Tak jak już wcześniej pisałam urzekł mnie pasztet z dyni,
wcześniej robiłam pasztety tylko z nasion, teraz pierwszy raz sięgnęłam po
dynię i przyznam, że mogłabym się nim tylko odżywiać.
Potrzebujemy:
- 800 g dyni – obranej
- 400 g ciecierzycy
- kawałek selera
- pół pora
- 6 ząbków czosnku (można mniej, jeśli nie lubimy, ja lubię)
- 2 – 3 cebule
- 2 łyżeczki majeranku
- ½ łyżeczki kurkumy
- 1 łyżeczka gałki muszkatołowej
- 1 łyżeczka czarnuszki
- ½ łyżeczki pieprzu cayenne
- 1 łyżeczka cząbru
- 1 łyżeczka słodkiej papryki
- 2-3 łyżeczki soli (zależy jak lubimy)
- 2 łyżki siemienia lnianego
- 2 łyżki pestek słonecznika
- 3 łyżki pestek dyni
Ciecierzyce moczymy na noc lub rano stawiamy do moczenia
przed wyjściem do pracy. Po około 8 godzinach moczenia (może być więcej),
odcedzamy i zalewamy 2 szklankami wody, gotujemy z jedna łyżeczka soli około 15
minut, następnie dokładamy pokrojona w kostkę dynię, oraz seler. Gotujemy 20
minut i dokładamy resztę składników po za siemieniem, słonecznikiem i pestkami
dyni. Oczywiście cebulę obieramy, siekamy por, cebulę. Gotujemy wszystko przez
kolejne 20 minut. Następnie wycedzamy, płyn odlewamy do kubeczka (może być nam potrzebny,
gdy pasztet będzie za gesty). Miksujemy przy pomocy blendera wszystkie warzywa
wraz z siemieniem lnianym i czosnkiem, doprawiamy do smaku i dokładamy resztę
nasion. Jeśli całość jest zbyt gęsta dokładamy wywar. Przekładamy pasztet do
dwóch foremek wyłożonych papierem (ja użyłam dwóch keksówek). Pieczemy w
piecyku nagrzanym do 180 stopni przez około 30 minut, aż powierzchnia będzie
zrumieniona. Ja pozostały wywar z
pasztetu użyłam na drugi dzień do zupy.
