Czy czytacie skład wędlin?
Sklepowe półki uginają się od ilości wędlin, jest sporo
producentów, rodzajów wędlin ich jakość też jest różna. Ostatnio za kg dobrej
jakości pieczonego boczku płaciłam 40 zł w małym wiejskim sklepiku, zaś za
przyzwoita cienka kiełbasę 39zł/kg. Są to dość spore kwoty a i tak te wędliny
wyższej jakości muszą zawierać konserwanty bo takie są wymogi i tyle
(rozmawiałam z właścicielem małej masarni). Sposobem na pozbycie się chemii z
żywności jest jej samodzielne tworzenie w domu, oczywiście nie wszystko
jesteśmy w stanie zrobić, z powodu dostępu do surowca, możliwości lokalowych
oraz zwyczajnie z braku czasu i chęci, ale myślę, że warto ograniczać na tyle
ile się da ilość chemii w żywności. Ja
kupuję czasem wędlinę w tym wiejskim sklepiku gdy nie mam czasu, albo chcemy
odmiany smakowej. Zazwyczaj produkujemy wędliny, pasztety sami w domu. Czasem wędlin
wkładam w solankę i opiekam, czasem gotuję, a czasem podwędzam w małej
balkonowej wodzarce dla uzyskania smaku, a następnie ją sparzam. Jedną z
ulubionych przez rodzinę jest indyk trzymany w solance przez 5 dni, a następnie
pieczony w piecyku. Staram się „upolować” w dobrej cenie filet z indyka i
następnie robię z niego wędlinę do pieczywa.
- dowolna ilość filetu z indyka
- 100 g soli na każdy litr wody (wody tyle by przykryła mięso dokładnie)
- przyprawy (ja kupuję przyprawę do białej kiełbasy w markecie budowlanym na stoisku z gąsiorkami do wina itp.) stosuję się do zaleceń na opakowaniu i wrzucam ją do solanki
