czwartek, 13 września 2018

Dbajmy o żywienie rodziny i nie zwariujmy!




Jak zapanować nad żywieniem rodziny i nie zwariować? To trudny temat w czasie, gdy dzieci wróciły do szkoły, skończyły się nasze urlopy i trzeba ogarnąć zajęcia dodatkowe, odrabianie lekcji i całe gospodarstwo domowe. U nas rano powstaje 8 kanapek plus przekąski – owoce, batony energetyczne, napoje. Codziennie rano wszyscy zjadamy ciepłe śniadanie, nie ma opcji by poranny posiłek to też były kanapki. Dzieci wracają ze szkoły i przed wyjściem na dalsze zajęcia chętnie zjedzą coś ciepłego, zazwyczaj jest to zupa, kolacje też mamy na ciepło, generalnie po za szkoła/pracą mało jadamy kanapek, jeśli nie ciepłe danie to sałatki, ale nie jesteśmy fanami kanapek, zresztą pieczywo nigdy wcześniej jak obecnie nie gościło w takich ilościach na polskich stołach, było raczej dodatkiem niż głównym posiłkiem.

Kapuśniak za pasteryzowany odstawiony do wystygnięcia. 


Zatem sumując u nas podaje się najmniej 3 ciepłe posiłki, czasem więcej, ale 3 to norma. Jak sobie z tym poradzić, a radze sobie różnie, np. wczoraj podgotowałam mus z dyni z dodatkiem cynamonu, imbiru i kurkumy, a dziś rano dogotowałam lane kluski na mleku i wszystko razem zmieszałam i miałam porządną zupę śniadaniową. Gotuję wieczorem ryż, a rano podgrzewam na maśle z odrobiną wody, dodaje cynamon, mus jabłkowy lub rodzynki i już jest ciepły posiłek, podaję również rano jajecznice, owsiankę, która namaczam na noc dzięki temu nie musze rano długo gotować. Robię ciasto na gofry i odstawiam do lodówki, rano włączam gofrownicę i w czasie robienia kanapek pieką się gofry. Wstajemy z mężem trochę wcześniej niż dzieci i robimy kanapki, potem ja zajmuje się ciepłym posiłkiem, mąż budzi dzieci i idzie się myć, dzieci następnie pomagają mi przy podaniu śniadania i możemy wszyscy zasiadać do posiłku, potem mąż wychodzi z najstarszym synem, a my możemy zająć się toaletą i ubraniem do wyjścia. Wszystko razem zajmuje nam godzinę. Wszyscy wiedzą, co mają rano robić, nikt nie biega z obłędem w oczach, wszystkie rzeczy do szkoły i pracy sa przygotowywane wieczorem, ubrania również. Poranki dzięki temu są spokojne i nie ma nerwowej atmosfery.
Dzieci wracają ze szkoły i jedzą zupę, która albo pozostała z dnia wczorajszego, albo za pasteryzowana stoi w lodówce. Wystarczy ją podgrzać i gotowe. System pasteryzowania zupy sprawdza się u nas świetnie, rozmrażanie za długo trwa, więc gotuję zupę na trzy dni, dwa dni jemy a na trzeci pasteryzuję i jemy ja za jakiś czas, czasem mam w lodówce 3 zupy, ale dzięki temu mamy codziennie ciepłe danie szybko po powrocie do domu. Ciepłe kolacje powstają różnie, czasem gotuję sos dzień wcześniej, albo przygotowuję ziemniaki na leniwe/śląski, robię dzień wcześniej zapiekankę i odstawiam do lodówki, następnego dnia tylko ląduje w piecyku. Wieczorami przy tych przygotowaniach może mi pomóc cała rodzina i nie muszę sama spędzać czasu długiego w kuchni.
Robimy pełen jadłospis i zakupy na minimum 5 dni. Jeśli coś zostanie planujemy wykorzystanie resztek i najwyżej nasz jadłospis się rozsuwa, lub zamieniamy dni. Jeśli nagle ktoś się zapowie z wizyta i trzeba podać coś innego też działamy podobnie jak wyżej. Jadłospis to nie plan lekcji, którego się nie zmienia, to plan, który daje nam spokój i przewidywalność zakupów oraz możliwość wcześniejszego przygotowania posiłków.
Chleby staram się piec dwa razy w tygodniu, w dni, gdy mam więcej czasu. Teraz, gdy nabrałam wprawy nie zajmuje mi to wiele czasu, zresztą w czasie przygotowań chleba, często pomagam w lekcjach, rozmawiam z dziećmi lub mężem, zazwyczaj ktoś jest ze mną w kuchni. Ten czas jest naprawdę miły, bo nie mogę się spieszyć, ale za to mogę wysłuchać, porozmawiać.
Zakupy robimy przemiennie z mężem, niektóre produkty są tańsze w okolicy jego pracy, inne bliżej mnie, więc się dzielimy. Zaś zakupy mięsa robimy razem najczęściej, hurtowe ilości warzyw również.
Ja się dobrze uda zaplanować wszystko to naprawdę nie jest ta codzienność trudna. My nie kupujemy gotowych dań, nie wydajemy pieniędzy na jedzenie po za domem, nawet kawę zabieramy w kubku termicznym by nie kupować na mieście.
Codzienność nie musi być trudna, denerwująca, z szybkim jedzeniem lub fast food-owym (nie wiem jak odmienić to słowo) kiczem. Chodzimy do fryzjera, kosmetyczki, kupujemy ubrania, dbamy o samochody, ale często tak mało uwagi poświęcamy temu, co jemy, a potem dziwimy się, dlaczego nagle podupadamy na zdrowiu. Mam znajome, które uważają, że już są stare, do tego autentycznie są schorowane, nie pisze oczywiście o kobietach w wieku 70-80 lat, ale w wieku 40-50 lat. Jemy żywność, która nie ma smaku, potrawy nie różnią się miedzy sobą, używamy za dużo dodatków przyprawy uniwersalnej nasączonej glutaminianem sodu, dzięki któremu nawet tektura będzie miała niezły smak. Przestajemy celebrować posiłki, dbać o ich, jakość i smak, jedzenie traktujemy jak paliwo, ale czy nalejecie wody do samochodu? Mam wrażenie, że przykłada się większa wagę do paliwa, które jest wlewane do samochodów niż do posiłków. A finałowo ani to tanie, ani zdrowe, a tym bardziej odżywcze. Pomyślcie jak wygląda Wasza dieta, jak podchodzicie do tego, co jecie, ile uwagi poświęcacie żywieniu.

