czwartek, 27 stycznia 2022

Moje dziwactwa

 


Tak ostatnio przypomniało się, że niektóre nasze metody oszczędzania uznawane są przez znajomych jako dziwactwo. Dla nas jest to już tak oczywista sprawa, że nie widzimy tego jako odmienność lub skąpienie, ale dla wielu tak właśnie wygląda.




Do takich naszych oszczędności postrzeganych za dziwactwo należą:

 

  • robienie dwóch herbat z jednej torebki herbaty
  • zabieranie własnego jedzenia/kawy/napojów na wycieczki
  • naprawienie uchwytów pokrywek do garnków
  • używanie mydła i szamponu w kostce
  • pieczenie na stałe domowego chleba
  • nie kupowanie ciast w cukierni
  • szycie z ręczników zmywaków kuchennych
  • używanie wacików kosmetycznych wielorazowego użytku
  • kupowanie produktów spożywczych na granicy daty przydatności
  • urlop z własnym wyżywieniem
  • własny ogródek owocowo – warzywny
  • zbieranie resztek mydła w kostce i przerabianie na kolejne kostki
  • wypłukiwanie butelek po płynie do prania i zmywania w celu uzyskania płynu do podłogi po dodaniu octu
  • używanie ponownie siatek po cebuli/warzywach

 

Tak na pierwszą myśl co inni u nas widzą za dziwactwo i o tym nam mówią przyszło mi to co wymieniłam do głowy. Na pewno jest tego dużo więcej, ale albo mi się nie przypomniało, albo nam o tym nie mówią. Jak tak wypisałam, to widzę że wiele z nich to nie tylko ekonomia, ale i ekologia, a mimo to postrzegana za nasze dziwactwo.


A czy u Was również znajomi widzą pewne wasze metody oszczędzania jako dziwactwo? Jeśli tak to podzielcie się co za nie biorą.

 


41 komentarzy:

  1. Sporo z Twoich dziwactw mam też u siebie :D

    Poza tym u mnie:
    1. Od kiedy tak wzrosły ceny kupuje znaczne ilości rzeczy w promocji co mają długi termin; np jogurty kokosowe w lidlu dziś kupiłam w ilosci 54szt,- zaoszczędzone 72zl
    2. Resztki płynow/ żelu zlewam do słoika i dalej tego używam do mycia itp.

    To mi się nasuwa :)

    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, kupowanie ilości hurt jak jest dobra promocja to jak najbardziej. :)

      Usuń
  2. Mam propozycję facebooka-grupy czytelników godnego życia :) byłabyś chętna Założycielko tego bloga na taką opcję ?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zawsze obracam kończące się płyny aby zlało się do nowej butelki. Kiedys poprostu wywalalam dzis widzę ile tam zostaje.
    Kremy (tubki) przecinam.
    Bułki pakuje w sklepie w foliowe torebki które później używam do innych celów.
    -30/-50% w sklepie uwielbiam- mięso tez biore i od razu mroże.
    Czerstwe pieczywo zawsze wywalałam obecnie pierwszy raz zbieram aby zrobić swoją bulke tarta 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tak przecinanie opakowań z kosmetykami to u nas też, zupełnie zapomniałam, jak ktoś ze zdziwieniem pytał, dlaczego mam w łazience balsam do ciała przykryty folia i gumką. Ostatnio balsam do ciała po przecięciu (a pompka już nie podawała), używałam przez 2 tygodnie codziennie.

      Usuń
    2. można tak przeciąć opakowanie, żeby później lekko zgiąć dolną część i przykrywać oryginalną góra. Wtedy nic nie wysycha i nie trzeba woreczka z gumką ��

      Usuń
  4. Takie dziwactwa i ja mam raczej ze względów ekologicznych czyli nie dziwactwa a rozsadne postępowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi znajomi maja nie po drodze z ekologią, więc dla nich to kompletne niezrozumiałe dziwactwa.

