poniedziałek, 18 października 2021

Kredyt?

 


Jak już człowiek myśli, że będzie dobrze, to musi dostać kijem po plecach by wiedział gdzie jego miejsce. Ja tak niestety często mam i nie życzę nikomu takich huśtawek emocjonalnych.

Długo zastanawiałam się, czy o tym pisać, mam wiele emocji z tym związanych, na dodatek dość sprzecznych. Pod koniec sierpnia wyjechaliśmy w czwórkę w góry na kilka dni by jeszcze odetchnąć i zregenerować zdrowie męża który wcześniej pracował fizycznie po 12 godzin, a ma swoje jednak 53 lata. Młodszy syn nie chciał z nami jechać, został w domu z psem, miał się nim opiekować i to wszystko. Góry powitały nas deszczowo, no cóż chcieliśmy trochę iść w góry by zresetować umysł i mieć więcej energii. Pierwszego dnia, a właściwie popołudnia dzwoni do nas syn i pyta o ubezpieczenie mojego samochodu, okazało się, że w dość bezmyślny sposób rozbił moje auto które miało być owszem jego, ale za jakiś czas (kiedy będzie gotowy na samodzielne go utrzymanie), obecnie się nim dzieliliśmy, a ja miałam dostać młodsze autko, a tym miał syn jeździć na uczelnię i sam je utrzymywać.

Zbieraliśmy na samochód dla mnie bym mogła mieć młodszy model, ten samochód miał 13 lat. Z racji, że od nas autobusy kursują do miasta co godzinę, a syn na uczelnię ma około 20 km musiało być kolejne auto w rodzinie, więc postanowiliśmy mu oddać moje które było w idealnym stanie z niskim przebiegiem i garażowane. Niestety samochód został zakwalifikowany do kasacji całkowitej, obniżono nam 20% wypłaty za kolizję spowodowaną przez młodego kierowcę który ma prawo jazdy od stycznia. Pozostałości nikt nie chciał kupić sprzedaliśmy w śmiesznej cenie na części. Z racji, że syn musi dojechać na uczelnię kupiliśmy samochód jemu, a ja zostałam z niczym, bo finanse się skurczyły ekstremalnie.

Mam mieszane uczucia, z jednej strony cieszę się przeogromnie, że syn wyszedł z tego cało, wielu dziwi się temu, że zupełnie nic mu się nie stało, co aż przeczy logice. Z drugiej strony jestem wściekła na niego za to co zrobił.

Mieliśmy się trzymać z dala od kredytów, ale niestety sytuacja nas zmusiła do tego. Finanse zostały mocno nadszarpnięte, a ja nie mogę z niepełnosprawnym synem podróżować komunikacją, miałam na jesień mieć nowszy samochód, składaliśmy pieniądze na niego ale życie zweryfikowało wszystko. Obecnie z racji, że samochód jest zakupiony na syna, na niego ubezpieczony, on go utrzymuje nie chcę korzystać z niego, zwłaszcza, że on nim jeździ na uczelnię, a za chwilę będzie jeździł do pracy. Najstarszy syn wymaga stałych wizyt u lekarzy, obecnie mam pod opieką mojego tatę który został sam, do tego moja teściowa ma problemy z noga więc też trzeba się nią zająć,  do tego musze co jakiś czas załatwić coś służbowo do pracy, a zostałam bez auta.

Obecnie bardzo ciężko jest kupić samochód w dobrej cenie, mój poprzedni był trzyletnim samochodem po leasingu w bardzo dobrym stanie jak nowy, jeździłam nim 10 lat. Chciałam teraz zakupić coś podobnego, ale ceny takich samochodów z racji problemów z nowymi strasznie wzrosły, niestety musimy ponownie wejść w kredyt. Tak się cieszyliśmy, że został nam już tylko kredyt hipoteczny.

W sumie nie wiem czy powinniśmy kupować synowi samochód, znajomi twierdzą, że nie, że on sam powinien tym razem sobie kupić samochód, bo za własne się szanuje, a ja powinnam kupić sobie za to co uzbieraliśmy i za to co udało nam się zyskać z poprzedniego sprzedaży.

No i tu robi się u mnie ostra mieszanka uczuć, stało się  kupiliśmy samochód synowi, ja nie mam samochodu, on wyszedł z wypadku cało, mój samochód został skasowany przez jego brawurę.

A tak się cieszyłam, że się stabilizujemy finansowo, jak to dobrze, że potrafię oszczędnie żyć.  Czy już jesteśmy do końca życia skazani na bujanie się w kredytach?




Jak bardzo życie jest nieprzewidywalne....