Dziękuję za przypomnienie mi o zestawieniach, fakt dawno ich
nie robiłam, w sumie uznałam, że to mało interesujący dla Was temat, takie trochę
się moje przechwalanie.
W tym roku bardzo mocno wzrosły nam wydatki na żywność, bo
jak by na to nie patrzeć muszę wyżywić 3 mężczyzn w tym dwóch w wieku 15 i 20
lat. Po za tym mam w domu dojrzewająca nastolatkę i mnie, oraz psicę. Obecnie ½
kg mięsa na obiad to takie sobie jedzenie dla nich, zwłaszcza, że córka i
młodszy syn uprawiają intensywnie sport i tego białka przydałoby się więcej,
staram się uzupełniać białko dzięki jajkom, ale u córki znowu odpada nabiał,
ale chętnie je fasole, więc jakoś usiłuję zbilansować jadłospis moje młodzieży.
Do tego wszystkiego jak wszyscy wiecie doszły mocno podwyżki cen żywności, to również
prowadzi do wzrostu kosztów wyżywienia. Nadal kupujemy mięso prosto z ubojni,
ale i tam ceny wzrosły niestety. Powiększyliśmy w zeszłym roku znacznie
ogródek, dzięki temu w tym roku niewiele warzyw kupuję, np. nie kupuje już
zupełnie fasoli szparagowej, pomidorów, ogórków, bobu, kalarepy, włoszczyzny, cukinii,
kabaczków, papryki. Kupuje głównie ziemniaki (w tym roku nie posadziłam),
cebulę jak potrzebuję duże ilości, bo w ogrodzie posadziłam około 50 cebul, a
my jemy jej dużo, czosnek kupuje, ale mam nadzieję, że to już ostatni rok. Z
owoców kupuję niestety większość, w tym roku tylko truskawki, czerwone
porzeczki nam obrodziły, będzie trochę aronii jeszcze i nic po za tym, więc
owoce muszę kupować, ale staram się i tu szukać oszczędności, pytam właścicieli
drzew, krzaków czy mogą mi odsprzedać owoce, często okazuje się, że robią to
bardzo chętnie wręcz są wdzięczni, czasem nawet oddają w zamian za samodzielne
ich zerwanie. Jak jedziemy na wycieczki rowerowe wypatrujemy takich pojedynczych
drzewek, bo jak widzę duży sad to wiem, że to zupełnie inny temat, ale i tam
warto pytać, bo pomijamy pośredników kupując z pierwszej ręki jest taniej. Nadal
robię przetwory na zimę, mam sporo zamrożonego rabarbaru z tego roku, w
słoikach na razie truskawki i czarną porzeczkę oraz ogórki kiszone (40 słoików
z własnej uprawy) i przeciery z zeszłorocznych ogórków kiszonych. Nadal gotuję
na zapas i pasteryzuje potrawy, wypiekam swoje chleby, ciasta, ciasteczka. Nie
zmieniło się nic w temacie wędlin i pasztetów, robimy własne i wychodzą nam
coraz lepsze. Robię również własne napoje roślinne owsiane, kokosowe, ryżowe,
sojowe teraz zbieram się do migdałowego, ale ciągle uważałam migdały za zbyt
drogie. Chce spróbować roślinnych jogurtów, to wszystko na pojawieniu się u
córki nietolerancji laktozy. Dzięki tym wszystkim zabiegom jemy zdrowo i dużo
taniej niż kupując gotowe produkty. Na wyjazdy urlopowe również zabieramy
własne domowe wyżywienie, nie muszę stać przy kuchni, bo zabieram gotowe
pasteryzowane dania i tylko dogotowuję dodatki – ziemniaki, ryż, kasze, makaron
oraz robię jakąś surówkę. Na śniadania zabieramy pasztet i mielonkę
pasteryzowaną w słoikach, dokupuję tylko warzywa i gotuję jajka, na kolację robię
coś na ciepło, np. kaszanka z cebulą, naleśniki, tosty, zapiekanki itp.
Ale wracając do podliczeń to w tym roku tylko na żywność dla
pięcioosobowej rodziny w tym maż, dwóch synów 15 i 20 lat, oraz córki 13 lat
oraz mnie i suczki mini. Dodam, że córka i młodszy syn uprawiają intensywnie
sport, zatem koszt miesięczny wychodzi średnio 1000 zł. W zeszłym było odrobinę niżej, a w latach poprzednich wahał się do 750 – 800 zł.
Tak to teraz u nas wygląda, staramy się żyć nadal
nierozrzutnie, ale nie dzieci muszą zjeść przyzwoicie, syn i córka maja dość wyczerpujące
treningi, więc muszą mieć odpowiednia dietę. Najstarszy syn ma problemy z wchłanianiem,
co powoduje u niego fakt, że musi jeść posiłki, co około 2 godziny, jak nie zje
to ma silny spadek glukozy i pojawia się bardzo złe samopoczucie, agresja. A to
niesie koszty, bo chłopak ponad 180 cm wzrostu musi dostać porcję odpowiednią, nie
wydzielam mu zbytnio, bo waży tylko 58 kg, więc musi jeść by pokryć problemy
wchłaniania. I tak to właśnie sobie zjadamy codziennie. Ja osobiście jestem
zadowolona, że udaje mi się wyżywić odpowiednio rodzinę mimo ich dużych potrzeb
za taką kwotę. Wszyscy ostatnio mieli robione badani krwi (córka i syn z powodu
uprawianych sportów, najstarszy syn ze względu na problemy zdrowotne, a my tak
na wszelki wypadek) i tylko u młodszego syna wyszła norma na pograniczu anemii,
ale on tak ma od urodzenia, już, jako niemowlak miał podawane żelazo. Zatem
wygląda, że żywię odpowiednio swoja rodzinę. Ba teściowa po tygodniowym pobycie
u mnie stwierdziła, że jej ciśnienie spadło i mogła zmniejszyć dawki insuliny
przy obniżonym poziomie cukru. Jak dla mnie to dowód na to, że dobra drogą
idziemy w kwestii żywienia. Nie jemy od dawna pszenicy ani produktów ja
zawierających, nabiał je w sumie tylko młodszy syn, nie jemy białego cukru. Używamy
tylko masła, smalcu, a oleje tylko na zimno (bez oleju rzepakowego oraz z
pestek winogron). Jemy dużo jajek, kasz, ryżu, warzyw. Cały rok jemy własne
kiszonki – ogórki, kapustę, buraki. Ja przy wzroście 163cm ważę 54 kg (45 lat),
mąż przy wzroście 183 cm waży 79 kg (49 lat). Nie przyjmujemy żadnych leków na
stałe, przejdziemy 30 km bez problemu, przejdziemy na rowerze 45 km. Myślę, że
nie jest źle. Pracę mamy głównie siedząca, umysłową. Nie mamy problemów z
nadciśnieniem, cukrzycą, nadwagą itp. Jakoś sobie radzimy, mamy za sobą wiele
lat nauki pokory, wiele trudnych lat, ale dajmy radę!