      Usuń
  5. Herbat z jednej torebki to bym z 5 mogła zrobić bo taka słabą piję więc dla mnie to zupełnie normalne. Jedzenie i picie zawsze zabieramy z domu gdy gdzieś wyruszamy... A jak mi odpadnie rączka od pokrywki to zawsze mąż naprawia i nie ma dla mnie w tym nic dziwnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio mąż naprawiał opiekacz do kanapek, bo się urwało to do zaciśnięcia, przewiercił, założył śrubkę. Wygląda jak wygląda, ale powłoka nie naruszona teflonowa, grzeje dobrze, więc po co wyrzucać.

      Usuń
    2. U nas zanim wyrzuci się jakoś sprzęt najpierw jest sprawdzony przez mojego męża, później jak ten sobie nie poradzi trafia pod czujne oko teścia i we dwuch dumają. Moja mama od 3 lat używa mikrofali zrobionej z 2 sztuk starych uszkodzonych. I świetnie działa. Zmywarka u nas wyzionela ducha po 13 latach i 3 naprawach domowym, sposobem, trzeba było kupić nową ale tamta się wysłużyła. Pralka u teściowej, też była z 3 razy naprawiana zanim dostała następczynię. Mój mąż naprawia nawet przedłużacze, a to wymieni bezpiecznik, w listwie i już działa, a to wymieni wtyczkę... Nawet ostatnio lampki, choinkowe naprawiał, i działają. Tak, że u nas wszystkie sprzęty dostają 2,3,4 życie... ������

      Usuń
  6. Takie "dziwactwa" to ja szanuję. W ciężkich czasach nasze babcie, rodzice też takie mieli, wtedy to było niejako wymuszone sytuacją, teraz to bardziej ekologia+ekonomia, ponieważ żyjemy w takim dobrobycie, że większość ludzi wyznaje zasadę "łatwo przyszło-łatwo poszło". Zepsutych rzeczy się nie naprawia, bo wszystkiego pełno i łatwo kupić, wody nie szanuje, bo przecież jest w kranie, nie trzeba nosić ze studni albo korytarza gdzie był jeden zlew dla całego domu, kosmetyki to taniocha, nie trzeba szanować, a kto by myślał o tym, żę to zanieczyszcza planetę, albo robić jakieś ziołowe (strata czasu), pieszo chodzić się nie chce (mam koleżankę, która ma 5 min autem do pracy i jeździ zamiast chodzić pieszo), używanie octu do odkamieniania to też wstyd, bo przecież śmierdzi,fuj, można kupić pachnącą (i trującą) chemię, przyniesienie obiadu w termosie to pracy to też dla niektórych obciach, bo przecież są bistra i to takie modne wyjść i zjeść jak się pracuje w korpo i mogłabym tak długo wymieniać. Też mam swoje dziwactwa. Główne to
    - odzyskiwanie "szarej wody". Nie mam niestety nowoczesnej (i drogiej) eko-instalacji, ale od kilku lat wodę po ostatnim prysznicu/kąpieli zbieramy do wiaderek (mam trzy) i stoją w wannie służąc głównie do spłukiwania toalety w kolejnym dniu – sporo na tym oszczędzam, ale już tu kiedyś pisałam, że mam trochę obsesję na punkcie marnowania wody (takie dziwactwo). Nie mogę patrzeć jak jest marnowana, bo mam świadomość jej ograniczenia na planecie, a w Polsce to już w ogóle dramat z gospodarką wodną. Swoją drogą oszczędzam około 280 zł rocznie na wodzie (mam zwrot) a za to mogę sobie kupić dobre buty.
    - rozcinam opakowania po pastach i innych kosmetykach (niewiarygodne ile tego tam jeszcze jest)
    - używam octu i mieszanki octu z wodą do mycia powierzchni, okien i odkamieniania (bardzo staram się ograniczać trującą chemię w domu)
    - zabieramy jedzenie w termosie, córka też na uczelnię i o dziwo wzbudziła zainteresowanie i niektórzy zaczęli robić tak samo
    - używam starych ręczników pociętych na małe kwadratowe ściereczki zamiast ręcznika papierowego. Ten mam w domu, ale bardo ograniczyłam jego zużycie
    - rozcinam na pół tabletki do zmywarki, żeby tak nie truć planety, a naczynia są umyte tak samo, myślę jeszcze nad domowym środkiem do zmywarki, jakiś proszek może z sodą?
    - używam jednorazówki z uszami czy inne reklamówki, które czasem dostaję w sklepach albo jak mi ktoś coś przynosi czy zapakuje w nie jako worki na śmieci/plastik.
    - staram się też naprawiać rzeczy, choć tu muszę prosić o pomoc mojego tatę, bo mieszkam sama z córką i nie mam niestety złotej rączki w domu
    - herbaty używamy tylko liściaste i parzymy je w koszyczkach, ale też zalewamy 2-3 krotnie. Akurat dla zielonej to wskazane, ale robię tak też z ziołowymi i owocowymi, bo te głównie pijemy
    - gotuję bulion warzywny z obierek wyszorowanych warzyw (zbieram je w słoiku w lodówce), a nauczyłam się tego od pewnej propagatorki kuchni makrobiotycznej
    - nigdy przenigdy nie kupuję kasz, ryżu, strączków w woreczkach, wyłącznie na kilogramy, co wiele młodszych koleżanek bardzo dziwi, że da się gotować bez plastikowego woreczka (nota bene gotowanie plastiku z jedzeniem to porażka, słyszałam, że w niektórych krajach wycofano się z tych woreczków dla kasz itp) i co więcej, gotuję babciną metodą, od momentu zagotowania garnka z kaszą, ryżem czy soczewicą, gotuję 2-3 minutki, a potem garnek nakrywam pokrywką i zabieram go pod grubą poduchę i nakrywam kocem, za 15-20 minut wyciągam pięknie ugotowane na sypki kasze itp
    Jeszcze wiele pewnie znalazłabym takich przykładów. Szanuję, popieram a sama stosuję i nie oglądam się na innych. Strasznie się rozpisałam, ale temat jest bliski memu sercu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fuj, kasza, ryż w woreczkach, ja normalnie smak plastiku czuję (moja teściowa tak gotuje). Wszystkie "dziwactwa" jak dla mnie super. :)

