Tak ostatnio przypomniało się, że niektóre nasze metody
oszczędzania uznawane są przez znajomych jako dziwactwo. Dla nas jest to już
tak oczywista sprawa, że nie widzimy tego jako odmienność lub skąpienie, ale
dla wielu tak właśnie wygląda.
Do takich naszych oszczędności postrzeganych za dziwactwo
należą:
- robienie dwóch herbat z jednej torebki herbaty
- zabieranie własnego jedzenia/kawy/napojów na wycieczki
- naprawienie uchwytów pokrywek do garnków
- używanie mydła i szamponu w kostce
- pieczenie na stałe domowego chleba
- nie kupowanie ciast w cukierni
- szycie z ręczników zmywaków kuchennych
- używanie wacików kosmetycznych wielorazowego użytku
- kupowanie produktów spożywczych na granicy daty przydatności
- urlop z własnym wyżywieniem
- własny ogródek owocowo – warzywny
- zbieranie resztek mydła w kostce i przerabianie na kolejne kostki
- wypłukiwanie butelek po płynie do prania i zmywania w celu uzyskania płynu do podłogi po dodaniu octu
- używanie ponownie siatek po cebuli/warzywach
Tak na pierwszą myśl co inni u nas widzą za dziwactwo i o tym nam mówią przyszło mi to co wymieniłam do głowy. Na pewno jest tego dużo więcej, ale albo mi się nie przypomniało, albo nam o tym nie mówią. Jak tak wypisałam, to widzę że wiele z nich to nie tylko ekonomia, ale i ekologia, a mimo to postrzegana za nasze dziwactwo.
A czy u Was również znajomi widzą pewne wasze metody oszczędzania jako
dziwactwo? Jeśli tak to podzielcie się co za nie biorą.