworom domowym mogę sporo zaoszczędzić, a jeśli nawet różnica jest niewielka, to na pewno wiem, co jem i to jest warte tej pracy. 



Tak naprawdę w 100% nikt z nas nie ma pewności, co zostało włożone do danego dania w zakładzie je produkującym. Często czytamy o wycofywaniu jakieś partii produktów ze sklepu, wychodzi na to, że nie ma nigdzie pewności, że wszystko zostało przygotowane należycie. W domowych przetworach wpadki są wychwytywane natychmiast, bo produkt zwyczajnie się zepsuje. Domowe wyroby nie posiadają konserwantów takich jak w przemyśle spożywczym i nie są maskowane wzmacniaczem smaku.  Robię powidła, dżemy, które dosładzam tyle ile ja potrzebuję i tym, czego używam. Do kiszonek nie dodaję konserwantów, nie podkwaszam octem, są produkowane metodą w pełni tradycyjną.