      Usuń
    2. Bardzo proszę o przepis na ten bulion z obierek :>

      Usuń
    3. To mega proste. Robię po prostu tak jak zwyczajny wywar warzywny, z tą różnicą, że nie z całych warzyw, tylko z tego co się nazbiera jako obierki w ciągu tygodnia. Obierki zbieram w słoiku i trzymam w lodówce. Nic się z nimi przez te 5-7 dni nie dzieje. Jest dla mnie bazą do gotowania w tygodniu. Po ugotowaniu gorący zlewam do słoików, żeby się zawekował. Nie robię tego w każdym tygodniu, dużo zależy od tego ile akurat użyłam w tygodniu warzyw i ile mi się tego nazbierało. Nauczyła mnie tego Kornelia, która świetnie gotuje wg zasad makrobiotycznych i którą bardzo cenię, a sama na co dzień staram się gotować stosując zasady makrobiotyczne w swojej kuchni, więc jeśli mogę to wklejam link do jej krótkiego filmiku na ten właśnie bulion zero waste.
      https://youtu.be/tXoYLj9NamM

      Usuń
    4. Kochana meeeega dużo z rzeczy które opisałaś stosuję u siebie! Ale gotowanie kaszy czy ryżu - kurcze mega sprawa! Muszę spróbować, serio! Tak jak uwielbiam gotować tak nie nawidzę gotować, ryżu, kaszy czy makaronu więc muszę sprawdzić twój patent!

      Usuń
  7. To nie dziwactwa a rozsądek. Do tego dodam przerabianie ubrań, kupowanie ubrań w lumpeksie (potem też ich przerabianie - rezygnuję z tego dopiero jak się rwie materiał). Te strategie naprawdę pozwalają na godne życie, przy średnich zarobkach. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach może być to uznane za dziwactwo, ale jednak nim nie jest.
    Ja dodam jeszcze tanie wakacje np. pod namiotem. Za wakacje w Grecji (jedzenie kupując w miejscowych Lidlach), śpiąc pod namiotem , zwiedzając niesamowite miejsca- zapłaciliśmy mniej niż za polskie wczasy. A wakacje w kraju kosztują nas tyle, ile koszt paliwa i pola namiotowego ( jedzenie zawsze przyrządzamy sami!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ciuchy do pracy,ciuchy po domu i ciuchy do większego sprzątania i gotowania. Może i głupie ale ja zawsze jak gotuję na święta to zawsze coś upaskudze, a przy większym sprzątaniu też coś się dzieje.

