Znowu przestałam pisać, obiecałam sobie regularność, ale życie
jak to z życiem bywa postanowiło inaczej. Pierwszy rozchorował się najstarszy
syn, jest niepełnosprawny (autyzm, głęboki niedosłuch i upośledzenie umysłowe) trzeba
cały czas obserwować co u Niego, bo sam mało komunikuje nam. Potem dopadło mnie,
kaszel że hej, a następnie córkę 39,6 temperatura, a na koniec mąż miał mały
wypadek w wyniku którego ma złamany nos i cztery szwy założone. Na razie
pozostaje w pełni zdrowia młodszy syn, jedynie we wtorek nie wyrobił się na
zakręcie i wjechał w pole, musiał być wyciągany, ale nic mu się nie stało. Ostatnio
dzwoni do mnie teściowa i pyta – jak tam, wszystko u Was w porządku? Przytkało mnie
na moment i szybka analiza, co ja mam kobiecie powiedzieć? Prawdę taką całą, w
ratach, nic? Więc manewr wymijający, jak tam mamy ręka? Temat przeskoczył i
poszedł w innym kierunku. Kolejny telefon po uzgodnieniach z jej rodzonym synem
już był pełen faktów, no cóż, syn zadecydował. Postaram się do Was zaklikać co
jakiś czas. Na szczęście w tym roku wieczerza wigilijna nie u nas, w święta my
na wizytach a nie u nas, więc tylko coś na świąteczne śniadania przy gotuję i z
głowy. Mięso się pekluje do wędzenia, pasztet upiekę, jakieś ciasta ze dwa. Damy
radę!! Może trochę przedświąteczna magia nam pomorze :)
A jak tam u Was przygotowania do świąt pełną parą?