6 komentarzy:

  1. Chciałam "zalajkować" to co pani napisała :-) - dla mnie taki post to wielka motywacja. U mnie jest aż tak wszystko zorganizowane, ale z roku na rok jest lepiej. Czytam pani bloga już dość długo i stosuję wiele rad i przepisów. Ale przede wszystkim dziękuję za olbrzymią dozę ZDROWEGO ROZSĄDKU, którego ludziom obecnie tak brakuje ... :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dwóch tygodni staram się przestawić na tryb pracujący z wakacyjnego. Czasem się wszystko udaje, czasem tylko część. Ale się staram. Pracuje na 1,5 etatu, maz tez duzo pracuje. Jest mi nieraz ciezko wszystko dopiac tak, by dom funkcjonowal wedlug planu. Ale domowego jedzenia nie odpuszczam! Od dwóch lat jesteś dla mnie inspiracja!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mądry i wartościowy wpis :). Podziwiam Pani zorganizowanie, determinację i Pracowitość. Sama chcialabym stosować się do Pani zaleceń kiedy już zostanę żoną i mamą :). Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będąc mamą trójki dzieci w tym jedno dziecko zupełnie niesłyszące i autystyczne, a dwoje w niecałych dwóch latach odstępu musiałam się zorganizować. Nie miałam żadnej babci na do pomocy tylko ewentualnie bardzo okazjonalnie i to po wielu namowach i prośbach. Nie miałam pieniędzy by płacić komuś za sprzątanie, opiekę nad dziećmi, a jednocześnie nie chciałam zagubić się w obowiązkach domowych, więc szukałam wyjścia. Dotarło do mnie, że tylko dobra organizacja i systematyczność mnie uwolni. :)

      Usuń
  4. Podziwiam i zazdroszczę. Stała czytelniczka.

    OdpowiedzUsuń

Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"