Ostatnia niedziela upłynęła nam na produkcji domowych
wyrobów. Z racji braku czasu w tygodniu robimy większa produkcję w soboty, ale
w tą sobotę miałam urodziny i rodzina przygotowała dla mnie szereg atrakcji,
więc nie zabrałam się z mężem za takie prace domowe. W tym roku jak zawsze
przez ostatnie lata, szaleńczo obrodziły nam czerwone porzeczki. Mąż nastawił
balon z winem, ale mamy jeszcze z zeszłego roku, więc w tym postanowiliśmy
robić soki z sokownika. Na razie
wyprodukowaliśmy 46 słoików sok, produkcja jest błyskawiczna, porzeczki z krzaczka
do mycia, z mycia do sokownika, przesypane cukrem, a z sokownika do słoika na
gorąco i zakręcamy, słoik do góry dnem, a rano do spiżarni. Po za tym wyprodukowaliśmy 3 bochenki chleba,
3 brytfanki pasztetu i 2 szynkowary z wędliną – mielonka z oliwkami raz mozaika
(wymyślona na szybko) z mięsa drobiowego i wieprzowego. Pomroziliśmy, co się dało, część do jedzonka
od ręki i mamy znowu z głowy jakiś czas produkcji wędlin. Mimo nawału zajęć nie
rezygnujemy z domowego jedzenia, po prostu musimy się lepiej zorganizować i
tyle. Teraz w kolejce do sokownika czekają wiśnie, a do słoiczków czarna
porzeczka. Pomidory za chwilkę masowo dojrzeją, więc i one zostaną przerobione.
Owoce, warzywa z własnego ogródka to
skarb, bez sztucznych dodatków.
Oto nasza niedzielna produkcja domowa :)
Na zdjęciu nie ma wszystkich słoiczków soku.
