W tym roku u nas pełne wykorzystanie każdej przestrzeni na
uprawy, przed wejściem do domu na powierzchni przypominającej średniej
wielkości balkon mam ogródek ziołowy a na nim – trzy rodzaje mięty, melisę, tymianek,
cząber, kolędę, majeranek, szałwię, liść laurowy, dwa rodzaje bazylii, rozmaryn,
oregano i trawę cytrynową. Część roślin wysiałam w domu, a część kupiłam gotowe
sadzonki, kolendrę najpierw wysiałam w ogrodzie, początkowo nie wschodziła,
więc na próbę kupiłam w markecie (była w Lidlu promocja), nie wierzyłam, że się
przyjmie a ona mnie zaskoczyła, nie dość, że wypiękniała to się rozrosła. Na
zagonkach w ogrodzie mam jeszcze lubczyk. Wspaniale mieć pod ręką świeże z
własnej uprawy zioła. Musiałam zrobić etykiety by łatwiej było rodzinie rozróżniać zioła, etykiety można zrobić z pociętych plastikowych opakowań i wypisać wodoodpornym flamastrem.
Obok na podłodze stoi jeszcze jedna skrzynka i na parapecie jest kolejna.
Uwielbiam swój
ogród, niestety w tym roku jest bardzo duża plaga mszycy, będziemy musieli opryskać
krzaki pomidorów pod folią, bo po raz pierwszy od czasu jak mamy tunel i tam
zawitała mszyca. W rym roku poważnie
podeszliśmy do łapanie deszczówki, udaje nam się obecnie łapać około 1200
litrów, mamy jeszcze pojemniki, do których przelewamy deszczówkę w czasie
intensywnych opadów ze zbiorników podłączonych do rynien, na razie podlewamy
wyłącznie wodą deszczową wszystko w ogrodzie, udaje nam się przetrwać od
deszczu do deszczu dzięki dodatkowemu przelewaniu wody do zbiorników nie podłączonych
do rynien. Widzimy, że nasze rośliny lubią bardziej tę wodę niż prosto z sieci.
Nasze gminne miasto dodatkowo ufundowało bony na zakup roślin dla domostw w
których zbierana jest deszczówka, dzięki nim nareszcie posadziłam czerwony klon,
czerwoną śliwo – wiśnię (podobno ma bardzo słodkie owoce), różę na pniu oraz
konwalie (uwielbiam konwalie) i kiwi pienne dosadziliśmy (zmarzł nam zapylacz
tej wiosny). Bon był na kwotę 200 zł,
bardzo to miłe ze strony Urzędu Miasta.