      Usuń
  8. Hmmm tak myślę co ja robię....napewno stare ciuchy ,ręczniki tnę na szmatki,te co się nie da oddać dla innych dzieci oddaje do H&M I mam kupon na następne zakupy 15% a z tego co widzę są potem u nich ubrania z recyklingu.Wodą po myciu warzyw,podlewam kwiaty na ile.Rowniez zbieram resztki wody,z czajnika czy innych butelek dzieci do 2szklanych butelek i też nią podlewam kwiaty Odkamieniam octem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przecinam tubki po kremie do rąk / maseczkach i wydłubuję dużo niewykorzystanego kremu. Używam metalowe klipy do tubek z pastami do zębów, żeby wycisnąć całą pastę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie zbiera tylko resztek mydła... Jakie szampony w kstach używasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię DLA kosmetyki. Ja szampon w kostce wrzucam do małego słoiczka i dolewam tak z 1/3 szklanki wody, potrząsam chwilę i wyjmuję mydło, odkładam do osuszenia, a włosy myje powstałą pianę i oczywiście wodą z szamponem.

      Usuń
  11. Wszystkie pomysły jak najbardziej ok.
    I do momentu, kiedy nie oszczędzamy cudzym kosztem* to wszystko w porządku i godne pochwały oraz propagowania.

    *-np oszczędzanie na środkach higienicznych, toaletowych itp poprzez podbieranie ich z miejsca pracy czy publicznych
    Oszczędzanie na własnych mediach (prąd, woda, gaz) i wykorzystywanie tego w domach znajomych, w gościnie
    -wpraszanie się na obiady, kawę do znajomych bez rewanżu
    -zabieranie jedzenia do domu po imprezach wspólnych (składkowych) czy "proszonych", kiedy gospodarz nie miał zamiaru dzielic się, bo chcial wykorzystać resztę na własne posiłki

    OdpowiedzUsuń
  12. Właściwie,wszystko co mogłabym napisać,zostało już dodane w komentarzach.

    Dzisiaj mówi się szeroko o ekologi,zaczyna powracać się do opakowań eco.
    Wróćmy do jeszcze tak nie odległych szarych czasów PRL-u.
    Opakowania chemii,czyli proszki,sole,mydła, czy perfumy,wody kolońskie ,to
    wszystkie opakowania były papierowe.
    Dzisiaj te cuda,są pokazywane w Muzeum PRL-u. (przykładowy link)
    https://www.zlotaproporcja.pl/2019/11/09/muzeum-zycia-w-prl-warszawa/
    Ostatnio młode osoby, (są bardzo eco) odwiedziły taki przybytek i lekko były w szoku.
    Wtedy się dało w papierowe opakowania zapakować ?
    Nie było innej opcji.
    Pakowało się art. spożywcze,odzież, firany ,tkaniny ,aż po drobne pasmanteryjne produkty
    w papier .Duże arkusze papieru,docinało się na odpowiednie wielkości i nikt ,nie narzekał.
    Nie było w tamtych czasach,super środków (chemii) na to, tamto i siamto (co producent i reklama to najlepsze niż u konkurencji))
    a doskonale "gospodynie"sobie radziły domowymi sposobami.

    Później ... zaczął się szał na reklamówki, opakowania plastikowe,coraz ładniejsze,kolorowe i reklamy.
    Jedni ludzie przywykli,że tak jest, dla drugich ,że było było od zawsze.

    I kiedy robimy coś wymienionego we wpisie" Oszczędnie",czy z komentarzy
    nazywani jesteśmy łagodnie np: dziwakami, bo i bywa ,że dosadniej też się określa :(

    Dla mnie jest czymś naturalnym dać drugie życie "szmatce", a mąż jako pogotowie domowe,
    naprawia wszystko,co się da naprawić :) .

