Ostatnio znajoma pyta mnie – jak ja to wszystko ogarniam, że
to nie realne by tak dużo żywności robić samemu i do tego nie mieć sprzątaczki,
nie oddawać ubrań do prasowania, prania itd. Czy ja mam, choć czasem chwile,
gdy mi się nie chce?
Tak mam i to wcale nie tak czasem, ale dość często, gdy
braknie w domu chleba a jest wieczór i musze iść do kuchni i go upiec, gdy
skończy się wędlina i trzeba się zatroszczyć o dodatki do pieczywa, gdy nie mam
czasu zrobić obiadu i musze na szybko cos zrobić. Wtedy przychodzą myśli a co
tam pójdę i kupię gotowy chleb, niby proste, ale w naszym domu nie jada się
pszenicy, zatem zakup chleba żytniego orkiszowego lub dla chłopaków
bezglutenowego to jest poważny wydatek, niestety im lepszy skład takiego
pieczywa tym większy koszt. Zatem
odpada, w takich sytuacjach rugam siebie w myślach i przywołuje do porządku by
nie dopuścić do sytuacji, że nie mam nawet odrobiny zamrożonego pieczywa w
chwili awarii. Dodatki do pieczywa
wyglądają podobnie, większość wędlin, gotowych past ma w składzie błonnik
pszenny, zatem zakup gotowca jest niebezpieczny, gdy już znajdę z dobrym
składem to tak jak przy pieczywie cena rzuca na kolana. Zatem i tu starać się
musze o to by mieć słoiczki z pasta, mrożoną wędlinę lub choć by gotować jajka
na twardo do kanapek. Gdy przychodzi dzień, że nie dałam rady czasowo z
obiadem, a nie mam nic zamrożonego, ani za pasteryzowanego, przychodzi myśl, a
może by tak mrożonka, no nie, bo skład tragiczny, to może zamówić do domu po
ustaleniach składu, albo iść na miasto zjeść, ale tu wkracza czysta kalkulacja,
pięć osób, licząc, choćby 15 zł za osobę to już mam 75 zł, kwota nie mała,
sporo mogę zakupić składników na szybki obiad, choć by pierś z indyka, zmielić i
zrobić na szybko sos pomidorowy do makaronu, albo podsmażyć z przyprawa kebab,
ziemniaki i surówka, mam szybki i smaczny a zarazem dużo tańszy i zdrowy obiad.
Jak myślę o tym gdzie byliśmy 10 lat
temu i jak szybko można znaleźć się w tym samym miejscu, bo niestety nadal nie
mamy rezerwy większej na koncie tak na czarną godzinę to zaraz przechodzi mi
zmęczenie, lenistwo i myśli o „pójściu na skróty”.
Jeśli chodzi o prace domowe i robienie wszystkiego samemu
mam podobnie, mąż kiedyś zaproponował, że może by tak zatrudnić ktoś do mycia
okien, jest ich trochę, więc? Odmówiłam
i poprosiłam wszystkich domowników o pomoc, jak rozdzieliliśmy na cztery osoby
ilość okien to wyszło niewiele na każdego i nie było to większym problemem, a kwota,
jaka została w kieszeni mogła być wykorzystana na rodzinną wycieczkę. Czysta i
dokładna kalkulacja. Podobnie jest z praniem, prasowaniem, pracami w ogrodzie, naprawami,
przeróbkami. Każda niewydana kwota może być spożytkowana na przyjemności, a tak
nie ma rozrywek jest tylko wyręczenie nas w pracy.
To trochę jest jak z chodzeniem do pracy – czy codziennie
mamy na to ochotę, czy kochamy wszyscy swoja prace? Nie, ale wiemy, że daje nam
ona fundusze na nasze utrzymanie, dzięki niej płacimy rachunki, mamy, za co
zakupić żywność, odzież itd.
Owszem w czasie urlopu zdarzy nam się raz może dwa wyjść na
miasto coś zjeść, ale to jest urlop, czas odpoczynku, choć i tak nie stołujemy się
na mieście, jeśli mamy możliwość samodzielnie przygotować posiłek. U nas tak
już zapewne pozostanie na zawsze, że będziemy samodzielnie przygotowywać posiłki,
naprawiać odzież, obuwie, sprzęty domowe, jeśli się tylko da. Mamy za sobą zbyt ciężkie chwile, za dużo
trosk by teraz podejść do wydawania pieniędzy nonszalancko bez zastanowienia i
analizy. Jesteśmy małżeństwem od 28 lat, jadaliśmy chleb smarowany nożem, nie
stać nas było na zakup leków, odzieży, ale jednej zasady trzymaliśmy się twardo
– nigdy nie dopuścimy by zapukał do nas komornik, przez te wszystkie lata jak
na razie udało nam się by nie mieć problemów z komornikiem, groźbami i
zastraszaniem z powodu niespłaconych zobowiązań. Rezygnowaliśmy ze wszystkiego po
to by nie bać się otworzyć drzwi listonoszowi. Nie mieliśmy wezwań komorniczych, stawiania
nas w stan natychmiastowej spłaty kredytów itp. Teraz żyje nam się łatwiej,
możemy na więcej sobie pozwolić, ale mimo wszystko to nie jest jeszcze luz
finansowy, sielanka i trzeba cały czas pamiętać gdzie byliśmy 10 lat temu.
Zatem podsumowując, owszem mam chwile lenia,
niechcieja i zupełnej niemocy, ale wspomnienia ruszają mnie z kanapy i dodają energii
do działania.
