Trochę ponad miesiąc temu spotkało mnie przykre zdarzenie.
Jechałam odebrać syna z warsztatu samochodowego (odstawił
tam swój samochód). Narzuciłam kurtkę na domowe ubranie, wskoczyłam do auta i
ruszyłam w drogę.
Niemal w samym centrum miasta, z drogi podporządkowanej —
bez pierwszeństwa — nagle wyjechała mi centralnie w przód pewna kobieta.
Moje auto wyszło z tego stosunkowo „lekko”: tablica do
wymiany, pęknięte kratki od grilla (góra–dół, nie znam się), otarty zderzak — i
właściwie tyle.
Drugi samochód niestety ucierpiał znacznie bardziej:
pęknięte nadkole, reflektor, drzwi kierowcy kleszczyły się i przy otwieraniu
tarły, więc raczej nie nadawały się do normalnego użytkowania.
Z przyczyn formalnych musiałyśmy wezwać policję. Czekałyśmy
w dość mało sprzyjających warunkach… trzy godziny.
Po przyjeździe policji:
– wystawiono mandat kierującej drugim samochodem,
– zabrano dowód rejestracyjny,
– mnie natomiast próbowano zabronić samodzielnego powrotu do
domu z powodu braku kratki do tablicy
rejestracyjnej, a co za tym idzie, baku możliwości jej przytwierdzenia.
Stwierdziłam spokojnie, że mogę zaraz obok w sklepie kupić
klej i ją przykleić albo wstawić tablicę za przednią szybę. Po krótkich
negocjacjach zostałam „puszczona”.
Dziś natomiast otrzymałam decyzję od ubezpieczyciela.
I tu pojawia się moje zaskoczenie: nie byłam sprawcą
zdarzenia, zgłosiłam naprawę bezgotówkową, nie zależało mi na żadnej wypłacie
pieniędzy — chciałam po prostu, żeby samochód został naprawiony.
Tymczasem zaproponowana kwota była o 1000 zł niższa od
wartości naprawy, którą sami wcześniej określili w piśmie.
Nie ukrywam, że tego akurat nie potrafię logicznie
zrozumieć.
Ale cóż — może się nie znam.
W końcu jestem tylko kobietą…
Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest coś innego:
nikomu nic się nie stało, nikt na nikogo nie krzyczał, a po
wszystkim życzyłyśmy sobie spokojnych świąt i wszystkiego dobrego.
Można? Można. Bo nawet w trudnych chwilach warto zachować
rozsądek, empatię i spokój. Nerwy i krzyki nie naprawią szkody ani nie cofną
tego, co już się wydarzyło.

Prosisz o kawę, ale na komentarze nie odpowiadasz.
OdpowiedzUsuńCzy ten komentarz miał mnie zaboleć, sprawić mi przykrość, obrazić? Nie bardzo rozumiem jaki był jego cel. Czy to akurat był Twój gorszy dzień i tak wyszło? Przytulam cieplutko i życzę by codzienność się układała po Twojej myśli.
UsuńBardzo przeszkadza za duża ilość reklam. Ciężko się czyta, zwłaszcza na telefonie i miałam ogromny problem ze znalezieniem przycisku do poprzednich wspisów. Lubiłam od dawna Twój profil, a teraz za ciężko mi się czyta.
OdpowiedzUsuńNie jestem w tym biegła, próbowałam wyłączyć ilość reklam. Nie wiem czy to pomoże. Wiele rzeczy dzieje się bez mojej ingerencji niestety.
UsuńDobrze, że nikomu nic się nie stało. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDokładnie...
Usuń