    I na koniec poruszę temat covidowych czasów.czyli odpadów,maseczek jednorazowych,rękawiczek
    Zużyte,wyrzucane do kosza przy sklepie,na trawę, do rzeki,byle gdzie.
    Stwarzają zagrożenie dla zwierząt.
    Aby się nie rozpisywać
    https://www.national-geographic.pl/artykul/dramatyczny-wplyw-pandemii-na-zwierzeta-maseczki-ochronne-sa-dla-nich-pulapka-i-trucizna

    A wystarczy ten "bagaż" przynieść do domu,przeciąż sznureczki (gumki) ,maseczkę,rękawiczki w kilku miejscach
    Zresztą to też dotyczy reklamówek,woreczków,wyrzucanych bezmyślnie w różnych miejscach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio w sklepie zobaczyłam siatki na zakupy, takie rozciągliwe i aż łezka w oku się zakręciła, bo z taką biegałam do sklepu jako dzieciak. Butelki na mleko, śmietanę i kefir były szklane, oddawało się przy zakupie. Napoje też chyba chyba Pyś się nazywały o ile dobrze pamiętam w szklanych butelkach takich dużych się kupowało, oranżada to normalnie. Ja mam w torebce zawsze minimum dwie siatki na zakupy, w aucie podobnie, ostatnio znajoma stwierdziła że niezła ze mnie sknera, że oszczędzam na płaceniu za siatki w sklepie, nie widziała tego w kategorii ekologii, ale mojego dziwactwa. Ja nie poszłam na jednorazowe maseczki, zakupiłam takie antysmogowe w sklepie sportowym (używałam ich wiosną jeżdżąc na rowerze przeciwpyłkowo) i zakładam takie do sklepu. Na te chińskie ma alergie i uważam za mniej skuteczne (po tym jak znajoma powiedziała mi, że u niej na bloku operacyjnym lekarz wkłada ja po to by nie zapluć rany, a nie przeciw wirusowo) i tworzące masę śmieci, zmieniam tylko małe filtry co jakiś czas.

      Usuń
  13. Czyli patrząc z perspektywy czasów PRLu, było w wielu sprawach ekologicznie,ekonomicznie, szkło, siatki na zakupy,
    naprawianie przedmiotów itd.
    Ale wtedy był szary,siermiężny PRL ,w wielu sprawach bez wyboru.
    A dzisiaj w czasach koloru i wyboru, plastiku, coraz lepszych rozwiązań,
    Tych,co szanują pieniądze, chcą ograniczyć śmieci, nazywa się dziwakami.
    Fenomen czasów.

    OdpowiedzUsuń
  14. Regularnie robię 2-3 herbaty z jednej torebki, nikt z nas nie pija aż tak mocnej; wypłukuje do zerq butelki po płynach do mycia naczyń, mydłach w plynie; rozcinam tubki kremów np do rąk, żeby wygrzebać krem do konca; wykorzystuję małe woreczki foliowe jqko woreczki na psie kupki :); czerstwe pieczywo przerabiam na bułkę tartą; na wycieczki jednodniowe zawsze zabieramy wałówkę i kawkę /herbatę w termosie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Od pewnego czasu stosuję szampon w kostce jako zamiennik dla tego w butelce i jest to przyjemna odmiana :)
    Jeśli chodzi o produkty na granicy przydatności do spożycia również po nie sięgam. Data to tylko data. Jedzenie nawet w środku terminu może ulec zepsuciu, jeśli jest źle przechowywane, a można zaoszczędzić fajne pieniądze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wiecie co? Ogromnie się cieszę, że trafiłam na osoby podobne do mnie!
    Kurcze, przeczytałam wszystkie komentarze i normalni ludzie, którzy mają coś w głowie. Dzięki!! W tym roku założyłam instagram @ogarnenanowo by znaleźć osoby podobne do mnie które chcą oszczędzać, mniej marnować nie żyć od 1-go do 1-go itp. I właśnie dzisiaj jedna kobietka napisała do mnie o tym blogu, pewnie przeczyta ten komentarz! Dziękuję - jest genialny!

