piątek, 27 lutego 2015

Temat bumerang - oszczędny czy sknera :)


Do napisania tego postu zainspirowała mnie jedna z czytelniczek. Podobnie jak ona mam często problem z akceptacją przez otoczenie moich oszczędności, wiele osób uważa, że nie ma potrzeby się zastanawiać np. nad ceną w sklepie, wrzucam do koszyka i już. Nie widzą też potrzeby analizowania wydatków i dochodów. Jak dla mnie to luksus dla ludzi, którzy mają, co miesiąc spory naddatek finansowy i nie chcą na nic odkładać, wszystko mają itd. My tak naprawdę będąc prawie 24 lata małżeństwem może około 2 lat żyliśmy w nieświadomości naszego budżetu, ale zaczęło nas dręczyć pytanie gdzie podziewają się nasze pieniądze, zarabialiśmy we dwoje całkiem nie mało, nie mieliśmy dzieci, a pieniędzy ciągle nie było. Dzięki prowadzeniu budżetu wszystko stało się oczywiste, ta wiedza jest niezbędna według mnie w każdym domu, to tak jak by prowadzić przedsiębiorstwo bez księgowości. Jak planować wydatki, wakacje, większe zakupy skoro nie wiem jak rozkładają się moje wydatki i dochody. Druga sprawa to zakupy, bardzo często tłumaczę znajomym, rodzinie, że są sklepy, w których sprzedają znane marki w pomniejszonych opakowaniach, na pozór wydają się tańsze, ale gdy sprawdzimy cenę do wagi/litra to mamy pełen obraz jak "tanio" wychodzi ten produkt. Dla mnie to podstawa przy zakupach (robię to zawsze, nawet jak znam produkt, bo producenci potrafią zmieniać gramaturę, a cena jest ta sama), sprawdzanie nie ceny za opakowanie tylko za cały kilogram lub litr. Ale niestety spore grono osób uważa takie działanie za dziwactwo i zbędne. Oszczędzanie wody to też dla wielu psychoza maniakalna, a dla mnie to ekologia i oszczędzanie pieniędzy. Syn oglądając "Mega Sknery" widzi jak syn matce zaznacza linię, do której ma nalewać wody do wanny, bo kąpie się w wannie codziennie, widząc to komentuje "o rany, a po co jej więcej tej wody, tyle wystarczy, a jak chce popływać to niech idzie na basen" No i w sumie ma rację, wylegiwanie się codziennie w pełnej wannie wody, to ani zdrowe, ani ekologiczne, ani ekonomiczne. Podobnie jak zmywanie pod bieżąca wodą w sytuacji, gdy mamy zmywarkę. Ciepła woda z kranu się lejąca to nie jest 10 litrów wody na cały cykl zmywania fury naczyń w zmywarce. Jeśli zmywam po za zmywarką to zakrywam zlew i zmywam w nalanej tam wodzie, a dopiero potem płuczę w zimnej bieżącej. Czy przerobienie starych ubrań na coś nowego to sknerstwo? Czy działania ekologiczne z oszczędzaniem w tle to sknerstwo? Ja sortuję śmieci bardzo dokładnie, uważam, że sortowanie powinno być obowiązkowe dla wszystkich. To też jest uznawane za dziwactwo. No cóż, jestem dziwna, ale całkiem dobrze mi z tym.:)
Podobne odczucia ma autorka komentarza, pozwolę sobie w tym miejscu zacytować.

"Od jakiegoś czasu czytam Pani blog i powiem tylko tyle, że to, co Pani opisuje to zdrowy rozsądek. Pamiętam jak moje babcie też w taki sposób prowadziły dom i nie wynikało to ze sknerstwa tylko raczej z doświadczeń (wojna później ciężkie czasy powojenne) i zapobiegliwości. Myślę, że teraz jesteśmy trochę zmanipulowani na konsumpcjonizm a jak braknie to są kredyty - wiele sugerują nam reklamy. Zdrowy rozsądek jest wyśmiewany, jako sknerstwo i bieda a to całkiem inne pojęcia. Zostałam tak wychowana, że nie marnuję jedzenia, dużo przetworów robię sama, jeśli ktoś ma nadmiar warzyw czy owoców przyjmuję w zamian coś gotowego lub coś innego, co sama nie wykorzystam. Od jakiegoś czasu sama "produkuję" wędliny, piekę chleb. Nie gardzę ubraniami z odzysku u mnie dzieci donaszają ubrania po sobie na po domu. To, co Pani opisuje to prowadzenie domu z odpowiedzialnością za siebie i dzieci (nauczanie w domu) -rezygnacja z pracy tak jak w moim przypadku postrzegana jest, jako dziwactwo- ciężko zrozumieć, że przy dwójce dzieci i braku babci w domu dwoje rodziców nie może pracować na 3 zmiany."


Ja też jestem postrzegana, jako dziwaczka, nie mam parcia na karierę, przez wielu uważana za odmóżdżona kurę domową, bez ambicji. Czasem zagorzałe feministki też mi dokuczają, że pozwoliłam się zamknąć w domu, wiele osób nawet nie pyta czy to mój wybór, zakłada, że nakaz męża. A jak najchętniej była bym samowystarczalna, odcięła się od tv, netu i radia. Często mam wrażenie, że urodziłam się nie w tej epoce. Na okres Postu wyłączyłam się z przeglądania FB prywatnego i tu też wiele osób dostrzega bezsensowne dziwactwo. W aucie nie słucham radia, drażnią mnie reklamy, ostatnio byłam długo w szoku po usłyszeniu reklamy tabletek na zmniejszenie łaknienia na słodycze u dzieci. Z mężem przestaliśmy zupełnie słuchać radia w aucie, nie oglądamy wiadomości w tv, ogólnie mało oglądamy programów w tv, jeśli już to raczej film od znajomych lub z Internetu, konkretnie przez nas wybrany. Dla wielu osób moje chodzenie zamiast jazdy autem też jest dziwactwem, ale efekt mam taki, że tankuję raz na 2 miesiące, więc całkiem niezła suma zostaje mi w kieszeni, a do tego więcej się ruszam. Dzieci też zmuszam do większego ruchu, bo mam wrażenie, że obecnie ludzie wręcz stronią od ruchu, a co za tym idzie, coraz więcej jest chorób związanych z nadwagą, układem kostnym, sercem itd.
Przepraszam, że ciągle wracam do tematu "oszczędny czy skner", ale widzę jak bardzo dla wielu jest to nie do rozróżnienia.


Autorce komentarza gratuluję sukcesów i samozaparcia!!!!!! Życzę wytrwałości w dążeniu do celu:)