wtorek, 13 stycznia 2026

Gdańsk, który porusza — Muzeum II Wojny Światowej i ECS

 


Na początku stycznia wybraliśmy się rodzinnie do Gdańska. Bywaliśmy tam już wiele razy, a jednak wciąż „nie było nam po drodze” do dwóch bardzo ważnych miejsc: Muzeum II Wojny Światowej oraz Europejskie Centrum Solidarności. Tym razem właśnie one stały się naszym priorytetem.

Udało nam się odwiedzić oba muzea, ale od razu powiem jedno — nie polecam planować ich w jeden dzień. To po prostu zbyt dużo, zarówno czasowo, jak i emocjonalnie. Po takim zwiedzaniu dobrze jest dać sobie chwilę ciszy i oddechu. My rozłożyliśmy to na dwa dni, robiąc po drodze przerwę na spokojny spacer po starówce, i to rozwiązanie bardzo się u nas sprawdziło.

Muzeum II Wojny Światowej



Sama wystawa robi ogromne wrażenie i jest bardzo ważna, natomiast organizacyjnie — niestety — pozostawia spory niesmak.

Mieliśmy bilety kupione wcześniej online, z wyznaczonymi widełkami godzinowymi, które w praktyce okazały się jedynie umowne. W kolejce staliśmy około 45 minut, z czego część na zewnątrz, razem z osobami bez biletów.

Po wejściu na wystawę było jeszcze trudniej — duży tłok, ciągłe przepychanie się, brak możliwości spokojnego czytania opisów czy obejrzenia eksponatów. W moim odczuciu muzeum sprzedało po prostu zbyt wiele biletów na jeden czas, a w takim miejscu odbiera to sens zwiedzania i skupienia.

 

Europejskie Centrum Solidarności




ECS zwiedzaliśmy z przewodnikiem, który oprowadzał nas po całym kompleksie. W środku było sporo osób, ale dokładnie tyle, ile powinno być — nikt się nie przeciskał, każdy miał dostęp do wystawy. My, jako grupa około 25 osób, oraz osoby zwiedzające indywidualnie funkcjonowaliśmy obok siebie bez poczucia chaosu.

Dla mnie ECS było szczególnie poruszające i bardzo namacalne. Jestem dzieckiem stanu wojennego. Przy mojej szkole dochodziło do tak poważnych zamieszek, że ogłoszono nam wolny dzień od zajęć.

Mój brat nosił bibułę — rodzice długo o tym nie wiedzieli, a gdy tata się dowiedział, mało nie dostał zawału, zwłaszcza że dzień wcześniej był nalot do sąsiadki.

Mieszkałam w Łodzi, gdzie w 1981 roku odbył się Marsz Głodowy Kobiet — największy protest społeczny w PRL, skierowany przeciwko reglamentacji żywności i pustym półkom w sklepach. Wzięły w nim udział tysiące kobiet, często z dziećmi.

Moi rodzice pracowali w szpitalu MSW i bywało, że nie wracali na noc do domu. To gdzieś zostaje w człowieku na zawsze, ten niepokój który odczuwali rodzice, napięcie w życiu codziennym, to już będzie ze mną na zawsze.

Jeśli jeszcze nie odwiedziliście tych miejsc, naprawdę polecam. Najlepiej wybrać się tam poza weekendem, w tygodniu i poza feriami — dając sobie czas i przestrzeń na przeżycie tego, co te miejsca w sobie niosą.

To nie jest zwiedzanie, które zamyka się wraz z wyjściem z muzeum — to doświadczenie, które zostaje w pamięci i wraca wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy.

Dzielę się z Wami moim światem – od ogrodu, przez oszczędzanie i gotowanie, po szycie i urządzanie domu. Jeśli chcecie symbolicznie mnie wesprzeć, możecie postawić mi wirtualną kawę.  To dla mnie piękny znak, że to, co robię, ma dla Was wartość.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"Artykuł 216 Kodeksu karnego brzmi:
Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności"
Nie godzę się na wulgarne zachowanie, krytykę dla krytyki bez konstruktywnej wypowiedzi i chamstwo. Proszę o nie przysyłanie ofert swoich produktów w komentarzach. Zwłaszcza dotyczy to stron z pożyczkami!! Komentarze o takiej treści nie będą publikowane. Przed dodaniem komentarza po raz pierwszy, proszę o przeczytanie strony "O mnie"