    robienie dwóch herbat z jednej torebki herbaty - ZAWSZE TAK ROBIĘ PO PIERWSZE - LUBIĘ JASNE HERBATY, PO DRUGIE TO MARNOTRACTWO.. 2-3 MOŻNA ZROBIĆ BEZ PROBLEMU I SĄ PYSZNE..
    zabieranie własnego jedzenia/kawy/napojów na wycieczki - TAK!!
    naprawienie uchwytów pokrywek do garnków - AKURAT NIE MIAŁAM ROZWALONEJ ALE OCZYWIŚCIE JEŚLI MOŻNA DOKRĘCIĆ ŚRUBKĘ
    używanie mydła i szamponu w kostce - KURCZE TEGO CHCIAŁAM SPRÓBOWAĆ, MAM BARDZO PROBLEMATYCZNĄ SKÓRĘ GŁOWY I NON STOP WALCZĘ Z NIZORALEM :(
    pieczenie na stałe domowego chleba - ZDECYDOWANIE TAK! ZDROWIEJ I TANIEJ ZWŁASZCZA ŻE W PIECZYWIE JEST MASA "GÓWNA" TO NIE JEST PIECZYWO JAK KIEDYŚ
    nie kupowanie ciast w cukierni - ZDECYDOWANIE BO TO SYF, OLEJKI, ULEPSZACZE, OLEJE PALMOWE A BUDYŃ NIGDY NIE WIDZIAŁ BUDYNIU
    szycie z ręczników zmywaków kuchennych- NIE SZYJĘ ALE STARE, STARE UBRANIA ZNISZCZONE BIORĘ NA SZMATKI
    używanie wacików kosmetycznych wielorazowego użytku - MUSZĘ SPRÓBOWAĆ!
    kupowanie produktów spożywczych na granicy daty przydatności - TAK! BO INACZEJ TRAFIĄ DO KONTENERA.. POZATYM JOGURT KUPIONY WE WTOREK Z DATĄ DO WTORKU NIE KONIECZNIE WIE, ŻE DZISIAJ MA SIĘ ZEPSUĆ :D MOŻE MU SIĘ ZACHCE DOPIERO W CZWARTEK?
    urlop z własnym wyżywieniem - LUBIĘ RÓŻNE, W OBECNYCH CZASACH SUPER OPCJA
    własny ogródek owocowo – warzywny - TAAAK, MI SIĘ MARZY MAŁY SAD!
    zbieranie resztek mydła w kostce i przerabianie na kolejne kostki - NO WŁAŚNIE NIE TESTOWAŁAM
    wypłukiwanie butelek po płynie do prania i zmywania w celu uzyskania płynu do podłogi po dodaniu octu .. TEGO NIE TESTOWAŁAM ALE OD CZASÓW CIĄŻY MYJĘ PODŁOGĘ SAMĄ GORĄCĄ WODĄ
    używanie ponownie siatek po cebuli/warzywach - SPOKO OPCJA

    JA JESZCZE PRZECINAM KREMY, PASTY ITP. TEGO MNIE UCZYŁA MAMA, PIECZYWO JAK COŚ ZOSTANIE I NIE JEST W ZAMRAŻARCE TO ALBO BUŁKA TARTA ALBO GRZANKI, CZY ZAPIEKANKI Z RESZTEK

    DOCENIAM WSZYSTKIE MAŁE KWOTY BO ONE DAJĄ DUŻE OSZCZĘDNOŚCI. NIE CHODZI O TO BY WSZYSTKIEGO ODMAWIAĆ, BIEDOWAĆ ITP. ABSOLUTNIE! LUDZIE CZĘSTO TO MYLĄ.. CHODZI O NIE MARNOWANIE.. ZWYCZAJNIE..

    OdpowiedzUsuń
  17. Myślę, zebto super temat na osobny post. TAKIE teiki ,patenty itd.,żeby uczyć się od siebie nawzajem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja wiem czy to takie znowu dziwactwa? Raczej po prostu podejscie do życia z rozsądkiem.
    U mnie z wykorzystaniem chemii do cna jest to samo. Butelki np po szamponie najpierw stoją na głowie, potem wlewam do nich trochę wody, żeby się wypłukały (np na takiej rozrobionej odżywce do włosów mialam na 3 razy) I wtedy zakrętka leci do pojemnika na zbiórkę- w pracy mamy takie pudlo, no a butla do kosza. No i oczywiście to co mi się sprawdza, kupuje w możliwie największych opakowaniach.
    W zamrażarce od daaawna mam pojemniki na "bigos" to są wszystkie resztki tłuszczy, mies, pieczonego mięska, albo tego co się wypieklo. Z resztą to jest pomysl z Twojego bloga. Kiedyś kiedys znalazlam takie wpisy w "poradach czytelnikow" taka Pani tam super mega elaboraty pisała:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Stosuje dużo rzeczy z tego co zostało już napisane. Ale podam jeszcze kilka innych-jesli przeoczyłam je we wpisie lub komentarzach to przepraszam.
    Jesli dostaje coś od teściowej zapakowane w folię aluminiowa to staram się ją wykorzystać jeszcze, tak samo jak kupuje bułki to ponownie używam do pakowania kanapek do pracy. Ogólnie staram się jak najmnien używać folii-mam woreczki na warzywa,owoc-czasem jednak trzeba. Używam je potem np.do mrożenia. Jakie są moje oszczędnościowe i ekologiczne dziwactwa? Makaron wrzucam do zimnej wody, jak się zagotuje to wyłączam gaz 😊
    A z jednej torebki herbaty robię czasem 4 kubki 😊
    Używam bardzo mało wody do mycia. Spłukuje ciało, potem żel i znowu spłukanie. Ustaliłam sobie prysznic na czas 1 piosenki. I to działa, brudna nie chodzę a wody zużywam mniej 🤣🤣🤣
    Kolejny patent na oszczędzanie wody u mnie to odsunięcie męża od zmywania, zużywał bardzo dużo wody a wokoło powódź 😉

    OdpowiedzUsuń
  20. To nie dziwactwa! To jak najbardziej racjonalne działanie w naszej sytuacji, gdzie ceny mamy europejskie, a wynagrodzenia 1/4 tego co I liga europejska. Myślę, że każda rozsądna gospodyni tak postępuje.
    Mnie jednak martwi wspomniane już wyżej w komentarzach oszczędzanie cudzym kosztem. Mieszkam w szeregowcu ściśle połączonym z dwoma sąsiednimi. Dzielą nas ścianki działowe, które bardzo trudno ocieplić. Trafiłam na sąsiadów którzy od wielu lat żerują na moim ogrzewaniu. Wygląda to tak: jeden z nich zimę spędza w małym pokoiku dogrzewając się farelką - nie korzysta w ogóle z domu o powierzchni 170 m2 (sic!). Drugi sąsiad na zimowe miesiące przenosi się do wiejskiej chatki bez żadnych wygód (wychodek z serduszkiem i piec kaflowy). Po co tym ludziom domy, skoro nie chcą lub nie mogą ich utrzymywać. Ja jestem przez nich po prostu okradana! Palimy, palimy i aby otrzymać jako taką temperaturę w domu, musimy nagrzać dwa domy sąsiednie, których właściciele pośród swoich znajomych chwalą się swoją oszczędnością i zaradnością. Moim marzeniem jest sprzedać ten dom i przenieść się do wolnostojącego. Tak zrobię, a na razie marzę by się im jakoś odpłacić. Poza wyprowadzką nie mam innego pomysłu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnie robią ludzie w blokach. Ja mieszkam w domu wolnostojącym, ale męża ciotka w bloku i włącza ogrzewanie w pokoju w którym śpi tylko na 30 min. dziennie. Mówi, że ją rurka idąca przez cały pion grzeje i wystarczy. Chodzi ciepło ubrana, ale wiadomo, że pasożytuje na sąsiadach przez ściany z każdej strony. Też uważa się za osobę sprytną i oszczędną.

      Usuń
  21. Mydło do mycia rąk mam zapakowane w plastikową siateczkę w jaką czasem pakują czosnek, cytryny, czy słodycze, ta po jajkach wielkanocnych sprawdziła się bardzo dobrze. Dzięki temu mydło zawsze dobrze się pieni, nawet gdy jest już mocno nasączone wodą. Gdy zostaje resztka mydła dodaję nową kostkę i ten malutki kawałek się wymydli. Lub można w siatce umieścić kilka kawałków mydła z resztek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można też rozpuścić i zrobić mydło w płynie (ja wolę tradycyjne)

      Usuń

"Artykuł 216 Kodeksu karnego brzmi:
Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności"
Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Proszę o nie przysyłanie ofert swoich produktów w komentarzach. Zwłaszcza dotyczy to stron z pożyczkami!! Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"